Myślę czasem o obozie koncentracyjnym Jasenovac. Zdecydowanie częściej jednak w moich koszmarnych przebłyskach pojawia się inne miejsce. Jest położone nieopodal – w Starej Gradišce, na granicy Chorwacji z Bośnią i Hercegowiną, przeznaczone dla dzieci i kobiet: Serbek, Żydówek i Romek. Możliwym wyjaśnieniem tej dysproporcji przerażenia jest fakt, że Jasenovac, największy bałkański obóz śmierci, doczekał się upamiętnienia. Kompleks muzealny gromadzący archiwalia poświęcone ofiarom obozu oraz zbrodniom ustaszy, czyli chorwackich faszystów, kolaborujących z nazistami, a także znajdujący się tam socmodernistyczny pomnik, nazywany kamiennym kwiatem, w paradoksalny sposób odzierają to miejsce z jego pierwotnej, surowej grozy.
Inaczej jest z obozem w Starej Gradišce, gdzie brakuje nawet tablicy objaśniającej, co wydarzyło się tu w trakcie drugiej wojny światowej. Do środka nie można się dostać – jedyne wejście prowadzi przez wybite okno. W biały dzień między upiornymi korytarzami baraków panuje półmrok, ponieważ bujnie pleniące się rośliny zasłoniły niemal całe światło. To połączenie historii cierpienia i brutalnej śmierci z niekontrolowanym wzrostem natury i powolnym rozpadem materialnych pozostałości obozu wywarło na mnie silniejsze wrażenie niż przechowywane pieczołowicie dowody zbrodni.
Zastanawiałam się nad tą logiką grozy, czytając Kapo Aleksandara Tišmy. Głównym bohaterem powieści serbskiego pisarza jest Żyd, Vilko Lamian, który przetrwał obozowe piekło (najpierw Jasenovac, a następnie Auschwitz) – żeby przeżyć, stał się jednak tytułowym kapo, strażnikiem i prześladowcą. Jego losy śledzimy na trzech planach czasowych: akcja rozpoczyna się po wojnie w Banja Luce, ale w licznych, nielinearnych retrospekcjach wracamy do czasów wojennych i przedwojennych. Wydanie tej książki po polsku, niemal trzydzieści osiem lat po jej premierze w Jugosławii, powinno być jednak literackim wydarzeniem1 nie tylko z powodu przekonujących opisów obozowych doświadczeń – te bowiem są nam już znane z rozmaitych dzieł kultury.
Powieść Tišmy wykracza poza samą formułę świadectwa, choć mimo upływu czasu – osiemdziesiąt lat po wojnie, gdy nadal pojawiają się ludzie podważający prawdziwość Holocaustu – wciąż jest to uzasadniona funkcja tego rodzaju tekstów. W Chorwacji ruch negacjonistów zbrodni ustaszy ma niestety pewne znaczenie w życiu społecznym i politycznym – jeden z przedstawicieli tego ruchu przekonywał mnie nawet, że w Jasenovacu Żydom i Serbom leczono zepsute zęby, ale bynajmniej nie prowadzono tam polityki masowej zagłady. W rzeczywistości historycy Holocaustu zgadzają się, że środki ucisku stosowane w obozie Jasenovac były brutalniejsze niż metody z Auschwitz: do eksterminacji zamiast komór gazowych używano tu przede wszystkim noży i ciężkich narzędzi, a więźniowie rzadko przeżywali dłużej niż sześć miesięcy. Nie dziwi więc, że bohater w przenosinach do Auschwitz upatruje szansy na przetrwanie, pomocna jest przy tym fałszywa tożsamość chorwackiego komunisty.
W 1941 roku, kiedy Jasenovac rozpoczynał swoją upiorną działalność, Aleksandar Tišma, syn węgierskiej Żydówki i Serba, miał siedemnaście lat. Pół roku później był świadkiem masakry w Nowym Sadzie, w czasie której węgierscy żołnierze wymordowali miejscowych Żydów i Serbów – temu wydarzeniu pisarz poświęcił przełożoną na język polski powieść Księga Blama. Dwadzieścia lat później odbył podróż z Jugosławii do Polski, między innymi do Oświęcimia. Zanim tam jednak dotarł i zdał sobie sprawę ze swojej bolesnej półprzynależności, o czym pisze w posłowiu tłumaczka Magdalena Petryńska, dostrzegł inną, równie interesującą pokrewność. Dzięki rozmowom ze współpasażerami i obserwacji podróżnych na kolejnych stacjach kolejowych uświadomił sobie swoją środkowoeuropejskość, polegającą zarówno na wspólnocie krajobrazu, jak i losu. Jego równinna, wielokulturowa Wojwodina bliższa jest Polsce czy Czechom niż słonecznym miasteczkom nad Adriatykiem, o które pytali Tišmę inni pasażerowie, kiedy wspominał, że pochodzi z Jugosławii i tam również mieszka.
W powieści Tišmy słońce, gdy już się pojawia, tylko zwiększa cierpienie: „słońce, pierwszy jego blask w ten szary poranek, sparzyło mu opuchnięte powieki”2. Akcja Kapo rozgrywa się w zamkniętych, klaustrofobicznych przestrzeniach, nie tylko obozowych: w pokojach ze spuszczonymi roletami, ciasnych przedziałach pociągów, zadymionych knajpach. Duszą one czytelnika, tak jak Lamiana dusi tajemnica: przed wojną i w jej trakcie ta dotycząca wypieranego z całych sił żydostwa, po wojnie zaś – ta związana ze zbrodniami, których główny (anty)bohater dokonał w obozach. To poczucie winy i tajemnicy jest punktem wyjścia opowieści: odnaleziona w gazecie nazwa miejscowości niczym koszmarna proustowska magdalenka budzi w bohaterze zakopane wojenne wspomnienia. Postanawia on odnaleźć Helenę Lifkę, kobietę, którą gwałcił w obozie. Tylko ona, która również przeszła przez piekło obozu Jasenovac, może zrozumieć jego opowieść. Ten motyw powraca w literaturze wojennej niczym mantra; postronny obserwator nigdy nie będzie w stanie pojąć krańcowości tego doświadczenia.
W obliczu rzeczywistości obozów śmierci język zawodzi, tymczasem zaświadczenie o ich istnieniu staje się warunkiem (prze)życia. Poszukiwania bohatera są z góry skazane na niepowodzenie. Lifka musi umrzeć, zanim odnajdzie ją Lamian, bowiem łaska wyartykułowania swojego bólu i dar rozpoznania błysku zrozumienia w oku innego nie mogą zostać mu dane. Mężczyzna w gruncie rzeczy nie szuka wybaczenia, gdyż wie, że nie mógłby go otrzymać. Jednocześnie w próbie odnalezienia skrzywdzonej więźniarki przejawia się widoczny od początku w tym bohaterze egoizm – byłego kapo nie obchodzi, czy jego pojawienie się otworzy w kobiecie stare rany, ważniejsze jest dla niego swoiste „domknięcie” własnej historii, rozliczenie się z przeszłością, którego sam potrzebuje. Śmierć odnosi nad nim jednak ostateczne zwycięstwo: nie dopadła go w obozie ani bezpośrednio po wojnie, odbiera mu jednak ostatni cel w jego zmarnowanym życiu.
Pytanie, które nieustająco powraca do mnie nawet kilka miesięcy po lekturze książki, związane jest z motywacją bohatera w kontekście dokonywanych przez niego gwałtów. Każdy inny akt okrucieństwa wydaje się łatwiej wytłumaczalny: jako konsekwencja strachu Lamiana, oznaka pragnienia przetrwania lub przejaw nienawiści wobec tego, co w nim samym i innych jest słabe, a zatem nieakceptowalne. Ten ostatni sposób interpretacji postawy bohatera oraz opisanych w powieści korzeni zła wybiera Wojciech Stanisławski, który dopatruje się tu obrazu pierwotnej antropologii przemocy, zawartego w samym podziale na słabych i silnych3. Serbscy krytycy określają z kolei obecną w utworach Tišmy diagnozę kondycji człowieka jako rezultat sceptycyzmu antropologicznego. Tematem obsesyjnie powracającym w twórczości tego pisarza jest przemoc słabych wobec silnych, dominacja złoczyńców nad ofiarami, mężczyzn nad kobietami. Zarówno do źródeł tych zjawisk, jak i do ich najbardziej destrukcyjnych skutków często należy opresja człowieka wobec samego siebie oraz tego, czym podświadomie w sobie gardzi.
W tym kontekście warto zwrócić uwagę na postawę bohatera wobec własnych rodziców, którzy również trafiają do obozu Jasenovac. Lamian wie, w którym baraku przebywają, i mógłby przekupić strażnika, aby ten pozwolił mu się z nimi spotkać, ale celowo tego nie robi. Górskie buty, które stanowiłyby świetną łapówkę, przekazuje żołnierzowi pracującemu w obozie, nie prosząc go o nic w zamian, ale licząc na jego późniejszą przychylność. Bohater Kapo, rezygnujący ze spotkania z idącymi na śmierć rodzicami, nie tylko egoistycznie walczy o przetrwanie; nie chodzi o zamiar zjednania sobie strażnika, lecz o brak chęci, by zobaczyć bliskich. Mężczyzna boi się bowiem ich strachu i słabości, przeraża go wizja dostrzeżenia samego siebie w oczach krewnych. Choć Lamian tłumaczy, że chce im w ten sposób ulżyć, w rzeczywistości jego pogarda i nienawiść wobec rodziców zaczynają się już przed wojną. Uwielbiany jedynak do rodzinnego domu przyjeżdża z niechęcią – w końcu to rodzice ofiarowali mu niechcianą tożsamość, od której nie może uciec i za którą w trakcie wojny płaci straszliwą cenę. Jednocześnie otwarte pozostaje pytanie, dlaczego Lamian dopuścił się przemocy seksualnej wobec dostarczanych mu jak towar więźniarek, które następnie przekupywał ciepłym mlekiem i kawałkiem chleba, aby z nim współżyły. W obozie bohater cały czas próbował zmaksymalizować swoje szanse na przeżycie, lecz w tym jednym aspekcie pozwolił sobie na zbyteczne ryzyko.
Jedno z możliwych wyjaśnień, w duchu rozważań o podziale na słabych i silnych, jest związane z kwestią pragnienia odzyskania choćby częściowej kontroli nad własnym życiem poprzez ustanowienie władzy nad innymi ludźmi. To wręcz modelowy przykład przemocy stosowanej przez tych, którzy sami są lub byli jej ofiarami. Wydaje się jednak, że w grę wchodzi tu także aspekt dotyczący cielesnego wymiaru tego przewinienia. Bohaterowie innych utworów Tišmy często i chętnie ulegają swoim mrocznym erotycznym instynktom, a zaspokajając zwykłe narcystyczne pragnienia, poszukują dostępu do tych części swojej tożsamości, które na co dzień są poza zasięgiem ich świadomości. Inny, a właściwie jego ciało, dla postaci ukazywanych w utworach Tišmy staje się zwykłym przedmiotem, ale także lustrem. W powieści Śladem czarnowłosej dziewczyny główny bohater przyznaje, że nie myśli o poszukiwanej dziewczynie jako o posiadaczce własnej woli, o kimś zdolnym do podejmowania samodzielnych decyzji; interesuje go wyłącznie jej ciało, jego kontury uchwycone w półmroku. W Upotrebi čovjeka [Użyciu człowieka], ostatniej części trylogii opowiadającej o Holocauście, inny bohater skarży się, że osobowość kobiety rozpościera się ponad znane mu ciało.
Seksualność i cielesność to motywy często powracające w powieści. Przed wojną Lamian zakochuje się w żydowskiej dziewczynie, ale porzuca ją bez słowa, gdy na jej pochodzenie zwraca mu uwagę kolega z uczelni, nacjonalista, później jeden z obozowych katów. Główny bohater pozostaje jednak z kobietą w potajemnej relacji erotycznej – pożądanie Lamiana miesza się tu z jego obrzydzeniem, również wobec samego siebie. W tym czasie innych Żydów mężczyzna rozpoznaje na podstawie ich wyglądu i zachowania: rysów, gestów czy pokornej postawy. Po wojnie, kiedy czeka na przygotowującą się w łazience prostytutkę, myśli o podglądaniu w obozie nagich więźniarek idących na śmierć, o własnej matce, potencjalnej ofierze gwałtu, wreszcie o krzywdzie, którą mógłby wyrządzić będącej na jego łasce kobiecie.
Fizyczność, seksualność, pogarda i brutalność są w głowie bohatera splecione w nierozerwalny węzeł. Gwałcenie kobiet w obozie nie stanowi przejawu pożądania – przemoc seksualna praktycznie nigdy nim nie jest, u jej podstaw leży pragnienie ustanowienia władzy i dominacji, a nie niemożność pohamowania żądzy. Zdaje się jednak, że poprzez akty przemocy Lamian nie tylko krzywdzi kobiety, ale także zawczasu karze samego siebie. Ostatecznie udowadnia bowiem, że nie zasługuje na współczucie ani przebaczenie.
Język Tišmy jest naturalistyczny, plastyczny, ale chłodny. Pisarz lubuje się w zawiłych, długich zdaniach i rzadko używanych słowach. Z zadaniem oddania skomplikowanej składni i chaotycznego nieraz ciągu myśli bohatera popadającego w coraz większą paranoję świetnie poradziła sobie tłumaczka Magdalena Petryńska. Jej przekład nie jest nadmiernie ugładzony, pozwala poczuć tę dziwność również polskim czytelnikom. Jako powody pewnej nietypowości, chropowatości języka pisarza często podaje się jego podwójną tożsamość i węgierski jako pierwszy język. W licznych komentarzach do twórczości autora Kapo wspomina się, że wzrastając w wielokulturowej Wojwodinie, z ekstrawertycznym ojcem Serbem i neurotyczną matką Żydówką, Tišma już od wczesnego dzieciństwa przybrał postać „tego, który obserwuje”. Sam o sobie mówił, że emocje zachowuje wyłącznie dla literatury.
Być może dlatego powieść Kapo nie stanowi próby jednoznacznej odpowiedzi na żadne z licznych pytań, które stawiamy sobie w trakcie lektury. Tišma obdziera historię Vilka Lamiana do kości, ale nie układa z nich nowego szkieletu. Nie tłumaczy, skąd wzięło się istniejące w świecie i bohaterze zło, nie poddaje tytułowej postaci analizie psychologicznej, choć wskazuje momenty w przeszłości, w których młody wówczas mężczyzna odkrywa w sobie strach, pogardę wobec własnej żydowskiej tożsamości, pociąg do tego, co silne, i niechęć do słabości – własnej i cudzej, motywowaną między innymi lansowaną w międzywojniu faszystowską ideologią. Katów i ofiary w twórczości Tišmy nierzadko łączą wewnętrzne spustoszenie i destrukcyjne tendencje; w przerażająco podobny sposób okazują się oni rozdarci sprzecznymi pragnieniami. Serbski pisarz nieustająco poszukuje sposobu, aby przedstawić ambiwalentność losów, historii i natury człowieka. Udaje mu się zrealizować ów cel w literackiej kreacji Vilka Lamiana, cierpiącego kapo, naznaczonego zarówno traumą, jak i winą. Tego, który przeżył, ale być może zapłacił za to zbyt wysoką cenę.
1 Łukasz Najder w recenzji Kapo dla „Dwutygodnika” ubolewa, że takie określenia, jak „arcydzieło” czy „książka roku”, do cna się dzisiaj zużyły, choć w tym wypadku są w zupełności uzasadnione. Zob. Ł. Najder, Wieczny obóz, „Dwutygodnik”, online: https://www.dwutygodnik.com/artykul/12069-wieczny-oboz.html [dostęp: 23.03.2026].
2 A. Tišma, Kapo, tłum. M. Petryńska, Warszawa: ArtRage, 2025, s. 107.
3 Zob. W. Stanisławski, Dwa księżyce, dwie Chorwacje, „Teologia Polityczna”, online: https://teologiapolityczna.pl/wojciech-stanislawski-dwa-ksiezyce-dwie-chorwacje [dostęp: 23.03.2026].
