Patrząc na Wschód

Fali­stość i krę­tość to cechy kra­jo­bra­zu Suwalsz­czy­zny, któ­ry two­rzą łagod­ne wznie­sie­nia, obłe pagór­ki, zako­la mean­dru­ją­cych rzek i linie leśnych ście­żek prze­ci­na­ją­ce roz­le­głą Pusz­czę Augu­stow­ską. Nawet sko­szo­ne sia­no, spra­so­wa­ne w belach i poroz­rzu­ca­ne jak­by od nie­chce­nia po polach, wpi­su­je się w powszech­ną tu krą­głość. Prze­strzeń tę wypeł­nia­ją kolo­ry – w poło­wie sierp­nia nadal domi­nu­je zie­leń: od jej ciem­ne­go odcie­nia, któ­rym nasy­co­ny jest Wigier­ski Park Naro­do­wy, przez jaśniej­sze pla­my roz­le­głych łąk aż po paste­lo­wą nie­mal bar­wę jezior­nych szu­wa­rów. Koją­ce są tutaj tak­że błę­kit nie­ba i jezior, lek­ko spło­wia­ła żółć zbóż i głę­bo­ki brąz nagiej zie­mi. Na zmy­sło­wość pej­za­żu wpły­wa rów­nież zapach. W cią­gu dnia w powie­trzu moż­na wyczuć sło­dycz przej­rza­łych już mira­be­lek, mie­szan­kę polnych ziół i suchej tra­wy, wie­czo­rem i nocą – wil­goć wody i mgły, a jeśli mamy przy­jem­ność wędro­wać wów­czas przez las – zie­mi­sto-drzew­ną nutę.

Pośród tego całe­go bogac­twa, na tere­nie ukształ­to­wa­nym kil­ka­na­ście tysię­cy lat temu przez top­nie­ją­cy lodo­wiec, znaj­du­je się mała wieś (poni­żej stu miesz­kań­ców) – Buda Ruska. Zosta­ła zało­żo­na w XVIII wie­ku przez sta­ro­obrzę­dow­ców ucie­ka­ją­cych przed prze­śla­do­wa­nia­mi z Impe­rium Rosyj­skie­go. To tutaj odby­wa się Festi­wal lite­rac­ki „Patrząc na Wschód”. Wła­śnie zaczy­na się jego dwu­na­sta edy­cja.

Festiwal literacki „Patrząc na Wschód”.
Festiwal literacki „Patrząc na Wschód”. Fot. Radek Nowacki.

Do celu docie­ram eta­pa­mi – naj­pierw pocią­giem z Kra­ko­wa do Suwałk, póź­niej małym busem do miej­sco­wo­ści Żubrów­ka i stam­tąd pie­szo do Bur­de­ni­szek, by wypo­ży­czyć rower, dzię­ki któ­re­mu łatwiej będzie mi codzien­nie kur­so­wać mię­dzy miej­scem festi­wa­lu a wsią Miko­ła­je­wo, gdzie nocu­ję. Ten dro­bia­zgo­wy zapis nie jest podyk­to­wa­ny nad­mier­ną skru­pu­lat­no­ścią spra­woz­daw­czą. W pew­nym sen­sie rzu­ca świa­tło na czte­ro­dnio­we, odby­wa­ją­ce się w samym środ­ku sierp­nia wyda­rze­nie, mówi też spo­ro o odwa­dze i nie­skrę­po­wa­nej wyobraź­ni orga­ni­za­to­rów. Na dale­kim, pół­noc­no-wschod­nim krań­cu Pol­ski, pośród pól i lasów uda­ło im się stwo­rzyć festi­wal, któ­ry przy­cią­ga ludzi z każ­de­go zakąt­ka kra­ju. Żeby się o tym prze­ko­nać, wystar­czy rzu­cić okiem na reje­stra­cje samo­cho­dów usta­wio­nych przy festi­wa­lo­wym polu namio­to­wym.

Zaczę­ło się od Gale­rii Foto­gra­fii, któ­rą w 2001 roku na swo­im pry­wat­nym podwór­ku w Budzie Ruskiej zało­żył Piotr Mal­czew­ski, foto­graf, podróż­nik, jeden z orga­ni­za­to­rów festi­wa­lu. Odby­wa­ły się tam cyklicz­ne poka­zy foto­gra­fii, połą­czo­ne z opo­wie­ścia­mi o wysta­wach – oko­ło pięt­na­stu, dwu­dzie­stu każ­de­go lata. Natu­ral­nym roz­wi­nię­ciem przed­się­wzię­cia oka­za­ły się spo­tka­nia z udzia­łem zapro­szo­nych przez Mal­czew­skie­go przy­ja­ciół – cza­sem ktoś sam pro­po­no­wał pre­lek­cję czy inne wyda­rze­nie tema­tycz­ne. Od począt­ku czę­stym gościem był Krzysz­tof Snar­ski, etno­graf z Muzeum Okrę­go­we­go w Suwał­kach. Pro­wa­dził wykła­dy o sta­ro­obrzę­dow­cach (w cza­sie tego­rocz­nej edy­cji festi­wa­lu popro­wa­dził spa­cer śla­da­mi sta­ro­wier­ców). Stop­nio­wo orga­ni­zo­wa­no coraz wię­cej wykła­dów z róż­nych obsza­rów: psy­cho­lo­gii, przy­ro­dy, lite­ra­tu­ry.

Festiwal literacki „Patrząc na Wschód”.
Festiwal literacki „Patrząc na Wschód”. Fot. Radek Nowacki.

Zna­czą­cym momen­tem był ten, w któ­rym Mal­czew­ski tra­fił na książ­kę Pio­tra Bry­sa­cza Patrząc na Wschód. Prze­strzeń, czło­wiek, misty­cyzm. Nawią­zał kon­takt z auto­rem i zna­lazł z nim wspól­ny język. Mal­czew­ski i Bry­sacz zaczę­li razem two­rzyć festi­wal – począt­ko­wo pod nazwą „Spo­tka­nia z książ­ką. Patrząc na Wschód”. Ska­la wyda­rze­nia rosła; naj­pierw orga­ni­za­to­rzy gości­li kil­ku auto­rów, następ­nie kil­ku­na­stu, by pod­czas ostat­nich trzech edy­cji dobić do nie­mal czter­dzie­stu spo­tkań (w tym: warsz­ta­tów, spa­ce­rów tema­tycz­nych, pane­li dys­ku­syj­nych). Bry­sacz wyco­fał się w tym roku, żeby cał­ko­wi­cie poświę­cić się wydaw­nic­twu Paśny Buriat, ale od same­go począt­ku aż do dziś na pokła­dzie jest też trze­ci czło­nek zało­gi – Radek Nowac­ki.

Orga­ni­za­to­rzy festi­wa­lu do udzia­łu w przed­się­wzię­ciu zapra­sza­ją przy­rod­ni­ków, foto­gra­fów, pasjo­na­tów dane­go tema­tu. Dużą popu­lar­no­ścią cie­szą się spa­ce­ry zwią­za­ne z posze­rza­niem wie­dzy o zio­łach, moty­lach czy dzi­kich osach i psz­czo­łach. Dzie­ci, któ­re sta­no­wią spo­rą gru­pę uczest­ni­ków festi­wa­lu, mogą liczyć na róż­no­rod­ne warsz­ta­ty (cyja­no­ty­pii, ilu­stra­cji książ­ko­wej, przy­rod­ni­cze) i na mnó­stwo innych atrak­cji (takich jak choć­by ścian­ka wspi­nacz­ko­wa). Mal­czew­ski pod­kre­śla:

Bar­dzo istot­ne w myśle­niu o tym wyda­rze­niu było to, by przy­bli­żać uczest­ni­kom spe­cy­fi­kę regio­nu: Pod­la­sia, War­mii i Mazur oraz Suwalsz­czy­zny. Sta­ram się, żeby te ele­men­ty były obec­ne pod­czas każ­dej edy­cji festi­wa­lu. Duża część osób przy­jeż­dża z dale­kich stron Pol­ski i głów­nie z myślą o nich zapew­nia­my tego rodza­ju spo­tka­nia. Chce­my poka­zy­wać pięk­no, róż­ni­ce histo­rycz­ne i kul­tu­ro­we tych tere­nów.

Począt­ko­wo Mal­czew­ski finan­so­wał wspo­mnia­ne przed­się­wzię­cia ze środ­ków pry­wat­nych, cza­sem na zasa­dzie wymia­ny bar­te­ro­wej: spo­tka­nie za spo­tka­nie. Dziś orga­ni­za­to­rzy mogą liczyć na wspar­cie insty­tu­cji pań­stwo­wych, dzię­ki cze­mu pro­gram „Patrząc na Wschód” z roku na rok sta­je się coraz bar­dziej roz­bu­do­wa­ny, a jego odbior­cy czer­pią z bogac­twa prze­ka­zu inte­lek­tu­al­ne­go festi­wa­lu oraz – co nie mniej waż­ne – cie­szą się tutej­szą atmos­fe­rą życz­li­wo­ści, otwar­to­ści i cha­rak­te­ry­stycz­nej dla tego zakąt­ka kra­ju bez­po­śred­nio­ści. Nie­zwy­kłą aurę nie­za­prze­czal­nie two­rzą ludzie, ale wyda­je się, że napraw­dę roz­kwit­nąć pozwa­la im miej­sce, w któ­rym jest zlo­ka­li­zo­wa­ny festi­wal: pry­wat­ne podwór­ko mał­żeń­stwa Mal­czew­skich – wspo­mnia­ne­go już Pio­tra i jego żony Agniesz­ki (dobrej duszy tego przed­się­wzię­cia). Ta pry­wat­ność prze­strze­ni wpły­wa na cha­rak­ter wyda­rze­nia – gdy prze­kra­czam bra­mę, nie mam poczu­cia, że zaraz będę musia­ła oswa­jać się z czymś nowym, obcym. Nie muszę skru­pu­lat­nie badać tere­nu, by nabrać prze­ko­na­nia, że mogę się tu poczuć bez­piecz­na i mile widzia­na. Jest gwar­no, spo­ra część zgro­ma­dzo­nych zna się od daw­na, a ci z uczest­ni­ków, któ­rzy dopie­ro pozna­ją to miej­sce, wyda­ją się przej­mo­wać nie­wy­mu­szo­ną swo­bo­dę gestów i natu­ral­ność pozo­sta­łych osób.

Festi­wal jest orga­ni­zo­wa­ny w trzech pla­nach. Na pierw­szym znaj­du­je się mię­dzy inny­mi ponad stu­let­ni drew­nia­ny dom z pięk­nym gan­kiem i spo­rą prze­strze­nią, gdzie usta­wio­ne są ławy i dłu­gi stół, zachę­ca­ją­cy do chwi­li relak­su przy kawie. Naprze­ciw­ko, w daw­nym budyn­ku gospo­dar­czym, mie­ści się Gale­ria Foto­gra­fii, zawie­ra­ją­ca pra­ce Mal­czew­skie­go z jego podró­ży nad Baj­kał, do Mon­go­lii, ale też zdję­cia przed­sta­wia­ją­ce Czar­ną Hań­czę czy arty­stę nie­zwy­kle waż­ne­go dla regio­nu Suwalsz­czy­zny – Andrze­ja Stru­mił­łę. Wcho­dząc po zewnętrz­nych scho­dach, moż­na dojść do jedy­ne­go w Pol­sce Muzeum Mon­go­lii (po któ­rym spon­ta­nicz­nie opro­wa­dza Jędrzej Łukow­ski, na co dzień zwią­za­ny z biu­rem podró­ży Sze­ro­kie Tory, a w cza­sie festi­wa­lu wystę­pu­ją­cy rów­nież w roli pro­wa­dzą­ce­go spo­tka­nia). Naj­mniej­sze pomiesz­cze­nie to pra­cow­nia Mal­czew­skie­go, wypeł­nio­na książ­ka­mi, foto­gra­fia­mi i całym kra­mem, któ­ry spra­wia, że nie mam ocho­ty opusz­czać tego miej­sca. Pomię­dzy budyn­ka­mi roz­lo­ko­wa­ne są mniej­sze i więk­sze sto­ły z dostęp­ny­mi do zaku­pu książ­ka­mi festi­wa­lo­wy­mi, ręko­dzie­łem czy świec­ki­mi iko­na­mi (jak je okre­śla ich twór­czy­ni Katia Shram­ko).

Festiwal literacki „Patrząc na Wschód”.
Festiwal literacki „Patrząc na Wschód”. Fot. Radek Nowacki.

Plan pierw­szy to tak­że miej­sce, gdzie znaj­dzie­my lokal­ne spe­cja­ły kuli­nar­ne: sękacz, domo­we bułecz­ki, litew­ski chleb i kwas chle­bo­wy. Ale spe­cjal­na uwa­ga nale­ży się ser­wo­wa­nej tu zupie albań­skiej, za któ­rej przy­go­to­wa­nie odpo­wie­dzial­ny jest Rigels Hali­li, antro­po­log kul­tu­ry, filo­log, histo­ryk, na co dzień pra­cu­ją­cy w Stu­dium Euro­py Wschod­niej na Uni­wer­sy­te­cie War­szaw­skim. Swo­ją przy­go­dę z festi­wa­lem roz­po­czął w 2020 roku, gdy popro­wa­dził spo­tka­nie z Mał­go­rza­tą Rej­mer na temat jej książ­ki Bło­to słod­sze niż miód. Gło­sy komu­ni­stycz­nej Alba­nii. Jak sam mówi:

Następ­ne­go dnia po spo­tka­niu stwier­dzi­łem, że może coś ugo­tu­ję, padło na zupę z socze­wi­cy czer­wo­nej, cie­szy­ła się dużym zain­te­re­so­wa­niem i znik­nę­ła dość szyb­ko, a Agniesz­ka Mal­czew­ska zapro­po­no­wa­ła, żebym w kolej­nym roku powtó­rzył ten pre­ce­dens. Tak się zaczę­ło, a od kil­ku lat zupa albań­ska sta­no­wi już tra­dy­cję festi­wa­lo­wą. Teraz uczę nowe poko­le­nie [śmiech – red.].

Od dwóch lat w przy­go­to­wa­niach i sprze­da­ży cie­płe­go wywa­ru uczest­ni­czy Anto­ni, syn Mal­czew­skich. Zupa jest prze­pysz­na, spraw­dzi­łam oso­bi­ście, a usta­wia­ją­ce się po nią kolej­ki tyl­ko wzmac­nia­ją moje prze­ko­na­nie o jej zale­tach.

Prze­pi­sy są domo­we, od moich dwóch babć, a szcze­gól­nie bab­ci Kate­ri­ny – z oko­lic Gji­ro­ka­stry. Zupy powsta­ją na bazie socze­wi­cy, a odmia­na wytraw­na z dodat­kiem ziem­nia­ków, octu i czosn­ku. Doda­ję też ser feta, żeby wzmoc­nić smak. W Tur­cji podob­na zupa funk­cjo­nu­je pod nazwą mer­ci­mek, jest bar­dzo popu­lar­na i cha­rak­te­ry­stycz­na dla tam­te­go obsza­ru Bał­ka­nów.

Jak dowia­du­ję się z dal­szej roz­mo­wy, do przy­go­to­wy­wa­nia skład­ni­ków anga­żo­wa­ni są tak­że auto­rzy – w sobo­tę dyżur obie­ra­nia ziem­nia­ków peł­nił Grze­gorz Kas­dep­ke. To prze­ni­ka­nie się ról gościa i domow­ni­ka jest zresz­tą powszech­ne w cza­sie festi­wa­lu. Choć pod­czas tego­rocz­nej edy­cji „Patrząc na Wschód” naj­czę­ściej moż­na zoba­czyć Rigel­sa z cho­chlą w dło­ni, bie­rze on rów­nież udział w roz­mo­wie z Ada­mem Bal­ce­rem o pol­skiej spu­ściź­nie na Bał­ka­nach Zachod­nich i pro­wa­dzi spo­tka­nie z Mar­kiem Jezior­skim na temat jego książ­ki Hotel Daj­ti. Alba­nia w cza­sie prze­szłym. Podob­nie jest w przy­pad­ku Bar­ba­ry Kowa­lew­skiej, twór­czy­ni fil­mu o Andrze­ju Stru­mil­le, pro­wa­dzą­cej spo­tka­nie fil­mo­we – a chwi­lę wcze­śniej zapew­nia­ją­cej gościom kawę. Radek Nowac­ki, współ­twór­ca festi­wa­lu od jego pierw­szej edy­cji, pod­kre­śla, że chciał­by utrzy­mać obec­ną atmos­fe­rę wyda­rze­nia.

Życzył­bym sobie, żeby kli­mat tych kil­ku dni nie znik­nął – rodzin­ny, podwór­ko­wy, bez­pre­ten­sjo­nal­ny wymiar festi­wa­lu. Mie­li­śmy moż­li­wo­ści prze­kształ­ce­nia „Patrząc na Wschód” w coś bar­dziej komer­cyj­ne­go, ale tego nie chcie­li­śmy. Posta­no­wi­li­śmy, że będzie­my dzia­łać odwrot­nie: posta­wi­my na jesz­cze więk­szą lokal­ność.

Duże zain­te­re­so­wa­nie festi­wa­lem Nowac­ki tłu­ma­czy odczu­wa­ną przez coraz licz­niej­szą gru­pę spo­łe­czeń­stwa tęsk­no­tą za nie­śpiesz­no­ścią, za spo­ko­jem, któ­ry nie jest luk­su­sem w krót­kim okre­sie waka­cji, ale czymś, co two­rzy naszą codzien­ność, a cze­go moż­na jesz­cze doświad­czyć w nie­któ­rych rejo­nach kra­ju. Histo­ria Nowac­kie­go to zresz­tą naj­lep­sze potwier­dze­nie jego słów – współ­or­ga­ni­za­tor „Patrząc na Wschód” wyje­chał z rodzin­nej Wiel­ko­pol­ski, by po stu­diach we Wro­cła­wiu i Glas­gow osiąść na nie­da­le­kich od Suwalsz­czy­zny Mazu­rach. Do Budy Ruskiej od dwu­na­stu lat przy­jeż­dża z dwie­ma cór­ka­mi, któ­re rów­nież two­rzą spo­łecz­ność festi­wa­lo­wą, dora­sta­ją i roz­wi­ja­ją się razem z tym wyda­rze­niem. Z Rad­kiem roz­ma­wiam w miej­scu sta­no­wią­cym dru­gi plan festi­wa­lu – to dal­sza część podwór­ka, gdzie pro­ste namio­ty słu­żą jako zada­sze­nie, a sce­na na pod­wyż­sze­niu jest przy­kry­ta dywa­na­mi, na któ­rych sto­ją dwa czer­wo­ne drew­nia­ne krze­sła i pień­ki peł­nią­ce funk­cję sto­li­ków. To tutaj bije ser­ce spo­tkań lite­rac­kich, a słu­cha­cze i słu­chacz­ki pro­wa­dzo­nych roz­mów zaj­mu­ją miej­sca na leża­kach, kocach, pniach róż­nej wiel­ko­ści lub bez­po­śred­nio na tra­wie. Sil­nie odczu­wa­na jest tu tak­że bli­skość Czar­nej Hań­czy, wyzna­cza­ją­cej z kolei ostat­ni, trze­ci plan tego lite­rac­kie­go świę­ta. Ścież­ka, któ­ra bie­gnie obok sce­ny i pro­wa­dzi od brze­gu rze­ki do węż­sze­go prze­smy­ku w głąb podwór­ka Mal­czew­skich, to coś w rodza­ju oso­bli­we­go waka­cyj­ne­go trak­tu. W cią­gu kil­ku dni obser­wu­ję ją z róż­nych punk­tów tra­wia­stej widow­ni – tak sze­ro­kiej pale­ty wzo­rów na ręcz­ni­kach i stro­jach kąpie­lo­wych nie widzia­łam na żad­nym festi­wa­lu lite­rac­kim. Wspo­mnia­ną ścież­ką bez­u­stan­nie, a więc i w cza­sie spo­tkań, wędru­ją rów­nież czwo­ro­no­gi, któ­rych jest tu cał­kiem spo­ro (i któ­re nie­kie­dy gło­śno się ze sobą komu­ni­ku­ją, ale wyda­je się, że niko­mu to nie prze­szka­dza). Zwie­rząt jest zresz­tą wię­cej. Na wyso­ko­ści sce­ny po pra­wej stro­nie znaj­du­je się staw, lek­ko ukry­ty za drze­wa­mi. Jak wspo­mi­na Piotr Mal­czew­ski, bywa­ło, że wyda­rze­niom akom­pa­nio­wa­ły recho­czą­ce żaby albo bóbr pała­szu­ją­cy gałę­zie – miesz­kań­cy oczka wod­ne­go. „Ktoś z publicz­no­ści popro­sił kie­dyś, by zwięk­szyć nagło­śnie­nie, ponie­waż dźwięk kum­ka­nia zagłu­szał trwa­ją­ce wów­czas spo­tka­nie” – doda­je ze śmie­chem.

Obfi­tość wyda­rzeń lite­rac­kich impo­nu­je. Poza wspo­mnia­nym wcze­śniej blo­kiem tema­tycz­nym poświę­co­nym histo­rii, przy­ro­dzie i kul­tu­rze Suwalsz­czy­zny, Pod­la­sia i Mazur w pro­gra­mie zna­la­zły się rów­nież roz­mo­wy o kwe­stiach zwią­za­nych z obsza­rem Wscho­du, mię­dzy inny­mi z Kir­gi­sta­nem, Kazach­sta­nem, Ira­nem czy Bał­ka­na­mi.

Festiwal literacki „Patrząc na Wschód”.
Festiwal literacki „Patrząc na Wschód”. Fot. Radek Nowacki.

Doro­ta Fili­piak, jed­na z osób pro­wa­dzą­cych spo­tka­nia, podróż­nicz­ka i autor­ka ksią­żek mię­dzy inny­mi o Rumu­nii i Pod­la­siu Nad­bu­żań­skim, mówi:

Od kil­ku już lat przy­jazd na festi­wal wła­ści­wie sta­no­wi dla mnie rytu­ał. Przy­jeż­dża­my z przy­ja­ciół­mi, żeby pobyć na Suwalsz­czyź­nie i odwie­dzić „Patrząc na Wschód”. To wspa­nia­łe miej­sce i nie potra­fię sobie wyobra­zić lep­szej sce­ne­rii takie­go wyda­rze­nia. Wschód jest tutaj osią, celem, tema­tem – w cza­sie spo­tkań obra­ca­my się wokół tego na roz­ma­ite spo­so­by. Cza­sa­mi ten Wschód tro­chę się nam prze­su­wa – roz­ma­wia­li­śmy prze­cież choć­by o Ama­zo­nii. Widzę ideę festi­wa­lu, może się tu reali­zo­wać sze­ro­kie spoj­rze­nie na współ­cze­sny świat przez pry­zmat kil­ku głów­nych wąt­ków: histo­rii, tra­dy­cji, podró­ży, ale też wyzwań współ­cze­sne­go świa­ta, takich jak zmia­ny kli­ma­tycz­ne, któ­rych temat był obec­ny w moich roz­mo­wach.

Emi­lia Busło­wicz opo­wia­da, że do Budy Ruskiej przy­je­cha­ła z nie­da­le­kie­go Bia­łe­go­sto­ku. O festi­wa­lu dowie­dzia­ła się sie­dem lat temu, a w tym roku po raz pierw­szy zde­cy­do­wa­ła się na uczest­nic­two. Przy­zna­je, że przy­cią­gnę­ła ją mię­dzy inny­mi róż­no­rod­ność zain­te­re­so­wań i dzia­łań zapra­sza­nych tu gości: podróż­ni­ków, pisa­rzy. Zapy­ta­na o to, któ­re ze spo­tkań zro­bi­ło na niej naj­więk­sze wra­że­nie, Busło­wicz stwier­dza, że trud­no wybrać jed­no kon­kret­ne – wyróż­nia roz­mo­wę z Karo­li­ną Cie­ślik-Jaku­biak na temat Ira­nu czy tę doty­czą­cą książ­ki Pusz­cza Augu­stow­ska… autor­stwa Doro­ty i Grze­go­rza Zawadz­kich.

To na pew­no festi­wal dla osób, któ­re lubią dowia­dy­wać się nowych rze­czy i cenią lite­ra­tu­rę. Ze wzglę­dów oso­bi­stych jest mi bli­ski – odby­łam spo­ro podró­ży: do Kazach­sta­nu, Kir­gi­sta­nu, Arme­nii, Azer­bej­dża­nu. Jestem zachwy­co­na pozio­mem pre­le­gen­tów, auto­rów. Zain­te­re­so­wa­nie festi­wa­lem poka­zu­je, że mimo wszel­kich moż­li­wo­ści, zna­jo­mo­ści języ­ków, mimo prak­tycz­nie nie­ogra­ni­czo­ne­go dostę­pu do mate­ria­łów inter­ne­to­wych czu­je­my głód spo­tkań na żywo. Sama chęt­nie słu­cham o miej­scach, w któ­rych nie byłam, a do któ­rych chcia­ła­bym poje­chać. Wysłu­cha­ne na żywo rela­cje przy­bli­ża­ją mnie do reali­za­cji tych pla­nów.

Podob­nych gło­sów jest wię­cej – powta­rza­ją się zwłasz­cza te pod­kre­śla­ją­ce róż­no­rod­ność wyda­rzeń, ich poten­cjał roz­bu­dza­nia w ludziach chę­ci do samo­dziel­ne­go eks­plo­ro­wa­nia świa­ta. Moi roz­mów­cy zwra­ca­ją tak­że uwa­gę na koniecz­ność doce­nia­nia pięk­na przy­ro­dy i popu­la­ry­zo­wa­nia wie­dzy o niej – o ochro­nie śro­do­wi­ska i korzy­ściach z niej pły­ną­cych. Natu­ra jest tutaj peł­no­praw­ną boha­ter­ką, nie tyl­ko ze wzglę­du na oś tema­tycz­ną festi­wa­lu.

Każ­dy dzień „Patrząc na Wschód” koń­czy się kon­cer­tem lub poka­zem fil­mu kore­spon­du­ją­ce­go (kul­tu­ro­wo czy geo­gra­ficz­nie) z pół­noc­no-wschod­nim zakąt­kiem kra­ju. Wystę­py Oli Biliń­skiej i Izy Lamik, Remi­giu­sza Olszew­skie­go, a tak­że Mał­go­rza­ty Makow­skiej – któ­ra w fan­ta­stycz­nym sty­lu poka­zu­je, jak pięk­no Suwalsz­czy­zny odzwier­cie­dla się w muzy­ce ludo­wej – to spo­tka­nia pozo­sta­wia­ją­ce uczest­ni­ków i uczest­nicz­ki wyda­rze­nia ze swo­istym festi­wa­lo­wym powi­do­kiem emo­cjo­nal­nym. Wra­cam do domu póź­ną sierp­nio­wą nocą (chy­ba nigdzie nie ma tak gwiaź­dzi­ste­go nie­ba jak tu!) i nio­sę w myślach żywe wspo­mnie­nie tej przy­go­dy. Fun­da­ment „Patrząc na Wschód” two­rzą nie­zwy­kła wyobraź­nia, cie­ka­wość i rzad­ko spo­ty­ka­na dziś skrom­ność – i to wyda­je mi się naj­pięk­niej­sze.

Baner 12. Festiwalu literackiego „Patrząc na Wschód”
Baner 12. Festiwalu literackiego „Patrząc na Wschód”.
Festiwal literacki „Patrząc na Wschód”. Festiwal literacki „Patrząc na Wschód”. Festiwal literacki „Patrząc na Wschód”. Festiwal literacki „Patrząc na Wschód”. Festiwal literacki „Patrząc na Wschód”. Festiwal literacki „Patrząc na Wschód”. Festiwal literacki „Patrząc na Wschód”. Festiwal literacki „Patrząc na Wschód”. Festiwal literacki „Patrząc na Wschód”. Festiwal literacki „Patrząc na Wschód”. Festiwal literacki „Patrząc na Wschód”. Festiwal literacki „Patrząc na Wschód”. Festiwal literacki „Patrząc na Wschód”. Festiwal literacki „Patrząc na Wschód”. Festiwal literacki „Patrząc na Wschód”. Festiwal literacki „Patrząc na Wschód”. Festiwal literacki „Patrząc na Wschód”. Festiwal literacki „Patrząc na Wschód”. Baner 12. Festiwalu literackiego „Patrząc na Wschód”

Czytaj także

07.08.2026 Prasówka

Prasówka (7 sierpnia 2026)

W redakcji „Dziennika Literackiego” wertujemy różnego rodzaju czasopisma w poszukiwaniu interesujących tekstów. Wyławiamy artykuły, które nas intrygują, poruszają, prowokują do rozmowy. Naszym czytelniczkom i czytelnikom również powinny przypaść do gustu. Dlatego zapraszamy do lektury piątkowego przeglądu prasy kulturalnej.

24.07.2026 Prasówka

Prasówka (24 lipca 2026)

W redakcji „Dziennika Literackiego” wertujemy różnego rodzaju czasopisma w poszukiwaniu interesujących tekstów. Wyławiamy artykuły, które nas intrygują, poruszają, prowokują do rozmowy. Naszym czytelniczkom i czytelnikom również powinny przypaść do gustu. Dlatego zapraszamy do lektury piątkowego przeglądu prasy kulturalnej.

10.07.2026 Prasówka

Prasówka (10 lipca 2026)

W redakcji „Dziennika Literackiego” wertujemy różnego rodzaju czasopisma w poszukiwaniu interesujących tekstów. Wyławiamy artykuły, które nas intrygują, poruszają, prowokują do rozmowy. Naszym czytelniczkom i czytelnikom również powinny przypaść do gustu. Dlatego zapraszamy do lektury piątkowego przeglądu prasy kulturalnej.

26.06.2026 Prasówka

Prasówka (26 czerwca 2026)

W redakcji „Dziennika Literackiego” wertujemy różnego rodzaju czasopisma w poszukiwaniu interesujących tekstów. Wyławiamy artykuły, które nas intrygują, poruszają, prowokują do rozmowy. Naszym czytelniczkom i czytelnikom również powinny przypaść do gustu. Dlatego w każdy piątek zapraszamy do lektury przeglądu prasy kulturalnej.