Przyznam, że zawsze miałam opór przed naruszaniem fizycznej przestrzeni książki – zaginaniem rogów, kreśleniem po tekście czy notowaniem na marginesach. Ostatnio jednak po raz pierwszy pozwoliłam sobie na tę bardziej bezpośrednią relację z opowieścią (rogi stron oszczędziłam). W przypadku napisanej przez Lulu Miller hybrydy pamiętnika i biografii, zatytułowanej Dlaczego ryby nie istnieją, nie czułam, że się wtrącam. Przeciwnie: byłam ciekawa, co powstanie z dodania do opowieści kolejnej warstwy doświadczeń. Moja ekscytacja została podsycona przez intrygujący tytuł i bogactwo wątków – biologicznych, historycznych, kryminalnych, społecznych – a także przez literacką wizję poszukiwania sensu życia oraz realizację tego wszystkiego na niespełna dwustu stronach. Fascynowała mnie historia naukowca, który odkrył tysiące gatunków ryb i zawzięcie walczył z przeciwnościami, a następnie postąpił okrutnie, aktywnie wspierając eugenikę. Interesowały mnie dziewiętnasto- i dwudziestowieczne podróże, odkrywane gatunki ryb, dziennikarskie śledztwo kryminalne oraz odpowiedź autorki na pytanie: co jest sensem życia?
Już w prologu autorka zaprasza nas do wkroczenia w Chaos, a właściwie oznajmia nam, że prędzej czy później i tak nas on dopadnie. Jak się zresztą okaże, ta różnica jest bardzo ważna dla fabuły i jej rozwoju. Nastrój zagrożenia, który Miller buduje od pierwszych zdań, odzwierciedla jej własny stan – poczucie bezsilności i katastroficzne myśli. Język i atmosfera opowieści zmieniają się wraz z emocjami autorki; smutek i lęk mieszają się tu z ekscytacją i nadzieją, poczucie bezsilności przechodzi w desperację i obsesję, zawód i żałoba po własnych wyobrażeniach – w szczęście. To cała konstelacja emocji, ukazująca nam drogę do poznania samych siebie, do stopniowego akceptowania tego, na co nie mamy wpływu, do pracy nad relacjami, które tworzymy. Zarówno nastrój, jak i struktura książki wydają się odpowiadać jej treści – nie zawsze jednak wywołują pozytywne wrażenia czytelnicze. Przeplatanie wątków i ich różnorodność skutkują poczuciem chaosu. Największym wyzwaniem w toku lektury okazuje się styl narracji. Dygresyjność połączona z nagromadzeniem opisów wyobrażeń, fantazji i emocji momentami przytłacza, zwłaszcza na początkowym etapie odkrywania biografii Davida Starra Jordana. Uczony i taksonom, którego autorka obrała za przewodnika po „nieczułym świecie”1, poświęcił większość życia na odkrywanie i katalogowanie nowych gatunków ryb. Nieustępliwy badacz, który do kryzysowych sytuacji podchodził ze spokojem i optymizmem, jest w tekście figurą idola, co wpływa na wspomniany styl i ton wypowiedzi. Niektóre fragmenty wydają się jedynie odciągać uwagę od istotnych wątków, utrudniając czytelnikowi pełne zaangażowanie w lekturę. Wraz z rozwojem opowieści, zgłębianiem życiorysu Jordana i zmianą nastawienia samej autorki narracja zyskuje wymiar refleksyjny. Co ciekawe, pewne tematy, które wzbudziły moje zainteresowanie, zanim sięgnęłam po książkę Miller, w toku lektury stawały się dla mnie coraz mniej istotne. W Dlaczego ryby nie istnieją zagadnienia te pełnią funkcję zbioru ciekawostek, punktów zaczepienia, które scalają to, co dopiero z czasem ukazuje swoją wartość. Pytania o sens życia i o ujarzmienie Chaosu – te, które początkowo wydawały się osią opowieści – skrywają głębszy sens, spajają narrację: dotyczą relacji. Rodzinnych, romantycznych, przyjacielskich, łączących ludzi i nieludzi. To owe więzi wpływają na rozwój historii, na jej zmiany i kolejne decyzje bohaterów, warunkują też samo istnienie książki.
Nie da się zignorować znaczenia pozornie zwyczajnej dedykacji: „To dla Ciebie, Tato”. Motyw relacji między autorką a jej ojcem jest jednym z ciekawszych w książce. Miller, poświęcając opowieść rodzicowi, wyróżnia go na tle innych, a czytającym sygnalizuje, że ojciec stanowi w tekście ważny punkt odniesienia, być może nawet rdzeń całej historii. Niewątpliwie zadedykowanie komuś książki jest wyrazem bliskości, gestem wdzięczności lub uznania. W nielicznych obrazujących ojca fragmentach obserwujemy go jako postać niejednoznaczną. Przede wszystkim to u niego siedmioletnia Lulu szuka odpowiedzi na wypowiedziane pierwszy raz na głos pytanie: „jaki jest sens życia?”. Ojciec, nieświadomy wagi chwili, przyjmuje perspektywę naukową i odpowiada: „Nic!”, po czym z ekscytacją daje wykład o przypadkowości, bezużyteczności i kruchości ludzkiego istnienia. Zapoznaje dziewczynkę z koncepcją Chaosu i choć prawdopodobnie nie zdaje sobie z tego sprawy, zasiewa chaos również w córce. Zderzenie jej wrażliwości z chłodną, naukową perspektywą ojca staje się jednym z fundamentów późniejszych emocji autorki. Początkowo ojciec jawi się nam jako energiczny, oddany studentom i zaangażowany w życie rodzinne. Z czasem jednak okazuje się, że bywa impulsywny i przemocowy. Ten kontrast – między podziwem a lękiem, bliskością a dystansem – prowadzi do napięcia, które czytelnicy i czytelniczki będą odczuwać niemal do samego końca lektury. Wydaje się, że dokonany przez pisarkę wybór Davida Starra Jordana na przewodnika nie wynika wyłącznie z chęci odnalezienia recepty na nadzieję i determinację. Trudna relacja Miller z ojcem i nieudana próba zrozumienia jego podejścia do życia powodują, że Jordan staje się dla dziennikarki czymś w rodzaju pomostu; pełni funkcję łącznika między nią a jej własnym rodzicem. Autorka sama zwraca uwagę na podobieństwa między tymi postaciami: „uchwyciłam się tej wątłej myśli, że uzasadnienie, jakie znalazł dla swojego uporu, pasuje do światopoglądu mojego ojca”2. Miller w pismach Jordana czyta, że kojarzy on złe samopoczucie z lenistwem i marudzeniem. Wskutek tego odkrycia autorka doświadcza poczucia wstydu. To moment, który przypomina jej o wstydzie odczuwanym przez nią przy ojcu, kiedy nie potrafiła być tak radosna jak on. Wspomniane połączenie zostaje jednak zerwane, kiedy David okazuje się uwikłany w morderstwo, a następnie zaangażowany w rozwój eugeniki.
Miller ostatecznie przepracowuje relację z Davidem – dzięki rozmowie z Mary i Anną oraz odkryciu, że ryby, będące dla taksonoma podporą w trudnych chwilach, nie istnieją. Ojciec pojawia się dopiero w dalszej części książki. Stwierdza, że „jest za stary, żeby wyzwalać go od czegoś, od czego nie został wyzwolony wcześniej”3. Dziennikarka apeluje o zachowanie nieufnej postawy, co sama z przekonaniem przyjmuję. Mam nadzieję, że relacja między Miller a jej ojcem nie jest jeszcze zakończona. Autorka osiąga jednak spokój i spełnienie. Jej podejście różni się od punktu widzenia ojca i Davida, których śladem początkowo planowała (i właściwie desperacko próbowała) podążać. Poczucie sensu kształtuje się w niej wraz z otwartością na nowe doświadczenia i wnioski – czyli inaczej, niż się spodziewała. Proces ten wydaje się więc czymś indywidualnym, w chaosie zależy od wielu czynników, ponieważ „przyroda nie ma krawędzi ani ostrych konturów”4, jak zauważa autorka. W tej zmienności i kruchości jest coś poruszającego. Bo czy nie doceniamy bardziej tego, co skończone?
Wartość omawianej książki uświadomiłam sobie kilka dni po zakończeniu lektury. Moje notatki na marginesach okazały się w dużej mierze wyrazem frustracji i niezrozumienia Miller. Z perspektywy czasu dostrzegłam, że pozornie nieistotne lub bezsensowne elementy opowieści umożliwiają istnienie całości, która ma sens – jest niczym podróż, proces przemiany psychologicznej, przepracowanie relacji. W książce kryje się też dużo ciekawostek, nawiązań i myśli wartych uwagi i skłaniających do refleksji. Zaproponowana przez Miller forma, złożona z chaotycznych elementów, ostatecznie tworzących spójną całość, świetnie koresponduje z tematem poszukiwania sensu. „W każdej komórce mojego ciała wszystkie procesy są przypadkowe, ale jednak słowa, które wypowiadam do pana, nie są przypadkowe”5. Podążając za tą myślą profesora Roberta Hołysta, możemy zapytać: skoro przypadkowe procesy komórkowe zapewniają organizmowi działanie, a książka złożona z chaotycznych elementów ma sens jako całość, dlaczego życie pełne chaotycznych doświadczeń miałoby nie mieć sensu?
1 L. Miller, Dlaczego ryby nie istnieją, tłum. H. Pasierska, Wołowiec: Wydawnictwo Czarne, 2026, s. 39.
2 Tamże.
3 Tamże, s. 162.
4 Tamże, s. 40.
5 Obalił mit entropii Wszechświata. Prof. Robert Hołyst, rozm. przepr. M. Kawecki, online: https://youtu.be/LC1g3Nohn‑s?si=hzvusocNvQRSGWwP [dostęp: 16.06.2026].
