W Ministerstwie Starych Książek

W ostat­nich latach w śro­do­wi­sku lite­rac­kim dużo roz­ma­wia się o potrze­bie dostrze­że­nia oraz dowar­to­ścio­wa­nia pra­cy róż­nych osób, któ­re bio­rą udział w pro­ce­sie powsta­wa­nia i upo­wszech­nia­nia ksią­żek. Jed­no­cze­śnie akcen­to­wa­na jest koniecz­ność zwró­ce­nia uwa­gi na ponad­cza­so­wą war­tość lite­ra­tu­ry spo­za kate­go­rii pre­mier wydaw­ni­czych. W mikro­cy­klu Rzu­cić wszyst­ko i zało­żyć anty­kwa­riat pre­zen­tu­je­my syl­wet­ki wybra­nych osób zwią­za­nych zawo­do­wo z wtór­nym ryn­kiem książ­ki. Nie mamy ambi­cji ani moż­li­wo­ści wyczer­pa­nia tema­tu – ogra­ni­cza­my się do przy­kła­dów, zwłasz­cza anty­kwa­ria­tów o młod­szej metry­ce. Ich twór­ców i ani­ma­to­rów pyta­my o źró­dła wybo­rów zawo­do­wych, kon­dy­cję bran­ży, a przede wszyst­kim – o miłość do ksią­żek, któ­re nie mają daty waż­no­ści.

W ponu­ry gru­dnio­wy wie­czór suną­łem rowe­rem uli­cą Czy­stą w Kra­ko­wie, zasta­na­wia­jąc się, kie­dy wresz­cie kupię sobie porząd­ną maskę smo­go­wą. Pro­blem cywi­li­za­cyj­ny gęściej zalud­nio­nej czę­ści Pol­ski, wciąż koja­rzo­ny medial­nie naj­chęt­niej wła­śnie z Kra­ko­wem, nie­ste­ty, jak się zda­je, nie ustę­pu­je. Sta­nąw­szy pod nume­rem szes­na­stym przy dużym logo z otwar­tą książ­ką na czar­nym tle, zaj­rza­łem do środ­ka. Gęsty tłu­mek wypeł­niał maleń­kie wnę­trze i w sku­pie­niu słu­chał zapro­szo­ne­go gościa, któ­rym był Krzysz­tof Sto­ry. Na Face­bo­oku zapi­sa­ła się na to spo­tka­nie ponad set­ka osób, przy­szło – na moje oko – ponad trzy­dzie­ści. Przy­znam, że na mnie, prak­ty­ku­ją­cym even­tow­cu, taka róż­ni­ca mię­dzy licz­bą zain­te­re­so­wa­nych spo­tka­niem doty­czą­cym książ­ki a rze­czy­wi­ście uczest­ni­czą­cych w wie­czor­ku zro­bi­ła wra­że­nie.

Spo­tka­nie pro­wa­dził wła­ści­ciel i twór­ca tego miej­sca, Piotr Brzo­zow­ski. Ludzie słu­cha­li jak zacza­ro­wa­ni, delek­to­wa­li się tymi chwi­la­mi spę­dzo­ny­mi poza stru­mie­niem aktu­al­no­ści (jak moż­na by zgrab­nie prze­tłu­ma­czyć news­fe­ed); spo­koj­ne gło­sy roz­ma­wia­ją­cych rezo­no­wa­ły w mikro­sko­pij­nym wnę­trzu, wni­ka­jąc mię­dzy rega­ły, gdzie ginę­ły wśród ksią­żek. Bez popa­da­nia w prze­sa­dę moż­na by wyobra­zić sobie na środ­ku pomiesz­cze­nia ogni­sko, na górze gwiaz­dy – i może jakiś let­ni wie­czór. Nie chcia­łem zakłó­cić tego miru (ależ ina­czej brzmi dzi­siaj to swoj­skie sło­wo, kie­dy na wscho­dzie zno­wu sza­le­je Lewia­tan!), więc wcho­dzi­łem do środ­ka na palusz­kach.

Dro­ga Pio­tra do tego miej­sca obej­mo­wa­ła momen­ty zwąt­pie­nia (kie­dy chciał zająć się muzy­ką, ale osta­tecz­nie pod­jął inną decy­zję), a tak­że bez­sku­tecz­ne pró­by „zacze­pie­nia się” w róż­nych insty­tu­cjach badaw­czych czy domach kul­tu­ry. O sobie i pro­wa­dzo­nym przez sie­bie anty­kwa­ria­cie Brzo­zow­ski opo­wia­da z dużym dystan­sem i swo­bo­dą. Zapy­ta­ny o książ­ki, któ­re go ukształ­to­wa­ły, wymie­nia Jesień w Peki­nie Bori­sa Via­na. Wspo­mi­na zda­nie wydru­ko­wa­ne na czwar­tej stro­nie okład­ki, któ­re prze­ko­na­ło go do lek­tu­ry („Ta książ­ka nie ma nic wspól­ne­go ani z jesie­nią, ani z Peki­nem”). Do listy dorzu­ca od razu Para­graf 22 Jose­pha Hel­le­ra, twór­czość Kur­ta Von­ne­gu­ta, Micha­iła Buł­ha­ko­wa i Wasi­li­ja Aksio­no­wa, by skoń­czyć na Wik­to­rze Pie­le­wi­nie, Wła­di­mi­rze Soro­ki­nie i bra­ciach Arka­di­ju i Bori­sie Stru­gac­kich. Pod­kre­śla, że zawsze miał sła­bość do ksią­żek „z luź­nym sto­sun­kiem do rze­czy­wi­sto­ści”. Chwi­lę póź­niej o owej sym­pa­tii opo­wia­da tak­że w kon­tek­ście swo­jej pra­cy. „Trze­ba mieć «luź­ny sto­su­nek do rze­czy­wi­sto­ści», by się pory­wać na taki biz­nes i w nim trwać – umów­my się, nie ma sen­su robić tego dla pie­nię­dzy” – sły­szę i nie mogę się nie uśmiech­nąć.

Kie­dy przyj­rzy­my się temu, kto i po co zaj­mu­je się sku­pem i sprze­da­żą sta­rych ksią­żek, dosyć szyb­ko wyła­nia­ją się – w wiel­kim uprosz­cze­niu – dwie gru­py. Do pierw­szej, któ­rą świet­nie obra­zu­je film o nie­co mylą­cej nazwie Księ­gar­nie Nowe­go Jor­ku z 2019 roku, nale­żą anty­kwa­ria­ty aukcyj­ne, wyspe­cja­li­zo­wa­ne na przy­kład w sta­ro­dru­kach; miej­sca, gdzie war­tość książ­ki jako obiek­tu jest co naj­mniej rów­na jej zawar­to­ści. Do dru­giej – ze wzglę­du na brak lep­sze­go okre­śle­nia nazwij­my ją „deta­licz­ną” – moż­na zali­czyć miej­sca, w któ­rych naj­istot­niej­sza jest war­tość użyt­ko­wa pozy­cji; domi­nu­ją tu dobrze dobra­ne i dobrze czy­ta­ją­ce się książ­ki, zazwy­czaj odpo­wia­da­ją­ce zain­te­re­so­wa­niom wła­ści­cie­la. Nie wszy­scy będą zado­wo­le­ni z takie­go roz­róż­nie­nia, zda­ję sobie z tego spra­wę, ale Piotr, zapy­ta­ny o swo­je miej­sce w tak nakre­ślo­nym ukła­dzie, odpo­wia­da, że zde­cy­do­wa­nie bli­żej mu do bie­gu­na deta­licz­ne­go. Mówi:

I tak na pół­kach Mini­ster­stwa znaj­dzie się fan­ta­sty­ka i sta­re scien­ce fic­tion, dużo Andrze­jew­skie­go i Kon­wic­kie­go (cho­ciaż mało mod­ni), spo­ro lite­ra­tu­ry ibe­ro­ame­ry­kań­skiej i rosyj­skiej (cho­ciaż sytu­acja poli­tycz­na temu nie sprzy­ja), i przede wszyst­kim książ­ki nauko­we: z histo­rii sztu­ki, histo­rii (celu­ję w histo­rię sta­ro­żyt­ną, śre­dnio­wie­cze, a i tak zawsze naj­wię­cej jest dru­giej woj­ny świa­to­wej) czy nauk spo­łecz­no-huma­ni­stycz­nych (tu zbyt czę­sto przy­własz­czam sobie pereł­ki z zakre­su etno­lo­gii i antro­po­lo­gii kul­tu­ro­wej).

Doda­je, że nauczył się sprze­da­wać nawet książ­ki mate­ma­tycz­ne, choć czę­sto nie rozu­mie ich tytu­łów. Dla rów­no­wa­gi wspo­mi­na, że zda­rzy­ło mu się tak­że sprze­dać książ­kę z XVII wie­ku czy kul­to­we i poszu­ki­wa­ne pierw­sze wyda­nie Hob­bi­ta. Ponie­waż jed­nak dru­ga z tych ksią­żek zosta­ła spie­nię­żo­na w cza­sie, kie­dy remon­to­wał z żoną miesz­ka­nie, wpły­wu na kon­cie prak­tycz­nie nie zauwa­żył.

Nie doszli­śmy jesz­cze do nazwy – Mini­ster­stwo Sta­rych Ksią­żek – z któ­rą łączą się kolej­ne aneg­do­ty pierw­szej pró­by.

Naj­pierw zro­bi­li­śmy z żoną burzę mózgów: wyło­ni­li się fawo­ry­ci w posta­ci inte­li­genc­kie­go Anty­kwa­ria­tu Palimp­sest (ale prze­cież nikt by nie zapa­mię­tał), „mod­ne­go” Booksz­pan (ale oka­za­ło się, że gdzieś coś takie­go ist­nie­je) i paru innych. Póź­niej roz­sze­rzy­li­śmy gro­no burzo­mó­zgo­wi­czów do przy­ja­ciół. Prym zaczął wieść pomysł TWOJA STARA – i bar­dzo małą czcion­ką: książ­ka, jed­nak zde­cy­do­wa­nie zabra­kło mi odwa­gi.

„Mini­ster­stwo” jako koń­co­wy wynik tego pro­ce­su jest ukło­nem w stro­nę lite­ra­tu­ry absur­du. Po twór­cy ma natu­rę anar­chi­stycz­ną, chcia­ło­by być samot­ną, autar­kicz­ną wyspą. Pod­szy­ta sub­tel­ną iro­nią nazwa przy­ję­ła się mimo sko­ja­rzeń z mod­nym w Kra­ko­wie for­ma­tem barów z wód­ką dla bry­tyj­skich tury­stów i mimo kon­tra­stu z metra­żem loka­lu („to chy­ba raczej tyl­ko depar­ta­ment” – usły­szał kie­dyś Piotr od jed­ne­go z gości).

Antykwariat Ministerstwo Starych Książek, ul. Czysta 16, Kraków, online: https://ministerstwo.sklep.pl/.

Anty­kwa­riat powstał w 2021 roku, w cza­sie pan­de­mii, kie­dy zwią­za­na z nią nie­pew­ność osią­gnę­ła apo­geum. Pierw­sze szli­fy w bran­ży Piotr zbie­rał w popu­lar­nym pod Wawe­lem anty­kwa­ria­cie Abe­ca­dło, któ­re­go zabyt­ko­we poap­tecz­ne wnę­trze jest zna­ne wie­lu biblio­lub­nym kra­ku­som. Choć Mini­ster­stwo już pra­wie pięć lat jest pro­wa­dzo­ne samo­dziel­nie, dopie­ro od nie­daw­na zaczę­ło popraw­nie funk­cjo­no­wać finan­so­wo, a Piotr, jak pod­kre­śla, wciąż „czu­je się mały”, gdy roz­ma­wia z inny­mi anty­kwa­riu­sza­mi.

Ogrom­ną war­to­ścią doda­ną anty­kwa­ria­tu na Czy­stej są wyda­rze­nia kul­tu­ral­ne – takie jak to przy­wo­ła­ne na począt­ku tek­stu. Moż­na powie­dzieć, że ener­gia wkła­da­na w ich orga­ni­za­cję jest odwrot­nie pro­por­cjo­nal­na do roz­mia­ru miej­sca. W ramach jed­nej z Nocy Księ­garń swo­ją pły­tę Żer pro­mo­wał tu pod­czas kon­cer­tu Bar­tek Dzia­dosz wraz z Mać­kiem Kasprzy­kiem, dwa lata póź­niej „Lite­rac­ki poczę­stu­nek” zaaran­żo­wał przy­ja­ciel-kucharz Mate­usz Sta­szew­ski, Michał Okoń­ski zaj­rzał kie­dyś, żeby poroz­ma­wiać o pił­ce noż­nej, pro­fe­sor Mar­cin Majew­ski opo­wia­dał o Biblii i bibli­sty­ce, w Mini­ster­stwie deba­to­wa­li też anty­kwa­riu­sze. Sam Piotr po latach powąt­pie­wa­nia w swo­je licz­ne talen­ty zde­cy­do­wał się nie­daw­no zade­biu­to­wać muzycz­nie pod pseu­do­ni­mem Biker. Jego pio­sen­ka Czar­ny świat 8 grud­nia tra­fi­ła na listę prze­bo­jów pol­skiej muzy­ki alter­na­tyw­nej.

Zapy­ta­ny o ska­lę wspar­cia pań­stwa i samo­rzą­du dla takich ini­cja­tyw jak jego, Piotr wymie­nia przede wszyst­kim „Cer­ty­fi­kat dla małych księ­gar­ni”, dzię­ki któ­re­mu posta­wił stro­nę inter­ne­to­wą i zabrał się na poważ­nie do pla­no­wa­nia spo­tkań tema­tycz­nych i innych przed­się­wzięć. Za ogrom­ny plus uzna­je wpro­wa­dzo­ny w tym roku Fun­dusz Księ­gar­ski Kra­ko­wa Mia­sta Lite­ra­tu­ry UNESCO. Po wie­lu latach impa­su widzi świa­teł­ko w tune­lu w kwe­stii obni­że­nia kosz­tów orga­ni­za­cji Kra­kow­skie­go Kier­ma­szu Książ­ki, w któ­rym uczest­ni­czy od począt­ku ist­nie­nia Mini­ster­stwa i dzię­ki któ­re­mu może docie­rać do nowych odbior­ców.

„Cze­go bra­ku­je? Trud­no powie­dzieć, bo dzie­je się tyle, że nie ma cza­su się chy­ba nad tym zasta­na­wiać” – koń­czy naszą roz­mo­wę Piotr. Sam roz­ko­szu­ję się tym bez­cza­sem spę­dzo­nym w miej­scu, gdzie nie docie­ra­ją nie tyl­ko hała­sy powia­do­mień z tele­fo­nu (o ile sobie na to pozwo­li­my!), ale też szum eks­cy­ta­cji nowo­ścia­mi, w któ­rym spo­ra część z ponad trzy­dzie­stu tysię­cy wyda­wa­nych rocz­nie w Pol­sce ksią­żek pre­zen­to­wa­na jest jako spra­wa abso­lut­nie wyjąt­ko­wa i nie­po­wta­rzal­na. Tu, pomię­dzy pięk­nie odkształ­co­ny­mi grzbie­ta­mi ksią­żek z serii „Koli­ber”, pod­ręcz­ni­kiem do mate­ma­ty­ki o nie­wy­ma­wial­nym tytu­le a kre­mo­wo­bia­łą okład­ką Pik­ni­ku na skra­ju dro­gi, bywa, że umysł nie­spo­dzie­wa­nie odwie­dza­ją myśli skrom­ne, a wła­sne.

***

Mini­ster­stwo Sta­rych Ksią­żek
ul. Czy­sta 16
31–121 Kra­ków
https://ministerstwo.sklep.pl/

– menedżer kultury, kurator, aktywista literacki.

więcej →