Prasówka (24 kwietnia 2026)

W redak­cji „Dzien­ni­ka Lite­rac­kie­go” wer­tu­je­my róż­ne­go rodza­ju cza­so­pi­sma w poszu­ki­wa­niu inte­re­su­ją­cych tek­stów. Wyła­wia­my arty­ku­ły, któ­re nas intry­gu­ją, poru­sza­ją, pro­wo­ku­ją do roz­mo­wy. Naszym czy­tel­nicz­kom i czy­tel­ni­kom rów­nież powin­ny przy­paść do gustu. Dla­te­go w każ­dy pią­tek zapra­sza­my do lek­tu­ry prze­glą­du pra­sy kul­tu­ral­nej.

„Nowe Książki”

W kwiet­nio­wym nume­rze mie­sięcz­ni­ka „Nowe Książ­ki” znaj­dzie­my roz­mo­wę Jaku­ba Skur­ty­sa z Mar­ci­nem Mokrym, doty­czą­cą tomu wier­szy Sola­ry­sze, naj­now­szej publi­ka­cji Mokre­go. Poeta, któ­ry według kry­ty­ki inspi­ru­je się pol­ską awan­gar­dą poetyc­ką (mię­dzy inny­mi twór­czo­ścią Tade­usza Peipe­ra, Alek­san­dra Wata, Jana Brzę­kow­skie­go czy Ana­to­la Ster­na), rów­nież w tej książ­ce podą­ża obra­nym wcze­śniej tro­pem poszu­ki­wań języ­ko­wych. Skur­tys doty­ka kwe­stii wybo­rów kon­wen­cji arty­stycz­nych doko­ny­wa­nych przez Mokre­go, pyta o ich zna­cze­nie, moż­li­wo­ści, a tak­że o poten­cjal­ne ogra­ni­cze­nia. Zwłasz­cza te ostat­nie mogą w pew­nym sen­sie „wię­zić” tekst, sta­wać się „archi­wum tech­nik”, zamiast nada­wać języ­ko­wi tem­po i poka­zy­wać tra­dy­cję jako źró­dło inspi­ra­cji. Awan­gar­da i futu­ryzm są rdze­niem twór­czo­ści Mokre­go, żywą mate­rią, z któ­rej poeta czer­pie środ­ki słu­żą­ce do opi­sy­wa­nia kwe­stii współ­cze­snych. Jego wier­sze to odpo­wiedź na nie­sta­bil­ną sytu­ację geo­po­li­tycz­ną, jak okre­śla ją Skur­tys: „cało­ścio­wy pożar, dzie­jo­wy czy histo­rio­fi­zycz­ny”. Eks­pe­ry­men­ty języ­ko­we Mokre­go wyma­ga­ją od czy­tel­ni­ków wzmo­żo­nej kon­cen­tra­cji, ale nagra­dza­ją pod­ję­ty trud, uka­zu­jąc w rze­czy­wi­sto­ści pew­ną iskier­kę nadziei, cza­sa­mi tro­chę nad­szarp­nię­tej i znu­żo­nej. Awan­gar­do­we inkli­na­cje pro­wa­dzą do nama­cal­ne­go kon­kre­tu. Mokry się­ga tak­że po solar­punk. Jak sam mówi:

Jeste­śmy bar­dziej solar­pun­ko­wi, gdy zakła­da­my wspól­no­ty miesz­ka­nio­we lub gdy zabie­ga­my o pra­wo do napra­wy i uczy­my się napra­wiać, niż kie­dy kupu­je­my elek­trycz­ne Tesle […]. O tym jest solar­punk. O przy­szło­ści robio­nej spo­łecz­nie z dostęp­nych już dziś odpad­ków.

Poezja raczej nie zmie­nia świa­ta, ale, o czym wspo­mi­na Mokry, przez spraw­dza­nie naszej rezy­lien­cji może sta­le wzmac­niać naszą w nim obec­ność.

*

Tram­wa­je jak kome­ty to tytuł recen­zji Micha­ła Prze­per­skie­go z książ­ki Zbi­gnie­wa Roki­ty Aglo. Ban­ką po Ślą­sku. Repor­taż Roki­ty to pró­ba opo­wie­dze­nia o feno­me­nie Gór­ne­go Ślą­ska – autor przy­glą­da się kwe­stii ślą­sko­ści oraz rela­cji tego regio­nu w odnie­sie­niu zarów­no do cen­trum kra­ju, jak i pozo­sta­łych obsza­rów Pol­ski. Zasta­na­wia się tak­że, czym jest dla nie­go ślą­skość. Czy to toż­sa­mość? Czy pol­skość i ślą­skość moż­na ze sobą pogo­dzić? Boha­te­ro­wie opo­wie­ści Roki­ty – prze­wod­ni­cy po Ślą­sku – są zróż­ni­co­wa­ni pod wzglę­dem cha­rak­te­ro­lo­gicz­nym, egzy­sten­cjal­nym, a tak­że emo­cjo­nal­nym. Prze­per­ski zapi­su­je:

jest [tu – red.] miej­sce na fascy­na­cję i dumę, smu­tek i to, co Kazi­mierz Kutz okre­ślał jako „ślą­ską dupo­wa­tość”. To książ­ka peł­na życia, emo­cji sta­dio­no­wych i ulicz­nych, sen­ty­men­tu i tęsk­no­ty za czymś nie­za­ist­nia­łym.

Mie­rze­nie się Roki­ty z wewnętrz­nym kon­flik­tem zmie­nia się w pew­ne­go rodza­ju „obwą­chi­wa­nie” ślą­sko­ści, znaj­dy­wa­nie jej korze­ni i prze­ja­wów, a tak­że dostrze­ga­nie per­spek­ty­wy ludzi, dla któ­rych ślą­skość wią­że się z sepa­ra­ty­zmem. Zda­niem Prze­per­skie­go wła­śnie w ten spo­sób autor budu­je napię­cie w Aglo… Włą­cze­nie w nar­ra­cję repor­ta­żo­wą bole­snych tema­tów – przy­kła­dem może być pacy­fi­ka­cja kopal­ni „Wujek” – uzu­peł­nia histo­rię Roki­ty o kolej­ną war­stwę zna­cze­nio­wą. Śląsk, przez lata zna­ny zwłasz­cza z zaso­bów „czar­ne­go zło­ta”, tym razem dzię­ki Aglo… może zdo­być uwa­gę czy­tel­ni­ków i czy­tel­ni­czek.

Okładka czasopisma „Nowe Książki” 2026, nr 4.
„Nowe Książki” 2026, nr 4.

„Pismo. Magazyn Opinii”

W set­nym, jubi­le­uszo­wym nume­rze „Pisma” Tomasz Sta­wi­szyń­ski zaj­mu­je się kwe­stią współ­cze­snych elit. W ese­ju Upa­dek czło­wie­ka z Davos zasta­na­wia się, czy moż­li­wy jest ich demon­taż. Kosmo­po­li­tyzm i mobil­ność, brak przy­wią­za­nia do sys­te­mu war­to­ści, lokal­nej tra­dy­cji, języ­ka, ale przede wszyst­kim brak poczu­cia wspól­no­ty – według Sta­wi­szyń­skie­go to naj­waż­niej­sze cechy „czło­wie­ka z Davos”, repre­zen­tan­ta dzi­siej­szych elit. Może on pozwo­lić sobie rów­nież na nie­za­leż­ność wobec sek­to­ra usług publicz­nych, z cze­go skwa­pli­wie korzy­sta, odci­na­jąc się tym samym od roz­po­zna­nia rze­czy­wi­sto­ści, w któ­rej funk­cjo­nu­je więk­sza część spo­łe­czeń­stwa. Sta­wi­szyń­ski zapi­su­je:

W prze­ci­wień­stwie do daw­nej ary­sto­kra­cji, któ­ra – przy­naj­mniej czę­ścio­wo – mia­ła świa­do­mość, że swój przy­wi­lej zawdzię­cza uro­dze­niu w okre­ślo­nej war­stwie spo­łecz­nej, on sądzi, że wszyst­ko, co ma, zawdzię­cza sobie. Nie czu­je wdzięcz­no­ści wobec poprzed­nich poko­leń ani odpo­wie­dzial­no­ści za przy­szłe […]. Nie zna poję­cia tra­gi­zmu […]. Czu­je się ostat­nim, naj­wyż­szym ogni­wem kul­tu­ro­wej ewo­lu­cji. I z tej wła­śnie per­spek­ty­wy oce­nia wszyst­ko inne.

W skład współ­cze­snych elit wcho­dzą więc poli­ty­cy, finan­si­ści, urzęd­ni­cy, a tak­że influ­en­ce­rzy, pra­cow­ni­cy nauko­wi czy akto­rzy. Sta­wi­szyń­ski, posił­ku­jąc się teza­mi Samu­ela P. Hun­ting­to­na (w 2004 roku jako pierw­szy posłu­żył się on okre­śle­niem „czło­wie­ka z Davos”), José Orte­gi y Gas­se­ta, Arlie Rus­sell Hoch­schild czy Chri­sto­phe­ra Lascha (auto­ra Bun­tu elit czy Kul­tu­ry nar­cy­zmu), ana­li­zu­je stan alie­na­cji obec­nych elit (zarów­no ten sym­bo­licz­ny, jak i fak­tycz­ny), a tak­że opi­su­je wyzna­wa­ny przez nie sys­te­my war­to­ści. Kry­zys libe­ral­nej demo­kra­cji stał się fak­tem – war­to­ści i pro­gra­my zastę­po­wa­ne są sku­tecz­no­ścią per­swa­zji, a postu­lo­wa­na mery­to­kra­cja ustą­pi­ła logi­ce inte­re­su, któ­rej narzę­dzia­mi są pie­nią­dze i siła fizycz­na. Sta­wi­szyń­ski cie­ka­wie poka­zu­je mecha­ni­zmy two­rzą­ce zachod­nie spo­łe­czeń­stwo (takie jak choć­by współ­cze­sna pola­ry­za­cja). Dro­ga do zmia­ny wyda­je się więc nie­wąt­pli­wie dłu­ga, ale cel jest moż­li­wy do osią­gnię­cia. Sta­wi­szyń­ski pod­kre­śla:

Jest jeden spo­sób, by ode­brać popu­li­stom mono­pol na wła­dzę: nie uda­wać, że rze­czy­wi­stość wyglą­da ina­czej, niż napraw­dę wyglą­da.

*

Z zapi­sa­mi Sta­wi­szyń­skie­go kore­spon­du­je tekst Syl­wii Czub­kow­skiej Ciem­no, pra­wie noc. Autor­ka, dzien­ni­kar­ka eko­no­micz­na i tech­no­lo­gicz­na, spe­cja­li­zu­ją­ca się w cyfry­za­cji, pod­da­je wie­lo­aspek­to­wej ana­li­zie zja­wi­sko roz­sze­rza­ją­ce­go się wpły­wu kor­po­ra­cji tech­no­lo­gicz­nych na sfe­rę poli­ty­ki, któ­re pro­wa­dzi do zmian w mode­lu spra­wo­wa­niu wła­dzy. Czub­kow­ska zauwa­ża, że obec­ni gigan­ci tech­no­lo­gicz­ni (inte­li­gent­ni, zamoż­ni i kre­atyw­ni) prze­ja­wia­ją zde­cy­do­wa­ne dąże­nia do wła­dzy, któ­re są wzmac­nia­ne przez poczu­cie coraz więk­sze­go wpły­wu na masy i przez prze­ko­na­nie o posia­da­niu auto­ry­te­tu, pozwa­la­ją­ce­go narzu­cać innym ludziom wła­sną wizję pożą­da­nej rze­czy­wi­sto­ści. Czub­kow­ska pisze:

Wej­ście neo­re­ak­cjo­ni­zmu do main­stre­amu zbie­gło się z trans­for­ma­cją firm tech­no­lo­gicz­nych w glo­bal­ne cen­tra wła­dzy. Z kor­po­ra­cji sta­ły się infra­struk­tu­rą świa­ta, kolo­ni­zu­jąc kolej­ne ryn­ki i bran­że, a przy oka­zji odkry­wa­jąc wła­sne ambi­cje poli­tycz­ne.

Autor­ka sta­ra się roz­ry­so­wać mapę współ­cze­snych punk­tów odnie­sie­nia (są nimi zarów­no idee, wyda­rze­nia, orga­ni­za­cje, jak i oso­by, by wymie­nić choć­by Donal­da Trum­pa, Elo­na Muska czy Jef­freya Epste­ina). Wokół nich kre­śli powią­za­nia i poka­zu­je źró­dła oraz moż­li­we kon­se­kwen­cje legi­ty­mi­za­cji nie­ogra­ni­czo­nej wła­dzy pie­nią­dza w poli­ty­ce. Pod­wa­ża­nie war­to­ści demo­kra­tycz­nych nie jest zja­wi­skiem nowym, ale ska­la i tem­po roz­ro­stu idei „ciem­ne­go oświe­ce­nia” skła­nia do bliż­sze­go przyj­rze­nia się jej źró­dłom. Czub­kow­ska doko­nu­je spraw­nej ana­li­zy, wpla­ta­jąc w tekst odwo­ła­nia lite­rac­kie (powie­ści Ayn Rand) czy fil­mo­we (Matrix, kome­dio­dra­mat Moun­ta­in­he­ad), co spra­wia, że tekst – przy całej wadze tema­tu – sta­je się napraw­dę ożyw­czym doświad­cze­niem czy­tel­ni­czym.

Okładka czasopisma „Pismo. Magazyn Opinii” 2026, nr 4.
„Pismo. Magazyn Opinii” 2026, nr 4.

„Rocznik Biblioteki Kraków”

W wyda­wa­nym przez Biblio­te­kę Kra­ków perio­dy­ku znaj­dzie­my tekst Miłosz w Kra­ko­wie: 1993–2004. Skła­da się z frag­men­tów kalen­da­rza w wer­sji papie­ro­wej, reje­stru­ją­cych nie­mal dzień po dniu życie i pra­cę twór­czą Cze­sła­wa Miło­sza, od momen­tu jego prze­pro­wadz­ki do Kra­ko­wa aż do śmier­ci w 2004 roku. Przy­go­to­wa­ła je Agniesz­ka Kosiń­ska, przez lata peł­nią­ca funk­cję oso­bi­stej sekre­tar­ki nobli­sty. Pierw­szą datą, któ­ra poja­wia się w kalen­da­rzu, to 6 listo­pa­da 1993 roku, gdy Miłosz ode­brał dyplom Hono­ro­we­go Oby­wa­te­la Sto­łecz­ne­go Kró­lew­skie­go Mia­sta Kra­ko­wa. Kosiń­ska pisze o tym szcze­gó­ło­wo:

CM otrzy­mu­je doży­wot­nio od gmi­ny Kra­ków miesz­ka­nie 5A przy ul. Bogu­sław­skie­go 6, w pobli­żu Plant i Wawe­lu oraz daw­nej dziel­ni­cy żydow­skiej, Kazi­mie­rza w Kra­ko­wie. Miesz­ka­nie liczy 66,70 metrów kwa­dra­to­wych i skła­da się z dwóch pokoi i kuch­ni, łazien­ki i przed­po­ko­ju. Remon­tem miesz­ka­nia oraz pod­sta­wo­wym urzą­dze­niem (zaku­pem mebli na wymiar do kuch­ni, pie­ca do cen­tral­ne­go ogrze­wa­nia oraz grza­nia wody w łazien­ce, mebli do sypial­ni pły­tek do przed­po­ko­ju oraz kuch­ni) zaj­mu­ją się Jerzy Illg oraz Alek­san­der Fiut.

Wła­śnie ta dro­bia­zgo­wość sta­no­wi o war­to­ści wspo­mnia­ne­go kalen­da­rium. Może­my dowie­dzieć się z nie­go wie­le na temat osób, towa­rzy­szą­cych Miło­szo­wi przy kola­cji, odwie­dza­nych przez nie­go kościo­łów oraz utwo­rów, nad któ­ry­mi pra­co­wał. Skru­pu­lat­nie opi­sa­ny został tak­że pogrzeb poety. W zapi­sie opa­trzo­nym datą 27 sierp­nia 2004 roku czy­ta­my:

[…] zosta­je pocho­wa­ny w Kryp­cie Zasłu­żo­nych w klasz­to­rze oo. Pau­li­nów na Skał­ce w Kra­ko­wie. Mszę pogrze­bo­wą w Bazy­li­ce Mariac­kiej w Kra­ko­wie odpra­wia ksiądz kar­dy­nał Fran­ci­szek Machar­ski […]. Część ofi­cjal­ną i arty­stycz­ną uro­czy­sto­ści pogrze­bo­wych na Skał­ce pro­wa­dzi Miko­łaj Gra­bow­ski. Kon­dukt żałob­ny powi­tał prze­or klasz­to­ru na Skał­ce, o. Andrzej Napiór­kow­ski. Zosta­je odczy­ta­ny, w wer­sji ory­gi­nal­nej, oraz w prze­kła­dach wiersz W „Sze­tej­niach” (część pierw­sza, o inci­pi­cie: „Ty byłaś mój począ­tek i znów jestem z Tobą”, poświę­co­ny mat­ce poety) z tomu „Na brze­gu rze­ki. Po pol­sku czy­ta Miko­łaj Gra­bow­ski, po litew­sku Tomas Venc­lo­va”, po rosyj­sku Ana­tol Rojt­man, angiel­sku Robert Hass, fran­cu­sku Anto­ni Miłosz, hebraj­sku Dawid Wein­feld.

Peł­ny Kalen­darz życia i dzie­ła Cze­sła­wa Miło­sza w wer­sji elek­tro­nicz­nej znaj­du­je się na stro­nie: https://kosinskamiloszwkrakowie.com/category/kalendarz-zycia-i-dziela-czeslawa-milosza/

*

W „Rocz­ni­ku Biblio­te­ki Kra­ków” war­to się­gnąć tak­że po inte­re­su­ją­cy tekst Pio­tra Hapa­no­wi­cza Podróż pala­ty­na Otto­na Hen­ry­ka Wit­tels­ba­cha do Kra­ko­wa w 1536–1537. Autor opi­su­je nie­zna­ny fakt z dzie­jów Pol­ski, któ­ry stał się przed­mio­tem badań naukow­ców nie­miec­kich, lecz naszej rodzi­mej histo­rio­gra­fii wystę­pu­je incy­den­tal­nie. Ksią­żę Pala­ty­na­tu-Neu­bur­ga miał co naj­mniej parę powo­dów, żeby wybrać się do Pol­ski, o czym tak pisze Hapa­no­wicz:

Przy­czyn było kil­ka, w tym pro­jekt mał­żeń­stwa jego bra­ta Fili­pa naj­pierw z Jadwi­gą Jagiel­lon­ką (1505–1571), a następ­nie z jej sio­strą Elż­bie­tą (1519–1559), a tak­że kwe­stia należ­no­ści tzw. cze­skich. Jed­nak naj­istot­niej­szą przy­czy­ną tej wypra­wy była spra­wa nie­wy­pła­co­ne­go przez Kazi­mie­rza IV Jagiel­loń­czy­ka posa­gu bab­ki Otto­na Hen­ry­ka, Jadwi­gi Jagiel­lon­ki.

Ta spra­wa zosta­ła pomyśl­nie zała­twio­na. Dwa tygo­dnie po przy­by­ciu Otto­na Hen­ry­ka Wit­tels­ba­cha na Wawel król Zyg­munt I Sta­ry pod­pi­sał sto­sow­ny doku­ment i zobo­wią­zał się do spła­ce­nia dłu­gu. Jak zapi­su­je dalej Hapa­no­wicz:

Król obie­cał zgod­nie z ukła­dem tro­chę wię­cej niż 31 tysię­cy gul­de­nów reń­skich. Wypła­cił Otto­no­wi Hen­ry­ko­wi pierw­szą ratę w wyso­ko­ści 4 tysię­cy duka­tów, następ­ne mia­ły być wypła­ca­ne na świę­to mat­ki Bożej Grom­nicz­nej przez sie­dem kolej­nych lat po 2 tysią­ce duka­tów. Raty mia­ły być dostar­czo­ne do Norym­ber­gii, gdzie ksią­żę miał pew­ne­go fak­to­ra.

Piotr Hapa­no­wicz wspo­mi­na rów­nież o oby­cza­jo­wej war­stwie podró­ży wład­cy, a tak­że jej pla­stycz­nym rezul­ta­cie. To pięć­dzie­siąt rysun­ków, prze­cho­wy­wa­nych w zbio­rach Biblio­te­ki Uni­wer­sy­tec­kiej w Würz­bur­gu, dzię­ki któ­rym dzi­siaj może­my oglą­dać pano­ra­mę wie­lu ówcze­snych środ­ko­wo­eu­ro­pej­skich miast.

Okładka „Rocznika Biblioteki Kraków” 2025.
„Rocznik Biblioteki Kraków” 2025.

„Tygodnik Powszechny”

W „Tygo­dni­ku Powszech­nym” wyróż­nia się tekst Moni­ki Ochę­dow­skiej Po dobrej stro­nie. Są to zapi­ski z podró­ży do Bolo­nii, gdzie odwie­dzi­ła Mię­dzy­na­ro­do­we Tar­gi Książ­ki dla Dzie­ci. Przy­wio­zła stam­tąd reflek­sję, pozor­nie oczy­wi­stą, lecz w rze­czy­wi­sto­ści nie­zwy­kle istot­ną – że naj­młod­szym czy­tel­ni­kom książ­ka ma po pro­stu spra­wiać radość. Jak pod­kre­śla:

Czy­ta­nie nie może być dla naszych dzie­ci obo­wiąz­kiem – powta­rza­li zgod­nie pre­le­gen­ci. Powin­no być raczej spo­so­bem roz­wi­ja­nia pasji. Jeśli dziec­ko inte­re­su­je się pił­ką noż­ną – niech czy­ta o pił­ce noż­nej. Jeśli ma bzi­ka na punk­cie Japo­nii – niech wypo­ży­cza man­gi.

Przy­wo­łu­je tak­że dzia­ła­nia podej­mo­wa­ne w róż­nych pań­stwach i mają­ce na celu pod­nie­sie­nie pozio­mu czy­tel­nic­twa wśród dzie­ci.

Tak więc w Esto­nii już przed­szko­la­ki cho­dzą regu­lar­nie do biblio­te­ki. Z kolei ucznio­wie szkół pod­sta­wo­wych w cią­gu roku szkol­ne­go mają prze­czy­tać przy­naj­mniej pięć wybra­nych przez sie­bie ksią­żek. W zamian mogą liczyć na spe­cjal­ny „pasz­port czy­tel­ni­ka” z zada­nia­mi nawią­zu­ją­cy­mi do lek­tur, a tak­że na dyplo­my i nagro­dy. Cała kla­sa świę­tu­je każ­dą prze­czy­ta­ną książ­kę. Pisząc o dużym zna­cze­niu doświad­cze­nia czy­tel­ni­cze­go zdo­by­wa­ne­go w naj­młod­szym wie­ku i o tym, jak może ono ukształ­to­wać przy­szłość dziec­ka, Ochę­dow­ska odwo­łu­je się do Han­ny Krall:

W roz­mo­wie z Anną Goc Krall opo­wia­da o nie­wiel­kim poko­iku, któ­ry dał jej schro­nie­nie pod­czas pierw­szych dni powsta­nia war­szaw­skie­go. Łuna z poża­rów, pada­ją­ca na ścia­nę, zapew­nia­ła wystar­cza­ją­co dużo świa­tła do czy­ta­nia. Krall pozna­ła wte­dy przy­go­dy „Ani z Zie­lo­ne­go Wzgó­rza”. Pod wpły­wem tej lek­tu­ry zde­cy­do­wa­ła, że kie­dyś sama będzie opo­wia­dać histo­rie.

*

Jacek Wakar w Auten­ty­ku opo­wia­da o inte­re­su­ją­cych wybo­rach reper­tu­aro­wych Nor­ber­ta Rakow­skie­go – dyrek­to­ra Teatru im. Kocha­now­skie­go w Opo­lu. Kie­ru­je on jedy­nym teatrem w mie­ście, wier­nie wpro­wa­dza­jąc w życie wid­nie­ją­ce przy wej­ściu na widow­nię hasło: „Teatr wie­lu gło­sów, róż­nych spoj­rzeń”. Reali­za­cję tego zapi­su Wakar przed­sta­wia na przy­kła­dzie dwóch przed­sta­wień: Auten­tikPia­na dni. O pierw­szym, wyre­ży­se­ro­wa­nym przez wspo­mnia­ne­go Rakow­skie­go, pisze tak:

Auten­tik” pyta o to, gdzie koń­czy się uda­wa­nie, a zaczy­na praw­da, co jest auten­ty­kiem, a co fal­sy­fi­ka­tem. Każe nam pochy­lić się nad naszą wła­sną sytu­acją onto­lo­gicz­ną. Jeste­śmy, czy nas nie ma? Jeśli żyje­my, to czym róż­ni­my się od naczel­nych, dokąd zapro­wa­dzi­ła nas ewo­lu­cja? Może doni­kąd, gdyż wyso­ka kul­tu­ra to tyl­ko szta­faż skry­wa­ją­cy wro­dzo­ną agre­sję? Seans Rakow­skie­go mno­ży pyta­nia i nie daje odpo­wie­dzi. Rodzi się z tego świet­ny, bar­dzo osob­ny teatr, w dodat­ku taki, jakie­go nie zoba­czy­cie nigdzie poza Opo­lem.

Waka­ra zachwy­ci­ła tak­że Pia­na dni – spek­takl opar­ty na książ­ce Bori­sa Via­na, wyre­ży­se­ro­wa­ny przez Fran­cu­za Igo­ra Men­dji­skie­go. To przed­sta­wie­nie jest bar­dziej tra­dy­cyj­ne, ale za to poka­zu­je czy­stą radość z obco­wa­nia ze sztu­ką. Jak sam zapi­sał:

Pia­na dni” to peł­na poezji i absur­dal­ne­go humo­ru opo­wieść o gru­pie przy­ja­ciół, róż­ni­cach kla­so­wych, mie­sza­niu alko­ho­li, zami­ło­wa­niu do poezji nie­ja­kie­go Jean-Sola Partre’a, a przede wszyst­kim o miło­ści. Wła­śnie ten motyw Men­dji­sky pod­kre­śla naj­moc­niej, w wie­lu sekwen­cjach czy­niąc ze swe­go przed­sta­wie­nia melo­dra­mat peł­ną gębą. I w miej­scu, gdzie pol­ski twór­ca zapew­ne uznał­by, że tak nie wypa­da, że trze­ba szu­kać dru­gie­go dna i uza­sad­niać zda­rze­nia w bar­dzo wyra­fi­no­wa­ny spo­sób, arty­sta z Fran­cji bawi się mate­rią powie­ści, pro­po­nu­jąc spek­takl bez­czel­ny i bez­wstyd­ny, bo tak lubi i tak mu się podo­ba.

Po prze­czy­ta­niu tek­stu moż­na nabrać ocho­ty na wyciecz­kę do Teatru im. Kocha­now­skie­go w Opo­lu.

Okładka czasopisma „Tygodnik Powszechny” 2026, nr 17.
„Tygodnik Powszechny” 2026, nr 17.

– redaktorka, recenzentka literacka.

więcej →

– dziennikarka, publicystka, redaktorka, absolwentka teatrologii na Uniwersytecie Jagiellońskim.

więcej →

Powiązane teksty