W czasie lektury noweli Marlen Haushofer Zabijemy Stellę już po kilku stronach przestaje mnie interesować, kto i dlaczego zabił Stellę. Zaczynam się zastanawiać, kto i w jakich okolicznościach zabił narratorkę tego opowiadania, czterdziestoletnią Annę, która poświęciła dwa dni z rutyny mieszczańskiego życia rodzinnego, aby spisać wydarzenia i przyznać się do zbrodni. To ona jest odpowiedzialna za samobójstwo dziewiętnastoletniej Stelli, którą przyjęła pod swój dach tylko po to, aby wydać ją w lepkie ręce swojego męża gwałciciela. Przyznanie się do winy nie przynosi narratorce ulgi, jest ona bowiem zupełnie wydrążona z uczuć. Współczucie, smutek, wszelkie ludzkie emocje z jakiegoś powodu są dla niej niedostępne. Narratorka tej noweli jest martwa. Spisuje wydarzenia, aby je utrwalić, zanim znikną. Nie ma wątpliwości, że szczegóły zbrodni rozpłyną się w rutynie kolejnych dni, bowiem to jedyny sposób na dalsze trwanie bohaterki. Nie pamiętać.
Marlen Haushofer już we wczesnej noweli ustanawia temat całej swojej twórczości: jak żyć, będąc martwą. Wszystkie jej bohaterki wytworzyły mechanizm obronny w postaci radykalnego odcięcia się od emocji, aby trwać mimo doznanej traumy. To zdysocjowane ofiary, które często same zadają innym cierpienie. Jako czytelnicy próbujemy doszukać się w tekście przyczyny opisywanego zamrożenia emocjonalnego, ale autorka nam tego nie ułatwia.
W opowieści czasami pojawiają się wspomnienia z okresu bombardowań wojennych, napomknięcia o ukrywaniu się w piwnicach, ale nie mamy pewności, czy właśnie te wydarzenia są bezpośrednią przyczyną stanu emocjonalnego bohaterek. W noweli Zabijemy Stellę zawarta została również sugestia, że Anna jest ofiarą gwałtu. Wszystkie teksty Haushofer portretują psychikę kobiet zamrożonych emocjonalnie wskutek doświadczenia czegoś niewyobrażalnie strasznego. W życiu tych postaci wydarzyło się kiedyś coś, co sprawiło, że zastygły one „w zredukowanym stanie niczym automat”. Dzięki temu nie odczuwają już bólu, a zło i dobro zlewa im się w jedno. O przyczynach tego zamrożenia narratorki-bohaterki nie chcą mówić, na tym właśnie polega strategia ich trwania – milczeć, ogłuchnąć na swoje krzyki i zająć się codzienną krzątaniną. Trauma ujawnia się w postaci metafory, uruchamia się na moment i znowu okopuje w nieświadomości.
W słynnej Ścianie bezimienna bohaterka natyka się na roztrzaskanego o przezroczystą barierę martwego ptaka:
Na ziemi leżał martwy kowalik. Jego główka była roztrzaskana, a pierś poplamiona krwią… Gdy wpatrywałam się w kowalika, moją uwagę zwrócił w końcu żałosny ptasi krzyk. Musiałam słyszeć go już od dawna, lecz dopiero teraz to sobie uświadomiłam1.
Z jakiegoś powodu bohaterka nie będzie mogła zapomnieć o martwym ptaku. Być może dlatego, że sama jest roztrzaskanym stworzeniem – kiedyś była żywa, zanim spotkało ją „coś” strasznego. Wzywała wtedy pomocy, ale jej nie otrzymała, w końcu rozbiła się o zimną ścianę, by już nigdy nie czuć bólu.
Motyw ptaka, który bezskutecznie wzywa pomocy, pojawia się również na początku noweli Zabijemy Stellę. Anna próbuje spisać wydarzenia, które doprowadziły do śmierci tytułowej postaci, ale ciągle irytuje ją dochodzący z ogrodu krzyk pisklęcia porzuconego przez matkę. Bohaterka nie robi nic, aby mu pomóc, żałuje jedynie, że szyba nie jest grubsza i że nie tłumi odgłosów ptasiego wołania – wtedy Anna mogłaby spokojnie zająć się swoimi sprawami.
Kolejnym niezwykle częstym motywem w twórczości Haushofer jest przezroczysta bariera, która odcina bohaterki od życia i chroni je przed bólem. W Zabijemy Stellę funkcję tę pełni szyba okienna, przez którą Anna obserwuje ogród, jakby wypatrując życia i jednocześnie się od niego odcinając. Podobnie jest w ostatniej powieści autorki (Mansarda): jej bohaterka patrzy na ogród przez okno i spiera się z mężem o gatunek rosnącego tam drzewa. Mężczyzna twierdzi, że to pachnąca, pełna życia akacja. Kobieta natomiast upiera się, że to melancholijna olcha, która wchłania wszystkie jej emocje, wysysa jej marzenia i pozwala jej spokojnie zasnąć. Jedynym pragnieniem bohaterek Haushofer jest sen wieczny, ale z jakiegoś powodu nie mogą sobie one pozwolić na samobójstwo. Prawdopodobnie z obawy, że nawet ten ostateczny akt odcięcia się od życia nie przyniesie im ukojenia. Niestety przez bariery, które bohaterki same sobie stawiają, ciągle przebijają się współczucie, poczucie winy, które trzeba natychmiast zabić cynizmem, a przynajmniej przypudrowaniem policzków, aby ukryć resztki emocji. Trzeba zachować martwy spokój w obliczu jakichkolwiek wydarzeń. Nic bowiem nie może się równać z tragedią, której same kiedyś doświadczyły, a skoro wtedy nikt im nie pomógł, teraz one nie są w stanie pomóc innym. Możemy się tylko domyślać, co takiego wydarzyło się w ich życiu. Z pewnością było to coś strasznego: śmierć i rany.
Marlen Haushofer należy do powojennego pokolenia pisarzy i pisarek austriackich, którzy w swojej twórczości rozliczali zbrodnie i zaniechania społeczeństwa austriackiego, wchłoniętego w 1938 roku przez III Rzeszę. Jej mieszczańskie czy dystopijne historie można więc czytać jako metafory obojętnej i zbrodniczej postawy społeczeństwa austriackiego podczas wojny, jako portret odciętego od emocji społeczeństwa, które nie reaguje na krzyki ofiar. Chłodne, wyrachowane rodziny, zdysocjowane bohaterki, postaci pozbawione złudzeń – ledwie same chcą być ludźmi, a w każdej ludzkiej aktywności upatrują jeśli nie chęci mordu, to przynajmniej złych intencji. Pragną zaniechać jakichkolwiek działań, ponieważ to jedyny sposób na zatrzymanie pleniącego się zła. Skoro człowiek jest zdolny czynić wyłącznie zło, to lepiej nie robić nic, próbować przestać w ogóle być człowiekiem. W tym sensie postawa bezimiennej bohaterki Ściany może być odczytywana jako odmowa uczestnictwa we wszelkich ludzkich sprawach.
…głęboka cisza okrywała mnie niczym klosz. Pragnęłam zawsze móc tak siedzieć – w cieple, świetle, z psem u stóp i ptakiem krążącym nad głową… Kiedy wreszcie musiałam ruszać dalej, uczyniłam to z głębokim żalem. Po drodze na nowo zmieniałam się powoli w jedyne stworzenie nienależące do tego świata, w człowieka, który grzęźnie w rozmyślaniach, łamie gałęzie buciorami i oddaje się krwawemu, myśliwskiemu zajęciu2.
W Ścianie widzimy daremność praktyk zaniechania: nie da się przecież nic nie robić. Próby przetrwania wymagają bowiem uporczywej aktywności, a każda wykonana czynność na powrót zamienia bohaterkę w człowieka. Możliwe są jedynie krótkie chwile bezruchu. Bohaterka nie rozumie, jak to się stało, że nawet kiedy całkowicie wycofała się z egzystencji, w pobliżu jej domu i tak pojawił się mężczyzna, który zastrzelił jej psa. Haushofer pokazuje w ten sposób, że praktyki odcinania się od świata są nieskuteczne. Prędzej czy później cierpienie dochodzi do głosu, bez względu na to, jak usilnie próbujemy się odciąć od życia. Ostatecznie zawsze zjawi się mężczyzna, który zabije nam psa, kota lub krowę.
Postać mordercy, krzywdziciela jest tu znacząca. Bohaterki są ofiarami potwornych systemowych zbrodni (wojennych czy patriarchalnych), ale poprzez swoje odcięcie emocjonalne same również stają się częścią krzywdzącego systemu. Haushofer pokazuje błędne koło tego odcięcia: uniewrażliwienie się na swój ból sprawia, że tracimy wyczulenie na krzywdę innych.
Millenialsi, czyli wielki powrót postaw dysocjacyjnych
Podobne postawy dysocjacyjne wróciły w pierwszych dekadach XXI wieku i zostały wzięte na warsztat przez pisarki i aktywistki pokolenia millenialsów. W kapitalistycznym społeczeństwie dobrobytu doszło do kolejnych wojen i pogłębienia nierówności społecznych. Nadmiarowa energia i optymizm kobiecego liderstwa nie rozmontowały wcale „domu pana”, ponieważ były związane ze stosowaniem tych samych przemocowych narzędzi. W odpowiedzi na szkodliwe i zbrodnicze aktywności powstały aktywizmy odmowy i zaniechania. Audrey Wollen, pisarka i aktywistka, cancer survivor (przetrwanka z nowotworu), stworzyła „teorię smutnej dziewczyny”, aby przechwycić kulturowe obrazy kobiecego smutku i potraktować dziewczyny w depresji jako aktywistki. Odmowa tłumaczenia się z cierpienia stała się formą społecznego oporu. Johanna Hedva, pisarka i artystka, stworzyła z kolei „teorię chorej kobiety” (Sick Woman Theory) i zaczęła postulować konieczność nadania sprawczości politycznej ciałom chorych ludzi, którzy nie mogą opuszczać swoich domów. Podkreślała, że kruchości i bezradności nie należy traktować jako stanu przejściowego, lecz normę. Nie trzeba wychodzić na ulice, aby obalić kapitalizm, wystarczy zajmować się sobą wzajemnie. Aktywizm porażkowy stał się reakcją na zmęczenie postawami nadmiarowo optymistycznymi, takimi jak: liderstwo kobiet, girlboss czy cool girl. Oczywiście, jak zwraca uwagę Rosi Braidotti, kapitalizm ma to do siebie, że wchłania wszystko, z czego można uczynić towar. Nie inaczej było z tego typu porażkowymi aktywizmami. Internet zalały wizerunki pięknych smutnych białych uprzywilejowanych kobiet, a dziennikarka i pisarka Emmeline Clein w 2019 roku napisała esej o niepokojących postawach dysocjacyjnych kobiet i ich obrazach w kulturze. Zwróciła uwagę na to, że kobiety przestały krzyczeć i protestować, zamiast tego uwewnętrzniły swój ból i lęki, znieczuliły się i zaczęły z politowaniem patrzeć na swoje emocje. Clein nazwała taką postawę feminizmem dysocjacyjnym i odniosła się do niego krytycznie. Podkreślała, że tego typu tendencje są niepokojące i niebezpieczne. Sama apeluje o to, aby „zamieszkać w pełni w swoim ciele”, wrócić być może do postaw histerycznych, połączyć je jakoś z „luzem”, ale przynajmniej być „tu i teraz”. W 2024 roku wydała zbiór esejów Dead Weight (o głodzie i zranieniu). W publikacji szczegółowo analizuje omawiane tu doświadczenia. Clein co prawda ocenia postawy dysocjacyjne negatywnie, podkreśla jednak, że należy je traktować poważnie. Nie wzięły się przecież znikąd, są związane z konkretną diagnozą społeczną, stanowią oskarżenie i bezgłośny krzyk rozpaczy.
Około 2018 roku nastąpił także renesans popularności autorek z nurtu shadow feminism, feminizmu negatywnego – takich jak Elfriede Jelinek czy Kathy Acker. Powrót tego nurtu opisywał już w 2011 roku Jack Halberstam w Przedziwnej sztuce porażki (Krytyka Polityczna, 2018). Z kolei w 2024 roku Nagrodę Nobla otrzymała południowokoreańska pisarka Han Kang, która tego typu postawy dysocjacyjne omawia w sposób mistrzowski. Diagnozuje je jako opór wobec kapitalizmu i patriarchatu, wyzwanie rzucone przez kobiety okrutnemu społeczeństwu. Podkreśla konieczność powrotu do rdzennych praktyk mistycznych i szamańskich, które w jej ujęciu mogą zaleczyć rany i cierpienie spowodowane przez wojny i ludobójstwa.
Temat odcięcia emocjonalnego wywołanego traumatycznymi wydarzeniami wrócił więc z początkiem naszego wieku z ogromną siłą. Nie dało się już tych postaw zlekceważyć i trzeba było poddać je analizie. To z pewnością postawy ambiwalentne: z jednej strony stanowią formę oskarżenia rzuconego społeczeństwu, są reakcją na przemoc i wojny, z drugiej – wiążą się z niebezpieczeństwem przemocy wynikającej ze znieczulenia na ból i krzywdę.
Jedną z czołowych pisarek pokolenia millenialsów, która reprezentuje nurt dysocjacyjny w literaturze i opisuje takie postawy niezwykle wnikliwie, jest Ottessa Moshfegh. W 2018 roku ukazała się jej kultowa już powieść Mój rok relaksu i odpoczynku, której bohaterka uderzająco przypomina zdysocjowane kobiety z tekstów Haushofer. Relaks bezimiennej bohaterki Moshfegh polega bowiem na jej radykalnym odcięciu się od wszelkich emocji oraz aktywności, a jej cynizm i emocjonalny letarg kojarzą się z postawą Anny z noweli Haushofer Zabijemy Stellę. Brak możliwości przejścia przez żałobę po swoim zmarnowanym życiu jest w tej powieści dojmujący.
W Lapvonie, pisanej w odosobnieniu podczas pandemii koronawirusa, autorka stwarza nawet całą społeczność złożoną wyłącznie z jednostek reprezentujących różnego rodzaju odcięcia emocjonalne. Głównym bohaterem historii jest chłopiec tak głęboko skrzywdzony, że kompletnie niezdolny do jakichkolwiek uczuć. Zanim jednak Ottessa Moshfegh napisała dysocjacyjne opus magnum, wydała powieść Śmierć w jej dłoniach, w której dosłownie i garściami czerpie z twórczości Haushofer. Nie ma wątpliwości, że inspiracją do napisania tej książki była Ściana austriackiej autorki. Bohaterką jest Vesta Gul – stara kobieta, wdowa, która zaszywa się z psem w domku w lesie, aby odciąć się od spraw ludzkich i pogrążyć w rutynie codziennych czynności. Vesta chce niczego już nie czuć i przede wszystkim zapomnieć o swoim zmarnowanym życiu. Niestety dojmujące poczucie krzywdy i cierpienie zmieniają ją niepostrzeżenie z ofiary w oprawcę. Wdowa prowadzi śledztwo w sprawie śmierci młodej dziewczyny, którego wynikiem jest odkrycie, że ofiarą jest ona sama, co więcej: prawdopodobnie jest ona też własnym oprawcą. Podobnie dzieje się w noweli Haushofer Zabijemy Stellę – dochodzenie w sprawie śmierci młodej dziewczyny jest tu tak naprawdę opowieścią o „martwej” narratorce. Bohaterka powieści Moshfegh – podobnie jak wszystkie postaci kobiece w tekstach Marlen Haushofer – nie może uciec przed swoim człowieczeństwem. Skrzywdzona, odcina się od własnych emocji, przez co sama zaczyna krzywdzić innych. Bezimienna bohaterka Ściany Haushofer zastanawia się, kim był mężczyzna, który nagle pojawił się w pobliżu jej domu i zabił jej psa. W opowieści Moshfegh nie ma już żadnego mężczyzny, Vesta sama zabija swojego psa.
Postawy i tematy opisywane w latach 50. i 60. XX wieku przez Haushofer od wielu lat są omawiane i przetwarzane w literaturze światowej. Ciekawy jest renesans popularności tej autorki w Polsce – jak zwykle w przypadku naszego kraju nieco spóźniony. Zobaczymy, co ze sobą przyniesie.
1 M. Haushofer, Ściana, tłum. M. Gralińska, Warszawa: ArtRage, 2023.
2 Tamże, s. 63.
