Już w wieku dziesięciu lat – jak wspominała w wywiadzie dla „Le Monde” z 2021 roku – rozważała emigrację lub „fascynującą karierę” więźnia politycznego. Jej matka, postać niezwykła i wciąż obecna na kartach Persepolis, lubiła parafrazy i często powtarzała dawne (delikatnie uwspółcześnione) perskie przysłowie: „Być może ona była doskonałą pływaczką olimpijską, ale miała do wyboru tylko wannę”. 4 czerwca, w dniu śmierci irańskiej artystki Marjane Satrapi, w internetowym świecie – przynajmniej w bardziej oświeconych jego enklawach – pojawiły się nie tylko nekrologi, ale także niezwykle osobiste i piękne wspomnienia, krótkie emocjonalne wpisy dokumentujące duży wpływ, jaki twórczość autorki Kurczaka ze śliwkami wywarła na czytelników, rysowników, scenarzystów i wydawców dzieł komiksowych.
Wpływ Satrapi na sztukę naszego kontynentu (a szerzej: na sztukę euroatlantycką) wykraczał wyraźnie poza sferę komiksu. Artystka tworzyła bowiem również pełnometrażowe animacje, filmy fabularne (jednym z jej ciekawszych dokonań jest niezwykle osobista biografia Marii Skłodowskiej-Curie z Rosamund Pike w roli tytułowej, filmowy esej z 2019 roku; losy polskiej laureatki podwójnego Nobla, emigrantki, kobiety w obcym świecie patriarchalnych nauk ścisłych na przełomie epok, stanowią tu metaforyczny obraz doświadczeń samej Satrapi) czy eksperymentalne fabuły psychologiczne, przekraczające ramy gatunków (jak choćby nagradzane wielokrotnie na festiwalach Głosy z 2015 roku, metafizyczny horror komiczny o seryjnym mordercy prowadzącym dyskursy ze zwierzętami; jedyny raz na dużym ekranie objawił się tutaj talent aktorski Ryana Reynoldsa). Twórczość autorki głośnego Persepolis należy przedstawiać w kulturowym kontekście sytuacji współczesnego Iranu, praw kobiet i kształtu dziewiątej sztuki (czyli komiksu), której ramy – często wbrew krytykom i ustaleniom uniwersyteckim – Satrapi podważała. Pytania o dokonania artystki są zarazem pytaniami o naszą wiedzę i rozpoznanie kulturowej topografii, wizerunku i świata twórczego największej teokracji na naszej planecie.
Zestaw do Iranu – by sparafrazować Susan Sontag – składa się najczęściej z obrazów monumentalnych kolumn, skrzydlatych lwów i niezwykłych kolorowych mozaik z Pałacu Dariusza Wielkiego, prezentowanych w skrzydle Richelieu paryskiego Luwru, dalej – z arcydzieła literackiego reportażu, czyli Szachinszacha Ryszarda Kapuścińskiego, fatwy (dekretu religijnego o charakterze klątwy nałożonej trzydzieści siedem lat temu na Salmana Rushdiego i wszystkich związanych z publikacją Szatańskich wersetów), a dla posiadaczy zasobnego portfela – z kupionych na Allegro egzemplarzy jedynej polskiej edycji Ślepej sowy, powieści modernistycznego rewolucjonisty Sadegha Hedajata. W formie ciekawostki wspomina się o tym, że najpopularniejszym w Iranie pisarzem (nielicznym z niezakazanych) jest wciąż czternastowieczny klasyk poezji metafizycznej i miłosnej Hafiz (w polskim przekładzie jego utwory można czytać w niewielkim, pełnym symboli zbiorku z lat 70. Perski dywan), oraz o irańskiej kinematografii, jednej z dziesięciu bodaj najciekawszych na świecie. To w niej odszukać możemy tropy obecne także w emigracyjnej twórczości Marjane Satrapi. Kręcone głównie w teherańskich studiach filmowych, obsypywane nagrodami, lecz ze śladową dystrybucją w rodzinnym kraju, są fenomenem socjologiczno-kulturowym, przywołującym niekiedy sytuację arcydzieł dziesiątej muzy z kręgu Polskiej Szkoły Filmowej lub – i to byłoby porównanie bardziej trafne – czeskiej Nowej Fali po 1968 roku, diagnozujące psychologiczne traumy obywateli kraju na krawędzi (jak chociażby odkryty niedawno dla publiczności nad Wełtawą Poradnik dla początkującego kata), wyświetlane w kinach Zachodniej Europy, we własnym kraju odkładane w najciemniejszy kąt piwnicznego archiwum. Satrapi nie koresponduje raczej intelektualnie i treściowo z najsłynniejszym reprezentantem irańskiej kinematografii – nieżyjącym Abbasem Kiarostamim, filozoficznym klimatem jego dzieł o śmierci i przemijaniu. Z „irańskim neorealistą” (jak nazwałbym piewcę życia dzieci ulicy, poetyckich nieomal bajek w stylu Roberta Rosselliniego i Vittoria de Siki) Majidem Majidim nie łączy jej wprawdzie kreacja i proweniencja bohaterów, już jednak narracyjne chwyty, a nade wszystko punkt wyjścia – to, co literaturoznawcy nazywają motywem sokoła – połączy liryczne Buty Majidiego oraz Kurczaka ze śliwkami Marjane Satrapi. Dla każdej realizacji – co zresztą charakterystyczne również we włoskim kinie powojennym, wystarczy wspomnieć Złodziei rowerów lub polskich, poetyckich realizacjach Janusza Nasfetera – istotą intrygi jest utrata przedmiotu (baśniowego artefaktu) i nieomal bajkowe poszukiwanie oraz – najważniejsze dla symboliki dzieła stopniowe (często oparte na retrospekcji) poznanie prawdy o bohaterach. Ten fabularny szkielet, tak charakterystyczny dla kinematografii krajów biednych (jak Włochy powojenne, PRL-owska polska prowincja, jak Iran w szponach dyktatury) czyni z niewielkiej czarno–białej książki Satrapi komiks filmowy, gotowy – choć nietypowo dopracowany storyboard – ekranowego dzieła. Niedługo zresztą po wydaniu Kurczak ze śliwkami przeniesiony zostaje na filmową taśmę (tym razem nie w animowanej wersji na kształt wcześniejszego Persepolis) a opowieść o utalentowanym wirtuozie tary (tradycyjny instrument smyczkowy), utracie „irańskiego stradivariusa”, poszukiwaniu, zniechęceniu i wreszcie pragnieniu śmierci, rozgrywa się na tle jednej z dość licznych rewolucji w dziejach perskiego państwa, kiedy dynastia Pahlawich umacnia swoją władzę w 1958 roku. Ta nostalgiczna i komiczna, zarazem przeraźliwie smutna opowieść przedstawia osiem ostatnich dni? wspomnień muzyka Nassera Ali Chana. I choć Satrapi pięknie realizuje tu model komiksowo-filmowego realizmu na swój sposób magicznego (pojawia się nawet anioł śmierci Azrael, znany nam z Szatańskich wersetów i jednej z przygód Herculesa Poirota), to jest to w istocie mądra przypowieść o powinności artysty, talencie, sławie i ułudzie. To rozszerzenie struktury powieściowej tworzącej świat przedstawiony Majidiego czy włoskich neorealistów. Kariera filmowa Marjane Satrapi – w przypadku tego komiksu – jawi się nam jako czytelna konsekwencja ewolucji postawy twórczej.
Jest jednak nurt irańskiej kinematografii, którego – kręcąc filmy w Teheranie i będąc filmowcem – mogłaby być Satrapi immanentną częścią. To kino (sztuka) o politycznej proweniencji, wchodząca w dyskurs – delikatny, na ile możliwy – z etyką, kodeksem, mechanizmem funkcjonowania islamskiej republiki ajatollahów. Na sposób metaforyczny, operując – tak dobrze nam znanym w Polsce językiem ezopowym. To powinowactwo tematyczne łączy artystkę przede wszystkim z Jafarem Panahim (reżyserem wielokrotnie pozbawianym prawa do kręcenia filmów, aresztowanym, przetrzymywanym w odosobnieniu, objętym zakazem wyświetlania w Iranie) oraz z Babakiem Payamim, autorem komediowego obrazu Tajne głosowanie (2001).
Ten pierwszy, skazany na anatemę, po nakręceniu paradokumentalnego Taxi Teheran (2015), zestawu krótkich i dłuższych scenek z wnętrza taksówki, dialogów samego reżysera wcielającego się w rolę kierowcy z przypadkowymi pasażerami oraz aranżowanymi wcześniej z udziałem zawodowych aktorów, tworzących niezwykły i niezwykle autentyczny kolaż kulturowo-obyczajowy stolicy współczesnego Iranu. Co najciekawsze – wstręt „najwyższy” i oburzenie „najgłębsze” wywołał nie ten, czasem nieledwie nieskrywany krytyczny dyskurs z reżimem, lecz żale kobiet na brak pieniędzy, na niedostępność towarów i powszechną w stolicy drożyznę. I jeszcze kilka dowcipów, malutkich złośliwości o towarzyskich zaletach mężów, kuzynów i braci. To niemal lustrzane odbicie komiksowych Wyszywanek Marjane Satrapi, zestawu rozmów – poza cenzurą – zwyczajnych dialogów o życiu mieszkańców dziesięciomilionowej metropolii. Niewielkiego komiksowego albumu, traktowanego często jako przypis do nagradzanej powieści graficznej Persepolis – autobiografii samej Marjane, historii życia i ucieczki spod skrzydeł szyickiego reżimu. Ten pofragmentowany zbiór kilkunastu rozmów kobiet przy kuchennym stole (niczym pradawnym ognisku). Te często rwane, dowcipne, podbite surrealistycznym humorem, wielogłosowe – jak to zwykle w konserwatywnych społeczeństwach, gdzie kuchnia wielu pokoleń kobiet stanowi jedyny w swym rodzaju azyl – rozmowy te o dzieciach, mężach, obowiązku, plotki o zdradzie, o małżeństwie z miłości, męskich obsesjach i plastycznych operacjach, składają się nie tylko na obraz życia kobiet w republice islamskiej, lecz szerzej – tworzą obraz(ek) Iranu z wizji dużych i małych Chomeinich. Nie w sposób jednak bezpośredni – bo rozgadane bohaterki unikają tematów politycznych – ale podskórnie, domyślnie, między wierszami.
W filmowym dorobku Panahiego odnajdujemy również – o dziewięć lat starszy od słynnego Taxi Teheran, obraz za który zostaje obłożony kolejnym wieloletnim zakazem tworzenia – film Na spalonym. Oto jest dzieło, inspirowane osobistym przeżyciem bohatera, nieomal jakby kolejna glossa do twórczości autorki Persepolis. Historia grupki młodych dziewcząt (w wieku jedynej córki reżysera) pragnących obejrzeć mecz piłkarski. Okazja ku temu wydaje się idealna – oto drużyna Iranu ma rozegrać mecz eliminacji do mistrzostw świata w piłce nożnej. Wstęp na stadion mają jedynie mężczyźni. Ciąg absurdalnych, niekiedy komicznych, często brutalnych scen i zdarzeń, to polityczny poemat prozą pedagogiczny o wolności, o prawach człowieka, o władzy w Iranie roku 2006. Już znamy kontekst kulturowy irańskiej sztuki, z której wyrasta i z którą koresponduje Marjane Satrapi. Tu poznajemy element drugi, tak istotny dla jej twórczości – prawa i sytuację irańskich kobiet. Na spalonym jest tym filmowym komentarzem do jej twórczości, a komentarzem niezwykle śmiesznym, w tym duchu krystalicznie komediowym – i niezwykłym jak na warunki cenzury w Teheranie – jest Tajne głosowanie, obraz sfinansowany przez autorytarne państwo a wyświetlany tylko na zamkniętych pokazach dla zaufanych reżimu. Co brzmi jak kolejny żart, ten film – pod mniej ironicznym tytułem Wybory – reprezentował Iran na festiwalu w Wenecji zdobywając nagrodę Srebrnego Niedźwiedzia. Prześmiewczy, posługujący się często chwytem zderzenia oficjalnej propagandy (i postawy oraz języka) z cynicznym żartem cyrkowego błazna – nie wiem dlaczego chwilami przypomina mi najlepsze sceny antyreżimowej Kaliny czerwonej Szukszyna – ukazuje podróż ofiarnej urzędniczki i towarzyszącego jej zblazowanego żołnierza do odległych wiosek w delcie ogromnej rzeki z urną wyborczą. Ta niedobrana para musi zebrać głosy – od delikatnie mówiąc niechętnych – mieszkańców w wyborach parlamentarnych. Paradoks i komizm sytuacji wynika z zaprzeczenia regułom panującym w „religijnej demokracji”, z artystycznej kreacji świata na opak. To pozbawiona wielu elementarnych praw (wynikających z religijnego ustroju) kobieta, jako przedstawiciel władzy, wydaje tu rozkazy żołnierzowi, mężczyźnie. Witajcie w kraju, w którym odziane w hidżaby medyczki opracowują najbardziej innowacyjny program badań komórek macierzystych na świecie (nieufnych zachęcam do obejrzenia dokumentu What Is Iran Preparing in Its Labs? telewizji Planete). Witajcie w kraju, gdzie można być wychłostanym za publiczny pocałunek. Witajcie w kraju, który jest w pierwszej piątce najczęściej stosujących karę śmierci (niezwykle często wobec młodych dziewcząt broniących się przed seksualną przemocą lub uwikłanych w zakazane romanse – vide mockument Siedem zim w Teheranie). Witajcie w kraju skąd uciekła Marjane Satrapi.
To mam wrażenie ten nader swoisty, pełen metafor, inteligentnych niedomówień i paradoksów formalny i tematyczny charakter irańskiej kinematografii wpływa na – tworzone już we Francji – komiksowe i filmowe dzieła Marjane Satrapi. Owa fragmentaryczność scen, drastyczne często cięcia, lecz także ironia, dystans i umiejętność ogrywania dysonansu spowodowały niebywały sukces Persepolis, historii o dzieciństwie tuż po rewolucji, wyjeździe do Austrii, powrocie, ucieczce z kraju tonącego w zakazach moralnych i absurdalnej wojnie z Irakiem. Tę poetykę kontrastu, filmowość, żonglerkę kulturowymi tropami widzimy już na kilkunastu pierwszych planszach najsłynniejszego dzieła Satrapi. To ledwie początki „religijnej odnowy” islamskiego państwa, gdy na ulicach Teheranu ścierają się manifestacje zwolenniczek tradycyjnej chusty zakrywającej włosy i kontrmanifestacje popierające europejskie kanony mody, które wprowadził i popierał obalony szach Reza Pahlawi. Na jednym ze zdjęć – również w zachodniej prasie – pojawia się matka autorki protestująca przeciw regulacjom, niedługo się okaże jak złowrogim, strażników rewolucji. Matka Satrapi – niczym w klasycznym filmie noir, jak heroina szpiegowskich filmów – tleni włosy na blond, zaczyna nosić ciemne okulary, ukrywa się w domu, a uliczkami przemyka tylko bezksiężycową nocą. Ta artystyczna kalka, ten satyryczny z pozoru zabieg, ujawnia twórczą metodę autorki Persepolis, objaśniającą grozę reżimu tym ironicznym, zaczerpniętym z masowej wyobraźni, filmowym, a niekiedy telewizyjnym obrazem. Dla kulturowego kontekstu jej twórczości i zrozumienia politycznej roli, którą zaczęła pełnić, istotne jest monumentalne Persepolis, lecz jeszcze istotniejsze są wydarzenia roku 2022. Tu pozwolę sobie na skok kilka lat wstecz i niezbyt długa dygresję z życia dziennikarskiego.
Mniej więcej pół roku przed pandemią, gdy wirus covid-19 zamykał nas w przymusowym lockdownie, wymyśliliśmy w redakcji by stworzyć drugi odcinek cyklu o bibliotekach i czytelnictwie w różnych rejonach świata. Dwa lata wcześniej była to Skandynawia i Meksyk, tym razem bohaterami stać się mieli Iberyjczycy i bywalcy czytelni z indonezyjskich wysp, Hongkongu i Singapuru, zaś przeciwwagą i uzupełnieniem dla gigantycznych, kapiących złotem bibliotek Kuwejtu, Tunezji i Zjednoczonych Emiratów miały się stać wypożyczalnie książek z perskiego Iranu. Nie narażając cierpliwości osób czytających, nie prezentując całego łańcuszka zdarzeń, zostaję skierowany na forum internetowe, gdzie Irańczycy (korzystając z komunikatorów maskujących nadawców) prowadzą dyskusje ze światem zewnętrznym. Trafiłem tam i kilkanaście razy rozmawiałem z osobą, której na potrzeby tego tekstu nadajmy kryptonim A. Wraz z trzema koleżankami na instagramowym profilu (ukrytym pod niewiele znaczącymi nickami) prezentowały nagrania swoich prywatnych koncertów. Witaj ponownie czytelniku w Iranie ajatollahów i wyobraź sobie cztery młode kobiety przebierające się w kostiumy rasowych zespołów punk rocka ze schyłku lat 70. i w stylistyce nieomal London calling ze słynnej płyty The Clash odgrywające dawne melodie perskie na elektryczną gitarę, bębny i tradycyjne instrumenty ludowe. Trochę później na owym profilu rozegrał się performance, gdy cztery młode dziewczyny zgoliły włosy a kilkanaście dni później – gdy społecznościowe profile młodych Irańczyków zamilkły – Marjane Satrapi zaczęła tworzyć swój komiks życia, manifest-komiks. Nie było to bynajmniej słynne – tak wielokrotnie tu przywoływane, animowane później i nominowane do Oscara Persepolis, lecz Femme. Vie. Liberté, opowieść poświęcona Mahsie Amini, zakatowanej przez strażników rewolucji islamskiej, za „nieobyczajnie” odkryte włosy podczas spaceru ulicami stolicy. Był rok 2022, fala masowych protestów i Satrapi jako rzeczniczka zaangażowanej sztuki w obronie praw irańskich kobiet. Ten motyw „feministyczny” – jak uwielbiają drwiąco komentować jej artystyczne dokonania reprezentanci komiksowi alterprawicy polskiej – pozwalał, w moim przekonaniu ostatecznie utrwalić miejsce rysowniczki z Teheranu na mapie światowej literatury. Nie tylko stwierdzić, że mamy do czynienia z osobowością artystyczną wywierającą na komiksową sztukę wpływ podobny jak niegdyś Jane Austin na obyczajową prozę wiktoriańską, Mary Shelley na fantastykę i literaturę grozy, a Virginia Woolf na psychologiczną diarystykę, lecz zakwalifikować takie utwory jak właśnie autobiograficzne Persepolis do nurtu najciekawszych bildungsroman, a Kobietę. Życie. Wolność (tak brzmi polski tytuł) do najbardziej twórczych kontynuacji epickich dokonań teatru Bertolda Brechta, aktualnych, politycznych, zaangażowanych, komentujących, pełnych pasji i wiary, że oto sztuka posiadła moc zmieniania świata. Korespondencja dzieł Satrapi z dokonaniami sztuki niemieckiej jest niezłym przyczynkiem do krótkiej charakterystyki plastycznej strony jej dzieł. Podczas, gdy w sztuce irańskiej tym wzorcem z Sevres wciąż pozostają eklektyczne obrazy (łączące tradycyjne wizerunki ptaków i roślin rozpowszechnione w tkaninie perskiej jeszcze w okresie późnego średniowiecza z oszczędnym, linearnym modernizmem) dziewięćdziesięciopięcioletniego, niedawno zmarłego Mahmouda Farshchiana, nestora i ikony malarstwa perskiego od lat 60. ubiegłego wieku, Satrapi wyraźnie odnalazła odmienne środki wizualnego wyrazu. Jej czarno-białe, operujące plamą i kontrastem rysunki to nawiązanie oczywiste do prac konstruktywistów – którzy od wczesnych lat 20. pracują i tworzą głównie w Niemczech – a przede wszystkim ekspresjonizmu, tego najbardziej twórczego, antywojennego, politycznego, nie znającego kompromisów nurtu w sztuce Republiki Weimarskiej. Nolde, Grosz, niemieccy filmowcy to byłby graficzny uniwersytet młodej Marjane Satrapi. To byłby nurt, z którego zarazem wyrastają najbardziej interesujące współczesne komiksy.
Przygotowując – w tempie ekspresowym i wydając tę komiksową opowieść o szaleństwie nadzwyczajnym reżimu (Kobieta. Życie. Wolność), o wszystkich skrzywdzonych i poniżonych z irańskich ulic i więzień, Satrapi nie tylko wskazała, iż w islamskim świecie religijnego patriarchatu tą siłą sprawczą mogą być kobiety, ale do niezwykle ambitnego projektu artystycznego (wystarczy tylko spojrzeć na te kadry uwolnione, graficzne rozwiązania, postaci niemal krzyczące, postaci płynące, plansze pełne eksplozji) zaprosiła kilkanaście osób – nie tylko z licznej diaspory irańskich dysydentów – lecz również twórców niezwykle ważnych dla rozwoju i ewolucji współczesnej dziewiątej sztuki, publicystyki bliskowschodniej i prozy. Wśród nich znaleźli się między innymi Paco Roca, Jean-Pierre Perrin, Lewis Trondheim, Joann Sfar.
Przypatrzmy się jeszcze na – nieprzeceniony – wpływ, który wywarła Marjane Satrapi na sztukę komiksu. Ostatni z jej wielkich rysunkowych projektów, Kobieta. Życie. Wolność, obok artystycznej maestrii twórców zawiera również, coś, co nazwałbym elementarzem wiedzy, słownikiem pojęć o współczesnym Iranie. Ten komiks-manifest epicki (jak pozwoliłem sobie napisać) odarty z formy plastycznej, z tej wizualnej oprawy, byłby zaledwie kolejnym publicystycznym komentarzem do zbrodni Najwyższych Strażników Islamskiej Rewolucji. Dzięki tej formie (podobnie jak we wcześniejszym autorskim Persepolis) osiąga Satrapi poziom politycznego dzieła, dokumentu o przemocy i grozie świata, który można postawić obok Mausa Arta Spiegelmana czy dzieł Joego Sacca. Jest wreszcie (lub była raczej, niestety) artystka rzeczniczką traktowania komiksu, jako literatury posługującej się narzędziem kultury wizualnej. Ten pogląd – dość obcy polskiej refleksji komiksologicznej, a przecież, górnolotnie mówiąc, jedyny słuszny, logiczny i prawdziwy – czyni Satrapi nie tylko jedną z najważniejszych w moim przekonaniu twórczyń (twórców) nowoczesnego komiksu, ale literatury światowej.
Już kończąc – w tak cokolwiek tonie panegirycznym – ten krótki przegląd dokonań irańskiej rysowniczki, pisarki i postaci współczesnego kina, podrzucam jeszcze jeden wątek: scenariuszowa nagroda dla Marjane Satrapi za Persepolis na festiwalu w Angoulême w 2002 roku i rok wcześniejsza za najlepszy album, ruszyła nie tylko lawinę nagród dla kolejnych twórczyń dziewiątej sztuki, lecz – a byłby to prawdopodobnie temat na osobny esej – sprowokowała i ośmieliła wiele młodych kobiet do, już bez strachu nadmiernego, rysowania i publikowania własnych komiksów.
