Niesamowita literatura japońska

Anna Mar­chew­ka: Skąd nie­sa­mo­wi­tość wzię­ła się w japoń­skiej lite­ra­tu­rze? Jak była defi­nio­wa­na tra­dy­cyj­nie?

Andrzej Świr­kow­ski: Nie­sa­mo­wi­tość od same­go począt­ku sta­no­wi­ła inte­gral­ną część lite­ra­tu­ry japoń­skiej. Podob­nie jest zresz­tą w przy­pad­ku lite­ra­tu­ry innych kul­tur czy obsza­rów języ­ko­wych, gdzieś u swe­go zara­nia będą­cej pró­bą zro­zu­mie­nia tego, co nie­zro­zu­mia­łe, oswo­je­nia abso­lu­tu. Tak więc z jed­nej stro­ny u począt­ków spi­sa­nej lite­ra­tu­ry japoń­skiej, czy­li w VIII wie­ku naszej ery, znaj­dzie­my mity o nie­zwy­kłych poczy­na­niach japoń­skie­go pan­te­onu kami. Z dru­giej stro­ny tra­fi­my na baśnio­we nar­ra­cje, na przy­kład słyn­ną po dziś dzień opo­wieść o Ura­shi­mie, ryba­ku, któ­ry opu­ścił rodzin­ne stro­ny, udał się do pod­mor­skie­go pała­cu, a gdy powró­cił, oka­za­ło się, że na zie­mi minę­ło kil­ka­dzie­siąt lat i w jego wio­sce nie było już niko­go, kto by go pamię­tał. Z nadej­ściem bud­dy­zmu poja­wia­ją się mora­li­za­tor­skie przy­po­wie­ści zwa­ne set­su­wa, w któ­rych ludzie zosta­ją skon­fron­to­wa­ni z sytu­acja­mi wykra­cza­ją­cy­mi poza ich poj­mo­wa­nie. W pocho­dzą­cym z IX wie­ku zbio­rze Nihon ryōi­ki (Japoń­ska księ­ga o duchach i dzi­wach) mni­cha Keika­ia spo­ty­ka­my na przy­kład obec­ne do dzi­siaj w japoń­skich tek­stach kul­tu­ry rela­cje o zwie­rzę­tach prze­ni­ka­ją­cych do świa­ta ludzi. Rów­nież póź­niej­szy zbiór set­su­wa zaty­tu­ło­wa­ny Kon­ja­ku mono­ga­ta­ri, któ­re­go część poświę­co­ną zja­wi­skom nad­przy­ro­dzo­nym może­my prze­czy­tać w pol­skim tłu­ma­cze­niu (Japoń­ska księ­ga duchów i demo­nów)1, jest jed­nym z naj­cen­niej­szych źró­deł nie­sa­mo­wi­to­ści w lite­ra­tu­rze japoń­skiej. Pozna­je­my tam roz­ma­ite histo­rie nawie­dzeń przez isto­ty ze świa­ta nad­przy­ro­dzo­ne­go – ów świat zawsze znaj­du­je się nie­zmier­nie bli­sko ludzi. War­to zazna­czyć, że istot­ną część zarów­no obu zbio­rów, jak i wie­lu innych dzieł lite­ra­tu­ry nie­sa­mo­wi­tej w Japo­nii okre­su kla­sycz­ne­go sta­no­wią adap­ta­cje utwo­rów chiń­skich.

Nato­miast praw­dzi­wą eks­plo­zję popu­lar­no­ści histo­rii nie­sa­mo­wi­tych obser­wu­je­my w okre­sie Edo. Wów­czas splot pew­nych czyn­ni­ków, takich jak zapa­no­wa­nie neo­kon­fu­cjań­skie­go porząd­ku spo­łecz­ne­go, for­mo­wa­nie się kul­tu­ry miesz­czań­skiej, komer­cja­li­za­cja lite­ra­tur i poja­wie­nie się książ­ki jako towa­ru, przy­czy­nił się do roz­kwi­tu gatun­ków wła­śnie opo­wie­ści nie­sa­mo­wi­tych: kaidan oraz kidan (dosłow­nie: opo­wie­ści gro­zy, opo­wie­ści oso­bli­we, oba ter­mi­ny bywa­ją uży­wa­ne zamien­nie, cza­sem tak­że w połą­czo­nej for­mie – kaiki). W począt­kach okre­su Edo przyj­mu­ją one for­mę podob­ną do daw­nych set­su­wa. Przy­kła­dem może być Otōgi bōko (Lal­ka) z 1666 roku – auto­rem był Ryōi Asai, według czę­ści źró­deł pierw­szy pisarz zara­bia­ją­cy na życie swo­ją twór­czo­ścią. Zbiór ten zawie­ra opo­wie­ści zaczerp­nię­te z lite­ra­tu­ry chiń­skiej i zaadap­to­wa­ne do realiów japoń­skich. Pośród zawar­tych tam tek­stów war­ta uwa­gi jest cho­ciaż­by histo­ria o wrzo­dzie z ludz­ką twa­rzą, któ­ra mogła sta­no­wić inspi­ra­cję Jun’ichirō Tani­za­kie­go do stwo­rze­nia opo­wia­da­nia Jin­men­so (Szka­rad­ne obli­cze, 1918). Tek­sty pomiesz­czo­ne w Otōgi bōko są jesz­cze z zało­że­nia dość pro­sty­mi suchy­mi rela­cja­mi o spo­tka­niach ludzi z nad­przy­ro­dzo­nym. Z kolei w póź­nym okre­sie Edo wraz z naro­dzi­na­mi gatun­ku yomi­hon, a więc tak zwa­nych ksią­żek do czy­ta­nia (czy­li z mniej­szą niż zazwy­czaj licz­bą ilu­stra­cji), obser­wu­je­my pró­by nada­nia opo­wie­ściom gro­zy walo­rów lite­rac­kich, cze­go naj­wy­ra­zist­szym przy­kła­dem jest rów­nież adap­to­wa­ny z chiń­skich ory­gi­na­łów zbiór Uget­su mono­ga­ta­ri (Po desz­czu, przy księ­ży­cu) Aki­na­rie­go Uedy z 1776 roku. Zawar­te w tomie opo­wia­da­nia mają nie tyle prze­ra­żać (choć nie brak tam rów­nież maka­brycz­nych opi­sów), ile zachę­cić czy­ta­ją­cych do reflek­sji nad prze­mi­jal­no­ścią czy natu­rą ludz­ką.

Tak więc od naj­daw­niej­szych cza­sów w Japo­nii powszech­na była świa­do­mość, że obok świa­ta ludz­kie­go współ­ist­nie­je inna sfe­ra. To, co w Euro­pie uzna­je­my za real­ne i nad­przy­ro­dzo­ne, w Japo­nii było postrze­ga­ne jako nie­od­łącz­ne ele­men­ty tej samej cało­ści. Do dziś wia­ra w ist­nie­nie świa­ta poza­zmy­sło­we­go jest sil­nie zako­rze­nio­na w powszech­nej świa­do­mo­ści Japoń­czy­ków.

Jak na rozu­mie­nie i prak­ty­ko­wa­nie nie­sa­mo­wi­to­ści wpły­nę­ły prze­mia­ny spo­łecz­no-oby­cza­jo­we w XX wie­ku, jak zmie­nia­ła się sama lite­ra­tu­ra?

W XX wie­ku, a tak napraw­dę już od koń­ca XIX wie­ku w lite­ra­tu­rze japoń­skiej zmie­nia się napraw­dę dużo, głów­nie za spra­wą wester­ni­za­cji i moder­ni­za­cji, któ­re nastą­pi­ły po otwar­ciu się kra­ju na świat, upad­ku szo­gu­na­tu i zmia­nie ustro­jo­wej. Od koń­ca lat 70. XIX wie­ku poja­wia­ją się tłu­ma­cze­nia lite­ra­tu­ry zachod­niej, czy raczej jej dość wol­ne adap­ta­cje, a od koń­ca lat 80. for­mu­je się doj­rza­ła lite­ra­tu­ra rodzi­ma. Nato­miast z racji tego, że punk­tem wyj­ścia sta­je się dla niej inspi­ra­cja zachod­nim reali­zmem, nastę­pu­je odej­ście od wąt­ków fan­ta­stycz­nych w obrę­bie nowo wykształ­co­nej lite­ra­tu­ry pięk­nej, w ramach któ­rej zauwa­żal­ne sta­je się dąże­nie do moż­li­wie „praw­dzi­we­go” opi­sa­nia świa­ta i wia­ry­god­nych psy­cho­lo­gicz­nie posta­ci – naj­pierw w poety­ce reali­stycz­nej, a od pierw­szej deka­dy XX wie­ku natu­ra­li­stycz­nej. Zazna­czyć nale­ży, że jest to jed­nak natu­ra­lizm poj­mo­wa­ny spe­cy­ficz­nie, wypły­wa­ją­cy z roman­tycz­nej intro­spek­cji, sku­pia­ją­cy się na prze­ży­ciach jed­nost­ki, na postrze­ga­niu ogra­ni­czo­ne­go, ale przez to „praw­dzi­we­go” wycin­ka świa­ta, dostęp­ne­go jedy­nie dla boha­te­ra, któ­ry czę­sto sta­no­wi alter ego auto­ra. W tak poj­mo­wa­nym pisar­stwie zaczy­na bra­ko­wać miej­sca na nie­sa­mo­wi­tość, ale to nie zna­czy, że zni­kła ona zupeł­nie. W lite­ra­tu­rze pięk­nej widzi­my jej śla­dy w tek­stach twór­ców, któ­rzy trak­tu­ją wąt­ki nad­przy­ro­dzo­ne jako szan­sę wyra­że­nia sprze­ci­wu wobec domi­nu­ją­ce­go natu­ra­li­zmu.

Nie zosta­je tak­że prze­rwa­na tra­dy­cja opo­wie­ści nie­sa­mo­wi­tej z okre­su Edo. Pod koniec XIX wie­ku jej wybit­nym kon­ty­nu­ato­rem sta­je się Enchō Sany­ūtei. Nie był pisa­rzem, lecz zawo­do­wym opo­wia­da­czem gatun­ku kōdan – odróż­nia­ją­cym się od bar­dziej zna­ne­go raku­go poważ­ną tema­ty­ką – i kaidan, czy­li histo­rii o duchach. W swo­im reper­tu­arze miał autor­skie wer­sje słyn­nych opo­wie­ści gro­zy, któ­re uka­zy­wa­ły się dru­kiem dzię­ki temu, że wystę­py zapi­sy­wa­no w for­mie ste­no­gra­mów. Książ­ki te przy­czy­ni­ły się z jed­nej stro­ny do roz­wo­ju nowe­go języ­ka lite­rac­kie­go, któ­ry mógł zająć miej­sce dotych­cza­so­we­go archa­icz­ne­go sty­lu – z dru­giej zaś pod­trzy­my­wa­ły zain­te­re­so­wa­nie kla­sycz­ny­mi opo­wie­ścia­mi z dresz­czy­kiem, w czym poma­ga­ła tak­że rosną­ca popu­lar­ność zaim­por­to­wa­ne­go z Zacho­du i dopa­so­wa­ne­go do rodzi­mych wie­rzeń spi­ry­ty­zmu.

W pierw­szych deka­dach XX wie­ku poja­wia­ją się dwaj pisa­rze: Kidō Oka­mo­to i Kōta­rō Tana­ka, któ­rzy tchnę­li w kaidan nowe życie. Połą­czy­li oni tra­dy­cję kolek­tyw­ne­go dzie­le­nia się opo­wie­ścia­mi nie­sa­mo­wi­ty­mi w for­mie tak zwa­nych hyaku­mo­no­ga­ta­ri kai (spo­tka­nie stu opo­wie­ści) z nowym spo­so­bem opo­wia­da­nia, uwzględ­nia­ją­cym pod­pa­trzo­ne w lite­ra­tu­rze obcej tech­ni­ki budo­wa­nia suspen­su, i powią­za­li zna­ne od daw­na moty­wy z odkry­wa­ny­mi na nowo wąt­ka­mi ludo­wy­mi. Przy­kła­dem opo­wia­da­nia po mistrzow­sku budzą­ce­go w czy­tel­ni­kach nastrój gro­zy jest Kiso no tabi­bi­to (Podróż­ny z Kiso) Oka­mo­to. Zain­te­re­so­wa­nie nie­sa­mo­wi­to­ścią wywo­dzą­cą się z lokal­nych wie­rzeń wzbu­dza­ją nato­miast pra­ce etno­gra­fa Kunio Yana­gi­dy. Po jego pisma, takie jak słyn­ny zbiór Tōno mono­ga­ta­ri (Opo­wie­ści z Tōno, 1910), zawie­ra­ją­cy legen­dy i poda­nia z tere­nu pre­fek­tu­ry Iwa­te we wschod­niej Japo­nii, do dziś się­ga­ją japoń­scy miło­śni­cy nie­sa­mo­wi­to­ści.

Czym jest nie­sa­mo­wi­tość, czym są opo­wie­ści nie­sa­mo­wi­te współ­cze­śnie, w XXI wie­ku?

Trud­no już mówić o jed­nej nie­sa­mo­wi­to­ści, ponie­waż mamy do czy­nie­nia z całą mno­go­ścią jej odmian. Z jed­nej stro­ny są więc twór­cy wywo­dzą­cy się ze sfer inter­ne­to­wych, z poety­ki legend miej­skich; tu moż­na wymie­nić Uket­su, kry­ją­ce­go się za upior­ną maską auto­ra Hen-na e (Dziw­ne obraz­ki), powie­ści kry­mi­nal­nej zbli­żo­nej sty­li­stycz­nie do inter­ne­to­wych cre­epy­past. Z kolei czy­stą gro­zą ope­ru­je nie­ja­ki Sesu­ji, któ­re­go powieść gro­zy Kin­ki chi­hō no aru basho ni tsu­ite (O pew­nym miej­scu w regio­nie Kin­ki) – pier­wot­nie uka­zu­ją­ca się w odcin­kach na jed­nej z plat­form umoż­li­wia­ją­cych publi­ka­cję tek­stów pisa­rzom nie­za­wo­do­wym – cie­szy się znacz­ną popu­lar­no­ścią. Jest to frag­men­ta­rycz­na, pro­wa­dzo­na w róż­nych for­mach nar­ra­cyj­nych opo­wieść o pew­nym tajem­ni­czym, być może nawie­dzo­nym miej­scu oraz o oso­bach, któ­re doświad­czy­ły wpły­wu tego nawie­dze­nia. We wspo­mnia­nych twór­cach upa­try­wał­bym współ­cze­snych przed­sta­wi­cie­li tra­dy­cji kaidan hyaku­mo­no­ga­ta­ri kai.

Z dru­giej stro­ny są twór­cy, jak choć­by tłu­ma­czo­ny obec­nie prze­ze mnie Masa­ku­ni Oda, autor zbio­ru Waza­wai, zawie­ra­ją­ce­go opo­wia­da­nia utrzy­ma­ne w poety­ce weird fic­tion, ze szczyp­tą absur­du w sty­lu Kōbō Abe, w któ­rych codzien­ność boha­te­rów ule­ga zaska­ku­ją­cym defor­ma­cjom. W jego twór­czo­ści gro­za oble­czo­na jest w gęstą tkan­kę sty­li­stycz­ną – połą­czo­na z zaba­wą języ­kiem i dys­ku­sją z rodzi­mą tra­dy­cją lite­rac­ką.

Cały czas mamy tak­że do czy­nie­nia z wyraź­ną obec­no­ścią wąt­ków nie­sa­mo­wi­tych w lite­ra­tu­rze pięk­nej. Jak wspo­mnia­łem wcze­śniej, w Japo­nii lite­ra­tu­ra pięk­na jest nie­zwy­kle sil­nie zwią­za­na z para­dyg­ma­tem natu­ra­li­stycz­nym, tym samym wciąż obser­wu­je­my tu wyraź­ną obec­ność auto­fik­cji. Mimo to w tek­stach twór­ców, któ­rym przy­zna­no Nagro­dę im. Aku­ta­ga­wy, czy­li naj­bar­dziej pre­sti­żo­we wyróż­nie­nie w świe­cie japoń­skiej lite­ra­tu­ry pięk­nej, nie bra­ku­je wąt­ków nie­sa­mo­wi­tych i nad­przy­ro­dzo­nych. Spo­śród utwo­rów prze­ło­żo­nych na język pol­ski war­to wymie­nić opo­wia­da­nie Hebi‑o fumy (Nadep­nę­łam na węża)2 autor­stwa Hiro­mi Kawa­ka­mi z 1996 roku – fru­stra­cje tak zwa­nej stra­co­nej deka­dy wpi­sa­ne są tu w fabu­łę, w któ­rej zauwa­żyć moż­na zna­ne już z set­su­wa wąt­ki prze­ni­ka­nia zwie­rząt do świa­ta ludzi.

Opo­wie­ści nie­sa­mo­wi­te z języ­ka japoń­skie­go – jaki obraz histo­rii i lite­ra­tu­ry jest przed­sta­wio­ny w tym zbio­rze? Kogo w nim znaj­dzie­my, kogo w nim zabra­kło? Ile trze­ba wie­dzieć, żeby zro­zu­mieć zgro­ma­dzo­ne tutaj opo­wia­da­nia?

Myślę, że nie­zbęd­nych infor­ma­cji doty­czą­cych zawar­tych w zbio­rze utwo­rów dostar­cza wstęp autor­stwa Kata­rzy­ny Son­nen­berg-Musiał, któ­ra ów tom zre­da­go­wa­ła i prze­tłu­ma­czy­ła wie­le zawar­tych w nim opo­wia­dań. Lek­tu­ra tych tek­stów nie wyma­ga jed­nak, jak sądzę, jakie­goś spe­cjal­ne­go przy­go­to­wa­nia, może naj­wy­żej świa­do­mo­ści, że w prze­ci­wień­stwie do innych tomów z tej serii znaj­dzie­my tu mniej opo­wia­dań nakie­ro­wa­nych na wywo­ła­nie czy­ste­go poczu­cia gro­zy w czy­tel­ni­kach – w tej książ­ce bowiem zna­la­zły się nie­mal wyłącz­nie utwo­ry pisa­rzy repre­zen­tu­ją­cych świat lite­ra­tu­ry pięk­nej.

Okładka książki pod tytułem „Opowieści niesamowite z języka japońskiego”
„Opowieści niesamowite z języka japońskiego”, wyb. Blanka Kurata, Katarzyna Sonnenberg-Musiał, red. Katarzyna Sonnenberg-Musiał, tłum. Beata Kubiak Ho-Chi, Blanka Kurata, Henryk Lipszyc, Katarzyna Sonnenberg-Musiał, Renata Sowińska-Mitsui, Aleksandra Szczechla, Anna Zielińska-Elliott, Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy, 2025.

Na tom Opo­wie­ści nie­sa­mo­wi­te z języ­ka japoń­skie­go, czy­li odświe­żo­ną wer­sję słyn­ne­go zbio­ru Bal­la­da o Naray­amie w redak­cji i tłu­ma­cze­niu Blan­ki Kura­ty, skła­da­ją się utwo­ry powsta­łe w XX wie­ku, z wyraź­ną prze­wa­gą tek­stów przed­wo­jen­nych. Jeśli zaś cho­dzi o wyła­nia­ją­cy się z tego zbio­ru obraz histo­rii lite­ra­tu­ry, z pew­no­ścią jest on zgod­ny z daw­no usta­lo­nym kano­nem, ponie­waż według histo­ry­ków lite­ra­tu­ry mamy tu wła­ści­wie żela­zny zestaw naj­waż­niej­szych nazwisk (bra­ku­je jedy­nie Sōse­kie­go Natsu­me i Ōga­ia Morie­go). Na począ­tek otrzy­mu­je­my dwa opo­wia­da­nia Kyōki Izu­mie­go, pisa­rza osob­ne­go, któ­ry two­rzył coś w rodza­ju japoń­skiej odmia­ny roman­tycz­ne­go goty­ku z ele­men­ta­mi folk­lo­ry­stycz­ny­mi i odwo­ła­nia­mi do natu­ry jako źró­dła nie­sa­mo­wi­to­ści. Obok zna­ne­go już opo­wia­da­nia Kōya hiji­ri (Świą­to­bli­wy bon­za z góry Kōya) w zbio­rze zapre­zen­to­wa­no rów­nież nowy prze­kład: Kaii­ki (Opo­wieść o mor­skich potwo­rach).

Dwóch następ­nych pisa­rzy nie­zmier­nie czę­sto oma­wia się łącz­nie, ponie­waż Ryūno­su­ke Aku­ta­ga­wa i Jun’ichirō Tani­za­ki nie tyl­ko pozo­sta­wa­li w przy­ja­ciel­skich sto­sun­kach, nie tyl­ko we dwóch sta­wia­li opór domi­na­cji duszą­cej poety­ki natu­ra­li­stycz­nej, ale tak­że w 1927 roku na łamach perio­dy­ków lite­rac­kich toczy­li słyn­ną dys­ku­sję na temat roli fabu­ły w pro­zie. Jigo­ku­hen (Pie­kieł wize­ru­nek nie­zwy­kły) Aku­ta­ga­wy to utwór, w któ­rym autor w typo­wy dla sie­bie spo­sób pre­zen­tu­je retel­ling kla­sycz­ne­go tek­stu (z trzy­na­sto­wiecz­ne­go zbio­ru Uji shūi mono­ga­ta­ri), bra­wu­ro­wo dopa­so­wu­jąc go do dwu­dzie­sto­wiecz­nej wraż­li­wo­ści i wła­snych zapa­try­wań na sztu­kę. Akcja dwóch następ­nych tek­stów Aku­ta­ga­wy z tego zbio­ru roz­gry­wa się w cza­sach współ­cze­snych twór­cy. Spo­śród nich chciał­bym wyróż­nić intry­gu­ją­cy kolaż lite­rac­ki, jakim jest Asa­ku­sa kōen (Park Asa­ku­sa – Pewien sce­na­riusz), sta­no­wią­cy nie tyle sce­na­riusz, ile zbiór lite­rac­kich sto­ry­bo­ar­dów do nie­ist­nie­ją­ce­go fil­mu. Akcja roz­gry­wa się w tytu­ło­wej dziel­ni­cy roz­ryw­ki, miej­scu w pew­nym sen­sie klu­czo­wym dla kul­tu­ry popu­lar­nej przed­wo­jen­nej Japo­nii. Znaj­do­wa­ły się tam luna­park, licz­ne kina, gabi­ne­ty oso­bli­wo­ści i inne tego rodza­ju obiek­ty, ponad­to wła­śnie tam wznie­sio­no pierw­szy tokij­ski dra­pacz chmur, wie­żę Ryōun­ka­ku.

Dwa utwo­ry Tani­za­kie­go to wcze­sny Shi­sei (Tatu­aż) z 1910 roku, nale­żą­cy do naj­bar­dziej deka­denc­kich utwo­rów tego pisa­rza, wresz­cie dostęp­ny w pol­skim prze­kła­dzie, a tak­że o osiem lat póź­niej­sze i sta­no­wią­ce nie­wąt­pli­wą ozdo­bę całe­go zbio­ru Szka­rad­ne obli­cze. Jest to oczy­wi­ście jed­no z naj­bar­dziej nie­po­ko­ją­cych japoń­skich opo­wia­dań gro­zy, ale tak­że utwór symp­to­ma­tycz­ny dla całej lite­ra­tu­ry owe­go okre­su, zawie­szo­nej mię­dzy rodzi­mą tra­dy­cją a wpły­wa­mi Zacho­du. Tani­za­ki więc z jed­nej stro­ny nawią­zu­je do kla­sy­ki, wyko­rzy­stu­jąc zna­ny z daw­nych kaidan motyw zemsty ura­żo­ne­go ducha, co wię­cej: przyj­mu­ją­ce­go for­mę wspo­mnia­ne­go już upior­ne­go wrzo­du z ludz­ką twa­rzą, z dru­giej zaś uka­zu­je nowo­cze­sne obli­cze Japo­nii przez wpro­wa­dze­nie do tek­stu wąt­ku kina. Autor czer­pał tutaj z wła­snych doświad­czeń – sce­na­rzy­sty, współ­za­ło­ży­cie­la wytwór­ni fil­mo­wej i znaw­cy fil­mu.

Cie­ka­wym wybo­rem jest opo­wia­da­nie Ran­po Edo­ga­wy, powszech­nie zwa­ne­go ojcem japoń­skie­go kry­mi­na­łu. Jego Niha­ijin (Dwóch kale­kich męż­czyzn, 1924) to utwór dość cha­rak­te­ry­stycz­ny dla wcze­snej twór­czo­ści tego pisa­rza, naj­moc­niej inspi­ro­wa­nej zachod­nią lite­ra­tu­rą kry­mi­nal­no-detek­ty­wi­stycz­ną. W twór­czo­ści Edo­ga­wy nie spo­ty­ka­my wąt­ków nad­przy­ro­dzo­nych, a o nie­sa­mo­wi­to­ści opo­wia­da­nia w dużej mie­rze decy­du­je motyw som­nam­bu­li­zmu, czę­sto wyko­rzy­sty­wa­ny przez pisa­rza. Okres przed­wo­jen­ny repre­zen­tu­ją tak­że moder­ni­sta Yasu­na­ri Kawa­ba­ta, po woj­nie pierw­szy japoń­ski lau­re­at Lite­rac­kiej Nagro­dy Nobla, i Atsu­shi Naka­ji­ma, pisarz zafa­scy­no­wa­ny lite­ra­tu­rą chiń­ską, któ­ry w Japo­nii ma sta­tus współ­cze­sne­go kla­sy­ka, lecz na Zacho­dzie wciąż jest jesz­cze mało zna­ny.

W czę­ści powo­jen­nej domi­nu­je od lat zna­na już na Zacho­dzie wiel­ka trój­ka twór­ców powo­jen­nych: Kōbō Abe, Yukio Mishi­ma i Ken­za­bu­rō Ōe. Zamiesz­czo­ne w zbio­rze opo­wia­da­nia uka­zu­ją z pew­no­ścią ich mniej zna­ne dotych­czas obli­cze. Szcze­gól­nie cie­szą dwa wcze­sne awan­gar­do­we opo­wia­da­nia Abe, pocho­dzą­ce z jego debiu­tanc­kie­go, prze­ło­mo­we­go dla powo­jen­nej lite­ra­tu­ry japoń­skiej zbio­ru Kabe (Ścia­na, 1951).

Kogo zabra­kło? Zbiór Pań­stwo­we­go Insty­tu­tu Wydaw­ni­cze­go jest reali­za­cją pew­ne­go kon­kret­ne­go zało­że­nia redak­cyj­ne­go – opra­co­wa­nia kolek­cji opo­wia­dań „oko­ło­nie­sa­mo­wi­tych” pisa­rzy współ­two­rzą­cych kanon lite­ra­tu­ry japoń­skiej XX wie­ku – i w tym zakre­sie speł­nia swo­je zada­nie z nawiąz­ką. Książ­ka zresz­tą, choć nie wiem, ile w tym celo­wo­ści, ide­al­nie wpa­so­wu­je się w PIW-owską wizję lite­ra­tu­ry japoń­skiej, ponie­waż nazwi­ska auto­rów w dużej mie­rze pokry­wa­ją się tu z tymi repre­zen­to­wa­ny­mi w serii Pro­za Dale­kie­go Wscho­du. Ponie­waż nie­ko­niecz­nie podzie­lam tę wizję, mój wybór tek­stów zapew­ne wyglą­dał­by zupeł­nie ina­czej. Wie­le naj­wy­bit­niej­szych utwo­rów nie­sa­mo­wi­tych pocho­dzi bowiem spo­za tego żela­zne­go kano­nu. Nawet jeśli ogra­ni­czy­my się wyłącz­nie do świa­ta lite­ra­tu­ry pięk­nej, znaj­dzie­my nie­tłu­ma­czo­nych dotąd na język pol­ski auto­rów, któ­rzy pre­zen­tu­ją wła­sne ory­gi­nal­ne spoj­rze­nie na gro­zę i nie­sa­mo­wi­tość. Są to mię­dzy inny­mi maka­brycz­ny Kaita Muray­ama, oni­rycz­ny Haruo Satō, gro­te­sko­wy Taru­ho Ina­ga­ki czy spla­ta­ją­cy ero­ty­kę z oso­bli­wo­ścią Tat­su­hi­ko Shi­bu­sa­wa. Wybit­ne opo­wia­da­nia gro­zy two­rzy­li z kolei pisa­rze mar­gi­na­li­zo­wa­ni, któ­rzy nie publi­ko­wa­li swo­ich utwo­rów we wpły­wo­wych cza­so­pi­smach lite­rac­kich, lecz w perio­dy­kach skie­ro­wa­nych do maso­we­go czy­tel­ni­ka. Mam na myśli takich pisa­rzy, jak Kyūsa­ku Yume­no, Fubo­ku Kosa­kai, On Wata­na­be, Hyak­ken Uchi­da czy Sotō Tachi­ba­na.

W Opo­wie­ściach… dzi­wić może tak­że nie­mal cał­ko­wi­ta nie­obec­ność pisa­rek: wyjąt­kiem jest jed­no krót­kie opo­wia­da­nie Yumi­ko Kura­ha­shi. Przez znacz­ną część XX wie­ku lite­ra­tu­ra pisa­na przez kobie­ty ule­ga­ła sys­te­ma­tycz­nej mar­gi­na­li­za­cji, bywa­ła zamy­ka­na w osob­nej kate­go­rii joryū bun­ga­ku (lite­ra­tu­ra kobie­ca), przez co autor­kom nie było łatwo dojść do gło­su, i to zarów­no w lite­ra­tu­rze pięk­nej, jak i w pro­zie gatun­ko­wej. W gro­nie twór­ców z okre­su przed­wo­jen­ne­go, a nawet z cza­sów tuż po woj­nie nie tak łatwo zna­leźć pisar­ki zaj­mu­ją­ce się tema­ty­ką nie­sa­mo­wi­tą, ale nie ozna­cza to, że ich nie było. Na przy­kład Nobu­ko Yoshiya, przed woj­ną pio­nier­ka shōjo bun­ga­ku (lite­ra­tu­ry dziew­czę­cej), na począt­ku lat 50. XX wie­ku stwo­rzy­ła kil­ka nie­zmier­nie cie­ka­wych opo­wia­dań ocie­ra­ją­cych się o gro­zę, w któ­rych czę­sto posłu­gi­wa­ła się moty­wem sobo­wtó­ra, a tak­że się­ga­ła po moty­wy z japoń­skiej kla­sy­ki, cze­go przy­kła­dem może być pięk­ne opo­wia­da­nie Tsu­ru (Żuraw) – waria­cja na temat słyn­nej baśni Tsu­ru-no onga­eshi. Z kolei tra­dy­cję nie­sa­mo­wi­to­ści o ludo­wej pro­we­nien­cji kon­ty­nu­owa­ła zna­na przede wszyst­kim ze swo­ich ksią­żek dla dzie­ci Miy­oko Mat­su­ta­ni, któ­ra spi­sa­ła wie­lo­to­mo­wy zbiór Gen­dai min­wa-kō (Prze­gląd współ­cze­snych podań ludo­wych). Hiro­ko Mina­ga­wa czy Tomo­ko Yoshi­da to kolej­ne autor­ki, któ­re w swo­jej twór­czo­ści pre­zen­tu­ją cie­ka­we spoj­rze­nie na lite­rac­ką nie­sa­mo­wi­tość.

Wyda­je się, że współ­cze­śnie to autor­ki wio­dą prym w opo­wie­ściach nie­sa­mo­wi­tych (w zbio­rze zna­la­zła się tyl­ko jed­na). Czy jest tak rze­czy­wi­ście? Yōko Tawa­da, Hiro­ko Oyama­da, Hiro­mi Kawa­ka­mi, Aoko Mat­su­da – kto jesz­cze powi­nien zna­leźć się na tej liście?

Owszem, moż­na spoj­rzeć na to w ten spo­sób. Zwróć­my jed­nak uwa­gę, że w twór­czo­ści żad­nej z tych auto­rek – a do tej listy moż­na dodać jesz­cze na przy­kład Bana­nę Yoshi­mo­to, Yōko Oga­wę czy Say­akę Mura­tę – nie­sa­mo­wi­tość nie odgry­wa domi­nu­ją­cej roli, czę­sto jest po pro­stu ozdob­ni­kiem. Jeśli wyj­dzie­my poza świat lite­ra­tu­ry pięk­nej, dostrze­że­my tak­że pisar­ski spe­cja­li­zu­ją­ce się wyłącz­nie w twór­czo­ści gatun­ko­wej, takie jak Miy­uki Miy­abe, Shi­ma­ko Iwai czy Nana­mi Kamon. Jak wcze­śniej wspo­mnia­łem, w Japo­nii przez lata mar­gi­na­li­zo­wa­no twór­czość kobiet. Nie­któ­rzy wska­zu­ją na to, że lite­ra­tu­ra wystę­po­wa­ła w dys­kur­sie czę­sto jako zaję­cie męskie, cze­go przy­czy­ny nale­ży doszu­ki­wać się w domi­nu­ją­cym w XX wie­ku para­dyg­ma­cie auto­fik­cyj­no­ści. Kobie­tom nie wol­no było się­gać po poety­kę kon­fe­syj­ną, nie wol­no było dzie­lić się z czy­tel­ni­ka­mi naj­skryt­szy­mi intym­ny­mi prze­ży­cia­mi – wła­ści­wie w całej pierw­szej poło­wie XX wie­ku mamy jedy­nie garst­kę utwo­rów gatun­ku shi­shōset­su pisa­nych przez kobie­ty. Być może więc się­ga­nie przez wymie­nio­ne autor­ki po ele­men­ty nie­sa­mo­wi­te i nad­przy­ro­dzo­ne jest for­mą ini­cjo­wa­nia dys­ku­sji na ten temat lub cho­ciaż sta­no­wi wyzwa­nie rzu­co­ne prze­ko­na­niu o jakimś okre­ślo­nym kształ­cie „praw­dzi­wej lite­ra­tu­ry”. Tłu­ma­cze­nia utwo­rów wszyst­kich przy­wo­ła­nych tu auto­rek zdo­by­ły popu­lar­ność za gra­ni­cą – wyraź­nie widzi­my, że to pisar­ki są głów­ny­mi amba­sa­dor­ka­mi lite­ra­tu­ry japoń­skiej na świe­cie. Nie­praw­dzi­we było­by stwier­dze­nie, że męż­czyź­ni zamil­kli w kwe­stii nie­sa­mo­wi­to­ści, ich tek­sty rza­dziej jed­nak tra­fia­ją poza gra­ni­ce Japo­nii.

Posta­ci kobiet jako źró­dło nie­sa­mo­wi­to­ści: jak roz­gry­wa­ne są tutaj gen­de­ro­we ste­reo­ty­py?

Rze­czy­wi­ście japoń­ską lite­ra­tu­rę nie­sa­mo­wi­tą zalud­nia­ją licz­ne posta­ci demo­nicz­nych kobiet – zarów­no w lite­ra­tu­rze kla­sycz­nej, jak i w utwo­rach inspi­ro­wa­nych folk­lo­rem, gdzie wystę­pu­ją kobie­ce demo­ny, jak choć­by yuki-onna czy oni-baba, a współ­cze­śnie tak­że w miej­skich legen­dach, cze­go przy­kła­dem jest postać kuchi­sa­ke onna. Jak nato­miast wyglą­da to w typo­wej lite­ra­tu­rze gro­zy XX wie­ku, powsta­ją­cej wobec powol­nych prze­mian ról spo­łecz­nych przy­pi­sy­wa­nych kobie­tom? Jeśli przyj­rzy­my się na przy­kład utwo­rom Ran­po Edo­ga­wy, bar­dzo szyb­ko zwró­ci­my uwa­gę, jak zni­ko­ma jest licz­ba posta­ci kobie­cych nie­bę­dą­cych ofia­ra­mi zbrod­ni czy dam­sels in distress. Dwa naj­słyn­niej­sze wyjąt­ki to opo­wia­da­nia Nin­gen isu (W obję­ciach fote­la, 1925) oraz Imo­mu­shi (Gąsie­ni­ca, 1929), w któ­rych mamy do czy­nie­nia z para­dok­sal­ną sytu­acją, ponie­waż z jed­nej stro­ny boha­ter­ki wspo­mnia­nych utwo­rów to posta­ci – przy­naj­mniej tak mogło­by się wyda­wać – o nie­spo­ty­ka­nej zazwy­czaj w twór­czo­ści Edo­ga­wy pod­mio­to­wo­ści, z dru­giej jed­nak obie popa­da­ją w sytu­acje skraj­ne­go znie­wo­le­nia. Pierw­sza z kobiet jest popu­lar­ną pisar­ką, dru­ga zaś żoną okrut­nie oka­le­czo­ne­go wete­ra­na wojen­ne­go, nad któ­rym przej­mu­je domi­na­cję, doko­nu­jąc trans­gre­sji ste­reo­ty­pu „dobrej żony”. Nie­mniej boha­ter­ka W obję­ciach fote­la sta­je się ofia­rą stal­kin­gu ze stro­ny obse­syj­ne­go fana, więc nawet pozor­nie bez­piecz­na prze­strzeń jej wła­sne­go domu zmie­nia się w pułap­kę, pod­czas gdy for­mą znie­wo­le­nia Toki­ko z Gąsie­ni­cy jest przy­mus spra­wo­wa­nia opie­ki nad mężem. W jej przy­pad­ku fru­stra­cje zwią­za­ne z sytu­acją życio­wą pro­wa­dzą do kry­zy­su, wsku­tek któ­re­go kobie­ta doko­nu­je czy­nu nazna­cza­ją­ce­go ją pięt­nem potwo­ra. Dla­te­go wyda­je mi się, że sto­su­nek Edo­ga­wy, a tak­że wie­lu innych pisa­rzy okre­su przed­wo­jen­ne­go do posta­ci kobie­cych dobrze ilu­stru­ją sło­wa Moro­to, boha­te­ra powie­ści Kotō-no oni (Demon z samot­nej wyspy, 1929–1930): „Kobie­ty nie pocią­ga­ją mnie w naj­mniej­szym choć­by stop­niu. Wręcz prze­ciw­nie, odrzu­ca­ją mnie, budzą we mnie wstręt. Rozu­miesz? Nie cho­dzi o to, że się ich wsty­dzę. Ja się ich boję. Boję się cza­sem tak bar­dzo, że nie mogę wytrzy­mać”. Dla­te­go nawet jeśli spo­tka­my w tych utwo­rach wyra­zist­sze posta­ci o roz­bu­do­wa­nej pod­mio­to­wo­ści, na przy­kład w napi­sa­nym przez Tani­za­kie­go Szka­rad­nym obli­czu, któ­re­go boha­ter­ka, Yurie, jest japoń­ską aktor­ką robią­cą karie­rę w Hol­ly­wo­od (naj­pew­niej to postać wykre­owa­na na pod­sta­wie ele­men­tów bio­gra­fii Tsu­ru Aoki), cały czas pozo­sta­je­my w świe­cie „kobiet pisa­nych przez męż­czyzn”. Szko­da więc, że mimo wszyst­ko w zbio­rze nie zna­la­zło się miej­sce dla więk­szej licz­by pisa­rek. Nie wąt­pię jed­nak, że w dobie trwa­ją­cej popu­lar­no­ści lite­ra­tu­ry japoń­skiej wie­le bia­łych plam na lite­rac­kich mapach zosta­nie wkrót­ce zapeł­nio­nych, rów­nież w sfe­rze nie­sa­mo­wi­to­ści.

 

1 Japoń­ska księ­ga duchów i demo­nów. Zbiór histo­rii daw­nych i obec­nych. Kon­ja­ku mono­ga­ta­ri, tłum. R. Iwic­ka, Toruń: Wydaw­nic­two Kirin, 2013.

2 H. Kawa­ka­mi, Nadep­nę­łam na węża, tłum. B. Słom­ka, Kra­ków: Wydaw­nic­two Karak­ter, 2010.

– badacz i tłumacz literatury japońskiej.

więcej →

– krytyczka literacka i literaturoznawczyni.

więcej →

Powiązane teksty

04.04.2026
Rozmowy

Język odgrywa istotną rolę w odczłowieczaniu. Percival Everett jest tego świadomy

Percival Everett, świadomy magicznej mocy języka, posługuje się nim jako bronią, co jest naturalne, bo polem bitwy jest tu fikcja literacka. Słowo staje się narzędziem wymierzania sprawiedliwości, gdyż nie można w tej sprawie liczyć na naturę, Boga ani historię. Pozostaje trzymać się magii języka – mówi Tomasz Macios, tłumacz Drzew, w rozmowie z Amelią Sarnowską.