„Norma jest piękna niczym flakon, który niesiony w białej ręce, marzy o tym, by dłoń go wypuściła”1. Tak zaczyna się tytułowe opowiadanie ze zbioru Ostatni akt łaski Adelheid Duvanel, od razu odsłaniające przed czytelnikiem dziwność i niesamowitość świata szwajcarskiej pisarki, zmarłej w 1996 roku – za życia niedocenionej, dziś uznawanej za jedną z najwybitniejszych szwajcarskich prozaiczek XX wieku.
Zbiór zawiera czterdzieści jeden miniaturowych opowiadań w przekładzie Doroty Stroińskiej i został opublikowany nakładem wydawnictwa Cyranka w serii „Klasyczki współczesności”. Trzy poprzednie klasyczki – Helen Garner, Deborah Eisenberg i Joan Didion – miały więcej szczęścia, bo trafiły do serii za życia.
W otwierającym tom opowiadaniu Niemoralna historia działania bohaterki są impulsywne i nieprzewidywalne jak rzeczywistość, która ją otacza: kobieta zasypia na chwilę i budzi się z nie swoim językiem w ustach. To język mężczyzny w skarpetkach koloru lila, którego widziała wcześniej przechodzącego przez ulicę. Bohaterka postanawia wyjechać nad morze: „Napada mnie ochota, żeby kupić sprzęt do nurkowania, rzucić harpunem w ośmiornicę i tłuc nią o skałę, aż rozmięknie”2.
Poetycka wyobraźnia Duvanel porusza się lotem jaskółki przed deszczem, zakosami, zwrotna i nieobliczalna. Pierwsze zdanie działa jak zapadnia wiodąca do świata, w którym nic nie jest takie, jak się wydaje. Spod kolejnych pozornie zwykłych zdań oznajmujących wyziera groza. Duvanel prowadzi nas w głąb ciemnym korytarzem, punktowo oświetla niepokojące pęknięcia, jakby samo nazywanie świata miało go oswoić. Nie ma się czego bać, zdaje się mówić autorka, na końcu zawsze jest to samo: nieuchronność, nic groźniejszego nas nie spotka.
Zdarza się, że w obrębie krótkiej, jedno- czy dwustronicowej historii Duvanel przenosi zainteresowanie z jednej postaci na drugą, tracąc z oczu wcześniejszych bohaterów. A jednak można dostrzec w tym logikę, nawet jeśli nie jest to logika ekonomii opowiadania, wpajana uczestnikom kursów twórczego pisania. To raczej logika snu na jawie, pod której wpływem kształtują się surrealne zdarzenia i obrazy. Niezachwianym krokiem narratorka stąpa dalej, jak lunatyczka po krawędzi dachu. Nie spadnie, byle nikt jej nie obudził.
Prostym ćwiczeniem uwalniającym wyobraźnię z rutyny (stosowałam je, prowadząc ze studentami aktorstwa zajęcia z improwizacji) jest nazywanie oglądanych przedmiotów innymi słowami: na przykład okno to krzesło, krzesło to piłka, piłka to drzewo. Wystarczy przez kwadrans nazywać rzeczy inaczej, a wyobraźnia uruchamia się, „odpoznaje” rzeczywistość, w której jesteśmy zadomowieni, sprawia, że znikają oczywistości. Duvanel nie musiała stosować tego ćwiczenia, ona tak właśnie postrzegała świat. „Jak zawsze z rana – rzeczy nie pokazywały jeszcze swojej twarzy, nie patrzyły na mnie; mijałam je, ale ich nie zauważałam”3. Personifikacja rzeczy martwych (które mogą mieć oczy i obserwować narratorkę), a także natury, jest tu elementem budowania grozy i baśniowości. „Wiatr pędził wielkimi susami, wysoka jodła trzepotała czarnym skrzydłem. Miasto pomału ślepło – domy przestawały widzieć siebie nawzajem”4.
Mimo to postaciom i sytuacjom wykreowanym przez Duvanel nie brak cech komicznych. Bohaterka Niemoralnej historii należy do „grupy samopomocowej osób dłubiących w nosie”5. Uczestniczy w zajęciach, ale w skrytości ducha wcale nie chce wyzbyć się nawyku. Z lubością opisuje rozkosze dłubania w nosie i korzystania z jego zasobów. Oryginalne spojrzenie autorki wychwytuje zaskakujące detale i pozwala zestawić je ze sobą w nieoczywisty sposób. Komizm potęgują absurdalne niemożności: „Grolo chciał kupić naboje do swojego pióra wiecznego, ale słowo «nabój» wypadło mu z głowy, pisał więc długopisem”6. Tragikomiczne bywają daremne próby stawienia czoła codzienności. Komizm wiąże się z dystansem do niesamowitości i grozy. Nieprzewidywalność, absurd, podskórny dowcip tworzą tkankę narracji tych opowiadań, niemalże pozbawionych akcji.
Bohaterowie Duvanel to samotnicy, marzyciele, odmieńcy, przegrani, odtrąceni, pokrzywdzeni, chorzy, bezbronni, nieszczęśnicy, narkomani, lunatycy – zwykli ludzie zanurzeni w niezwykłej rzeczywistości, z którymi autorka się identyfikuje, przyjmując ich perspektywę: „Wchodzę do dużego, jasnego pokoju, pośrodku stoi stół, a wokół niego dziesięć krzeseł. W kącie na wózku inwalidzkim siedzi kobieta, jej ciało oblepiły roje much”7. Postacie zaludniające mikroopowieści Duvanel trudno przyszpilić, osadzić w schemacie psychologicznym; pozostają one nieuchwytne. Poczucie obcości wyostrza ich spojrzenie, odkształca codzienność, wydobywa z niej magiczne obrazy.
Nie status społeczny stanowi o marginalności tych nieszczęśników, ale język poruszający się po peryferiach albo w jakiejś trudno uchwytnej przestrzeni „pomiędzy” czy „na zewnątrz”. W opowiadaniu Die schwarzen Lederhandschuhe („Czarne rękawiczki ze skóry”)8, którego nie ma w opublikowanym po polsku zbiorze, siostra pyta przez telefon brata, czy ten pamięta, w jaki sposób nauczyli się mówić. „Prawdopodobnie poza”, odpowiada brat. Po niemiecku ausserhalb to właśnie „poza”, „na zewnątrz”, „gdzie indziej”. Język tych opowiadań brzmi właśnie tak, jakby autorka nauczyła się go w dzieciństwie gdzieś na zewnątrz języka oczywistości, którym posługują się inni, pozbawieni przez to dostępu do utajonego świata.
Za tę wrażliwość i odmienność pisarka płaciła wysoką cenę. Duvanel po raz pierwszy trafiła na oddział psychiatryczny w wieku siedemnastu lat, gdy po rocznym pobycie w katolickim internacie dla dziewcząt Sacré-Cœur nad jeziorem Neuchâtel przestała mówić. Szpitale psychiatryczne lat 50. można sobie wyobrazić jako przedsionek piekła. Młodą dziewczynę leczono zastrzykami insulinowymi i elektrowstrząsami. Przestrzeń oddziału z pacjentami ustawionymi gęsiego, oddzielenie od świata przez mleczną szybę – te motywy powracają w opowiadaniach szwajcarskiej autorki.
I choć wyrządziłoby się tej artystce krzywdę, sprowadzając interpretację jej twórczości do wymiaru biograficznego, do kwestii życiorysu, naznaczonego tragicznymi wydarzeniami i cierpieniem, to jednak nie sposób nie wspomnieć choć w kilku słowach o historii tej zupełnie dotąd w Polsce nieznanej pisarki.
Friederike Kretzen stwierdziła, że Duvanel przyszła na świat wyposażona w coś, co czyniło ją
bezbronną na skandal oddychania, jak pisała Ilse Aichinger w odniesieniu do Kafki. Tak, że dość szybko pojęła, co znaczy być żywcem pogrzebaną w ciele szwajcarskiej kobiety: bez prawa głosu, zamkniętą w domu, stawiającą opór9.
Duvanel urodziła się w 1936 roku w małej miejscowości Pratteln niedaleko Bazylei jako Adelheid Feigenwinter. Była najstarszym z czwórki dzieci prezesa sądu w pobliskim Liestal, surowego katolika-patriarchy, wywodzącego się z chłopskiej rodziny, oraz jego katolickiej żony, która przed ślubem zmieniła wyznanie (z protestanckiego) i podporządkowała się mężowi. W tym drobnomieszczańskim, religijnym domu dorastała Adelheid, której wyobraźnia i artystyczne talenty ujawniły się już w dzieciństwie. Jako kilkuletnie dziecko pisała opowiadania i ilustrowała je własnymi rysunkami. W Szkole Rzemiosła Artystycznego zdobyła zawód jako projektantka tkanin, pracowała później jednak jako urzędniczka, do czego nakłonił ją mąż, zazdrosny o jej talent.
Joseph E. Duvanel był szwajcarskim malarzem, ilustratorem i pianistą. Pobrali się w 1962 roku. Jak wspomina brat pisarki, dziennikarz Felix Feigenwinter, w latach 60. i 70. świat sztuki zdominowany był przez mężczyzn, dla kobiety przewidziano w nim co najwyżej rolę muzy. Mąż pisarki nie życzył sobie konkurencji, zakazał żonie malować. Adelheid porzuciła więc ambicje artystyczne; w istocie nigdy nie chodziło jej zresztą o zaistnienie w świecie szwajcarskiej bohemy, lecz o samo uprawianie sztuki, która utrzymywała ją przy życiu, nie pozwalała jej ugrzęznąć w depresji.
Duvanel zaczęła intensywnie pisać, a jej talent uwidocznił się w poetyckim obrazowaniu. Od początku lat 60. regularnie publikowała w prasie, przeważnie w „Basler Nachrichten”, później w antologiach. Od 1980 roku w niemieckim wydawnictwie Luchterhand ukazywały się zbiory jej opowiadań.
W 1964 roku urodziła córkę, nazwaną na życzenie ojca imieniem matki, Adelheid. Po rocznym pobycie rodziny na wyspie Formentera na przełomie lat 1968 i 1969 Duvanel rozpoczął równoległy związek. Gdy kochanka urodziła dziecko, obie rodziny przez lata pomieszkiwały pod jednym dachem, a Adelheid zajmowała się również synem swojego męża. Zdecydowała się odejść dopiero w 1981 roku, gdy mąż wyrzucił z domu ich nastoletnią córkę, uzależnioną od narkotyków. Od tego czasu pisarka wielokrotnie była pacjentką oddziału psychiatrycznego w Bazylei. W 1985 roku jej córka zachorowała na AIDS, urodziła również dziecko, Blankę Adelę. Matka wzięła obie do siebie, opiekowała się wnuczką, narażając się na terror dealerów narkotykowych.
Joseph Duvanel popełnił samobójstwo w 1986 roku. Pisarka zmarła dziesięć lat później, w lipcu 1996 roku. Prawdopodobnie było to samobójstwo (a może przypadek?). Od długiego czasu artystka cierpiała na bezsenność. Trudno powiedzieć, czy wzięła środki nasenne i wyszła z domu z butelką wina na wieczorny spacer do lasu znanego jej od dzieciństwa, by się przewietrzyć, czy po to, by umrzeć. Znalazł ją rano myśliwy – półsiedzącą, wspartą o drzewo. Wyglądała, jakby spała. Przyczyną zgonu była hipotermia. To był wyjątkowo zimny lipiec.
Śmierć Duvanel porównywano do wcześniejszej o czterdzieści lat śmierci Roberta Walsera. Skojarzenie to nasuwa się na myśl nie tylko z powodu okoliczności obydwu zgonów, ale i ze względu na życie obojga twórców, naznaczone pobytami w zamkniętych zakładach psychiatrycznych. Stygmatyzacja szwajcarskiej autorki – kobiety w drobnomieszczańskim środowisku – wydaje się jednak większa. Adelheid, pisarka z publikacjami książkowymi na koncie, wciąż czuła bowiem, że musi się tłumaczyć z tego, co robi. W 1985 roku posłała ojcu kopię recenzji jej twórczości, ponieważ ten powtarzał, że córka zajmuje się pisaniem dykteryjek w prasie.
W tytule jej autobiograficznego opowiadania Życie wewnętrzne i życie własne pojawia się zastanawiające rozróżnienie. Otóż życie wewnętrze nie jest tożsame z życiem własnym, skoro łączy je spójnik „i”. Bohaterka opowiadania jest malarką:
Wciąż malowała obrazy, chociaż jej wewnętrzny świat już dawno przepadł bez śladu. Może utknął w żółtym bucie albo w niebieskim wazonie stojącym w dużym, jasnym mieszkaniu, w którym żyli piętnaście lat z mężem – do rozwodu10.
Osamotniona, wymyśla sobie męża: „W tamtym czasie wymyśliła sobie męża: bez niej – pomyślała – nie istniałby w ogóle”11. Nad wymyślonym mężem narratorka tylko początkowo sprawuje kontrolę. Ale i on się emancypuje, uniezależnia, znajduje sobie kochankę i opuszcza żonę. W ten sposób Duvanel uzyskuje coś w rodzaju efektu Droste. Polega on na umieszczeniu w obrazie mniejszej wersji tego samego obrazu – w nieskończoność. Nazwa pochodzi od producenta czekolady, który zastosował ten zabieg na opakowaniu kakao. Bohaterka opowiadania próbuje przebić się do realności, malując meble z kawalerki, w której zamieszkała po odejściu (wymyślonego? prawdziwego?) męża. Ale przedmioty nie poddają się kobiecie, nie chcą się podporządkować. Kieliszek, który artystka miała trzymać na obrazie w dłoni, wyślizguje się jej z ręki i rozbija. Zdeterminowana, maluje więc odłamki szkła. Wszystko w wymyślonym świecie zdaje się odtwarzać scenariusz rzeczywistych wydarzeń. A przecież właśnie po to wymyśliła inny świat, by się uwolnić od poprzedniego. Próbuje zatem uciec w obraz w obrazie, w sen we śnie, w kolejny świat będący powieleniem poprzedniego. Ucieczki jednak nie ma. „Nie istniały linie proste, istniały wyłącznie okręgi. Odtąd malowała same kółka”12.
Wnuczka pisarki, jedyna spadkobierczyni jej praw autorskich, przepadła, co jest przyczyną wielu problemów dotyczących wydania spuścizny Duvanel. W 2021 roku w wydawnictwie Limmat ukazał się zbiór dwustu pięćdziesięciu jeden mikropróz autorki, zawierający opowiadania ze wszystkich sześciu opublikowanych za jej życia tomów. Czterdzieści jeden opowiadań z tomu Ostatni akt łaski daje wyobrażenie o jej twórczości. Choć pozostawia w czytelniku niedosyt.
1 A. Duvanel, Ostatni akt łaski [w:] tejże, Ostatni akt łaski, tłum. D. Stroińska, Warszawa: Wydawnictwo Cyranka, 2025, s. 12.
2 Taż, Niemoralna historia [w:] tejże, Ostatni akt łaski, s. 10.
3 Taż, Obowiązek [w:] tejże, Ostatni akt łaski, s. 89.
4 Taż, Chleb i igrzyska [w:] tejże, Ostatni akt łaski, s. 113.
5 Taż, Niemoralna…, s. 7–8.
6 Taż, Niepohamowany śmiech [w:] tejże, Ostatni akt łaski, s. 102.
7 Taż, Duży, jasny pokój [w:] tejże, Ostatni akt łaski, s. 81.
8 Taż, Die schwarzen Lederhandschuhe [w:] tejże, Fern von hier. Sämtliche Erzählungen, z tekstami F. Kretzen, E. Dangel-Pelloquin, Zürich: Limmat, 2021, s. 497.
9 F. Kretzen, Poste Restante [w:] A. Duvanel Fern von hier…, s. 740–741.
10 A. Duvanel, Życie wewnętrzne i życie własne [w:] tejże, Ostatni akt łaski, s. 109.
11 Tamże, s. 110.
12 Tamże, s. 112.
