O „Reporterkach” i innych reporterkach

Zaczę­ło się od spoj­rze­nia w obiek­tyw. Mag­da­le­na Wdo­wicz-Wierz­bow­ska pla­no­wa­ła stwo­rzyć cykl foto­gra­fii pol­skich repor­te­rek. Ale im dłu­żej trwał pro­jekt, tym więk­szej nabie­ra­ła pew­no­ści, że twa­rze uchwy­co­ne w pro­stych, czar­no-bia­łych kadrach doma­ga­ją się gło­su.

Tak powsta­ło dwa­dzie­ścia jeden intym­nych por­tre­tów kon­wer­sa­cyj­nych – jak mówi autor­ka o swo­jej książ­ce Repor­ter­ki, któ­ra uka­za­ła się nakła­dem Wydaw­nic­twa Dowo­dy. Publi­ka­cja, zapo­wia­da­na jako pierw­sza poświę­co­na twór­czy­niom lite­ra­tu­ry non-fic­tion, wyra­sta z roz­mów pro­wa­dzo­nych w latach 2014–2022. Czas ten pozwo­lił autor­ce spo­tkać się i z legen­dar­ny­mi nestor­ka­mi gatun­ku, i z przed­sta­wi­ciel­ka­mi młod­sze­go poko­le­nia, i z tymi, któ­re ode­szły, zanim książ­ka ujrza­ła świa­tło dzien­ne: Wie­sła­wą Gro­cho­lą, Ire­ną Moraw­ską, Lidią Osta­łow­ską, Agniesz­ką Wró­blew­ską. Rezul­ta­tem jest wybór pierw­szo­oso­bo­wych opo­wie­ści o życiu pry­wat­nym i zawo­do­wym repor­te­rek oraz gale­ria foto­gra­fii wyko­na­nych w ich domach w oto­cze­niu zna­czą­cych przed­mio­tów.

Histo­rie pły­ną wła­snym ryt­mem. I tak Iza Micha­le­wicz rekon­stru­uje prze­bieg swo­jej karie­ry; Agniesz­ka Wró­blew­ska przy­ta­cza aneg­do­ty o zma­ga­niach z realia­mi poprzed­nie­go sys­te­mu; Kry­sty­na Kur­czab-Redlich trzy­ma się swo­ich pisar­skich tema­tów – „nie było siły, żeby mnie od Rosji ode­rwać”; Ange­li­ka Kuź­niak chce opo­wie­dzieć o przy­jaź­ni, a Joan­na Szczę­sna nie roz­sta­je się z boha­te­ra­mi swo­ich tek­stów, więc idzie przez nar­ra­cję w towa­rzy­stwie Wie­ry Gran. Bar­ba­ra Seidler wra­ca do cza­sów oku­pa­cji, Mał­go­rza­ta Rej­mer – do swo­jej Alba­nii. Foto­gra­fie przy­bli­ża­ją ich codzien­ność: pozna­je­my salo­ny i kuch­nie, psy i koty, pamiąt­ki. Sta­re meda­le z kon­kur­sów na repor­taż Hele­ny Kowa­lik („trak­tu­ję je jako przy­ci­ski do papie­ru, kie­dy wiatr zawie­je”)1 albo scy­zo­ryk z frag­men­tem wier­sza cygań­skiej poet­ki Papu­szy, boha­ter­ki Kuź­niak: „Przy­cho­dzę […], żeby­ście czar­nej nocy nie czy­ni­li w bia­ły dzień”2. Ukła­da się to w pano­ra­micz­ny obraz twór­czo­ści współ­cze­snych repor­te­rek.

Krall zdania nieoznajmujące

Gdy­by pol­ski repor­taż kobie­cy miał mieć jed­ną twarz, patrzył­by na nas uważ­ny­mi ocza­mi spod ciem­nej grzyw­ki. Cokol­wiek powie­dzie­li­by­śmy o Han­nie Krall i jej wpły­wie na dzi­siej­sze zna­cze­nie pol­skiej lite­ra­tu­ry fak­tu, było­by to pew­nie nie­wy­star­cza­ją­ce. Ale może odpo­wied­nim hoł­dem dla nowa­tor­skie­go mini­ma­li­stycz­ne­go sty­lu – repor­ter­skie­go haiku – autor­ki świa­to­we­go feno­me­nu Zdą­żyć przed Panem Bogiem, któ­rej książ­ki docze­ka­ły się ponad sie­dem­dzie­się­ciu prze­kła­dów, będzie nie mówić wie­le wię­cej? Może wystar­czy tyle, ile sama powie­dzia­ła kie­dyś o sobie, nawet jeśli opa­trzy­ła to zastrze­że­niem zasad­ni­czo odda­ją­cym ideę jej twór­czo­ści: „mnie bar­dzo źle idzie for­mu­ło­wa­nie zdań twier­dzą­cych” – „To jest w tym zawo­dzie naj­lep­sze. Wcho­dzić w obsza­ry nie­zna­ne, nie­opi­sa­ne, odkry­wać nowe świa­ty, nowe zja­wi­ska, oglą­dać rze­czy w ich dzia­niu się. […] [P]rzekraczać naj­su­row­sze barie­ry dys­kre­cji”3.

To frag­ment książ­ki Repor­te­rów spo­sób na życie, będą­cej zapi­sem roz­mów Mar­ka Mil­le­ra pro­wa­dzo­nych w dzien­ni­kar­skim gro­nie. Han­na Krall wystę­pu­je tu jako jed­na z dwóch kobiet. Dru­gą z nich jest Mał­go­rza­ta Szej­nert.

Bądź moją Szejnert

O tym, jak waż­ną rolę w roz­wo­ju pol­skie­go repor­ta­żu ode­gra­ła Mał­go­rza­ta Szej­nert, szyb­ko mógł­by się prze­ko­nać nawet ktoś, kto nie prze­czy­tał w życiu żad­ne­go tek­stu poza Repor­ter­ka­mi. Jej nazwi­sko powra­ca refre­nem w kolej­nych roz­mo­wach. Już w pierw­szej czy­ta­my, że repor­ter musi mieć mistrza, a szczę­ściem Mag­da­le­ny Grze­bał­kow­skiej było spo­tkać Szej­nert na swo­jej dro­dze. Ire­na Moraw­ska opo­wia­da, jak moty­wo­wa­ły się do pisa­nia z Mag­da­le­ną Gro­chow­ską: „Taką naszą Mał­go­sią Szej­nert były­śmy dla sie­bie”4. Wie­sła­wa Gro­cho­la nazy­wa ją kapłan­ką rze­czy oczy­wi­stych – nie­zau­wa­ża­nych, a waż­nych – i puen­tu­je: „świet­na, świet­na jest!”.

Mał­go­rza­ta Szej­nert, współ­za­ło­ży­ciel­ka „Gaze­ty Wybor­czej”, przez pięt­na­ście lat kie­ro­wa­ła tam­tej­szym dzia­łem repor­ta­żu. Sama jest autor­ką kil­ku­na­stu ksią­żek, takich jak: Śród żywych duchów (w któ­rej rela­cjo­nu­je poszu­ki­wa­nia gro­bów więź­niów poli­tycz­nych), Usy­pać góry. Histo­rie z Pole­siaWyspa klucz (o nowo­jor­skiej Ellis Island). A co mówi o sobie Mag­da­le­nie Wdo­wicz-Wierz­bow­skiej w roz­dzia­le o – dość chy­ba skrom­nym wobec powyż­sze­go – tytu­le To nie ja ich nauczy­łam? Opo­wia­da nie­wie­le, a na pew­no nie­wy­lew­nie, bo jak twier­dzi, pytań o repor­taż nie cier­pi. Za to w Repor­te­rach bez fik­cji zwie­rza się Agniesz­ce Wój­ciń­skiej, co czu­je, gdy tra­fia na cie­ka­wy trop:

Jeśli budzi się taka cie­ka­wość i nie wyga­sa, a potem potwier­dza się, że moż­na coś jesz­cze do tego dodać, że powsta­je nić, na któ­rą moż­na coś nani­zać, to dla mnie wiel­kie prze­ży­cie. Nie mogę spać5.

Mroki duszy

Marek Mil­ler usły­szał od Mał­go­rza­ty Szej­nert: „Repor­ter nie jest tema­tem. To nie gwiaz­da fil­mo­wa. To, co myśli poza repor­ta­żem – niko­go nie inte­re­su­je”6. Przy­ta­cza też jej wypo­wiedź w kon­tek­ście miej­sca kobie­ty w świe­cie lite­ra­tu­ry fak­tu lat 70.:

Coraz czę­ściej repor­taż zaczy­na­ją upra­wiać w Pol­sce kobie­ty. Znikł repor­taż poli­tycz­ny, spo­łecz­ny, wyda­rze­nio­wy, nasta­ły cza­sy małe­go reali­zmu. A o tym kobie­ty potra­fią pisać naj­le­piej7.

Wie­sław Łuka w 2014 roku w zbio­rze wywia­dów Fakt jest świę­ty… sta­wia pyta­nia o to, czy wyróż­nia­nie kate­go­rii repor­ta­żu kobie­ce­go jest uza­sad­nio­ne. Czy ist­nie­ją typo­we dla niej tema­ty, sty­li­sty­ka, obra­zo­wa­nie, kli­mat two­rzo­ny przez szcze­gó­ły, na któ­re męż­czyź­ni nie zwró­ci­li­by uwa­gi? Odpo­wie­dzi poka­zu­ją, że tek­sty raczej dzie­lą się na dobre i mniej uda­ne ani­że­li na te, w któ­rych dało­by się wykryć „kobie­cy pier­wia­stek twór­czy”8. A gdy­by­śmy chcie­li dać się zwieść pro­stym sko­ja­rze­niom, powiedz­my od razu: to nie kobie­ce nazwi­sko wid­nie­je na ukwie­co­nej okład­ce małej różo­wej ksią­żecz­ki o wdzięcz­nym tytu­le Kapry­sik. Dam­skie histo­rie. Napi­sał ją Mariusz Szczy­gieł, któ­ry Repor­ter­ki cel­nie okre­śla mia­nem „instruk­cji, jak prze­żyć w tym zawo­dzie, gdy jest się kobie­tą”.

Bli­ski kobie­ce­mu doświad­cze­niu mały realizm przy­słu­żył się gatun­ko­wi, ale nie zamknął repor­te­rek w bez­piecz­nych reje­strach codzien­no­ści. Trud­ne, bole­sne, nie­bez­piecz­ne – wie­le boha­te­rek zbio­ru spe­cja­li­zo­wa­ło się w takich tema­tach. Iza Micha­le­wicz, Ewa Win­nic­ka, wcze­śniej Bar­ba­ra Seidler, Bar­ba­ra Piet­kie­wicz, któ­ra przy­zna­je: „nie umia­łam się bać”, i Hele­na Kowa­lik, prze­ko­na­na, że: „Jak się czło­wiek o życie pobi­ja, to potem ma więk­sze zro­zu­mie­nie dla innych, repor­te­ro­wi to się przy­da­je”. A są też autor­ki nie­obec­ne w książ­ce, takie jak Justy­na Kopiń­ska z jej gło­śny­mi tytu­ła­mi Czy Bóg wyba­czy sio­strze Ber­na­det­cie? albo Pol­ska odwra­ca oczy. I jest pamięć o Beacie Paw­lak, któ­ra pisa­ła repor­ta­że ze świa­ta isla­mu, a zgi­nę­ła w zama­chu ter­ro­ry­stycz­nym na Bali.

Mag­da­le­na Wdo­wicz-Wierz­bow­ska zdą­ży­ła poroz­ma­wiać z Ire­ną Moraw­ską, zmar­łą w 2022 roku, o jed­nym z jej naj­gło­śniej­szych repor­ta­ży, któ­ry tra­fił do publi­ka­cji zbio­ro­wych i spo­łecz­nej pamię­ci. Jak Emi­lię z Kala­brii od złej pani wykra­dłam w 1997 roku zamie­ści­ła na swo­ich łamach „Gaze­ta Wybor­cza”, a czy­tel­ni­cy uzna­li tekst za jeden z naj­lep­szych w histo­rii gaze­ty. „Repor­taż total­ny” – powie­dzia­ła o nim słyn­na sze­fo­wa dzia­łu9. Bo Moraw­ska nie tyl­ko opi­sa­ła histo­rię mło­dej dziew­czy­ny uwię­zio­nej w domu boga­tej Polki we Wło­szech, ale też na oczach czy­tel­ni­ka, mean­dru­jąc przez kolej­ne zwro­ty akcji, od złej pani ją wykra­dła10. Autor­ka ura­to­wa­ła dziew­czy­nę, a pew­nie też inne kobie­ty, któ­re po lek­tu­rze unik­nę­ły podob­ne­go losu. Mówi­ła: „Zazwy­czaj jestem opty­mist­ką, ale jest we mnie też jakiś bliź­niak – mro­ki duszy zawsze mnie pocią­ga­ły”11.

Luz w głowie, zamki w snach

„Mój nie­praw­do­po­dob­ny sza­cu­nek do sło­wa pisa­ne­go spra­wiał, że wyda­wa­ło mi się, że jeśli czło­wiek chce pisać, to musi mieć do powie­dze­nia świa­tu coś nad­zwy­czaj­nie waż­ne­go” – tłu­ma­czy­ła Wie­sła­wa Gro­cho­la, dzien­ni­kar­ka zwią­za­na mię­dzy inny­mi z „Poli­ty­ką”. „Trze­ba mieć nad­bu­do­wa­ne w gło­wie. A ja zawsze mia­łam poczu­cie, że mam w niej za dużo luzu”12. Roz­ter­ki wybi­ja­ją się na tle jej opo­wie­ści o mężu: nie­zwy­kle uta­len­to­wa­ny, bra­wu­ro­wy czło­wiek z dzien­ni­kar­ską huc­pą. Gdy ponad pół wie­ku od niej młod­sza Mał­go­rza­ta Rej­mer dzie­li się swo­imi wąt­pli­wo­ścia­mi, wyda­je się, jak­by nie­wie­le się przez ten czas zmie­ni­ło. Autor­ka popu­lar­nych ksią­żek Buka­reszt. Kurz i krew czy Bło­to słod­sze niż miód. Gło­sy komu­ni­stycz­nej Alba­nii wyzna­je:

I wiesz, nigdy nie wia­do­mo do koń­ca, czy jesteś dobra. […] Bar­dzo dłu­go nie umia­łam stwo­rzyć pozy­tyw­nej nar­ra­cji wokół spo­tkań autor­skich. Zawsze myśla­łam, że muszę udo­wod­nić, że nie jestem na sce­nie przy­pad­ko­wo13.

A więc może to ta odwiecz­na nie­pew­ność repor­ter­ki co do swo­ich umie­jęt­no­ści czy­ni repor­taż kobie­cym? I klu­czo­wy jest syn­drom oszu­sta, choć czę­ściej wła­śnie: oszust­ki? Kata­rzy­na Sur­miak-Domań­ska to repor­ter­ka wymie­nia­na wśród pol­skiej czo­łów­ki, a cenio­na za odważ­ne podej­mo­wa­nie trud­nych i waż­nych spo­łecz­nie tema­tów (mię­dzy inny­mi w Mokra­deł­ku, doty­czą­cym wyko­rzy­sty­wa­nia sek­su­al­ne­go, czy w książ­ce Ku Klux Klan. Tu miesz­ka miłość). Jej doro­bek lite­rac­ki i uzna­nie śro­do­wi­ska mogły­by być prze­pust­ką do samo­za­do­wo­le­nia. A naj­wy­raź­niej nie są. Pisar­ka ujmu­ją­co opo­wia­da w Repor­ter­kach o wąt­pli­wo­ściach poprze­dza­ją­cych jej spo­tka­nie z boha­te­rem:

Pierw­sza noc w hote­lu, kie­dy nie możesz zasnąć, bo czy mi się uda, a może nic z tego nie wyj­dzie, tyl­ko się wygłu­pię, zmar­nu­ję czas i pie­nią­dze? A wyko­na­nie pierw­sze­go tele­fo­nu? Nie­na­wi­dzę. Potra­fię odkła­dać i odkła­dać […]14.

Sur­miak-Domań­ska krą­ży więc wokół tele­fo­nu, jak ofi­cer Woj­ska Pol­skie­go, ukry­wa­ją­cy się trans­we­sty­ta z jej słyn­ne­go repor­ta­żu Bez­na­dziej­na uciecz­ka przed Basią…, krą­ży wokół buti­ku z kon­fek­cją dam­ską. Ale nawet po ukoń­cze­niu książ­ki repor­ter­ka nie ma spo­ko­ju. Śni kosz­ma­ry o kosz­mar­nych błę­dach. Kie­dy napi­sa­na przez nią bio­gra­fia Krzysz­to­fa Kie­ślow­skie­go była już w dru­ku, autor­ce przy­śni­ło się przy­ję­cie u Han­ny Krall – w wizji sen­nej Sur­miak-Domań­ska przy­pad­ko­wo dowie­dzia­ła się, że boha­ter jej publi­ka­cji nie zapła­cił podat­ku od kupio­nych w Por­tu­ga­lii zam­ków i ści­ga­ny przez skar­bów­kę, umarł na zawał. „Nie­moż­li­we, że pani tego nie wie” – to ostat­nie, co usły­sza­ła, zanim spo­co­na wybu­dzi­ła się ze snu15. Co cie­ka­we, orga­ni­za­tor­ka wyśnio­ne­go przy­ję­cia dzie­li się w napi­sa­nej przed laty książ­ce Mil­le­ra bliź­nia­czym nie­po­ko­jem: „TEN repor­taż jesz­cze mi się udał, jesz­cze TYM RAZEM mi się uda­ło. Ale jak kie­dyś cze­goś nie zauwa­żę, prze­oczę, nie usły­szę, to co będzie?”. Dodaj­my, że mówi to już po wyda­niu epo­ko­we­go Zdą­żyć przed Panem Bogiem16.

Okładka książki Magdaleny Wdowicz-Wierzbowskiej pod tytułem „Reporterki”.
Magdalena Wdowicz-Wierzbowska, „Reporterki”, Warszawa: Wydawnictwo Dowody, 2025.

Czy zaliczka ma płeć?

„Kie­dyś pod­czas deba­ty na festi­wa­lu lite­rac­kim kole­ga powie­dział: «nooo, ja umiem słu­chać ludzi» i potem dodał: «i opi­sać». Chcia­ła­bym umieć coś takie­go powie­dzieć z takim prze­ko­na­niem. Chy­ba nie sły­sza­łam nicze­go podob­ne­go z ust repor­ter­ki”17 – to sło­wa Olgi Git­kie­wicz, ale podob­ne odczu­cia pobrzmie­wa­ją w innych roz­mo­wach. Nato­miast ona jako jedy­na poru­sza w publi­ka­cji wprost temat róż­nic w wyce­nie pra­cy kobiet i męż­czyzn. Pisar­ka – ma na kon­cie mię­dzy inny­mi książ­ki Nie hań­bi (repor­ta­że o ryn­ku pra­cy) czy Nie zdą­żę (o wyklu­cze­niu komu­ni­ka­cyj­nym) – socjo­loż­ka i wykła­dow­czy­ni zaj­mu­ją­ca się kwe­stią eman­cy­pa­cji kobiet mówi jasno: repor­ter­ka zara­bia mniej niż repor­ter. Ponad­to:

Męż­czyź­ni dosta­ją korzyst­niej­sze umo­wy na książ­ki, wiem to na pew­no. Wyż­sze zalicz­ki, wyż­sze pro­cen­ty, lep­sze warun­ki pra­cy – te same nie­rów­no­ści, z któ­ry­mi kobie­ty zma­ga­ją się na ryn­ku pra­cy, widać też w pisa­niu, w repor­ta­żu tak prze­cież wraż­li­wym spo­łecz­nie. To jest para­doks18.

Czyż­by więc jedy­na kon­kret­na odpo­wiedź na pyta­nie o to, jaka jest kobie­ca lite­ra­tu­ra fak­tu, brzmia­ła: gorzej płat­na? Przy­pa­dek Joan­ny Kuciel-Fry­dry­szak, któ­rej Chłop­ki. Opo­wieść o naszych bab­kach jest jed­ną z naj­le­piej sprze­da­ją­cych się ostat­nio pozy­cji, poka­zu­je, że nie musi tak być. Zwłasz­cza jeśli autor­ka – co sym­bo­licz­ne w kon­tek­ście tema­tu jej książ­ki, poświę­co­nej trud­ne­mu loso­wi poko­leń kobiet – roz­pocz­nie gło­śną i burz­li­wą publicz­ną dys­ku­sję o zarob­kach pisa­rek i pisa­rzy.

Gdy mowa o repor­ter­skiej wraż­li­wo­ści, nie moż­na nie przy­wo­łać nazwi­ska zmar­łej w 2018 roku Lidii Osta­łow­skiej, któ­ra w licz­nych wspo­mnie­niach wra­ca jako głos naj­słab­szych. Jej Bola­ło jesz­cze bar­dziej czy Cygan to cygan to opo­wie­ści grup wyklu­czo­nych, mniej­szo­ści etnicz­nych, sub­kul­tur. W zbio­rze Wdo­wicz-Wierz­bow­skiej pisar­ka zosta­ła uchwy­co­na na foto­gra­fii, gdy pozu­je z kotem, poka­zu­je poda­ru­nek – rzeź­bio­ną cygań­ską łyżecz­kę – i wymi­gu­je się od odpo­wie­dzi na pyta­nie, co jest naj­waż­niej­sze w życiu.

Pisanie szarpane, czyli jak Grzebałkowska dziecko nogą odsuwała

„Dla moje­go dziec­ka zro­bię wszyst­ko. Nic nie stoi ponad nim, pisa­nie też nie”19 – sły­chać w innych roz­mo­wach, bo repor­ter­ka czę­sto jest też mat­ką. A wer­tu­jąc zbio­ro­we publi­ka­cje, moż­na się prze­ko­nać, że repor­ter­ka-mat­ka czę­ściej niż repor­ter-ojciec, opo­wia­da­jąc o pra­cy, wspo­mi­na o rodzi­nie – jak cyto­wa­na Mag­da­le­na Grze­bał­kow­ska. Pisar­ka cenio­na za bio­gra­fie – w tym Marii Konop­nic­kiej, Krzysz­to­fa Kome­dy czy rodzi­ny Bek­siń­skich – poczu­ciem humo­ru mogła­by obdzie­lić boha­ter­ki kolej­nych tomów Repor­te­rek. Mówi, że gdy już uda jej się usiąść do pra­cy, pisze cały dzień, a dziec­ko zwra­ca­ją­ce na sie­bie uwa­gę odsu­wa nogą. Jej przy­ja­ciół­ka Ewa Win­nic­ka, mama dwóch synów, doda­je:

rola mat­ki jest naj­bar­dziej wyma­ga­ją­cym zada­niem, jakie wyko­nu­ję. Trud­niej­szym niż kon­stru­owa­nie książ­ki, niż roz­mo­wy z boha­te­ra­mi, doku­men­to­wa­nie, zma­ga­nie z pro­kra­sty­na­cją. […] Już daw­no jesteś po ter­mi­nie i czu­jesz, że napraw­dę musisz pisać, a jed­no­cze­śnie nie możesz, bo masz obo­wiąz­ki, któ­re są nie­zby­wal­ne20.

W dorob­ku Win­nic­kiej są mię­dzy inny­mi nagra­dza­ni Ango­le, ale też tak dra­ma­tycz­ne histo­rie, jak Gło­sy. Co się zda­rzy­ło na wyspie Jer­seyBył sobie chłop­czyk.

Doświad­cze­nie rodzi­ciel­stwa wpły­wa na dys­po­zy­cyj­ność kobiet w tym zawo­dzie, na moż­li­wo­ści wyjaz­dów na doku­men­ta­cje, na samo pisa­nie – potwier­dza Olga Git­kie­wicz. Gdy jest zmu­szo­na łączyć obo­wiąz­ki opie­kuń­cze z pra­cą, dzie­je się to zawsze kosz­tem tej dru­giej, a pisa­nie jest poszar­pa­ne, sztu­ko­wa­ne. Męż­czyź­ni nie muszą tak kory­go­wać swo­jej codzien­no­ści – zauwa­ża. Zna­mien­ne, że macie­rzyń­stwo poja­wia się jako punkt odnie­sie­nia rów­nież w opo­wie­ściach tych boha­te­rek, któ­re dzie­ci nie mają. Kry­sty­na Kur­czab-Redlich uwa­ża: „Mnie było łatwiej, bo nie mam dzie­ci i mogłam sobie szar­żo­wać”21.

To chy­ba dobry moment, żeby wspo­mnieć tekst Bar­ba­ry Łopień­skiej opu­bli­ko­wa­ny w cza­sach, któ­re wymu­sza­ły na twór­cach umie­jęt­ność pisa­nia nie wprost o tym, co uwie­ra­ją­ce. Zada­niem auto­rów było prze­chy­trzyć cen­zo­ra, efek­tem – dru­gie dno czy „nad­wyż­ka” i dopra­co­wa­na war­stwa lite­rac­ka. Z tego maria­żu w 1977 roku powstał pamięt­ny repor­taż o pacjent­kach ocze­ku­ją­cych dziec­ka. Kobie­ty odpo­wia­da­ją na pyta­nia repor­ter­ki, jak umie­ją: mówią o pla­nach, nadzie­jach, codzien­nych tro­skach. A czy­tel­nik sły­szy to, co ude­rza już w pierw­szym zda­niu i co do dziś nic nie stra­ci­ło ze swo­je­go cię­ża­ru: „Wszyst­kie chcą mieć syna”22.

Szarża

Wie­le wywia­dów z ludź­mi lite­ra­tu­ry, w tym tak­że Repor­ter­ki, moż­na czy­tać rów­nież według klu­cza: jak pod­ręcz­nik dla piszą­cych. Boha­ter­ki tej publi­ka­cji dzie­lą się bowiem swo­im doświad­cze­niem i kon­kret­ny­mi wska­zów­ka­mi doty­czą­cy­mi ich warsz­ta­tu zawo­do­we­go. Ale fanów gatun­ku i repor­te­rów in spe nie trze­ba pew­nie szcze­gól­nie zachę­cać do lek­tu­ry. Nato­miast innych może zain­te­re­so­wać szer­sza per­spek­ty­wa, któ­ra poka­zu­je, co stoi za wybo­rem nie­pew­ne­go repor­ter­skie­go fachu.

Naj­pierw Mag­da­le­na Grze­bał­kow­ska na huś­taw­ce pisar­skich emo­cji:

Uwiel­biam to, co robię. I nie­na­wi­dzę tego! […] Za to kie­dy już się napi­sze… co za przy­jem­ne uczu­cie! Chy­ba dla tej adre­na­li­ny to robię23.

Wie­sła­wa Gro­cho­la uwy­pu­kla inny aspekt swo­jej pra­cy:

Kie­dyś […] świat był strasz­nie ustruk­tu­ra­li­zo­wa­ny i sztyw­ny. Gospo­dy­ni domo­wa była gospo­dy­nią domo­wą. Dzien­ni­kar­stwo dawa­ło czło­wie­ko­wi moż­li­wość tro­chę takie­go miga­nia się w życiu24.

Olga Git­kie­wicz odpo­wia­da jej z per­spek­ty­wy innych już cza­sów, choć fraj­da naj­wy­raź­niej się nie sta­rze­je:

Pra­ca repor­ter­ska to tro­chę są waga­ry. Nie dla­te­go, że się pali faj­ki nad rze­ką, ale dla­te­go, że jest bar­dzo zmien­na […]25.

Naj­peł­niej o doświad­cza­niu tego zawo­du opo­wia­da Mag­da­le­na Gro­chow­ska, a roz­dział, któ­re­go jest boha­ter­ką, moż­na by apli­ko­wać sobie w chwi­lach zwąt­pie­nia albo wypa­le­nia. Autor­ka bio­gra­fii Jerzy Gie­droyc. Do Pol­ski ze snu Róże­wicz. Rekon­struk­cja czy nagra­dza­ne­go repor­ta­żu o sta­ro­ści Lewa stro­na gobe­li­nu ma powo­dy, by myśleć, że żyje życiem zwie­lo­krot­nio­nym, i postrze­gać to jako nie­by­wa­ły przy­wi­lej. Przy­wi­le­jem dla czy­tel­ni­ka jest towa­rzy­sze­nie pisar­ce we wzru­sza­ją­cej opo­wie­ści o naro­dzi­nach pasji – „pcha­ły mnie nie­zmor­do­wa­na cie­ka­wość, nie­na­sy­ce­nie i eufo­ria. Nar­ko­tycz­ne, uza­leż­nia­ją­ce dozna­nie” – i jej trwa­niu:

Kie­dy roz­ma­wiam, nie jestem koń­ców­ką dyk­ta­fo­nu. Wypo­wia­da­ne sło­wa wibru­ją we mnie, drą­żą w mojej świa­do­mo­ści nowe tro­py. Czło­wiek, któ­ry przede mną zrzu­ca maskę, prze­mie­nia się, ale ja też dozna­ję prze­mia­ny. To obco­wa­nie jest cza­sem trud­ne, męczą­ce, destruk­cyj­ne, a nie­kie­dy odświe­ża mnie, oży­wia i budu­je, i przy­no­si olśnie­nie. Żywię się nim26.

Wyglą­da na to, że nie­wie­le moż­na zro­bić, kie­dy – jak pięk­nie mówi pisar­ka – los woła kogoś po imie­niu. Repor­ter­ki poka­zu­ją, jak to jest, gdy woła­ne imię koń­czy się na lite­rę „a”.

 

1 M. Wdo­wicz-Wierz­bow­ska, Repor­ter­ki, War­sza­wa: Wydaw­nic­two Dowo­dy, 2025, s. 39.

2 Tam­że, s. 125.

3 H. Krall w roz­mo­wie z T. Kuczyń­ską, „Ty i ja”, maj 1972. Cyt. za: M. Mil­ler, Repor­te­rów spo­sób na życie, War­sza­wa: Czy­tel­nik, 1983, s. 273–274.

4 M. Wdo­wicz-Wierz­bow­ska, Repor­ter­ki, s. 60.

5 A. Wój­ciń­ska, Repor­te­rzy bez fik­cji. Roz­mo­wy z pol­ski­mi repor­te­ra­mi, Woło­wiec: Czar­ne, 2011, s. 16.

6 M. Mil­ler, Repor­te­rów spo­sób…, s. 113.

7 Tam­że, s. 129.

8 W. Łuka, Fakt jest świę­ty. Roz­mo­wy o repor­ta­żu, wywia­dzie i mediach, War­sza­wa: Fun­da­cja Cen­trum Badań i Edu­ka­cji im. Ryszar­da Kapu­ściń­skie­go, 2024, s. 128.

9 Anto­lo­gia pol­skie­go repor­ta­żu XX wie­ku, t. 2, red. M. Szczy­gieł, Woło­wiec: Czar­ne, 2021, s. 752.

10 Tam­że, s. 751.

11 M. Wdo­wicz-Wierz­bow­ska, Repor­ter­ki, s. 58.

12 Tam­że, s. 90.

13 Tam­że, s. 166.

14 Tam­że, s. 188.

15 Tam­że, s. 190.

16 M. Mil­ler, Repor­te­rów spo­sób…, s. 277.

17 M. Wdo­wicz-Wierz­bow­ska, Repor­ter­ki, s. 208.

18 Tam­że, s. 206

19 Tam­że, s. 15.

20 Tam­że, s. 223.

21 Tam­że, s. 22.

22 Anto­lo­gia pol­skie­go repor­ta­żu…, s. 231.

23 M. Wdo­wicz-Wierz­bow­ska, Repor­ter­ki, s. 10.

24 Tam­że, s. 91.

25 Tam­że, s. 206.

26 Tam­że, s. 44.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury
i Dziedzictwa Narodowego w ramach dotacji celowej „Inne tradycje”.

Czytaj także

17.05.2026
Patrycja Chajęcka

Patrycja
Chajęcka

Zatopiona cywilizacja

Dwoistość tej krótkiej powieści ma odzwierciedlenie również w języku: obok perspektywy dziecięcej – z typowym dla niej prostym, konkretnym, a zarazem zaskakująco sugestywnym słownictwem – pojawia się tu głos intelektualisty, który porządkuje zdarzenia, opatruje je komentarzem i nadaje im wymiar refleksyjny – o Simurgu Stanka Andricia pisze Patrycja Chajęcka.

16.05.2026
Karolina Górnicka

Karolina
Górnicka

W polu rażenia

Podmiot przywołuje dziecięce historie z barwnymi szczegółami, opisuje zapachy, kolory, a jednocześnie jest niezwykle świadomy własnego błędu poznawczego: nie jest zainteresowany reportażową sprawozdawczością, a raczej poddaje się naturalnej chęci wypełniania luk w pamięci – o debiutanckim tomie wierszy Bartosza Dłubały pisze Karolina Górnicka.

15.05.2026 Prasówka
Magda Huzarska-Szumiec
Kinga Dawidowicz

Magda
Huzarska-Szumiec

Kinga
Dawidowicz

Prasówka (15 maja 2026)

W redakcji „Dziennika Literackiego” wertujemy różnego rodzaju czasopisma w poszukiwaniu interesujących tekstów. Wyławiamy artykuły, które nas intrygują, poruszają, prowokują do rozmowy. Naszym czytelniczkom i czytelnikom również powinny przypaść do gustu. Dlatego w każdy piątek zapraszamy do lektury przeglądu prasy kulturalnej.

14.05.2026 Teksturion
Sabina Drąg

Sabina
Drąg

Czy Trickster był(a) kobietą? Na tropie mitycznych szachrajek

Jak definiować to, co z definicji niezdefiniowane? Przypisywać płeć tam, gdzie jej nie ma i być nie powinno? Albo gdzie wszystkie jej rodzaje mieszają się, mieniąc migotem najróżniejszych wcieleń? – o figurze tricksterki w literaturze pisze Sabina Drąg.