Nadbrzeżna promenada, zachód słońca. Młoda dziewczyna spaceruje w cieniu namorzyn, nucąc ulubioną piosenkę. Jej subtelny głos zwraca uwagę przechodzącego obok chłopaka. Ten, oczarowany, zagaduje do niej i… sto dwadzieścia stron później lądujemy na ślubie bohaterów.
Czytelniczki, którym właśnie odebrałam przyjemność odkrywania finału książki, zechcą wybaczyć mi spoiler. Myślę jednak, że identyfikacja konwencji gatunkowej – a chyba nie ma wątpliwości, że wspomniana promenada wiedzie nas wprost do romansu – wyklucza prawdziwe zaskoczenie. Choć literatura współczesna zna powieści miłosne, które nie dostarczają jednoznacznie optymistycznego zakończenia (Zanim się pojawiłeś Jojo Moyes czy Gwiazd naszych wina Johna Greena), kontrakt gatunkowy z reguły musi zostać zrealizowany. Innymi słowy: happily ever after (ewentualnie: happily for now).
Niespodzianką może być tu jednak fakt, że tekst dotyczący książki opublikowanej przez Wydawnictwo w Podwórku (konsekwentnie sytuujące się przecież poza głównym nurtem wydawniczym) rozpoczynam od przywołania iście harlekinowego imaginarium. A jednak nie jest ono przypadkowe: gdańska oficyna niedawno zaserwowała nam… współczesny romans z Gwinei (przynajmniej tak tę publikację reklamuje).
Kiedy Salif poznał Fatim
Muszle wróżbiarki – bo o nich mowa – to krótka, jednowątkowa powieść lub dłuższa nowela, opublikowana po raz pierwszy w 2004 roku. Jej autorka, Aissatou Forêt Diallo, gwinejska prawniczka, dyrektorka Departamentu Praw Człowieka i Wolności Podstawowych w Ministerstwie Sprawiedliwości Gwinei i wieloletnia aktywistka na rzecz praw kobiet, przyznaje, że wzorce gatunkowe czerpała z popularnych i w Polsce harlekinów. Jej książka to w zasadzie pierwsza gwinejska powieść na polskim rynku. Jedyny do tej pory pisarz z tego kraju wydawany w Polsce (w latach 70. i 80. XX wieku) w istocie nie był, jak się okazało, autorem książek sygnowanych jego nazwiskiem1.
Akcja Muszli… obejmuje niecały miesiąc – od 2 do 30 sierpnia 1992 roku. Główną bohaterką i pierwszoosobową narratorką książki jest osiemnastoletnia Fatim (Fatoumata), która poznaje przystojnego Salifa. Krótka pogawędka kończy się obustronnym zakochaniem, tak silnym, że podczas kolejnego spotkania bohaterowie zaczynają planować ślub. Większy problem niż fakt, że w ogóle się nie znają, stanowi ich pochodzenie z dwóch różnych grup etnicznych: Fatim jest z Fulanów, a Salif – z Susu. Centralnym wątkiem stają się przygotowania do zamążpójścia bohaterki: trzeba zapoznać ze sobą rodziny i uzyskać ich zgodę na ślub, wybrać formę uroczystości, stawić czoła ewentualnym uprzedzeniom etnicznym. Dodatkowo dziewczyną targają wątpliwości: jak zabezpieczyć swoją pozycję, na wypadek gdyby przyszły mąż zdecydował się na poligamię? Czy wyjście za mąż będzie dla Fatim oznaczało koniec dalszej edukacji? Czy animozje etniczne staną na drodze małżeńskiemu szczęściu? W tle mamy proces demokratyzacji młodego kraju: Gwinea wprowadza system wielopartyjny i szykuje się do pierwszych wolnych wyborów samorządowych. Mimo energicznie realizowanego projektu modernizacyjnego życie społeczne jednak wciąż rozdzierają nierówności ekonomiczne, konflikty etniczne i przemoc wobec kobiet.
Czy da się pomieścić historię miłosną i rozbudowane tło społeczno-polityczne w jednej krótkiej nowelce? Przedsięwzięcie na pewno ambitne, poprzeczka zawieszona wysoko. Niestety, książka Diallo nie potrafi jej przeskoczyć. A może jej celem jest zupełnie coś innego?
Popękane muszle
Gdy czytam powieść gatunkową, jestem w stanie ograniczyć swoje oczekiwania wobec kreacji świata przedstawionego. Przełknę różne uproszczenia i naiwności fabularne, polubię styl zerowy, zaakceptuję przewidywalność schematów narracyjnych. Nie będę liczyć na wiwisekcję niejednoznacznych uczuć i zniuansowane portrety psychologiczne – byle postaci (przynajmniej główne) nie były jedynie funkcją fabuły. Uwierzę w prawie wszystko – nawet w miłość od pierwszego wejrzenia. Trudno mi jednak (a komu nie?) przejść do porządku dziennego nad płaską strukturą konfliktu, papierowymi bohaterami i zupełnym brakiem emocji.
Konfliktów w książce Diallo jest kilka, a wszystkie nakreślone dość schematycznie. Oto tradycja, uprzedzenia etniczne i konserwatywne rodziny stają na przeszkodzie szczęściu dwojga młodych ludzi. Oto ścierają się poglądy dwóch pokoleń na politykę, prawo i kwestię kobiecą. Oto wreszcie samo małżeństwo staje pod znakiem zapytania, gdy Fatim podsuwa Salifowi do podpisania umowę przedmałżeńską. Niestety, przeszkody te, ledwo zasygnalizowane, znikają, zanim zdążymy się im uważniej przyjrzeć. Autorka dusi je w zarodku, jakby każdy najmniejszy płomyk konfliktu natychmiast tłumiła kocem gaśniczym. Przykładowo w scenie rozmowy matki i córki na temat organizacji ślubu ścierają się – nie, to jednak za mocne określenie: zaprezentowane są dwie postawy. Matka, przywiązana do zwyczajów Fulanów, optuje za zorganizowaniem tradycyjnego obrzędu: z przekazaniem walizki podarków, wręczaniem orzeszków kola, odsłonięciem chusty panny młodej i obfitością jedzenia. „Cały ceremoniał to bezsensowne marnotrawstwo” – stwierdza progresywnie nastawiona bohaterka. „Inni dużo prościej świętują swoje obrzędy. Moim zdaniem to znak postępu i moglibyśmy się od nich czegoś nauczyć”2. To jedno zdanie wystarcza, aby przekonać rodzicielkę: „Jeśli się nad tym zastanowić, możesz mieć trochę racji. Rzeczywiście bezsensownie wydajemy na nasze ceremonie masy pieniędzy. Łączny koszt wszystkich obrzędów […] jest ogromny”3. Sprawa załatwiona, konflikt ugaszony. Niestety przy okazji zaprzepaszczone zostają szanse na pogłębienie portretów psychologicznych postaci, ukazanie determinacji bohaterki oraz wiarygodne sportretowanie różnych wizji kraju i społeczeństwa w przypadku młodego i starszego pokolenia. No i na wywołanie w czytelniku jakichkolwiek emocji.
Inny przykład: gdy stryj rodziny Fatim chce związać obie familie małżeństwem, wybór pada na główną bohaterkę – ma ona wyjść za swojego kuzyna poligamistę. Wcześniejsze ślubne plany dziewczyny stają pod znakiem zapytania, groźba nieszczęścia wisi w powietrzu. Szybko jednak okazuje się, że brat bohaterki jest od lat zakochany w córce stryja, Hawie. Stryjowi wszystko jedno, które z jego dzieci zwiąże małżeństwem dwie rodziny. Deus (Amor?) ex machina, bohaterka cudem unika przymusowego zamążpójścia.
Niestety, to uchylanie się od wyraźnego konfliktu wydaje się strategią narracyjną Diallo. W zasadzie nie ma tu żadnych wyraźniejszych spięć, które mogłyby jakoś poruszyć ten tekst. I chociaż autorka deklaruje, że fundamentem dobrej literatury zawsze są emocje, z powodu tej asekuracyjnej strategii jest ich tutaj jak na lekarstwo. Papierowe postaci i brak jakiejkolwiek psychologii sprawiają, że całość wybrzmiewa płasko i mało wiarygodnie.
Świat przedstawiony jest tu tylko deklaratywny, a podręcznikowa zasada show, not tell (wciąż przydatna, gdy pisze się literaturę gatunkową) – zupełnie zignorowana. Niewiele wydarza się też w interakcjach między bohaterami – większość scen jest po prostu streszczona, musimy wierzyć narratorce na słowo. Tak na przykład wygląda scena kolacji zaręczynowej:
Ablo był gwiazdą wieczoru. Wypytywano go o różne rzeczy, wszyscy chcieli poznać szczegóły projektu, który zamierzał realizować. Z przyjemnością słuchałam jego opowieści o nowych metodach upraw rolnych. Zapał, z jakim snuł plany na przyszłość, robił wielkie wrażenie. Byłam z niego dumna, patrząc, jak z wdziękiem i pewnością uczestniczy w dyskusji. Rodzice z uśmiechem na twarzach chłonęli każde jego słowo4.
Podobnie traktuje autorka końcową scenę wesela:
W dniu mojego ślubu […] nie mieliśmy wytchnienia. Obie rodziny spędziły go na kurtuazyjnych wizytach i składaniu gratulacji. Każda z nich odbyła wiele podróży, żeby sprawić przyjemność drugiej stronie. […] W tej atmosferze wzmożonego poruszenia odbył się nasz ślub. Poświęcano nam, nowożeńcom, tak wielką uwagę, jaką zazwyczaj obdarza się bohaterów. Myślę, że nigdy wcześniej żadna młoda para nie otrzymała tylu gratulacji co my5.
Zarówno kolację zaręczynową, jak i wesele wyobrażam sobie jako pełne radości, hałasu i krzyków spotkania dwóch rodzin. W myślach widzę kolorowe stroje kobiet i suto (a może właśnie skromnie?) zastawione stoły. Niestety, miejsc niedookreślonych znajdziemy w tym tekście tak dużo, a moja pozatekstowa wiedza o obrzędach weselnych Fulanów i Susu jest tak uboga, że oglądanie tych scen przypomina patrzenie przez zaparowaną szybę. I chociaż jako czytelniczka bardzo chciałabym wziąć udział w tej uczcie i weselu, chciałabym nawet – przysięgam – posłuchać o nowych metodach upraw rolnych, Diallo konsekwentnie stawia między mną a światem przedstawionym barierę nie do pokonania.
No dobrze, wystarczy. Choć mogłabym jeszcze długo wymieniać słabości literackie i konstrukcyjne tej skromnej książeczki, co zwłaszcza w przypadku literatury gatunkowej nie jest zadaniem zbyt ambitnym, sądzę, że w tym przypadku byłaby to ślepa uliczka. Jak już sugerowałam, być może Muszle wróżbiarki z założenia wcale nie miały być porywającym romansem; prawdopodobnie powieść Diallo powstała w zupełnie innym celu.
To nie jest kraj dla kobiet
W latach 2021–2022 Gwinea zajmowała sto osiemdziesiąte drugie miejsce na sto dziewięćdziesiąt jeden państw w Indeksie Nierówności Płci Programu Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju (UNDP), co czyni ją jednym z krajów o największych nierównościach płciowych na świecie6. Chociaż kraj ratyfikował międzynarodowe konwencje dotyczące równości i praw człowieka, wdrażanie przepisów wciąż napotyka tam spore trudności.
Gwinea odnotowuje jeden z najwyższych odsetków przedwczesnych małżeństw przymusowych mimo oficjalnego zakazu ich zawierania. Według organizacji Girls Not Brides 47% dziewczynek wychodzi tam za mąż przed osiemnastym rokiem życia, a 17% z nich przed piętnastym rokiem życia. Dla porównania tylko 2% chłopców żeni się przed ukończeniem osiemnastu lat7. Nietrudno się domyślić, że gwinejskie dziewczynki i kobiety narażone są na wszelkiego rodzaju przemoc. W źródłach znajdujemy różne statystyki. Francuski Urząd Ochrony Uchodźców i Bezpaństwowców (OFPRA) wskazuje, że nawet 50–80% kobiet doświadcza przemocy domowej, a 30% różnych form przemocy seksualnej8. Zwłaszcza w przypadku tej drugiej grupy faktyczna liczba ofiar może być znacznie wyższa ze względu na niski odsetek zgłaszania przestępstw i związane z nimi społeczne tabu.
Gwinea należy do tak zwanego pasa poligamii, czyli obszaru Afryki Zachodniej i Środkowej, gdzie praktyka ta jest powszechna i głęboko zakorzeniona w kulturze. Kraj zajmuje pod tym względem szóste miejsce na świecie. Choć de iure małżeństwo w Gwinei jest monogamiczne (poligamia została tam oficjalnie zakazana w 1983 roku), w rzeczywistości prawo dopuszcza wielożeństwo pod warunkiem wyraźnej zgody pierwszej żony (zgoda ta musi być udzielona już podczas ślubu)9.
Wspomnieć tu trzeba również o ograniczonym dostępie kobiet do opieki zdrowotnej, edukacji i pracy zarobkowej. Przykładowo ponad 57% z nich nie posiada żadnego formalnego wykształcenia. Wskaźnik alfabetyzacji wśród osób powyżej piętnastego roku życia wynosi ponad 45% dla mężczyzn i niewiele ponad 14% dla kobiet10. Wszystko to sprawia, że Tierno Monénembo, gwinejski pisarz i działacz polityczny, określa sytuację swoich rodaczek jako „drastyczną”. Podaję tu dane współczesne – ponad dwadzieścia lat temu, gdy Aissatou Forêt Diallo pisała Muszle wróżbiarki, było jeszcze gorzej.
W tym kontekście utwór Diallo można odczytywać jako część jej szerszego projektu emancypacyjnego. Nie chcę przez to powiedzieć, że ponieważ książkę napisała afrykańska działaczka na rzecz praw kobiet, a powieść porusza ważny społecznie temat, Muszle wróżbiarki niechybnie należy uznać za dobry tekst. Przeciwnie: jak starałam się wykazać, w sensie literackim jest to przedsięwzięcie nieudane. Jednocześnie uważam publikację za interesujący dokument społeczny oraz ważny kobiecy głos z kraju, o którym na naszym podwórku słychać tak niewiele.
Pedagogika, nie psychologia
W wywiadzie udzielonym gwinejskiemu radiu KAFI FM Diallo wspomina, że jako prawniczka wielokrotnie spotykała się z sytuacjami, w których kobiety nie potrafiły wyartykułować przed sądem swoich racji czy żądań:
Wiele kobiet stawało przed sądem samodzielnie, bez pomocy adwokackiej. Z powodu braku znajomości prawniczego języka jedyne, o co potrafiły poprosić, to o „własną głowę”. Sędziowie musieli domyślać się z kontekstu, że chodziło im o rozwód11.
Między innymi z powodu takich przypadków Diallo zainicjowała powstanie Stowarzyszenia Prawniczek Gwinei – organizacji, która pomaga kobietom w dopełnianiu formalności prawnych oraz popularyzuje wiedzę o prawie rodzinnym, na przykład tworząc materiały informacyjne i tłumacząc je na języki lokalne. Stowarzyszenie przyczyniło się choćby do wprowadzenia do kodeksu karnego norm prawnych zapewniających ochronę kobiet.
Literatura – zdaniem autorki – to najlepszy środek emancypacji. Uświadamianie kobiet w kwestii prawa, zachęcanie ich do udziału w życiu publicznym to, jak twierdzi Diallo, rola sztuki12. Myślę więc, że tekst Muszli… mógł pierwotnie powstać jako pewnego rodzaju broszura edukacyjna dla młodych Gwinejek, której autorka lub redaktor ostatecznie nadali formę współczesnego romansu. W rezultacie powstała opowieść z pretekstową fabułą podporządkowaną funkcji dydaktycznej. Owszem, mamy tu do czynienia z literaturą gatunkową, ale jest to raczej powieść tendencyjna niż klasyczny romans.
Jeśli więc bohaterowie nie wykazują pogłębionej psychologii, to dlatego, że nie muszą. Ich funkcją jest realizacja konkretnej pedagogiki, a całość wpisano w określony projekt modernizacyjny. To dlatego z ust postaci nie pada bodaj jedno zdanie, które nie byłoby społeczno-polityczną deklaracją, gotowym do zapamiętania sloganem, jak na przykład:
– […] żyjemy w czasach wielkich przemian mentalności społeczeństwa. Państwo prawa, którego wszyscy pragną, musi zaczynać się już na poziomie rodziny, bo to ona stanowi podstawową komórkę [Fatim – M.K.]13.
– Testament to ostatnia wola człowieka przed śmiercią. Ten dokument przedstawia wszystkie życzenia zmarłego i został sporządzony w obecności świadka. Na takiej podstawie jego dzieci będą wychowywane przez wybraną przez niego osobę, a majątek trafi do tych, którym z własnej woli chciał go przekazać [ciotka Salimatou – M.K.]14.
Skoro – zdaniem autorki – sztuka ma zwiększać świadomość społeczną, na kartach powieści jak refren powracają przypomnienia o tym, że przymusowe małżeństwa są w Gwinei nielegalne, że lewirat15 – oficjalnie także zakazany, choć w praktyce wciąż obecny – musi poprzedzić zgoda wdowy na tego rodzaju zamążpójście i że w interesie kobiet jest podpisywanie umów przedmałżeńskich. „Dobrze wiedzieć takie rzeczy wcześniej, nigdy nie wiadomo, kiedy mogą się przydać”16 – stwierdza przytomnie bohaterka książki. I dodaje trafną diagnozę społeczną: „Żyjemy w rozdwojeniu pomiędzy starymi tradycjami i nowymi przepisami kodeksu prawa rodzinnego. Pod tym względem nasze społeczeństwo przypomina dwugłowego węża”17.
Sama postać Fatim jest wzorem nowoczesnej postawy i nośnikiem dyskursu emancypacyjnego, między innymi w kwestii poligamii. W powieści praktyka ta jest jednoznacznie skrytykowana. Bohaterka przywołuje postaci kobiet porzuconych przez mężczyzn, którzy ożenili się ponownie. Jedna z nich przeszła coś w rodzaju załamania nerwowego, druga – podjęła próbę samobójczą. Rezolutna Fatim postanawia więc: wyjdzie za mąż pod warunkiem, że narzeczony zgodzi się podpisać kontrakt małżeński, który zabezpieczy ją przed losem porzuconych żon. „Widziałam już cierpienie zbyt wielu kobiet, żeby pozwolić na to, że spotka ono również mnie”18, deklaruje osiemnastoletnia bohaterka. Trudno mi w tym miejscu nie przyznać, że bardziej niż głos zaradnej i świadomej społecznie nastolatki słyszę tu echa doświadczeń samej autorki, prawniczki z wieloletnią praktyką.
Niestety, mimo że Diallo z werwą piętnuje przejawy patriarchalnej opresji, nad jedną z jej drastyczniejszych form spuszcza zasłonę milczenia. Przy okazji opisu fulańskich ceremonii ślubnych pada wzmianka o zwyczaju obrzezania dziewczynek. Wzmianka, dodajmy, nieopatrzona żadnym krytycznym komentarzem, których autorka/narratorka19 nie szczędzi innym praktykom, takim jak poligamia czy przymusowe małżeństwa. Jestem wdzięczna tłumaczce, Marcie Widy-Behiesse, za wprowadzenie w tym miejscu przypisu i posłużenie się w nim bardziej odpowiednim określeniem tej drastycznej tradycji – okaleczenie żeńskich narządów płciowych (female genital mutilation/cutting, FGM/C). Brak odautorskiego komentarza na ten temat potwierdza, jak silnie zakorzeniona społecznie była – i wciąż jest – ta praktyka. Jak podają źródła, mimo oficjalnego zakazu (od 2000 roku) w Gwinei wciąż od 90 do 97% kobiet i dziewcząt poddawanych jest tego typu okaleczeniom, co sprawia, że kraj ten wykazuje jeden z najwyższych wskaźników FGM/C na świecie20.
Paradygmaty zmiany
Do realizacji swojego projektu modernizacyjnego, którego jedną ze składowych jest książka Muszle wróżbiarki, Aissatou Forêt Diallo wykorzystuje gruntowną znajomość prawa. Jak sama mówi:
Na studiach zrozumiałam, że cała władza i administracja wywodzą się z prawa i że to ono rządzi światem. […] Pojęłam, że prawo może być również narzędziem do pomocy najbardziej potrzebującym21.
Być może z tej perspektywy łatwiej zrozumieć chęć traktowania literatury jako medium propagującego świadomość prawną oraz jako narzędzia zmiany kulturowej i mentalnej. Warto jednak ów projekt zestawić z innymi koncepcjami emancypacyjnymi obecnymi w dyskursie afrykańskim. Jak bowiem piszą ghańskie badaczki Cyrelene Amoah-Boampong i Christabel Agyeiwaa, dziś Afryka walczy o równość, używając zachodnich paradygmatów22. Wiele afrykańskich akademiczek i aktywistek zwraca uwagę na potrzebę czerpania z przedkolonialnych koncepcji płci i z dorobku ówczesnych społeczeństw w kwestiach relacji między kobietami a mężczyznami23.
W wielu przedkolonialnych społecznościach afrykańskich płeć (gender) nie była bowiem najważniejszą kategorią wpływającą na życie społeczne. Często dużo ważniejsze okazywały się wiek czy pokrewieństwo24. Kultury te przewidywały zatem dla kobiet cały wachlarz różnorodnych praktyk i ról społecznych: od figur królowych matek przez role kapłanek, przewodniczek obrzędów religijnych, rytuałów przejścia i wędrówek (w pasterskich społeczeństwach wędrownych), aż po różne formy udziału kobiet w życiu politycznym. Niektóre z tych społeczeństw praktykowały dziedziczenie po linii kobiecej, w innych powszechne były małżeństwa kobiet z innymi kobietami. Nawet w kulturach bardziej patriarchalnych ze względu na trudne warunki życia rola kobiet wykraczała daleko poza sferę domową. Kobiety zajmowały się rolnictwem, handlem, rzemieślnictwem, a także dbały o gromadzenie, ochronę i przekazywanie różnorakich dóbr25.
Pomysł, że kobieta ma być przyporządkowana do sfery domowej, był odbiciem europejskich stosunków społecznych. Kolonialne władze przyznały większą rolę mężczyznom, przykładowo narzuciły system fiskalny, który przewidywał pobieranie podatków jedynie od mężczyzn, co zmarginalizowało pracę kobiet. Fakt, że dziś kobiety w Afryce nie cieszą się wolnością w takim stopniu, w jakim mogły to robić ich przodkinie, w dużej mierze jest pokłosiem kolonizacji. To europejska dominacja uczyniła tendencje patriarchalne – choć obecne również w wielu tradycyjnych społecznościach afrykańskich – bardziej brutalnymi26. W rezultacie kobiety urasowione stały się ofiarami podwójnej – kolonialnej i patriarchalnej – przemocy, o czym przekonująco pisze między innymi Françoise Vergès w książce Feminizm dekolonialny. Sięgnięcie do lokalnych historycznych praktyk społeczno-kulturowych może być więc użytecznym punktem odniesienia w procesie wypracowywania nowej genderowej komplementarności.
W Muszlach wróżbiarki wspomniana jest praktyka kręgów kobiet. Te nieformalne stowarzyszenia, utrzymywane z dobrowolnych składek, w razie potrzeby mogą zaoferować pomoc materialną potrzebującej członkini27. Grupy te nie tylko są przestrzeniami solidarności ekonomicznej, lecz także oferują wsparcie rytualno-społeczne (Diallo opisuje ceremonię zakończenia żałoby po mężu jednej z członkiń kręgu), oddając tym samym podmiotowość ich uczestniczkom. Oczywiście trudno powiedzieć, jaką genezę ma wspomniany w Muszlach… konkretny typ kręgów, jednak sama jego obecność w książce sugeruje, że oprócz drogi formalno-prawnej istnieją też inne, oddolne sposoby emancypacji afrykańskich kobiet. Mogą one przy tym czerpać nie tylko z zachodniego, lecz także z lokalnego kontekstu rodzinnego i kulturowego. Emancypacja kobiet z Afryki – i szerzej, z Globalnego Południa – nie musi więc (a może nie powinna) oznaczać zerwania z kulturą czy religią.
Gdzie ci mężczyźni
Równouprawnieniu w dużej mierze mogą się przysłużyć mężczyźni – o ile staną się sojusznikami kobiet. Choć w książce Diallo są oni – łącznie z wybrankiem głównej bohaterki – postaciami drugoplanowymi, uważna lektura pozwala wyodrębnić różne modele męskich postaw wobec kobiecej podmiotowości: od zinternalizowanego patriarchatu po bardziej progresywne podejście.
Mimo że nie ma tu mocnych patriarchalnych figur, takich jak choćby niesławny „Dokter” z powieści Anandy Devi Zielone sari, strukturalna obecność patriarchatu uwidacznia się na przykład w scenie dyskusji politycznej między rodzeństwem. Gdy główna bohaterka wygłasza zdanie odmienne od opinii brata, ten, rozzłoszczony, uderza dziewczynę w twarz. Trudna w odbiorze – zwłaszcza dla zachodniej czytelniczki – scena, w której akt przemocy nie spotyka się z jednoznacznym potępieniem (matka krytykuje swojego syna jedynie za „wymądrzanie się”, a sama Fatim wyraża obawę, że nowy porządek liberalny skłóci ją z bratem), ujawnia normalizację patriarchalnej władzy. Choć w pierwszym odruchu chcę krzyczeć, że to nie nowy liberalny porządek właśnie spoliczkował swoją siostrę, przyjmuję jeszcze jedną, być może smutniejszą prawdę: patriarchat to element trwale wpisany w strukturę portretowanego świata, przezroczyste, neutralne tło codziennych interakcji. Przychodzi mi do głowy jeszcze jedna, choć ryzykowna, teza: być może jest to jedno z tych miejsc, w których tekst obnaża się jako nieświadomie utrwalający zinternalizowaną patriarchalną dynamikę. To możliwy trop interpretacyjny.
Poza przywołaną brutalną sceną obecność patriarchatu jest zaznaczona w opowieści dość umownie. Ojcowie i wujowie są tu ledwie wyodrębnieni z tła, przez co pozbawieni sprawczości i mocy. Ojciec głównej bohaterki to pogrążona w depresji i marazmie ofiara neoliberalnych reform społecznych. Stryj co prawda mógłby reprezentować starsze, przywiązane do tradycji pokolenie mężczyzn, niestety autorka nie pozwala mu się rozwinąć jako postaci. Przedstawicielem bardziej otwartej na zmiany, młodszej generacji mężczyzn jest z kolei narzeczony Fatim, który przejawia – przynajmniej deklaratywnie – postawę feministyczną. Mówi: „Jestem za równouprawnieniem płci i uważam, że kobiety mają prawo samodzielnie formułować własne opinie”28. Równouprawnienie – sugeruje, jak się wydaje, Diallo – nie jest możliwe w izolacji. Emancypacja zakłada zmianę całego porządku relacyjnego, wymaga więc zaangażowania mężczyzn w proces redefinicji władzy, norm i hierarchii płciowych.
Wszystko jest polityczne
Tło powieści, obok problemu emancypacji kobiet, stanowią również raczkująca gwinejska demokracja i tworzenie się partii politycznych. Akcja książki rozgrywa się bowiem w 1992 roku, a więc w okresie, kiedy wreszcie – po latach dyktatury Ahmeda Sékou Touré – powstaje system wielopartyjny (krótkie posłowie autorstwa tłumaczki pozwala zapoznać się z podstawami gwinejskiej historii politycznej). Po okolicy krążą więc przedstawiciele różnych komitetów partyjnych, oferując łapówki równie często jak wyimki ze swoich programów. Scena próby przekupienia bezrobotnego ojca bohaterki przez jednego z lokalnych działaczy staje się okazją do pojawienia się w tekście politycznego manifestu. Mężczyzna z zaciętością deklaruje: „Człowiek przyzwoity nie korumpuje i nie daje się korumpować. To najważniejsza cecha, jeśli chce się zarządzać ludźmi i publiczną własnością”29.
Diallo wykorzystuje Muszle… do naszkicowania swojej wizji rozwoju kraju, która zakłada wykorzystanie jego zasobów naturalnych, społeczną partycypację, modernizację i komputeryzację oraz integrację diaspory z gwinejskim społeczeństwem. Autorka krytykuje przy tym działalność międzynarodowych instytucji finansowych w kraju i neoliberalne rozwiązania gospodarcze.
Problematyka polityczna splata się w powieści z kwestią podziałów społecznych i uprzedzeń etnicznych – oprócz przemocy wobec kobiet jest to równie trwałe dziedzictwo kolonializmu. Ryzyko wykorzystywania różnorodności etnicznej w celach politycznych zostało ukazane w dialogu między Fatim a jej bratem (to ta sama rozmowa, która kończy się wybuchem przemocy ze strony chłopaka). „Jeśli wybierasz kandydata na podstawie jego programu, pozbawiasz się szansy, by później czerpać zyski ze wspólnej z nim przynależności etnicznej bądź osobistej znajomości”30 – wygłasza młodzieniec. W finale książki, w kontekście wyborów, pojawia się widmo prowokowanych przez grupy ekstremistyczne zamieszek na tle etnicznym. Zostaje ono jednak oddalone dzięki „ludzkiej przyzwoitości” („W naszym kraju […] podsycanie podziałów etnicznych nikomu się nie opłaci”)31. Niemniej jest to raczej przejaw myślenia życzeniowego niż obraz odzwierciedlający stan faktyczny: w rzeczywistości ze względu na napiętą sytuację obserwatorzy międzynarodowi uznali gwinejskie wybory z 1993 roku za wadliwe, a podczas ich trwania nie zdołano uniknąć przemocy (tak zresztą było podczas każdych kolejnych wyborów). Napięcia na tle politycznym i etnicznym trwają w kraju do dziś, a starcia między członkami różnych grup są na porządku dziennym32. Choć więc autorka podaje w wątpliwość zasadność istnienia podziałów plemiennych w społeczeństwie o wysokim stopniu wymieszania etnicznego, niestety wciąż są one faktem.
W przytaczanym już wywiadzie Diallo zwraca uwagę na problem małżeństw wieloetnicznych. „W Gwinei śluby międzywspólnotowe są bardzo skomplikowane, gdyż wiążą się ze zróżnicowanymi zwyczajami. Kosztowne wesela i zawiłe procedury administracyjne sprawiają, że młodzież często odracza decyzję o małżeństwie”33. Nie pomagają tu na pewno uprzedzenia etniczne. „Jeśli oddasz go takiej dziewczynie [z plemienia Fulanów – M.K.], zawładnie nim bez reszty, stanie się jej własnością” – wygłasza jedna z ciotek przyszłego pana młodego34. W tym kontekście Muszle wróżbiarki jawią się jako doraźna odpowiedź na ów problem społeczny, swego rodzaju manual zawierania małżeństw międzyetnicznych. Fatim i Salif są tu prototypami nowoczesnych małżonków, którzy bardziej niż na tradycję stawiają na prawne uregulowanie związku. Choć początkowo chłopak opiera się podpisaniu małżeńskiego kontraktu, ostatecznie się na to decyduje. „Już niedługo te tradycyjne zwyczaje zostaną zastąpione umowami przedmałżeńskimi. My z Salifem damy temu początek, a inni pójdą naszym śladem”35 – optymistycznie deklaruje bohaterka.
Biała Europejka patrzy na Gwineę
Jak już pisałam, w sensie literackim – i gatunkowym – Muszle wróżbiarki są projektem nieudanym. Jako romans nie wzbudzają emocji, zawodzą jako powieść społeczno-obyczajowa. Czy w takim razie da się jakoś obronić tę książkę? Ostatecznie dobry tekst to przecież taki, który spełnia swoje funkcje. W przypadku literatury tendencyjnej/dydaktycznej, którą jest książka Diallo, o spełnieniu funkcji możemy chyba mówić, o ile wykażemy, że publikacja miała wpływ na życie społeczne. Jak to jednak sprawdzić? I kiedy można odtrąbić tego typu sukces? To pytanie raczej do socjologów literatury, a i oni oprócz wypracowanych narzędzi potrzebowaliby przede wszystkim odpowiedniego dystansu czasowego, by móc orzec o sukcesie (lub porażce) tego typu tekstu. Sama mogę się jedynie ograniczyć do wyszukania reakcji, zwłaszcza lokalnych, na książkę Diallo – niestety nie znajduję ich zbyt wiele. Autorka deklaruje jednak, że pracuje nad kolejną częścią powieści, aby pokazać, jak przez dwie dekady zmieniły się obyczaje. Pozostaje więc mieć nadzieję, że Muszle… w jakimś stopniu przyczyniły się do tej zmiany.
Mimo że funkcja pedagogiczna tej książki wyklucza mnie spośród grona jej przewidywanych odbiorców (to przede wszystkim młodzi Gwinejczycy mają być czytelnikami powieści), spróbuję dać szansę temu tekstowi. Myślę, że to, co nie działa w nim na poziomie narracyjnym i gatunkowym (jak wspomniane już przedstawianie konfliktów), można uznać za wyraz świadomej strategii narracyjnej. Być może autorka celowo pokazuje nieco wyidealizowane społeczeństwo, odrabiające lekcje z emancypacji, jakby wskazywała drogowskaz, mówiąc: do tego powinniśmy dążyć. Choć to uproszczona i miejscami naiwna wizja, chcę ją widzieć jako literackie ćwiczenie z przyszłości. I chociaż możemy się w tym miejscu zżymać na autorkę, ponieważ dostrzega ona tylko jedną – utylitarną – rolę sztuki i instrumentalizuje literaturę, to przecież wiemy, że ta ostatnia bywa narzędziem reakcji, oporu i interwencji, a także projektowania pożądanego kształtu rzeczywistości.
W tym miejscu przyznam się do pewnych wątpliwości. Podczas krytycznej lektury Muszli…, kiedy z każdą kolejną stroną byłam coraz bardziej rozczarowana, jednocześnie zadawałam sobie pytanie: kim jestem – ja, biała, uprzywilejowana Europejka – aby oceniać książkę, która mówi o rzeczywistości zupełnie mi obcej? O świecie, którego – mimo że na potrzeby tego tekstu starałam się dowiedzieć więcej o sytuacji kobiet w Gwinei – nie jestem sobie w stanie wyobrazić. Czy zżymając się na nadmierną pedagogiczność książki, czegoś nie przegapiam? Bo choć widzę, że autorka instrumentalizuje literaturę, ostatecznie czyni to w słusznej sprawie. A sama stoję przecież na stanowisku, że demona patriarchatu należy wypędzać wszystkim, co mamy pod ręką: wieszakiem, patelnią, a nawet powieścią o wątpliwych walorach artystycznych.
Od razu jednak dostrzegam, jak blisko jestem wpadnięcia w pułapkę paternalizowania twórczyni i jej kultury. Jeżeli tekst literacko nie działa, to po prostu nie działa – niezależnie od tego, jak szlachetne idee reprezentuje i pod którą szerokością geograficzną powstał. Tego rodzaju parytet (skoro książka promuje feminizm w kraju Globalnego Południa, to należy na nią przychylniej patrzeć) byłby wyrazem pewnej hierarchizującej pobłażliwości. Zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę wielość udanych, niekiedy genialnych książek napisanych przez autorów z krajów Globalnego Południa i poświęconych kwestiom nierówności, zła i przemocy. Powieści przywoływanej (i również publikowanej przez Wydawnictwo w Podwórku) Anandy Devi niech będą jednym z przykładów tego typu literatury.
Wydawać Południe
Ostatecznie pozostaje nam pytanie o polityki wydawnicze. Wobec wspomnianych wyżej poważnych wątpliwości co do autorstwa książek Camary Laye’a można powiedzieć, że Muszle wróżbiarki są pierwszą gwinejską publikacją na polskim rynku. A skoro to nie my, Europejczycy, jesteśmy docelowymi odbiorcami tego tekstu, pojawia się pytanie, dlaczego Wydawnictwo w Podwórku zdecydowało się na przedstawienie nam akurat tej powieści36. Dość niefortunny debiut Gwinei na polskim rynku wydawniczym może przecież położyć się cieniem na recepcji literatury kraju, z którego pochodzą tacy twórcy, jak nagradzany Tierno Monénembo czy poetka i powieściopisarka Koumanthio Zeinab Diallo. Tymczasem tutaj literacka Gwinea prezentuje się nam w wersji dydaktycznej, uproszczonej, użytkowej, co może jedynie utrwalić obraz jej literatury jako wtórnej, publicystycznej i słabszej estetycznie.
Nie chcę przy tym powiedzieć, że wydawcy mają obowiązek przedstawiać nam tylko wysokoartystyczne (czyli jakie?) dzieła twórców pochodzących z Globalnego Południa. Miłą odmianę od niezliczonych przeciętnych książek tłumaczonych co roku z języka angielskiego na polski stanowiłyby choćby porządna kolumbijska narkopowieść czy dobrze skrojony kenijski kryminał. Ponadto wymaganie od autorów, którzy piszą w językach o mniejszej liczbie użytkowników lub pochodzą spoza zachodniego kręgu kulturowego, publikowania wyłącznie wybitnych książek znów byłoby pewną formą dyskryminacji. Twórcy z Globalnego Południa – tak jak z Globalnej Północy – mają prawo do pisania książek nieudanych, przeciętnych, złych.
Pozostaje mi więc tylko mieć nadzieję, że za jakiś czas do przeciętnej gwinejskiej powieści na polskim rynku wydawniczym dołączy inna – tym razem w pełni udana pod względem artystycznym. Wydawnictwo w Podwórku wielokrotnie przecież pokazało nam, że potrafi wyszukiwać oryginalne głosy. Gdybym jednak miała zachować dla siebie coś ze spotkania z tym tekstem, byłaby to optymistyczna wiara jego autorki w moc słowa i literatury. Kiedy piszesz – mówi Diallo – masz władzę, jesteś jak prezydent świata. Książki rządzą światem. Chrześcijanie mają Biblię, muzułmanie Koran. Politycy też niczego nie wymyślają. Kopiują to, co jest w książkach. Dlatego jeśli młodzi ludzie chcą działać na rzecz swojego kraju, coś stworzyć, muszą pisać. Powieści, programy polityczne, książki ekonomiczne. A kto nie jest gotów pisać – niech czyta37.
To wiara, którą popieram i którą bardzo chcę podzielać.
1 Wspomniany twórca to Camara Laye. W 1973 roku w serii „Naokoło Świata” wydawnictwa Iskry ukazała się sygnowana jego nazwiskiem powieść Czarny chłopiec, a w 1987 roku – w tym samym wydawnictwie – druga książka, Spojrzenie króla. Pierwsze podejrzenia, że Laye nie jest autorem drugiej z wymienionych powieści, pojawiły się tuż po jej publikacji (utwór był radykalnie odmienny i literacko znacznie dojrzalszy od przeciętnego debiutu). Trzeba było jednak ponad pięćdziesięciu lat, by wykazać, że Czarny chłopiec powstał jako rezultat współpracy Laye’a z… rządem Francji, a Spojrzenie króla zostało w całości napisane przez francuskiego ghostwritera. Fascynujące śledztwo literackie na ten temat przeprowadza Adele King. Zob. A. King, Rereading Camara Laye, Lincoln: University of Nebraska Press, 2002.
2 A. Forêt Diallo, Muszle wróżbiarki, tłum. i oprac. M. Widy-Behiesse, Gdańsk: Wydawnictwo w Podwórku 2025, s. 79.
3 Tamże, s. 79–80.
4 Tamże, s. 74.
5 Tamże, s. 125.
6 Gender Inequality Index (GII), online: https://hdr.undp.org/data-center/thematic-composite-indices/gender-inequality-index#/indicies/GII [dostęp: 5.04.2026].
7 Guinea [w:] Child Marriage Atlas, online: https://www.girlsnotbrides.org/learning-resources/child-marriage-atlas/atlas/guinea/ [dostęp: 5.04.2026].
8 OFPRA, Guinée. Perception sociale des femmes, fréquence des mauvais traitements liés au genre et attitude des autorités, 13.05, 2024, s. 5, online: https://www.ofpra.gouv.fr/libraries/pdf.js/web/viewer.html?file=/sites/default/files/ofpra_flora/2405_gin_situation_des_femmes_162497_web.pdf [dostęp: 5.04.2026]; M.D. Balde, R. Diallo, A.O. Toure i in., Perception of Women on Gender-Based Violence in Guinea. A Qualitative Study, „International Journal of Women’s Health and Wellness” 2022, vol. 8, iss. 1, online: https://clinmedjournals.org/articles/ijwhw/international-journal-of-womens-health-and-wellness-ijwhw‑8–136.pdf [dostęp: 5.04.2026].
9 Warto zaznaczyć, że nie zawsze praktyka ta była uznawana za naganną czy opresyjną. Zarówno poligynia, jak i poliandria przez wieki funkcjonowały jako adaptacja do trudnych warunków środowiskowych i społecznych. Wiele afrykańskich badaczek, pisarek i aktywistek zwraca jednak uwagę, że współczesne miejskie życie wymaga innego podejścia do kwestii płci i rodziny. Wielożeństwo jest szczególnie niebezpieczne, gdy z jego powodu kobiety pozostają bez środków do życia. Jedną z najbardziej dobitnych krytyk poligamii przedstawiła senegalska pisarka Mariama Bâ w swojej powieści Une si longue lettre (1979).
10 OFPRA…, s. 4.
11 Le grand entretien avec Aissatou Forêt Diallo, online: https://www.youtube.com/watch?v=HQA-_zbs4b4&t=99s [dostęp: 5.04.2026].
12 Tamże.
13 A. Forêt Diallo, Muszle…, s. 123.
14 Tamże, s. 95.
15 Zwyczaj poślubiania wdowy przez brata (albo niekiedy spadkobiercę) jej zmarłego męża.
16 A. Forêt Diallo, Muszle…, s. 98.
17 Tamże, s. 99.
18 Tamże, s. 101.
19 W przypadku powieści tendencyjnej bardziej usprawiedliwione wydaje się stwierdzenie, że narrator/bohater funkcjonuje w dużej mierze jako nośnik autorskich idei.
20 Zob. A. Forêt Diallo, Muszle…, s. 81–82.
21 Le grand entretien…, online: https://www.youtube.com/watch?v=HQA-_zbs4b4&t=99s [dostęp: 5.04.2026].
22 Zob. C. Amoah-Boampong, Ch. Agyeiwaa, Women in Pre-colonial Africa. West Africa [w:] The Palgrave Handbook of African Women’s Studies, ed. O. Yacob-Haliso, T. Falola, Cham: Palgrave Macmillan, 2021, s. 1100–1111.
23 Tamże, s. 1109.
24 Ważną pracą na ten temat jest między innymi książka The Invention of Women. Making an African Sense of Western Gender Discourses (1997) nigeryjskiej badaczki Oyèrónkẹ́ Oyěwùmí.
25 C. Amoah-Boampong, Ch. Agyeiwaa, Women in Pre-colonial Africa…, s. 1101–1104.
26 Zob. także M. Elnaiem, The “Deviant” African Genders That Colonialism Condemned, online: https://daily.jstor.org/the-deviant-african-genders-that-colonialism-condemned/ [dostęp: 5.04.2026].
27 A. Forêt Diallo, Muszle…, s. 90.
28 Tamże, s. 56.
29 Tamże, s. 34.
30 Tamże, s. 14.
31 Tamże, s. 121.
32 Przykładowo w wyniku walk między grupami etnicznymi Fula i Malinke w 2013 roku zginęło dziewięćdziesiąt osiem osób. Do ostatnich większych starć doszło w 2024 roku między grupami Mania i Tomas.
33 Le grand entretien…, online: https://www.youtube.com/watch?v=HQA-_zbs4b4&t=99s [dostęp: 5.04.2026].
34 A. Forêt Diallo, Muszle…, s. 47.
35 Tamże, s. 123.
36 Oczywiście istotną rolę mogą tu odgrywać czynniki pozatekstowe, takie jak choćby wysokość zaliczek.
37 Le grand entretien…, online: https://www.youtube.com/watch?v=HQA-_zbs4b4&t=99s [dostęp: 5.04.2026].
