Wywróżyć koniec patriarchatu

Nad­brzeż­na pro­me­na­da, zachód słoń­ca. Mło­da dziew­czy­na spa­ce­ru­je w cie­niu namo­rzyn, nucąc ulu­bio­ną pio­sen­kę. Jej sub­tel­ny głos zwra­ca uwa­gę prze­cho­dzą­ce­go obok chło­pa­ka. Ten, ocza­ro­wa­ny, zaga­du­je do niej i… sto dwa­dzie­ścia stron póź­niej lądu­je­my na ślu­bie boha­te­rów.

Czy­tel­nicz­ki, któ­rym wła­śnie ode­bra­łam przy­jem­ność odkry­wa­nia fina­łu książ­ki, zechcą wyba­czyć mi spo­iler. Myślę jed­nak, że iden­ty­fi­ka­cja kon­wen­cji gatun­ko­wej – a chy­ba nie ma wąt­pli­wo­ści, że wspo­mnia­na pro­me­na­da wie­dzie nas wprost do roman­su – wyklu­cza praw­dzi­we zasko­cze­nie. Choć lite­ra­tu­ra współ­cze­sna zna powie­ści miło­sne, któ­re nie dostar­cza­ją jed­no­znacz­nie opty­mi­stycz­ne­go zakoń­cze­nia (Zanim się poja­wi­łeś Jojo Moy­es czy Gwiazd naszych wina Joh­na Gre­ena), kon­trakt gatun­ko­wy z regu­ły musi zostać zre­ali­zo­wa­ny. Inny­mi sło­wy: hap­pi­ly ever after (ewen­tu­al­nie: hap­pi­ly for now).

Nie­spo­dzian­ką może być tu jed­nak fakt, że tekst doty­czą­cy książ­ki opu­bli­ko­wa­nej przez Wydaw­nic­two w Podwór­ku (kon­se­kwent­nie sytu­ują­ce się prze­cież poza głów­nym nur­tem wydaw­ni­czym) roz­po­czy­nam od przy­wo­ła­nia iście har­le­ki­no­we­go ima­gi­na­rium. A jed­nak nie jest ono przy­pad­ko­we: gdań­ska ofi­cy­na nie­daw­no zaser­wo­wa­ła nam… współ­cze­sny romans z Gwi­nei (przy­naj­mniej tak tę publi­ka­cję rekla­mu­je).

Kiedy Salif poznał Fatim

Musz­le wróż­biar­ki – bo o nich mowa – to krót­ka, jed­no­wąt­ko­wa powieść lub dłuż­sza nowe­la, opu­bli­ko­wa­na po raz pierw­szy w 2004 roku. Jej autor­ka, Ais­sa­tou Forêt Dial­lo, gwi­nej­ska praw­nicz­ka, dyrek­tor­ka Depar­ta­men­tu Praw Czło­wie­ka i Wol­no­ści Pod­sta­wo­wych w Mini­ster­stwie Spra­wie­dli­wo­ści Gwi­nei i wie­lo­let­nia akty­wist­ka na rzecz praw kobiet, przy­zna­je, że wzor­ce gatun­ko­we czer­pa­ła z popu­lar­nych i w Pol­sce har­le­ki­nów. Jej książ­ka to w zasa­dzie pierw­sza gwi­nej­ska powieść na pol­skim ryn­ku. Jedy­ny do tej pory pisarz z tego kra­ju wyda­wa­ny w Pol­sce (w latach 70. i 80. XX wie­ku) w isto­cie nie był, jak się oka­za­ło, auto­rem ksią­żek sygno­wa­nych jego nazwi­skiem1.

Akcja Musz­li… obej­mu­je nie­ca­ły mie­siąc – od 2 do 30 sierp­nia 1992 roku. Głów­ną boha­ter­ką i pierw­szo­oso­bo­wą nar­ra­tor­ką książ­ki jest osiem­na­sto­let­nia Fatim (Fato­uma­ta), któ­ra pozna­je przy­stoj­ne­go Sali­fa. Krót­ka poga­węd­ka koń­czy się obu­stron­nym zako­cha­niem, tak sil­nym, że pod­czas kolej­ne­go spo­tka­nia boha­te­ro­wie zaczy­na­ją pla­no­wać ślub. Więk­szy pro­blem niż fakt, że w ogó­le się nie zna­ją, sta­no­wi ich pocho­dze­nie z dwóch róż­nych grup etnicz­nych: Fatim jest z Fula­nów, a Salif – z Susu. Cen­tral­nym wąt­kiem sta­ją się przy­go­to­wa­nia do zamąż­pój­ścia boha­ter­ki: trze­ba zapo­znać ze sobą rodzi­ny i uzy­skać ich zgo­dę na ślub, wybrać for­mę uro­czy­sto­ści, sta­wić czo­ła ewen­tu­al­nym uprze­dze­niom etnicz­nym. Dodat­ko­wo dziew­czy­ną tar­ga­ją wąt­pli­wo­ści: jak zabez­pie­czyć swo­ją pozy­cję, na wypa­dek gdy­by przy­szły mąż zde­cy­do­wał się na poli­ga­mię? Czy wyj­ście za mąż będzie dla Fatim ozna­cza­ło koniec dal­szej edu­ka­cji? Czy ani­mo­zje etnicz­ne sta­ną na dro­dze mał­żeń­skie­mu szczę­ściu? W tle mamy pro­ces demo­kra­ty­za­cji mło­de­go kra­ju: Gwi­nea wpro­wa­dza sys­tem wie­lo­par­tyj­ny i szy­ku­je się do pierw­szych wol­nych wybo­rów samo­rzą­do­wych. Mimo ener­gicz­nie reali­zo­wa­ne­go pro­jek­tu moder­ni­za­cyj­ne­go życie spo­łecz­ne jed­nak wciąż roz­dzie­ra­ją nie­rów­no­ści eko­no­micz­ne, kon­flik­ty etnicz­ne i prze­moc wobec kobiet.

Czy da się pomie­ścić histo­rię miło­sną i roz­bu­do­wa­ne tło spo­łecz­no-poli­tycz­ne w jed­nej krót­kiej nowel­ce? Przed­się­wzię­cie na pew­no ambit­ne, poprzecz­ka zawie­szo­na wyso­ko. Nie­ste­ty, książ­ka Dial­lo nie potra­fi jej prze­sko­czyć. A może jej celem jest zupeł­nie coś inne­go?

Popękane muszle

Gdy czy­tam powieść gatun­ko­wą, jestem w sta­nie ogra­ni­czyć swo­je ocze­ki­wa­nia wobec kre­acji świa­ta przed­sta­wio­ne­go. Prze­łknę róż­ne uprosz­cze­nia i naiw­no­ści fabu­lar­ne, polu­bię styl zero­wy, zaak­cep­tu­ję prze­wi­dy­wal­ność sche­ma­tów nar­ra­cyj­nych. Nie będę liczyć na wiwi­sek­cję nie­jed­no­znacz­nych uczuć i zniu­an­so­wa­ne por­tre­ty psy­cho­lo­gicz­ne – byle posta­ci (przy­naj­mniej głów­ne) nie były jedy­nie funk­cją fabu­ły. Uwie­rzę w pra­wie wszyst­ko – nawet w miłość od pierw­sze­go wej­rze­nia. Trud­no mi jed­nak (a komu nie?) przejść do porząd­ku dzien­ne­go nad pła­ską struk­tu­rą kon­flik­tu, papie­ro­wy­mi boha­te­ra­mi i zupeł­nym bra­kiem emo­cji.

Kon­flik­tów w książ­ce Dial­lo jest kil­ka, a wszyst­kie nakre­ślo­ne dość sche­ma­tycz­nie. Oto tra­dy­cja, uprze­dze­nia etnicz­ne i kon­ser­wa­tyw­ne rodzi­ny sta­ją na prze­szko­dzie szczę­ściu dwoj­ga mło­dych ludzi. Oto ście­ra­ją się poglą­dy dwóch poko­leń na poli­ty­kę, pra­wo i kwe­stię kobie­cą. Oto wresz­cie samo mał­żeń­stwo sta­je pod zna­kiem zapy­ta­nia, gdy Fatim pod­su­wa Sali­fo­wi do pod­pi­sa­nia umo­wę przed­mał­żeń­ską. Nie­ste­ty, prze­szko­dy te, led­wo zasy­gna­li­zo­wa­ne, zni­ka­ją, zanim zdą­ży­my się im uważ­niej przyj­rzeć. Autor­ka dusi je w zarod­ku, jak­by każ­dy naj­mniej­szy pło­myk kon­flik­tu natych­miast tłu­mi­ła kocem gaśni­czym. Przy­kła­do­wo w sce­nie roz­mo­wy mat­ki i cór­ki na temat orga­ni­za­cji ślu­bu ście­ra­ją się – nie, to jed­nak za moc­ne okre­śle­nie: zapre­zen­to­wa­ne są dwie posta­wy. Mat­ka, przy­wią­za­na do zwy­cza­jów Fula­nów, optu­je za zor­ga­ni­zo­wa­niem tra­dy­cyj­ne­go obrzę­du: z prze­ka­za­niem waliz­ki podar­ków, wrę­cza­niem orzesz­ków kola, odsło­nię­ciem chu­s­ty pan­ny mło­dej i obfi­to­ścią jedze­nia. „Cały cere­mo­niał to bez­sen­sow­ne mar­no­traw­stwo” – stwier­dza pro­gre­syw­nie nasta­wio­na boha­ter­ka. „Inni dużo pro­ściej świę­tu­ją swo­je obrzę­dy. Moim zda­niem to znak postę­pu i mogli­by­śmy się od nich cze­goś nauczyć”2. To jed­no zda­nie wystar­cza, aby prze­ko­nać rodzi­ciel­kę: „Jeśli się nad tym zasta­no­wić, możesz mieć tro­chę racji. Rze­czy­wi­ście bez­sen­sow­nie wyda­je­my na nasze cere­mo­nie masy pie­nię­dzy. Łącz­ny koszt wszyst­kich obrzę­dów […] jest ogrom­ny”3. Spra­wa zała­twio­na, kon­flikt uga­szo­ny. Nie­ste­ty przy oka­zji zaprze­pasz­czo­ne zosta­ją szan­se na pogłę­bie­nie por­tre­tów psy­cho­lo­gicz­nych posta­ci, uka­za­nie deter­mi­na­cji boha­ter­ki oraz wia­ry­god­ne spor­tre­to­wa­nie róż­nych wizji kra­ju i spo­łe­czeń­stwa w przy­pad­ku mło­de­go i star­sze­go poko­le­nia. No i na wywo­ła­nie w czy­tel­ni­ku jakich­kol­wiek emo­cji.

Inny przy­kład: gdy stryj rodzi­ny Fatim chce zwią­zać obie fami­lie mał­żeń­stwem, wybór pada na głów­ną boha­ter­kę – ma ona wyjść za swo­je­go kuzy­na poli­ga­mi­stę. Wcze­śniej­sze ślub­ne pla­ny dziew­czy­ny sta­ją pod zna­kiem zapy­ta­nia, groź­ba nie­szczę­ścia wisi w powie­trzu. Szyb­ko jed­nak oka­zu­je się, że brat boha­ter­ki jest od lat zako­cha­ny w cór­ce stry­ja, Hawie. Stry­jo­wi wszyst­ko jed­no, któ­re z jego dzie­ci zwią­że mał­żeń­stwem dwie rodzi­ny. Deus (Amor?) ex machi­na, boha­ter­ka cudem uni­ka przy­mu­so­we­go zamąż­pój­ścia.

Nie­ste­ty, to uchy­la­nie się od wyraź­ne­go kon­flik­tu wyda­je się stra­te­gią nar­ra­cyj­ną Dial­lo. W zasa­dzie nie ma tu żad­nych wyraź­niej­szych spięć, któ­re mogły­by jakoś poru­szyć ten tekst. I cho­ciaż autor­ka dekla­ru­je, że fun­da­men­tem dobrej lite­ra­tu­ry zawsze są emo­cje, z powo­du tej ase­ku­ra­cyj­nej stra­te­gii jest ich tutaj jak na lekar­stwo. Papie­ro­we posta­ci i brak jakiej­kol­wiek psy­cho­lo­gii spra­wia­ją, że całość wybrzmie­wa pła­sko i mało wia­ry­god­nie.

Świat przed­sta­wio­ny jest tu tyl­ko dekla­ra­tyw­ny, a pod­ręcz­ni­ko­wa zasa­da show, not tell (wciąż przy­dat­na, gdy pisze się lite­ra­tu­rę gatun­ko­wą) – zupeł­nie zigno­ro­wa­na. Nie­wie­le wyda­rza się też w inte­rak­cjach mię­dzy boha­te­ra­mi – więk­szość scen jest po pro­stu stresz­czo­na, musi­my wie­rzyć nar­ra­tor­ce na sło­wo. Tak na przy­kład wyglą­da sce­na kola­cji zarę­czy­no­wej:

Ablo był gwiaz­dą wie­czo­ru. Wypy­ty­wa­no go o róż­ne rze­czy, wszy­scy chcie­li poznać szcze­gó­ły pro­jek­tu, któ­ry zamie­rzał reali­zo­wać. Z przy­jem­no­ścią słu­cha­łam jego opo­wie­ści o nowych meto­dach upraw rol­nych. Zapał, z jakim snuł pla­ny na przy­szłość, robił wiel­kie wra­że­nie. Byłam z nie­go dum­na, patrząc, jak z wdzię­kiem i pew­no­ścią uczest­ni­czy w dys­ku­sji. Rodzi­ce z uśmie­chem na twa­rzach chło­nę­li każ­de jego sło­wo4.

Podob­nie trak­tu­je autor­ka koń­co­wą sce­nę wese­la:

W dniu moje­go ślu­bu […] nie mie­li­śmy wytchnie­nia. Obie rodzi­ny spę­dzi­ły go na kur­tu­azyj­nych wizy­tach i skła­da­niu gra­tu­la­cji. Każ­da z nich odby­ła wie­le podró­ży, żeby spra­wić przy­jem­ność dru­giej stro­nie. […] W tej atmos­fe­rze wzmo­żo­ne­go poru­sze­nia odbył się nasz ślub. Poświę­ca­no nam, nowo­żeń­com, tak wiel­ką uwa­gę, jaką zazwy­czaj obda­rza się boha­te­rów. Myślę, że nigdy wcze­śniej żad­na mło­da para nie otrzy­ma­ła tylu gra­tu­la­cji co my5.

Zarów­no kola­cję zarę­czy­no­wą, jak i wese­le wyobra­żam sobie jako peł­ne rado­ści, hała­su i krzy­ków spo­tka­nia dwóch rodzin. W myślach widzę kolo­ro­we stro­je kobiet i suto (a może wła­śnie skrom­nie?) zasta­wio­ne sto­ły. Nie­ste­ty, miejsc nie­do­okre­ślo­nych znaj­dzie­my w tym tek­ście tak dużo, a moja poza­tek­sto­wa wie­dza o obrzę­dach wesel­nych Fula­nów i Susu jest tak ubo­ga, że oglą­da­nie tych scen przy­po­mi­na patrze­nie przez zapa­ro­wa­ną szy­bę. I cho­ciaż jako czy­tel­nicz­ka bar­dzo chcia­ła­bym wziąć udział w tej uczcie i wese­lu, chcia­ła­bym nawet – przy­się­gam – posłu­chać o nowych meto­dach upraw rol­nych, Dial­lo kon­se­kwent­nie sta­wia mię­dzy mną a świa­tem przed­sta­wio­nym barie­rę nie do poko­na­nia.

No dobrze, wystar­czy. Choć mogła­bym jesz­cze dłu­go wymie­niać sła­bo­ści lite­rac­kie i kon­struk­cyj­ne tej skrom­nej ksią­żecz­ki, co zwłasz­cza w przy­pad­ku lite­ra­tu­ry gatun­ko­wej nie jest zada­niem zbyt ambit­nym, sądzę, że w tym przy­pad­ku była­by to śle­pa ulicz­ka. Jak już suge­ro­wa­łam, być może Musz­le wróż­biar­ki z zało­że­nia wca­le nie mia­ły być pory­wa­ją­cym roman­sem; praw­do­po­dob­nie powieść Dial­lo powsta­ła w zupeł­nie innym celu.

To nie jest kraj dla kobiet

W latach 2021–2022 Gwi­nea zaj­mo­wa­ła sto osiem­dzie­sią­te dru­gie miej­sce na sto dzie­więć­dzie­siąt jeden państw w Indek­sie Nie­rów­no­ści Płci Pro­gra­mu Naro­dów Zjed­no­czo­nych ds. Roz­wo­ju (UNDP), co czy­ni ją jed­nym z kra­jów o naj­więk­szych nie­rów­no­ściach płcio­wych na świe­cie6. Cho­ciaż kraj raty­fi­ko­wał mię­dzy­na­ro­do­we kon­wen­cje doty­czą­ce rów­no­ści i praw czło­wie­ka, wdra­ża­nie prze­pi­sów wciąż napo­ty­ka tam spo­re trud­no­ści.

Gwi­nea odno­to­wu­je jeden z naj­wyż­szych odset­ków przed­wcze­snych mał­żeństw przy­mu­so­wych mimo ofi­cjal­ne­go zaka­zu ich zawie­ra­nia. Według orga­ni­za­cji Girls Not Bri­des 47% dziew­czy­nek wycho­dzi tam za mąż przed osiem­na­stym rokiem życia, a 17% z nich przed pięt­na­stym rokiem życia. Dla porów­na­nia tyl­ko 2% chłop­ców żeni się przed ukoń­cze­niem osiem­na­stu lat7. Nie­trud­no się domy­ślić, że gwi­nej­skie dziew­czyn­ki i kobie­ty nara­żo­ne są na wszel­kie­go rodza­ju prze­moc. W źró­dłach znaj­du­je­my róż­ne sta­ty­sty­ki. Fran­cu­ski Urząd Ochro­ny Uchodź­ców i Bez­pań­stwow­ców (OFPRA) wska­zu­je, że nawet 50–80% kobiet doświad­cza prze­mo­cy domo­wej, a 30% róż­nych form prze­mo­cy sek­su­al­nej8. Zwłasz­cza w przy­pad­ku tej dru­giej gru­py fak­tycz­na licz­ba ofiar może być znacz­nie wyż­sza ze wzglę­du na niski odse­tek zgła­sza­nia prze­stępstw i zwią­za­ne z nimi spo­łecz­ne tabu.

Gwi­nea nale­ży do tak zwa­ne­go pasa poli­ga­mii, czy­li obsza­ru Afry­ki Zachod­niej i Środ­ko­wej, gdzie prak­ty­ka ta jest powszech­na i głę­bo­ko zako­rze­nio­na w kul­tu­rze. Kraj zaj­mu­je pod tym wzglę­dem szó­ste miej­sce na świe­cie. Choć de iure mał­żeń­stwo w Gwi­nei jest mono­ga­micz­ne (poli­ga­mia zosta­ła tam ofi­cjal­nie zaka­za­na w 1983 roku), w rze­czy­wi­sto­ści pra­wo dopusz­cza wie­lo­żeń­stwo pod warun­kiem wyraź­nej zgo­dy pierw­szej żony (zgo­da ta musi być udzie­lo­na już pod­czas ślu­bu)9.

Wspo­mnieć tu trze­ba rów­nież o ogra­ni­czo­nym dostę­pie kobiet do opie­ki zdro­wot­nej, edu­ka­cji i pra­cy zarob­ko­wej. Przy­kła­do­wo ponad 57% z nich nie posia­da żad­ne­go for­mal­ne­go wykształ­ce­nia. Wskaź­nik alfa­be­ty­za­cji wśród osób powy­żej pięt­na­ste­go roku życia wyno­si ponad 45% dla męż­czyzn i nie­wie­le ponad 14% dla kobiet10. Wszyst­ko to spra­wia, że Tier­no Monénem­bo, gwi­nej­ski pisarz i dzia­łacz poli­tycz­ny, okre­śla sytu­ację swo­ich roda­czek jako „dra­stycz­ną”. Poda­ję tu dane współ­cze­sne – ponad dwa­dzie­ścia lat temu, gdy Ais­sa­tou Forêt Dial­lo pisa­ła Musz­le wróż­biar­ki, było jesz­cze gorzej.

W tym kon­tek­ście utwór Dial­lo moż­na odczy­ty­wać jako część jej szer­sze­go pro­jek­tu eman­cy­pa­cyj­ne­go. Nie chcę przez to powie­dzieć, że ponie­waż książ­kę napi­sa­ła afry­kań­ska dzia­łacz­ka na rzecz praw kobiet, a powieść poru­sza waż­ny spo­łecz­nie temat, Musz­le wróż­biar­ki nie­chyb­nie nale­ży uznać za dobry tekst. Prze­ciw­nie: jak sta­ra­łam się wyka­zać, w sen­sie lite­rac­kim jest to przed­się­wzię­cie nie­uda­ne. Jed­no­cze­śnie uwa­żam publi­ka­cję za inte­re­su­ją­cy doku­ment spo­łecz­ny oraz waż­ny kobie­cy głos z kra­ju, o któ­rym na naszym podwór­ku sły­chać tak nie­wie­le.

Pedagogika, nie psychologia

W wywia­dzie udzie­lo­nym gwi­nej­skie­mu radiu KAFI FM Dial­lo wspo­mi­na, że jako praw­nicz­ka wie­lo­krot­nie spo­ty­ka­ła się z sytu­acja­mi, w któ­rych kobie­ty nie potra­fi­ły wyar­ty­ku­ło­wać przed sądem swo­ich racji czy żądań:

Wie­le kobiet sta­wa­ło przed sądem samo­dziel­nie, bez pomo­cy adwo­kac­kiej. Z powo­du bra­ku zna­jo­mo­ści praw­ni­cze­go języ­ka jedy­ne, o co potra­fi­ły popro­sić, to o „wła­sną gło­wę”. Sędzio­wie musie­li domy­ślać się z kon­tek­stu, że cho­dzi­ło im o roz­wód11.

Mię­dzy inny­mi z powo­du takich przy­pad­ków Dial­lo zaini­cjo­wa­ła powsta­nie Sto­wa­rzy­sze­nia Praw­ni­czek Gwi­nei – orga­ni­za­cji, któ­ra poma­ga kobie­tom w dopeł­nia­niu for­mal­no­ści praw­nych oraz popu­la­ry­zu­je wie­dzę o pra­wie rodzin­nym, na przy­kład two­rząc mate­ria­ły infor­ma­cyj­ne i tłu­ma­cząc je na języ­ki lokal­ne. Sto­wa­rzy­sze­nie przy­czy­ni­ło się choć­by do wpro­wa­dze­nia do kodek­su kar­ne­go norm praw­nych zapew­nia­ją­cych ochro­nę kobiet.

Lite­ra­tu­ra – zda­niem autor­ki – to naj­lep­szy śro­dek eman­cy­pa­cji. Uświa­da­mia­nie kobiet w kwe­stii pra­wa, zachę­ca­nie ich do udzia­łu w życiu publicz­nym to, jak twier­dzi Dial­lo, rola sztu­ki12. Myślę więc, że tekst Musz­li… mógł pier­wot­nie powstać jako pew­ne­go rodza­ju bro­szu­ra edu­ka­cyj­na dla mło­dych Gwi­ne­jek, któ­rej autor­ka lub redak­tor osta­tecz­nie nada­li for­mę współ­cze­sne­go roman­su. W rezul­ta­cie powsta­ła opo­wieść z pre­tek­sto­wą fabu­łą pod­po­rząd­ko­wa­ną funk­cji dydak­tycz­nej. Owszem, mamy tu do czy­nie­nia z lite­ra­tu­rą gatun­ko­wą, ale jest to raczej powieść ten­den­cyj­na niż kla­sycz­ny romans.

Jeśli więc boha­te­ro­wie nie wyka­zu­ją pogłę­bio­nej psy­cho­lo­gii, to dla­te­go, że nie muszą. Ich funk­cją jest reali­za­cja kon­kret­nej peda­go­gi­ki, a całość wpi­sa­no w okre­ślo­ny pro­jekt moder­ni­za­cyj­ny. To dla­te­go z ust posta­ci nie pada bodaj jed­no zda­nie, któ­re nie było­by spo­łecz­no-poli­tycz­ną dekla­ra­cją, goto­wym do zapa­mię­ta­nia slo­ga­nem, jak na przy­kład:

– […] żyje­my w cza­sach wiel­kich prze­mian men­tal­no­ści spo­łe­czeń­stwa. Pań­stwo pra­wa, któ­re­go wszy­scy pra­gną, musi zaczy­nać się już na pozio­mie rodzi­ny, bo to ona sta­no­wi pod­sta­wo­wą komór­kę [Fatim – M.K.]13.

 

– Testa­ment to ostat­nia wola czło­wie­ka przed śmier­cią. Ten doku­ment przed­sta­wia wszyst­kie życze­nia zmar­łe­go i został spo­rzą­dzo­ny w obec­no­ści świad­ka. Na takiej pod­sta­wie jego dzie­ci będą wycho­wy­wa­ne przez wybra­ną przez nie­go oso­bę, a mają­tek tra­fi do tych, któ­rym z wła­snej woli chciał go prze­ka­zać [ciot­ka Sali­ma­tou – M.K.]14.

Sko­ro – zda­niem autor­ki – sztu­ka ma zwięk­szać świa­do­mość spo­łecz­ną, na kar­tach powie­ści jak refren powra­ca­ją przy­po­mnie­nia o tym, że przy­mu­so­we mał­żeń­stwa są w Gwi­nei nie­le­gal­ne, że lewi­rat15 – ofi­cjal­nie tak­że zaka­za­ny, choć w prak­ty­ce wciąż obec­ny – musi poprze­dzić zgo­da wdo­wy na tego rodza­ju zamąż­pój­ście i że w inte­re­sie kobiet jest pod­pi­sy­wa­nie umów przed­mał­żeń­skich. „Dobrze wie­dzieć takie rze­czy wcze­śniej, nigdy nie wia­do­mo, kie­dy mogą się przy­dać”16 – stwier­dza przy­tom­nie boha­ter­ka książ­ki. I doda­je traf­ną dia­gno­zę spo­łecz­ną: „Żyje­my w roz­dwo­je­niu pomię­dzy sta­ry­mi tra­dy­cja­mi i nowy­mi prze­pi­sa­mi kodek­su pra­wa rodzin­ne­go. Pod tym wzglę­dem nasze spo­łe­czeń­stwo przy­po­mi­na dwu­gło­we­go węża”17.

Sama postać Fatim jest wzo­rem nowo­cze­snej posta­wy i nośni­kiem dys­kur­su eman­cy­pa­cyj­ne­go, mię­dzy inny­mi w kwe­stii poli­ga­mii. W powie­ści prak­ty­ka ta jest jed­no­znacz­nie skry­ty­ko­wa­na. Boha­ter­ka przy­wo­łu­je posta­ci kobiet porzu­co­nych przez męż­czyzn, któ­rzy oże­ni­li się ponow­nie. Jed­na z nich prze­szła coś w rodza­ju zała­ma­nia ner­wo­we­go, dru­ga – pod­ję­ła pró­bę samo­bój­czą. Rezo­lut­na Fatim posta­na­wia więc: wyj­dzie za mąż pod warun­kiem, że narze­czo­ny zgo­dzi się pod­pi­sać kon­trakt mał­żeń­ski, któ­ry zabez­pie­czy ją przed losem porzu­co­nych żon. „Widzia­łam już cier­pie­nie zbyt wie­lu kobiet, żeby pozwo­lić na to, że spo­tka ono rów­nież mnie”18, dekla­ru­je osiem­na­sto­let­nia boha­ter­ka. Trud­no mi w tym miej­scu nie przy­znać, że bar­dziej niż głos zarad­nej i świa­do­mej spo­łecz­nie nasto­lat­ki sły­szę tu echa doświad­czeń samej autor­ki, praw­nicz­ki z wie­lo­let­nią prak­ty­ką.

Nie­ste­ty, mimo że Dial­lo z werwą pięt­nu­je prze­ja­wy patriar­chal­nej opre­sji, nad jed­ną z jej dra­stycz­niej­szych form spusz­cza zasło­nę mil­cze­nia. Przy oka­zji opi­su fulań­skich cere­mo­nii ślub­nych pada wzmian­ka o zwy­cza­ju obrze­za­nia dziew­czy­nek. Wzmian­ka, dodaj­my, nie­opa­trzo­na żad­nym kry­tycz­nym komen­ta­rzem, któ­rych autorka/narratorka19 nie szczę­dzi innym prak­ty­kom, takim jak poli­ga­mia czy przy­mu­so­we mał­żeń­stwa. Jestem wdzięcz­na tłu­macz­ce, Mar­cie Widy-Behies­se, za wpro­wa­dze­nie w tym miej­scu przy­pi­su i posłu­że­nie się w nim bar­dziej odpo­wied­nim okre­śle­niem tej dra­stycz­nej tra­dy­cji – oka­le­cze­nie żeń­skich narzą­dów płcio­wych (fema­le geni­tal mutilation/cutting, FGM/C). Brak odau­tor­skie­go komen­ta­rza na ten temat potwier­dza, jak sil­nie zako­rze­nio­na spo­łecz­nie była – i wciąż jest – ta prak­ty­ka. Jak poda­ją źró­dła, mimo ofi­cjal­ne­go zaka­zu (od 2000 roku) w Gwi­nei wciąż od 90 do 97% kobiet i dziew­cząt pod­da­wa­nych jest tego typu oka­le­cze­niom, co spra­wia, że kraj ten wyka­zu­je jeden z naj­wyż­szych wskaź­ni­ków FGM/C na świe­cie20.

Paradygmaty zmiany

Do reali­za­cji swo­je­go pro­jek­tu moder­ni­za­cyj­ne­go, któ­re­go jed­ną ze skła­do­wych jest książ­ka Musz­le wróż­biar­ki, Ais­sa­tou Forêt Dial­lo wyko­rzy­stu­je grun­tow­ną zna­jo­mość pra­wa. Jak sama mówi:

Na stu­diach zro­zu­mia­łam, że cała wła­dza i admi­ni­stra­cja wywo­dzą się z pra­wa i że to ono rzą­dzi świa­tem. […] Poję­łam, że pra­wo może być rów­nież narzę­dziem do pomo­cy naj­bar­dziej potrze­bu­ją­cym21.

Być może z tej per­spek­ty­wy łatwiej zro­zu­mieć chęć trak­to­wa­nia lite­ra­tu­ry jako medium pro­pa­gu­ją­ce­go świa­do­mość praw­ną oraz jako narzę­dzia zmia­ny kul­tu­ro­wej i men­tal­nej. War­to jed­nak ów pro­jekt zesta­wić z inny­mi kon­cep­cja­mi eman­cy­pa­cyj­ny­mi obec­ny­mi w dys­kur­sie afry­kań­skim. Jak bowiem piszą ghań­skie badacz­ki Cyre­le­ne Amo­ah-Boam­pong i Chri­sta­bel Agy­eiwaa, dziś Afry­ka wal­czy o rów­ność, uży­wa­jąc zachod­nich para­dyg­ma­tów22. Wie­le afry­kań­skich aka­de­mi­czek i akty­wi­stek zwra­ca uwa­gę na potrze­bę czer­pa­nia z przed­ko­lo­nial­nych kon­cep­cji płci i z dorob­ku ówcze­snych spo­łe­czeństw w kwe­stiach rela­cji mię­dzy kobie­ta­mi a męż­czy­zna­mi23.

Okładka książki Aissatou Forêt Diallo pod tytułem „Muszle wróżbiarki”.
Aissatou Forêt Diallo, „Muszle wróżbiarki”, tłum. Marta Widy-Behiesse, Gdańsk: Wydawnictwo w Podwórku, 2025.

W wie­lu przed­ko­lo­nial­nych spo­łecz­no­ściach afry­kań­skich płeć (gen­der) nie była bowiem naj­waż­niej­szą kate­go­rią wpły­wa­ją­cą na życie spo­łecz­ne. Czę­sto dużo waż­niej­sze oka­zy­wa­ły się wiek czy pokre­wień­stwo24. Kul­tu­ry te prze­wi­dy­wa­ły zatem dla kobiet cały wachlarz róż­no­rod­nych prak­tyk i ról spo­łecz­nych: od figur kró­lo­wych matek przez role kapła­nek, prze­wod­ni­czek obrzę­dów reli­gij­nych, rytu­ałów przej­ścia i wędró­wek (w paster­skich spo­łe­czeń­stwach wędrow­nych), aż po róż­ne for­my udzia­łu kobiet w życiu poli­tycz­nym. Nie­któ­re z tych spo­łe­czeństw prak­ty­ko­wa­ły dzie­dzi­cze­nie po linii kobie­cej, w innych powszech­ne były mał­żeń­stwa kobiet z inny­mi kobie­ta­mi. Nawet w kul­tu­rach bar­dziej patriar­chal­nych ze wzglę­du na trud­ne warun­ki życia rola kobiet wykra­cza­ła dale­ko poza sfe­rę domo­wą. Kobie­ty zaj­mo­wa­ły się rol­nic­twem, han­dlem, rze­mieśl­nic­twem, a tak­że dba­ły o gro­ma­dze­nie, ochro­nę i prze­ka­zy­wa­nie róż­no­ra­kich dóbr25.

Pomysł, że kobie­ta ma być przy­po­rząd­ko­wa­na do sfe­ry domo­wej, był odbi­ciem euro­pej­skich sto­sun­ków spo­łecz­nych. Kolo­nial­ne wła­dze przy­zna­ły więk­szą rolę męż­czy­znom, przy­kła­do­wo narzu­ci­ły sys­tem fiskal­ny, któ­ry prze­wi­dy­wał pobie­ra­nie podat­ków jedy­nie od męż­czyzn, co zmar­gi­na­li­zo­wa­ło pra­cę kobiet. Fakt, że dziś kobie­ty w Afry­ce nie cie­szą się wol­no­ścią w takim stop­niu, w jakim mogły to robić ich przod­ki­nie, w dużej mie­rze jest pokło­siem kolo­ni­za­cji. To euro­pej­ska domi­na­cja uczy­ni­ła ten­den­cje patriar­chal­ne – choć obec­ne rów­nież w wie­lu tra­dy­cyj­nych spo­łecz­no­ściach afry­kań­skich – bar­dziej bru­tal­ny­mi26. W rezul­ta­cie kobie­ty ura­so­wio­ne sta­ły się ofia­ra­mi podwój­nej – kolo­nial­nej i patriar­chal­nej – prze­mo­cy, o czym prze­ko­nu­ją­co pisze mię­dzy inny­mi Fra­nço­ise Ver­gès w książ­ce Femi­nizm deko­lo­nial­ny. Się­gnię­cie do lokal­nych histo­rycz­nych prak­tyk spo­łecz­no-kul­tu­ro­wych może być więc uży­tecz­nym punk­tem odnie­sie­nia w pro­ce­sie wypra­co­wy­wa­nia nowej gen­de­ro­wej kom­ple­men­tar­no­ści.

W Musz­lach wróż­biar­ki wspo­mnia­na jest prak­ty­ka krę­gów kobiet. Te nie­for­mal­ne sto­wa­rzy­sze­nia, utrzy­my­wa­ne z dobro­wol­nych skła­dek, w razie potrze­by mogą zaofe­ro­wać pomoc mate­rial­ną potrze­bu­ją­cej człon­ki­ni27. Gru­py te nie tyl­ko są prze­strze­nia­mi soli­dar­no­ści eko­no­micz­nej, lecz tak­że ofe­ru­ją wspar­cie rytu­al­no-spo­łecz­ne (Dial­lo opi­su­je cere­mo­nię zakoń­cze­nia żało­by po mężu jed­nej z człon­kiń krę­gu), odda­jąc tym samym pod­mio­to­wość ich uczest­nicz­kom. Oczy­wi­ście trud­no powie­dzieć, jaką gene­zę ma wspo­mnia­ny w Musz­lach… kon­kret­ny typ krę­gów, jed­nak sama jego obec­ność w książ­ce suge­ru­je, że oprócz dro­gi for­mal­no-praw­nej ist­nie­ją też inne, oddol­ne spo­so­by eman­cy­pa­cji afry­kań­skich kobiet. Mogą one przy tym czer­pać nie tyl­ko z zachod­nie­go, lecz tak­że z lokal­ne­go kon­tek­stu rodzin­ne­go i kul­tu­ro­we­go. Eman­cy­pa­cja kobiet z Afry­ki – i sze­rzej, z Glo­bal­ne­go Połu­dnia – nie musi więc (a może nie powin­na) ozna­czać zerwa­nia z kul­tu­rą czy reli­gią.

Gdzie ci mężczyźni

Rów­no­upraw­nie­niu w dużej mie­rze mogą się przy­słu­żyć męż­czyź­ni – o ile sta­ną się sojusz­ni­ka­mi kobiet. Choć w książ­ce Dial­lo są oni – łącz­nie z wybran­kiem głów­nej boha­ter­ki – posta­cia­mi dru­go­pla­no­wy­mi, uważ­na lek­tu­ra pozwa­la wyod­ręb­nić róż­ne mode­le męskich postaw wobec kobie­cej pod­mio­to­wo­ści: od zin­ter­na­li­zo­wa­ne­go patriar­cha­tu po bar­dziej pro­gre­syw­ne podej­ście.

Mimo że nie ma tu moc­nych patriar­chal­nych figur, takich jak choć­by nie­sław­ny „Dok­ter” z powie­ści Anan­dy Devi Zie­lo­ne sari, struk­tu­ral­na obec­ność patriar­cha­tu uwi­dacz­nia się na przy­kład w sce­nie dys­ku­sji poli­tycz­nej mię­dzy rodzeń­stwem. Gdy głów­na boha­ter­ka wygła­sza zda­nie odmien­ne od opi­nii bra­ta, ten, roz­złosz­czo­ny, ude­rza dziew­czy­nę w twarz. Trud­na w odbio­rze – zwłasz­cza dla zachod­niej czy­tel­nicz­ki – sce­na, w któ­rej akt prze­mo­cy nie spo­ty­ka się z jed­no­znacz­nym potę­pie­niem (mat­ka kry­ty­ku­je swo­je­go syna jedy­nie za „wymą­drza­nie się”, a sama Fatim wyra­ża oba­wę, że nowy porzą­dek libe­ral­ny skłó­ci ją z bra­tem), ujaw­nia nor­ma­li­za­cję patriar­chal­nej wła­dzy. Choć w pierw­szym odru­chu chcę krzy­czeć, że to nie nowy libe­ral­ny porzą­dek wła­śnie spo­licz­ko­wał swo­ją sio­strę, przyj­mu­ję jesz­cze jed­ną, być może smut­niej­szą praw­dę: patriar­chat to ele­ment trwa­le wpi­sa­ny w struk­tu­rę por­tre­to­wa­ne­go świa­ta, prze­zro­czy­ste, neu­tral­ne tło codzien­nych inte­rak­cji. Przy­cho­dzi mi do gło­wy jesz­cze jed­na, choć ryzy­kow­na, teza: być może jest to jed­no z tych miejsc, w któ­rych tekst obna­ża się jako nie­świa­do­mie utrwa­la­ją­cy zin­ter­na­li­zo­wa­ną patriar­chal­ną dyna­mi­kę. To moż­li­wy trop inter­pre­ta­cyj­ny.

Poza przy­wo­ła­ną bru­tal­ną sce­ną obec­ność patriar­cha­tu jest zazna­czo­na w opo­wie­ści dość umow­nie. Ojco­wie i wujo­wie są tu led­wie wyod­ręb­nie­ni z tła, przez co pozba­wie­ni spraw­czo­ści i mocy. Ojciec głów­nej boha­ter­ki to pogrą­żo­na w depre­sji i mara­zmie ofia­ra neo­li­be­ral­nych reform spo­łecz­nych. Stryj co praw­da mógł­by repre­zen­to­wać star­sze, przy­wią­za­ne do tra­dy­cji poko­le­nie męż­czyzn, nie­ste­ty autor­ka nie pozwa­la mu się roz­wi­nąć jako posta­ci. Przed­sta­wi­cie­lem bar­dziej otwar­tej na zmia­ny, młod­szej gene­ra­cji męż­czyzn jest z kolei narze­czo­ny Fatim, któ­ry prze­ja­wia – przy­naj­mniej dekla­ra­tyw­nie – posta­wę femi­ni­stycz­ną. Mówi: „Jestem za rów­no­upraw­nie­niem płci i uwa­żam, że kobie­ty mają pra­wo samo­dziel­nie for­mu­ło­wać wła­sne opi­nie”28. Rów­no­upraw­nie­nie – suge­ru­je, jak się wyda­je, Dial­lo – nie jest moż­li­we w izo­la­cji. Eman­cy­pa­cja zakła­da zmia­nę całe­go porząd­ku rela­cyj­ne­go, wyma­ga więc zaan­ga­żo­wa­nia męż­czyzn w pro­ces rede­fi­ni­cji wła­dzy, norm i hie­rar­chii płcio­wych.

Wszystko jest polityczne

Tło powie­ści, obok pro­ble­mu eman­cy­pa­cji kobiet, sta­no­wią rów­nież racz­ku­ją­ca gwi­nej­ska demo­kra­cja i two­rze­nie się par­tii poli­tycz­nych. Akcja książ­ki roz­gry­wa się bowiem w 1992 roku, a więc w okre­sie, kie­dy wresz­cie – po latach dyk­ta­tu­ry Ahme­da Sékou Touré – powsta­je sys­tem wie­lo­par­tyj­ny (krót­kie posło­wie autor­stwa tłu­macz­ki pozwa­la zapo­znać się z pod­sta­wa­mi gwi­nej­skiej histo­rii poli­tycz­nej). Po oko­li­cy krą­żą więc przed­sta­wi­cie­le róż­nych komi­te­tów par­tyj­nych, ofe­ru­jąc łapów­ki rów­nie czę­sto jak wyim­ki ze swo­ich pro­gra­mów. Sce­na pró­by prze­ku­pie­nia bez­ro­bot­ne­go ojca boha­ter­ki przez jed­ne­go z lokal­nych dzia­ła­czy sta­je się oka­zją do poja­wie­nia się w tek­ście poli­tycz­ne­go mani­fe­stu. Męż­czy­zna z zacię­to­ścią dekla­ru­je: „Czło­wiek przy­zwo­ity nie korum­pu­je i nie daje się korum­po­wać. To naj­waż­niej­sza cecha, jeśli chce się zarzą­dzać ludź­mi i publicz­ną wła­sno­ścią”29.

Dial­lo wyko­rzy­stu­je Musz­le… do naszki­co­wa­nia swo­jej wizji roz­wo­ju kra­ju, któ­ra zakła­da wyko­rzy­sta­nie jego zaso­bów natu­ral­nych, spo­łecz­ną par­ty­cy­pa­cję, moder­ni­za­cję i kom­pu­te­ry­za­cję oraz inte­gra­cję dia­spo­ry z gwi­nej­skim spo­łe­czeń­stwem. Autor­ka kry­ty­ku­je przy tym dzia­łal­ność mię­dzy­na­ro­do­wych insty­tu­cji finan­so­wych w kra­ju i neo­li­be­ral­ne roz­wią­za­nia gospo­dar­cze.

Pro­ble­ma­ty­ka poli­tycz­na spla­ta się w powie­ści z kwe­stią podzia­łów spo­łecz­nych i uprze­dzeń etnicz­nych – oprócz prze­mo­cy wobec kobiet jest to rów­nie trwa­łe dzie­dzic­two kolo­nia­li­zmu. Ryzy­ko wyko­rzy­sty­wa­nia róż­no­rod­no­ści etnicz­nej w celach poli­tycz­nych zosta­ło uka­za­ne w dia­lo­gu mię­dzy Fatim a jej bra­tem (to ta sama roz­mo­wa, któ­ra koń­czy się wybu­chem prze­mo­cy ze stro­ny chło­pa­ka). „Jeśli wybie­rasz kan­dy­da­ta na pod­sta­wie jego pro­gra­mu, pozba­wiasz się szan­sy, by póź­niej czer­pać zyski ze wspól­nej z nim przy­na­leż­no­ści etnicz­nej bądź oso­bi­stej zna­jo­mo­ści”30 – wygła­sza mło­dzie­niec. W fina­le książ­ki, w kon­tek­ście wybo­rów, poja­wia się wid­mo pro­wo­ko­wa­nych przez gru­py eks­tre­mi­stycz­ne zamie­szek na tle etnicz­nym. Zosta­je ono jed­nak odda­lo­ne dzię­ki „ludz­kiej przy­zwo­ito­ści” („W naszym kra­ju […] pod­sy­ca­nie podzia­łów etnicz­nych niko­mu się nie opła­ci”)31. Nie­mniej jest to raczej prze­jaw myśle­nia życze­nio­we­go niż obraz odzwier­cie­dla­ją­cy stan fak­tycz­ny: w rze­czy­wi­sto­ści ze wzglę­du na napię­tą sytu­ację obser­wa­to­rzy mię­dzy­na­ro­do­wi uzna­li gwi­nej­skie wybo­ry z 1993 roku za wadli­we, a pod­czas ich trwa­nia nie zdo­ła­no unik­nąć prze­mo­cy (tak zresz­tą było pod­czas każ­dych kolej­nych wybo­rów). Napię­cia na tle poli­tycz­nym i etnicz­nym trwa­ją w kra­ju do dziś, a star­cia mię­dzy człon­ka­mi róż­nych grup są na porząd­ku dzien­nym32. Choć więc autor­ka poda­je w wąt­pli­wość zasad­ność ist­nie­nia podzia­łów ple­mien­nych w spo­łe­czeń­stwie o wyso­kim stop­niu wymie­sza­nia etnicz­ne­go, nie­ste­ty wciąż są one fak­tem.

W przy­ta­cza­nym już wywia­dzie Dial­lo zwra­ca uwa­gę na pro­blem mał­żeństw wie­lo­et­nicz­nych. „W Gwi­nei ślu­by mię­dzyw­spól­no­to­we są bar­dzo skom­pli­ko­wa­ne, gdyż wią­żą się ze zróż­ni­co­wa­ny­mi zwy­cza­ja­mi. Kosz­tow­ne wese­la i zawi­łe pro­ce­du­ry admi­ni­stra­cyj­ne spra­wia­ją, że mło­dzież czę­sto odra­cza decy­zję o mał­żeń­stwie”33. Nie poma­ga­ją tu na pew­no uprze­dze­nia etnicz­ne. „Jeśli oddasz go takiej dziew­czy­nie [z ple­mie­nia Fula­nów – M.K.], zawład­nie nim bez resz­ty, sta­nie się jej wła­sno­ścią” – wygła­sza jed­na z cio­tek przy­szłe­go pana mło­de­go34. W tym kon­tek­ście Musz­le wróż­biar­ki jawią się jako doraź­na odpo­wiedź na ów pro­blem spo­łecz­ny, swe­go rodza­ju manu­al zawie­ra­nia mał­żeństw mię­dzy­et­nicz­nych. Fatim i Salif są tu pro­to­ty­pa­mi nowo­cze­snych mał­żon­ków, któ­rzy bar­dziej niż na tra­dy­cję sta­wia­ją na praw­ne ure­gu­lo­wa­nie związ­ku. Choć począt­ko­wo chło­pak opie­ra się pod­pi­sa­niu mał­żeń­skie­go kon­trak­tu, osta­tecz­nie się na to decy­du­je. „Już nie­dłu­go te tra­dy­cyj­ne zwy­cza­je zosta­ną zastą­pio­ne umo­wa­mi przed­mał­żeń­ski­mi. My z Sali­fem damy temu począ­tek, a inni pój­dą naszym śla­dem”35 – opty­mi­stycz­nie dekla­ru­je boha­ter­ka.

Biała Europejka patrzy na Gwineę

Jak już pisa­łam, w sen­sie lite­rac­kim – i gatun­ko­wym – Musz­le wróż­biar­ki są pro­jek­tem nie­uda­nym. Jako romans nie wzbu­dza­ją emo­cji, zawo­dzą jako powieść spo­łecz­no-oby­cza­jo­wa. Czy w takim razie da się jakoś obro­nić tę książ­kę? Osta­tecz­nie dobry tekst to prze­cież taki, któ­ry speł­nia swo­je funk­cje. W przy­pad­ku lite­ra­tu­ry tendencyjnej/dydaktycznej, któ­rą jest książ­ka Dial­lo, o speł­nie­niu funk­cji może­my chy­ba mówić, o ile wyka­że­my, że publi­ka­cja mia­ła wpływ na życie spo­łecz­ne. Jak to jed­nak spraw­dzić? I kie­dy moż­na odtrą­bić tego typu suk­ces? To pyta­nie raczej do socjo­lo­gów lite­ra­tu­ry, a i oni oprócz wypra­co­wa­nych narzę­dzi potrze­bo­wa­li­by przede wszyst­kim odpo­wied­nie­go dystan­su cza­so­we­go, by móc orzec o suk­ce­sie (lub poraż­ce) tego typu tek­stu. Sama mogę się jedy­nie ogra­ni­czyć do wyszu­ka­nia reak­cji, zwłasz­cza lokal­nych, na książ­kę Dial­lo – nie­ste­ty nie znaj­du­ję ich zbyt wie­le. Autor­ka dekla­ru­je jed­nak, że pra­cu­je nad kolej­ną czę­ścią powie­ści, aby poka­zać, jak przez dwie deka­dy zmie­ni­ły się oby­cza­je. Pozo­sta­je więc mieć nadzie­ję, że Musz­le… w jakimś stop­niu przy­czy­ni­ły się do tej zmia­ny.

Mimo że funk­cja peda­go­gicz­na tej książ­ki wyklu­cza mnie spo­śród gro­na jej prze­wi­dy­wa­nych odbior­ców (to przede wszyst­kim mło­dzi Gwi­nej­czy­cy mają być czy­tel­ni­ka­mi powie­ści), spró­bu­ję dać szan­sę temu tek­sto­wi. Myślę, że to, co nie dzia­ła w nim na pozio­mie nar­ra­cyj­nym i gatun­ko­wym (jak wspo­mnia­ne już przed­sta­wia­nie kon­flik­tów), moż­na uznać za wyraz świa­do­mej stra­te­gii nar­ra­cyj­nej. Być może autor­ka celo­wo poka­zu­je nie­co wyide­ali­zo­wa­ne spo­łe­czeń­stwo, odra­bia­ją­ce lek­cje z eman­cy­pa­cji, jak­by wska­zy­wa­ła dro­go­wskaz, mówiąc: do tego powin­ni­śmy dążyć. Choć to uprosz­czo­na i miej­sca­mi naiw­na wizja, chcę ją widzieć jako lite­rac­kie ćwi­cze­nie z przy­szło­ści. I cho­ciaż może­my się w tym miej­scu zży­mać na autor­kę, ponie­waż dostrze­ga ona tyl­ko jed­ną – uty­li­tar­ną – rolę sztu­ki i instru­men­ta­li­zu­je lite­ra­tu­rę, to prze­cież wie­my, że ta ostat­nia bywa narzę­dziem reak­cji, opo­ru i inter­wen­cji, a tak­że pro­jek­to­wa­nia pożą­da­ne­go kształ­tu rze­czy­wi­sto­ści.

W tym miej­scu przy­znam się do pew­nych wąt­pli­wo­ści. Pod­czas kry­tycz­nej lek­tu­ry Musz­li…, kie­dy z każ­dą kolej­ną stro­ną byłam coraz bar­dziej roz­cza­ro­wa­na, jed­no­cze­śnie zada­wa­łam sobie pyta­nie: kim jestem – ja, bia­ła, uprzy­wi­le­jo­wa­na Euro­pej­ka – aby oce­niać książ­kę, któ­ra mówi o rze­czy­wi­sto­ści zupeł­nie mi obcej? O świe­cie, któ­re­go – mimo że na potrze­by tego tek­stu sta­ra­łam się dowie­dzieć wię­cej o sytu­acji kobiet w Gwi­nei – nie jestem sobie w sta­nie wyobra­zić. Czy zży­ma­jąc się na nad­mier­ną peda­go­gicz­ność książ­ki, cze­goś nie prze­ga­piam? Bo choć widzę, że autor­ka instru­men­ta­li­zu­je lite­ra­tu­rę, osta­tecz­nie czy­ni to w słusz­nej spra­wie. A sama sto­ję prze­cież na sta­no­wi­sku, że demo­na patriar­cha­tu nale­ży wypę­dzać wszyst­kim, co mamy pod ręką: wie­sza­kiem, patel­nią, a nawet powie­ścią o wąt­pli­wych walo­rach arty­stycz­nych.

Od razu jed­nak dostrze­gam, jak bli­sko jestem wpad­nię­cia w pułap­kę pater­na­li­zo­wa­nia twór­czy­ni i jej kul­tu­ry. Jeże­li tekst lite­rac­ko nie dzia­ła, to po pro­stu nie dzia­ła – nie­za­leż­nie od tego, jak szla­chet­ne idee repre­zen­tu­je i pod któ­rą sze­ro­ko­ścią geo­gra­ficz­ną powstał. Tego rodza­ju pary­tet (sko­ro książ­ka pro­mu­je femi­nizm w kra­ju Glo­bal­ne­go Połu­dnia, to nale­ży na nią przy­chyl­niej patrzeć) był­by wyra­zem pew­nej hie­rar­chi­zu­ją­cej pobłaż­li­wo­ści. Zwłasz­cza jeśli wziąć pod uwa­gę wie­lość uda­nych, nie­kie­dy genial­nych ksią­żek napi­sa­nych przez auto­rów z kra­jów Glo­bal­ne­go Połu­dnia i poświę­co­nych kwe­stiom nie­rów­no­ści, zła i prze­mo­cy. Powie­ści przy­wo­ły­wa­nej (i rów­nież publi­ko­wa­nej przez Wydaw­nic­two w Podwór­ku) Anan­dy Devi niech będą jed­nym z przy­kła­dów tego typu lite­ra­tu­ry.

Wydawać Południe

Osta­tecz­nie pozo­sta­je nam pyta­nie o poli­ty­ki wydaw­ni­cze. Wobec wspo­mnia­nych wyżej poważ­nych wąt­pli­wo­ści co do autor­stwa ksią­żek Cama­ry Laye’a moż­na powie­dzieć, że Musz­le wróż­biar­ki są pierw­szą gwi­nej­ską publi­ka­cją na pol­skim ryn­ku. A sko­ro to nie my, Euro­pej­czy­cy, jeste­śmy doce­lo­wy­mi odbior­ca­mi tego tek­stu, poja­wia się pyta­nie, dla­cze­go Wydaw­nic­two w Podwór­ku zde­cy­do­wa­ło się na przed­sta­wie­nie nam aku­rat tej powie­ści36. Dość nie­for­tun­ny debiut Gwi­nei na pol­skim ryn­ku wydaw­ni­czym może prze­cież poło­żyć się cie­niem na recep­cji lite­ra­tu­ry kra­ju, z któ­re­go pocho­dzą tacy twór­cy, jak nagra­dza­ny Tier­no Monénem­bo czy poet­ka i powie­ścio­pi­sar­ka Kouman­thio Zeinab Dial­lo. Tym­cza­sem tutaj lite­rac­ka Gwi­nea pre­zen­tu­je się nam w wer­sji dydak­tycz­nej, uprosz­czo­nej, użyt­ko­wej, co może jedy­nie utrwa­lić obraz jej lite­ra­tu­ry jako wtór­nej, publi­cy­stycz­nej i słab­szej este­tycz­nie.

Nie chcę przy tym powie­dzieć, że wydaw­cy mają obo­wią­zek przed­sta­wiać nam tyl­ko wyso­ko­ar­ty­stycz­ne (czy­li jakie?) dzie­ła twór­ców pocho­dzą­cych z Glo­bal­ne­go Połu­dnia. Miłą odmia­nę od nie­zli­czo­nych prze­cięt­nych ksią­żek tłu­ma­czo­nych co roku z języ­ka angiel­skie­go na pol­ski sta­no­wi­ły­by choć­by porząd­na kolum­bij­ska nar­ko­po­wieść czy dobrze skro­jo­ny kenij­ski kry­mi­nał. Ponad­to wyma­ga­nie od auto­rów, któ­rzy piszą w języ­kach o mniej­szej licz­bie użyt­kow­ni­ków lub pocho­dzą spo­za zachod­nie­go krę­gu kul­tu­ro­we­go, publi­ko­wa­nia wyłącz­nie wybit­nych ksią­żek znów było­by pew­ną for­mą dys­kry­mi­na­cji. Twór­cy z Glo­bal­ne­go Połu­dnia – tak jak z Glo­bal­nej Pół­no­cy – mają pra­wo do pisa­nia ksią­żek nie­uda­nych, prze­cięt­nych, złych.

Pozo­sta­je mi więc tyl­ko mieć nadzie­ję, że za jakiś czas do prze­cięt­nej gwi­nej­skiej powie­ści na pol­skim ryn­ku wydaw­ni­czym dołą­czy inna – tym razem w peł­ni uda­na pod wzglę­dem arty­stycz­nym. Wydaw­nic­two w Podwór­ku wie­lo­krot­nie prze­cież poka­za­ło nam, że potra­fi wyszu­ki­wać ory­gi­nal­ne gło­sy. Gdy­bym jed­nak mia­ła zacho­wać dla sie­bie coś ze spo­tka­nia z tym tek­stem, była­by to opty­mi­stycz­na wia­ra jego autor­ki w moc sło­wa i lite­ra­tu­ry. Kie­dy piszesz – mówi Dial­lo – masz wła­dzę, jesteś jak pre­zy­dent świa­ta. Książ­ki rzą­dzą świa­tem. Chrze­ści­ja­nie mają Biblię, muzuł­ma­nie Koran. Poli­ty­cy też nicze­go nie wymy­śla­ją. Kopiu­ją to, co jest w książ­kach. Dla­te­go jeśli mło­dzi ludzie chcą dzia­łać na rzecz swo­je­go kra­ju, coś stwo­rzyć, muszą pisać. Powie­ści, pro­gra­my poli­tycz­ne, książ­ki eko­no­micz­ne. A kto nie jest gotów pisać – niech czy­ta37.

To wia­ra, któ­rą popie­ram i któ­rą bar­dzo chcę podzie­lać.

 

1 Wspo­mnia­ny twór­ca to Cama­ra Laye. W 1973 roku w serii „Naoko­ło Świa­ta” wydaw­nic­twa Iskry uka­za­ła się sygno­wa­na jego nazwi­skiem powieść Czar­ny chło­piec, a w 1987 roku – w tym samym wydaw­nic­twie – dru­ga książ­ka, Spoj­rze­nie kró­la. Pierw­sze podej­rze­nia, że Laye nie jest auto­rem dru­giej z wymie­nio­nych powie­ści, poja­wi­ły się tuż po jej publi­ka­cji (utwór był rady­kal­nie odmien­ny i lite­rac­ko znacz­nie doj­rzal­szy od prze­cięt­ne­go debiu­tu). Trze­ba było jed­nak ponad pięć­dzie­się­ciu lat, by wyka­zać, że Czar­ny chło­piec powstał jako rezul­tat współ­pra­cy Laye’a z… rzą­dem Fran­cji, a Spoj­rze­nie kró­la zosta­ło w cało­ści napi­sa­ne przez fran­cu­skie­go gho­stw­ri­te­ra. Fascy­nu­ją­ce śledz­two lite­rac­kie na ten temat prze­pro­wa­dza Ade­le King. Zob. A. King, Rere­ading Cama­ra Laye, Lin­coln: Uni­ver­si­ty of Nebra­ska Press, 2002.

2 A. Forêt Dial­lo, Musz­le wróż­biar­ki, tłum. i oprac. M. Widy-Behies­se, Gdańsk: Wydaw­nic­two w Podwór­ku 2025, s. 79.

3 Tam­że, s. 79–80.

4 Tam­że, s. 74.

5 Tam­że, s. 125.

6 Gen­der Ine­qu­ali­ty Index (GII), onli­ne: https://hdr.undp.org/data-center/thematic-composite-indices/gender-inequality-index#/indicies/GII [dostęp: 5.04.2026].

7 Guinea [w:] Child Mar­ria­ge Atlas, onli­ne: https://www.girlsnotbrides.org/learning-resources/child-marriage-atlas/atlas/guinea/ [dostęp: 5.04.2026].

8 OFPRA, Guinée. Per­cep­tion socia­le des fem­mes, fréqu­en­ce des mau­va­is tra­ite­ments liés au gen­re et atti­tu­de des auto­ri­tés, 13.05, 2024, s. 5, onli­ne: https://www.ofpra.gouv.fr/libraries/pdf.js/web/viewer.html?file=/sites/default/files/ofpra_flora/2405_gin_situation_des_femmes_162497_web.pdf [dostęp: 5.04.2026]; M.D. Bal­de, R. Dial­lo, A.O. Toure i in., Per­cep­tion of Women on Gen­der-Based Vio­len­ce in Guinea. A Quali­ta­ti­ve Stu­dy, „Inter­na­tio­nal Jour­nal of Women’s Health and Wel­l­ness” 2022, vol. 8, iss. 1, onli­ne: https://clinmedjournals.org/articles/ijwhw/international-journal-of-womens-health-and-wellness-ijwhw‑8–136.pdf [dostęp: 5.04.2026].

9 War­to zazna­czyć, że nie zawsze prak­ty­ka ta była uzna­wa­na za nagan­ną czy opre­syj­ną. Zarów­no poli­gy­nia, jak i polian­dria przez wie­ki funk­cjo­no­wa­ły jako adap­ta­cja do trud­nych warun­ków śro­do­wi­sko­wych i spo­łecz­nych. Wie­le afry­kań­skich bada­czek, pisa­rek i akty­wi­stek zwra­ca jed­nak uwa­gę, że współ­cze­sne miej­skie życie wyma­ga inne­go podej­ścia do kwe­stii płci i rodzi­ny. Wie­lo­żeń­stwo jest szcze­gól­nie nie­bez­piecz­ne, gdy z jego powo­du kobie­ty pozo­sta­ją bez środ­ków do życia. Jed­ną z naj­bar­dziej dobit­nych kry­tyk poli­ga­mii przed­sta­wi­ła sene­gal­ska pisar­ka Maria­ma Bâ w swo­jej powie­ści Une si lon­gue let­tre (1979).

10 OFPRA…, s. 4.

11 Le grand entre­tien avec Ais­sa­tou Forêt Dial­lo, onli­ne: https://www.youtube.com/watch?v=HQA-_zbs4b4&t=99s [dostęp: 5.04.2026].

12 Tam­że.

13 A. Forêt Dial­lo, Musz­le…, s. 123.

14 Tam­że, s. 95.

15 Zwy­czaj poślu­bia­nia wdo­wy przez bra­ta (albo nie­kie­dy spad­ko­bier­cę) jej zmar­łe­go męża.

16 A. Forêt Dial­lo, Musz­le…, s. 98.

17 Tam­że, s. 99.

18 Tam­że, s. 101.

19 W przy­pad­ku powie­ści ten­den­cyj­nej bar­dziej uspra­wie­dli­wio­ne wyda­je się stwier­dze­nie, że narrator/bohater funk­cjo­nu­je w dużej mie­rze jako nośnik autor­skich idei.

20 Zob. A. Forêt Dial­lo, Musz­le…, s. 81–82.

21 Le grand entre­tien…, onli­ne: https://www.youtube.com/watch?v=HQA-_zbs4b4&t=99s [dostęp: 5.04.2026].

22 Zob. C. Amo­ah-Boam­pong, Ch. Agy­eiwaa, Women in Pre-colo­nial Afri­ca. West Afri­ca [w:] The Pal­gra­ve Hand­bo­ok of Afri­can Women’s Stu­dies, ed. O. Yacob-Hali­so, T. Falo­la, Cham: Pal­gra­ve Mac­mil­lan, 2021, s. 1100–1111.

23 Tam­że, s. 1109.

24 Waż­ną pra­cą na ten temat jest mię­dzy inny­mi książ­ka The Inven­tion of Women. Making an Afri­can Sen­se of Western Gen­der Disco­ur­ses (1997) nige­ryj­skiej badacz­ki Oyèrón­kẹ́ Oyěwùmí.

25 C. Amo­ah-Boam­pong, Ch. Agy­eiwaa, Women in Pre-colo­nial Afri­ca…, s. 1101–1104.

26 Zob. tak­że M. Elna­iem, The “Deviant” Afri­can Gen­ders That Colo­nia­lism Con­dem­ned, onli­ne: https://daily.jstor.org/the-deviant-african-genders-that-colonialism-condemned/ [dostęp: 5.04.2026].

27 A. Forêt Dial­lo, Musz­le…, s. 90.

28 Tam­że, s. 56.

29 Tam­że, s. 34.

30 Tam­że, s. 14.

31 Tam­że, s. 121.

32 Przy­kła­do­wo w wyni­ku walk mię­dzy gru­pa­mi etnicz­ny­mi Fula i Malin­ke w 2013 roku zgi­nę­ło dzie­więć­dzie­siąt osiem osób. Do ostat­nich więk­szych starć doszło w 2024 roku mię­dzy gru­pa­mi Mania i Tomas.

33 Le grand entre­tien…, onli­ne: https://www.youtube.com/watch?v=HQA-_zbs4b4&t=99s [dostęp: 5.04.2026].

34 A. Forêt Dial­lo, Musz­le…, s. 47.

35 Tam­że, s. 123.

36 Oczy­wi­ście istot­ną rolę mogą tu odgry­wać czyn­ni­ki poza­tek­sto­we, takie jak choć­by wyso­kość zali­czek.

37 Le grand entre­tien…, onli­ne: https://www.youtube.com/watch?v=HQA-_zbs4b4&t=99s [dostęp: 5.04.2026].

Monika Kucab

– redaktorka, korektorka, menedżerka projektów wydawniczych.

więcej →

Fallback Avatar

– gwinejska prawniczka i pisarka.

więcej →