Znany głównie z wydawania książek dla dzieci, Przemysław Wechterowicz mocno zaznacza swoją pozycję również na scenie poetyckiej. Na jego dotychczasowy dorobek składa się sześć książek wydanych pod pseudonimem Żaneta Gorzka i trzy tomy opublikowane pod własnym nazwiskiem. Ostatnim z nich jest Yachaypucllaypacha, która ukazała się nakładem dość niszowego, nawet jak na warunki „poebańki”, wydawnictwa Afront.
Odejście autora od pseudonimu Żaneta Gorzka łączy się ze zmianą dykcji. Znikają wiersze będące „projektem, czerpiącym z groteskowego humoru, kampu i doskonałej stylizacji”1. W Yachaypucllaypacha pojawiają się za to melancholijno-refleksyjne reportaże z teraźniejszości i przeszłości – bliskie choćby ostatnim tomom Dominika Bielickiego czy Mariusza Grzebalskiego. Inaczej niż w twórczości autora Wielkiego ping-ponga, obrazy Wechterowicza nie sugerują ewolucji ani podmiotu utworów, ani jego otoczenia. Nie są też – jak teksty Grzebalskiego – przejawem poszukiwania „utraconej rzeczywistości, rekonstruowania jej z fragmentu lub migawki”2. Istotniejsza dla poety wydaje się dekonstrukcja mikrospołeczności. Dwie (pierwsza i ostatnia) z trzech części, na które podzielony jest najnowszy tom Wechterowicza, ukazują – z lekkiego oddalenia – ogląd bohatera książki („lubi ciszę i wymarłe języki”)3. Część środkowa, zatytułowana repetitio est mater studiorum, to z kolei prowadzone z pierwszoosobowej perspektywy studium przypadku ojca. Tematycznie tom nawiązuje raczej do wcześniejszego dzieła Wechterowicza (Wnętrze mężczyzny jest wspaniałe). O publikacji tej Ewelina Adamik pisze: „Mężczyzna, analogicznie do kotki obserwującej świat zza okna, konstruuje swoją podmiotowość na zasadzie porównania z niedostępnymi mu wzorcami”4 – łącząc tym samym Wnętrze… z myślą Sigmunda Freuda i Jacques’a Lacana.
Bohater najnowszej książki autora tomu Miłość to cyngiel języka, który nie zawodzi, ukazuje się czytelnikowi z dwóch perspektyw. Obie osie narracyjne łączą się w momentach trudnych, takich jak opowieści o kochanku matki w wierszu Patrzył na matkę z miłością, gotowy przysiąc, że ją kocha („nowy facet matki to zawodowy dżokej”)5 i w utworze Ojciec wspinający się na szczyty uniwersalności trawersami oryginalności miał rację: nowy facet matki wyglądał obłędnie: mrużył oczy, co jeszcze potęgowało wrażenie jego samczej dzikości. Połączenie to uwidacznia się także w zdaniu, które ukazuje kruchość pojedynczego istnienia, sformułowanym przez pierwszoosobowy podmiot i powtórzonym (po nieznacznej modyfikacji) przez trzecioosobowego narratora: „całe moje dorosłe życie trwało ledwie jeden wieczór”6; „całe / jego dorosłe życie będzie trwać zaledwie jedno popołudnie”7. Niewielkie przesunięcie w czasie, od południa do wieczora, z jednej strony wydłuża moment istnienia podmiotu, z drugiej – pokazuje zakrzywioną optykę, podobnie do zjawiska paralaksy. Wechterowicz nie daje nam bowiem prostej odpowiedzi; figura ojca zlewa się momentami z figurą syna, a być może potomek w ogóle nie jest bohaterem tych wierszy. W takim ujęciu wcielałby się on jedynie w rolę narratora utworów, opowiadając o życiu ojca poza sytuacją rodzinną, począwszy od jego domu, gdzie „[…] kręcą się dwa przesłodkie / yorkshire terriery”8, skończywszy na „rzecz[y], której się nie rozumie, ani nie może wyjaśnić”9. Stanowi to wprowadzenie do opowieści o familijnych relacjach podmiotu.
„Więzy między chłopcem a mężczyzną, połączone skurczami / i rozkurczami pamięci, nieuchronnie ulegają zużyciu”10, nieustannie oddalają się od siebie, stając się powoli dwoma bytami operującymi na osobnych płaszczyznach, na których nie występują punkty wspólne. Ostatecznie – podobnie jak w wierszu Ojciec Grzebalskiego czy w Co robi Marks na pana tiszercie? z tomu Pawilony Bielickiego – zanika tu jakakolwiek możliwość komunikacji na linii ojciec–syn („To nie było w jego stylu – / wybiec z łóżka bez pocałunku, czy choćby przywitania”)11. Odnosi się to zresztą do wszelkich relacji w rodzinnym mikrokosmosie, co zaburza kształtowanie się chłopięcego podmiotu, starającego się nie powielać błędów swoich rodziców („A pode / mną moi martwi rodzice”)12. Do błędów owych możemy zaliczyć wspomniane już zdrady matki, alkoholizm („dobrze, że mamy piwo”, „jak co dzień przed pracą wypije swój przydział”)13 i uzależnienie od hazardu („ojciec […] znacznie mocniej kochał Grubą Bertę – lokalnego choć legendarnego jednorękiego bandytę”)14. Tak jakby podmiotowi zbrzydło zapętlanie negatywnych zachowań przez jego opiekunów, w myśl wspomnianej już zasady repetitio est mater studiorum. Tak jakby chciał on podążyć nową ścieżką.
Outro tomu Wechterowicza, zatytułowane Ułożę sobie na kolanach pierwszego eukarionta i będę go głaskał pod włos, jeżeli go ma, przynosi swoiste wytłumaczenie zachowań „stwórców” podmiotu: „Tatuś to Anty-Blake Carrington, mamusia to chwytliwy / bug”15. Wprowadzone do utworu zdrobnienia, jednocześnie prześmiewcze i naznaczone pewnym sentymentem, stanowią swego rodzaju esencję wcześniejszych utworów, w których rozważane są działania ojca i matki. Serial Dynastia, którego głównym bohaterem jest wspomniany Carrington, opowiada o bogatej rodzinie walczącej o majątek i wpływy. Blake, głowa familii, żeni się z pochodzącą z nizin społecznych Krystle, ma jednak potomków z wcześniejszych małżeństw. Tymczasem ojcu z Yachaypucllaypacha nigdy nie udało się osiągnąć takiego statusu; pozostał on życiowym „przegrywem”, prawdopodobnie rozstał się z żoną (mimo niesłabnącego uczucia do niej, co sugeruje tytuł wiersza Patrzył na matkę z miłością, gotowy przysiąc przed ławą przysięgłych, że ją kocha). Na jego nieszczęście (i nieszczęście podmiotu) małżonka ostatecznie okazała się „błędem”. Choć nigdy nie osiągnął statusu magnata, ojciec – podobnie jak bohater Dynastii – miał kochanki („Nie mają z Lindą dzieci. Nawet / jej nie zna”)16. I właśnie z tego wynikają jego problemy, a jedynym pocieszeniem jest „dłoń na klamce miejscowej / knajpki”17. Przekonanie o „bugowatości” matki podziela narrator omawianego tomu; mimo wad męża to kobieta zostaje obciążona winą za rozpad rodziny.
Yachaypucllaypacha przedstawia zatem trudny problem, o którym zwykle nie mówi się głośno, a który dotyczy wielu rodzin. Wechterowicz nie próbuje idealizować dzieciństwa (jak robi to na przykład Bartosz Dłubała w swojej debiutanckiej, nieco idyllicznej książce żeby dawały schron), nie koncentruje się też na przemocy fizycznej i „wielkiej” traumie (w przeciwieństwie do chociażby Wojtka Smarzowskiego, reżysera filmu Dom dobry). Autor Wnętrza mężczyzny… w najnowszej publikacji skupia się raczej na skali mikro – obrazach jednego piwa, niewinnego kochanka. Wskazuje na „Głuche westchnięcie, jakby ze studni wołano / na modlitwę”18. Konglomerat tych elementów doprowadza ostatecznie do pęknięcia w rodzinnej tkance i do alienacji bohatera oraz osoby mówiącej. Relacje zostają zerwane, a więzi poluzowane. Mimo wspomnianych rozwarstwień Wechterowicz snuje opowieść w spokojny sposób. Emocje wygasły, nie ma tu miejsca ani na nienawiść, ani na afirmację nielicznych pozytywnych zdarzeń. Poeta stara się unaocznić sytuację, której był świadkiem; w tym celu przedstawia ją z wielu perspektyw. Konstrukcja zdań jest również formą hołdu złożonego ojcu, próbą ostatniego porozumienia na linii rodzic–syn. „Ojciec lubił zdania wielokrotnie złożone…”19 – to jedna z obserwacji, które pozostały podmiotowi po latach.
Zdania budowane przez Wechterowicza są pozbawione ozdobników formalnych . Próżno doszukiwać się tu skomplikowanych metafor, elips czy innych środków stylistycznych. Znaki przestankowe stoją na swoim miejscu, a tekst brzmi i wygląda jak proza, która niby przypadkiem przyjęła formę wierszową. Jedynym zabiegiem formalnym, którym posługuje się pisarz, jest przerzutnia, wykorzystywana choćby w wierszu Ojciec chciał być poetą od włosów, robić cuda / niedostępne zwykłym śmiertelnikom w tym fachu:
Klientki by go uwielbiały, bo zawsze mówił im prawdę,
którą chciałyby usłyszeć. Zielonooki chłopiec, siedzący
na obrotowym krześle z miną dobrego bożka, majtający nogami,
które nie sięgałyby podłogi. Kłamstwo jest psychofanem prawdy.
Wonnymi stopami orze jej grzbiet, zmieniając ją w amazonkę
aerobiku20.
Język dostosowuje się zatem do tematu tomu. Uproszczenia z jednej strony zmniejszają zawartość mitycznej „literackości” i liryzmu w wierszach, z drugiej – pozwalają lepiej unaocznić problemy, z którymi zmaga się podmiot. Poety nie interesuje bowiem postmodernistyczna gra; jego uwaga kieruje się na takie wykorzystanie języka, które pozwoli mu jak najdokładniej opowiedzieć o określonym problemie społecznym – do pewnego stopnia uniwersalnym, a jednocześnie indywidualnym. Stąd właśnie wynika redukcja środków stylistycznych i zachowanie normy gramatycznej w książce Wechterowicza. Tylko prostota pozwala autorowi wyrazić to, co planował on przekazać w swoich tekstach.
Prowadzone przez Wechterowicza studium przypadku ukazuje w skali mikro to, co można traktować jako bardziej złożony problem społeczny, znany z klatek schodowych naszych bloków, a występujący nawet w najzgodniejszych rodzinach. Pisarz porusza się przede wszystkim w przestrzeni społecznej. Jest on świadomy, że tylko poprzez analizę konkretnego przypadku może dokonać konfesji i w ten sposób się oczyścić, a jednocześnie unaocznić czytelnikowi to, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami wielu mijanych przez nas na co dzień mieszkań. I taka literatura wydaje się aktualnie potrzebna, byśmy nie tylko „zaczytywali się aż do mdłości amerykańską poezją drugiej połowy XX wieku”21.
1 M. Trusewicz, Zerwało się ze smyczy, „artPapier” 2022, nr 15–16, online: https://artpapier.com/index.php?page=artykul&wydanie=445&artykul=9052&kat=17 [dostęp: 15.04.2026].
2 J. Skurtys, Długie pożegnania, „Czas Kultury” 2024, nr 12, online: https://czaskultury.pl/artykul/dlugie-pozegnania‑2/ [dostęp: 15.04.2026].
3 P. Wechterowicz, Yachaypucllaypacha, Bukowno: Fundacja Kultury Afront, 2025, s. 6.
4 E. Adamik, Pigułka czy przeznaczenie?, „Zakład”, online: https://www.zakladmagazyn.pl/post/ewelina-adamik-pigu%C5%82ka-czy-przeznaczenie#viewer-93nv9 [dostęp: 15.04.2026].
5 P. Wechterowicz, Yachaypucllaypacha, s. 14.
6 Tamże, s. 32.
7 Tamże, s. 11.
8 Tamże, s. 6.
9 Tamże, s. 18.
10 Tamże, s. 20.
11 Tamże, s. 29.
12 Tamże, s. 34.
13 Tamże, s. 26.
14 Tamże, s. 31.
15 Tamże, s. 34.
16 Tamże, s. 6.
17 Tamże, s. 12.
18 Tamże, s. 17.
19 Tamże, s. 29.
20 Tamże, s. 24.
21 Tamże, s. 28.
