Kiedy więcej znaczy więcej. O książce „Wszystko to zbyt małe. Eseje ku chwale nadmiaru” Bekki Rothfeld

Rozmyślne ubóstwo jest czymś szczególnie wstrętnym z innego powodu: gdyż odrzuca perspektywę nadmiaru, która jest w końcu istotą człowieczeństwa

— Becca Rothfeld

Nega­tyw­ne postrze­ga­nie nad­mia­ru, czę­sto kono­to­wa­ne­go z pychą lub nie­umiar­ko­wa­niem, przy­ję­ło się w spo­łe­czeń­stwie. W kate­go­riach este­tycz­nych wszel­kie nad­dat­ki rów­nież zda­ją się prze­czyć isto­cie pięk­na. Eks­tra­wa­gan­cja bywa pro­ble­ma­tycz­na i może prze­obra­zić się w kicz. Skąd więc bie­rze się to trud­ne do zaspo­ko­je­nia poczu­cie nie­do­sy­tu? Jakie funk­cje peł­ni dąże­nie do prze­sa­dy? Czy „chcieć wię­cej” w isto­cie ozna­cza „wię­cej móc”?

Poten­cjał tkwią­cy w nad­mia­rze dostrze­gła Bec­ca Roth­feld. W swo­im debiu­tanc­kim zbio­rze ese­jów Wszyst­ko to zbyt małe… (któ­ry w Pol­sce uka­zał się w tłu­ma­cze­niu Pio­tra Sie­mio­na w wydaw­nic­twie Fil­try) pró­bu­je wyka­zać, że nad­miar jest w swo­jej isto­cie ema­na­cją ape­ty­tu na życie, prze­ja­wem chę­ci dozna­nia cze­goś ponad zaspo­ko­je­nie pod­sta­wo­wych potrzeb fizjo­lo­gicz­nych. Jest czymś wię­cej niż samo doświad­cze­nie prze­trwa­nia. I w tym roz­po­zna­niu autor­ka zda­je się loko­wać źró­dła nad­mia­ru – w ero­ty­zmie rozu­mia­nym jako przy­jem­ność obco­wa­nia ze świa­tem.

Szaleństwo dysproporcji

Bec­ca Roth­feld poszu­ki­wa­nia nad­mia­ru kon­cen­tru­je wokół kwe­stii gra­nic. Autor­ka bada – na polach kul­tu­ry, filo­zo­fii, lite­ra­tu­ry, men­tal­no­ści czy tren­dów – jak kształ­tu­ją się sze­ro­ko poję­te nor­my, gdzie się koń­czy lub zaczy­na to, co współ­cze­śnie akcep­to­wal­ne. Dzię­ki temu jest w sta­nie zlo­ka­li­zo­wać począt­ki „prze­sa­dy”. Roth­feld zda­je się jed­nak postrze­gać nad­miar dwo­ja­ko, loku­jąc jego symp­to­my po prze­ciw­nych stro­nach ska­li – zarów­no w nad­dat­ku, jak i bra­ku, we wzmo­żo­nej aktyw­no­ści i w cał­ko­wi­tym wyco­fa­niu.

Okładka książki Bekki Rothfeld pod tytułem „Wszystko to zbyt małe. Eseje ku chwale nadmiaru”.
Becca Rothfeld, „Wszystko to zbyt małe. Eseje ku chwale nadmiaru”, tłum. Piotr Siemion, Warszawa: Filtry, 2025.

Zro­zu­mie­nie isto­ty gra­nic i popraw­ne ich wyzna­cza­nie mają sta­wić opór powszech­ne­mu dąże­niu do rów­no­ści (zwłasz­cza eko­no­micz­nej). Autor­ka upa­tru­je w tym dąże­niu źró­dła nie­spra­wie­dli­wo­ści w róż­nych aspek­tach życia i rela­cji spo­łecz­nych. Podej­mu­je pole­mi­kę z kon­cep­cją pod­sta­wy rów­no­ści w teo­rii spra­wie­dli­wo­ści Joh­na Rawl­sa1. For­mu­łu­je tezę, w myśl któ­rej rów­ność w pew­nych obsza­rach nie tyle nie jest moż­li­wa do osią­gnię­cia, ile wręcz dzia­ła na ich nie­ko­rzyść. New­ral­gicz­ne są przede wszyst­kim sfe­ry zwią­za­ne z miło­ścią i sztu­ką. Isto­ta pożą­da­nia i este­ty­ki opie­ra się bowiem na hie­rar­chii i war­to­ścio­wa­niu, a moż­li­wość for­mu­ło­wa­nia sądów jest tu klu­czo­wa. Posłu­gu­jąc się ana­lo­gią do myśli libe­ral­nej, Roth­feld pisze, że jeśli isto­tą neu­tral­ne­go pań­stwa jest moż­li­wość swo­bo­dy wyra­zu i kul­ty­wo­wa­nia wła­snej odręb­no­ści przez jed­nost­ki, to w przy­pad­ku miło­ści czy sztu­ki utrzy­my­wa­nie dys­pro­por­cji i róż­nic pozo­sta­je w ich naj­lep­szym inte­re­sie. Spra­wie­dli­wość eko­no­micz­na słu­ży głów­nie zaspo­ko­je­niu potrzeb nie­zbęd­nych do prze­ży­cia, ale tym samym „[…] uka­zu­je nam dro­gę ku jak­że kuszą­cym obsza­rom pra­gnień i pożą­dań, zbyt­ku i eks­tra­wa­gan­cji”2. Spra­wie­dli­wość powin­na pozo­stać więc dome­ną poli­ty­ki, nie być zaś dro­go­wska­zem dla tych, któ­rzy dążą ku „ziem­skim rajom obfi­to­ści i nad­mia­ru”3.

Paroksyzmy głodu

Siłą napę­do­wą kul­tu­ry nad­mia­ru jest nie­na­sy­ce­nie. Głód towa­rzy­szy nam we wszyst­kich sfe­rach życia, zarów­no fizjo­lo­gicz­nie, jak i meta­fo­rycz­nie. Może­my dostrzec go w modach, kom­pul­sjach czy uza­leż­nie­niach. Jest imma­nent­ną cechą spo­łe­czeń­stwa kon­sump­cyj­ne­go, miłu­ją­ce­go się w hiper­bo­lach, afir­mu­ją­ce­go prze­pych i osten­ta­cyj­ne prze­ry­so­wa­nie. Wybrzmie­wa to szcze­gól­nie dosad­nie, gdy autor­ka zwra­ca się w stro­nę prze­ciw­ną, ku zja­wi­skom opar­tym na ogra­ni­cze­niach. Powsta­je więc pyta­nie: czy tak uję­ty brak prze­wrot­nie może­my rów­nież odczy­tać jako for­mę nad­mia­ru? Czy restryk­cyj­na die­ta, asce­tycz­ny styl życia lub obse­syj­ne wręcz porząd­ko­wa­nie ota­cza­ją­cej rze­czy­wi­sto­ści sta­ją się ema­na­cją podob­nie rozu­mia­nej prze­sa­dy, są prze­kro­cze­niem gra­ni­cy?

W ese­ju Im wię­cej, tym wię­cej Roth­feld oma­wia modę na mini­ma­lizm na przy­kła­dach Marie Kon­do, zwa­nej „kró­lo­wą porząd­ku”, oraz zja­wi­ska wystę­pu­ją­ce­go w kon­struk­cjach nar­ra­cyj­nych powie­ści frag­men­ta­rycz­nych. Inną, do pew­ne­go stop­nia zbież­ną z mini­ma­li­zmem, ten­den­cją jest powścią­gli­wość w imię oby­cza­jo­we­go tra­dy­cjo­na­li­zmu. Nowy pury­ta­nizm, uoso­bio­ny w ese­ju Jedy­nie łaska przez dwie autor­ki – Chri­sti­ne Embę (Rethin­king Sex. A Pro­vo­ca­tion) i Louise Per­ry (The Case Aga­inst the Sexu­al Revo­lu­tion) – prze­su­wa domi­nan­tę z przy­jem­no­ści na powin­ność, wią­że się z postrze­ga­niem cia­ła jako „pro­duk­tu ubocz­ne­go duszy”, a co za tym idzie – jako łatwe­go do kon­tro­li. Jed­nak eks­tre­mum sta­no­wi przy­kład trze­ci, doty­czą­cy kwe­stii postu gło­do­we­go, wyni­ka­ją­ce­go z asce­zy lub z upodo­bań sado­ma­so­chi­stycz­nych.

Głód w ese­jach Jak zjeść ciast­ko i nadal je mieć oraz Kobie­ty potul­ne prze­mie­nia się w doświad­cze­nie mistycz­ne i ero­tycz­ne zara­zem. Na przy­kła­dzie Simo­ne Weil autor­ka oma­wia obec­ny w kul­tu­rze od wie­ków splot kon­cep­cji gło­du i miło­ści. Wyka­zu­je – mię­dzy inny­mi opie­ra­jąc się na roz­wa­ża­niach Pla­to­na przed­sta­wio­nych w Uczcie – że owo nie­na­sy­ce­nie wyni­ka z dąże­nia duszy do zjed­no­cze­nia ze swo­ją dru­gą poło­wą, z oblu­bień­cem czy w koń­cu z bóstwem. Weil pod­kre­śla, że pra­gnie­nie cie­le­sne jest niczym innym jak tyl­ko uprosz­czo­ną for­mą owe­go gło­du4. Stąd moż­li­wa do zauwa­że­nia para­le­la pomię­dzy mistycz­ką a posta­cią gra­ną przez Mag­gie Gyl­len­ha­al w fil­mie Sekre­tar­ka. W przy­pad­ku tej boha­ter­ki miło­sny głód rów­nież mani­fe­stu­je się w skraj­nych ogra­ni­cze­niach: odmo­wie przyj­mo­wa­nia pokar­mu, dłu­go­trwa­łym pozo­sta­wa­niu w bez­ru­chu etc. Nie bez zna­cze­nia w tym kon­tek­ście jest śmierć gło­do­wa Weil, któ­ra według Roth­feld nastą­pi­ła z powo­du odkry­cia w sobie przez filo­zof­kę pust­ki nie­moż­li­wej do zapeł­nie­nia. By odwo­łać się do słów mistycz­ki: nawet zna­le­zie­nie się w Raju nigdy nie uga­si pra­gnie­nia, a eks­ta­za dalej będzie gło­dem5. Czy zatem wol­no nam twier­dzić, że podob­ne­go gło­du doszu­ka­ła się Roth­feld rów­nież wśród seryj­nych mor­der­ców z popu­lar­nych seria­li, któ­rzy jako sym­bo­licz­ni apo­lo­ge­ci kul­tu­ry nad­mia­ru są „nie­zdol­ni prze­cią­gać swe chwi­le unie­sie­nia w nie­skoń­czo­ność, jak i nie­wład­ni nasy­cić się nimi raz na zawsze”6?

Bec­ca Roth­feld spo­rą część tek­stu poświę­ca kwe­stii sek­su­al­no­ści i zwią­za­nej z nią cie­le­sno­ści. Regu­la­cje w ich obsza­rze do dziś pozo­sta­ją narzę­dziem kon­tro­li, struk­tu­rą iście panop­tycz­ną, któ­rej zada­niem jest pil­no­wa­nie, by jed­nost­ki przyj­mo­wa­ły narzu­co­ne im role spo­łecz­no-kul­tu­ro­we. Jak więc stwier­dzić, że to, co wzbu­dza pożą­da­nie, wyni­ka z naszych wła­snych pra­gnień, a nie ze zin­ter­na­li­zo­wa­nych sche­ma­tów prze­ka­zy­wa­nych poko­le­nio­wo? Roth­feld jed­nak prze­strze­ga, że peł­ne wyrwa­nie się spod ich wpły­wu, „obję­cie nawia­sem narzu­ca­nej nam toż­sa­mo­ści”7, powin­no odby­wać się stop­nio­wo i dobro­wol­nie. Prze­sa­da w dru­gą stro­nę tak­że może zmie­nić się w ogra­ni­cze­nie. Zło­tym środ­kiem była­by więc ela­stycz­ność – świa­do­mość ist­nie­nia róż­nych wpły­wów i ade­kwat­ne ich wyko­rzy­sty­wa­nie. Jest to dla autor­ki inte­re­su­ją­ce, ponie­waż, jak sama zauwa­ża w ese­ju poświę­co­nym fil­mom Éri­ca Roh­me­ra, im bar­dziej restryk­cyj­na jest kul­tu­ra, tym znacz­niej­szy jest poten­cjał ero­tycz­ny8. Z kolei w ese­ju Jedy­nie łaska Roth­feld pisze, że to wła­śnie ero­tyzm nie­ob­cią­żo­ny moral­nie lub poli­tycz­nie sta­je się czy­stym nad­mia­rem. To on daje moż­li­wość przy­bie­ra­nia masek, chwi­lo­we­go ist­nie­nia w rów­no­le­głej rze­czy­wi­sto­ści, porzu­ce­nia powin­no­ści na rzecz przy­jem­no­ści. Odwo­łu­jąc się do roz­wa­żań Joha­na Huizin­gi o cza­sie ludycz­nym, Georges’a Bataille’a o ero­ty­ce czy w koń­cu Micha­iła Bach­ti­na o kon­cep­cji kar­na­wa­łu, autor­ka dostrze­ga w sek­sie (wykra­cza­ją­cym poza akt pro­kre­acji) poten­cjał rede­fi­ni­cji świa­ta, wywró­ce­nia go na opak (jak pisał Bach­tin, „[…] kar­na­wał – to świę­to cza­su, któ­ry wszyst­ko nisz­czy i wszyst­ko odna­wia”)9. „Seks uczy nas się cie­szyć cha­osem praw­dzi­wej rów­no­ści”10 – dopo­wia­da Bec­ca Roth­feld.

Gdzie więc zna­leźć lep­szy przy­kład na popar­cie tak posta­wio­nej tezy niż w twór­czo­ści Davi­da Cro­nen­ber­ga, któ­ra aż „kipi nad­mia­rem”? Sek­su­al­ność sta­je się nad­sek­su­al­no­ścią, cie­le­sność wykra­cza poza swo­je ramy i prze­mie­nia się w krnąbr­ną, nie­ubła­ga­ną obcą isto­tę. Nic nie jest pro­ste i jed­no­znacz­ne – wznio­słość kro­czy obok wstrę­tu, zgor­sze­nie obok pod­nie­ce­nia. Nad­miar wyda­je się trud­ny do unik­nię­cia, nawet jeśli usil­nie będzie­my pozo­sta­wać gdzieś pośrod­ku, osten­ta­cyj­nie „nor­mal­ni” (vide boha­te­ro­wie ksią­żek Sal­ly Rooney). Nawet jeśli spró­bu­je­my być rów­no­le­gle kon­ser­wa­tyw­ni w życiu oso­bi­stym i wyzwo­le­ni w twór­czo­ści (jak Jean-Marie Mau­ri­ce Schérer i jego fil­mo­we alter ego, Éric Roh­mer). Będzie to nic inne­go jak nakła­da­nie kolej­nych kar­na­wa­ło­wych masek.

Wszystko to zbyt małe

Testo­wa­nie gra­nic odby­wa się nie­mal na każ­dej ze stron książ­ki Bek­ki Roth­feld. Zauwa­ży­my to zarów­no w dobo­rze przed­mio­tów reflek­sji, jak i w war­stwie tek­sto­wej. Autor­ka spraw­nie mie­sza reje­stry i sty­le – nie­któ­re frag­men­ty ese­jów przy­po­mi­na­ją roz­pra­wę nauko­wą, inne – zapis oso­bi­stych doświad­czeń, peł­ny kolo­kwia­li­zmów i wul­ga­ry­zmów. W swo­ich twier­dze­niach Roth­feld dąży do obiek­ty­wi­zmu, odda­jąc głos repre­zen­tan­tom czę­sto skraj­nie odmien­nych postaw. Kon­tra­stu­je dzie­ła uzna­ne z pogar­dza­ny­mi, twór­czość niszo­wą mie­sza z best­sel­le­ra­mi. Przy­kła­dów szu­ka i w filo­zo­fii, i w kul­tu­rze popu­lar­nej. Roz­bu­dza ape­tyt czy­tel­ni­ków, któ­re­go jed­nak nie uda­je jej się w peł­ni zaspo­ko­ić.

Wszyst­ko to zbyt małe… jest zbio­rem nie­rów­nym. Zawie­ra ese­je zna­cze­nio­wo gęst­sze i takie, w któ­rych spo­strze­że­nia śli­zga­ją się jedy­nie po powierzch­ni zagad­nień. Po lek­tu­rze książ­ki pozo­sta­je poku­sa, by autor­ka poszła o krok dalej – w poszu­ki­wa­niu nad­mia­ru i prze­sa­dy się­gnę­ła po przy­kła­dy jesz­cze bar­dziej skraj­ne (nie­uwzględ­nie­nie bogac­twa, któ­re­go dostar­cza w tej kwe­stii dzi­siej­sza kul­tu­ra Inter­ne­tu, wyda­je się szcze­gól­nie doj­mu­ją­ce). W toku lek­tu­ry zbio­ru pro­wo­ka­cyj­ny poten­cjał tek­stu otwie­ra­ją­ce­go tom stop­nio­wo się roz­my­wa. Jeśli więc – by odnieść się do słów Andrze­ja Lede­ra – żyje­my w cza­sach prze­sy­tu11, to, rów­nież w kon­tek­ście bau­ma­now­skie­go kon­cep­tu bra­ku zako­twi­cze­nia, w rze­czy­wi­sto­ści pono­wo­cze­snej12 przy­szłość jawi się nam jako sytu­acja raczej przy­gnę­bia­ją­ca. Roth­feld nato­miast pró­bu­je nam poka­zać, że być może wystar­czy zmie­nić opty­kę. Wska­zu­je, że w isto­cie nie wyko­rzy­stu­je­my poten­cja­łu nad­mia­ru, a nawet że wca­le ów nad­miar nie jest obec­ny w życiu wie­lu z nas w wystar­cza­ją­cym stop­niu. Autor­ka dowo­dzi, że nad­miar pod wie­lo­ma wzglę­da­mi może być uwal­nia­ją­cy, a nawet toż­sa­mo­ścio­twór­czy. Zbiór Wszyst­ko to zbyt małe… zawie­ra wie­le inte­re­su­ją­cych prze­my­śleń, przy­kła­dów i tez, jed­nak nie wyczer­pu­je tema­tu i nie­ste­ty po lek­tu­rze czy­tel­ni­ko­wi pozo­sta­je spo­ry nie­do­syt.

 

1 Por. J. Rawls, Teo­ria spra­wie­dli­wo­ści, tłum. M. Panuf­nik, J. Pasek, A. Roma­niuk, War­sza­wa: Wydaw­nic­two Nauko­we PWN, 1994.

2 B. Roth­feld, Wszyst­ko to zbyt małe. Ese­je ku chwa­le nad­mia­ru, tłum. P. Sie­mion, War­sza­wa: Fil­try, 2025, s. 21.

3 Tam­że, s. 23.

4 S. Weil, Sza­leń­stwo miło­ści. Intu­icje przed­chrze­ści­jań­skie, tłum. M.E. Ple­ciń­ska, Poznań: Bra­ma – Książ­ni­ca Włó­czę­gów i Uczo­nych, 1993, s. 45‒46.

5 B. Roth­feld, Wszyst­ko to zbyt małe…, s. 217.

6 Tam­że, s. 117.

7 Tam­że, s. 297.

8 Tam­że, s. 332.

9 M. Bach­tin, Pro­ble­my poety­ki Dosto­jew­skie­go, tłum. N. Modze­lew­ska, War­sza­wa: Pań­stwo­wy Insty­tut Wydaw­ni­czy, 1970, s. 190.

10 B. Roth­feld, Wszyst­ko to zbyt małe…, s. 299

11 Por. A. Leder, Był kie­dyś post­mo­der­nizm… Sześć ese­jów o schył­ku XX stu­le­cia, War­sza­wa: Wydaw­nic­two Insty­tu­tu Filo­zo­fii i Socjo­lo­gii PAN, 2018.

12 Por. Z. Bau­man, Pono­wo­cze­sność jako źró­dło cier­pień, War­sza­wa: Sic!, 2000.

Agata Berniak-Klich, fot. ze zbiorów autorki

– literaturoznawczyni.

więcej →

Fallback Avatar

– amerykańska krytyczka literacka, eseistka i felietonistka.

więcej →

Powiązane teksty