Negatywne postrzeganie nadmiaru, często konotowanego z pychą lub nieumiarkowaniem, przyjęło się w społeczeństwie. W kategoriach estetycznych wszelkie naddatki również zdają się przeczyć istocie piękna. Ekstrawagancja bywa problematyczna i może przeobrazić się w kicz. Skąd więc bierze się to trudne do zaspokojenia poczucie niedosytu? Jakie funkcje pełni dążenie do przesady? Czy „chcieć więcej” w istocie oznacza „więcej móc”?
Potencjał tkwiący w nadmiarze dostrzegła Becca Rothfeld. W swoim debiutanckim zbiorze esejów Wszystko to zbyt małe… (który w Polsce ukazał się w tłumaczeniu Piotra Siemiona w wydawnictwie Filtry) próbuje wykazać, że nadmiar jest w swojej istocie emanacją apetytu na życie, przejawem chęci doznania czegoś ponad zaspokojenie podstawowych potrzeb fizjologicznych. Jest czymś więcej niż samo doświadczenie przetrwania. I w tym rozpoznaniu autorka zdaje się lokować źródła nadmiaru – w erotyzmie rozumianym jako przyjemność obcowania ze światem.
Szaleństwo dysproporcji
Becca Rothfeld poszukiwania nadmiaru koncentruje wokół kwestii granic. Autorka bada – na polach kultury, filozofii, literatury, mentalności czy trendów – jak kształtują się szeroko pojęte normy, gdzie się kończy lub zaczyna to, co współcześnie akceptowalne. Dzięki temu jest w stanie zlokalizować początki „przesady”. Rothfeld zdaje się jednak postrzegać nadmiar dwojako, lokując jego symptomy po przeciwnych stronach skali – zarówno w naddatku, jak i braku, we wzmożonej aktywności i w całkowitym wycofaniu.
Zrozumienie istoty granic i poprawne ich wyznaczanie mają stawić opór powszechnemu dążeniu do równości (zwłaszcza ekonomicznej). Autorka upatruje w tym dążeniu źródła niesprawiedliwości w różnych aspektach życia i relacji społecznych. Podejmuje polemikę z koncepcją podstawy równości w teorii sprawiedliwości Johna Rawlsa1. Formułuje tezę, w myśl której równość w pewnych obszarach nie tyle nie jest możliwa do osiągnięcia, ile wręcz działa na ich niekorzyść. Newralgiczne są przede wszystkim sfery związane z miłością i sztuką. Istota pożądania i estetyki opiera się bowiem na hierarchii i wartościowaniu, a możliwość formułowania sądów jest tu kluczowa. Posługując się analogią do myśli liberalnej, Rothfeld pisze, że jeśli istotą neutralnego państwa jest możliwość swobody wyrazu i kultywowania własnej odrębności przez jednostki, to w przypadku miłości czy sztuki utrzymywanie dysproporcji i różnic pozostaje w ich najlepszym interesie. Sprawiedliwość ekonomiczna służy głównie zaspokojeniu potrzeb niezbędnych do przeżycia, ale tym samym „[…] ukazuje nam drogę ku jakże kuszącym obszarom pragnień i pożądań, zbytku i ekstrawagancji”2. Sprawiedliwość powinna pozostać więc domeną polityki, nie być zaś drogowskazem dla tych, którzy dążą ku „ziemskim rajom obfitości i nadmiaru”3.
Paroksyzmy głodu
Siłą napędową kultury nadmiaru jest nienasycenie. Głód towarzyszy nam we wszystkich sferach życia, zarówno fizjologicznie, jak i metaforycznie. Możemy dostrzec go w modach, kompulsjach czy uzależnieniach. Jest immanentną cechą społeczeństwa konsumpcyjnego, miłującego się w hiperbolach, afirmującego przepych i ostentacyjne przerysowanie. Wybrzmiewa to szczególnie dosadnie, gdy autorka zwraca się w stronę przeciwną, ku zjawiskom opartym na ograniczeniach. Powstaje więc pytanie: czy tak ujęty brak przewrotnie możemy również odczytać jako formę nadmiaru? Czy restrykcyjna dieta, ascetyczny styl życia lub obsesyjne wręcz porządkowanie otaczającej rzeczywistości stają się emanacją podobnie rozumianej przesady, są przekroczeniem granicy?
W eseju Im więcej, tym więcej Rothfeld omawia modę na minimalizm na przykładach Marie Kondo, zwanej „królową porządku”, oraz zjawiska występującego w konstrukcjach narracyjnych powieści fragmentarycznych. Inną, do pewnego stopnia zbieżną z minimalizmem, tendencją jest powściągliwość w imię obyczajowego tradycjonalizmu. Nowy purytanizm, uosobiony w eseju Jedynie łaska przez dwie autorki – Christine Embę (Rethinking Sex. A Provocation) i Louise Perry (The Case Against the Sexual Revolution) – przesuwa dominantę z przyjemności na powinność, wiąże się z postrzeganiem ciała jako „produktu ubocznego duszy”, a co za tym idzie – jako łatwego do kontroli. Jednak ekstremum stanowi przykład trzeci, dotyczący kwestii postu głodowego, wynikającego z ascezy lub z upodobań sadomasochistycznych.
Głód w esejach Jak zjeść ciastko i nadal je mieć oraz Kobiety potulne przemienia się w doświadczenie mistyczne i erotyczne zarazem. Na przykładzie Simone Weil autorka omawia obecny w kulturze od wieków splot koncepcji głodu i miłości. Wykazuje – między innymi opierając się na rozważaniach Platona przedstawionych w Uczcie – że owo nienasycenie wynika z dążenia duszy do zjednoczenia ze swoją drugą połową, z oblubieńcem czy w końcu z bóstwem. Weil podkreśla, że pragnienie cielesne jest niczym innym jak tylko uproszczoną formą owego głodu4. Stąd możliwa do zauważenia paralela pomiędzy mistyczką a postacią graną przez Maggie Gyllenhaal w filmie Sekretarka. W przypadku tej bohaterki miłosny głód również manifestuje się w skrajnych ograniczeniach: odmowie przyjmowania pokarmu, długotrwałym pozostawaniu w bezruchu etc. Nie bez znaczenia w tym kontekście jest śmierć głodowa Weil, która według Rothfeld nastąpiła z powodu odkrycia w sobie przez filozofkę pustki niemożliwej do zapełnienia. By odwołać się do słów mistyczki: nawet znalezienie się w Raju nigdy nie ugasi pragnienia, a ekstaza dalej będzie głodem5. Czy zatem wolno nam twierdzić, że podobnego głodu doszukała się Rothfeld również wśród seryjnych morderców z popularnych seriali, którzy jako symboliczni apologeci kultury nadmiaru są „niezdolni przeciągać swe chwile uniesienia w nieskończoność, jak i niewładni nasycić się nimi raz na zawsze”6?
Becca Rothfeld sporą część tekstu poświęca kwestii seksualności i związanej z nią cielesności. Regulacje w ich obszarze do dziś pozostają narzędziem kontroli, strukturą iście panoptyczną, której zadaniem jest pilnowanie, by jednostki przyjmowały narzucone im role społeczno-kulturowe. Jak więc stwierdzić, że to, co wzbudza pożądanie, wynika z naszych własnych pragnień, a nie ze zinternalizowanych schematów przekazywanych pokoleniowo? Rothfeld jednak przestrzega, że pełne wyrwanie się spod ich wpływu, „objęcie nawiasem narzucanej nam tożsamości”7, powinno odbywać się stopniowo i dobrowolnie. Przesada w drugą stronę także może zmienić się w ograniczenie. Złotym środkiem byłaby więc elastyczność – świadomość istnienia różnych wpływów i adekwatne ich wykorzystywanie. Jest to dla autorki interesujące, ponieważ, jak sama zauważa w eseju poświęconym filmom Érica Rohmera, im bardziej restrykcyjna jest kultura, tym znaczniejszy jest potencjał erotyczny8. Z kolei w eseju Jedynie łaska Rothfeld pisze, że to właśnie erotyzm nieobciążony moralnie lub politycznie staje się czystym nadmiarem. To on daje możliwość przybierania masek, chwilowego istnienia w równoległej rzeczywistości, porzucenia powinności na rzecz przyjemności. Odwołując się do rozważań Johana Huizingi o czasie ludycznym, Georges’a Bataille’a o erotyce czy w końcu Michaiła Bachtina o koncepcji karnawału, autorka dostrzega w seksie (wykraczającym poza akt prokreacji) potencjał redefinicji świata, wywrócenia go na opak (jak pisał Bachtin, „[…] karnawał – to święto czasu, który wszystko niszczy i wszystko odnawia”)9. „Seks uczy nas się cieszyć chaosem prawdziwej równości”10 – dopowiada Becca Rothfeld.
Gdzie więc znaleźć lepszy przykład na poparcie tak postawionej tezy niż w twórczości Davida Cronenberga, która aż „kipi nadmiarem”? Seksualność staje się nadseksualnością, cielesność wykracza poza swoje ramy i przemienia się w krnąbrną, nieubłaganą obcą istotę. Nic nie jest proste i jednoznaczne – wzniosłość kroczy obok wstrętu, zgorszenie obok podniecenia. Nadmiar wydaje się trudny do uniknięcia, nawet jeśli usilnie będziemy pozostawać gdzieś pośrodku, ostentacyjnie „normalni” (vide bohaterowie książek Sally Rooney). Nawet jeśli spróbujemy być równolegle konserwatywni w życiu osobistym i wyzwoleni w twórczości (jak Jean-Marie Maurice Schérer i jego filmowe alter ego, Éric Rohmer). Będzie to nic innego jak nakładanie kolejnych karnawałowych masek.
Wszystko to zbyt małe
Testowanie granic odbywa się niemal na każdej ze stron książki Bekki Rothfeld. Zauważymy to zarówno w doborze przedmiotów refleksji, jak i w warstwie tekstowej. Autorka sprawnie miesza rejestry i style – niektóre fragmenty esejów przypominają rozprawę naukową, inne – zapis osobistych doświadczeń, pełny kolokwializmów i wulgaryzmów. W swoich twierdzeniach Rothfeld dąży do obiektywizmu, oddając głos reprezentantom często skrajnie odmiennych postaw. Kontrastuje dzieła uznane z pogardzanymi, twórczość niszową miesza z bestsellerami. Przykładów szuka i w filozofii, i w kulturze popularnej. Rozbudza apetyt czytelników, którego jednak nie udaje jej się w pełni zaspokoić.
Wszystko to zbyt małe… jest zbiorem nierównym. Zawiera eseje znaczeniowo gęstsze i takie, w których spostrzeżenia ślizgają się jedynie po powierzchni zagadnień. Po lekturze książki pozostaje pokusa, by autorka poszła o krok dalej – w poszukiwaniu nadmiaru i przesady sięgnęła po przykłady jeszcze bardziej skrajne (nieuwzględnienie bogactwa, którego dostarcza w tej kwestii dzisiejsza kultura Internetu, wydaje się szczególnie dojmujące). W toku lektury zbioru prowokacyjny potencjał tekstu otwierającego tom stopniowo się rozmywa. Jeśli więc – by odnieść się do słów Andrzeja Ledera – żyjemy w czasach przesytu11, to, również w kontekście baumanowskiego konceptu braku zakotwiczenia, w rzeczywistości ponowoczesnej12 przyszłość jawi się nam jako sytuacja raczej przygnębiająca. Rothfeld natomiast próbuje nam pokazać, że być może wystarczy zmienić optykę. Wskazuje, że w istocie nie wykorzystujemy potencjału nadmiaru, a nawet że wcale ów nadmiar nie jest obecny w życiu wielu z nas w wystarczającym stopniu. Autorka dowodzi, że nadmiar pod wieloma względami może być uwalniający, a nawet tożsamościotwórczy. Zbiór Wszystko to zbyt małe… zawiera wiele interesujących przemyśleń, przykładów i tez, jednak nie wyczerpuje tematu i niestety po lekturze czytelnikowi pozostaje spory niedosyt.
1 Por. J. Rawls, Teoria sprawiedliwości, tłum. M. Panufnik, J. Pasek, A. Romaniuk, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN, 1994.
2 B. Rothfeld, Wszystko to zbyt małe. Eseje ku chwale nadmiaru, tłum. P. Siemion, Warszawa: Filtry, 2025, s. 21.
3 Tamże, s. 23.
4 S. Weil, Szaleństwo miłości. Intuicje przedchrześcijańskie, tłum. M.E. Plecińska, Poznań: Brama – Książnica Włóczęgów i Uczonych, 1993, s. 45‒46.
5 B. Rothfeld, Wszystko to zbyt małe…, s. 217.
6 Tamże, s. 117.
7 Tamże, s. 297.
8 Tamże, s. 332.
9 M. Bachtin, Problemy poetyki Dostojewskiego, tłum. N. Modzelewska, Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy, 1970, s. 190.
10 B. Rothfeld, Wszystko to zbyt małe…, s. 299
11 Por. A. Leder, Był kiedyś postmodernizm… Sześć esejów o schyłku XX stulecia, Warszawa: Wydawnictwo Instytutu Filozofii i Socjologii PAN, 2018.
12 Por. Z. Bauman, Ponowoczesność jako źródło cierpień, Warszawa: Sic!, 2000.
