Z wizytą w Zakładce

W ostat­nich latach w śro­do­wi­sku lite­rac­kim dużo roz­ma­wia się o potrze­bie dostrze­że­nia oraz dowar­to­ścio­wa­nia pra­cy róż­nych osób, któ­re bio­rą udział w pro­ce­sie powsta­wa­nia i upo­wszech­nia­nia ksią­żek. Jed­no­cze­śnie akcen­to­wa­na jest koniecz­ność zwró­ce­nia uwa­gi na ponad­cza­so­wą war­tość lite­ra­tu­ry spo­za kate­go­rii pre­mier wydaw­ni­czych. W mikro­cy­klu Rzu­cić wszyst­ko i zało­żyć anty­kwa­riat pre­zen­tu­je­my syl­wet­ki wybra­nych osób zwią­za­nych zawo­do­wo z wtór­nym ryn­kiem książ­ki. Nie mamy ambi­cji ani moż­li­wo­ści wyczer­pa­nia tema­tu – ogra­ni­cza­my się do przy­kła­dów, zwłasz­cza anty­kwa­ria­tów o młod­szej metry­ce. Ich twór­ców i ani­ma­to­rów pyta­my o źró­dła wybo­rów zawo­do­wych, kon­dy­cję bran­ży, a przede wszyst­kim – o miłość do ksią­żek, któ­re nie mają daty waż­no­ści.

Wypa­dy na war­szaw­ską Pra­gę dla wie­lu „lewo­brzeż­nych” miesz­kań­ców sto­li­cy, ale i dla przy­jezd­nych, nadal mają w sobie coś z fla­ner­skiej eska­pa­dy pod­szy­tej pra­gnie­niem bli­żej nie­uchwyt­nej egzo­ty­ki. W moim przy­pad­ku są zwią­za­ne ze zwy­kłą-nie­zwy­kłą przy­jem­no­ścią krę­ce­nia się po jed­nym z kawał­ków tego mia­sta, któ­ry zacho­wał cią­głość i – w pew­nym sen­sie – ludz­kie obli­cze. W cza­sie jed­nej z takich wypraw skie­ro­wa­łem się w stro­nę uli­cy Sta­lo­wej, do anty­kwa­ria­tu zna­ne­go pro­czy­tel­ni­czej czę­ści mediów spo­łecz­no­ścio­wych z roz­bra­ja­ją­ce­go poczu­cia humo­ru jego wła­ści­cie­la. Mar­cin Gałąz­ka przy­jął mnie w swo­ich pro­gach tak jak każ­dą oso­bę, któ­ra zaglą­da do Zakład­ki – z życz­li­wo­ścią i z ocho­czo pro­pa­go­wa­ną dziś, choć w prak­ty­ce tak rzad­ko wystę­pu­ją­cą, uwa­gą.

Na ryn­ku anty­kwa­rycz­nym Mar­cin jest zawod­ni­kiem o jed­nym z dłuż­szych sta­ży. Zaczy­nał dwa­dzie­ścia lat temu jako sprze­daw­ca inter­ne­to­wy, „w ostat­nich dniach ksią­żek tele­fo­nicz­nych i w pierw­szych dniach map Google’a” (rocz­ni­ca przy­pa­da na 15 wrze­śnia 2026 roku). Za sobą ma histo­rię, któ­ra dość czę­sto poja­wia się w roz­mo­wach z anty­kwa­riu­sza­mi: nad­miar ksią­żek na domo­wych pół­kach i potrze­ba gotów­ki. To tak­że opo­wieść o kry­zy­sie jako źró­dle siły – zresz­tą nie pierw­sza i nie ostat­nia w tym mikro­cy­klu. Po ukoń­cze­niu stu­diów na Wydzia­le Dzien­ni­kar­stwa i Nauk Poli­tycz­nych Uni­wer­sy­te­tu War­szaw­skie­go Mar­cin pra­co­wał w paru insty­tu­cjach publicz­nych, ale ówcze­sny wiatr poli­tycz­nych zmian nie był dla nie­go łaska­wy. Po bez­sku­tecz­nym roze­sła­niu CV do róż­nych miejsc Mar­cin posta­no­wił upłyn­nić część swo­ich zbio­rów książ­ko­wych. I tak zaczę­ła się przy­go­da, któ­ra sta­ła się jego pra­cą.

Mar­cin mówi, że każ­dy jego dzień jest inny i żaden nie przy­po­mi­na poprzed­nie­go, choć Zakład­ka funk­cjo­nu­je w dość kon­se­kwent­nym ryt­mie tygo­dnia, z ponie­dział­kiem jako dniem sku­pu. Książ­ki z dru­giej ręki wciąż sta­no­wią jed­nak dla wła­ści­cie­la anty­kwa­ria­tu nie­wy­czer­pa­ne źró­dło miłych nie­spo­dzia­nek. I nawet nie cho­dzi tu o zda­rze­nia, któ­re przy­tra­fia­ją się raz czy dwa razy w życiu – takie jak choć­by zna­le­zie­nie pod­czas reko­ne­san­su w jed­nym z pro­fe­sor­skich miesz­kań egzem­pla­rza debiu­tanc­kie­go tomi­ku Nie­po­kój Tade­usza Róże­wi­cza z 1947 roku z dedy­ka­cją auto­ra dla… Cze­sła­wa Miło­sza czy odkry­cie bez­cen­nych doku­men­tów doty­czą­cych dzia­łal­no­ści PCK w pra­wo­brzeż­nej War­sza­wie w cza­sach oku­pa­cji, prze­ka­za­nych póź­niej do Muzeum Pra­gi. To raczej kwe­stia obco­wa­nia z książ­ka­mi, któ­re dobrze się sta­rze­ją. Mar­cin zazna­cza skrom­nie:

Nie jestem lite­ra­tu­ro­znaw­cą, kry­ty­kiem lite­rac­kim. Jako anty­kwa­riusz, ale też jako zwy­kły czy­tel­nik, myślę, że pro­cent dobrych pisa­rzy wśród żywych i zmar­łych jest podob­ny, czy­li nie­wiel­ki. Spójrz na to, co widzisz na ryn­ku. Ile wśród tysię­cy nowo­ści wydaw­ni­czych jest ksią­żek, któ­re prze­trwa­ją pró­bę cza­su?

Poza mar­ke­tin­go­wym pędem, nie­za­leż­nie od recen­zji lite­rac­kich, w dzi­siej­szej rze­czy­wi­sto­ści spo­łecz­nej coraz czę­ściej przy­po­mi­na­ją­cych chór wewnątrz­śro­do­wi­sko­wych zachwy­tów, anty­kwa­riusz znaj­du­je przy­jem­ność w pro­po­no­wa­niu czy­tel­nicz­kom i czy­tel­ni­kom ksią­żek, któ­re prze­trwa­ły pró­bę cza­su i tra­fi­ły w gust wie­lu poko­leń. Jaki wnio­sek pły­nie z tego dla odwie­dza­ją­cych anty­kwa­ria­ty? „Zaku­py w takich miej­scach są w jakimś sen­sie bez­piecz­niej­sze” – mówi Mar­cin.

Marcin Gałązka, fot. ze zbiorów autora
Marcin Gałązka, fot. ze zbiorów autora

Zapy­ta­ny o prze­mia­ny zacho­wań i zain­te­re­so­wań odbior­ców w cią­gu dwóch ostat­nich dekad, Mar­cin odpo­wia­da, że zarów­no isto­ta jego pra­cy, jak i jego klien­te­la zasad­ni­czo się nie zmie­ni­ły. I daw­niej, i dziś po sta­re książ­ki się­ga­ją oso­by mło­de, naj­czę­ściej mię­dzy dwu­dzie­stym a trzy­dzie­stym rokiem życia, przede wszyst­kim kobie­ty. Pierw­sza dzie­siąt­ka poszu­ki­wa­nych tytu­łów też jest raczej sta­ła, mimo róż­nych wybo­rów Aka­de­mii Szwedz­kiej i nie­za­leż­nie od eks­plo­zji kra­jo­wych nagród lite­rac­kich w ostat­nich latach. Gdy­by w dzie­dzi­nie lite­ra­tu­ry ist­niał odpo­wied­nik zło­tej i pla­ty­no­wej pły­ty, pośmiert­ne odzna­cze­nia Alber­ta Camu­sa, Fio­do­ra Dosto­jew­skie­go, Vir­gi­nii Woolf czy Vla­di­mi­ra Nabo­ko­wa musia­ły­by być odla­ne z meta­li, jak by to zgrab­nie rzec, ziem rzad­kich. Tym, co zmie­ni­ło się na pew­no, jest róż­ni­ca wie­ku mię­dzy wła­ści­cie­lem anty­kwa­ria­tu a gru­pą naj­chęt­niej odwie­dza­ją­cych to miej­sce – ale może to tyl­ko subiek­tyw­ne obser­wa­cje. Osta­tecz­nie trud­no się dzi­wić, że z punk­tu widze­nia osób uro­dzo­nych na prze­ło­mie tysiąc­le­ci Woj­na pol­sko-ruska pod fla­gą bia­ło-czer­wo­ną Doro­ty Masłow­skiej to już kla­sy­ka, a lek­tu­ra gazet z lat 90. XX wie­ku sta­no­wi dla młod­sze­go poko­le­nia rów­nie dale­ką podróż w prze­szłość jak prze­glą­da­nie wydań PRL-owskich czy przed­wo­jen­nych dla star­szych odbior­ców.

Antykwariat Zakładka, ul. Środkowa 12/3 (wejście od ul. Stalowej), Warszawa, online: https://antykwariat-zakladka.pl/; https://www.facebook.com/antykwariatzakladka.
Antykwariat Zakładka, ul. Środkowa 12/3 (wejście od ul. Stalowej), Warszawa, online: https://antykwariat-zakladka.pl/; https://www.facebook.com/antykwariatzakladka.

Pierw­sze kro­ki w bran­ży Mar­cin Gałąz­ka sta­wiał w zna­nym War­sza­wia­kom anty­kwa­ria­cie Kwa­dry­ga. Swo­ją Zakład­kę zało­żył pięć lat temu – anty­kwa­riat dzia­łał naj­pierw przy uli­cy Inży­nier­skiej 1, a od 2025 roku jest zlo­ka­li­zo­wa­ny na Środ­ko­wej 12/3, z wej­ściem od Sta­lo­wej. Mar­cin moc­no zżył się z tutej­szym, pra­skim oto­cze­niem – z nie­da­le­ką autor­ską Uśpio­ną Księ­gar­nią Oli Bar­tel­skiej orga­ni­zu­je wspól­ny cykl spo­tkań Uśpio­na Zakład­ka. Naj­praw­dziw­szy w świe­cie war­szaw­ski muzyk fol­ko­wy Heniek Mało­lep­szy nie­daw­no wstą­pił do Zakład­ki ze swo­im śpiew­ni­kiem, wyda­nym przez pobli­ski klub Na Win­klu. Moż­na powie­dzieć, że otwar­tość Mar­ci­na na nowe ini­cja­ty­wy, na gosz­cze­nie u sie­bie róż­nych osób i wspól­ne reali­zo­wa­nie pro­jek­tów wpły­wa pozy­tyw­nie nie tyl­ko na życie lite­rac­kie w sto­li­cy, ale tak­że na pamięć o nie­ma­te­rial­nym dzie­dzic­twie War­sza­wy, do któ­re­go nale­żą cho­ciaż­by podwór­ko­we pio­sen­ki Pra­gi.

Szcze­gól­nie gęsto bywa w Zakład­ce pod­czas – co tyl­ko na pozór może się wyda­wać zaska­ku­ją­ce – spo­tkań poetyc­kich (takich jak mię­dzy inny­mi nie­daw­na pre­mie­ra pol­skie­go wyda­nia wier­szy Mar­ca Cha­gal­la w prze­kła­dzie Alek­san­dry Dań­czy­szyn). „Przyj­dą cza­sy, że poezja będzie waż­niej­sza niż hajs” – powie­dzia­ła kie­dyś Mar­ci­no­wi jed­na z klien­tek. Sam chciał­bym, żeby te sło­wa zosta­ły zapi­sa­ne nie tyl­ko w (uda­nym!) poście na Face­bo­oku.

Kie­dy pytam o kwe­stię wspar­cia pań­stwa i mia­sta dla takich miejsc jak anty­kwa­ria­ty, Mar­cin pod­kre­śla war­tość „Cer­ty­fi­ka­tu dla małych księ­gar­ni” jako narzę­dzia umoż­li­wia­ją­ce­go real­ną amor­ty­za­cję czę­ści kosz­tów sta­łych, dopo­sa­że­nie loka­lu czy orga­ni­za­cję spo­tkań. Mój roz­mów­ca zdra­dza też kuli­sy nie­daw­nej prze­pro­wadz­ki i opo­wia­da o udzia­le w spro­fi­lo­wa­nym prze­tar­gu na anty­kwa­riat po pre­fe­ren­cyj­nej staw­ce, zor­ga­ni­zo­wa­nym przez urząd dziel­ni­cy. W War­sza­wie dużo mówio­no o nowej poli­ty­ce loka­lo­wej władz doty­czą­cej księ­gar­ni i anty­kwa­ria­tów; Zakład­ka była pierw­szym miej­scem, wobec któ­re­go fak­tycz­nie zasto­so­wa­no nowe regu­la­cje. Tym samym Mar­cin nie musiał kon­ku­ro­wać o lokal z restau­ra­to­ra­mi czy wła­ści­cie­la­mi sie­ció­wek spo­żyw­czych; po pro­stu wziął udział w licy­ta­cji loka­lu prze­zna­czo­ne­go na anty­kwa­riat. W ten spo­sób z roz­wią­zań, któ­re po raz pierw­szy wpro­wa­dzo­no w Kra­ko­wie, zaczę­li korzy­stać tak­że przed­sta­wi­cie­le bran­ży w sto­li­cy. W kon­klu­zji tego wąt­ku nie zabra­kło jed­nak łyż­ki dzieg­ciu. Jak zauwa­ża Mar­cin:

Dzia­ła­nia publicz­ne poja­wi­ły się dopie­ro w ostat­nich latach i kie­dy czy­tam alar­mu­ją­ce infor­ma­cje o zni­ka­ją­cych z mapy Pol­ski anty­kwa­ria­tach i księ­gar­niach – szcze­gól­nie w mniej­szych miej­sco­wo­ściach – to mam wra­że­nie, że pomoc poja­wia się za póź­no.

Nie pozo­sta­je mi nic inne­go, jak ze zro­zu­mie­niem i pew­ną gory­czą przy­tak­nąć moje­mu roz­mów­cy.

W Antykwariacie Zakładka, fot. Marcin Gałązka
W Antykwariacie Zakładka, fot. Marcin Gałązka

Gdy pisa­łem ten tekst, zbli­ża­ły się świę­ta, a Mar­cin w swo­im sty­lu zako­mu­ni­ko­wał w sie­ci, że jego anty­kwa­riat jest stre­fą wol­ną od Jin­gle Bells. Mógł­bym wymie­nić jesz­cze wie­le rze­czy, od któ­rych wol­ność gwa­ran­tu­ją zaku­py w Zakład­ce, ale koń­cząc opo­wiast­kę o tym nie­pod­ra­bial­nym miej­scu, wci­śnię­tym pomię­dzy suro­we, czte­ro- czy pię­cio­pię­tro­we kamie­ni­ce pół­noc­nej czę­ści Pra­gi, naj­chęt­niej sku­pił­bym się na tym, jaką „wol­ność do” daje bywa­nie w loka­lu na uli­cy Środ­ko­wej, z wej­ściem od Sta­lo­wej. W róż­nych deba­tach o rewo­lu­cji tech­no­lo­gicz­nej ostat­nich lat czę­sto pod­kre­śla­na jest teza, że umysł ludz­ki pod wzglę­dem neu­ro­lo­gicz­nym nie­wie­le zmie­nił się od cza­su, kie­dy nasi przod­ko­wie ocio­sa­li pierw­szy pię­ściak. Nadal lubi­my to, co raczej małe, co pozo­sta­je w zasię­gu wzro­ku i co może­my objąć umy­słem. Książ­ka dru­ko­wa­na jako obiekt tak­że nie­wie­le się zmie­ni­ła, odkąd przy­bra­ła obec­ną for­mę. Bywa­nie w Zakład­ce Mar­ci­na Gałąz­ki oraz w innych autor­skich księ­gar­niach czy anty­kwa­ria­tach być może daje więc ten wła­śnie rodzaj kom­for­tu i poczu­cia bez­pie­czeń­stwa – nasze pyta­nia o książ­ki zosta­ną tu z uwa­gą wysłu­cha­ne, a tego, co wynie­sie­my w tor­bie, za kil­ka mie­się­cy z pew­no­ścią nie nazwie­my kolej­nym rodza­jem zeszło­rocz­ne­go śnie­gu.

 

Przy two­rze­niu tek­stu korzy­sta­łem z frag­men­tów wywia­du z Mar­ci­nem Gałąz­ką prze­pro­wa­dzo­ne­go przez Ewę Podol­ską dla TOK FM: https://audycje.tokfm.pl/podcast/185394,Komu-i-na-co-potrzebny-dzis-antykwariusz

***

Anty­kwa­riat Zakład­ka
ul. Środ­ko­wa 12/3 (wej­ście od ul. Sta­lo­wej)
03–430 War­sza­wa
https://antykwariat-zakladka.pl/

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury
i Dziedzictwa Narodowego w ramach dotacji celowej „Inne tradycje”.

Marcin Gałązka, fot. ze zbiorów autora W Antykwariacie Zakładka, fot. Marcin Gałązka Marcin Gałązka, fot. ze zbiorów autora W Antykwariacie Zakładka, fot. Marcin Gałązka

Czytaj także

02.07.2026 Laba

Pocztówka z zaczarowanej Desny. Czernihowszczyzna. Ukraina

Laba i lato: najlepsza para pod słońcem. Szykujemy się na letnie przygody z książkami – ruszajcie z nami! W cyklu wakacyjnych tekstów prezentujemy pocztówki literackie, reportaże z wydarzeń kulturalnych (uwaga na wypowiedzi publiczności!), rozmowy o letnich lekturach. Dzisiaj publikujemy tekst Olesi Mamczycz.