Tylko czekać, aż każda wyspa Karaibów „zabieli się od guana białoskrzydłych hoteli, od tęczy zstępującego postępu”1. Tak Derek Walcott szkicował los Antyli w swoim przemówieniu noblowskim w 1992 roku. Filoktet, bohater jego poematu epickiego Omeros, dialogującego z homerycką Iliadą, dorabia jako przewodnik: odśpiewuje turystom utwory calypso, prowadzi ich ulicami Castries i nad brzeg morza, skąd można wyruszyć – cóż za niebywała atrakcja! – w rejs śladami niewolników2. Walcott wszystkich przebywających na Saint Lucii, turystów i mieszkańców, odmalowuje jako pogrążonych w bezmyślnej imprezie, zmierzających donikąd i znikąd – zatracili swoje korzenie i nie potrafią, jak przystało na bohaterów eposu, opowiedzieć, skąd pochodzą i jakie jest ich przeznaczenie w świecie. Turystyczny raj to wcielenie sztuczności, a poznawanie historii i kultury rajskiej wyspy przemienione zostaje w odgrywanie pustych doświadczeń wyjętych z życia. Według Mimi Sheller „turysta zanurza swoje ciało w tropikalnych doświadczeniach: widokach, zapachach, smakach, gdzie naturę pojmuje się jako bardziej obfitą, pełną kolorów, z większą ilością kwiatów, egzotycznych owoców i bujnej zieleni. W tych edenicznych miejscach, gdzie pracę wykonują inni, a życie jest prostsze, turyści są zachęcani, by niewinnie angażowali się w sensoryczną obfitość i przyjemności ciała”3.
Słowo raj, wpisane w tytuł czwartej książki Rogera Robinsona wydanej w 2019 roku i rok później nagrodzonej prestiżowymi nagrodami – T.S. Eliot Prize, Ondaatje Prize oraz Derek Walcott Poetry Prize – automatycznie odsyła czytelników do procesu wynajdywania Karaibów, czyli historii konstruowania mitycznych przestrzeni w odległych koloniach i konsumowania ich mieszkańców: do marzeń o miejscu, gdzie szczodrość natury pozwoli hodować bajecznych wprost rozmiarów plony; gdzie kierowany sentymentalizmem człowiek XIX wieku odnajdzie zatraconą w cywilizacji dzikość i bliskość z naturą; gdzie nowoczesnym przemieszczeniom turysty odpowiadać będzie zamknięcie Edenu za bramami w strzeżonych kurortach, odgrodzonych od świata poza fantazją4. „Mężczyzna w szortach, / z maczetą o srebrnym ostrzu w ręku, przewodnik hotelowy, / zabiera cię do miejsc, które kiedyś nazywałeś domem”5, czytamy w Przenośnym raju w przekładzie Bartosza Wójcika, który ukazał się w serii wydawniczej związanej z Nagrodą Europejski Poeta Wolności. I dalej: „Gdzie jest dom, gdy myślenie przyjmuje formę przemieszczenia?”6. Takiemu przemieszczonemu i rozproszonemu byciu w świecie, tożsamościom naznaczonym przymusowymi i dobrowolnymi migracjami (nieprzypadkowo wiersz, z którego pochodzą cytowane fragmenty, dedykowany jest Stuartowi Hallowi) poświęci Robinson swoją opowieść o raju. Trynidadzko-brytyjski poeta, muzyk i autor piosenek puste wyobrażenia, jakie dla karaibskich wysp stworzyli europejscy odkrywcy i podróżnicy, a wreszcie turyści i biura wycieczkowe, pozostawi na marginesie swojej książki, kierując nasze spojrzenie na raj z trudem wykreślany dla siebie przez czarnych Brytyjczyków.
Obietnica raju
Dla kolonialnych poddanych, którzy w 1948 roku zyskali prawa obywatelskie jako Brytyjczycy, „Kraj Matka” był synonimem możliwości. Wielu zaokrętowało się na transatlantyckich pokładach, decydując się na daleką podróż. Na końcu tej drogi chcieli znaleźć godną pracę, awans klasowy, ale i raj, którym musiała być przecież ziemia, gdzie kwitły cywilizacja, kultura, gospodarka, a ludzie byli bogobojni i dżentelmeńscy. Zwykło się wyjaśniać, że motywacją do stymulowania migracji przez stronę brytyjską było zapełnianie luki generacyjnej powstałej po drugiej wojnie światowej i tym samym odbudowanie krajowej siły roboczej, ale stosunek rodowitych wyspiarzy do pierwszych przybyłych do Anglii każe podejrzewać, że za decyzją stały i inne przyczyny, zwłaszcza chęć uprzedzenia rosnących w tym czasie dążeń separatystycznych kolonii. Wielu z takim spraszaniem obcych się nie zgadzało, tyle że nie sposób było wzbronić obywatelom wstępu do własnej „ojczyzny”. Zauważano: „Rząd Jamajki nie dysponuje mocą prawną, by uniemożliwić im wyjazd z Jamajki, a rząd Wielkiej Brytanii nie ma legalnych środków, by uniemożliwić im przybycie na jej terytorium”7.
Tuż po wyruszeniu statku Empire Windrush gubernator Jamajki przesłał alarmującej treści telegram:
Z przykrością informuję, że ponad 350 pasażerów na pokładzie żołnierskim statku EMPIRE WINDRUSH […] to osoby, które zarezerwowały miejsca w nadziei na znalezienie zatrudnienia w Wielkiej Brytanii i że prawdopodobnie liczba ta wzrośnie o kolejne 100 osób przed wypłynięciem statku. Większość z nich nie posiada żadnych szczególnych umiejętności, a niewielu z nich będzie miało w trakcie lądowania więcej niż kilka funtów8.
Gdy okręt pruł przez wody Atlantyku, urzędnicy łamali sobie głowy nad zagadnieniem, co też zrobić z 417 przybyłymi, poszukującymi pracy ludźmi. Liczba nie wydaje się zawrotna dla chłonącego pracujące ciała państwa, a jednak
Pan Wilson powiedział, że badał możliwości zatrudnienia tych mężczyzn, zwłaszcza w rolnictwie, w tym przy zbiorach owoców, i stwierdził, że na północy Anglii nie ma zbyt wielkich szans na znalezienie pracy. […] Trudność polega nie tylko na znalezieniu odpowiedniego zatrudnienia, ale także na zadowoleniu pracodawców. Londyn byłby najlepszym miejscem, ale problemem jest zakwaterowanie. Zasugerował, aby poinformować o tej sprawie Ministerstwo Zdrowia i poprosić o nawiązanie kontaktu z Radą Hrabstwa Londynu w celu zakwaterowania mężczyzn, którzy znajdą zatrudnienie, w schroniskach; a także, aby ktoś był obecny na statku po jego przybyciu, aby wyjaśnić mężczyznom sytuację, dowiedzieć się, jakie wykonywali zawody, i skierować ich do odpowiednich urzędów pracy. Poproszono pana Wilsona o zbadanie sytuacji w branży budowlanej9.
W literaturze znajdziemy wiele przejmujących i pełnych językowej wynalazczości bądź obyczajowej brawury portretów pokolenia Windrush. O losach imigrantów przybywających do Londynu z Jamajki, Trynidadu i Tobago, Barbados, Gujany, Saint Lucii i innych brytyjskich kolonii na Karaibach, o problemach ze znalezieniem pracy i mieszkania, z odłożeniem oszczędności, a wreszcie z rasistowskimi reakcjami Londyńczyków na przyjezdnych, traktuje na przykład cykl Sama Selvona, na który składają się Samotne londyńczyki, Moses na górze (dwa pierwsze tomy ukazały się w tłumaczeniu Teresy Tyszowieckiej blasK! w Wydawnictwie Ossolineum) oraz Moses Migrating, czy nowsza powieść Wysepka Andrei Levy (po polsku ukazała się w Albatrosie w przekładzie Izabeli Matuszewskiej), ciekawie zderzająca w narracji różne perspektywy – przysłuchujemy się tam zarówno bohaterom z Jamajki, jak i z Anglii. Można też wspomnieć o opowieściach portretujących nie tyle całe pokolenie, ile pojedyncze biografie; takim zbliżeniem posługuje się w książce Black Teacher Beryl Gilroy, która odwołuje się do własnych doświadczeń, gdy przybywszy z Gujany do Wielkiej Brytanii, przez wiele lat nie mogła znaleźć pracy jako nauczycielka, aż udało się jej zostać jedną z pierwszych czarnych dyrektorek szkoły w Anglii; na losach pojedynczej postaci, dążącego do spełnionej miłości Barry’ego Walkera, skupiła się Bernardine Evaristo w Mr Loverman (powieść opublikowana w Wydawnictwie Poznańskim w tłumaczeniu Agi Zano). To tylko wybrane przykłady – o pokoleniu Windrush pisano wiele. Robinson włącza się w tę tradycję w sposób twórczy: poszerza ją o najnowsze losy imigrantów i ich rodzin i szkicuje mapę nieustających przemieszczeń ku wyobrażonym rajom i wygnań poza ich granice, mapę pozwalającą mu się odnaleźć we współczesnym Londynie.
W wywiadzie przeprowadzonym przez Gboyegę Odubanjo Robinson odniósł się do motywacji, które przyświecały pokoleniu Windrush: „Sprzedawano nam [raj], naszym dziadkom i pradziadkom, całą tę ideę, że Anglia jest miejscem, w którym trzeba się znaleźć”10. Pisarz urodził się w Londynie w 1967 roku. Rok później Enoch Powell wygłosi słynne przemówienie Rivers of Blood, w którym odmaluje apokaliptyczne obrazy zagrożeń, jakie dla białych Brytyjczyków powstały w ciągu dwóch dekad migracji, ku przestrodze kreśląc wizję, jak przeciętny biały członek klasy pracującej zmuszony będzie wybyć do zamorskich wysp, żeby tam szukać dla siebie pracy i czterech ścian. Na początku lat 70. ta antyimigrancka wrogość będzie się tylko nasilać. Rodzina Robinsonów postanawia przeprowadzić się do Trynidadu: „Ale trzy drewniane ptaszki na ścianie nadal / leciały w zwolnionym tempie z powrotem do domu, // bo nic, co obiecane, nie okazało się tym, / czym miało, ale to i tak więcej, niż zostawili”11.
Robinson nie mógł pamiętać wielkich nadziei pokolenia Windrush, nie mógł dzielić wielkiego rozczarowania, gdy rzeczywistość nie dorównała fantazji, był jednym z tych ptaszków, które zawróciły do domu. A jednak taki był pierwszy z rajów, który odciśnie się na jego poetyckich prozach i wierszach z tomu Przenośny raj. I już to odkrywa przed nami dwie kluczowe właściwości raju: związki z przemieszczeniem oraz jego mroczną stronę. Do raju trafia się, wyruszając w drogę; kluczowe jest nie tylko przeniesienie (siebie w inną przestrzeń), ale samo prawo do mobilności. Mroczna strona raju objawia się zaś, kiedy już dotrze się na miejsce, a tam Edenu bronią wyłapujący intruzów urzędnicy czatujący w Porcie Tilbury. Kategoria raju nie jest dla Robinsona jednoznacznie pozytywna, o czym wspomina w rozmowie z Odubanjo; nie jest pozytywna, bo pojęcie to okazuje się zbyt głęboko uwikłane w historię czarnej Brytanii oraz kolonialnych fascynacji rajskimi wyspami, a także w turystyczne fantazje, jakie dziś miejsca te uosabiają, i w tragiczny finał, jakim w 2018 roku skończą się losy pokolenia Windrush.
Wygnani z raju
Pokolenie Windrush miało prawo do mobilności i przekraczania granic, a jego ruch przez Atlantyk był przeciwieństwem przymusowych przemieszczeń, które stanowiły doświadczenie afrykańskich niewolników transportowanych wbrew ich woli na statkach. A jednak doznanie owej pierwszej podróży przez ocean odżyło, sugerują wiersze Robinsona, wraz z późniejszą o kilka wieków drogą. Takie paralele pojawiają się zwłaszcza w dwóch utworach z Przenośnego raju: Obywatelka (1) oraz Pobudka.
Podmiotką pierwszego z nich jest jedna z kobiet przybyłych do Anglii, jej obywatelka, która odnosi się do nieuprawnionych działań deportacyjnych rozpoczętych w 2018 roku przez brytyjskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych przeciwko, jak uznano, nielegalnym imigrantom z pokolenia Windrush. Na ulicach zatrzymywano ludzi i prowadzono bezprawne przeszukiwania, przetrzymywano osoby bez dokumentów w ośrodkach imigracyjnych, a obywatelom kazano dowodzić swojego prawa do pobytu w kraju, na przykład przedstawiać paszport albo udokumentowaną historię zatrudnienia i miejsca zamieszkania. „Po prawdzie to zawsze planowaliście mój wyjazd, / odkąd tylko zeszłam po trapie na ląd, improwizując słowa / na melodię London is the Place for Me”12, skomentuje to obywatelka, odnosząc się gorzko do tytułu i refrenu calypso Lorda Kitchenera, którego utwór wychwalał Londyn jako najlepsze z miast świata i własne miejsce. Unieważnienie wartości życia imigrantów wpisać trzeba w długą historię czarnej diaspory. W historii tej:
Od epoki statków niewolniczych,
przez wojny światowe, aż po londyńskie metro i szpitale
zawsze chodziło o tyrkę, nigdy o wyrko. O znój, nie o życie.
O tanią siłę roboczą. O krwawicę zasilającą wasze imperium.
Nigdy nie chodziło o to, jak żyjemy, nigdy o nasze nabożeństwa
z tamburynami, o świąteczne ciasto na rumie,
o soundsystemy i ich audionaukę13.
Tak zwany skandal Windrush uwidocznił, że wstęp do raju, jakim jawił się Londyn, był w istocie tymczasowy, jak przepustka na czas, kiedy tania siła robocza była potrzebna, by utrzymać chwiejące się w posadach imperium. Dlatego istotne było nie życie tych ludzi ani ich wkład w kulturę, choćby wspomnianą tu kuchnię oraz muzykę, nie zakładane tam rodziny i budowane społeczności, często skupione wokół konkretnych ulic czy budynków, a wykorzystanie ciał ludzkich jako narzędzi pracy. „Zwracamy ładunek zwany pokoleniem Windrush”14 – Bartosz Wójcik rozmyślnie używa w przekładzie słowa „ładunek” (w oryginale cargo), żeby podkreślić, jak współczesne wydarzenia dotyczące powojennych imigrantów ożywiają doświadczenie transatlantyckiego handlu niewolnikami. Jeśli ten historyczny transport utożsamiamy z przymusowością podróży i z jej nieodwołalnym charakterem, to nielegalne deportacje stanowią powtórzenie tego samego ruchu – uczynienie z człowieka bezwolnie przemieszczanego dobra, które warto przechowywać dopóty, dopóki jego obecność przynosić będzie korzyść. Stąd radykalne skojarzenie człowieka z towarem, rzeczą – staje się on samą siłą, która służy mu do wytworzenia wartości dodatkowej.
W drugim ze wspomnianych utworów, Pobudce, Robinson również ściąga szwy materii czasu i łączy cierpienie niewolnika z przemocą policyjną, której doświadczają czarni Brytyjczycy:
Obudziłem się w kajdanach w brzuchu statku niewolniczego. Zanurzenia dziobu i zawodzenie poszycia ukołysały mnie do snu. Gdy oprzytomniałem, chłostą zachęcano mnie do wstania. Zemdlałem, a kiedy odzyskałem świadomość, trwała już licytacja i mężczyźni ziemistymi palcami sprawdzali stan mojego uzębienia. Żelazne pęto wrzynało mi się w szyję, szedłem, dopóki nie upadłem, a gdy wróciła mi przytomność, okowy zamieniły się w pętlę, którą zaciskano, aż zacząłem się dusić. Wiedziałem, że na mnie patrzą, wskazywały mnie palcami nawet małe białe dzieci, i w końcu poczerniało mi przed oczami. Zbudziłem się z omdlenia, ciśnienie wody z wężów policyjnych przygniotło mnie do podłogi, psy podgryzały mnie w piszczele. Jeden zatopił zęby w mojej łydce, a mundurowy uderzył mnie pałką i zemdlałem. Ocknąłem się na szesnastym piętrze wieżowca, skąd miałem niczym niezakłócony widok na kraj, który do mnie nie należy15.
Jest to więcej niż jukstapozycja dwóch planów historycznych, raczej niekończący się koszmar, z którego podmiot chciałby się wybudzić, ale każda utrata przytomności kończy się powrotem do świata, „który do mnie nie należy”. Zaciśnięte na szyi okowy, tak ciasne, że duszące, zmieniają się w przygniatające ciśnienie wody z armatek policyjnych, w ściskające szczęki psa i pozbawiające świadomości uderzenie pałką; innym razem ta sama obręcz mogłaby przemienić się w duszące kolano policjanta czy „policję[, która] staje ci / na gardle”, jak w wierszu Uważaj16. Autor odwołuje się w tym miejscu do śmierci Rashana Charlesa, a w wywiadzie z Anitą Sethi wspomina także o głośnym morderstwie George’a Floyda17. Robinson wierszem Butelki lecące w zwolnionym tempie w stronę policji upamiętnia protesty, które wywołała śmierć Charlesa. Te akty przemocy i zniknięcia ludzi – jedna z bohaterek Obywatelki (1), babcia, dosłownie rozpływa się w powietrzu i nie wraca już do domu – przypominają porwania ludzi z brzegów Afryki przez handlarzy niewolnikami. Nie dziwi więc, że dla Robinsona współczesne zniknięcia i wymuszone migracje oznaczają ponowne otwarcie ran: „Za każdym razem, gdy umiera kolejny czarny człowiek, trauma powraca – tak czułem, mieszkając w Anglii. Chciałem spojrzeć poprzez historię i ukazać, jak czują się ludzie deprecjonowani ze względu na kolor skóry. Ta książka [Przenośny raj] okazała się dziś straszliwie współbrzmiąca ze współczesnością. Chciałbym, żeby tak nie było, ale będę pisał, dopóki się to nie zmieni”18. Interesujące jest w Przenośnym raju to „spojrzenie poprzez historię”, które pozwala Robinsonowi dojrzeć wspólną logikę stojącą za uprzedmiotowieniem ludzi i za ich transportowaniem niczym ładunków i dóbr, przejrzeć fałszywość nadania obywatelstwa członkom Commonwealthu.
Na wygnanie z wątpliwego raju bohaterowie nie reagują obojętnie. Czuć wzbierającą niezgodę, jak w wierszu Coś nadciąga, widać zachodzące czerwienią spojrzenia, bolące od trzymania w górze zaciśnięte pięści; „Babcia mi mówiła: / «Niech no tylko Enoch Powell spróbuje wpaść do Brixton / z tą swoją gównogadką o rzece krwi i stanie z Flo / twarzą w twarz, to sam zaraz posmakuje słonej krwi w ustach»”19. Sprzeciw w Przenośnym raju przyjmuje formę bardziej już dojrzałą do rewolucji niż w poprzednich książkach Robinsona, ale i w publikacji przygotowanej w 2022 roku wspólnie z fotografem Johnym Pittsem Home Is Not a Place, gdzie znajdziemy na przykład taki fragment:
I pomyśleć, że mógłbym tu żyć,
ja, młody Czarny mężczyzna,
że na tym wybrzeżu
mógłbym żyć wolny,
ale kiedy idę przez miasto,
słyszę raczej niż widzę
syczące niezadowolenie,
szeptem wymierzone we mnie20.
To raczej zapowiedź napięć niż ich eskalacja, a jeśli już oglądamy w Home is Not a Place protestujących, obiektem ich ataków nie są policjanci czy politycy, a rzeźba, prawdopodobnie ta przedstawiająca Roberta Milligana (Soundtrack).
Przenośny raj
Mogłoby się wydawać, że Przenośny raj całkowicie poddaje się traumie, gniewowi, a może nawet rozpaczy, ale nic bardziej mylnego. I jest to dla mnie najbardziej zaskakujący element robinsonowej strategii twórczej. Jego wiersze często nasycone są niespodziewaną bliskością, czułością dla życia, przeziera z nich dyskretna nadzieja, zwrócone są ku przyszłości, która może jeszcze otworzyć nam wrota Zionu – powołać sprawiedliwy porządek świata i porzucić materialistyczny system, umożliwiający zmianę człowieka w ładunek. Czułe i przejmujące są fragmenty pierwszej części książki, której tematem jest pożar wieżowca Grenfell w dzielnicy Kensington, gdzie w mieszkaniach komunalnych przebywali głównie imigranci. Ojciec, któremu ogień odciął już drogę ucieczki, w akcie rozpaczy unosi dziecko nad przepaścią i powierza je Bogu: „Za plecami mam piekło, / wyrzucam małego za okno. / Pochwyć go, Panie!”21. Trudno bez napięcia przeczytać prozę Lalki, w której mówiący, odpowiednik samego autora, próbuje ocalić zmarłych w pożarze, deklarując, kogo mógłby ostrzec, kogo wydostać zawczasu z domu, a wreszcie – co można było poprawić w stanie samego budynku (materiały, których użyto do ocieplenia czy wykonania dachu), aby pożar nie był tak gwałtowny, tak szybki i by nie strawił tyle istnień. Ten ciąg niemożliwych do odwrócenia wydarzeń kończy się deklaracją, która będzie nawracać w Przenośnym raju w różnej formie: „pozwoliłbym życiu i miłości kwitnąć w Grenfell”22 – ocalić ludzkie istnienie, nie pozwolić kolejnym czarnym Brytyjczykom zniknąć, dać czytelnikowi „przykłady działania miłości i dowartościowania czarnego ciała”, ukazać, że „osobiste historie mają publiczne oddziaływanie”23.
Najbardziej osobista jest kończąca tom piąta część. Rozpoczyna się od wiersza Grace, poświęconego jamajskiej pielęgniarce, która opiekowała się wcześniakami i noworodkami żyjącymi zaledwie kilka godzin i swoją troską objęła także przedwcześnie urodzonego syna samego Robinsona. W ostatniej części Przenośnego raju znajdą się modlitwy o to, by syn przeżył kolejną noc i poznał rodziców (Modlitwa; Posiłek) i modlitwy o proste życie (Modlitwa z Plaży Maracas), w trudnych momentach wyśpiewywane pochwały istnienia, „och – słodkiego, słodkiego życia” (Klip dagga), a wreszcie raje przenośne, właśnie takie, które trzeba nosić zawsze przy sobie, „za pazuchą”, a może po prostu w swoim wnętrzu (Przenośny raj).
1 D. Walcott, Antyle: fragmenty epickiej pamięci. Wykład noblowski, tłum. J. Jarniewicz, „Literatura na Świecie” 1994, nr 1–2, s. 63.
2 Zob. tenże, Omeros, London–Boston: Faber & Faber, 1990, rozdz. XX, cz. II, s. 107.
3 M. Sheller, Natural Hedonism. The Invention of Caribbean Islands as Tropical Playgrounds [w:] Tourism in the Caribbean. Trends, Development, Prospects, ed. D.T. Duval, London–New York: Routledge, 2004, s. 31 [tłum. I.P].
4 Zob. taż, Consuming the Caribbean. From Arawaks to Zombies, London–New York: Routledge, 2003, s. 30; A.P. Sanatan, [Review of A Portable Paradise by Roger Robinson], „Journal of West Indian Literature” 2020, vol. 28, no. 2, s. 162–164.
5 R. Robinson, Kropka ciągłej zmiany [w:] tegoż, Przenośny raj, tłum. B. Wójcik, Gdańsk: Instytut Kultury Miejskiej, 2026, s. 81.
6 Tamże.
7 Push Factors for Migration, 15.06.1948, online: https://www.nationalarchives.gov.uk/education/resources/commonwealth-migration-since-1945/push-factors-for-migration/ [tłum. I.P; dostęp: 30.08.2026].
8 Telegram about Windrush Passengers, 11.05.1948, online: nationalarchives.gov.uk/education/resources/commonwealth-migration-since-1945/telegram-about-windrush-passengers/ [tłum. I.P; dostęp: 30.08.2026].
9 Preparations for Windrush Arrivals, 26.05.1948, nationalarchives.gov.uk/education/resources/commonwealth-migration-since-1945/preparations-for-windrush-arrivals/ [dostęp: 18.07.2026].
10 R. Robinson, G. Odubanjo, Interview #4 Roger Robinson, „Bath Magg. A Magazine of New Poetry”, online: bathmagg.com/interview4/ [dostęp: 30.08.2026].
11 R. Robinson, Windrush [w:] tegoż, Przenośny raj, s. 47.
12 R. Robinson, Obywatelka (1) [w:] tegoż, Przenośny raj, s. 81.
13 Tamże, s. 81–82.
14 Tamże, s. 83.
15 R. Robinson, Pobudka [w:] tegoż, Przenośny raj, s. 39.
16 R. Robinson, Uważaj [w:] tegoż, Przenośny raj, s. 55.
17 R. Robinson, A. Sethi, Poets Can Translate Trauma, „The Guardian”, online: theguardian.com/books/2020/jun/13/roger-robinson-poets-can-translate-trauma [dostęp: 30.08.2026].
18 Tamże.
19 R. Robinson, Obywatelka (1) [w:] tegoż, Przenośny raj, s. 83.
20 R. Robinson, Hiss [w:] Home Is Not a Place, photos by J. Pitts, London: Harper Collins, 2022 (e‑book).
21 R. Robinson, Haibun dla gapiów [w:] tegoż, Przenośny raj, s. 14.
22 R. Robinson, Lalki [w:] tegoż, Przenośny raj, s. 29.
23 R. Robinson, G. Odubanjo, Interview #4…
