Dziesięć dobrych piosenek. Pamięci Glena Hansarda (1970–2026)

Glen Hansard.
Fot. Ivi Rebová.

21 kwiet­nia 1970 roku, Bal­ly­mun, Dublin. Glen Han­sard przy­cho­dzi na świat jako dru­gie z sze­ścior­ga dzie­ci. Wcze­sne dzie­ciń­stwo spę­dza w Bal­ly­mun – pół­noc­nej dziel­ni­cy mia­sta, a zara­zem naj­więk­szym w Irlan­dii kom­plek­sie miesz­kań socjal­nych. Powsta­łe­mu na daw­nych tere­nach rol­ni­czych osie­dlu bra­ku­je odpo­wied­niej infra­struk­tu­ry i udo­god­nień; bły­ska­wicz­nie rośnie nie tyl­ko licz­ba miesz­kań­ców, ale tak­że prze­stęp­czość1. Jed­no­cze­śnie – w związ­ku z bra­kiem roz­wią­zań sys­te­mo­wych – roz­wi­ja­ją się ini­cja­ty­wy spo­łecz­ne i oddol­ne for­my wspar­cia. Po latach w roz­mo­wie z RTÉ Radio Han­sard opo­wie o alko­ho­lu, nar­ko­ty­kach i kra­dzie­żach, wyzna­cza­ją­cych kole­je losu jego rówie­śni­ków. Podob­ny los naj­pew­niej spo­tkał­by rów­nież same­go Han­sar­da, gdy­by ten jako dwu­na­sto­la­tek nie dostał od bra­ta swo­jej ówcze­snej dziew­czy­ny kase­ty z utwo­ra­mi Boba Dyla­na.

Słu­cha jej na okrą­gło, uczy się grać na gita­rze i posta­na­wia „robić to samo. Grać, podró­żo­wać, śpie­wać”2. Choć w szko­le radzi sobie dobrze, ma pro­ble­my z kon­cen­tra­cją i fre­kwen­cją. Ze wzglę­du na prze­lud­nie­nie kla­sy liczą po czter­dzie­ści pięć osób; żad­na z nich nie łudzi się, że pój­dzie na stu­dia i zdo­bę­dzie wyż­sze wykształ­ce­nie. Pod­czas jed­nej z roz­mów z wyro­zu­mia­łym dyrek­to­rem, zapy­ta­ny o to, co tak napraw­dę go inte­re­su­je, Han­sard bez waha­nia odpo­wia­da: muzy­ka. Bob Dylan, Leonard Cohen, Van Mor­ri­son, Joni Mit­chell. Męż­czy­zna radzi, aby nasto­la­tek rzu­cił szko­łę i zamiast „spę­dzić następ­ne dwa lata przed tele­wi­zo­rem, a potem zna­leźć sobie byle jaką pra­cę”3, od razu speł­niał swo­je marze­nie. „Nawet jeśli nie zosta­niesz gwiaz­dą roc­ka, może uda ci się na sie­bie zaro­bić”4 – sły­szy Han­sard. I rze­czy­wi­ście, wkrót­ce potem miej­scem jego codzien­nej edu­ka­cji sta­je się uli­ca – na Gra­fton Stre­et (a tak­że w innych euro­pej­skich i ame­ry­kań­skich mia­stach) arty­sta busku­je przez kolej­ne deka­dy, rów­nież po zdo­by­ciu roz­po­zna­wal­no­ści i osią­gnię­ciu suk­ce­su.

W 1990 roku razem z kole­ga­mi zakła­da roc­ko­wą for­ma­cję The Fra­mes; wyda­je z nią w sumie dzie­więć albu­mów. W 1991 roku za spra­wą szczę­śli­we­go zrzą­dze­nia losu otrzy­mu­je angaż w nagro­dzo­nym czte­re­ma sta­tu­et­ka­mi BAFTA fil­mie Ala­na Par­ke­ra The Com­mit­ments – roz­gry­wa­ją­cej się w dziel­ni­cy robot­ni­czej Dubli­na histo­rii Jimmy’ego Rabbitte’a, któ­ry chce zało­żyć wła­sny zespół soulo­wy i poprzez ogło­sze­nie w lokal­nej pra­sie szu­ka chęt­nych do współ­pra­cy zapa­leń­ców. Han­sard wcie­la się w rolę gita­rzy­sty Out­spa­na Foste­ra. „Przez całą noc pali­li­śmy z kum­plem tra­wę i gada­li­śmy o muzy­ce. To on brał udział w castin­gu, ja posze­dłem tam dla towa­rzy­stwa. Szu­ka­li rudo­wło­se­go chło­pa­ka z Dubli­na, któ­ry grał­by na gita­rze. Wszyst­ko się zga­dza­ło, więc dosta­łem tę rolę”5 – wspo­mi­na roz­ba­wio­ny.

Pięt­na­ście lat póź­niej John Car­ney, jego przy­ja­ciel i były czło­nek The Fra­mes, pro­si go o skom­po­no­wa­nie utwo­rów do swo­je­go debiu­tu fabu­lar­ne­go. W głów­ną rolę wcie­lić się ma Cil­lian Mur­phy, ale rezy­gnu­je, nie­pew­ny efek­tów współ­pra­cy ze swo­ją part­ner­ką ekra­no­wą Mar­kétą Irglo­vą, cze­ską woka­list­ką, kom­po­zy­tor­ką i autor­ką tek­stów. Wów­czas poja­wia się pomysł, aby zastą­pił go Han­sard. Ten jed­nak ma wąt­pli­wo­ści: po pierw­sze, fabu­ła wyda­je się zbyt bli­ska jego wła­snej histo­rii; po dru­gie, podob­nie jak Irglo­vej, brak mu pro­fe­sjo­nal­ne­go wykształ­ce­nia aktor­skie­go. Wresz­cie: chce być koja­rzo­ny ze swo­ją muzy­ką, a nie – jak po suk­ce­sie The Com­mit­ments – z fik­cyj­ną posta­cią.

Osta­tecz­nie bie­rze udział w castin­gu i przyj­mu­je rolę bez­i­mien­ne­go buske­ra ze zła­ma­nym ser­cem, napra­wia­ją­ce­go odku­rza­cze i marzą­ce­go o wła­snej pły­cie. Once, powsta­ła w dwa tygo­dnie nisko­bu­dże­to­wa pro­duk­cja, zdo­by­wa Nagro­dę Publicz­no­ści na Sun­dan­ce Film Festi­val oraz Osca­ra w kate­go­rii „Naj­lep­szy utwór ory­gi­nal­ny” (za Fal­ling Slow­ly). Han­sard i Irglo­vá – już jako The Swell Season6 – wyru­sza­ją w trzy­let­nią tra­sę kon­cer­to­wą, uwiecz­nio­ną w doku­men­cie pod tym samym tytu­łem (w reży­se­rii Nic­ka Augu­sta-Per­ny i Chri­sa Dap­kin­sa, 2011). To nie tyl­ko zapis kon­fron­to­wa­nia się z nagłym wzro­stem popu­lar­no­ści i nie­chę­cią do bycia defi­nio­wa­nym przez pry­zmat suk­ce­su komer­cyj­ne­go, ale tak­że intym­na kro­ni­ka stop­nio­we­go roz­pa­du związ­ku. Choć sło­wa „pozo­sta­li przy­ja­ciół­mi” brzmią jak wyświech­ta­ny fra­zes, w tym przy­pad­ku rze­czy­wi­ście tak jest: Han­sard i Irglo­vá nagry­wa­ją trzy wspól­ne pły­ty (ostat­nią, For­ward, wio­sną zeszłe­go roku), kibi­cu­ją swo­im zawo­do­wym pro­jek­tom, a ich rodzi­ny utrzy­mu­ją ze sobą bli­skie rela­cje.

W 2012 roku Han­sard wyda­je pierw­szy solo­wy album, Rhy­thm and Repo­se. W kolej­nych latach uka­zu­ją się jesz­cze: Didn’t He Ram­ble (2015), Betwe­en Two Sho­res (2018), This Wild Wil­ling (2019), All That Was East Is West of Me Now (2023) oraz, w kwiet­niu tego roku, Don’t Set­tle (Vol. 1 – Trans­mis­sions East + Vol. 2 – Trans­mis­sions West) – dwu­czę­ścio­wa retro­spek­ty­wa dorob­ku muzycz­ne­go arty­sty, nagra­na z oka­zji jego pięć­dzie­sią­tych pią­tych uro­dzin pod­czas dwóch kame­ral­nych kon­cer­tów w ber­liń­skim Fun­khaus.

W wywia­dzie z kwiet­nia tego roku Han­sard opo­wia­da o, jak sam twier­dzi, samym środ­ku swo­je­go dobre­go życia:

Skoń­czy­łem 56 lat, więc mam teraz dwie moż­li­wo­ści: albo tro­chę zwol­nić, albo jesz­cze przez jakiś czas doci­skać pedał gazu. Wybie­ram to dru­gie. Jest tyle rze­czy, do któ­rych zawsze chcia­łem się zabrać, ale nie mia­łem na to prze­strze­ni. Nagra­łem pły­tę, któ­ra uka­że się praw­do­po­dob­nie wio­sną przy­szłe­go roku; dopie­ro potem ruszy­my w tra­sę. Przede mną kil­ka mie­się­cy robie­nia zupeł­nie innych rze­czy7.

Glen Hansard.
Fot. Ivi Rebová.

„Wielka nadzieja” („High Hope”)

23 grud­nia 2010 roku, Dublin. Han­sard prze­mie­rza Gra­fton Stre­et, gdy zacze­pia­ją go oso­by kwe­stu­ją­ce na rzecz Dublin Simon Com­mu­ni­ty – orga­ni­za­cji, któ­rej wolon­ta­riu­szem jest od pięt­na­ste­go roku życia. Zaję­ty wła­sny­mi spra­wa­mi, nie ma cza­su się zatrzy­mać i zaśpie­wać ze zgro­ma­dzo­ny­mi – w domu czu­je się z tym tak źle, że następ­ne­go dnia wra­ca w to samo miej­sce z gita­rą. Niko­go już tam nie zasta­je, ale nie powstrzy­mu­je go to przed gra­niem na uli­cy i zbie­ra­niem dat­ków na potrze­bu­ją­cych8. Tak rodzi się Chri­st­mas Eve Busk – ulicz­ny kon­cert cha­ry­ta­tyw­ny, któ­ry Han­sard orga­ni­zu­je przez następ­nych pięt­na­ście lat w każ­dą Wigi­lię, na coraz więk­szą ska­lę. Do udzia­łu zapra­sza mię­dzy inny­mi Bono, Sinéad O’Connor, Damie­na Rice’a, Imel­dę May, Shane’a Mac­Go­wa­na czy Hozie­ra; śpie­wa­niu wspól­nie ze zgro­ma­dzo­nym na Gra­fton Stre­et tłu­mem towa­rzy­szy zbiór­ka na oso­by w kry­zy­sie bez­dom­no­ści, dzia­ła­nia pre­wen­cyj­ne i uświa­da­mia­ją­ce9.

W 2014 roku, osiem­set lat po pierw­szej udo­ku­men­to­wa­nej piel­grzym­ce z Irlan­dii do San­tia­go de Com­po­ste­la, Han­sard dołą­cza do Danny’ego Sheehy’ego, poety z hrab­stwa Ker­ry, oraz kil­ku innych piel­grzy­mów pły­ną­cych śla­dem Świę­te­go Bren­da­na Żegla­rza (Naomh Bre­an­dán) w ramach pro­jek­tu Cami­no na Sái­le – pły­nie ręcz­nie wyko­na­ną cel­tyc­ką łodzią (naom­hóg) i wio­słu­je w rytm tra­dy­cyj­nych irlandz­kich pie­śni. Jak prze­ko­nu­je:

Kul­tu­ra Irlan­dii jest kul­tu­rą gro­ma­dze­nia się, sie­dze­nia przy komin­kach, roz­ma­wia­nia, prze­ka­zy­wa­nia nie­zwy­kłych opo­wie­ści. Ludzie spo­ty­ka­ją się w barach, w swo­ich domach, w kuch­niach. […] Jako naród wszy­scy nosi­my w sobie pieśń. […] Ust­nie prze­ka­zy­wa­ne histo­rie i pie­śni to nasza tra­dy­cja. Z nich się uczy­łem, nie z ksią­żek. Nasi ojco­wie i nasze mat­ki śpie­wa­li10.

W grud­niu 2016 roku – z nie­odzow­ną gita­rą i z pie­śnią na ustach – Han­sard bie­rze udział w oku­pa­cji poło­żo­ne­go w cen­trum Dubli­na budyn­ku Apol­lo House, któ­ry wła­dze mia­sta chcą wybu­rzyć, mimo że zda­niem orga­ni­za­cji akty­wi­stycz­nej Home Swe­et Home mógł­by zostać prze­zna­czo­ny na loka­le miesz­kal­ne dla ludzi pozba­wio­nych dachu nad gło­wą – w cią­gu nie­speł­na mie­sięcz­ne­go pro­te­stu prze­by­wa tam ponad dwie­ście osób. Pro­te­stu­ją­cy opusz­cza­ją to miej­sce dopie­ro na sku­tek naka­zu sądo­we­go; do roz­biór­ki docho­dzi w czerw­cu 2018 roku. Po latach Han­sard przy­zna­je: „Cie­szy­łem się i byłem wystar­cza­ją­co naiw­ny, by wie­rzyć, że coś zmie­nię. Zmia­ny są moż­li­we, gdy ludzie w sie­bie nie wąt­pią – po pro­stu dzia­ła­ją, bez wzglę­du na wszyst­ko. To było waż­ne doświad­cze­nie”11. W grud­niu 2017 roku poja­wia się przed sie­dzi­bą irlandz­kie­go par­la­men­tu, aby wyko­nać zmo­dy­fi­ko­wa­ną tek­sto­wo wer­sję Hap­py Xmas (War Is Over) Joh­na Len­no­na i zachę­cić rząd do dzia­łań na rzecz osób w kry­zy­sie bez­dom­no­ści12.

W 2022 roku, po agre­sji Rosji na Ukra­inę, kom­po­nu­je utwór Take Heart – wyko­nu­je go wspól­nie z Anną Vdo­vy­ko­vską, Ole­ną Sha­po­val, Alex Pish­che­iko i Mar­kétą Irglo­vą. Pod­czas pierw­sze­go Chri­st­mas Eve Busk po pan­de­mii COVID-19 pro­si zgro­ma­dzo­ną publicz­ność o soli­dar­ność z Ukra­iną i wyko­nu­je zade­dy­ko­wa­ną Ukra­in­kom i Ukra­iń­com pio­sen­kę. Regu­lar­nie anga­żu­je się tak­że w dzia­ła­nia Ukra­inian Action – demon­stra­cje, prze­mar­sze czy kon­cer­ty cha­ry­ta­tyw­ne.

W jego przy­pad­ku aktyw­no­ści muzycz­na i spo­łecz­na nie­mal od zawsze idą w parze. W doku­men­cie The Swell Season i przy wie­lu innych oka­zjach tłu­ma­czy, dla­cze­go nie lubi okre­śle­nia „zdo­byw­ca Osca­ra”: sta­tu­et­ka – podob­nie jak zwią­za­ny z nią suk­ces komer­cyj­ny – nie defi­niu­je go ani jako arty­sty, ani jako czło­wie­ka. O wie­le bliż­sze jego życio­wej filo­zo­fii zda­ją się takie okre­śle­nia, jak tek­ściarz, pie­śniarz, bard, tru­ba­dur czy busker – ulicz­ny „sprze­daw­ca cudów i mitów”13. Lokal­na spo­łecz­ność z dumą mówi o nim: „bal­ly­muń­czyk” (Bal­ly­mu­ner): jeden z nas, ten, któ­ry – mimo awan­su spo­łecz­ne­go – nigdy nie zapo­mniał o swo­ich korze­niach14. W tele­dy­sku do utwo­ru High Hope (2012) Han­sard prze­mie­rza rowe­rem uko­cha­ną dziel­ni­cę, muzy­ku­je z dzieć­mi z lokal­nej szko­ły i odda­je hołd miej­scu, w któ­rym „upły­nę­ły sta­re dobre cza­sy”, gdzie „jesteś wiecz­nie mło­dy” i masz „sil­ne ser­ce”15.

Wie­lo­krot­nie wspo­mi­na mat­kę kąpią­cą go w kuchen­nym zle­wie i śpie­wa­ją­cą Bird on the Wire Leonar­da Cohe­na. Przy­wo­łu­je tak­że obraz ojca nucą­ce­go przy gole­niu. Dzie­więt­na­sto­wiecz­ny irlandz­ki utwór fol­ko­wy Roc­ky Road to Dublin rów­nie chęt­nie wyko­nu­je – dono­śnie, a capel­la, z nie­na­gan­ną dyk­cją i peł­nym zaan­ga­żo­wa­niem – w kame­ral­nej aran­ża­cji na potrze­by doku­men­tu The Busk – A Deca­de of Chri­st­mas on Gra­fton Stre­et (2020), co na wiel­kiej sce­nie festi­wa­lu muzycz­ne­go Slu­no­vrat w cze­skiej Opa­wie (czer­wiec 2026), jako naj­więk­sza gwiaz­da wyda­rze­nia.

Pod­czas kon­cer­tów daje z sie­bie wszyst­ko; zdzie­ra gar­dło i zry­wa stru­ny; opo­wia­da prze­róż­ne, mniej lub bar­dziej oso­bi­ste aneg­do­ty, żar­tu­je, tań­czy, jest w swo­im żywio­le. Oso­bi­ście zapo­wia­da wystę­pu­ją­ce przed nim sup­por­ty i pro­si, aby poświę­cić im uwa­gę – bo to naj­lep­sze, co artyst(k)a może otrzy­mać. Nie­rzad­ko wcią­ga ludzi na sce­nę, by śpie­wa­li razem z nim. Z zespo­łem rozu­mie się bez słów, a nie­po­wta­rzal­ną rela­cję z publicz­no­ścią budu­je bez wzglę­du na to, czy stoi przed nim garst­ka, set­ki czy tysią­ce osób. Nie­mal zawsze bisu­je w tłu­mie, z gita­rą i bez mikro­fo­nu, wyśpie­wu­jąc fol­ko­we kla­sy­ki w rodza­ju The Auld Trian­gle czy Pas­sing Thro­ugh.

Przy oka­zji pre­mie­ry Once tłu­ma­czy Anthony’emu Bre­zni­ca­no­wi: „Na uli­cy wszy­scy są sobie rów­ni. Jesteś o krok od żebrac­twa. Cał­ko­wi­cie się upo­ka­rzasz, nie masz w sobie nic z gwiaz­dy roc­ka. Nie jesteś nic wart. Ale niko­mu nie jesteś też nic winien. Nikt nie może cię oce­niać ani kry­ty­ko­wać. To wiel­ki zaszczyt być ulicz­nym muzy­kiem”16. „Nigdy nie prze­stał nim być, bez wzglę­du na to, gdzie grał” – pod­su­mu­je po latach dzien­ni­karz.

Glen Hansard.
Fot. Ivi Rebová.

„Co, jeśli serce po prostu się zatrzyma” („What Happens When the Heart Just Stops”)

28 lip­ca 2026 roku, Straw­ber­ry Beds pod Dubli­nem. Jak w każ­dy wto­rek Han­sard gra ze zna­jo­my­mi w oko­licz­nym pubie – na nagra­niu z póź­ne­go wie­czo­ra wyko­nu­je naj­now­szy, nie­opu­bli­ko­wa­ny utwór Tried and Failed i zachę­ca­ją­ca pozo­sta­łych, aby do nie­go dołą­czy­li. Ginie tra­gicz­nie kil­ka godzin póź­niej, nad ranem 29 lip­ca, w wypad­ku moto­cy­klo­wym w dro­dze do domu. Jest peł­nia zwa­na Koź­lim Księ­ży­cem; dwa tygo­dnie póź­niej nastą­pi zaćmie­nie słoń­ca. Utwór The Moon The Swell Season wybrzmie­wa dotkli­wie jak nigdy: „Zatrza­śnij drzwi na księ­życ / I pozwól pta­kom się zle­cieć / Nie igraj już z głup­cem / I pozwól duszom się błą­kać / I krwaw / Z duszy”.

„Jeśli pio­sen­ka cię poru­sza, tyl­ko to się liczy. Nie muszę wie­dzieć, co ozna­cza. Wkła­da­łem w swo­je utwo­ry całe mnó­stwo róż­nych zna­czeń”17 – mówił w wykła­dzie noblow­skim Bob Dylan. Doda­wał tak­że, że pio­sen­ki nie są po to, by czy­tać je jak lite­ra­tu­rę, lecz aby ich słu­chać – na kon­cer­tach czy pły­tach. Bird of Sor­row, naj­waż­niej­szy dla mnie utwór, Han­sard napi­sał z myślą o swo­jej mat­ce, a zara­zem o Irlan­dii: zależ­nie od inter­pre­ta­cji jego prze­kaz może więc być oso­bi­sty lub uni­wer­sal­ny. Wpi­sa­ny weń cię­żar emo­cjo­nal­ny to coś znacz­nie wię­cej niż suma war­stwy tek­sto­wej, muzycz­nej i wokal­nej; coś, co wymy­ka się sztyw­nym for­mu­łom inter­pre­ta­cyj­nym. Utwór sta­je się doświad­cze­niem, któ­re roz­sa­dza ramy roz­wa­żań teo­re­tycz­nych na temat tego, czy tek­ścia­rze „zasłu­gu­ją” na mia­no poetów, a to, co two­rzą – na mia­no lite­ra­tu­ry18.

W odcin­ku pod­ca­stu Soda­jer­ker on Son­gw­ri­ting nagra­nym w kwiet­niu tego roku Han­sard prze­ko­nu­je:

Osta­tecz­nie sta­ram się napi­sać dzie­sięć dobrych pio­se­nek. Taki jest mój życio­wy cel. […] Jeśli zdo­łam – wspa­nia­le. Tro­chę jak z robie­niem mebli: two­rzysz krze­sło, któ­re będzie słu­żyć ludziom jesz­cze dłu­go po tym, gdy cie­bie zabrak­nie. Na tym pole­ga rze­mio­sło. Jeśli zdo­łasz napi­sać kil­ka dobrych kawał­ków, to jest to. Nie cho­dzi o bycie boga­tym. Naj­wspa­nial­szy kom­ple­ment, jaki możesz usły­szeć, to że ktoś słu­cha two­je­go utwo­ru, że on mu się podo­ba19.

Uko­cha­na mat­ka, Cathe­ri­ne, któ­rej Han­sard oddał zło­tą sta­tu­et­kę i któ­ra w pla­sti­ko­wej rekla­mów­ce nosi­ła ją ze sobą na wszyst­kie roz­gryw­ki bin­go, przez co „każ­da kobie­ta w pół­noc­nym Dubli­nie ma zdję­cie jego Osca­ra”20, była prze­ko­na­na, że dla kolej­nych poko­leń nie będzie ano­ni­mo­wy wła­śnie z powo­du nagro­dy. Zda­niem Daniel­le Holian „oso­by słu­cha­ją­ce jego muzy­ki zapa­mię­ta­ją coś znacz­nie skrom­niej­sze­go: uczu­cie towa­rzy­szą­ce prze­by­wa­niu w pomiesz­cze­niu, w któ­rym – na czas trwa­nia pio­sen­ki – nikt nie czu­je się samot­ny”21. Mia­łam szczę­ście kil­ku­krot­nie zna­leźć się w takim miej­scu, więc wiem, o czym mowa.

Być może odkry­cie Gle­na Han­sar­da – przed bli­sko dwu­dzie­sto­ma laty – nie zmie­ni­ło kolei moje­go życia, ale z całą pew­no­ścią mia­ło ogrom­ny wpływ na to, jaką oso­bą jestem. Jego muzy­ka była ze mną nie­ustan­nie, w szko­le i na stu­diach, w okre­sie doj­rze­wa­nia i w doro­słym życiu. Nie­speł­na deka­dę temu, pisząc kul­tu­ro­znaw­czą pra­cę licen­cjac­ką o habi­tu­sie irlandz­kie­go buske­ra i jego kry­tycz­nym sto­sun­ku do komer­cyj­nej kon­se­kra­cji, przez kil­ka mie­się­cy mia­łam z nim nie­zwy­kle inten­syw­ny, choć jed­no­stron­ny, kon­takt: spi­sy­wa­łam cyta­ty z wywia­dów, robi­łam notat­ki z tele­dy­sków i doku­men­tów, śle­dzi­łam poza­ar­ty­stycz­ne aktyw­no­ści, mapo­wa­łam kon­tek­sty. Bez tru­du prze­glą­da­łam się w jego wraż­li­wo­ści, a jed­no­cze­śnie sta­ra­łam zacho­wać moż­li­wie naj­więk­szy obiek­ty­wizm badaw­czy, opo­wie­dzieć o Han­sar­dzie zde­per­so­na­li­zo­wa­nym języ­kiem – przez pry­zmat teo­rii Pierre’a Bour­dieu, w kil­ku roz­dzia­łach, z przy­pi­sa­mi i biblio­gra­fią.

Dziś nie mam takich ambi­cji. Wiem, czym są „wię­zi para­spo­łecz­ne”, ale nie chcę już cho­wać się za języ­kiem nauko­wym. Wręcz prze­ciw­nie: nie potra­fię powstrzy­mać łez i pogo­dzić się z nagłym, nie­spra­wie­dli­wym i przed­wcze­snym odej­ściem czło­wie­ka, któ­ry mnie wycho­wał; któ­ry towa­rzy­szył mi we wszyst­kich – naj­waż­niej­szych i naj­zwy­klej­szych – momen­tach. Któ­ry ukształ­to­wał moją wraż­li­wość bar­dziej niż jaki­kol­wiek aka­de­mic­ki kurs.

Na począt­ku sierp­nia w Kate­drze św. Patry­ka w Dubli­nie pod­czas cere­mo­nii, któ­rej trans­mi­sję – dzię­ki otwar­to­ści i życz­li­wo­ści rodzi­ny Han­sar­dów – oglą­da­łam razem z ponad czter­dzie­sto­ma tysią­ca­mi pogrą­żo­nych w roz­pa­czy i żało­bie osób, padło wie­le roz­dzie­ra­ją­cych i pięk­nych słów. W tym stwier­dze­nie, że „nawet dla tych, któ­rzy nigdy nie pozna­li go oso­bi­ście, Han­sard był naj­lep­szym przy­ja­cie­lem”22.

„Co jeśli ser­ce nagle się zatrzy­ma?” – zasta­na­wiał się w bal­la­dzie The Fra­mes pod tym samym tytu­łem (2001). Nie­któ­re pyta­nia już zawsze pozo­sta­ną bez odpo­wie­dzi, rany się nie zago­ją, a łzy nie wyschną. Ale, jak­kol­wiek banal­nie to brzmi, nie umilk­nie rów­nież muzy­ka. Wybrzmie­wa­ła pod­czas kon­cer­tu na uli­cach Dubli­na, kie­dy tłum buske­rów wyko­ny­wał Fal­ling Slow­ly na cześć Han­sar­da. W trak­cie wysta­wie­nia trum­ny w Irlandz­kim Muzeum Sztu­ki Nowo­cze­snej, gdy w sumie ponad jede­na­ście tysię­cy osób przy­szło poże­gnać arty­stę, a przy­ja­cie­le muzy­cy czu­wa­li tuż obok z instru­men­ta­mi. W kate­drze, gdy śpie­wa­li i gra­li dla nie­go star­szy brat, Gary, naj­bliż­si przy­ja­cie­le Mar­kéta Irglo­vá i Eddie Ved­der, Lisa O’Neill oraz tłum innych arty­stek i arty­stów (w tym towa­rzy­szą­cy mu od dekad na sce­nie człon­ko­wie The Fra­mes), któ­ry na zakoń­cze­nie wyko­nał Fore­ver Young Boba Dyla­na. Póź­niej tego same­go dnia, w cza­sie zamknię­te­go wyda­rze­nia dla rodzi­ny i przy­ja­ciół w klu­bie Whelan’s i o trze­ciej nad ranem, kie­dy grup­ka żałob­ni­ków z Ved­de­rem na cze­le busko­wa­ła dla nie­go tam, gdzie wszyst­ko się zaczę­ło: na Gra­fton Stre­et.

Glen Han­sard wypeł­nił swo­je życio­we powo­ła­nie z nawiąz­ką. Choć wystar­czy­ło­by dzie­sięć dobrych pio­se­nek, zosta­wił ich po sobie znacz­nie wię­cej. Nie­któ­rych z nich nawet jesz­cze nie zna­my.

Ní bhe­idh a leithéid arís ann.

Dzię­ku­ję, przy­ja­cie­lu.

 

1 R. McDon­nell, Remem­ber Me, My Ghost. Docu­men­ting Ire­lan­d’s Noto­rio­us Bal­ly­mun Neigh­bor­ho­od, „Time”, onli­ne: https://time.com/3789735/remember-me-my-ghost/ [dostęp: 29.08.2026].

2 RTÉ Radio 1, onli­ne: https://www.instagram.com/p/DbYPk0-vJpx/ [dostęp: 29.08.2026]. Tłu­ma­cze­nia cyta­tów, jeśli nie zazna­czo­no ina­czej – A.K.

3 The Cur­rent, onli­ne: https://www.instagram.com/p/DbYnPerAeUG/ [dostęp: 29.08.2026].

4 RTÉ News / RTÉ Enter­ta­in­ment / The Late Late Show, onli­ne: https://www.instagram.com/p/DbYMljhMcMv/ [dostęp: 29.08.2026].

5 Track Star*, Testing Glen Hansard’s Music Know­led­ge, onli­ne: https://www.youtube.com/watch?v=dbqM4-9RQJU [dostęp: 29.08.2026].

6 Inspi­ra­cję nazwy zespo­łu sta­no­wi­ła powieść Pri­ma sezó­na cze­skie­go pisa­rza Jose­fa Škvorecký’ego, wyda­na w 1975 roku (wyda­nie pol­skie: Faj­ny sezon, 1999). Akcja powią­za­nych ze sobą opo­wia­dań roz­gry­wa się w cza­sie dru­giej woj­ny świa­to­wej w pro­win­cjo­nal­nej miej­sco­wo­ści Koste­lec; głów­nym boha­te­rem jest Dan­ny Smi­ric­ky – alter ego auto­ra, męż­czy­zna, któ­ry pró­bu­je zdo­być ser­ca dziew­czyn z oko­li­cy i jest roz­ko­cha­ny w jaz­zie. Han­sard czy­tał powieść pod­czas prac nad debiu­tanc­kim albu­mem duetu.

7 D. Hoven­ga, In conver­sa­tion with Glen Han­sard. No time for han­ging abo­ut (EN), „Writ­ten in Music”, onli­ne: https://writteninmusic.com/interview/in-conversation-with-glen-hansard-no-time-for-hanging-about-en/ [dostęp: 29.08.2026].

8 RTÉ News, onli­ne: https://www.instagram.com/p/DbYQBrVs0wt/ [dostęp: 29.08.2026].

9 E. O’Riordan, Glen Han­sard as an acti­vist. A ‘giant in the fight aga­inst home­les­sness’, „The Irish Times”, onli­ne: https://www.irishtimes.com/culture/music/2026/07/30/glen-hansard-as-activist-a-giant-in-the-fight-against-homelessness/ [dostęp: 29.08.2026]. W trak­cie pięt­na­stu edy­cji Chri­st­mas Eve Busk na te cele zebra­no ponad dwa milio­ny euro.

10 Onli­ne: http://www.chicagotribune.com/entertainment/music/ct-glen-hansard-on-ce-ott-1120–20151116-story.html [dostęp: 29.08.2026].

11 E. O’Riordan, Glen Han­sard as an acti­vist

12 Tam­że.

13 H. Abdur­ra­qib, Glen Hansard’s Stre­et-Cor­ner Sto­ries, „The New Yor­ker”, onli­ne: https://www.newyorker.com/news/postscript/glen-hansards-street-corner-stories [dostęp: 29.08.2026].

14 RTÉ News, onli­ne: https://www.instagram.com/p/DbY5SJ4MC4D/ [dostęp: 29.08.2026].

15 G. Han­sard, High Hope, onli­ne: https://www.youtube.com/watch?v=y2gJ8uNtk4A&list=RDy2gJ8uNtk4A&start_radio=1 [dostęp: 29.08.2026].

16 A. Bre­zni­can, What Glen Han­sard Tau­ght Me Abo­ut Making Art, „Esqu­ire”, onli­ne: https://www.esquire.com/entertainment/music/a73298034/glen-hansard-dies-dead/ [dostęp: 29.08.2026].

17 B. Dylan, Nobel Pri­ze Lec­tu­re, onli­ne: https://www.nobelprize.org/prizes/literature/2016/dylan/lecture/ [dostęp: 29.08.2026].

18 D. Lyn­skey, From Dylan to Ishi­gu­ro. Can song lyrics ever be lite­ra­tu­re?, „The Guar­dian”, onli­ne: https://www.theguardian.com/books/2024/mar/02/from-dylan-to-ishiguro-can-song-lyrics-ever-be-literature [dostęp: 29.08.2026].

19 Soda­jer­ker, Epi­so­de 316 – Glen Han­sard, onli­ne: https://sodajerker.com/episode-316-glen-hansard/ [dostęp: 29.08.2026].

20 Irish Times News, onli­ne: https://www.instagram.com/p/DbbcdqOkm‑Q/ [dostęp: 29.08.2026].

21 D. Holian, In Memo­riam: Glen Han­sard, the Dublin Busker Who Made the World Feel Less Alo­ne, „Atwo­od Maga­zi­ne”, onli­ne: https://atwoodmagazine.com/glhd-glen-hansard-tribute-2026/ [dostęp: 29.08.2026].

22 A. Young, Bono Honors Glen Han­sard at Fune­ral with „Beau­ti­ful Day” Tri­bu­te, Pat­ti Smith Lul­la­by, „Con­se­qu­en­ce”, onli­ne: https://consequence.net/2026/08/bono-glen-hansard-funeral/ [dostęp: 29.08.2026].

Glen Hansard.
Fot. Ivi Rebová.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury
i Dziedzictwa Narodowego w ramach dotacji celowej „Inne tradycje”.

Glen Hansard. Glen Hansard. Glen Hansard. Glen Hansard.

Czytaj także

15.07.2026 Interferencje

Wiralowe Wzgórza

„Emily Brontë zmarła na gruźlicę sto siedemdziesiąt siedem lat temu, a ta adaptacja i tak jest najgorszym, co ją spotkało” – gdy tylko zobaczyłam ten komentarz, jeden z wielu krążących w sieci w momencie premiery najnowszej ekranizacji Wichrowych Wzgórz, wiedziałam, że rozpocznę od niego swój tekst – o filmowych adaptacjach powieści Emily Brontë pisze Aleksandra Kumala.

10.06.2026 Recenzje

Irlandzki chłopak

W powieściowym świecie obowiązują zasady łudząco podobne do tych, które znamy z otaczającej nas rzeczywistości i alarmujących analiz dotyczących manosfery: chłopcy nie nazywają i nie okazują emocji, w wyniku czego jako dorośli mężczyźni nie potrafią o nich rozmawiać ani tym bardziej ich kontrolować – o Blisko domu Michaela Magee pisze Aleksandra Kumala.

06.09.2026 Hiperteksty

Karuzela z morderstwami

Narracja powieści jest polifoniczna, rozciągnięta w czasie na piętnaście lat i podzielona pomiędzy Kingston, Montego Bay, Miami i Nowy Jork, a mimo że niemal bez przerwy ktoś kogoś morduje i wszyscy mówią do nas naraz, nie mamy poczucia zagubienia: rządzi nią żelazna dyscyplina – o Krótkiej historii siedmiu zabójstw Marlona Jamesa pisze Elżbieta Bińczycka-Gacek.