W redakcji „Dziennika Literackiego” wertujemy różnego rodzaju czasopisma w poszukiwaniu interesujących tekstów. Wyławiamy artykuły, które nas intrygują, poruszają, prowokują do rozmowy. Naszym czytelniczkom i czytelnikom również powinny przypaść do gustu. Dlatego w każdy piątek zapraszamy do lektury przeglądu prasy kulturalnej.
„Odra”
Losy Białorusi, nie tylko w ostatnim czasie, naznaczone są tragicznymi zdarzeniami i ich bolesnymi konsekwencjami. Podobnie jak nasza inna wschodnia sąsiadka – Ukraina, białoruska ziemia mierzy się z sytuacją, w której wolność zwykłych obywateli jest zagrożona, a prawo do zachowania języka, kultury przodków i pamięci o historii jest systematycznie i konsekwentnie łamane. Jednym z obrońców białoruskiego dziedzictwa pozostaje działający na polu literackim Uładzimir Niaklajeu, autor między innymi powieści Gai Ben Hinnom. To właśnie tej książki i poruszonych w niej kwestii dotyczy tekst Historia nie jest tym, co było, ale tym, co o niej napisano… – rozmowa Olgi A. Wiewióry z autorem, opublikowana w lutowym numerze „Odry”.
Głównym bohaterem przywołanej powieści jest Janka Kupała, uznawany za wieszcza narodowego Białorusinów, propagującego w swych utworach ideę białoruskiej państwowości i dążącego do realizacji marzenia o niepodległym państwie. Kupale jako pierwszemu przypisuje się ukazanie w literaturze światopoglądu, charakteru i mentalności Białorusinów. Rdzeń jego twórczości stanowiły elementy zaczerpnięte z kultury ludowej; dzięki temu sama ludowość stawała się przedmiotem swoistej nobilitacji. Niestety Kupała, podobnie jak współczesna Białoruś, to bohater tragiczny. Zmuszony do kompromisu z władzą radziecką, utracił wolność, a wraz z nią jakość swojej pracy. Na historii owego upadku skupia się Niaklajeu – nie ocenia wieszcza, lecz zaprasza do namysłu nad współczesnymi ofiarami systemu. Rozmowa zawiera również zapis rozważań nad sensem (a raczej koniecznością) zachowania języka narodowego, luksusem bezkompromisowości i rozdźwiękiem ideowym między Wschodem a Zachodem.
*
Słowo „pejzaż” uruchamia zazwyczaj skojarzenia związane z czymś sielskim, łagodnym, spokojnym. Bywa, że przywodzi na myśl obrazy kiczowatej i naiwnej sztuki, jak choćby dobrze wszystkim znane przedstawienie jeleni na rykowisku czy banalne zachody słońca. Niekiedy jednak mówimy również o pejzażu apokaliptycznym, katastroficznym czy wojennym. Pejzaż może być zatem naznaczony przemocą, cierpieniem, może być zdegradowany i odpychający. Ten sam wycinek rzeczywistości dla jednych może być miłym oku krajobrazem, dla innych zaś – scenerią, od której wzgardliwie odwraca się wzrok. Te dość oczywiste – by nie napisać: banalne – obserwacje zyskują pogłębiony wymiar dzięki Marcie Hożewskiej i jej książce Niedotlenienie (fragment publikacji opatrzony tytułem Pejzaż znalazł się w lutowym numerze „Odry”). Autorka zgłębia kwestie związane z pejzażem, szuka wpływu, jaki na kontemplację krajobrazu ma bagaż kulturowy (wzory przeżywania, utrwalone „wewnętrzne obrazy”), stara się rozpoznać tęsknoty ukryte za pejzażem wyobrażonym oraz ślady, które odcisnął w nas przekazywany z pokolenia na pokolenie „pejzaż ojczyźniany”. Sztolnia „Rzeczka”, „Włodarz”, Podziemne Miasto Osówka – jak pisze Hożewska, osobliwy nekro-Disneyland – stanowią dla autorki punkt wyjścia rozważań na temat różnorodności przestrzeni Sudetów i Gór Sowich. Ten symboliczny kawałek ziemi przypomina, że krajobraz może być również przechodni.
„Nowe Książki”
Opublikowana niedawno przez Karakter Obywatelka Claudii Rankine jest zapisem przemyśleń jamajsko-amerykańskiej pisarki (poetki, eseistki, dramaturżki i wykładowczyni Uniwersytetu Yale) na temat kwestii rasizmu w Stanach Zjednoczonych. To książka głęboko polityczna, której autorka nadała formę prozy poetyckiej. Rankine zdobyła nominacje do najważniejszych amerykańskich nagród literackich, została wyróżniona między innymi National Book Critics Circle Award i „Los Angeles Times” Book Prize. Marek Paryż, recenzując Obywatelkę w tekście Liryka polityczna, zaznacza, że niebywały oddźwięk społeczny, który wywołał tekst Rankine, jest przede wszystkim rezultatem bezpośredniości jej przekazu politycznego. Twórczyni bierze na siebie podwójny ciężar – wymagającej formy i trudnej próby przedstawienia (z konieczności fragmentarycznego) przykładów antagonizmów na tle rasowym. Narracja autobiograficzna w drugiej osobie, mocno introspekcyjna, „wywołuje poczucie dyskomfortu, wynikające ze świadomości naruszenia intymnej przestrzeni narratorki i potęgowane przez trudną formę”. Niezależnie od tego, czy czytamy o jawnych, bulwersujących aktach nienawiści na tle rasowym (zabójstwa czarnych Amerykanów), o łagodniejszych, ale niezwykle wymownych przejawach niesprawiedliwości rasowej (regularnie dyskryminowana przez sędziów Serena Williams), czy wreszcie o „mikroagresjach” (ironiczne podteksty dotyczące rasy oraz związana z nią nieuzasadniona podejrzliwość), Rankine – podobnie jak James Baldwin w swoich książkach – wytrąca nas z utartych schematów myślenia i wzbudza w nas poczucie dyskomfortu. Jest to jednak dyskomfort potrzebny, a wręcz konieczny do kształtowania właściwej postawy społecznej – zmuszający nas do reagowania na niesprawiedliwość i cudzą krzywdę.
*
Agata Romaniuk w rozmowie z Tomaszem Kłuskiem zatytułowanej Książki powinny cieszyć i zmieniać świat wyznaje:
Bardzo zależy mi na tym, żeby pokazywać w moich książkach dzieciom świat realistyczny, ale trochę zaczarowany. Chcę uniknąć takiego eskapizmu, który jest popularny szczególnie w literaturze fantasy, od której dzieci wracają, często niechętnie, do swojego prawdziwego życia.
Autorka popularnej Kociej Szajki stworzyła cykl książek, których bohaterami są koty-detektywi, mówiący ludzkim językiem. Świat przedstawiony został tu wykreowany tak, żeby odzwierciedlać rzeczywistość. Akcja toczy się w Cieszynie, a większość opisywanych miejsc (Studnia Trzech Braci) i zwyczajów (konsumowanie kanapek ze śledziem jako lokalnego smakołyku) ma swój odpowiednik w realnym świecie. Elementy te są pomostem między sferą wyobraźni a zwyczajną codziennością. Dzięki niemu, jak mówi Romaniuk, dzieci nabywają umiejętności dostrzegania rzeczy niezwykłych wśród tego, co pozornie pospolite. Wspomaganie najmłodszych (i nie tylko) w tym procesie to klasyczne zadanie literatury. Dodajmy: zadanie w przypadku Kociej Szajki zrealizowane chyba nienajgorzej, o czym świadczy zaangażowanie młodych czytelników i czytelniczek. Dzieci wyłapują bowiem nieścisłości w fabułach, dzielą się krytycznymi uwagami, cytują z pamięci fragmenty książek i często wielokrotnie sięgają po tę samą pozycję. Wywiad z Romaniuk to także podróż do świata bohaterów literackich jej dzieciństwa, powrót do źródeł jej twórczości, ale i próba odpowiedzi na pytania o trudności związane z pisaniem dla dzieci oraz o różnice w kreowaniu światów dla młodszych i starszych czytelników.
„Książki. Magazyn do czytania”
Olga Wróbel w rubryce Co nas zachwyca dwumiesięcznika „Gazety Wyborczej” poleca książkę Laury Cumming Grom z jasnego nieba, opublikowaną przez Wydawnictwo Literackie. To jedna z tych opowieści o sztuce, która – według autorki – ma szansę na dłużej zagościć w naszej świadomości. Brytyjska dziennikarka i krytyczka sztuki opisuje tu postać Carela Fabritiusa. Ten holenderski malarz żył w XVII wieku, a ponieważ młodo zginął, zostawił po sobie tylko trzynaście obrazów. Najbardziej znanym z nich jest Szczygieł, który został opisany przez Donnę Tartt na kartach powieści o tym samym tytule, ciepło przyjętej przez czytelników. Laura Cumming zastanawia się, co w twórczości artysty porusza współczesnego odbiorcę, co ożywia jego wyobraźnię.
By odpowiedzieć sobie na te i podobne pytania, sięga do prywatnej historii – analizuje życie swojego ojca, szkockiego malarza Jamesa Cumminga, i całej rodziny, od trzech pokoleń związanej ze sztuką. Olga Wróbel zachęca do lektury:
Autorka twierdzi, że malarstwo zostaje z nami na całe życie. W obrazach potrafimy znaleźć sens, pocieszenie, radość, chociaż jest to proces efemeryczny, niepoddający się analizom, niemierzalny. Tak samo mogłabym napisać o „Gromie z jasnego nieba”. Nie umiem z całą stanowczością stwierdzić, w jaki sposób działa na mnie ta książka, ale jest piękna. Jej lektura coś trwale we mnie poruszyła, wzbudzając tęsknotę za tulipanami w ogrodzie i jednocześnie akceptację dla mrozu ścinającego oddechy.
Na pewno sięgniemy po opublikowany przez Wydawnictwo Literackie esej. Będziemy go nie tylko czytać, ale i oglądać, ponieważ w książce znalazły się reprodukcje większości omawianych obrazów.
*
W cyklu Zachwycający debiut znalazłyśmy z kolei recenzję Dadziei Anny Jadowskiej. Książkę opublikowało Wydawnictwo Czarne. Co oznacza tytuł?
Dadzieja to taka odmiana nadziei, kiedy jesteś pewna, że sytuacja jest beznadziejna, że coś na pewno się stanie albo na pewno się nie uda, ale ty wbrew wszystkiemu liczysz, że będzie inaczej, choć sama wiesz, że koniec okaże się fatalny.
Ta „dadzieja” powieściowym bohaterom jest bardzo potrzebna. Od początku książki coś niepokojącego wisi w powietrzu. Społeczność PRL-owskiej wsi musi zmierzyć się ze śmiercią dziecka, małej Kamili, która została zamordowana i której ciało podobno znaleźli w trawie Cyganie. Zresztą słowo „podobno” pojawia się w książce dość często; po okolicy krążą bowiem różne pogłoski i różne wersje zdarzeń, a rezolutna bohaterka pomaga czytelnikom odnaleźć się w tej plątaninie wątków.
Autorka recenzji, Monika Ochędowska, porównuje Dadzieję z Weiserem Dawidkiem:
O ile jednak w powieści Pawła Huellego skupialiśmy się na poszukiwaniach chłopca, którego ciała nigdy nie odnaleziono, o tyle Jadowską interesuje moment zapełnienia wewnętrznej dziury po dotknięciu czarnej jak smoła, nieodwracalnej straty. Co zatem symbolizowałaby Kamila? Utraconą niewinność, dzieciństwo? Każda czytelniczka znajdzie własne tropy.
Anna Jadowska jest reżyserką, której debiutancki film Dzikie róże odbił się głośnym echem wśród wielbicieli kina. Jak zapewnia Ochędowska, pierwsza książka autorki również nie powinna pozostać niezauważona.
https://wyborcza.pl/0,75517.html#s=nav-menu / https://www.facebook.com/KsiazkiMagazyn/?locale=pl_PL
„Pocisk”
Z okładki „Pocisku”, magazynu poświęconego kryminałowi, literaturze i zbrodniom, patrzy na nas Sebastian Fitzek, pochodzący z Niemiec autor bestsellerowych thrillerów, laureat Ripper Award, czyli Europejskiej Nagrody za Literaturę Kryminalną. Przenikliwe spojrzenie Fitzka sprawiło, że lekturę pisma zaczęłyśmy od recenzji jego najnowszej książki Dziewczyna z kalendarza i rozmowy z pisarzem przeprowadzonej przez Adama Podlewskiego.
Dziewczyna z kalendarza to historia młodej kobiety zmuszonej do przejścia przez dwadzieścia cztery okienka żywego kalendarza adwentowego, za którymi czaiły się przemoc i upokorzenie. Powieść zaczyna się od przyprawiającej o ciarki sceny, w której bohaterka dzwoni na policję i… zamawia pizzę. W wywiadzie Fitzek opowiada, jak wpadł na ten pomysł:
Wiele lat temu natknąłem się w Internecie na nagranie rozmowy alarmowej, która trafiła na komisariat w Oregonie w USA. Kobieta zamówiła w niej „pizzę”, by w ten sposób zwrócić uwagę na swoją dramatyczną sytuację, nie wzbudzając podejrzeń napastnika, w którego władzy się znajdowała. Najpierw podziwiałem inteligencję i odwagę tej kobiety. Potem jednak natrafiłem w sieci na liczne inne nagrania i różne źródła, z których każde przypisywało sobie autorstwo „telefonu z pizzą”. To zazwyczaj pewny znak, że mamy do czynienia z miejską legendą. Tymczasem dziś wiemy z pierwszej ręki, że również w Niemczech naprawdę zdarzały się zgłoszenia alarmowe o podobnej treści. Nawet jeśli kiedyś była to dobrze wymyślona legenda, dziś stała się faktem.
Pisarz opowiada o granicach między rzeczywistością a fikcją, które w naszych czasach przesuwają się do tego stopnia, że prawdziwe życie bywa bardziej niewiarygodne niż świat wymyślony. Fitzek przytacza tu swoją ulubioną historię angielskiego przestępcy, który wysyłał do ludzi paczki z ładunkami wybuchowymi detonowanymi w momencie otwarcia pakunku. Pewnego razu zbrodniarz przykleił na pudełko zbyt mało znaczków i przesyłka do niego wróciła. Odruchowo ją otworzył – i tak oto zakończyła się jego historia.
*
W „Pocisku” przeczytamy także rozmowę z Katarzyną Puzyńską, która książką Nic takiego otwiera swoją nową serię kryminalną. Czytelnicy zapamiętali autorkę dzięki wielotomowej sadze, której akcja rozgrywa się niedaleko Brodnicy, w fikcyjnej wsi Lipowo, stanowiącej tło mrożących krew w żyłach historii. Autorka doskonale znała tego rodzaju prowincjonalne miasteczka, gdyż często odwiedzała żyjących w jednym z nich dziadków. Teraz pisze o Piasecznie i Zalesiu pod Warszawą; niewielkie miejscowości stają się świadkami wymyślonych przez nią zbrodni.
Zagadki kryminalne rozwiązuje zespół śledczych składający się z dwóch policjantek i prokuratora. Autorka opowiada w wywiadzie, że pomysł na tę trójkę rodził się stopniowo:
Każda z tych postaci ma swoje tajemnice. Niektóre wyjaśniają się w kolejnych częściach. Bardzo polubiłam tę grupę bohaterów. Mam nadzieję, że czytelniczki i czytelnicy również będą mieć przyjemność z towarzyszenia im w śledztwach.
Ponieważ pisarka z wykształcenia jest psycholożką, postaci ukazane w jej książkach mają rozbudowany rys psychologiczny. Każdy z bohaterów jest pełen sprzeczności, każdy wydaje się podejrzany, zdolny do popełnienia zbrodni – może być zatem zarówno sprawcą, jak i ofiarą.
To tak jak w życiu. Każdy ma dobre, jak i złe strony. Nikt nie jest tylko dobry albo tylko zły. Albo przynajmniej mało jest takich osób. Zwykle jesteśmy gdzieś pośrodku. W książce oczywiście sytuacja jest ekstremalna, bo chodzi o morderstwo.
– tłumaczy swój sposób kreowania postaci Katarzyna Puzyńska. I może właśnie dzięki tym niejednoznacznościom miłośnicy kryminałów sięgają po jej książki. Krótkie streszczenie Nic takiego wydrukowane w „Pocisku” rozbudziło naszą ciekawość. Będziemy obserwować rozwój nowej serii kryminalnej!
https://www.magazynpocisk.pl/kryminal-sensacja-thriller.html