Prześwitywanie świata

Paweł Maj­ka to pisarz już w pol­skiej fan­ta­sty­ce uzna­ny – trzy­krot­ny lau­re­at Nagro­dy Lite­rac­kiej im. Jerze­go Żuław­skie­go, autor pierw­szej pol­skiej powie­ści, któ­rej fabu­ła nawią­zu­je do uni­wer­sum Metra 2033 Dmi­tri­ja Głu­chow­skie­go (akcja posta­po­ka­lip­tycz­nej Dziel­ni­cy obie­ca­nej toczy się w kra­kow­skiej Nowej Hucie). Ma na swo­im kon­cie rów­nież powie­ści, któ­re moż­na by zali­czyć do spe­cy­ficz­ne­go pod­ga­tun­ku fan­ta­sy – mia­no­wi­cie flin­tlock fan­ta­sy (okre­śla­nej rów­nież mia­nem „fan­ta­sy pro­cho­wej”); kon­wen­cja owa w ramach kre­owa­nych uni­wer­sów łączy magię jako imma­nent­ną cechę pre­zen­to­wa­nej rze­czy­wi­sto­ści z erą wcze­snej bro­ni pal­nej (na przy­kład musz­kie­tów skał­ko­wych). Nie mia­ło­by to więk­sze­go zna­cze­nia, gdy­by nie fakt, że oma­wia­na tu naj­now­sza powieść Maj­ki, zaty­tu­ło­wa­na Aż zoba­czy­cie ogień, zali­cza się sce­no­gra­ficz­nie wła­śnie do wspo­mnia­ne­go nur­tu (nazy­wa­ne­go rów­nież sty­lem „magii i musz­kie­tów”, na wzór zako­rze­nio­nych już w popkul­tu­rze okre­śleń, takich jak kon­wen­cja „magii i mie­cza” czy wcze­śniej­sze­go – „płasz­cza i szpa­dy”). Jest to, jak się wyda­je, fan­ta­sy „zaawan­so­wa­na histo­rycz­nie”, ponie­waż zazwy­czaj fabu­ły tego rodza­ju osa­dza­ne są przez ich auto­rów w realiach wcze­sne­go quasi-śre­dnio­wie­cza, akcja powie­ści Maj­ki nato­miast roz­gry­wa się oko­ło XIX wie­ku.

Świat przed­sta­wio­ny w powie­ści wyda­je się podwój­nie spe­cy­ficz­ny. Po pierw­sze, nie jest to oczy­wi­ście kla­sycz­na baśń, w któ­rej – jak to okre­ślał w swo­jej Fan­ta­sty­ce i futu­ro­lo­gii Sta­ni­sław Lem1 – onto­lo­gie kre­owa­nych świa­tów kształ­to­wa­ne są „ste­row­ni­ka­mi aksjo­lo­gicz­ny­mi”, czy­li ist­nie­je w nich dobro i zło, a dobro zawsze zwy­cię­ża (ina­czej niż w tra­ge­diach grec­kich, gdzie „ste­row­ni­ki” owe dzia­ła­ją w odmien­ny spo­sób). Fan­ta­sy uroz­ma­ica rze­czy­wi­stość kre­owa­nych w niej świa­tów ele­men­ta­mi sto­cha­stycz­ny­mi, nie­pod­le­ga­ją­cy­mi żad­nym innym deter­mi­nan­tom poza wolą auto­ra. Po dru­gie zaś, choć opi­sy­wa­ne realia mają cha­rak­ter jak naj­bar­dziej auto­no­micz­ny, a zatem fan­ta­stycz­ny, pozor­nie nie­za­ko­rze­nio­ny histo­rycz­nie w rze­czy­wi­sto­ści empi­rycz­nie (czy raczej lek­tu­ro­wo) nam zna­nej, to jed­nak autor sygna­li­zu­je nie­ustan­nie, że ów fan­ta­stycz­ny świat ma wie­le wspól­ne­go z naszym, nie tyl­ko sce­no­gra­ficz­nie, ale i na przy­kład histo­rio­zo­ficz­nie, o czym sze­rzej jesz­cze napi­szę.

Mamy zatem mrocz­ne impe­rium Świę­to­ści, któ­re zawłasz­cza obsza­ry swych sąsia­dów, pacy­fi­ku­jąc i zara­zem petry­fi­ku­jąc ich zaso­by gospo­dar­cze, kul­tu­ro­we i ludz­kie. Ofia­rą tych nie­ubła­ga­nych pro­ce­sów sta­je się tak­że Trój­kró­le­stwo, pod­le­głe roz­bio­rom i zabo­rom, nie­po­ko­ją­co przy­po­mi­na­ją­ce Rzecz­po­spo­li­tą Oboj­ga Naro­dów (z czym zatem koja­rzy się Świę­tość, nie trze­ba chy­ba dopre­cy­zo­wy­wać). Inte­re­su­ją­cym akcen­tem w rze­czy­wi­sto­ści kre­owa­nej przez Maj­kę jest nasy­ce­nie jej magią – każ­dy przed­miot, każ­da oko­li­ca, każ­dy zaką­tek nie­sie ze sobą jakiś rodzaj ener­gii prze­ni­ka­ją­cej świat, kształ­tu­ją­cej jego for­mę, dają­cej się wyko­rzy­stać instru­men­tal­nie, w czym celu­je głów­ny boha­ter powie­ści, cudarz Szo­dar, sta­no­wią­cy skrzy­żo­wa­nie wiedź­mi­na Geral­ta i cza­ro­dzie­ja Gan­dal­fa (ze wzglę­du na swo­je cię­te ripo­sty nie­co przy­po­mi­na też detek­ty­wa Phi­li­pa Marlowe’a z czar­nych kry­mi­na­łów Ray­mon­da Chan­dle­ra). Ozna­cza to, że mię­dzy­na­ro­do­we kon­flik­ty w tej rze­czy­wi­sto­ści toczą się tak­że na płasz­czyź­nie magicz­nej, a zaj­mo­wa­ne przez Świę­tość obsza­ry innych ludów są sys­te­ma­tycz­nie „pacy­fi­ko­wa­ne supra­na­tu­ral­nie”, egzor­cy­zmo­wa­ne przez całe kor­pu­sy magów. Szo­dar jest w tak zary­so­wa­nym świe­cie przed­sta­wio­ny jako postać nie­jed­no­znacz­na moral­nie – wie­le wska­zu­je na to, że pogo­dził się z klę­ską (jest potom­kiem sta­re­go rodu cuda­rzy olsze­wiac­kich; kraj olsze­wiac­ki sym­bo­li­zu­je w powie­ści Pol­skę, jak moż­na domnie­my­wać na pod­sta­wie dia­lo­gów retro­spek­tyw­nych), ści­ga na zle­ce­nie Świę­to­ści (nie­chęt­nie przez jej urzęd­ni­ków tole­ro­wa­ny) roz­licz­nych nad­uży­wa­ją­cych magii odszcze­pień­ców; inny­mi sło­wy: jest łow­cą głów. W koń­cu otrzy­mu­je zle­ce­nie poj­ma­nia Bia­łe­go Księ­cia, bawi­dam­ka i utra­cju­sza, ale zara­zem potom­ka kró­lów olsze­wiac­kich, któ­re­go znik­nię­cie ma być zwia­stu­nem rychłe­go powsta­nia naro­do­wo­wy­zwo­leń­cze­go. Rzecz jasna, Szo­dar odczu­wa przy tym dys­kom­fort, obwi­nia sam sie­bie o zdra­dę naro­do­wych ide­ałów; zara­zem zda­je sobie spra­wę z darem­no­ści powstań w tym aku­rat momen­cie histo­rycz­nym. Szo­dar prze­ży­wa zatem roz­ter­ki typo­wo pol­skie, to jest, chcia­łem napi­sać, olsze­wiac­kie, inten­sy­fi­ku­ją­ce się dole­gli­wie w momen­tach prze­ło­mo­wych z punk­tu widze­nia naro­do­we­go prze­trwa­nia. Mesja­ni­stycz­ne mia­zma­ty ście­ra­ją się w boha­te­rze z prag­ma­ty­zmem poli­tycz­nym, a tak­że oso­bi­stym – Szo­dar po pro­stu bar­dzo chciał­by prze­trwać w tych jak­że nie­ko­rzyst­nych cza­sach.

Okładka książki Pawła Majki pod tytułem „Aż zobaczycie ogień”.
Paweł Majka, „Aż zobaczycie ogień”, Warszawa: Drageus Publishing House, 2025.

Wystę­pu­ją rów­nież w powie­ści inne istot­ne posta­cie, któ­rych losy popro­wa­dzo­ne są para­lel­nie, a spla­ta­ją się w efek­tow­nym fina­le – jest śled­czy Gogha­rin, sto­su­ją­cy meto­dy deduk­cyj­ne niczym Sher­lock Hol­mes, jest prze­dziw­na postać kobie­ca – Osty­na – o magicz­nie wydłu­żo­nym życio­ry­sie, sta­no­wią­ca kar­ko­łom­ne połą­cze­nie cech Fau­sty­ny (przyj­mu­je fał­szy­wą toż­sa­mość mnisz­ki), demo­nicz­nej Ire­ne Adler, szpie­gow­skiej fem­me fata­le, czy­li Mati Hari; oczy­wi­ście boha­te­ro­wie męscy zako­chu­ją się w niej bez pamię­ci i powo­dze­nia.

Podob­nych popkul­tu­ro­wych odwo­łań i sko­ja­rzeń moż­na odna­leźć w pro­zie Maj­ki mnó­stwo. Olsze­wia­cy cze­ka­ją prze­cież na powrót Kró­la (J.R.R. Tol­kien; ale tak­że mic­kie­wi­czow­ski z ducha mesja­nizm roman­tycz­ny), powrot­ni to „mar­twe dusze” przy­oble­czo­ne w mate­rię, ale mate­rię jak­że spe­cy­ficz­ną, do wznie­sie­nia cie­le­snych rusz­to­wań sto­su­ją wszel­kie budul­ce oto­cze­nia o prze­róż­nym pocho­dze­niu i wła­ści­wo­ściach, powrot­ni obro­śnię­ci zatem bywa­ją mchem i papro­cia­mi, z ust nie­któ­rych kieł­ku­ją fioł­ki, zamiast skó­ry mie­wa­ją korę drzew, dość, że przy­po­mi­na­ją two­ry człe­ko­po­dob­ne z Pira­tów z Kara­ibów. Meto­dy śled­czej pre­ko­gni­cji, jakie sto­su­ją na żywych, zde­gra­do­wa­nych ludz­kich orga­ni­zmach inkwi­zy­to­rzy Świę­to­ści, przy­po­mi­na­ją podob­ne stra­te­gie z gło­śne­go opo­wia­da­nia Phi­li­pa K. Dic­ka Raport mniej­szo­ści, zekra­ni­zo­wa­ne­go przez Ste­ve­na Spiel­ber­ga. Wresz­cie trick­ster­skie poj­mo­wa­nie bosko­ści (Bła­zen – bóg nie­speł­nio­nych powstań naro­do­wo­wy­zwo­leń­czych) koja­rzy się z Ame­ry­kań­ski­mi boga­mi Neila Gaima­na. Powieść Maj­ki to rodzaj palimp­se­stu, a świat w niej przed­sta­wio­ny jest tre­ścią nało­żo­ną cien­ką war­stwą na rze­czy­wi­stość zna­ko­mi­cie nam zna­ną, któ­ra jak­by prze­świ­tu­je dodat­ko­wy­mi zna­cze­nia­mi kon­tek­sto­wy­mi, już to popkul­tu­ro­wy­mi, już histo­rycz­ny­mi.

Uju­ro­wie (czy­taj: Rosja­nie) wpro­wa­dza­ją na pod­bi­te tere­ny rygo­ry­stycz­ne zasa­dy Świę­to­ści, przy czym pod­bo­je owe mają cha­rak­ter nie tyl­ko mili­tar­no-struk­tu­ral­ny (podział na guber­nie), ale tak­że meta­fi­zycz­ny (w koń­cu mamy tu do czy­nie­nia z opo­wie­ścią fan­ta­stycz­ną). Nie­ko­rzyst­ny wpływ oku­pa­cji jest zatem odczu­wal­ny rów­nież przez Szo­da­ra jako maga. Wkra­cza­jąc do „zre­for­mo­wa­ne­go” impe­rial­nie mia­sta, odczy­tu­je on zmia­ny na wie­lu pozio­mach:

Ludzie wyda­wa­li się cuda­rzo­wi jacyś skur­cze­ni, ponu­rzy. Refor­my, któ­re sta­rał się wdra­żać na począt­ku pano­wa­nia nowy Namiest­nik, dopro­wa­dzi­ły głów­nie do zamie­sza­nia i roz­ru­chów, a nawet powsta­nia cze­goś na kształt ludo­wej opo­zy­cji. Toteż, jak to zwy­kle w histo­rii Świę­to­ści bywa­ło, po pró­bach reform przy­szło jesz­cze moc­niej­sze doci­ska­nie ludu i cięż­sze prze­pi­sy. Poza­my­ka­no dopie­ro co powsta­łe nie­za­leż­ne od rzą­du gaze­ty, a tak­że ich redak­to­rów, na uli­cach zaro­iło się od szpic­li. Podob­no Uju­ro­wie w Ser­cu Świę­to­ści przy­ję­li to z ulgą, ale poza gra­ni­ca­mi Ser­ca zmia­na ozna­cza­ła dotkliw­sze repre­sje dla nie dość jesz­cze uświę­co­ne­go ludu. […] W dodat­ku mia­sta jak Sord­sko były już tak prze­nik­nię­te Świę­to­ścią, że ludziom żyją­cym na mar­gi­ne­sie impe­rium, dzia­ła­ją­cym poza ofi­cjal­ny­mi zasze­re­go­wa­nia­mi, wręcz oddy­cha­ło się tu gorzej2.

Magia w powie­ści Maj­ki trak­to­wa­na jest bar­dzo poważ­nie, nie jest jedy­nie egzo­tycz­nym dodat­kiem do fabu­ły – sta­no­wi ener­gię prze­ni­ka­ją­cą świat, decy­du­ją­cą o jego kształ­cie i prze­bie­gu zda­rzeń. Cza­ro­wa­nie ozna­cza tu (podob­nie jak w wiel­kiej powie­ści fan­ta­sy Ursu­li Le Guin Czar­no­księż­nik z Archi­pe­la­gu) wydat­ki ener­ge­tycz­ne o zna­cze­niu egzy­sten­cjal­nym – każ­dy rzu­co­ny czar ma swo­ją cenę, panu­je tu zatem swo­ista eko­no­mia i „fizy­ka” cza­rów, „zasa­da zacho­wa­nia magii”. Zróż­ni­co­wa­ny jest rów­nież wymiar aksjo­lo­gicz­ny owej magii – cza­ry olsze­wiac­kie mają cha­rak­ter wręcz pro­eko­lo­gicz­ny, są zako­rze­nio­ne w oto­cze­niu, zie­mi, lasach, nie naru­sza­ją zatem chwiej­nej rów­no­wa­gi śro­do­wi­sko­wej. Cza­ry egzor­cy­stów Świę­to­ści „upo­rząd­ko­wa­ne są, jak upo­rząd­ko­wa­ne jest pań­stwo, jego struk­tu­ra […]. Z tych cza­rów wyro­sła reli­gia pań­stwo­wa, jesz­cze bar­dziej porząd­ku­ją­ca świat”3. Oczy­wi­ście „porząd­ko­wa­nie” ozna­cza wyci­na­nie, rugo­wa­nie obco­ści, inno­ści, wygła­dza­nie nie­re­gu­lar­nych kra­wę­dzi świa­ta.

Posta­cie powie­ścio­we pod­czas swych woja­ży i pości­gów (ponie­waż jest to nie­wąt­pli­wie, poza wszyst­kim innym, rów­nież powieść dro­gi) pro­wa­dzą ze sobą spo­ry i dys­pu­ty doty­czą­ce przede wszyst­kim prze­wag naro­do­wych. Asy­stent Szo­da­ra (sko­ja­rze­nia to prze­kleń­stwo, jed­nak sier­żant Wio­ła to skó­ra zdję­ta z kano­nicz­ne­go dok­to­ra Joh­na Wat­so­na, w koń­cu też eks­żoł­nie­rza), z pocho­dze­nia Ujur, wypo­wia­da się na temat Olsze­wia­ków z prze­ką­sem, bio­rąc ich za „ban­dę roman­tycz­nych wojow­ni­ków tak zako­cha­nych w umar­łej histo­rii, że uda­ją, iż jest praw­dziw­sza od życia”4. W innym zaś miej­scu mówi do Szo­da­ra: „Jed­nak Olsze­wiak do szpi­ku kości z cie­bie! Tobie się cią­gle marzy ten cha­os, któ­ry nazy­wa­cie wol­no­ścią. Ta anar­chia, z któ­rej uczy­ni­li­ście cno­tę, a któ­ra was zabi­ła”5. Spo­ry owe odwo­łu­ją się nie­wąt­pli­wie do naszych sta­rych doświad­czeń histo­rycz­nych, bynaj­mniej nie fik­cyj­nych, lecz jak naj­bar­dziej empi­rycz­nie i kon­kret­nie umiej­sco­wio­nych; to nasze „rosyj­skie lum­ba­go” dole­ga nam nie­ustan­nie od stu­le­ci. Akcen­ty te, sia­ne gęsto przez Maj­kę w mate­rii powie­ścio­wej, zysku­ją dodat­ko­wą aktu­al­ność w świe­tle tra­gicz­nych wyda­rzeń współ­cze­snych za naszą wschod­nią gra­ni­cą. Fra­zy o roman­tycz­nym anar­chi­zmie jako żywo przy­po­mi­na­ją podob­ne tre­ści for­mu­ło­wa­ne choć­by przez Fio­do­ra Dosto­jew­skie­go, któ­ry darzył Pola­ków ana­lo­gicz­nie moty­wo­wa­ną nie­chę­cią. Zna­ko­mi­cie ana­li­zu­je sto­su­nek auto­ra Bra­ci Kara­ma­zow do Pola­ków Cze­sław Miłosz w zbio­rze swych ese­jów o lite­ra­tu­rze rosyj­skiej (jestem nie­mal prze­ko­na­ny, że Maj­ka te ese­je czy­tał):

Zna­jo­mość [Dosto­jew­skie­go – J.S.] z Pola­ka­mi dato­wa­ła się u nie­go od poby­tu na kator­dze w Omsku. Odsłu­gi­wa­li tam swo­je wyro­ki uczest­ni­cy spi­sku księ­dza Ście­gien­ne­go z 1846 roku. Jedy­ni wykształ­ce­ni ludzie w obo­zie, mógł z nimi dys­ku­to­wać po fran­cu­sku. W „Zapi­skach z domu umar­łych” mówi o nich jesz­cze na ogół życz­li­wie. Oni nato­miast zosta­wi­li o nim świa­dec­twa nie­zbyt przy­chyl­ne. Dzi­wi­ły ich u ska­za­ne­go rewo­lu­cjo­ni­sty poglą­dy nie­ma­ją­ce nic wspól­ne­go z demo­kra­cją, uwiel­bie­nie dla rzą­dów auto­kra­tycz­nych i pochwa­ła rosyj­skiej eks­pan­sji tery­to­rial­nej. […] Spo­tka­nie z Pola­ka­mi mia­ło klu­czo­we zna­cze­nie, gdyż wte­dy to nastą­pi­ło, rów­no­cze­śnie z powro­tem do reli­gii, nawró­ce­nie się Dosto­jew­skie­go na rosyj­ski nacjo­na­lizm. Duma Pola­ków, ich nie­uzna­wa­nie pra­wa obcej wła­dzy, ich prze­ko­na­nie o wła­snej nie­win­no­ści, ich odra­za do współ­więź­niów, nie­pi­śmien­nych prze­stęp­ców, kon­tra­sto­wa­ły z poko­rą Rosjan, prze­ko­na­nych, że kara im się nale­ży, bo zgrze­szy­li. […] [T]utaj też są począt­ki jego woj­ny z zatru­tą Zacho­dem inte­li­gen­cją w imię pra­wo­sław­ne­go ludu. Pola­cy w obo­zie posłu­ży­li za kata­li­za­tor wewnętrz­nej prze­mia­ny. Uosa­bia­li to, co obce6.

I tę obcość men­tal­ną, któ­ra wpły­wa prze­cież tak­że na meto­dy kształ­to­wa­nia śro­do­wi­ska spo­łecz­ne­go, pró­bu­je oddać w powie­ści Aż zoba­czy­cie ogień Paweł Maj­ka. Nie­po­ko­je zna­ne­go nam świa­ta prze­świ­tu­ją tu przez wykre­owa­ną rze­czy­wi­stość. Uwa­ża się dość powszech­nie, że lite­ra­tu­ra fan­ta­sy ma cha­rak­ter eska­pi­stycz­ny. Z całą pew­no­ścią nie doty­czy to tej aku­rat opo­wie­ści.

 

1 S. Lem, Fan­ta­sty­ka i futu­ro­lo­gia, t. 1, Kra­ków: Wydaw­nic­two Lite­rac­kie, 1989, s. 93.

2 P. Maj­ka, Aż zoba­czy­cie ogień, War­sza­wa: Dra­geus Publi­shing House, 2025, s. 56–57.

3 Tam­że, s. 104.

4 Tam­że, s. 132.

5 Tam­że, s. 133.

6 C. Miłosz, Rosja. Widze­nie trans­oce­anicz­ne, t. 1, War­sza­wa: Zeszy­ty Lite­rac­kie, 2010, s. 86.

Jacek Sobota

– pisarz, filozof, krytyk literacki, badacz zjawisk popkulturowych.

więcej →

Fallback Avatar

– polski pisarz specjalizujący się w fantastyce, dziennikarz i pracownik mediów.

więcej →

Powiązane teksty

26.04.2026
Recenzje

„Hjem”, czyli o dającej nadzieję współegzystencji ludzi i nieludzi na Północy

Tytułowe słowo „hjem” w języku norweskim oznacza dom rozumiany jako siedlisko czy przystań. Wybór tytułu można uznać za trafny, bo książka przywodzi na myśl pamiętnik z miejsca, które zarówno dla autorki, jak i obserwowanych przez nią postaci (ludzi i nieludzi) rzeczywiście oznacza coś więcej niż adres – o książce Ilony Wiśniewskiej pisze Dagmara Tomczyk.