Z przedwojennej bohemy do socjalistycznych fabryk. Biografia Wandy Telakowskiej

Na pół­noc­no-zachod­nim skra­ju war­szaw­skie­go Sta­re­go Mia­sta znaj­du­je się nie­du­ża ulicz­ka. Liczy nie­ca­łe dwie­ście metrów i ma nie­ty­po­wy kształt lite­ry „U”, bo opla­ta z trzech stron sza­ry, trzy­pię­tro­wy budy­nek. Uli­ca nosi imię Wan­dy Tela­kow­skiej, a budy­nek, z któ­rym sąsia­du­je, to sie­dzi­ba opus magnum patron­ki, czy­li zało­żo­ne­go w 1950 roku Insty­tu­tu Wzor­nic­twa Prze­my­sło­we­go. O to, aby ten nie­du­ży trakt nazwać imie­niem zmar­łej w 1985 roku zało­ży­ciel­ki IWP, w 2011 roku wysta­ra­li się sami pra­cow­ni­cy – mło­dzi, ale i ci, któ­rzy swo­ją karie­rę zaczy­na­li, gdy w insty­tu­cie jesz­cze pra­co­wa­ła Tela­kow­ska. Choć uli­ca nie ma zna­cze­nia komu­ni­ka­cyj­ne­go, jej loka­li­za­cja przy budyn­ku IWP ma zna­cze­nie sym­bo­licz­ne; to rodzaj hoł­du zło­żo­ne­go oso­bie, któ­ra nie tyl­ko stwo­rzy­ła dzia­ła­ją­cą tu insty­tu­cję, ale tak­że zmie­ni­ła i ukształ­to­wa­ła nowo­cze­sne pol­skie wzor­nic­two.

W stycz­niu 2026 roku nakła­dem wydaw­nic­twa Mar­gi­ne­sy uka­za­ła się bio­gra­fia Wan­dy Tela­kow­skiej napi­sa­na przez Kata­rzy­nę Rze­hak. Autor­ka, z wykształ­ce­nia histo­rycz­ka sztu­ki, ma na kon­cie pra­cę w IWP. Jak sama przy­zna­wa­ła w wywia­dach, insty­tut jawił się jej jako miej­sce waż­ne, cie­ka­we i dobre do roz­wi­ja­nia pasji zwią­za­nej z desi­gnem, jed­nak nie od razu zafa­scy­no­wa­ła ją postać samej Tela­kow­skiej. Oka­za­ło się jed­nak, że mury insty­tu­tu wciąż nasiąk­nię­te są wspo­mnie­nia­mi o zało­ży­ciel­ce, a jej życio­rys wart jest opi­sa­nia. Nie tyl­ko ze wzglę­du na jej nie­wąt­pli­we zasłu­gi dla pol­skie­go wzor­nic­twa, ale i z powo­du wie­lu mało zna­nych fak­tów. Nie sta­no­wi­ło to być może zało­że­nia ani celu autor­ki, ale bio­gra­fia Wan­dy Tela­kow­skiej dosko­na­le wpi­sa­ła się w sil­nie obec­ny we współ­cze­snym dys­kur­sie trend opo­wia­da­nia „her­sto­rii”, przed­sta­wia­nia życio­ry­sów kobiet do tej pory raczej przez histo­rię pomi­ja­nych, nie­do­ce­nia­nych.

Już na pierw­szych stro­nach książ­ki oka­zu­je się, że życio­rys uro­dzo­nej w 1905 roku Tela­kow­skiej nie nale­żał do typo­wych. Boha­ter­ka mia­ła szczę­ście przyjść na świat w rodzi­nie postę­po­wej, lewi­cu­ją­cej inte­li­gen­cji – jej ojciec, wbrew wciąż panu­ją­cym wów­czas prze­ko­na­niom, rozu­miał war­tość edu­ka­cji i wspie­rał obie cór­ki w ich roz­wo­ju inte­lek­tu­al­nym i nauce. Pew­ność sie­bie i poczu­cie wła­snej war­to­ści Wan­da i Bar­ba­ra wynio­sły z domu, dzię­ki rodzi­com mia­ły też szan­sę stu­dio­wać, co w pierw­szych deka­dach XX wie­ku wciąż nie było dane wie­lu kobie­tom. Ów kapi­tał kul­tu­ro­wy miał ogrom­ne zna­cze­nie dla póź­niej­szych losów Wan­dy Tela­kow­skiej.

Kata­rzy­na Rze­hak opi­sa­ła całe życie swo­jej boha­ter­ki, z uwzględ­nie­niem tak­że znacz­nie mniej zna­nych jego eta­pów. Jed­nym z nich z pew­no­ścią była mło­dość przy­szłej „pierw­szej damy pol­skie­go wzor­nic­twa”. Tela­kow­ska stu­dio­wa­ła w Szko­le Sztuk Pla­stycz­nych (od 1932 roku – Aka­de­mii Sztuk Pięk­nych). Była nie tyl­ko uta­len­to­wa­ną gra­ficz­ką (zaj­mo­wa­ła się drze­wo­ry­tem, pro­jek­to­wa­ła mię­dzy inny­mi ilu­stra­cje książ­ko­we i pla­ka­ty), ale tak­że bar­dzo aktyw­ną uczest­nicz­ką życia towa­rzy­skie­go i arty­stycz­ne­go mię­dzy­wo­jen­nej War­sza­wy. Bywal­czy­ni Zie­miań­skiej, przy­ja­ciół­ka Ire­ny Krzy­wic­kiej i Jaro­sła­wa Iwasz­kie­wi­cza, dla któ­rej wier­sze do sztam­bu­cha pisa­li Julian Tuwim, Anto­ni Sło­nim­ski, Bole­sław Wie­nia­wa-Dłu­go­szow­ski czy Ste­fan Sta­rzyń­ski, Tela­kow­ska nale­ża­ła do sto­łecz­nej eli­ty. Rze­hak zauwa­ża:

Bez wąt­pie­nia jest oso­bo­wo­ścią, pożą­da­ną uczest­nicz­ką towa­rzy­skich spo­tkań. Kie­dy zaczy­na opo­wia­dać, nie moż­na ode­rwać od niej wzro­ku. Sto osiem­dzie­siąt cen­ty­me­trów wzro­stu, pięk­ne oczy, smu­kłe dło­nie, żywio­ło­wy tem­pe­ra­ment, ory­gi­nal­ne poglą­dy na sztu­kę, edu­ka­cję i dar opo­wia­da­nia aneg­dot – Tela­kow­ska nie ma sobie rów­nych1.

To bez­tro­skie, arty­stycz­ne życie całe­mu poko­le­niu twór­ców prze­rwa­ła woj­na. Naj­pierw tra­gicz­ne wojen­ne losy, póź­niej koniecz­ność odna­le­zie­nia się w zupeł­nie nowych realiach poli­tycz­nych spo­wo­do­wa­ły rozej­ście się dróg daw­nych przy­ja­ciół. Tela­kow­ska już przed wybu­chem woj­ny zaj­mo­wa­ła się edu­ka­cją: sama uczy­ła, ale przede wszyst­kim była eks­pert­ką, na zle­ce­nie Mini­ster­stwa Wyznań Reli­gij­nych i Oświe­ce­nia Publicz­ne­go wizy­tu­ją­cą szko­ły i uczel­nie, oce­nia­ją­cą poziom i spo­sób naucza­nia. Po woj­nie poszła tą dro­gą, wie­rzy­ła bowiem, że nie­za­leż­nie od sytu­acji poli­tycz­nej dba­łość o poziom edu­ka­cji ma sens. Już w latach 30. była prze­ko­na­na, że dobrze zapro­jek­to­wa­ne przed­mio­ty nie powin­ny być pro­duk­ta­mi wyłącz­nie dla eli­ty, gło­si­ła potrze­bę uma­so­wie­nia ich pro­duk­cji. W latach 40. i 50. hasła gło­szo­ne przez przed­sta­wi­cie­li nowej wła­dzy ide­owo odpo­wia­da­ły prze­ko­na­niom Tela­kow­skiej doty­czą­cym koniecz­no­ści zadba­nia o este­ty­kę dnia codzien­ne­go wszyst­kich grup spo­łecz­nych. Rze­hak zapi­su­je:

Hasło „Pięk­no dla wszyst­kich na co dzień” ma szan­sę wejść w życie. Wan­da wie, że socja­li­stycz­na, cen­tral­nie zarzą­dza­na gospo­dar­ka pozwa­la na kon­tro­lo­wa­nie pro­duk­cji. I z tej wie­dzy korzy­sta. Jej plan jest taki: arty­ści two­rzą wzo­ry dla fabryk, a komi­sje zło­żo­ne z eks­per­tów kon­tro­lu­ją poziom tego, co tra­fi na taśmę pro­duk­cyj­ną. W kapi­ta­li­zmie o tym, co jest wytwa­rza­ne, decy­du­je wol­ny rynek. W odra­dza­ją­cej się Pol­sce będą o tym decy­do­wać spe­cja­li­ści oce­nia­ją­cy pra­ce arty­stów, któ­rych ona wykształ­ci. Pięk­no to war­tość, któ­ra nale­ży się chło­pom i robot­ni­kom. Tela­kow­ska wie­rzy, że to się uda. Nie ma żad­nych wąt­pli­wo­ści. Dla­te­go idzie jak taran2.

Boha­ter­ka książ­ki się­ga­ła po róż­ne narzę­dzia, by osią­gnąć swój cel edu­ko­wa­nia zdol­nych pro­jek­tan­tów, a następ­nie wdra­ża­nia ich pro­jek­tów do maso­wej pro­duk­cji. Zało­ży­ła mię­dzy inny­mi Wzor­cow­nię, któ­ra mia­ła edu­ko­wać, kształ­tu­jąc w pro­jek­tan­tach umie­jęt­ność two­rze­nia pro­duk­tów dla maso­we­go użyt­kow­ni­ka. Na prze­ło­mie 1947 i 1948 roku w Muzeum Naro­do­wym poka­zy­wa­no doro­bek Wzor­cow­ni. Zna­czą­cy, sym­bo­licz­ny był tytuł wysta­wy – Prze­mysł arty­stycz­ny – dosko­na­le obra­zu­ją­cy filo­zo­fię dzia­ła­nia Tela­kow­skiej, świa­do­mej, że kreu­je zupeł­nie nową dzie­dzi­nę twór­czo­ści. To Tela­kow­ska „wymy­śli­ła” zawód pro­jek­tan­ta wzor­nic­twa, dziś nazy­wa­ne­go desi­gne­rem, mia­ła też real­ny wpływ na ukształ­to­wa­nie się śro­do­wi­ska, w któ­rym doro­bek owych twór­ców tra­fiał do fabryk, a póź­niej do skle­pów. W 1950 roku wszyst­kie te dzia­ła­nia zna­la­zły swo­ją insty­tu­cjo­nal­ną mate­ria­li­za­cję: powstał Insty­tut Wzor­nic­twa Prze­my­sło­we­go, któ­ry – mimo oczy­wi­stych zmian – do dziś zaj­mu­je się dzia­ła­nia­mi na rzecz współ­pra­cy uczel­ni i pro­jek­tan­tów z pro­du­cen­ta­mi. Świat pro­jek­to­wy, któ­re­go pod­sta­wą do pew­ne­go cza­su była głów­nie edu­ka­cja, w dużej mie­rze wła­śnie dzię­ki IWP zaczął korzy­stać z badań i ana­liz, ocen eks­perc­kich i selek­cji. Poprze­dza­ły one każ­de wdro­że­nie kolej­ne­go przed­mio­tu do pro­duk­cji. To Tela­kow­ska wymy­śli­ła – dziś wręcz iko­nicz­ne – figur­ki ćmie­low­skie; zatrud­ni­ła i prze­szko­li­ła arty­stów rzeź­bia­rzy, two­rzą­cych póź­niej super­no­wo­cze­sne przed­mio­ty, nie­odbie­ga­ją­ce sty­lem i for­mą od nowa­tor­skich prac z Zacho­du. Wspo­mnia­ne figur­ki cał­ko­wi­cie zmie­ni­ły rozu­mie­nie ter­mi­nu „bibe­lot”. Pro­jek­tan­ci z IWP pod wodzą zało­ży­ciel­ki się­ga­li po wzo­ry ludo­we, jed­nak nie kopio­wa­li ich (jak Cepe­lia), lecz je moder­ni­zo­wa­li, by nadać im zupeł­nie nowy sens. Mało kto dziś pamię­ta, że to wła­śnie Tela­kow­ska wspól­nie z Wan­dą Kra­hel­ską zało­ży­ła w 1956 roku maga­zyn „Pro­jekt”: natych­miast po upad­ku dok­try­ny socre­ali­zmu dzię­ki dwóm kobie­tom zaczę­to wyda­wać w Pol­sce nowo­cze­sne cza­so­pi­smo nie tyl­ko o pol­skim, ale i o świa­to­wym desi­gnie.

Okładka książki Katarzyny Rzehak pod tytułem „Wanda Telakowska. Piękno dla wszystkich, czyli jak powstało polskie wzornictwo powojenne”.
Katarzyna Rzehak, „Wanda Telakowska. Piękno dla wszystkich, czyli jak powstało polskie wzornictwo powojenne”, Warszawa: Marginesy, 2026.

Nie­wąt­pli­wie Tela­kow­ska mia­ła ogrom­ny udział w roz­wo­ju (tak insty­tu­cjo­nal­nym, jak este­tycz­nym) rodzi­me­go powo­jen­ne­go wzor­nic­twa. Dzię­ki niej lata 60. sta­ły się „zło­tym okre­sem” pol­skie­go desi­gnu. W bio­gra­fii pió­ra Kata­rzy­ny Rze­hak zało­ży­ciel­ka IWP jawi się jako spraw­czy­ni wszyst­kich prze­mian, któ­ra dzię­ki swo­jej cha­ry­zmie i zaan­ga­żo­wa­niu samo­dziel­nie stwo­rzy­ła pod­wa­li­ny świa­ta pro­jek­to­we­go PRL. By opo­wie­dzieć o życiu Tela­kow­skiej, autor­ka wybra­ła for­mę bli­ską lite­ra­tu­rze pięk­nej – z dia­lo­ga­mi, scen­ka­mi oby­cza­jo­wy­mi, roz­wa­ża­nia­mi poja­wia­ją­cych się w nar­ra­cji posta­ci. Kil­ka­dzie­siąt kró­ciut­kich roz­dzia­łów to jak­by stop-klat­ki, epi­zo­dy z życia tak zawo­do­we­go, jak pry­wat­ne­go boha­ter­ki, któ­re niczym puz­zle ukła­da­ją się w histo­rię jej doko­nań. Rze­hak spraw­nie posłu­gu­je się tą for­mą, nar­ra­cja książ­ki jest dyna­micz­na, lek­ka, a czy­tel­nicz­ki i czy­tel­ni­cy mogą odnieść wra­że­nie, że w isto­cie dowia­du­ją się coraz wię­cej o kolej­nych eta­pach życia twór­czy­ni IWP. Nie­ste­ty jed­nak przed­sta­wio­ne przez bio­graf­kę infor­ma­cje nie sta­no­wią zaso­bu wie­dzy, któ­re­go moż­na by ocze­ki­wać od publi­ka­cji poświę­co­nej tak waż­nej posta­ci.

Spo­sób opo­wia­da­nia, na któ­ry zde­cy­do­wa­ła się autor­ka, ma swo­je kon­se­kwen­cje. Książ­ka to raczej popu­lar­na opo­wieść o prze­bo­jo­wej kobie­cie pod­bi­ja­ją­cej świat, o bywal­czy­ni ban­kie­tów, któ­ra lubi roman­so­wać i nosić sta­ran­nie dobra­ne stro­je – nie zaś bio­gra­fia posta­ci histo­rycz­nej żyją­cej w dość skom­pli­ko­wa­nych cza­sach. Krót­kim roz­dzia­łom bli­sko do barw­nych aneg­dot; mię­dzy opo­wiast­ka­mi o szmin­kach przy­wo­żo­nych na zapas z Pary­ża, spro­śny­mi wier­szy­ka­mi pisa­ny­mi dla Tela­kow­skiej przez ska­man­dry­tów a wzmian­ka­mi o przy­ję­ciach na salo­nach przed­sta­wia­ne są tu – jak gdy­by od nie­chce­nia – kształ­tu­ją­ce pol­skie wzor­nic­two przed­się­wzię­cia i insty­tu­cje. Zapew­ne zamia­rem autor­ki było uczy­nie­nie boha­ter­ki bliż­szej czy­tel­ni­kom, uka­za­nie jej „zwy­kłe­go” obli­cza, nie zaś sta­wia­nie jej na pomni­ko­wym coko­le. Stąd i for­ma pisa­nia o boha­ter­ce po imie­niu, jak­by bio­gra­fia była opo­wie­ścią przy­ja­ciół­ki: „Wan­da stoi przed skle­pem z pamiąt­ka­mi na Kru­pów­kach, patrzy na wysta­wę i mówi do sie­bie: «Co to w ogó­le ma być? […]»”. Ta manie­ra, na dłuż­szą metę zresz­tą męczą­ca dla odbior­ców publi­ka­cji, sku­tecz­nie utrud­ni­ła autor­ce rze­tel­ne opi­sa­nie realiów życia boha­ter­ki. Od cza­sów, w któ­rych żyła i dzia­ła­ła Tela­kow­ska, minę­ło wie­le lat; współ­cze­sne poko­le­nie czy­tel­ni­ków nie ma poję­cia, na czym pole­ga­ło funk­cjo­no­wa­nie w PRL – przy­bli­że­nie kon­tek­stu histo­rycz­ne­go dzia­łal­no­ści Tela­kow­skiej sta­je się zatem nie­zbęd­ne. Uka­zu­jąc życie boha­ter­ki za pomo­cą zbio­ru krót­kich opo­wia­stek, nie spo­sób rze­tel­nie oddać war­to­ści jej dorob­ku. W tak skon­stru­owa­nej nar­ra­cji wszel­kie przed­się­wzię­cia Tela­kow­skiej wyda­ją się łatwe w reali­za­cji, nie­wy­ma­ga­ją­ce wysił­ku. W bio­gra­fii pió­ra Rze­hak zabra­kło miej­sca na uświa­do­mie­nie (młod­szym) czy­tel­ni­kom, że w tam­tym sys­te­mie nie­wy­wo­dzą­ca się ze śro­do­wisk poli­tycz­nych kobie­ta musia­ła odzna­czać się nad­zwy­czaj­ną deter­mi­na­cją, zdol­no­ścia­mi nego­cja­cji i siłą prze­ko­ny­wa­nia, żeby reali­zo­wać swo­je zamie­rze­nia.

Pro­ble­ma­tycz­ne wyda­je się poświę­ca­nie przez autor­kę bio­gra­fii podob­nej uwa­gi potycz­kom Tela­kow­skiej z kon­ku­rent­ka­mi o wzglę­dy męż­czyzn co two­rze­niu IWP. Żwa­wo pro­wa­dzo­na nar­ra­cja może zapew­niać odbior­cy przy­jem­ną lek­tu­rę, nie męczyć dro­bia­zgo­wy­mi opi­sa­mi wyda­rzeń histo­rycz­nych, pozo­sta­wia jed­nak ogrom­ny nie­do­syt. Zabra­kło w niej uwzględ­nie­nia histo­rycz­ne­go i poli­tycz­ne­go kon­tek­stu dzia­łal­no­ści Tela­kow­skiej, zabra­kło tła – opi­sów oto­cze­nia boha­ter­ki publi­ka­cji, peł­ne­go wglą­du w rela­cje, w któ­re musia­ła wcho­dzić, aby osią­gać swo­je cele. Szko­da, tym bar­dziej że autor­ka bio­gra­fii – jako spe­cja­list­ka, znaw­czy­ni tema­tu – z pew­no­ścią tę wie­dzę posia­da. Wybra­na przez Rze­hak for­ma lite­rac­ka nega­tyw­nie wpły­nę­ła na oma­wia­ną publi­ka­cję. Stra­ci­ła na tym Tela­kow­ska, któ­rej dzia­ła­nia, zasłu­gi, wie­dzę i pomy­sły przy­ćmił nad­miar histo­rii o jej nie­zgrab­nej figu­rze, bra­ku uro­dy, nie­ustan­nym poszu­ki­wa­niu męż­czy­zny. To postać zasłu­gu­ją­ca na znacz­nie bar­dziej roz­bu­do­wa­ną bio­gra­fię – na coś wię­cej niż zbiór opo­wia­stek do szyb­kiej, powierz­chow­nej lek­tu­ry. Ale poszko­do­wa­na jest tak­że sama Kata­rzy­na Rze­hak, dys­po­nu­ją­ca wie­dzą nie­zbęd­ną do napi­sa­nia cie­ka­wej i rze­tel­nej bio­gra­fii zało­ży­ciel­ki IWP.

 

1 K. Rze­hak, Wan­da Tela­kow­ska. Pięk­no dla wszyst­kich, czy­li jak powsta­ło pol­skie wzor­nic­two powo­jen­ne, War­sza­wa: Mar­gi­ne­sy, 2026, s. 62.

2 Tam­że, s. 117–118.

Anna Cymer, fot. Anna Rejman

– historyczka architektury, dziennikarka, popularyzatorka wiedzy o architekturze.

więcej →

Fallback Avatar

– historyczka sztuki, badaczka i pasjonatka polskiego designu.

więcej →

Wanda Telakowska (1939, Warszawa: Drukarnia Wydawnicza) / Biblioteka cyfrowa „Polona” / Domena publiczna

– polska artystka sztuk plastycznych, organizatorka polskiego wzornictwa przemysłowego.

więcej →

Powiązane teksty

16.04.2026
Recenzje

Kiedy więcej znaczy więcej. O książce „Wszystko to zbyt małe. Eseje ku chwale nadmiaru” Bekki Rothfeld

Becca Rothfeld dostrzegła potencjał tkwiący w nadmiarze. W swoim debiutanckim zbiorze esejów Wszystko to zbyt małe… próbuje wykazać, że nadmiar jest w swojej istocie emanacją apetytu na życie, przejawem chęci doznania czegoś ponad zaspokojenie podstawowych potrzeb fizjologicznych – o książce Bekki Rothfeld pisze Agata Berniak-Klich.