Nowe mieszkanie na Starym Mokotowie

Mał­go­rza­ta Bugaj: Kie­dy nie piszesz, to kupu­jesz miesz­ka­nia? Zauwa­ży­łam to na two­im Insta­gra­mie.

Doro­ta Kotas: Tak to wyglą­da w inter­ne­cie, ale w rze­czy­wi­sto­ści miesz­ka­nie kupu­je moja dziew­czy­na, w dodat­ku za pie­nią­dze swo­ich rodzi­ców, więc jest to bar­dziej skom­pli­ko­wa­ne. Samej nigdy nie było­by mnie stać na miesz­ka­nie, więc tyl­ko uczest­ni­czę w pro­ce­sie kupo­wa­nia. Ono for­mal­nie nie będzie moje.

Jak się z tym czu­jesz?

Przez ostat­nich sie­dem lat miesz­ka­ły­śmy w jed­nym i tym samym wynaj­mo­wa­nym miesz­ka­niu, sama pod­pi­sa­łam umo­wę, pła­ci­łam też wszyst­kie rachun­ki, cały ten prąd, gaz. Wszyst­ko było prze­pi­sa­ne na moje nazwi­sko. To ja zna­la­złam to miesz­ka­nie i na począt­ku byłam w nim sama, dopie­ro po pew­nym cza­sie P. się do mnie wpro­wa­dzi­ła. A teraz będę tak napraw­dę… No wiesz, cho­dzi o to, że praw­nie jeste­śmy dla sie­bie obcy­mi oso­ba­mi. Gdy­bym zosta­ła wpi­sa­na jako współ­wła­ści­ciel­ka miesz­ka­nia, to ze wzglę­du na trze­ci sto­pień pokre­wień­stwa, czy­li naj­dal­szy, musia­ła­bym zapła­cić mega­wy­so­ki poda­tek od daro­wi­zny. Nie stać mnie na to, żeby zapła­cić za poło­wę miesz­ka­nia. Nigdy wcze­śniej nie inte­re­so­wa­ły mnie kwe­stie ślu­bu i przy­wi­le­jów, któ­re się z nim wią­żą, to były z moje­go punk­tu widze­nia abs­trak­cyj­ne tema­ty. Wyda­wa­ło mi się, że to pro­ble­my, któ­re doty­czą tyl­ko sta­rych i boga­tych les­bi­jek. W ogó­le nie zakła­da­łam, że sama się znaj­dę w sytu­acji, w któ­rej będę zain­te­re­so­wa­na sfor­ma­li­zo­wa­niem związ­ku. A teraz fak­tycz­nie ślub bar­dzo by mi się przy­dał. Rów­nież ze wzglę­du na to, że moja dziew­czy­na wła­śnie dosta­ła umo­wę o pra­cę i ma ubez­pie­cze­nie. Nie może mnie jed­nak ubez­pie­czyć jako swo­jej part­ner­ki.

Czy­li tak napraw­dę for­mal­nie nic nie może­cie?

Ostat­nio róż­ne zna­jo­me les­bij­ki zmie­nia­ją sobie nazwi­ska na nazwi­ska swo­ich part­ne­rek albo wal­czą o dwu­czło­no­we nazwi­sko i to się im nawet uda­je. No ale nam aku­rat na tym nie zale­ży. Dla mnie waż­niej­sze niż sym­bo­licz­na zmia­na jest prak­tycz­ne zabez­pie­cze­nie w codzien­nym życiu.

Abs­tra­hu­jąc od kwe­stii praw­nych – czy jesteś men­tal­nie goto­wa, by kupić to miesz­ka­nie?

Nie jest to wszyst­ko jed­no­znacz­ne. Kie­dy to ja wynaj­mo­wa­łam miesz­ka­nie, czu­łam się dosyć bez­piecz­nie. Tam były dobre warun­ki, mogłam sobie wszyst­ko urzą­dzić tak, jak chcia­łam. Nie wiem, czy to nowe miesz­ka­nie będzie na zawsze. Wyda­je mi się, że raczej też będzie przej­ścio­we, na jakiś czas. Bo kupu­je­my bar­dzo małe miesz­ka­nie, mniej­sze, niż teraz mamy. Nie jestem pew­na, czy się w nim pomie­ści­my. Mamy dużo zwie­rząt, dwa koty i psa, a to będzie taka nie­wiel­ka kawa­ler­ka. Dziś tyl­ko na taką nas stać. Musi­my też zro­bić duży remont. To miesz­ka­nie po star­szej pani, koniecz­na jest wymia­na całej elek­try­ki, pod­ło­gi, wypo­sa­że­nia, więc to będzie wiel­ka logi­stycz­na ope­ra­cja. Musi­my je dopro­wa­dzić do takie­go sta­nu, żeby dało się w nim miesz­kać. No ale też oczy­wi­ście się cie­szę, bo będzie­my mia­ły bal­kon, umy­wal­kę w łazien­ce. Będzie moż­na umyć ręce w umy­wal­ce, a nie w wan­nie jak teraz. I to też brzmi jak prze­łom w naszym życiu.

A sko­ro trzy­ma­my się tej eko­no­mii życia, to co robisz, kie­dy nie piszesz i na tym nie zara­biasz? Pamię­tam, że coś kie­dyś sprze­da­wa­łaś. Czy takie kom­bi­no­wa­nie jest dla cie­bie for­mą wol­no­ści czy smut­ną koniecz­no­ścią? 

Na pisa­niu tro­chę zara­biam, ale cią­gle mar­twię się o pie­nią­dze. Ogar­nia­nie życia i kom­bi­no­wa­nie pochła­nia wie­le mojej ener­gii. Daje mi ono tro­chę wol­no­ści, ale też wie­le rze­czy robię z koniecz­no­ści.

Lubię zarabiać pieniądze na różne sposoby, na przykład zdobywając zlecenia. Wynajdywanie różnych źródeł utrzymania traktuję trochę jak przygodę, ale jednocześnie wiąże się ona ze stresem.

Gdy­bym jed­nak mia­ła zamie­nić moje licz­ne pra­ce na jed­no sta­łe źró­dło utrzy­ma­nia i pra­cę, do któ­rej musia­ła­bym codzien­nie przy­cho­dzić na osiem godzin, to jakoś tego nie widzę. Więc robię dużo dziw­nych rze­czy i dalej sprze­da­ję ubra­nia na Vin­ted, cho­ciaż mam wra­że­nie, że ostat­nio ciu­chlan­dy się tro­chę zepsu­ły. Jest w nich coraz wię­cej szmat z polie­stru. Mam też dużo róż­nych zle­ceń, w tym tych zwią­za­nych z pisa­niem. Ale tak napraw­dę jestem goto­wa roz­wa­żyć wszyst­ko, za co tyl­ko ktoś zechce mi zapła­cić. Ostat­nio też robi­łam zdję­cia na wysta­wę foto­gra­ficz­ną i to mi się bar­dzo podo­ba­ło. Przez chwi­lę roz­wa­ża­łam zosta­nie foto­graf­ką (żar­tu­ję).

Opo­wiedz coś wię­cej o tej wysta­wie. 

To była pro­po­zy­cja zro­bie­nia cze­goś na temat neu­ro­róż­no­rod­no­ści. Na począt­ku myśla­łam o tek­ście, ale póź­niej wymy­śli­łam sobie ana­lo­go­we zdję­cia. Nigdy nie robi­łam zdjęć, w ogó­le nie zaj­mo­wa­łam się foto­gra­fią, ale chcia­łam spró­bo­wać cze­goś nowe­go. Foto­gra­fo­wa­łam lal­kę Bar­bie w spek­trum auty­zmu. W inter­ne­cie był spór doty­czą­cy tego, czy wypro­du­ko­wa­nie tej lal­ki ma jakiś sens spo­łecz­ny, czy jest to jedy­nie zbi­ja­nie kapi­ta­łu na popu­lar­nych dia­gno­zach. Posta­no­wi­łam robić zdję­cia Bar­bie w sytu­acjach zwią­za­nych z moją codzien­no­ścią i w moich kra­jo­bra­zach, miej­scach, do któ­rych cho­dzę. Tak jak­by ta Bar­bie była mną albo jak­by robi­ła to samo, co ja.

To cie­ka­we. Gdy prze­glą­da­łam twój Insta­gram, odnio­słam wra­że­nie, że rze­czy­wi­ście masz oko do mikro­sy­tu­acji.

Trak­tu­ję Insta­gram głów­nie jako swój pamięt­nik. Wsta­wiam sobie na pamiąt­kę rze­czy, któ­re zro­bi­łam, żeby móc tam zaglą­dać, kie­dy wyda­je mi się, że w moim życiu nic się nie dzie­je i nic nie robię. Nie myślę zbyt wie­le o stra­te­gii pro­wa­dze­nia kon­ta.

Co spra­wia ci naj­więk­szą rado­chę, kie­dy nie piszesz?

Myślę, że dział­ka. Nie­zmien­nie od 2020 roku, czy­li od kie­dy ją mam. Zeru­je mi się tam czas i stres. To mi bar­dzo dużo daje. Nie jest ona jed­nak moją wła­sno­ścią. Dział­ka ROD to jest dzier­ża­wio­ny kawa­łek zie­mi, któ­ry for­mal­nie nale­ży do mia­sta. Moją wła­sno­ścią są tyl­ko rze­czy, któ­re się na niej znaj­du­ją: domek, rośli­ny…

Jakie rośli­ny sadzisz?

Nie pod­cho­dzę do tego jakoś pro­fe­sjo­nal­nie i nie narzu­cam sobie rygo­ru, żeby mieć dużo plo­nów i upra­wiać wszyst­ko, co się da. Jak uschną mi bakła­ża­ny, bo na dwa tygo­dnie o nich zapo­mnę i nie będę ich pod­le­wać, to trud­no, takie jest życie. Ale pomi­do­ry mi co roku rosną. Mam też tro­chę krze­wów owo­co­wych po poprzed­nim wła­ści­cie­lu, takich sprzed lat, na któ­rych co roku poja­wia­ją się porzecz­ki, mali­ny, agrest. Mam też cze­re­śnie, ale tyl­ko przez kil­ka dni w roku, zanim zje­dzą je pta­ki.

To miej­sce, do któ­re­go prze­no­sisz swo­je życie, gdy nad­cho­dzi sezon?

Tro­chę tak. Cza­sa­mi tam śpi­my, ale to jest dość pry­mi­tyw­ny domek, ma może dwa na trzy metry. Nocu­je­my w nim tyl­ko kil­ka razy w roku na mate­ra­cu. Zda­rza nam się zostać w nim, jak są upal­ne dni. Wte­dy faj­nie jest się obu­dzić w ogro­dzie. Teraz było­by trud­no to zro­bić. Nie mamy tam cie­płej wody ani łazien­ki, to są takie bar­dziej kem­pin­go­we warun­ki.

Zabie­ra­cie na dział­kę koty?

Tak, ale do tej pory one musia­ły być na smy­czach, przy­cze­pia­ły­śmy je w róż­nych miej­scach. Co chwi­lę ich doglą­da­ły­śmy, czy się nie zaplą­ta­ły o te smy­cze, więc było to uciąż­li­we. W tym roku będzie­my budo­wać catio. To będzie taka wolie­ra dla kotów, żeby mogły przy­jeż­dżać razem z nami i żeby moż­na było bez­piecz­nie je zamknąć na takim skraw­ku ogro­dzo­nym. No i oczy­wi­ście jest pies, któ­ry też kocha być na dział­ce. To jest jego ulu­bio­ne miej­sce. W tym roku zamó­wi­łam też ple­cak do jeż­dże­nia z psem na rowe­rze. Muszę coś wymy­śleć, bo mój pies jest dosyć duży, waży kil­ka­na­ście kilo.

Marzy ci się dom z ogród­kiem?

No oczy­wi­ście, ale raczej na sta­rość. Choć teo­re­tycz­nie mogła­bym się już teraz wynieść z mia­sta, ale z dru­giej stro­ny nie wiem, jak bym znio­sła takie życie. Niby mam pra­wo jaz­dy, ale nie jeż­dżę autem, bo wyda­je mi się, że to nie dla mnie. Pew­nie była­bym bar­dzo samot­na. Teraz jed­nak spo­ro wycho­dzę z domu. Mia­sto daje mi moż­li­wość spo­ty­ka­nia się z ludź­mi. Cho­dzę na przy­kład codzien­nie na siłow­nię. Miesz­ka­jąc w dom­ku na wsi, pew­nie nie mia­ła­bym takiej moż­li­wo­ści. No i lubię żyć w War­sza­wie. Podo­ba mi się to.

Wspo­mnia­łaś o siłow­ni…

Kocham siłow­nię. Prze­ko­na­łam się do spor­tu w doro­słym życiu. Jako dziec­ko szcze­rze nie­na­wi­dzi­łam WF‑u i byłam z tego naj­gor­sza. Ale teraz bar­dzo mi się to zmie­ni­ło. To też jest moja moc­na zajaw­ka. W jakimś stop­niu łączy się ona z lękiem o przy­szłość, o to, żeby nie być oso­bą bez mię­śni, któ­ra nie jest w sta­nie pod­nieść się z łóż­ka i usiąść. Już teraz mar­twię się tym, co będzie, jak będę senior­ką. Po pro­stu chcę być sil­na, zdro­wa i szyb­ka naj­dłu­żej, jak się da. Dzię­ki temu mogę zacho­wać nie­za­leż­ność.

Wróć­my jesz­cze do pisa­nia. Pamię­tam, że mówi­łaś kie­dyś o zmę­cze­niu byciem pisar­ką. To było zmę­cze­nie ludź­mi czy języ­kiem?

Języ­kiem na pew­no nie, jeśli już, to ludź­mi. Ale naj­bar­dziej zmę­czy­ło mnie sys­te­mo­we podej­ście do tej pra­cy. To, jak mało się zara­bia na poje­dyn­czym egzem­pla­rzu książ­ki. To jest bar­dzo nikły pro­cent w porów­na­niu do tego, ile dosta­ją dys­try­bu­to­rzy, któ­rzy zgar­nia­ją wła­ści­wie więk­szość zysków. Ja dosta­ję jakieś mar­ne gro­sze, nie wiem, zło­tów­kę albo dwa zło­te od egzem­pla­rza. Mam też pro­blem z tym, że pisa­nia nie trak­tu­je się jak praw­dzi­wej pra­cy. Wyda­wa­ło mi się, że inni ludzie postrze­ga­ją mnie jako leni­wą oso­bę, któ­ra tak napraw­dę wca­le nie pra­cu­je i strasz­nie się tym zadrę­cza­łam. No ale z dru­giej stro­ny nie wie­dzia­łam, gdzie mia­ła­bym pra­co­wać. Byłam w takiej sytu­acji, że przez jakiś czas napraw­dę sumien­nie szu­ka­łam cze­goś inne­go, jed­nak oka­za­ło się, że nikt nie chce mnie zatrud­nić, nawet w miej­scach, w któ­rych wcze­śniej z łatwo­ścią dosta­wa­łam pra­cę, na przy­kład w księ­gar­niach. Ludzie chy­ba uzna­li, że sko­ro jestem Doro­tą Kotas, autor­ką, a przy­cho­dzę do nich na roz­mo­wę o pra­cę, to pew­nie cho­dzi mi tyl­ko o to, żeby zdo­by­wać mate­riał do książ­ki i że będę chcia­ła o tym napi­sać, a nie napraw­dę pra­co­wać. Było mi też cięż­ko z tym, że wie­le osób jedzie po mnie w inter­ne­cie. Czu­łam się zagu­bio­na towa­rzy­sko. Czę­sto nie potra­fię wyczuć, czy ludzie, z któ­ry­mi roz­ma­wiam, napraw­dę mnie lubią, czy jedy­nie zała­twia­my inte­re­sy, trzy­ma­jąc się pew­nej kon­wen­cji.

Czy tak jest też w przy­pad­ku zwy­kłych rela­cji z inny­mi oso­ba­mi?

Tak. Pozna­wa­nie nowych ludzi sta­ło się dla mnie teraz skom­pli­ko­wa­ne. Wcze­śniej pro­wa­dzi­łam jed­nak bar­dziej bez­tro­skie życie towa­rzy­skie, chęt­niej spo­ty­ka­łam się z oso­ba­mi, któ­re nie są w krę­gu moich naj­bliż­szych przy­ja­ciół. Teraz mam w sobie dużo lęków. Doty­czą one tego, że ktoś mnie roz­po­zna i już będzie miał na mój temat jakieś zda­nie, nawet jeśli jesz­cze mnie nie zna. Bar­dzo usta­wia to róż­ne rela­cje. Jest na przy­kład taki typ ludzi, któ­rzy zapra­sza­ją mnie gdzieś, żeby pochwa­lić się tym, że mnie zna­ją.

A gdy­byś już nigdy nic nie wyda­ła, to two­je życie było­by dla cie­bie wystar­cza­ją­ce?

Nie wiem. Teraz wyda­je mi się, że bar­dzo mało robię i że moc­no ucie­ka mi życie, bo sie­dzę w domu i dużo cza­su zaj­mu­je mi taka krzą­ta­ni­na: goto­wa­nie obia­du, wycho­dze­nie na spa­cer z psem. Te codzien­ne obo­wiąz­ki tak bar­dzo mnie wcią­ga­ją, że nawet nie wiem, kie­dy te dni mija­ją. Cza­sa­mi czu­ję, że powin­nam wię­cej pra­co­wać, bar­dziej korzy­stać z życia. Ale z dru­giej stro­ny myślę też, że napi­sa­łam już trzy książ­ki, któ­re dosta­ły róż­ne nagro­dy. Zro­bi­łam to przed trzy­dziest­ką. To był duży suk­ces, któ­re­go oso­by w moim wie­ku może tak czę­sto nie odno­szą. I wiem też, że bar­dzo się napra­co­wa­łam we wcze­snej doro­sło­ści, cho­dząc do trzech prac jed­no­cze­śnie i żyjąc inten­syw­nie. Więc teraz odpo­czy­wam. Myślę, że to jest pew­nie tym­cza­so­wy etap, kie­dy ukła­dam się z róż­ny­mi doświad­cze­nia­mi.

Czuję presję świata, żeby dużo robić, dużo publikować, pracować przez cały czas, trzymać rytm. Nie zgadzam się z tym.

Widzę korzy­ści pły­ną­ce z tego, że mogę sobie pozwo­lić na to, żeby o jede­na­stej w środ­ku tygo­dnia sie­dzieć w swo­jej kuch­ni, słu­chać, jak mój pies pochra­pu­je, pić kawę i z kimś roz­ma­wiać. Kto tak może? Bar­dzo mało osób.

Jest jesz­cze coś, czym się zaj­mu­jesz, kie­dy nie piszesz?

Oglą­dam tele­wi­zję. Kie­dyś tym gar­dzi­łam, teraz sobie na to pozwa­lam. Dużo mnie to uczy o świe­cie. Patrzę, jak żyją inni ludzie, i bar­dzo mnie to wcią­ga. Jestem napraw­dę na bie­żą­co z wiel­ką ilo­ścią pro­gra­mów, któ­re lecą w tele­wi­zji. Jest ich tak dużo, że nawet nie będę wymie­niać, bo to by zaję­ło całą stro­nę. Śle­dzę je odci­nek po odcin­ku.

Co cię w tym naj­bar­dziej inte­re­su­je?

Oglą­dam pro­gra­my o praw­dzi­wych ludziach, któ­rzy nie są akto­ra­mi. Na przy­kład takie Kuchen­ne rewo­lu­cje. Przy­jeż­dża Mag­da Ges­sler do zapusz­czo­nej, brud­nej knaj­py, rzu­ca tale­rza­mi, uczy zało­gę goto­wać i wszyst­ko jest super, wycho­dzą na pro­stą. Albo Kana­pow­czy­nie. Tam są z kolei gru­be laski, któ­re po pro­stu cały dzień leżą i jedzą fryt­ki. Przy­jeż­dża do nich tre­ner i po pół roku są super fit i jadą się razem wspi­nać na wul­kan. Podzi­wiam to wszyst­ko, bo lubię patrzeć na praw­dzi­wych ludzi, któ­rzy mają praw­dzi­we pro­ble­my, praw­dzi­we miesz­ka­nia i cho­dzą do praw­dzi­wych restau­ra­cji.

Dopusz­czasz myśl, że to też jest wyre­ży­se­ro­wa­ne?

Na pew­no pro­du­cen­ci pod­bi­ja­ją nie­któ­re sytu­acje i one są tro­chę prze­ry­so­wa­ne. Może jest to czę­ścio­wo zagra­ne. Ale fakt, że to nie są pro­fe­sjo­na­li­ści, tyl­ko ludzie, któ­rzy zgło­si­li się do pro­gra­mu w tele­wi­zji, szu­ka­jąc pomo­cy albo też może chcąc się wypro­mo­wać, jest dla mnie cie­ka­wy. Widzę, że ich emo­cje nie są zagra­ne i to jest dla mnie poru­sza­ją­ce. Nawet jeśli to jest wymy­ślo­na z góry struk­tu­ra, któ­ra zakła­da, że przez trzy dni wszyst­ko ma się w ich życiu zmie­nić. Reak­cje boha­te­rów na te zmia­ny są poka­za­ne z dosko­na­łą, bru­tal­ną pre­cy­zją.

Na koniec: jakie masz pla­ny na dziś?

O godzi­nie 17.30 odbie­ra­my klu­cze do nowe­go miesz­ka­nia. Moja dziew­czy­na jest w pra­cy i jego wła­ści­ciel też, więc po pro­stu muszę prze­cze­kać cały dzień, aż się spo­tka­my, by spi­sać licz­ni­ki i zała­twić tym podob­ne rze­czy. Mam też pomysł, żeby prze­no­co­wać już w tym miesz­ka­niu, cho­ciaż jesz­cze nic tam nie ma. Mogły­by­śmy wziąć śpi­wo­ry i po pro­stu spę­dzić noc na pod­ło­dze z psem, wśród tych wszyst­kich sta­rych rze­czy, meblo­ścia­nek i sakral­nych obraz­ków poprzed­niej wła­ści­ciel­ki, pani Jadwi­gi, któ­ra umar­ła. Bar­dzo chcia­ła­bym to zro­bić. To jest mój pomysł na wie­czór.

Fallback Avatar

– polska prozaiczka i felietonistka.

więcej →

– polonistka, dziennikarka i podkasterka.

więcej →

Powiązane teksty