Następnie udał się do Lerny, niedaleko Argos, gdzie w grocie zamieszkiwał straszny wąż, który polował na ludzi. Bestia pożerała wędrowców podróżujących pobliską ścieżką, ich zwierzynę, na polach zaś siała zniszczenie wśród upraw. Miała dziewięć albo nawet dziesięć łbów, ludzie mówili, że jeden z nich był nieśmiertelny. On wypłoszył z groty potwora i zaczął odcinać mu głowy, lecz na miejsce każdej wyrastały dwie czy trzy nowe. Wezwał więc przyjaciela, by ten przypalał szyje, a gdy został ostatni łeb – uciął go i zakopał.
*
Prawość i pomysłowość to cnoty stanowiące o sile heraklejskiego mitu1, który przemawiał do królów, rycerzy i kupców gotowych rzucić się przez groźny ocean dla sprytnego pomnożenia kapitału. „Prace Herkulesa symbolizowały rozwój gospodarczy: oczyszczenie ziemi z dzikich bestii, osuszenie bagien i rozwój rolnictwa, a także udomowienie zwierząt, ustanowienie handlu i wprowadzenie technologii”2 – piszą historycy Peter Linebaugh i Marcus Rediker, by zobrazować siedemnastowieczną popularność greckiego mitu o dwunastu pracach nieślubnego syna Zeusa. Prace zadane Heraklesowi przez króla Eurysteusza (a właściwie Apolla) uczyniły z antycznego herosa czempiona kolonizacji, lecz jedna z nich stanowiła szczególnie istotny punkt odniesienia od początku zamorskiej ekspansji europejskich imperiów. To pokonanie hydry lernejskiej, wielogłowej bestii, której łby przypominały kolonizatorom o licznych zagrożeniach i hamulcach postępu.
Od niej właśnie bierze swój tytuł praca Linebaugha i Redikera Wielogłowa hydra. Żeglarze, niewolnicy, pospólstwo i ukryta historia rewolucyjnego Atlantyku (tłum. Andrzej Wojtasik), wydana pod koniec 2025 roku nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej, będąca esejem spektakularnym. Tak właśnie wypada ją określić, skoro na zaledwie czterystu dwudziestu stronach (plus przypisy) autorom udało się pomieścić historię globalną oraz liczne procesy obejmujące niemal trzy stulecia, co stawia Wielogłową hydrę wśród klasycznych już podręczników historii ludowych. Linebaugh i Rediker podejmują się zadania nakreślenia genealogii wielowiekowej transatlantyckiej przemocy. To karkołomna robota (heraklejska!), ale autorzy przyjmują wdzięczną metodę pracy: traktują historię jak kobierzec, złożony z wzajemnie przeplatających się wątków i poszukują wyrazistych zdarzeń, swoistych węzłów na linii rozwoju kolejnych procesów.
Odwieczne osnowy, mityczne wątki
Refleksję rozpoczynają od narodzin anglosaskiego kapitalizmu, dla którego jednym z aktów założycielskich było powstanie Kompanii Wirgińskiej. Wychowani w latach 90. czytelniczki i czytelnicy mogą kojarzyć ją z przekłamaną, choć pełną pięknych piosenek historią o Pocahontas, „indiańskiej księżniczce”, bo tak zwali ją marketingowcy Disneya, a ponad cztery wieki wcześniej urzędnicy rzeczonej kompanii, gdy sprowadzili ją jako reklamę do Anglii, zachęcając do podróży do Indii Zachodnich. Czy było warto? Nie bardzo, osadnicy zostali brutalnie zmasakrowani w 1624 roku przez plemię Powatan, czyli współziomków bogu ducha winnej Pocahontas, znanej im jako Matoaka. Niemniej sama Wirginia ustanowiła przedsiębiorczy mit podróży do Ameryki mającej stanowić nowy dom dla Brytyjczyków. Nie byłoby tego węzła, gdyby nie szereg procesów pozornie odległych, lecz przyczynowo warunkujących wyprawy na Zachód – i tu najlepiej widać strategię narracyjną autorów Wielogłowej hydry. Autorzy Linebaugh i Rediker piszą:
Do zmian tych należą: przejście w rolnictwie od upraw na własne potrzeby do komercyjnych pastwisk, zwiększenie się liczby pracowników najemnych, wzrost populacji w miastach, ekspansja tak zwanego systemu nakładczego w rzemiośle, rozwój handlu światowego, instytucjonalizacja rynków oraz ustanowienie systemu kolonialnego. Zmiany te miały jedną wspólną przyczynę o dalekosiężnych konsekwencjach: grodzenie pól. To ono spowodowało usunięcie tysięcy ludzi z gruntów rolnych, które dotąd użytkowali wspólnie. Stopniowo przemieszczano ich do wiosek, miast i – za morze3.
Angielska polityka grodzenia pozbawiała ludzi fundamentalnych praw – prawa do ziemi i pracy zarobkowej, co jeszcze w XIX wieku podkreślał Jamajczyk Robert Wedderburn, syn niewolnicy i plantatora, wojownik o niepodległość USA i teoretyk proletariatu atlantyckiego. Wedderburn, jeden z ważniejszych bohaterów Wielogłowej hydry, nawoływał przymusowych robotników do walki o ziemię należącą do wszystkich z Bożego rozkazu, bo absurdem jest, że „nieliczni mają prawo decydować czy uprawiać ziemię, czy nie – trzymając tym samym w swoich rękach los całej ludzkości”, co w uderzający sposób pokazuje czasową skalę, w której rozciągają się losy bohaterów Wielogłowej hydry. Trzysta lat przed nim w podobnym tonie pisał holenderski prawnik i teoretyk praw człowieka, Hugo Grotius, gdy pytał: „Czy jakikolwiek naród może […] odkryć to, co należało do kogoś innego?”.
Kto posiadał Bermudy? Do kogo należała Ameryka? Kto był właścicielem Afryki? Czyją wyspą była Anglia? Ponieważ narody świata przez całą historię uparcie trzymały się zależności ekonomicznej, która wynika z posiadania własnych środków utrzymania – czy to ziemi, czy innej własności – europejscy kapitaliści musieli siłą wywłaszczyć ludzi z ojczyzn zamieszkiwanych przez ich przodków, aby móc ich wykorzystać jako siłę roboczą w nowych projektach gospodarczych realizowanych w nowych warunkach geograficznych4.
– trafnie diagnozują Linebaugh i Rediker.
Rodzi się hydra
Siłą książki jest swoiście śledczy charakter. Autorzy ukazują powtarzające się przez kilka stuleci schematy, do których prowadziły konkretne, możliwe do zidentyfikowania decyzje polityczne. Historię Wielogłowej hydry wypełniają kolejne osnowy, takie jak wywłaszczenie, rasizm czy prześladowanie religijne. Historia nie jest jednak wyłącznie zbiorem procesów, a całą makatką, wypełnioną wątkami mitycznymi. Heraklejska hydra staje się mityczną figurą, za pomocą której wygodnie można ująć stających na drodze, zdawałoby się, że koniecznego, postępu. Szczególnie ilustratywny jest tu „katalog” sporządzony przez Francisa Bacona w traktacie An Advertisement Touching an Holy War z 1622 roku. Anglię dotknęła wtedy klęska głodu, zaś sam Bacon, jeden z największych umysłów epoki, znajdował się w trudnym położeniu finansowym. Traktat miał mu pomóc w zaskarbieniu sobie łask dworu i spłaceniu długów. Ta przyziemna motywacja poprowadziła filozofa do sporządzenia cynicznej listy tych, których życie jest nic nie warte, nie zasługuje nawet na przetrwanie, bo, jak wizjonersko zauważył, tym, co jednoczy podzielony naród, jest zawsze jakaś wojna lub przynajmniej śmiertelny wróg.
Wobec wroga można stosować – w uzasadniony religijnie sposób – najwyższy wymiar kary, czyli karę śmierci. Wróg służy zagospodarowaniu społecznego gniewu. Jeśli Bóg nie uznaje kogoś za człowieka, to tenże przedmiot (bo już nie podmiot) może zostać bezkarnie zabity, ale by Bogu tę pracę ułatwić, wystarczy potencjalnego wroga zdepersonalizować. Dlatego Bacon określa go terminami takimi jak „ławice” i „watahy”, dokonując odczłowieczenia przez stosowanie określeń zbiorowych, odnoszących się nie do ludzi, lecz do zwierząt. Stąd już tylko krok do określenia przeciwników politycznych jako „potworów” – elementów tego, co Bacon nazywał „naturą nieudaną”, czymś pośrednim między tym, co naturalne i sztuczne, możliwym do kontroli i instrumentalnego wykorzystywania.
Do „łbów hydry” zdaniem autora utopijnej Nowej Atlantydy należeli: „mieszkańcy Indii Zachodnich, Kananejczycy, piraci, włóczędzy, zabójcy, Amazonki i anabaptyści”5, w odniesieniu do których dopuszczalne jest stosowanie ludobójstwa. Wśród grup wykluczonych byli również „ci, którzy ścinają drzewa i noszą wodę”, czyli wykonawcy najbardziej poślednich prac, będący „ludźmi, choć gorszego sortu”6 (jak określał ich anonimowy autor tekstu Man: A Paper for Ennobling the Species z 1755 roku, co znów pokazuje trwałość pewnych przekonań). Aby lepiej zrozumieć, jakie grupy społeczne skazywał Bacon na zagładę, należy rozwinąć określające je terminy. Mieszkańcy Indii Zachodnich zostali sportretowani również przez Szekspira w Burzy – w postaci Kalibana. Szerzej jego polityczno-metaforyczną funkcję analizuje Silvia Federici w Kalibanie i czarownicy7. Nieszlachetny dzikus miał być porte-parole rdzennych mieszkańców Karaibów i obu Ameryk. Bacon twierdził, że Bóg o nich zapomniał, „a to z powodu ich nagości, analfabetyzmu i nieznajomości jazdy konnej […], a także dlatego, że «zjadają ludzi»”8. Przez „Kananejczyków” rozumiał wysiedlonych na skutek grodzenia pól plebejuszy – czyli wywłaszczonych Anglików i podbijanych przez Tudorów, a później gładzonych przez Cromwella Irlandczyków. Kananejczycy stanowili naturalny „materiał” na pracowników kolonii – szukali pracy, brali, co było. Trzecia grupa to piraci, a dla Bacona szczególnie korsarze z Afryki Północnej, Berberowie utrudniający żeglugę flocie królewskiej. Włóczędzy i zabójcy to grupy powszechnie znane, choć aby ukontekstualizować ich miejsce, w opinii Bacona wywodzili się oni z przydrożnych przestępców oraz grup wywrotowych, kontestujących miejsce króla i Kościoła. „Amazonki” to kobiety walczące o miejsce w dyskursie politycznym, które niekiedy sięgały po radykalne środki (między innymi piractwo), aby wyzwolić się spod buta patriarchalnych struktur. Najgorsi byli jednak anabaptyści, członkowie ruchów religijnych podważających sensowność funkcji króla, scentralizowanego Kościoła, będący pionierami czegoś na kształt ludowego komunizmu.
Teoria potworności Bacona obejmowała zatem liczne wykluczone grupy społeczne. Stając się adresatami prześladowań lub niewoli, grupy te ulegały naturalnej radykalizacji, zaś walka kolonialnego centrum z peryferiami, jakie reprezentowali, to serce Wielogłowej hydry. Autorzy podkreślają jednak, że Bacon nie działał w odosobnieniu. Podobne teksty popychały licznych myślicieli do formułowania zarzutów o uprawianie czarów, tworzenia pamfletów obrazujących „narodziny” potomstwa przeklętych kobiet, z których łon na świat przychodziły wszelkie potworności. Pouczające są tu druki ulotne uwzględnione w książce Linebaugha i Redikera.
Pirackie demokracje
Żywotność mitów paradoksalnie wspiera ich przechwytywanie, co stanowi drugą ważną oś Wielogłowej hydry. Autorzy poszukują bowiem kontrmitów – działań hydry, która w sytuacji politycznego prześladowania tworzy alternatywne, równościowe struktury społeczne albo zawiązuje ruchy emancypacyjne.
Prawdopodobnie najbardziej obrazowym przykładem przywoływanym przez Linebaugha i Redikera jest demokratyzm piracki, zrodzony w samym sercu siedemnasto- i osiemnastowiecznego handlu morskiego. Zdyscyplinowani politycznie marynarze doświadczający prześladowań czy kar ze strony przełożonych, tworzyli wywrotowe wspólnoty na statkach pirackich, które były „egalitarne w zhierarchizowanej epoce”9. Przewrotnie sprzyjał temu nawet sam handel ludźmi, bo ich łowcy „pod pokładami swych statków importowali z Indii Zachodnich nie tylko pokryte bliznami i pobite ciała niewolników”10, lecz także rewolucyjne idee. „Obowiązkiem innych, zarówno białych, jak i czarnych, jest wspierać te nieszczęsne istoty w ich próbach uwolnienia się z niewoli”11 – cytują Linebaugh i Rediker za J. Philmore’em, autorem pamfletów, na które powoływali się ojcowie amerykańskiej rewolucji niepodległościowej. Zarysowany w Wielogłowej hydrze ciekawy portret oddolnego uniwersalizmu ukazuje ludowe korzenie dziewiętnastowiecznych rewolucji demokratycznych, których przedwiośnie uchwytuje trafna obserwacja poczyniona w trakcie analizowanych przez autorów debat w Putney, do których doszło po pierwszej angielskiej wojnie domowej: „Albo biedota zdoła wykorzystać demokrację do zniszczenia władzy posiadaczy, albo posiadacze w strachu przed biedotą tę demokrację zniszczą”12.
Nie byłoby jednak nowoczesności, gdyby nie konkretni ludzie. Aby pokazać, że Linebaugh i Rediker pracują nie tylko na procesach, ale przede wszystkim na osobach, końcowe rozdziały książki dotyczą konkretnych losów – czy to wywrotowego małżeństwa Despardów, czy wspomnianego już Wedderburna, nosicieli rewolucji społecznej i politycznej. Pełne akcji losy tych indywidualnych bohaterów książki zrozumiale pokazują, co oznacza bycie „obywatelami świata” w świecie, w którym snucie marzeń o alternatywnym, sprawiedliwym porządku społecznym czyni z człowieka wyrzutka.
Narodziny powszechnej demokracji są w perspektywie Wielogłowej hydry ruchem antykapitalistycznym, bo to owoc sprzeciwu zrodzonego w powstałej na skutek wykluczenia ekonomicznego i polityki terroru nowej klasie społecznej – proletariacie. Hydra potrzebowała swoich symboli i opowieści, które Linebaugh i Rediker dość skrupulatnie śledzą u spłaszczających struktury płac i własności piratów, ludowych rewolucjonistów w renesansowych Włoszech (jak neapolitańczyk Masaniello, wzorzec wywrotowca jeszcze w XIX wieku) czy antykolonialnych powstańców (z Afryki, Ameryki, ale też na przykład z Irlandii). Wszystkie te ruchy – jak w baconowskim koszmarze – przeplatały się, wzajemnie się inspirując i klasowo uświadamiając. Piraci na kartach Wielogłowej hydry nie są brutalnymi prymitywami, ale filozofami realizującymi demokratyczny ideał w praktyce, co zresztą było także elementem badań nieodżałowanego Davida Graebera w Pirackim Oświeceniu13 czy napisanych wraz z Davidem Wengrowem w Narodzinach wszystkiego14, książkach ideowo bliskich Wielogłowej hydrze. Cytowane przez badaczy pisma abolicjonistów stanowią poruszające świadectwo rozwoju oddolnego humanizmu, jakże różnego od tego, który kreowali koniec końców rasistowscy klasycy tradycyjnego oświecenia, jak Jean Jacques Rousseau czy Thomas Hobbes.
Łyżka dziegciu w beczce nieco dosładzanego miodu
Walka mitu heraklejskiego z kontrmitem hydry jest doprawdy fascynująca, ale należy docenić polskie wydanie książki i pracę Andrzeja Wojtasika, któremu zawdzięczamy przekład Wielogłowej hydry. Tłumacz skrupulatnie śledzi narrację snutą przez amerykańskich historyków, aby niejednokrotnie ją prostować bądź wyjaśniać przeinaczenia. Linebaugh i Rediker są, mówiąc kolokwialnie, tak bardzo zakochani w prowadzonej przez siebie historii – którą czyta się wartko i z olbrzymią przyjemnością – że miejscami cierpią na tym źródła. Nie jest częstą sytuacją, aby przekład był lepszy od oryginału, ale w przypadku Wielogłowej hydry z pewnością tak się dzieje, co wypada odnotować.
Nie zmienia to faktu, że mamy do czynienia z książką ważną – pracą próbującą w uporządkowany sposób ująć doświadczenie kilkuset lat rozwoju kapitalizmu, proletariatu, rasizmu i humanizmu. Dużo tych nurtów, jak wiele łbów ma hydra, lecz sprawiedliwość autorów nie pozwala zapomnieć, że za nimi kryją się żywi ludzie.
Był to lud bez ziemi, wywłaszczony. Utracił osłonę wspólnie użytkowanych gruntów, która mogłaby zaspokajać jego potrzeby. Był ubogi – bez majątku, pieniędzy i materialnych dóbr. Często nieopłacany – zmuszany do darmowej pracy na rzecz kapitału. Często głodny, ponieważ posiadał tylko niepewne środki utrzymania. Był ruchomy, transatlantycki. Napędzał przemysł światowego transportu. […] Był terroryzowany, poddawany przymusowi. Jego ciało stwardniało od pracy kontraktowej, niewolniczej harówki na galerach i na plantacjach, na przymusowym zesłaniu, w zakładach karnych i domach poprawczych. […] Był kobiecy i męski, był w każdym wieku. […] Był nieprzebrany, liczny i stale się mnożył. Czy to na placu, targowisku, wspólnie uprawianej ziemi, w pułku czy na okręcie wojennym z powiewającymi sztandarami i dudniącymi werblami – jego zgromadzenia były dla współczesnych niezwykłe. Był liczony, ważony i mierzony. Nieznany z imienia jako jednostka, był uprzedmiotawiany i rejestrowany na potrzeby podatków, produkcji i reprodukcji. Był zdolny do współpracy i trudu. Jego największą siłą była zbiorowa energia wielu, a nie wykwalifikowana praca jednostki. Przenosił ciężary, przesuwał ziemię, przekształcał krajobraz. Był wielobarwny – odziany w łachmany, wieloetniczny z wyglądu. […] Był pozbawiony genealogicznej jedności. Był wulgarny. Mówił „po swojemu” – z charakterystyczną wymową, słownictwem i gramatyką, bandyckim slangiem, uliczną gwarą, zawodowym żargonem i portowym pidżynem. Był planetarny – w pochodzeniu, w ruchu, w świadomości. I wreszcie – proletariat był sprawczy i twórczy; był – i pozostaje – żywy; jest w ruchu15.
A Herakles? Zleceniodawca nie przyjął wykonanej pracy, zarzucił mu, że korzystał z pomocy osób trzecich. Dopiero bogowie musieli interweniować. Hydra tymczasem trafiła na nieboskłon.
1 Podaję za popularną Mitologią Jana Parandowskiego, ale wersji – różniących się w detalu – jest wiele.
2 P. Linebaugh, M. Rediker, Wielogłowa hydra. Żeglarze, niewolnicy, pospólstwo i ukryta historia rewolucyjnego Atlantyku, tłum. A. Wojtasik, Warszawa: Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2025, s. 8.
3 Tamże, s. 24.
4 Tamże, s. 25.
5 Tamże, s. 51.
6 Tamże, s. 62.
7 S. Federici, Kaliban i czarownica. Kobiety, ciało i akumulacja pierwotna, tłum. K. Król, Kraków: Karakter, 2025. Znakomite omówienie autorstwa I. Krupeckiej przeczytasz w miesięczniku „Znak” 2025, nr 4 (839), online: https://www.miesiecznik.znak.com.pl/idee/czy-wierzysz-w-czarownice/ [dostęp: 29.07.2026].
8 P. Linebaugh, M. Rediker, Wielogłowa hydra…, s. 78.
9 Tamże, s. 202.
10 Tamże, s. 255.
11 Tamże, s. 272.
12 Tamże, s. 135.
13 D. Graeber, Pirackie Oświecenie albo prawdziwa Libertalia, tłum. J. Skowroński, Warszawa: Zysk i S‑ka, 2025. O eseju Graebera wyczerpująco pisała Magdalena Czubaszek w miesięczniku „Znak” 2024, nr 1 (824), online: https://www.miesiecznik.znak.com.pl/idee/piracka-utopia/ [dostęp: 29.07.2026].
14 D. Graeber, D. Wengrow, Narodziny wszystkiego. Nowa historia ludzkości, tłum. R. Filipowski, Warszawa: Zysk i S‑ka, 2022. Więcej o książce dowiesz się z tekstu Michała Zabdyra-Jamroza z miesięcznika „Znak” 2022, nr 10 (809), online: https://www.miesiecznik.znak.com.pl/idee/anarchistyczna-historia-ludzkosci/ [dostęp: 29.07.2026] oraz z rozmowy z Davidem Wengrowem: M. Jędrzejek, K. Kleczka, Potrzeba wyobraźni, aby zrozumieć przeszłość, „Znak” 2023, nr 9 (820), online: https://www.miesiecznik.znak.com.pl/idee/david-wengrow-potrzeba-wyobrazni-aby-zrozumiec-przeszlosc/ [dostęp: 29.07.2026].
15 P. Linebaugh, M. Rediker, Wielogłowa hydra…, s. 392–393.
