Niemoc symboliczna i literatura. Przypadek autofikcji Camille Kouchner

Kie­dy w 2021 roku uka­za­ła się książ­ka Camil­le Kouch­ner La Fami­lia gran­de1, we Fran­cji czy­ny kazi­rod­cze nie były kwa­li­fi­ko­wa­ne jako odręb­ne prze­stęp­stwo. Roz­pa­try­wa­no je jako dodat­ko­wą oko­licz­ność obcią­ża­ją­cą w przy­pad­ku prze­mo­cy sek­su­al­nej, wyko­rzy­sty­wa­nia nie­let­nich i mole­sto­wa­nia, uwzględ­nia­ną w sytu­acji, gdy opraw­ca był spo­krew­nio­ny z ofia­rą lub gdy spra­wo­wał nad nią jakiś rodzaj wła­dzy lub opie­ki. Jeśli oso­ba pokrzyw­dzo­na nie była mało­let­nia (czy­li ukoń­czy­ła pięt­na­sty rok życia), nale­ża­ło dodat­ko­wo udo­wod­nić brak jej zgo­dy na współ­ży­cie2.

W fun­da­men­tal­nym dla dwu­dzie­sto­wiecz­nej myśli socjo­lo­gicz­nej dzie­le Ele­men­tar­ne struk­tu­ry pokre­wień­stwa Clau­de Lévi-Strauss uznał zakaz kazi­rodz­twa za uni­wer­sal­ny i jed­no­cze­śnie regu­lu­ją­cy rela­cje pokre­wień­stwa we wszyst­kich wspól­no­tach ludz­kich, bez wzglę­du na etap roz­wo­ju cywi­li­za­cyj­ne­go. Mówiąc ina­czej: zakaz kazi­rodz­twa jawił się jako natu­ral­ny, choć w swo­jej isto­cie sta­no­wił kul­tu­ro­we osią­gnię­cie czło­wie­ka. Od nie­go zaczy­na­ły się two­rzyć spo­łecz­ne i struk­tu­ral­ne wię­zi, wpły­wa­ją­ce na to, co współ­cze­śnie nazy­wa się poli­ty­ką (wymia­na, soju­sze, opo­zy­cja wewnętrzne–zewnętrzne i tym podob­ne) czy też kul­tu­ro­wym kapi­ta­łem (hie­rar­chia, wła­dza, gru­py uprzy­wi­le­jo­wa­ne i pod­po­rząd­ko­wa­ne i tak dalej). Jed­nost­ki „sła­be” (faible), któ­re nie były zdol­ne do nawią­zy­wa­nia rela­cji poza ści­słym krę­giem rodzin­nym – czy­li nie potra­fi­ły osza­co­wać swo­je­go kapi­ta­łu – czę­sto łama­ły zakaz kazi­rodz­twa. Ale według Lévi-Straus­sa kazi­rodz­two zda­rza­ło się rów­nież w gru­pach uprzy­wi­le­jo­wa­nych (fort): w tym przy­pad­ku wśród przy­czyn zja­wi­ska nale­ża­ło­by wymie­nić prze­świad­cze­nie kazi­rod­ców o ich ponad­prze­cięt­no­ści, wszech­mo­cy i byciu ponad pra­wem obo­wią­zu­ją­cym wszyst­kich pozo­sta­łych człon­ków danej spo­łecz­no­ści3.

Histo­ria opo­wie­dzia­na przez Kouch­ner uka­zu­je tra­gicz­ny, a jed­no­cze­śnie wymy­ka­ją­cy się praw­ne­mu zaka­zo­wi czyn kazi­rodz­twa. Autor­ka nie kwe­stio­nu­je tego, że kazi­rodz­two jest prze­stęp­stwem. Wręcz prze­ciw­nie – doma­ga się za nie naj­wyż­szej kary. Zwra­ca jed­nak uwa­gę na nie­uchwyt­ny i nie­wy­ra­żal­ny cha­rak­ter spo­łecz­ne­go zaka­zu. Rodzi się pyta­nie: czy zakaz kazi­rodz­twa może ist­nieć w sen­sie spo­łecz­nym, jeśli kul­tu­ro­we tabu nie odno­si się do same­go czy­nu, lecz jedy­nie do mówie­nia o nim? I czy w takim przy­pad­ku moż­li­we jest publicz­ne wyra­że­nie sprze­ci­wu wobec kazi­rodz­twa lub wymie­rze­nie za nie ade­kwat­nej kary?

Temat kazi­rodz­twa w deba­cie publicz­nej wywo­łu­je jed­no­cze­śnie obu­rze­nie i obrzy­dze­nie, a przede wszyst­kim mil­cze­nie, bo towa­rzy­szy mu nie­moc sym­bo­licz­na, ów „brak słów”, któ­ry może rów­nież ozna­czać ule­głą akcep­ta­cję albo zwy­czaj­ną nie­chęć do podej­mo­wa­nia takich dys­ku­sji w prze­strze­ni publicz­nej. War­to zauwa­żyć, że łatwiej odno­sić się do sytu­acji śro­do­wisk zmar­gi­na­li­zo­wa­nych, któ­re jak­by z zało­że­nia nara­żo­ne są na prze­moc sek­su­al­ną, nad­uży­cia czy wła­śnie czy­ny kazi­rod­cze, niż mówić o podob­nych zja­wi­skach w sfe­rach wyż­szych, wykształ­co­nych, aka­de­mic­kich, praw­ni­czych czy rzą­do­wych. To wła­śnie wśród tych ostat­nich wycho­wy­wa­ła się i dora­sta­ła Camil­le Kouch­ner: cór­ka Éve­ly­ne Pisier i Ber­nar­da Kouch­ne­ra, pasier­bi­ca Oli­vie­ra Duha­me­la. Każ­de z tych nazwisk przy­na­le­ży do fran­cu­skiej sfe­ry poli­tycz­nej i inte­lek­tu­al­nej dru­giej poło­wy XX oraz pierw­szych lat XXI wie­ku. Każ­de z nich ma swój kapi­tał kul­tu­ro­wy i poli­tycz­ny i każ­de w kate­go­riach zapro­po­no­wa­nych przez Lévi-Straus­sa nale­ża­ło­by przy­pi­sać do gru­py spo­łecz­nie uprzy­wi­le­jo­wa­nych. Tytu­ło­wa fami­lia gran­de to wiel­ka rodzi­na, któ­ra stwo­rzy­ła swój sys­tem praw ponad pra­wem ogó­łu: abso­lut­na wol­ność (mat­ka), wszech­moc (ojczym), wła­dza (ojciec) i sieć soju­szy, przy­jaź­ni, roman­sów z wybo­ru i wia­ry w lewi­co­we war­to­ści. „Wykła­dow­cy, filo­zo­fo­wie, socjo­lo­go­wie, praw­ni­cy, urzęd­ni­cy sądo­wi, adwo­ka­ci, a wkrót­ce tak­że mini­stro­wie wpa­da­ją na kawę. Kul­tu­ra i roz­mo­wa, bez­u­stan­nie”4. Z całą pew­no­ścią rodzi­na wyro­sła ponad swo­ją spo­łecz­ność, wspie­ra się na ide­owym, kul­tu­ro­wym i poję­cio­wym fun­da­men­cie.

Nie­moc sym­bo­licz­ną odczu­wa­ły wyłącz­nie dzie­ci, gospo­dy­nie i opie­kun­ki. Na czym ona pole­ga­ła? Po pierw­sze wymie­nio­ne oso­by miesz­ka­ły w pery­fe­ryj­nych czę­ściach posia­dło­ści w Sana­ry, nigdy w Dużym Domu dla Doro­słych. Po dru­gie nie mia­ły ram i punk­tów odnie­sie­nia, a tyl­ko prze­strzeń niczym nie­ogra­ni­czo­nej swo­bo­dy i wol­no­ści w zacho­wa­niu oraz posta­wie. Rów­no­cze­śnie musia­ły uznać za oczy­wi­stą umow­ność reguł, sym­bo­li i war­to­ści spo­łecz­nych, a tym samym przy­jąć do wia­do­mo­ści, że sys­tem obo­wią­zu­ją­cy więk­szość nie obej­mu­je tych, któ­rzy zosta­li wybra­ni do życia wśród wiel­kiej rodzi­ny.

W Sana­ry ojczym żar­to­wał ze swo­jej mat­ki Colet­te, któ­ra dzwo­ni­ła dzwon­kiem na per­so­nel, by posprzą­tał ze sto­łu. Uczył mnie, że „dozwo­lo­ne” i „zaka­za­ne” to pry­wat­ne poję­cia. Kazał mi bez­gra­nicz­nie sza­no­wać ojca, ale śmiał się ze mną ze wszyst­kich jego wybry­ków5.

Z jed­nej stro­ny roz­wi­ja­ło się prze­ko­na­nie o wyjąt­ko­wo­ści, potwier­dzo­ne spe­cy­ficz­nym zacho­wa­niem poko­le­nia doro­słych, fun­da­men­tów rodzi­ny. Z dru­giej rosło poczu­cie zagu­bie­nia i wyob­co­wa­nia poko­le­nia dzie­ci, któ­re umiesz­czo­ne „cha­otycz­nie w dużych sypial­niach”, tra­ci­ły swo­ją odręb­ność i toż­sa­mość. Jeśli chcia­ły zaist­nieć dla miesz­kań­ców Duże­go Domu, musia­ły uży­wać dia­lek­ty­ki, argu­men­to­wać, „dwo­ić się i tro­ić, prze­kra­czać gra­ni­ce, okre­ślać na nowo rela­cje łączą­ce rodzi­ców i dzie­ci, zyski­wać pew­ność sie­bie albo prze­ciw­nie – odpusz­czać”6. Dzie­ci nie obo­wią­zy­wa­ła rota­cyj­ność zamiesz­ka­nia, nie doty­czy­ły ich rów­nież soju­sze doro­słych. Naj­młod­si byli rze­cza­mi ulo­ko­wa­ny­mi w zasię­gu star­szych, uży­wa­ny­mi zgod­nie z pra­gnie­nia­mi i potrze­ba­mi tych ostat­nich – głów­nie jako obiek­ty wypeł­nia­ją­ce prze­strzeń, pozwa­la­ją­ce im mani­fe­sto­wać swo­ją wol­ność, czę­sto rozu­mia­ną wprost jako nagość, nachal­ność, per­wer­syj­ność. „Każ­de­go lata: roz­da­ro­wa­ni doro­śli i dzie­ci upo­jo­ne wol­no­ścią”7.

O śro­do­wi­sko­wym, poli­tycz­nym i kla­so­wym zna­cze­niu książ­ki Fami­lia gran­de pisa­no wie­lo­krot­nie, rów­nież w pol­skich źró­dłach. Więk­szość tych gło­sów mia­ła cha­rak­ter kry­tycz­ny i doma­ga­ła się spra­wie­dli­wo­ści spo­łecz­nej. Publi­ka­cję Kouch­ner czę­sto zesta­wia się z inny­mi medial­ny­mi wyda­rze­nia­mi zwią­za­ny­mi z ruchem #MeToo czy #MeTo­oIn­ce­ste8. Pod­kre­śla się przy tym nie tyl­ko tema­tycz­ne pokre­wień­stwo (gwałt, pedo­fi­lia, kazi­rodz­two), lecz tak­że podob­nie trau­ma­tycz­ny prze­bieg zda­rzeń, w któ­rym klu­czo­wą rolę odgry­wa­ła obo­jęt­ność doro­słych – naj­bliż­sze­go oto­cze­nia ofiar.

Jak poka­zu­ją te histo­rie, obo­jęt­ność nie zawsze była skut­kiem nie­wie­dzy. Naj­czę­ściej chro­ni­ła przed moż­li­wy­mi kon­se­kwen­cja­mi. W tym sen­sie nie­moc sym­bo­licz­na doty­ka­ła zarów­no ofia­ry, jak i świad­ków daw­nych wyda­rzeń. Zbyt łatwe było­by teraz zre­du­ko­wa­nie jej do pro­ste­go mil­cze­nia. Myślę, że to zja­wi­sko o wie­le bar­dziej zło­żo­ne, wyma­ga­ją­ce odnie­sie­nia nie tyl­ko do tra­gicz­nych fak­tów, lecz tak­że do lite­ra­tu­ry i reflek­sji kul­tu­ro­wej. Czy mil­cze­nie zawsze ozna­cza akcep­ta­cję? Czy sta­no­wi ono rodzaj zasło­ny skry­wa­ją­cej nie­wy­god­ną praw­dę czy raczej ilu­zję, że cokol­wiek się za nim kry­je? W histo­rii Kouch­ner pra­wo, odpo­wie­dzial­ność i spra­wie­dli­wość jawią się jako poję­cia zupeł­nie roz­dwo­jo­ne. Ich wymiar wyraź­nie wią­żą­cy i sym­bo­licz­ny, jed­no­znacz­nie uzna­wa­ny w spo­łe­czeń­stwie, upa­da w kon­fron­ta­cji z wyda­rze­niem, odsła­nia­jąc nie praw­dę, ale praw­dzi­wą pust­kę sym­bo­licz­ną: prze­stęp­stwo, za któ­re praw­nie nie moż­na niko­go ska­zać; zbrod­nię, któ­ra nie wzbu­dza gwał­tow­ne­go sprze­ci­wu, lecz wręcz uci­sza swo­im zasię­giem i poten­cjal­nym, bo nie­ja­snym, choć na pew­no szko­dli­wym (dla kogo?) dzia­ła­niem.

Okładka książki Camille Kouchner pod tytułem „Familia grande”.
Camille Kouchner, „Familia grande”, tłum. Magdalena Kamińska-Maurugeon, Wołowiec: Wydawnictwo Czarne, 2025.

Przerwać milczenie

W pierw­szych sło­wach roz­mo­wy nagra­nej w Radio Fran­ce w noc gło­so­wa­nia par­la­men­tu nad zmia­ną pra­wa doty­czą­ce­go kara­nia za kazi­rodz­two9 Camil­le Kouch­ner powie­dzia­ła z ulgą, że po trzy­dzie­stu latach uda­ło jej się prze­rwać mil­cze­nie10. Kil­ku­krot­nie pod­kre­śla­ła, że nie cho­dzi­ło jej o naru­sze­nie ciszy, a więc nie o wywo­ła­nie reak­cji przez roz­głos medial­ny i skar­gę wyra­żo­ną publicz­nie, ale wła­śnie o prze­rwa­nie mil­cze­nia, któ­re ozna­czać by mia­ło „brak słów”. Ta książ­ka, mówi­ła Kouch­ner, to były jej sło­wa, jej wła­sna histo­ria, w któ­rej opo­wie­dzia­ła o swo­im cier­pie­niu; jej brat nato­miast zacho­wał ciszę. Przez wie­le lat mil­cza­ła, gdyż „nie mia­ła słów”, któ­ry­mi mogła­by opo­wie­dzieć o kazi­rodz­twie, o mole­sto­wa­niu, któ­re­go dopusz­czał się ojczym na jej bra­cie bliź­nia­ku. Tych słów nie zna­la­zła w dys­kur­sie praw­ni­czym, mimo że wycho­wy­wa­ła się wśród praw­ni­ków – naj­lep­szych we Fran­cji kon­sty­tu­cjo­na­li­stów i adwo­ka­tów. Nie zna­la­zła ich w dys­kur­sach femi­ni­stycz­nych i wol­no­ścio­wych, a była prze­cież cór­ką wybit­nej femi­nist­ki i wykła­dow­czy­ni nauk poli­tycz­nych; ani w sztu­ce – choć jej ciot­ka współ­two­rzy­ła fran­cu­ski film i teatr od cza­sów Nowej Fali, ani w medy­cy­nie – i nie pomógł tu fakt, że jej ojciec-mini­ster jest twór­cą świa­to­wej orga­ni­za­cji „Leka­rze bez gra­nic”. Doświad­cze­nie „bra­ku słów” zyska­ło dla Kouch­ner wymiar oso­bi­sty i cie­le­sny w naj­bar­dziej ści­słym zna­cze­niu. Poraż­ka w kon­fron­ta­cji z nie­mo­cą sym­bo­licz­ną wywo­ła­ła u niej poważ­ne cho­ro­by auto­im­mu­no­lo­gicz­ne, wpły­nę­ła na roz­wój i prze­bieg karie­ry praw­ni­czej, sta­ła się głów­ną przy­czy­ną odtrą­ce­nia i wyob­co­wa­nia ze wspól­no­ty fami­lii gran­de. Dopie­ro lite­ra­tu­ra i pro­ces pisa­nia, któ­re­mu towa­rzy­szy­ła tera­pia psy­cho­ana­li­tycz­na, pozwo­li­ły jej, jak sama mówi, prze­rwać mil­cze­nie, uznać swo­je pra­wo do zabra­nia gło­su, do mówie­nia we wła­snym imie­niu. Bo też naj­pierw musia­ła prze­rwać swo­je wła­sne mil­cze­nie, żeby w następ­stwie tego ruchu moż­na było mówić o uwol­nie­niu innych opo­wie­ści i świa­dectw ofiar kazi­rodz­twa11.

Chcia­ła­bym sku­pić się na tym pierw­szym mil­cze­niu, czy­li na bez­po­śred­nim skut­ku dozna­nia nie­mo­cy sym­bo­licz­nej, i powią­zać to z lite­ra­tu­rą. Sło­wa, któ­re mogły­by być naj­bli­żej rze­czy­wi­sto­ści, nie poja­wi­ły się przez trzy­dzie­ści lat, mimo że samo wyda­rze­nie było sta­le obec­ne. Kouch­ner tłu­ma­czy, że ich po pro­stu nie było – było tyl­ko mil­cze­nie. W pew­nym sen­sie to ono ozna­cza­ło dla niej bunt, choć nadal w tym dwu­znacz­nym i nie­ja­snym wymia­rze sprze­ci­wu i akcep­ta­cji. Ona mil­cza­ła z innych powo­dów niż jej brat, niż jej mat­ka, niż cała fami­lia gran­de. Lite­ra­tu­ra pomo­gła Kouch­ner w opo­wie­dze­niu o tam­tych wyda­rze­niach i spo­so­bie, w jaki zmie­ni­ły one losy całej rodzi­ny. Pisa­nie pomo­gło jej prze­rwać, dosłow­nie zła­mać (bri­ser) mil­cze­nie dzię­ki wyod­ręb­nie­niu „jej rze­czy­wi­sto­ści” od „rze­czy­wi­sto­ści jej bra­ta”, a tym samym uwol­nić się od pyta­nia o to, cze­go on – brat bliź­niak i ofia­ra – ocze­ki­wał. Książ­ka uwol­ni­ła ją, nie jego, bo też – chcia­ła­bym to pod­kre­ślić – to opo­wieść „ja” autor­ki, Camil­le Kouch­ner. Powie­dzieć „ja” (je) jako bliź­niak, zwłasz­cza w obli­czu wyda­rzeń tak sil­nie spla­ta­ją­cych losy rodzeń­stwa, moż­na jedy­nie przez pisa­nie oso­bi­ste, w lite­ra­tu­rze.

Autobiografia

Maria Janion w ese­ju Być „ja” swo­je­go „ja” pod­kre­śla, że stra­te­gia auto­bio­gra­ficz­na opie­ra się na swo­istej grze pro­wa­dzo­nej mię­dzy tym, co jaw­ne, a tym, co taj­ne12. Warun­kiem umoż­li­wia­ją­cym auto­bio­gra­ficz­ne świa­dec­two musi być jaw­ność. Rzecz jasna, trze­ba rów­nież uznać, że „ja empi­rycz­ne” i „ja sym­bo­licz­ne” nie są dokład­nie tym samym, a wią­żą­ca je rela­cja bywa umow­na, nie­kie­dy kon­tro­wer­syj­na. Wypo­wia­da­jąc się w obro­nie Dzien­ni­ków Zofii Nał­kow­skiej, Janion sprze­ci­wia się inter­pre­to­wa­niu ich wyłącz­nie w per­spek­ty­wie kry­tycz­no­li­te­rac­kiej, wska­zu­jąc, że mało istot­ne dla kry­ty­ków „intym­ne prze­my­śle­nia” zysku­ją ogrom­ne zna­cze­nie lite­rac­kie. Staw­ką lite­ra­tu­ry auto­bio­gra­ficz­nej jest bowiem „akt samo­świa­do­mo­ści egzy­sten­cjal­nej”. Auto­bio­gra­ficz­ne „ja” nie tyl­ko pre­zen­tu­je się w uję­ciu swo­jej obec­nej toż­sa­mo­ści, ale tak­że odtwa­rza na dro­dze intym­nych zwie­rzeń cały spo­łecz­no-kul­tu­ro­wy pro­ces dora­sta­nia i doj­rze­wa­nia, prze­cho­dze­nia przez roz­ma­ite kry­zy­sy i sytu­acje kon­flik­to­we, któ­re moż­na by współ­cze­śnie okre­ślać jako wpływ inter­sek­cjo­nal­nych ram i ogra­ni­czeń na kształ­to­wa­nie się oso­bo­wo­ści lite­rac­kiej. Wyda­je się, że auto­bio­gra­fia jest gatun­kiem lite­rac­kim, któ­ry naj­peł­niej odsła­nia socjo­lo­gicz­ne i psy­cho­lo­gicz­ne uwa­run­ko­wa­nia kul­tu­ro­wych postaw i zacho­wań. Nał­kow­ska dzię­ki lite­ra­tu­rze odkry­ła w sobie kobie­tę, pisze Janion, co było­by o tyle waż­ne, że kwe­stie toż­sa­mo­ścio­we i kon­sty­tu­tyw­ne dla pod­mio­tu mogą zyskać peł­ny wymiar wła­śnie w lite­ra­tu­rze. Pro­ces upodmio­to­wie­nia doko­nu­je się wte­dy, gdy ist­nie­nie zosta­je uchwy­co­ne w jakimś kon­tek­ście. Na ten kon­tekst skła­da się rze­czy­wi­stość histo­rycz­na, kul­tu­ro­wa, spo­łecz­na, poli­tycz­na, ide­owa – sło­wem: rze­czy­wi­stość uję­ta w swo­im języ­ko­wym wymia­rze. I auto­bio­gra­fia zda­niem Janion naj­le­piej poka­zu­je róż­no­rod­ne zależ­no­ści i rela­cje zacho­dzą­ce mię­dzy życiem, czy­li ist­nie­niem, a egzy­sten­cją, czy­li sym­bo­licz­nym ukon­sty­tu­owa­niem się życia w języ­ku – w lite­ra­tu­rze. Auto­bio­gra­fia to ujaw­nie­nie „wytę­żo­ne­go, sku­pio­ne­go życia wewnętrz­ne­go” piszą­ce­go pod­mio­tu mają­ce na celu poka­za­nie w lite­ra­tu­rze tego feno­me­nu jako egzy­sten­cji samo­świa­do­mej.

W tym zna­cze­niu Fami­lia gran­de Camil­le Kouch­ner może nie być taką lite­rac­ką kon­wer­sją wyda­rzeń bio­gra­ficz­nych, ponie­waż tego, co jest tu bio­gra­ficz­ne, w życiu autor­ki nie było. Kouch­ner dopie­ro two­rzy tę rze­czy­wi­stość w lite­ra­tu­rze, nicze­go w ten spo­sób nie ujaw­nia­jąc, a raczej nada­jąc temu for­mę, lite­rac­ki kształt. Pisze tę część swo­je­go życia, któ­rej do tej pory nie była w sta­nie wyra­zić ina­czej niż przez cie­le­sne symp­to­my, kon­flik­ty rodzin­ne czy trud­no­ści zawo­do­we. Kouch­ner po raz pierw­szy mówi „ja” jako autor­ka-nar­ra­tor­ka Fami­lii gran­de, a wraz z tym sło­wem poja­wia­ją się kolej­ne, pozwa­la­ją­ce jej prze­rwać mil­cze­nie.

Książ­ka Fami­lia gran­de jest auto­fik­cją. To nie opo­wieść o rodzin­nym sekre­cie i ujaw­nie­nie zata­jo­nych wyda­rzeń z prze­szło­ści. To nar­ra­cja prze­ła­mu­ją­ca nie­moc sym­bo­licz­ną pod­mio­tu zde­rzo­ne­go z real­no­ścią wyda­rze­nia nie­znaj­du­ją­ce­go swo­jej repre­zen­ta­cji sym­bo­licz­nej. W tym upa­tru­ję zasad­ni­czej róż­ni­cy mię­dzy auto­bio­gra­fią a auto­fik­cją. Jeśli w pierw­szym przy­pad­ku naj­waż­niej­szy jest pro­ces doj­rze­wa­nia pod­mio­tu, uka­zu­ją­cy jego indy­wi­du­al­ność na tle spo­łecz­ne­go ogó­łu, jego wyjąt­ko­wość czy wraż­li­wość w kon­tek­ście wpły­wów i napięć kul­tu­ro­wych i ide­olo­gicz­nych, to w tym dru­gim – cały wysi­łek sku­pia się na usta­no­wie­niu języ­ko­we­go pod­mio­tu, na zbu­do­wa­niu języ­ko­wej rze­czy­wi­sto­ści, któ­ra w jakiś spo­sób roz­gry­wa się rów­no­le­gle do tego, co wyda­rzy­ło się real­nie. O lite­rac­kiej war­to­ści auto­bio­gra­fii świad­czy kunszt połą­cze­nia ze sobą auto­re­fe­ren­cyj­no­ści świa­ta przed­sta­wio­ne­go z auto­re­flek­syj­nym wglą­dem w rze­czy­wi­stość. O auto­fik­cji jako lite­ra­tu­rze moż­na mówić tyl­ko dla­te­go, że ona ist­nie­je wyłącz­nie w lite­ra­tu­rze, w języ­ku, w pisa­niu, w tek­ście i poprzez tekst. Auto­bio­gra­fia może być jak por­tret, auto­fik­cja zawsze będzie tek­stem: skre­śle­niem, zapi­skiem, notat­ką, cze­ka­niem na sło­wa, prze­ry­wa­niem mil­cze­nia.

Autofikcja

Za twór­cę tego gatun­ku uzna­je się fran­cu­skie­go kry­ty­ka i pisa­rza Serge’a Doubrovsky’ego. W 1977 roku w wydaw­nic­twie Gali­lée uka­za­ła się jego książ­ka zaty­tu­ło­wa­na Fils (Syn); na czwar­tej stro­nie okład­ki zna­la­zła się infor­ma­cja auto­ra: „fik­cja wyda­rzeń i fak­tów ści­śle rze­czy­wi­stych, moż­na powie­dzieć auto­fik­cja. Ozna­cza ona zawie­rze­nie języ­ka przy­go­dzie i przy­go­dę dla same­go języ­ka”13. Auto­fik­cja to arty­ku­la­cja tego, co wcze­śniej nie zosta­ło nazwa­ne, nie zapi­sa­ło się w języ­ku, choć sta­no­wi treść doświad­cze­nia czy prze­ży­cia pod­mio­tu.

Fils był frag­men­tem więk­szej cało­ści, zaty­tu­ło­wa­nej Le Mon­stre (Potwór, wydaw­nic­two Gras­set, 2014), liczą­cej ponad tysiąc sie­dem­set stron, pisa­nej w trak­cie wła­snej psy­cho­ana­li­zy auto­ra, któ­rą ten roz­po­czął po śmier­ci mat­ki. Przez sie­dem lat, codzien­nie w godzi­nach 9:30–13:00, Doubro­vsky sia­dał przy maszy­nie do pisa­nia i two­rzył języ­ko­wą rze­czy­wi­stość, nazy­wa­jąc po raz pierw­szy swo­je uczu­cia i emo­cje zwią­za­ne z mat­ką i ojcem oraz wyda­rze­nia, któ­re wcze­śniej nie zna­la­zły swo­jej języ­ko­wej repre­zen­ta­cji. Symul­ta­nicz­ny pro­ces psy­cho­ana­li­tycz­ny odsła­niał nowe sko­ja­rze­nia i nowe toż­sa­mo­ści, któ­re uka­zy­wa­ły auto­ra jako „obiekt” żar­li­wej miło­ści mat­ki, jako pod­miot w nie­na­wist­nej rela­cji do ojca. To zaś przy­wo­ła­ło fale sko­ja­rzeń krą­żą­cych wokół wysił­ku indy­wi­du­al­nej mito­lo­gi­za­cji, czy­li wyko­rzy­sta­nia mitycz­ne­go zaso­bu kul­tu­ry i lite­ra­tu­ry, odwo­łań do Fedry Jeana Baptiste’a Racine’a, do kazi­rod­czej miło­ści tytu­ło­wej boha­ter­ki do jej pasier­ba Hipo­li­ta (Doubro­vsky był pro­fe­so­rem lite­ra­tu­ry). Poja­wia­ją się róż­no­rod­ne „filia­cje” – „les fils” to nit­ki, wąt­ki; nar­ra­cję budu­ją kolaż myśli, wewnętrz­ny mono­log, zda­nia urwa­ne, bez roz­bu­do­wa­nej skład­ni, bez inter­punk­cji. Auto­fik­cja przy­po­mi­na świa­dec­two języ­ko­wej arty­ku­la­cji real­ne­go życia, a więc tego, co nie ma swo­jej języ­ko­wej posta­ci.

W przy­pad­ku Doubrovsky’ego czyn­ni­kiem ini­cju­ją­cym pra­cę auto­fik­cyj­ną była psy­cho­ana­li­za sku­pio­na na opra­co­wy­wa­niu kla­sycz­ne­go kom­plek­su Edy­pa. To odnie­sie­nie do struk­tu­ry neu­ro­tycz­nej, któ­re – zgod­nie z inten­cją Sig­mun­da Freu­da – jest klu­czo­we w pro­ce­sie kształ­to­wa­nia się pod­mio­tów w naszej tra­dy­cji kul­tu­ro­wej. Camil­le Kouch­ner uro­dzi­ła się w roku, w któ­rym Doubro­vsky pisał swo­je­go „potwo­ra”, dla­te­go jej auto­fik­cja i jej psy­cho­ana­li­za mają już inny prze­bieg. Wraz ze zmia­na­mi spo­łecz­ny­mi, któ­re zaszły w dru­giej poło­wie XX wie­ku, zmie­ni­ła się bowiem rów­nież sama psy­cho­ana­li­za: obec­nie nie inter­pre­tu­je się wąt­ków bio­gra­ficz­nych powią­za­nych z Edy­pem, lecz kon­cen­tru­je na doświad­cze­niu trau­ma­tycz­nym wyni­ka­ją­cym z oddzia­ły­wa­nia real­ne­go na cia­ło. Mimo tych róż­nic nadal ist­nie­ją pew­ne ele­men­ty potwier­dza­ją­ce cią­głość gatun­ku. Są to z pew­no­ścią wpływ wła­snej tera­pii psy­cho­ana­li­tycz­nej oraz pró­ba języ­ko­wej arty­ku­la­cji doświad­czeń, któ­rym wcze­śniej nie nada­no for­my języ­ko­wej. Pod­miot auto­fik­cji mie­rzy się z kul­tu­ro­wym tabu, z tym, co nie posia­da repre­zen­ta­cji sym­bo­licz­nej, i jako takie ma war­tość trau­ma­tycz­ną, real­ną. Moż­na o tym mówić jedy­nie w for­mie nega­tyw­nej, pod­kre­ślo­nej przez spo­łecz­ny zakaz. W książ­ce Doubrovsky’ego w toku ana­li­zy sko­ja­rzeń kazi­rod­czych poja­wia się w for­mie snu wyobra­że­nie „mor­skie­go potwo­ra” (tytu­ło­wy mon­stre), przy­po­mi­na­ją­ce­go hybry­dę żół­wia i kro­ko­dy­la. Ta gro­te­sko­wa, absur­dal­na wręcz wizu­ali­za­cja przy­sło­ni­ła to, co real­ne, co w swej isto­cie nie­na­zy­wal­ne, a cze­go doświad­czył pisarz jako syn w rela­cji z mat­ką. Owo mon­strum sta­je się „fik­cją wyda­rzeń rze­czy­wi­stych” i jed­no­cze­sną arty­ku­la­cją w posta­ci mitycz­ne­go obra­zu nawią­zu­ją­ce­go do zaka­za­nej tra­dy­cji kazi­rodz­twa. Tym samym sama hybry­dycz­ność auto­fik­cji jako gatun­ku lite­rac­kie­go daje się spro­wa­dzić do indy­wi­du­al­nej mito­lo­gi­za­cji pod­mio­tu, któ­re­go real­nie nie ma, ale któ­ry nie­ustan­nie podej­mu­je pra­cę fik­cyj­nej auto­kre­acji. Real­na praw­da prze­ży­cia w sen­sie psy­cho­ana­li­tycz­nym zawsze przyj­mu­je struk­tu­rę fik­cji, co nie ozna­cza, że jest kłam­stwem.

Camil­le Kouch­ner rów­nież two­rzy swo­je­go potwo­ra, któ­ry będzie wyobra­żał to, cze­go nie da się wypo­wie­dzieć. W jej przy­pad­ku jest to hydra. Naj­pierw pod posta­cią węża, a potem roz­ra­sta­ją­cych się łbów, któ­re zabi­ja­ją „wyro­zu­mia­łość i spon­ta­nicz­ność”, peł­ne są jadu i gnie­wu: „Łby hydry mno­żą się, odkąd skoń­czy­łam czter­na­ście lat. Sedy­men­ta­cja, aku­mu­la­cja. Powol­ny pro­ces nie­za­kłó­co­ny żad­ną ero­zją”14; „Ta hydra, któ­ra z cza­sem pona­wia ata­ki, zanim jesz­cze pierw­sza daw­ka tru­ci­zny zdą­ży się roz­pu­ścić w ostat­niej. Jej jad wzbie­ra; uką­sze­nia nie nastę­pu­ją po sobie, lecz się na sie­bie nakła­da­ją”15. Potwor­ność hydry uosa­bia­ją nie tyl­ko poja­wia­ją­ce się wraz z kolej­ny­mi wyda­rze­nia­mi w życiu autor­ki-nar­ra­tor­ki wcie­le­nia mon­strum, ale rów­nież sło­wa osób bli­skich i dal­szych, łączą­ce się w jeden negu­ją­cy jej doświad­cze­nie głos: „To nie jest two­ja wal­ka. Jesteś zwy­kłą depo­zy­ta­riusz­ką dzie­cię­ce­go sekre­tu. Nie masz pra­wa się skar­żyć. Tobie nic się nie sta­ło. Nie masz żad­nych pod­staw”16. To jest obli­cze potwo­ra stwo­rzo­ne­go w auto­fik­cji Kouch­ner. Nie­moc sym­bo­licz­na zosta­je uza­sad­nio­na utra­tą pra­wa do mówie­nia o prze­ży­ciu.

Kolej­ną kwe­stią zbli­ża­ją­cą do sie­bie te dwie odda­lo­ne w sen­sie histo­rycz­no­li­te­rac­kim auto­fik­cje jest poja­wia­ją­cy się w obu przy­pad­kach moment ini­cju­ją­cy roz­pad porząd­ku sym­bo­licz­ne­go. Doubro­vsky wraz ze śmier­cią mat­ki nie tyl­ko tra­ci jedy­ną kobie­tę, któ­rą kochał, ale przede wszyst­kim sam prze­sta­je być obiek­tem miło­ści. To ozna­cza upa­dek repre­zen­ta­cji sym­bo­licz­nej, któ­ra chro­ni­ła go przed kul­tu­ro­wym tabu kazi­rodz­twa. Był obiek­tem miło­ści. W momen­cie, kie­dy sta­je w obli­czu tej star­ty, pró­bu­je przy­jąć pozy­cję pod­mio­to­wą, lecz odkry­wa brak uza­sad­nie­nia sym­bo­licz­ne­go. Doświad­cze­nie kazi­rodz­twa wią­że się z prze­ży­ciem, któ­re­go języ­ko­wo nie będzie mógł przy­jąć w for­mie nie­ne­ga­tyw­nej, gdyż to zawsze jest zła­ma­nie zaka­zu. Camil­le Kouch­ner zosta­ła porzu­co­na przez ojca, „ulu­bio­ną oso­bi­stość Fran­cu­zów”, ale poko­chał ją ojczym, któ­re­go i ona kocha­ła:

kocha­łam tego czło­wie­ka jak ojca, […] mia­łam roz­bi­tą rodzi­nę, mat­ka mi odpły­wa­ła, a on był wszyst­kim, co mi zosta­ło. Bo orga­ni­zo­wał nam waka­cje, zabie­rał nas do kina, a póź­niej zaczął mnie uczyć pod­staw pra­wa. Bo przez całe moje dzie­ciń­stwo, przez okres doj­rze­wa­nia i po samo­bój­stwach to ojczym pod­trzy­my­wał mnie na duchu. […] Bo to on – cho­ciaż z dużym tru­dem – mnie pod­no­sił. Bo nie zro­bił tego dla mnie nikt inny poza nim. Bo znał mnie na pamięć, całym swo­im ser­cem17.

Kazi­rodz­two, któ­re­go dopu­ścił się ojczym Camil­le na jej bra­cie, spra­wia, że nie może ona pozo­stać obiek­tem miło­ści Duha­me­la. Oto utra­ci­ła rację swo­je­go ist­nie­nia, a jako pod­miot musi wziąć na sie­bie tę stra­tę sym­bo­licz­ną, dźwi­gnąć ją i uza­sad­nić, cho­ciaż nie znaj­du­je słów w języ­ku, w praw­nym, spo­łecz­nym i kul­tu­ro­wym dys­kur­sie jej oto­cze­nia:

Fakt, to było zaska­ku­ją­ce! A co z przy­mu­sem? Co z kurew­skim przy­mu­sem moral­nym? Co z fak­tem, że tak cię kocha­li­śmy? Co z fak­tem, że ci ufa­li­śmy, że dali­by­śmy się zabić w two­jej obro­nie, gdy­by trze­ba było! Co z fak­tem, że nawet nie mogli­śmy wysłać cię do paki, tak bar­dzo się o cie­bie bali­śmy? Co z fak­tem, że to byłeś ty? Nie ktoś inny. Ty18.

Auto­fik­cyj­ne s’écrire ozna­cza koniecz­ność zapi­sa­nia tego, co nie daje się zapi­sać – doświad­czeń, takich jak śmierć mat­ki, moż­li­wa do przed­sta­wie­nia tyl­ko w for­mie utra­ty sie­bie jako obiek­tu mat­czy­nej miło­ści (Fils), albo napaść sek­su­al­na, dla któ­rej fik­cja sta­je się jedy­ną for­mą języ­ko­we­go uję­cia, bo żaden dys­kurs nie jest w sta­nie uza­sad­nić egzy­sten­cjal­nej racji pozba­wio­ne­go gło­su, a więc uni­ce­stwio­ne­go w ten spo­sób pod­mio­tu.

„Ulec” nie znaczy „zgodzić się”

„Moja wina pole­ga na świa­do­mej zgo­dzie. Jestem win­na tego, że nie powstrzy­ma­łam ojczy­ma, że nie rozu­mia­łam, iż kazi­rodz­two jest zaka­za­ne”19. W przy­pad­ku auto­fik­cji Kouch­ner naj­istot­niej­sze oka­zu­je się nie prze­ba­cze­nie czy oczysz­cze­nie, lecz uchwy­ce­nie róż­ni­cy poję­cio­wej mię­dzy dwie­ma posta­wa­mi pod­mio­tu wobec prze­mo­cy: ulec a wyra­zić zgo­dę. Clo­til­de Legu­il w swo­ich ana­li­zach pod­kre­śla, że w więk­szo­ści nar­ra­cji o trau­mie – o gwał­tach, nad­uży­ciach sek­su­al­nych i prze­mo­cy – powta­rza się podob­ny wzo­rzec20. Ofia­ra odczu­wa winę za zbrod­nię popeł­nio­ną przez kogoś inne­go, ponie­waż ule­gła, czy­li nie zdo­ła­ła się sprze­ci­wić, pod­da­ła się prze­mo­cy. W języ­ku praw­nym i spo­łecz­nym ule­głość zbyt czę­sto utoż­sa­mia­na bywa ze zgo­dą, a brak sprze­ci­wu trak­to­wa­ny jest jako akt akcep­ta­cji. To pułap­ka, z któ­rej moż­na się wydo­stać wła­śnie dzię­ki języ­ko­wi.

U źró­deł tego błęd­ne­go utoż­sa­mie­nia leży nie­moc sym­bo­licz­na – stan, któ­ry daje się prze­ła­mać wyłącz­nie przez sło­wa. Kouch­ner wycho­dzi z nie­ist­nie­nia, kie­dy prze­ry­wa mil­cze­nie, kie­dy dostrze­ga, że nie może już dłu­żej odda­wać swo­je­go cia­ła „hydrze”, lecz musi bro­nić się za pomo­cą języ­ka. Nie­moc sym­bo­licz­na obec­na w naszej spo­łecz­no-kul­tu­ro­wej rze­czy­wi­sto­ści wyraź­nie odci­ska się w skrzyw­dzo­nych, strau­ma­ty­zo­wa­nych cia­łach. Autor­ka-nar­ra­tor­ka Fami­lii gran­de poka­zu­je, że dla niej jedy­ną dro­gą do repa­ra­cji pozo­sta­ła lite­ra­tu­ra rozu­mia­na nie tyle jako sztu­ka i prze­ży­cie, ile jako pisa­nie i język, jako spo­sób arty­ku­la­cji i zasób środ­ków wyra­zu. Dzię­ki lite­ra­tu­rze Kouch­ner była w sta­nie oddzie­lić swo­ją ule­głość od zgo­dy, któ­rej nigdy nie wyra­zi­ła.

 

1 C. Kouch­ner, Fami­lia gran­de, tłum. i posł. M. Kamiń­ska-Mau­ru­ge­on, Woło­wiec: Wydaw­nic­two Czar­ne, 2025.

2 Zob. L’inceste en dro­it fra­nça­is, onli­ne: https://www.lemag-juridique.com/fiches-pratiques/fiches-pratiques-penal/articles/linceste-en-droit-francais-3260.htm [dostęp: 19.09.2025]; Fran­ce: New Legal Pro­tec­tions for Chil­dren, onli­ne: https://www.loc.gov/item/global-legal-monitor/2016–04-01/france-new-legal-protections-for-children [dostęp: 19.09.2025]; Le con­sen­te­ment, avec Camil­le Kouch­ner et Clo­til­de Legu­il, onli­ne: https://www.radiofrance.fr/franceinter/podcasts/l‑heure-bleue/le-consentement-avec-camille-kouchner-et-clotilde-leguil-1780421 [dostęp: 19.09.2025]; C. Legu­il, Céder n’est pas con­sen­tir. Une appro­che cli­ni­que et poli­ti­que de con­sen­te­ment, Paris: Pres­ses uni­ver­si­ta­ire de Fran­ce, 2021, s. 207–209.

3 C. Lévi-Strauss, Ele­men­tar­ne struk­tu­ry pokre­wień­stwa, tłum. M. Fal­ski, War­sza­wa: Ofi­cy­na Wydaw­ni­cza Volu­men, 2012. Zob. też roz­mo­wę z C. Lévi-Straus­sem z dnia 1 stycz­nia 1972 roku na temat socjo­lo­gicz­ne­go zna­cze­nia kazi­rodz­twa „sła­bych” i „sil­nych”, zbio­ry Insti­tut natio­nal de l’audiovisuel [mate­riał archi­wal­ny].

4 C. Kouch­ner, Fami­lia gran­de, s. 54.

5 Tam­że, s. 52.

6 Tam­że, s. 55.

7 Tam­że, s. 54.

8 Obok książ­ki C. Kouch­ner czę­sto cytu­je się Zgo­dę (Le Con­sen­te­ment) Vanes­sy Sprin­go­ry (w pol­skim prze­kła­dzie Ana­sta­zji Dwu­lit, Kra­ków: Wydaw­nic­two Ostro­gi, 2022) oraz Ponu­re­go tygry­sa (Tri­ste Tigre) Neige Sin­no (pol­skie tłu­ma­cze­nie Kata­rzy­ny Mar­czew­skiej, Kra­ków: Wydaw­nic­two Lite­rac­kie, 2025).

9 Gło­so­wa­nie Zgro­ma­dze­nia Naro­do­we­go odby­ło się w dniach 15–16 kwiet­nia 2021 roku; wcze­śniej (mię­dzy inny­mi po publi­ka­cji książ­ki Kouch­ner) pre­zy­dent Emma­nu­el Macron zapo­wie­dział zaostrze­nie pra­wa przez zmia­nę sta­tu­su prze­stęp­stwa oraz wymia­ru kar za kazi­rodz­two.

10 Le con­sen­te­ment, avec Camil­le Kouch­ner et Clo­til­de Legu­il, onli­ne: https://www.radiofrance.fr/franceinter/podcasts/l‑heure-bleue/le-consentement-avec-camille-kouchner-et-clotilde-leguil-1780421 [dostęp: 19.09.2025].

11 O fali świa­dectw, jaką wywo­ła­ła publi­ka­cja Kouch­ner, pisze na przy­kład Doro­ta Mali­na. Taż, „Fami­lia gran­de” Camil­le Kouch­ner zmie­nia Fran­cję. Jak ta powieść będzie przy­ję­ta w Pol­sce?, onli­ne: https://www.tygodnikpowszechny.pl/familia-grande-camille-kouchner-zmienia-francje-jak-ta-powiesc-bedzie-przyjeta-w-polsce-191306 [dostęp: 21.09.2025].

12 M. Janion, Być „ja” swo­je­go „ja” [w:] tej­że, Odna­wia­nie zna­czeń, Kra­ków: Wydaw­nic­two Lite­rac­kie, 1980, s. 227–239. Wszyst­kie cyta­ty pocho­dzą z tego wyda­nia.

13 S. Doubro­vsky, Fils, Paris: Gal­li­mard, 2001.

14 C. Kouch­ner, Fami­lia gran­de, s. 122.

15 Tam­że, s. 121.

16 Tam­że, s. 108.

17 Tam­że, s. 100–101.

18 Tam­że, s. 144.

19 Tam­że, s. 107.

20 C. Legu­il, Céder n’est pas con­sen­tir. Une appro­che cli­ni­que et poli­ti­que de con­sen­te­ment, Paris: Pres­ses uni­ver­si­ta­ire de Fran­ce, 2021.

 

Biblio­gra­fia:

Doubro­vsky S., Fils, Paris: Gali­lée, 1977.

Janion M., Odna­wia­nie zna­czeń, Kra­ków: Wydaw­nic­two Lite­rac­kie, 1980.

Kouch­ner C., Fami­lia gran­de, tłum. i posł. M. Kamiń­ska-Mau­ru­ge­on, Woło­wiec: Wydaw­nic­two Czar­ne, 2025.

Legu­il C., Céder n’est pas con­sen­tir. Une appro­che cli­ni­que et poli­ti­que de con­sen­te­ment, Paris: Pres­ses uni­ver­si­ta­ire de Fran­ce, 2021.

Lévi-Strauss C., Ele­men­tar­ne struk­tu­ry pokre­wień­stwa, tłum. M. Fal­ski, War­sza­wa: Ofi­cy­na Wydaw­ni­cza Volu­men, 2012.

Sin­no N., Ponu­ry tygrys, tłum. K. Mar­czew­ska, Kra­ków: Wydaw­nic­two Lite­rac­kie, 2025.

Sprin­go­ra V., Zgo­da, tłum. A. Dwu­lit, Kra­ków: Wydaw­nic­two Ostro­gi, 2022.

Źró­dła inter­ne­to­we:

Fran­ce: New Legal Pro­tec­tions for Chil­dren, onli­ne: https://www.loc.gov/item/global-legal-monitor/2016–04-01/france-new-legal-protections-for-children [dostęp: 19.09.2025].

Le con­sen­te­ment, avec Camil­le Kouch­ner et Clo­til­de Legu­il, onli­ne: https://www.radiofrance.fr/franceinter/podcasts/l‑heure-bleue/le-consentement-avec-camille-kouchner-et-clotilde-leguil-1780421 [dostęp: 19.09.2025].

L’inceste en dro­it fra­nça­is, onli­ne: https://www.lemag-juridique.com/fiches-pratiques/fiches-pratiques-penal/articles/linceste-en-droit-francais-3260.htm [dostęp: 19.09.2025].

Mali­na D., „Fami­lia gran­de” Camil­le Kouch­ner zmie­nia Fran­cję. Jak ta powieść będzie przy­ję­ta w Pol­sce?, onli­ne: https://www.tygodnikpowszechny.pl/familia-grande-camille-kouchner-zmienia-francje-jak-ta-powiesc-bedzie-przyjeta-w-polsce-191306 [dostęp: 21.09.2025].

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury
i Dziedzictwa Narodowego w ramach dotacji celowej „Inne tradycje”.

Czytaj także

30.08.2026 Hiperteksty

Raj według Rogera Robinsona

Robinson nie mógł pamiętać wielkich nadziei pokolenia Windrush, nie mógł dzielić wielkiego rozczarowania, gdy rzeczywistość nie dorównała fantazji. A jednak taki był pierwszy z rajów, który odcisnął się na jego prozach poetyckich i wierszach z tomu Przenośny raj – o tomie Rogera Robinsona pisze Izabela Poręba.

28.08.2026 Recenzje

Kiedy zanikają pazury w „Powinnościach”

Napięcie między zmianą a pragnieniem stałości okazuje się jednym z najważniejszych tematów wierszy Adón. Nie chodzi przy tym wyłącznie o tożsamość kobiecą, lecz także o doświadczenie życia w rzeczywistości, która nieustannie wymusza na nas kolejne przeobrażenia – o tomie Powinności Pilar Adón pisze Olga Rembielińska.