Chwytając się za serce

Wła­śnie uka­zał się pierw­szy pol­ski prze­kład Cza­ru Maro­ka, książ­ki otwie­ra­ją­cej try­lo­gię ukra­iń­sko-fran­cu­skiej podróż­nicz­ki, pisar­ki, foto­graf­ki i archi­tekt­ki – Sofii Jabłoń­skiej. Pod wie­lo­ma wzglę­da­mi artyst­ka prze­cie­ra­ła szla­ki świa­ta sztu­ki oraz doku­men­tu. W ostat­nich latach zain­te­re­so­wa­nie jej posta­cią wzro­sło, rów­nież poza Ukra­iną. Owe­mu wzro­sto­wi popu­lar­no­ści sprzy­ja odna­le­zie­nie domo­we­go archi­wum przez wnucz­kę pisar­ki. Szczę­śli­wie tak się zło­ży­ło, że pre­mie­ra wydaw­ni­cza zbie­ga się z kame­ral­ną wysta­wą Lwo­wian­ki, zaaran­żo­wa­ną w Muzeum Naro­do­wym w Kra­ko­wie: jed­ną z jej boha­te­rek jest Jabłoń­ska, któ­rej por­tret wid­nie­je na pla­ka­cie wysta­wy, przy­go­to­wa­nej mię­dzy inny­mi przez Andri­ja Boja­ro­va.

Życio­rys Jabłoń­skiej mógł­by dostar­czyć mate­ria­łu do nie­jed­ne­go sce­na­riu­sza fil­mo­we­go i teatral­ne­go. Los artyst­ki został zde­ter­mi­no­wa­ny nie tyl­ko przez jej pasję podróż­ni­czą, lecz tak­że przez oso­bli­wy kon­tekst spo­łecz­ny. Uro­dzo­na pod Lwo­wem jesz­cze za „matecz­ki Gali­cji”, wycho­wa­na w reli­gij­nej rodzi­nie, w któ­rej ojciec był uzna­nym duchow­nym, okres pierw­szej woj­ny świa­to­wej Jabłoń­ska spę­dzi­ła nad Morzem Azow­skim w Rosji. Wątek pro­ro­syj­skie­go nasta­wie­nia ojca Iwa­na miał zresz­tą tra­gicz­ny finał – zakoń­czył się samo­bój­stwem męż­czy­zny, roz­cza­ro­wa­ne­go Rosją-oku­pant­ką. Rodzi­na Jabłoń­skich zma­ga­ła się z bie­dą. Sofia uczy­ła się w Tar­no­po­lu, pomiesz­ki­wa­ła kątem u kolej­nych krew­nych. Osta­tecz­nie w 1927 roku wyje­cha­ła do Fran­cji, żeby tam zro­bić karie­rę jako aktor­ka. Nie­mniej w rze­czy­wi­sto­ści była sta­le w dro­dze, cią­gle zmie­nia­ła miej­sca poby­tu: cza­sem miesz­ka­ła w Tybe­cie, a cza­sem w pro­win­cji Yun­nan. Zwią­za­na z pary­skim śro­do­wi­skiem twór­czym, ostat­nie lata spę­dzi­ła na Île de Noir­mo­utier, fran­cu­skiej wyspie poło­żo­nej na wybrze­żu Atlan­ty­ku.

Do pisa­nia zachę­cił Jabłoń­ską Ste­pan Lewin­ski, ukra­iń­ski badacz, orien­ta­li­sta i pisarz, rów­nież prze­by­wa­ją­cy na emi­gra­cji w Pary­żu. Artyst­ka pisa­ła głów­nie w języ­ku ukra­iń­skim, ale cza­sem tak­że po fran­cu­sku. Punk­tem odnie­sie­nia jej twór­czo­ści jest przede wszyst­kim epo­ka moder­ni­zmu. Nie­przy­pad­ko­wo frag­ment Cza­ru Maro­ka w 2018 roku został włą­czo­ny do pio­nier­skiej anto­lo­gii ukra­iń­skich pisa­rek począt­ku XX wie­ku Moder­nist­ki1, tłu­ma­czo­nej i współ­re­da­go­wa­nej mię­dzy inny­mi przez Iwo­nę Borusz­kow­ską.

Czar Maro­ka był moc­nym debiu­tem. Swo­ją przy­go­dę artyst­ka roz­po­czę­ła w 1928 roku, gdy wędro­wa­ła od Casa­blan­ki, Mar­ra­ke­szu (gdzie miesz­ka­ła ponad trzy mie­sią­ce) aż po Moga­dor, Taro­udant oraz Aga­dir. Fascy­nu­ją­ca opo­wieść o jej wyjeź­dzie do Maro­ka jest prze­siąk­nię­ta atmos­fe­rą tam­tej­sze­go świa­ta, peł­na odnie­sień do miej­sco­wych tra­dy­cji i zwy­cza­jów. Jabłoń­ska uka­zu­je rze­czy­wi­stość pusty­ni, zachwy­ca się gościn­no­ścią ludu ber­be­ryj­skie­go i poświę­ca uwa­gę arab­skim kobie­tom. Ujaw­nia się tu bystre oko piszą­cej dwu­dzie­sto­lat­ki. Książ­ka była abso­lut­nym suk­ce­sem wydaw­ni­czym. Autor­ka dalej więc podró­żo­wa­ła, udzie­la­ła pre­lek­cji, wysy­ła­ła arty­ku­ły do ukra­iń­skich gazet. W 1931 roku wyru­szy­ła zaś w podróż zawo­do­wą dooko­ła świa­ta.

Okładka książki Sofii Jabłońskiej pod tytułem „Czar Maroka”.
Sofia Jabłońska, „Czar Maroka”, tłum. Iwona Boruszkowska, Lublin: Wydawnictwo Warsztaty Kultury, 2025.

Oma­wia­na książ­ka wyda­je się szcze­gól­nie potrzeb­na wła­śnie dzi­siaj. Jabłoń­ska pre­zen­tu­je w niej inną per­spek­ty­wę poznaw­czą, świa­do­mie odże­gnu­jąc się od kolo­nial­nej oraz euro­po­cen­trycz­nej opty­ki:

Zoria nie wycho­dzi z podzi­wu, wciąż wodzi oczy­ma za moją ręką, a póź­niej za moim spoj­rze­niem, czę­sto błą­dzą­cym po dachach sąsied­nich budyn­ków.
Teraz z nie­po­ko­jem wpa­tru­je się w nie­od­le­gły mina­ret, na któ­rym przed chwi­lą przy­ła­pa­ła moje spoj­rze­nie, i zaczy­na podej­rze­wać mnie o jakieś złe inten­cje wobec tej budow­li. Aby uspo­ko­ić Zorię, wska­zu­ję ruchem ręki na sie­bie, na pió­ro, a potem na wyso­ką pal­mę odzna­cza­ją­cą się wysmu­kłym kon­tu­rem na tle błę­kit­ne­go nie­ba.
Zoria zro­zu­mia­ła:
„No, jeśli tyl­ko pal­mę ona cza­ru­je, nie ma to zna­cze­nia” – rado­śnie kla­snę­ła w dło­nie i zaśmia­ła się bez smut­ku. (Ara­bo­wie mają bar­dzo przy­jem­ny zwy­czaj: śmie­jąc się, nie­ustan­nie chwy­ta­ją się za ser­ca).
Teraz jej uwa­gę przy­cią­ga moja sta­lów­ka, któ­rą co pewien czas strzą­sam, żeby napły­nął atra­ment. Wycią­gam w jej stro­nę pió­ro, ale ona nie śmie go dotknąć, bo nadal jej się zda­je, że to jakiś przy­rząd do upra­wia­nia cza­rów. Muszę powie­dzieć, że Zoria zacho­wa­ła sta­re zwy­cza­je. Nie nosi jedwab­nych poń­czoch, nie odsła­nia twa­rzy i jesz­cze nie zaj­mo­wa­ła się pro­sty­tu­cją, któ­rej odda­ją się tu wszyst­kie „cywi­li­zo­wa­ne” Arab­ki.
Pierw­sze miej­sca, jakie zało­ży­li tu Euro­pej­czy­cy, to kawiar­nie i domy publicz­ne; póź­niej zabra­li Ara­bom wszyst­kie budyn­ki w cen­trum mia­sta, zhań­bi­li je drew­nia­ny­mi mebla­mi, na ścia­nach wyma­lo­wa­li napi­sy Hôtel Moder­ne, Hôtel Cen­tral, w koń­cu zabra­li się za korzy­sta­nie z arab­skich dóbr.
Boli mnie nie­do­la Ara­bów, ich ura­żo­na duma, ich upa­dek i nie­moc2.

Jabłoń­ska uro­dzi­ła się w 1907 roku, zgi­nę­ła w wypad­ku samo­cho­do­wym w 1971 roku. Czar Maro­ka pier­wot­nie uka­zał się we Lwo­wie w 1932 roku, ale jego wzno­wie­nie opu­bli­ko­wa­no dopie­ro dzie­sięć lat temu. Zaprzy­jaź­nio­na z Jabłoń­ską artyst­ka tłu­ma­czy­ła jej utwo­ry na język fran­cu­ski jesz­cze w począt­kach lat 70. ubie­głe­go wie­ku. Z kolei pięć lat temu uka­zał się prze­kład nie­miec­ki książ­ki.

Po nie­mal stu latach sta­ra­nia autor­ki Cza­ru Maro­ka o wyja­śnie­nie Zacho­do­wi, że to, co rosyj­skie, nie jest toż­sa­me z tym, co ukra­iń­skie, wybrzmie­wa­ją z nie­zwy­kłą aktu­al­no­ścią:

Poczę­łam wykła­dać mu róż­ni­ce mię­dzy nami a Rosja­na­mi, nary­so­wa­łam mapę Ukra­iny i jej sąsied­nich kra­jów, aby lepiej zro­zu­miał nasze poło­że­nie, na koniec zaś doda­łam, że jest nas oko­ło czter­dzie­stu milio­nów i że Ukra­ina jest pół­to­ra raza więk­sza od Fran­cji.
Wyja­śnie­nia te znam lepiej niż modli­twy, bo czę­sto zda­rza mi się powta­rzać je Fran­cu­zom i innym cudzo­ziem­com, któ­rzy nie wie­dzą nic o naszym ist­nie­niu3.

Z pierw­szej czę­ści try­lo­gii Sofii Jabłoń­skiej wyła­nia się obraz dyna­micz­nej, pew­nej sie­bie podróż­nicz­ki o sze­ro­kich hory­zon­tach i wro­dzo­nym sza­cun­ku dla odmien­nych kul­tur. Pozo­sta­łe dwie czę­ści są rezul­ta­tem kolej­nych podró­ży artyst­ki. Dru­ga, zaty­tu­ło­wa­na З країни рижу та опію [Z kra­iny ryżu i opium] (1936), odno­si się do trwa­ją­ce­go ponad deka­dę poby­tu pisar­ki w Chi­nach oraz fran­cu­skich Indo­chi­nach. Trze­cia – Далекі обрії [Dale­kie hory­zon­ty] (1939) – sta­no­wi zaś zbiór zapi­sów z podró­ży mię­dzy inny­mi do Sta­nów Zjed­no­czo­nych, Azji i Oce­anii. Autor­ka nigdy nie wró­ci­ła do Ukra­iny. Być może z tęsk­no­tą za kra­jem ojczy­stym radzi­ła sobie dzię­ki spi­sy­wa­niu wspo­mnień, opu­bli­ko­wa­nych po jej śmier­ci w książ­ce Книга про батьків. з мого дитинства [Książ­ka o moim ojcu. Z moje­go dzie­ciń­stwa]. Ostat­nia książ­ka Jabłoń­skiej to Дві ваги – дві міри [Dwie mia­ry – dwie wagi]; z jej maszy­no­pi­sem artyst­ka zgi­nę­ła w wypad­ku samo­cho­do­wym.

Warsz­tat pisar­ski Jabłoń­skiej wymy­ka się wszel­kim sche­ma­tom, a jej twór­czość trud­no przy­pi­sać do jakiejś ści­śle okre­ślo­nej kate­go­rii czy kon­wen­cji. Nie ule­ga wąt­pli­wo­ści, że autor­ka Cza­ru Maro­ka była zupeł­nie wyjąt­ko­wą kobie­tą i tak zwa­ną osob­ną artyst­ką. Żeby lepiej zro­zu­mieć zarów­no ją samą, jak i jej utwo­ry, war­to choć w czę­ści (subiek­tyw­nie) nakre­ślić kon­tekst kul­tu­ro­wy jej dzia­łal­no­ści. Sofia uro­dzi­ła się w cza­sie, gdy kobie­ty nie mia­ły jesz­cze praw wybor­czych. Pocho­dzi­ła z rejo­nu Lwo­wa – mia­sta, gdzie pod koniec XIX wie­ku zro­dził się femi­nizm, zaini­cjo­wa­ny przez zna­ko­mi­te pisar­ki i akty­wist­ki: Nata­lię Kobryn­ską i Olhę Koby­lan­ską. W lite­ra­tu­rze ukra­iń­skiej zdą­ży­ły się wyeman­cy­po­wać Łesia Ukra­in­ka czy piszą­ca pod męskim pseu­do­ni­mem „Mar­ko Wow­czok” Maria Wilin­ska. Dla porów­na­nia: w 1911 roku nasza rodzi­ma artyst­ka Zofia Stry­jeń­ska musia­ła ostrzyc wło­sy i poda­wać się za męż­czy­znę, żeby móc kon­ty­nu­ować stu­dia malar­skie w Mona­chium. Z kolei mło­do­pol­ska pisar­ka Maria Komor­nic­ka w roku uro­dze­nia Jabłoń­skiej ogło­si­ła śmierć swo­jej bio­lo­gicz­nej płci, żeby odro­dzić się jako Piotr Włast. Na czas aktyw­no­ści lite­rac­kiej Sofii przy­pa­da­ją mię­dzy inny­mi dzia­ła­nia twór­cze Sta­ni­sła­wy Przy­by­szew­skiej. To krót­kie zesta­wie­nie świad­czy o atmos­fe­rze panu­ją­cej po obu stro­nach gra­ni­cy w okre­sie, gdy kobie­ty poszu­ki­wa­ły dla sie­bie nowych wzor­ców i bun­to­wa­ły się wobec sztyw­nych ram kul­tu­ral­no-spo­łecz­nych. Bunt ów przy­bie­rał róż­ne for­my, znaj­do­wał też odzwier­cie­dle­nie w roz­ma­itych sty­lach i wąt­kach w lite­ra­tu­rze euro­pej­skiej. War­to zazna­czyć, że wybo­ry arty­stycz­ne Jabłoń­skiej wyda­ją się w peł­ni spój­ne z jej empa­tycz­ną obser­wa­cją nie­rów­no­ści spo­łecz­nych.

Ukra­iń­ski ruch o pra­wa kobiet nie był toż­sa­my z ruchem zachod­nich sufra­ży­stek, doma­ga­ją­cych się pra­wa gło­su. Powstał w szer­szym kon­tek­ście spo­łecz­nym i poli­tycz­nym. Dzia­łal­ność ukra­iń­skich twór­czyń była nie­wąt­pli­wie for­mą aktyw­ne­go prze­ciw­sta­wie­nia się prze­sta­rza­łym, nie­spra­wie­dli­wym feu­dal­nym struk­tu­rom oraz pró­bą wyzwo­le­nia się spod impe­rial­ne­go car­skie­go dyk­ta­tu.

Pod wzglę­dem suk­ce­sów odno­szo­nych w tam­tych cza­sach przez ukra­iń­skie artyst­ki poza gra­ni­ca­mi kra­ju Jabłoń­ską moż­na porów­nać do młod­szej od niej o dzie­sięć lat Mai Deren. W 2025 roku uka­zał się pol­ski prze­kład ilu­stro­wa­nej książ­ki dla mło­dzie­ży o Ele­ono­rze Deren­kow­skiej Ta Maya, co fil­my krę­ci­ła4. Histo­ria pierw­szych i odważ­nych kro­ków Deren w świe­cie fil­mo­wym jest fascy­nu­ją­ca – podob­nie jak opo­wieść o losach Sofii. Skąd­inąd to samo kijow­skie wydaw­nic­two w 2021 roku opu­bli­ko­wa­ło komiks poświę­co­ny Jabłoń­skiej, któ­ry moż­na bez­płat­nie pobrać ze stro­ny inter­ne­to­wej poda­nej w przy­pi­sie5.

Dzię­ki uprzej­mo­ści Nata­lie Jablon­skiej-Oudin, wnucz­ki pisar­ki, oraz Vero­ni­ki Home­niuk z lwow­skiej Fun­da­cji Sofii Jabłoń­skiej w książ­ce znaj­du­ją się licz­ne foto­gra­fie doku­men­tu­ją­ce podróż artyst­ki. Zdję­cia, któ­re wyko­na­ła sama Jabłoń­ska, poka­zu­ją, z jaką łatwo­ścią prze­ła­my­wa­ła ona ludz­kie uprze­dze­nia i nie­uf­ność, reje­stru­jąc codzien­ne życie. War­to dodać, że na wspo­mnia­nych foto­gra­fiach nie ma śla­du pogo­ni za egzo­ty­ką, za to w nie­zmier­nie auten­tycz­ny spo­sób odda­ją one rze­czy­wi­ste spo­tka­nia z dru­gim czło­wie­kiem.

Iwo­na Borusz­kow­ska, autor­ka pol­skie­go prze­kła­du Cza­ru Maro­ka, jest od daw­na zazna­jo­mio­na z życiem i twór­czo­ścią artyst­ki. Wspa­nia­łe wyczu­cie sty­lu tłu­macz­ki wyra­ża się przez odda­nie w pol­sz­czyź­nie ory­gi­nal­ne­go idio­mu pisar­ki, z zacho­wa­niem wła­ści­wo­ści same­go opi­su połą­czo­ne­go z rze­tel­ną obser­wa­cją, momen­ta­mi dygre­syj­ną, uzu­peł­nio­ną o wstaw­ki lirycz­ne. Wszyst­ko brzmi tu niczym w książ­kach Jabłoń­skiej – nar­ra­cja jest utrzy­ma­na w lek­kim tonie, bez dłu­żyzn, jak gdy­by wart­ka akcja była reje­stro­wa­na przez oko kame­ry. Nie da się łatwo przy­pi­sać tej publi­ka­cji do kate­go­rii repor­ta­żu, ese­ju czy typo­wej lite­ra­tu­ry podróż­ni­czej. Znaj­dzie­my tu oso­bi­ste spo­strze­że­nia Jabłoń­skiej, zesta­wio­ne z opo­wie­ścia­mi o zakli­na­czach węży czy z opi­sa­mi odwie­dzin w hare­mie.

Wie­le może­my się nauczyć dzię­ki nie­ty­po­we­mu spoj­rze­niu Jabłoń­skiej oraz jej oso­bi­ste­mu wybo­ro­wi „świa­do­me­go noma­dy­zmu” – jak okre­śli­ła tę posta­wę tłu­macz­ka. Może­my też chwy­tać się z rado­ścią za ser­ca, ponie­waż w naszej prze­strze­ni kul­tu­ro­wej zago­ści­ła nie­zwy­kle cha­ry­zma­tycz­na i wyjąt­ko­wa postać.

 

1 Moder­nist­ki. Anto­lo­gia ukra­iń­skiej pro­zy kobie­cej okre­su mię­dzy­wo­jen­ne­go, red. i tłum. G. Bor­kow­ska, I. Borusz­kow­ska i in., War­sza­wa: Insty­tut Badań Lite­rac­kich PAN, 2018.

2 S. Jabłoń­ska, Czar Maro­ka, tłum. I. Borusz­kow­ska, Lublin: Wydaw­nic­two Warsz­ta­ty Kul­tu­ry, 2025.

3 Tam­że, s. 47.

4 O. Łusz­czew­ska, Ta Maya, co fil­my krę­ci­ła, ilustr. O. Wasi­na, tłum. W. Roma­ny­szyn, Lublin: Wydaw­nic­two Warsz­ta­ty Kul­tu­ry, 2025.

5 Подорожниця. Софія Яблонська. Юність, onli­ne: https://vydavnytstvo.com/shop/podorozhnytsia1/ [dostęp: 11.01.2026].

 

Książ­ka dofi­nan­so­wa­na przez Ukra­iń­ski Insty­tut Książ­ki (Pro­gram Trans­la­te Ukra­ine).

Pro­jekt zre­ali­zo­wa­ny przy wspar­ciu finan­so­wym Nagro­dy Kra­ko­wa – Mia­sta Lite­ra­tu­ry UNESCO, reali­zo­wa­nej przez Kra­kow­skie Biu­ro Festi­wa­lo­we ze środ­ków Gmi­ny Miej­skiej Kra­ków.

Aleksandra Zińczuk

– aktywistka literacka i społeczna, poetka, eseistka,

więcej →

Powiązane teksty

13.01.2026
Recenzje

W gorsecie z emocji. Zespalanie światów według Maxa Blechera

Wierzę, że spotkanie z prozą Blechera pozostawia w nas głęboki ślad, dotykając naszych największych atawistycznych lęków – tych związanych z chorobą, samotnością, śmiercią. Równocześnie skłania nas do refleksji nad tym, jak korzystać z życia i mimo wszystko dążyć do względnego dobrostanu – o Dziełach zebranych Maxa Belchera pisze Olga Bartosiewicz-Nikolaev.