I
W 2025 roku Mgła Anny Brzezińskiej została wyróżniona jedną z najważniejszych nagród polskiego środowiska fantastycznego przyznawaną przez krytyków i osoby zawodowo zajmujące się literaturą – Nagrodą Literacką im. Jerzego Żuławskiego. Sukces artystyczny potrafi być jednak kapryśny, ponieważ mimo laurów dla tej prozy nie pojawiły się żadne poważniejsze jej omówienia. W laudacji kapituły czytamy co prawda o „umiejętnym prowadzeniu opowieści”, „świetnie skomponowanej historii pewnego miasta” czy „popisach wiedzy autorki”, ostatecznie jest to jednak podsumowanie powierzchowne – więcej w nim okrągłych słów niż merytorycznego komentarza1.
Powstałej luki nie wypełnili również recenzenci branżowi, którzy gremialnie skapitulowali, wstrzymując się od ocen lub wyrażając rozczarowanie, że nie da się Mgły wtłoczyć w konwencjonalne ramy gatunkowe. Krytyka mainstreamowa – mimo wyraźnych aspiracji tej prozy do wyższego obiegu artystycznego, przejawiających się w skupieniu na formie, języku i metaforze – nie udzieliła Brzezińskiej kredytu zaufania, przechodząc obok niej dość obojętnie, co niestety nierzadko spotyka literaturę z pogranicza, której nie sposób łatwo konceptualizować.
Pomocnej dłoni nie podali nawet czytelnicy: choć Mgła znalazła się na shortliście utworów nominowanych do Nagrody Janusza A. Zajdla, wielu odbiorców uznało powieść za nadmiernie hermetyczną i ubogą fabularnie – potwierdzają to obiegowe opinie, dyskusje na forach poświęconych fantastyce oraz oceny publikowane na popularnych portalach literackich.
Jednym słowem: Mgła sparaliżowała jakąkolwiek recepcję krytyczną. A brak rzetelnej krytyki to uwiąd refleksji literackiej i utrata szansy na uważne czytanie, polemikę czy obranie odmiennych perspektyw interpretacyjnych.
Dlatego chciałbym wyrwać się z tego marazmu krytycznego i zaproponować rozwiązanie pozytywne: postawmy Mgłę w świetle reflektorów. Zastanówmy się, jak tę powieść zinterpretować. Jakie kryteria wobec niej zastosować, a jakie odrzucić – i dlaczego? Gdzie szukać wartości artystycznej książki? W jaki sposób dotrzeć do esencji tej prozy? Co nam Mgła mówi, przed czym nas ostrzega, czym zachwyca, a czym nacieszyć się nie daje? Jak to wszystko jest zrobione i według jakich zasad działa? Dlaczego nagrodzono właśnie tego typu utwór? Poszukajmy takich pytań i odpowiedzi, które pomogą nam wniknąć w tę powieść jak najgłębiej.
II
Città di Sant’Angelo kona. Mrok okrywa ulicę, płomienie liżą krużganki, a strach oraz nerwowy śmiech niosą się od Furty Banitów przez kasztel i Bramę Rzeźniczą aż po Klasztor św. Deodaty. Opowieść o schyłku i czasach go poprzedzających czerpiemy od bezpośrednich świadków tego procesu, bezimiennych bohaterów przemierzających wnętrza oberży i kościelne zaułki, którzy – zmierzając od dygresji do dygresji – ochoczo relacjonują wszelkie istotne zdarzenia. Przy stole, we wnętrzu gospody, wspominają o synu młynarza, mężczyźnie o imieniu Draco, wyruszającym w tajemniczą podróż poza mury miasta; kiedy indziej plotkują o Bianchich, wygnanych niegdyś za herezję i oszustwa na cłach, a dziś – jak głosi plotka – spiskujących z armią cesarza Efraima; raczą również historiami o trucicielce Benedetcie, szydzą z patriarchy i obmawiają Principessę, córkę kasztelana. Ten, jak sami siebie nazywają, „zakon opilców” filtruje kluczowe z perspektywy miasta wydarzenia i za pośrednictwem mowy potocznej tworzy mniej lub bardziej wiarygodny dokument rozkładu miasta.
Opowieści rządzą się własnymi prawami i specyficznym rytmem: meandrującym, dygresyjnym, plotkarskim. Nikogo nie powinny więc dziwić stylistyczne rozbuchanie, bogactwo frazy czy nagromadzenie zdań ciągnących się całymi stronami. To ten typ narracji, w którym płynność tekstu i dynamika zdarzeń wywołują w czytelniku efekt milczącego oczekiwania, bowiem tak perorującym mówcom się nie przerywa. Takich relacji się nie wstrzymuje. Można je albo chłonąć, albo – jeśli zbyt nas nużą – w ciszy zrezygnować z kolejnego aktu. Nie zakłóca się jednak opowieści, kiedy słyszy się coś podobnego:
Biegniemy co tchu w piersiach, przemykamy się przez sekretne furtki, dziedzińce, warzywniki i dziury w parkanach, skaczemy po dachach domów i przybudówek, znamy tu wszak wszystkie przejścia, ciemne zaułki i przesmyki, do których nigdy nie trafia nocny ront, a za nami płonie Città di Sant’Angelo, z okien sypią się sprzęty, rozszarpywane pierzyny ronią białe płatki, jakiś jednonogi staruch zastawia się przed dwoma żołnierzami rybackim hakiem, ale zanim zdążymy rozpoznać, kim jest ten głupiec, gębę zalewa mu krew, tuż obok, w zaułku skręcającym ostro w dół ku kościołowi Świętego Calogera, dzieweczka w niebieściuchnej sukience wyskakuje przez okno z dziecięciem w ramionach i nie, nie oglądamy się za nią, musimy się stąd jak najspieszniej wydostać, nie spowolni nas ani grabież, ani miłosierdzie […]2.
Wtłoczyć Mgłę w ramy jednej z wielu powieści traktujących o upadku miasta to jak zredukować Lorda Jima Josepha Conrada do anegdoty o katastrofie statku albo streścić Kosmos Witolda Gombrowicza jako wyprawę bohaterów na zakopiańską wieś. Nie sposób o jaskrawszą pomyłkę i większe nieporozumienie, zwłaszcza że Brzezińska bardziej niż samą agonią zdaje się interesować poszukiwaniem języka do jej opisu. W myśl tego odczytania Mgła jest próbą eksplorowania takiej formy opowieści o upadku miasta oraz porządku społeczno-symbolicznego, która może oddać efemeryczny charakter przekazu ustnego, krystalizującego określoną historię. Jak powiada jeden z narratorów: „dlatego tak trudno wam to wszystko wyjaśnić, bo co da się powiedzieć o kwiecie na podstawie kształtu, który zostanie wykuty w kamieniu?”3.
Jest więc Mgła refleksją nad tym, jak można opowiadać o agonii: czego jeszcze nie powiedziano, jakich struktur i form dotąd nie wykorzystano, aby uchwycić naddatek estetyczny, którego sam ciąg przyczynowo-skutkowy danej historii nigdy nie byłby w stanie wyczerpać. W takich przypadkach niuanse i dwuznaczności poszerzają pole interpretacji, a zarazem utrudniają jednoznaczne zdefiniowanie opisywanego zjawiska.
Widać to chociażby na przykładzie immanentnej dychotomii zawartej w Mgle: dwie narracje – jedna prowadzona przez „bractwo pustego trzosa i zapadłego brzucha”, przyglądające się rozpadowi Città di Sant’Angelo, druga z perspektywy Dracona, wygnańca-wybrańca, podróżującego, by zabić smoka; dwa plany czasowe – teraźniejszy i przeszły; dwie lokacje – miejska i podmiejska; dwa porządki symboliczne, opisujące to, co oficjalne i nieoficjalne; dwie prawdy o micie założycielskim miasta. A wreszcie – dwuznaczność tytułowej mgły, o której czytamy, że „[w niej – red.] wszyscy jesteśmy sobie równi”4, że to właśnie ona skrywa krainę obfitości, gdzie „płynie dziewięć rzek, jedna jest pełna słodkiego miodu, drugą ciecze twardy i płynny cukier, trzecia wzbiera ambrozją, a czwarta nektarem”5. Z mgły wyłaniają się jednak demony6, lęgną się w niej diabelstwa7, co więcej, jest ona symbolem kłamstwa oraz ambiwalencji, ponieważ to z niej ponoć wynurzył się legendarny Guerino, pogromca smoka i postać z mitu założycielskiego8.
To rozszczepienie sensów, nieprzejrzystość i ekwilibrystyka językowa wydają się przyczyną, dla której tak trudno o powszechnie pozytywną recepcję Mgły. Autorka zdaje się drwić z oczekiwań czytelnika, zmusza go do wysiłku interpretacyjnego i do bacznej uwagi. Uniemożliwia również fabularno-przygodową wykładnię, tak charakterystyczną i zarazem domyślną dla konwencji literatury fantastycznej. Wreszcie, podobnie jak niegdyś twórcy nouveau roman, wymusza zmianę literacko-odbiorczego paradygmatu. Jakby tego było mało, sprawę dodatkowo komplikuje fakt, że Brzezińska, odcinając się od pulpowych tradycji, sięga po zupełnie odmienny klucz odczytań, o czym świadczy szereg nawiązań do Bachtinowskiej koncepcji karnawalizacji.
III
Nawiązanie do karnawału odbywającego się za murami Città di Sant’Angelo pojawia się już na samym początku opowieści. To właśnie podczas hulaszczych zabaw rozpoczyna się historia syna młynarza, który za swoje niecne wybryki zostaje skazany na karę chłosty, zamienioną nieco później na wygnanie. To również tej nocy piękna Mona Giulia zostaje okrzyknięta narzeczoną Pana Karnawału, co na krótką chwilę pozwala jej „stać się potężniejszą od kasztelana, potężniejszą od wszystkich wielkich panów, patriarchów, rycerzy i samego cesarza Efraima”9 – i co sprawia, że ocalenie nieszczęsnego bohatera jest możliwe. Choć sam karnawał w powieści trwa krótko, wykreowana wówczas rzeczywistość wyznacza klucz do odczytania całego utworu.
Karnawał reprezentuje tak zwaną drugą kulturę, przeciwstawianą kulturze oficjalnej, zarówno świeckiej, jak i sakralnej. Jest to święto, w którego trakcie lud może swobodnie drwić z hierarchicznego porządku władzy, z konwenansów, codziennych obowiązków oraz powinności społecznych. Niegdyś saturnalia tworzyły przestrzeń do wyśmiewania bóstw i rozpowszechniania obelżywych mitów, co poza czasem świątecznego rozprężenia nie było tolerowane. Karnawał jawi się więc jako swoista strefa buforowa, rozładowujący napięcia społeczne okres zawieszenia oficjalnego porządku, dni symbolicznej dyspensy od przestrzegania powszechnie obowiązujących zasad, norm moralnych. Jak pisze Marcin Kowalczyk:
W średniowieczu i w renesansie człowiek prowadził pewnego rodzaju „podwójne życie”. Przez większą część roku żył i pracował w świecie, by tak rzec, oficjalnym i poważnym, sankcjonowanym przez kulturę kościelną oraz feudalny układ społeczny. Jednak istniały okresy w roku (razem około trzy miesiące), kiedy światopoglądowi oficjalnemu przeciwstawiono cały bogaty świat form i przejawów „ludowej kultury śmiechu”. Święto rozumiane jest tutaj nie tylko jako czas odpoczynku, lecz przede wszystkim jako „drugie życie” ludu, mające wyższy, ideologiczny sens – utopijną równość i obfitość, a także śmierć i odrodzenie10.
Stąd we Mgle fragmenty takie jak ten:
[…] wokół płoną pochodnie, panny wirują dookoła ognisk, kołyszą się nawet panny mądre i głupie na katedralnym portalu, przed Duomo skwierczą heretycy, doprawdy, karnawałowa noc jest ogromna niczym cały świat, nie da się jej ogarnąć ani przemierzyć […]11.
To jednak, co interesuje nas we Mgle, nie sprowadza się do pojedynczego wydarzenia, lecz do przesycenia całej powieści kulturą karnawału, a więc do przeniesienia najbardziej reprezentatywnych dla tego obrzędu zjawisk na grunt literatury. To właśnie owo karnawałowe światoodczuwanie, opisane przez Michaiła Bachtina w Problemach poetyki Dostojewskiego, pozwala zinterpretować porządek symboliczny, w którym osadzona została książka Brzezińskiej. Forma zawiązuje tu komitywę z treścią. Familiarno-jarmarczny charakter opowieści przestaje być arbitralnym wyborem, a staje się logiczną konsekwencją rozpościeranej metafory. Dygresyjna narracja idealnie nadaje się do podtrzymywania atmosfery rozchwiania i niestałości, przesyconej ironiczno-kpiarskim komentarzem. Narracja pierwszoosobowa i perspektywa bohaterów, zanurzonych w wirze wydarzeń, trafnie oddają zatarcie granicy między rolami uczestnika i obserwatora całego spektaklu. Pijackie bajdurzenia i zdania ciągnące się kilometrami odzwierciedlają stopienie się poszczególnych epizodów w jeden ciąg zdarzeń. Tym samym karnawałowa logika okazuje się nieodzownym elementem spajającym całą powieść w warstwie strukturalnej, a co za tym idzie – umożliwiającym odbiorcy odnalezienie kluczowych dla utworu punktów orientacyjnych. Tak jak trudno dziś wyobrazić sobie interpretację 49 idzie pod młotek Thomasa Pynchona w oderwaniu od dyskursu postmodernistycznego lub odczytanie powieści Czasami wielka chętka Kena Keseya z pominięciem Freudowskiej psychoanalizy, tak nie sposób oddzielić kategorii karnawałowości od Mgły.
Kiedy zwrócimy już uwagę na wszystkie te elementy, zasadne stanie się pytanie: jaki wywierają one wpływ na wymiar artystyczny książki? Zamykając opowieść o upadku miasta w ramach karnawałowego postrzegania świata, Brzezińska istotnie modyfikuje tradycyjny sens karnawału. Historycznie celem tego obrzędu nie było bowiem wyłącznie ustanawianie opozycji wobec oficjalnej kultury. Pełnił on również funkcję terapeutyczną, działając jako swoisty katalizator emocji i frustracji społecznych. W książce Brzezińskiej o żadnej terapii nie może być jednak mowy. Città di Sant’Angelo nawiedza bowiem karnawał mroczny i zdewaluowany, przekraczający własne granice oraz wymykający się spod kontroli wskutek rozmaitych wydarzeń politycznych i społecznych.
Brzezińska nie próbuje przedstawiać domkniętego, cyklicznego modelu karnawału, uwzględniającego element restytucji, w którym po okresie śmiechu następuje powrót do dawnych wartości lub ustanowienie nowych. Zamiast tego otrzymujemy obraz rozpadu i entropii – miasta, historii, obrzędu, mitu założycielskiego, wspólnoty, a w pewnym sensie także samej opowieści:
[…] tuż przed śmiercią czas bowiem niknie i się rozpływa, jakby go nigdy nie było, nie respektujemy już pór modlitwy, pracy oraz snu i wiele innych rzeczy również traci na znaczeniu […], a my wszyscy zrównani pijaństwem i rozpaczą, zaraz się będziemy klepać po plecach, majstrowie zaoferują nam swoje córki za żony i puszczą warsztaty w dzierżawę…12
IV
Mgła w swojej złożoności odsłania przynajmniej kilka istotnych kwestii. Pokazuje, jak w nowoczesny i satysfakcjonujący literacko sposób wykorzystywać elementy fantastyczne do tworzenia literatury o ambicjach artystycznych, jak w obrębie fantastyki konstruować historie i metafory wykraczające poza schematy przygodowe, jak przesuwać akcenty i napisać powieść, w której głównymi bohaterami są miasto, język oraz narracja, a nie postacie bezpośrednio obecne na kartach książki. Uświadamia również, że tego rodzaju teksty wymagają od odbiorcy uwagi i że wyjście poza przyzwyczajenia interpretacyjne jest potrzebne, by móc czerpać pełną satysfakcję z lektury. Wreszcie unaocznia, jak niezbędna dla środowiska fantastycznego jest krytyka literacka, ponieważ to, do czego przyzwyczaiła nas tradycyjna gatunkowo recepcja, nie zapewnia narzędzi do opisu tego typu twórczości.
Mgła obnażyła wciąż wypierany słaby punkt środowiska fantastycznego. Środowiska, które z jednej strony wykazuje skłonność do narzekania na jakość publikowanych książek, ich ideologizację (szczególnie na rynku anglosaskim) oraz wtórność konceptualną, co samo w sobie stanowi przejaw zdrowego krytycyzmu, z drugiej zaś rękami i nogami broni się przed traktowaniem literatury jako gałęzi sztuki, wraz z całym wachlarzem kryteriów estetycznych służących do jej oceny. Tego typu powieści nie da się wyczerpująco opisać za pomocą czterech „zaklęć”, powtarzanych niczym mantry i odmienianych przez wszystkie przypadki: pomysłu, akcji, fabuły, bohatera. Nie jest to jednak wina samego środowiska ani konkretnych jednostek, lecz skutek niedostatecznej obecności kultury literackiej i krytycznej w jego obrębie. Sytuacji nie poprawia również fakt, że nawet dociekliwy czytelnik nie ma możliwości zapoznania się z jakąkolwiek opinią lub recenzją uzasadniającą wybór kapituły Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego. W ten sposób wartościowe książki trafiają w próżnię, a ich autorzy nie są w stanie wyrwać się ze spirali negatywnych opinii opartych na nieporozumieniach.
Jakiej więc krytyki potrzebują książki podobne do Mgły? Uważnej, skupionej na tym, co nie zostało przekazane wprost. Dociekliwej w śledzeniu ciągów przyczynowo-skutkowych oraz zawartych w nich idei, a zarazem nietracącej z pola widzenia tego, co dzieje się na poziomie języka, ponieważ to właśnie on stanowi fundament twórczości literackiej. Jak pisał Jan Gondowicz: „literatura nie składa się z idei, tylko ze słów, ze zdań i z akapitów”13. Krytyki, która uznaje, że forma może być właściwą treścią i która potrafi interpretować teksty zgodnie z tym przekonaniem, a w razie potrzeby przekonująco tę strategię obronić. Krytyki czujnej i zdolnej odróżnić to, co dla danej opowieści jest przygodne, od tego, co pozostaje fundamentalnie zrośnięte z jej strukturą. Wreszcie – swobodnie meandrującej między nawiązaniami gatunkowymi a tropami kulturowymi i otwartej na fakt, że literatura nie wyczerpuje swoich możliwości w samym przekazywaniu informacji przyozdobionych w strojne fatałaszki intrygi. Dla Mgły i fantastyki podobnego rodzaju istnienie takiej krytyki jest absolutnie niezbędne.
1 Z całą laudacją można zapoznać się na stronie internetowej Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego, online: https://www.nagroda-zulawskiego.pl/salon-zulawskiego/eseje-i-opracowania/laudacja-dla-powiesci-mgla-anny-brzezinskiej [dostęp: 26.08.2026].
2 A. Brzezińska, Mgła, Kraków: Wydawnictwo Literackie, 2024, s. 148.
3 Tamże, s. 184.
4 Tamże, s. 107.
5 Tamże, s. 49.
6 Tamże, s. 35.
7 Tamże, s. 93.
8 Tamże, s. 106.
9 Tamże, s. 24–25.
10 M. Kowalczyk, Tyrmand karnawałowy, Kraków: Universitas, 2008, s. 20.
11 A. Brzezińska, Mgła, s. 51.
12 Tamże, s. 117.
13 Cyt. za: Z. Zaleska, Przejęzyczenie. Rozmowy o przekładzie, Wołowiec: Wydawnictwo Czarne, 2026, s. 352.
