Zaczęło się od archiwów. Ishion Hutchinson odwiedził Imperial War Museum w Londynie w poszukiwaniu materiałów dokumentujących historię czarnych żołnierzy z Karaibów, którzy walczyli po stronie imperium brytyjskiego podczas pierwszej wojny światowej. W związku z tym, że zbliżała się setna rocznica zakończenia konfliktu, brytyjsko-jamajska poetka Karen McCarthy Woolf poprosiła grupę autorów karaibskiego pochodzenia o napisanie wierszy upamiętniających czarnych żołnierzy: „innych, po których nie ma pamięci”. Antologia pod znamiennym tytułem Unwritten została opublikowana w 2018 roku. Znalazł się w niej cykl wierszy Hutchinsona School of Instructions, stanowiący punkt wyjścia do pełnego zbioru, wydanego w 2023 roku. W 2025 roku tom Szkoła ćwiczeń. Poemat ukazał się w przekładzie Jerzego Jarniewicza nakładem Wydawnictwa Ossolineum.
Archiwa niosą nadzieję i poruszają wyobraźnię. Hutchinsonowi przyświecał konkretny cel: wyszukać adekwatne materiały i stworzyć na ich podstawie poemat o losach czarnych żołnierzy – zarówno tych poległych, jak i tych, którzy przeżyli. Według statystyk było ich niemal szesnaście tysięcy. Zgromadzone w archiwach historie mają jednak wiele luk, głównie dlatego, że ukazują perspektywę białych. Jednym ze źródeł, do których dotarł Hutchinson, był pamiętnik białego oficera. Choć został napisany bez polotu, wzbudził w jamajskim poecie silne emocje, ponieważ zawierał imiona karaibskich żołnierzy walczących na Bliskim Wschodzie. Ich uwzględnienie w zapiskach Hutchinson odczytał jako coś wręcz intymnego: gest uznania ich obecności i podmiotowości.
W wojsku, w którym panowała wówczas segregacja rasowa, rola czarnych żołnierzy była podrzędna wobec statusu ich białych towarzyszy broni. Ci pierwsi doświadczali prześladowań i byli traktowani jak mięso armatnie. Pamiętnik znaleziony w archiwum nie dokumentuje głosów karaibskich walczących, za to unaocznia ich obecność na froncie, co jest wyjątkowo ważne w kontekście ich niewidoczności w historii. Co oznacza walczyć za ojczyznę, która nie uznaje, że jesteś jej częścią, ale twoje ciało traktuje jak swoją broń? Z jakim cierpieniem wiąże się poświęcanie życia za kraj, który cię dehumanizuje? Jak my – czytelnicy i czytelniczki – możemy to sobie wyrazić? Jak dekolonizować obrazy wojny?
Poza pamiętnikiem Hutchinson przywołuje jeszcze jedno istotne źródło inspiracji: archiwalną fotografię przedstawiającą czarnych żołnierzy w mundurach w kolorze khaki. Przywiodła mu ona na myśl zdjęcie klasowe, do którego pozował wraz z kolegami ze szkoły średniej na Jamajce. Te same intensywne spojrzenia. Hutchinsona poruszył młodzieńczy, chłopięcy wręcz wygląd postaci uwiecznionych na fotografii. W nocie autorskiej do antologii Unwritten poeta pisze, że patrząc na podobizny żołnierzy, przypomniał sobie rytm, a następnie treść wiersza Hermana Melville’a The March into Virginia Ending in the First Manassas (July, 1861): „All wars are boyish and are fought by boys” („Chłopięce są wojny i chłopcy w nich wojują”). W Szkole ćwiczeń… Hutchinson opisał żołnierzy jako „chłopców, których turbują oceaniczne smutki”1 i którzy byli „stłoczeni na pokładzie, pryszczaci, lodem skłuci…”2 . Te dwa obrazy – młodzi karaibscy żołnierze na bliskowschodnim froncie i chłopcy z jamajskiego liceum – nałożyły się na siebie i uruchomiły wyobraźnię twórcy. W ten sposób otworzył się przed nim nowy świat. Tak zaczął się karaibski poemat wojenny.
Z ciszy archiwum wyłonił się rytm. Hutchinson wyznaje, że słyszy wiersz, zanim go napisze, ponieważ cisza również ma teksturę. Poszukiwania archiwaliów przerodziły się w poszukiwanie formy poetyckiej, która uniosłaby nienapisaną dotąd historię. Nowa opowieść wymaga bowiem zdaniem autora nowych rozwiązań formalnych. Wiersze Ruperta Brooke’a, Wilfreda Owena czy Siegfrieda Sassoona z kanonu anglojęzycznej poezji wojennej przyczyniły się do zmiany wyobrażeń o realiach pierwszej wojny światowej, uwypuklając jej afektywny wymiar. Odegrały również rolę w kształtowaniu pamięci zbiorowej. Szkoła ćwiczeń… w innowacyjny sposób rozszerza ten kanon. Hutchinson czerpie z poetyki modernizmu, a także z czarnej tradycji poetyckiej, ucieleśnionej w twórczości Dereka Walcotta, Kamau Brathwaite’a czy Dionne Brand, oraz z rastafarianizmu. Wypełnia luki w archiwaliach i dekolonizuje kanon, kierując się zarówno impulsem dokumentalnym, jak i pragnieniem eksperymentalnego ucieleśnienia tragicznych, a niekiedy surrealnych doświadczeń, jakie stały się – lub mogły się stać – udziałem czarnych żołnierzy. Szkoła ćwiczeń… jest zbudowana na kanwie wydarzeń historycznych, lecz jednocześnie sama s t w a r z a pamięć. Hutchinson pracuje z fragmentem, ciszą, nieobecnością. Wyobraża sobie to, co nieudokumentowane. Jego poemat sprawia, że archiwa ożywają, a historia nabiera nowego rytmu.
Śledzimy tu losy żołnierza o imieniu Godspeed na bliskowschodnim froncie, równocześnie zaś czytamy o przeżyciach chłopca o tym samym imieniu mieszkającego na Jamajce w latach 90. Historie te przeplatają się w całym poemacie, a nieraz zazębiają na poziomie wersu:
Takie to były zaokrętowania do MIEJSC ŚWIĘTYCH EGIPTU
SUNAJU PALESTYNY I SYRII w latach furii 1916–1917 aż
do ostatniego w 1918. Pod wiśnią na szkolnym podwórku
Godspeed nagryzmolił anabazę którą pokryły kurz
i czerwona woń MORZA CZERWONEGO3.
Szkoła ćwiczeń… to dubowe wariacje na temat wędrówki przez historię, znany nam z literatury wojennej. Słowo „anabaza”, które pojawia się w powyższym fragmencie, ma kilka znaczeń. Pochodzi od greckiego ἀναβαίνω, czyli „iść w górę”, i odnosi się do pochodu w głąb kraju, co dla starożytnych Greków oznaczało oddalanie się od morskiego brzegu. Przeciwieństwem anabazy jest katabaza, czyli wędrówka w dół, która w mitologii greckiej oznaczała zejście do świata umarłych. Anabaza to również tytuł słynnego dzieła Ksenofonta – jednej z pierwszych osobistych relacji z wyprawy wojennej, która łączy cechy tekstu historycznego i literackiego. Utwór ten opisuje wyprawę dziesięciu tysięcy najemników greckich walczących po stronie Cyrusa Młodszego, który pragnął zdobyć tron królewski, lecz poległ w bitwie pod Kunaksą, a żołnierze musieli samotnie powrócić do domu. Jeszcze inne znaczenie anabazy wywodzi się z muzyki: jest to wznosząca się melodia, która może służyć do wyrażania podniosłych treści. Szkoła ćwiczeń… łączy i modyfikuje te znaczenia, a muzyka i historia są w niej nierozerwalnie splecione.
Inspirację dla eksperymentów z perspektywą czasową stanowi natomiast poezja modernistyczna. Hutchinson wprost odwołuje się do poematów In Parenthesis Davida Jonesa i The Waste Land T.S. Eliota, w których zderzają się różne momenty historii. Podobnie jak moderniści tworzy poemat intertekstualny z wieloma odniesieniami kulturowymi, a także religijnymi. Przykładowo opis wyprawy żołnierzy z Indii Zachodnich przez Ziemię Świętą powiązany zostaje z wędrówką Izraelitów:
Następnie ruszyli ku stanowisku trębacza i wspięli się na górę
SEIR gdzie nie usłyszeli wezwania do modlitw ani chórów
śpiewających hosanna tylko parskające im nad głowami
monoplany i dwupłatowce4.
[…]
Pod koniec miesiąca obłąkańcze zatrucie eterem przygwoździło
batalion który lśnił jak miliardy archaniołów wibrujących
z fluorescencyjnym szumem nad miodem płynącą krainą
KANAAN. Kwazar. Kwazar. Skrawki czarnej materii znów
rozsiane w słońcu. Usta chłopca pełne były wysmoktanych
wiśniowych kości które wypluł do morza po czym przewrócił
świeżą stronę Britanniki5.
Można czytać Szkołę ćwiczeń… jak dokument historyczny, skrupulatnie sprawdzając odniesienia i sięgając po teksty, z którymi wchodzi w dialog. Pomocne będą wówczas szczegółowe objaśnienia znajdujące się na końcu tomu, przygotowane przez Bartosza Wójcika. Można także „czytać” uchem – zanurzyć się w rytmach historii, dlatego że muzyczność jest integralną częścią poetyki Hutchinsona. Eksperyment ma rytm dubu. Poeta czerpie z tej odmiany muzyki reggae, przenosząc jej strukturę na poetycką frazę. W kontekście dubu mówi się o „nawarstwieniu fraz”, które pozwala wytworzyć dźwiękową głębię z echem i pogłosami. Nałożenie na siebie dwóch czasoprzestrzeni historycznych wzbogaconych o rytmy reggae odzwierciedla tę strukturę. Z kolei kompozycja tomu – nawarstwienie motywów z eposów wojennych i historii biblijnych, żeby je zdekolonizować – nawiązuje do dubu jako techniki dekonstrukcji dźwięku. Dub wpływa na dekonstrukcję rytmu, a Szkoła ćwiczeń… przekształca narrację historyczną, zmieniając jej rytm oraz tworząc przestrzeń dla innych tradycji. Znajdziemy tu elementy serious comedy, łączącej satyryczne techniki reprezentacji z podniosłą tematyką, a także ironiczne wariacje na temat folkowego toastingu, który opiewa spektakularne czyny bohatera z marginesu społecznego, a zarazem oznacza melorecytację na tle rytmów reggae.
Choć Godspeed to nie folkowy Staggolee, jego postać stanowi wariację na temat heroicznego bohatera eposu. Jako żołnierz jest uczestnikiem i świadkiem skrajnie brutalnych wydarzeń:
Potem ruszyli
do SZARTY i do DAJR SUNAJD 7 mil na północ od GAZY. A tam
ich oczom ukazały się porozrzucane ciała ciała ciała martwych
z 52 Dywizji. Woń rozkładających się zwłok wypełniła
żołnierzy wstrętem nie do powstrzymania. Pogrzebano ich.
Nie spoczęli w pokoju6.
Jako uczeń szkoły o paradoksalnej nazwie „Gaj Wiecznej Szczęśliwości” doświadcza przemocy ze strony dyrektora i jego „prefektów”:
Lizu lizu bum
bum donosiciele saduceusze. Grasowali po korytarzach
w imieniu dyrektora. Za plecami nazywali go hrabia Biczysko
bo nie szczędził bicza ani rózgi ani dziecka i ćwiczył na
potęgę licząc głośno chlast-chlast-chlasty skórzanego pasa […]7.
Muzyczność w poezji Hutchinsona jest wielowarstwowa. Poza kompozycją tomu inspirowaną dubem składają się na nią częste powtórzenia, aliteracje i asonanse – jak choćby potrojone „ciała ciała ciała”; dźwięki reggae i jamajskich pieśni ludowych – „A ćwir ćwir tru-lulu o!”; zaśpiewki typu „Ja hoj!”, slangowe „JAMAJKA bum JAMAJKA bum JAMAJKA / bum-sza-ka-la-ka”, a także liczne efekty dźwiękowe – „Rin tin tin tin”, „Tra-la-la-la”, „Cha cha cha bło-to-to”. Na poziomie tematycznym znajdziemy zaś nawiązania do tańców skank i limbo, do myśli rastafariańskiej czy jamajskiej sceny muzycznej (tu choćby: pojawiający się w poemacie Lee „Scratch” Perry, słynny producent muzyczny i pionier dubu). Dźwięki są ponadto dopełnieniem obrazów, jak we frazach: „fałszywe tony tomów pogrzebane w głowie” czy „ich zhardziałe głosy krzyżują się z reżimem fal”8. Jednocześnie w całym tomie powtarza się refren, który jest nie tyle muzyczny, ile dokumentalny – „Siła batalionu: 328 oficerów i 5321 żołnierzy niższych stopni”9. To refren statystyczny, który Hutchinson modyfikuje, ponieważ żołnierze nieustannie giną.
Przedstawiając początki powstawania wiersza, poeta opisuje moment, w którym rytm przechodzi w obraz:
Dosłyszał to przez dzikie bicie
dzwonów,
usta rozcięte ich brzmieniem, w szeregu
na komendę, przekrzywione jak statki w blasku10.
Ten intensywny sposób obrazowania zapada w pamięć. Pozwala wyobrazić sobie i niemal poczuć ból rozciętych warg i smak brązu. Język Hutchinsona ma teksturę kontrapunktów, a roztaczane przez autora wizje bywają surrealistyczne. Podobnie jak dub, technika surrealistyczna sprzyja nawarstwianiu znaczeń i skojarzeń, umożliwia przeskoki w czasie i przestrzeni. Poruszające są więc obrazy flagi, w których zderzają się historia wojenna i szkolna. To właśnie „pościg za flagą przynosi / chłopcu imię Godspeed, czyli Idź z Bogiem!”11. Flaga jawi się jako coś ucieleśnionego, zwierzęcego:
Chłopiec zmaga się z flagą, a ona chlasta i smaga,
rwie mu się z rąk, jak żmija, żywe drzewce.
Zwija się, spieczona czyha12.
Flaga, która „chlasta i smaga”, jest materializacją zagrożenia. Motyw ten powraca w całym poemacie, podobnie zresztą jak przywołany już obraz jamajskiego drzewa wiśniowego: „Ich karabinki strząsły / flary z wiśniowych gałęzi prosto w jego włosy”; „Dub / pogłębił jego strach i melancholię. Następnego dnia w szkole / blask słońca zasilanego liśćmi wiśniowego drzewa rzucał / mu witraże pod nogi”; „Z NAVY ISLAND stado szkarłatnych ibisów wzeszło ze słońcem wysławiając wiśnią-sławionego chłopca który słyszał wyraźniej jak trzaskają / niczym skrzydła jego popękane kości”. Hutchinson pracuje kolorem i wpuszcza do poematu światło, jak choćby w przypadku powracających w tekście „świetli-migu-lików”. Czasem stanowią one symboliczną przeciwwagę dla wewnętrznej ciemności – „W Judei świetli-migu-liki brzdąkały na / ciemnych stronach jego umysłu”13, a czasem dosłownie oświetlają drogę:
Wciąż była noc ciemna że oko wykol kiedy Godspeed
potrząsnął słoikiem pełnym świetli-migu-lików a one
migu-mig-mig oświetliły przeżartą przez korniki deskę
i opustoszałą GOLGOTĘ14.
Szkoła ćwiczeń… to tom konceptualny – palimpsest form i stylów. Wymaga zaangażowania czytelnika w tworzenie połączeń między fragmentami pochodzącymi z odmiennych kontekstów i rejestrów. Radykalny synkretyzm może stanowić wyzwanie interpretacyjne i wprowadzać w stan dezorientacji, ale może również wzmacniać uważność i angażować wyobraźnię odbiorcy. Pamięć staje się tu namacalna, archiwa zaś ożywają. Dekolonizując historię, możemy wyobrazić sobie tych, którzy „zginęli jakby ich nie było”15.
1 I. Hutchinson, Szkoła ćwiczeń. Poemat, tłum. J. Jarniewicz, Wrocław: Wydawnictwo Ossolineum, 2025, s. 15.
2 Tamże, s. 33.
3 Tamże, s. 25.
4 Tamże, s. 35.
5 Tamże, s. 53.
6 Tamże, s. 55.
7 Tamże, s. 35.
8 Tamże, s. 16.
9 Tamże, s. 26.
10 Tamże, s. 18.
11 Tamże, s. 17.
12 Tamże, s. 14.
13 Tamże, s. 65.
14 Tamże, s. 70.
15 Tamże, s. 91.
