Książka Krzysztofa Grudnika Gryzę grozę. Notatki o kulturze literackiej polskiego horroru gatunkowo sytuuje się na przecięciu nieco złośliwego felietonu (miejscami przypominającego pamflet), poradnika dla początkujących pisarzy i pisarek tworzących w konwencji szeroko pojętej grozy oraz tekstu o pewnych cechach opracowania popularnonaukowego, w którym znajduję ślady akademickiej przeszłości autora. Cele są tu różne – począwszy od planu naświetlenia problemów związanych ze specyficznym wycinkiem rodzimej branży wydawniczej z perspektywy eksperta, przez chęć scharakteryzowania bolączek polskiej recepcji i krytyki horroru (a także fantastyki i współczesnej krytyki literackiej per se), skończywszy na zamiarze przedstawienia dość ogólnych porad dla młodych adeptów i adeptek sztuki pisarskiej. Pytanie tylko, czy którekolwiek z tych założeń zostało zrealizowane.
Garść ogólnych uwag
Pozornie skromne, mało interesujące i dosyć hermetyczne subpole polskiej literatury grozy, skupiające takich graczy, jak wydawnictwa Vesper, IX, Dom Horroru, do niedawna też Phantom Books, a jeszcze wcześniej Agharta, jest według mnie niezwykle ciekawą areną, gdzie zaobserwować można różne interesujące zjawiska. Wewnątrz niej funkcjonuje parę osób instytucji, na przykład Krzysztof Biliński, szef wydawnictwa IX, Wojciech Gunia – pisarz i redaktor antologii Sny umarłych, a także Krzysztof Grudnik, również zasiadający za sterami wspomnianej serii, do tego odpowiedzialny za takie projekty wydawnicze, jak Niesamowitnicy, prezentujący rodzimą twórczość znanych (Bruno Schulz, Stefan Grabiński) i mniej znanych (Jan Huskowski, Stanisław Czosnowski) twórców opowiadań niesamowitych początku XX wieku, czy Mistrzowie Grozy, czyli klasyki literatury grozy w nowych przekładach. Grudnik jest również autorem pełnej edycji utworów Stefana Grabińskiego oraz licznych opracowań (zarówno monografii, książek pod redakcją, jak i artykułów naukowych), dotyczących działalności literackiej Lwowianina. Omawiana tu pozycja jawi się zatem jako naturalne rozwinięcie zainteresowań Grudnika, łączy przy tym różne elementy jego działalności na arenie polskiej grozy literackiej.
Teksty zebrane w tomie o wiele mówiącym tytule Gryzę grozę. Notatki o kulturze literackiej polskiego horroru przeszły długą drogę, zanim ukazały się w formie papierowej w Wydawnictwie IX, oficynie znanej miłośnikom literatury grozy, weird fiction, a od pewnego czasu również science fiction1. Od 2018 roku autor publikował je najpierw w zinie „OkoLica Strachu”, potem część trafiła w formie podcastowej na YouTube (gdzie nie są już dostępne), następnie Grudnik wydał je na platformie Empik Selfpublishing. Wydawałoby się, że od 2018 roku teksty powinny w jakimś stopniu się zmienić – każda kolejna iteracja być może powinna być nieco poszerzona, uzupełniona i sprawdzona. Niestety, umieszczone we wstępie zapewnienia autora, że „wszystkie rozdziały zachowały swoją aktualność”2, a niektóre zostały odświeżone podczas redakcji, budzą pewne wątpliwości. Trudno bowiem czasami nie odnieść wrażenia, że część tekstów dotyczy sytuacji rynku wydawniczego z 2018 roku – a przecież pandemia znacząco wpłynęła na obraz tego pola. W pewnym momencie Grudnik pisze, że „na listach bestsellerów jest w tej chwili niewiele beletrystyki”. Tej, czyli której? Od czasów pandemii beletrystyka ma się przecież na rynku bardzo dobrze, o czym w ostatnich latach świadczą choćby sukcesy literatury young adult (w tym przebrzmiała już ofensywa Wydawnictwa NieZwykłego), wciąż bardzo dobrze sprzedające się kryminały (vide seria górska Sławka Gortycha, książki Remigiusza Mroza, Macieja Siembiedy czy Wojciecha Chmielarza) czy kolejne hity fantasy – by wymienić tylko Brandona Sandersona, Rebeccę F. Kuang oraz książki z gatunku romantasy. Nazwiska i gatunki, które wymieniłem, funkcjonują na rynku co najmniej od czasu pandemii i mają się wciąż nieźle (oczywiście z pewnymi wyjątkami, jak coraz mniej widoczne NieZwykłe). Od autora posługującego się (złośliwi powiedzieliby, że wysługującego się) niekiedy aparatem naukowym można by oczekiwać większej konsekwencji w prowadzeniu precyzyjnego wywodu. Co więcej, niektóre przytaczane przez Grudnika twierdzenia są mocno wątpliwe – na przykład jego zbyt daleko idące wnioski z badań na polu psychologii ewolucyjnej i próba wytłumaczenia, dlaczego kobiety rzadziej podejmują ryzyko pisania literatury grozy3. Trudno o bardziej chybioną kauzację. Teksty funkcjonujące jako rozproszone felietony opublikowane w fanzinie mają pełne prawo cierpieć na pewną skrótowość, jednak gdy zostają one zebrane w jednym tomie, należałoby wymagać od nich nie tylko wewnętrznej spójności (której niekiedy brakuje, o czym później), przemyślanej kompozycji (tu raczej trudno mieć zarzuty), ale też dodatkowych, uzupełnionych informacji – w końcu, jak przyznaje sam autor, „książka drukowana w tradycyjnym wydawnictwie postrzegana jest jako najlepsza”4, czy zatem nie powinna być również najbardziej merytoryczna, wzbogacona względem poprzednich wersji?
Jak już wspomniałem, Gryzę grozę… pod względem kompozycyjnym prezentuje się całkiem sensownie. Pierwsza, lwia część książki poświęcona jest rozważaniom nad różnymi kwestiami dotyczącymi współczesnego rodzimego rynku literatury grozy. Poza krytyką fanowskiego podejścia do (pop)kultury dominującą myślą w początkowej części zbioru jest recepcja horroru jako gatunku literackiego (czy konwencji literackiej) i związane z nią zjawiska. Pojawiają się tu również rozdziały, które w bardzo niewielkim stopniu dotyczą kultury literackiej polskiego horroru, na przykład felieton o Stephenie Kingu (Dwa ciała króla) czy publikowaniu w modelu vanity (Et omnia vanitas). Warto przy okazji docenić to, jak tytuły poszczególnych rozdziałów, a także sam tytuł książki, w przewrotny sposób korespondują z poruszanymi problemami. Segmenty poświęcone zjawiskom pobocznym potraktować można jako uzupełnienia głównego tematu, równie istotne, bo dotykające kontekstów ważnych dla rodzimej grozy. Druga, o wiele krótsza część książki ma charakter poradnikowo-prognostyczny. Skupia się zatem na trudnościach związanych z debiutem (Gatekeeping?) i pozyskaniem przydatnej, konstruktywnej informacji zwrotnej (Krytyka bis), na przedstawieniu garści porad dotyczących między innymi przygotowania propozycji wydawniczej (Rady dla młodych twórców) czy na próbach określenia przyszłych trendów w literaturze grozy (Quo vadis, polska grozo?).
…gdyby nie ten okropny fandom!
Kolejne rozdziały pierwszej części książki pozwoliłem sobie posegregować zgodnie z kryterium tematycznym. Należy tu podkreślić, że niektóre problemy (takie jak kondycja i recepcja polskiej literatury grozy) pojawiają się – z różną częstotliwością – we wszystkich rozdziałach, mój podział jest więc umowny. Pierwszy segment, na który składają się rozdziały Dolina narcyzów, Co dotyka krytyka oraz Kij w szprychy, dotyczy nieprofesjonalnej recepcji (fandomu i mediów książkowych) oraz braku rzetelnej krytyki literatury grozy (czy krytyki literackiej sensu largo), a także mało produktywnej według autora działalności promotorów i promotorek horroru. Głównym oskarżonym w tej części staje się fandom. W Dolinie narcyzów Grudnik dochodzi do następującego wniosku:
powtarzanie mitu o niszowości literatury grozy ma sens w obrębie towarzyszącej jej kultury fanowskiej, gdzie jest praktyką narcystyczną. Lecz poza nią bardziej szkodzi, niż służy czemukolwiek5.
Autor wskazuje na to, że „uzwyklenie” literatury grozy przysporzyłoby jej popularności, z czym rzecz jasna trudno się nie zgodzić. Trochę kłóci się to z późniejszym rozpoznaniem, wedle którego „«specyficzna» literatura wymaga równie «specyficznych» czytelników, by mogli ją właściwie zdekodować i odebrać”6. Daleko mi tu do posądzania autora o snobizm, zastanawiam się jednak, czy to właśnie działalność fanowska nie jest czymś, co „normalizuje” literaturę grozy. Ostatecznie mniej lub bardziej profesjonalna krytyka literacka w bookmediach (Bookstagramie, Booktoku, Booktubie), będąca niekiedy (tu w pełni zgadzam się z Grudnikiem) po prostu kolejną reklamą danej książki czy gatunku, przynajmniej częściowo sprawia, że horror staje się bardziej przystępny i widoczny dla osób, które pewnie rzadko sięgałyby do prasowej krytyki grozy, jeśli takowa by istniała7.
Oskarżenia dotyczące kultury fanowskiej wypływają z mocno uproszczonej wizji krytyki literackiej, która według Grudnika ma trzy najważniejsze funkcje: oceniającą (związaną z wartościowaniem tekstu), orientacyjną (opisującą nowości i trendy na rynku wydawniczym) oraz ekspresyjną (opartą na emocjach towarzyszących lekturze). Trudno nie zgadnąć, którą z nich autor uznaje za najbardziej niepotrzebną i kogo za to wini. Owszem, opis wrażeń towarzyszących lekturze nie powinien stanowić trzonu tekstu krytycznoliterackiego. Trudno natomiast przyklasnąć przedstawionemu w tekście Grudnika topornemu podziałowi krytyki na „pseudokrytykę ekspresyjną”, publikowaną na blogach (w 2018 roku blogi literackie przeżywały już swoją fazę schyłkową), i „profesjonalną krytykę”, pozbawioną wszelako platformy, ponieważ czasopisma, które mogłyby publikować tego rodzaju omówienia, związane są rzekomo z wydawnictwami – część z nich na pewno. Szkicowość tekstu nie pozwala jednak Grudnikowi uwzględnić chociażby całego segmentu młodej internetowej krytyki (w której, jako długoletni współpracownik „ArtPapieru”8, sam uczestniczył), związanej z takimi czasopismami, jak „Stoner Polski”, „Wizje”, „Mały Format”. Można utyskiwać na krytykę nieprofesjonalną – wszak wyjątkowo łatwo potraktować ją jak chłopca do bicia – ale można też dostrzec, że jej nowe formy sprzyjają tworzeniu społeczności aktywnie przyczyniających się do zwiększenia zainteresowania czytelnictwem wśród młodych osób. Autor zwraca wprawdzie uwagę na „pewne uproszczenia i uogólnienia”9, które stosuje, ale po cóż w takim razie pisać krótki, szkicowy tekst, jeśli nie jest się w stanie uchwycić podejmowanego tematu w sposób pozwalający uniknąć upraszczania? Jeśli celem Co dotyka krytyka było scharakteryzowanie problemów krytyki literatury grozy, to trudno tu mówić o pełnej realizacji tego założenia.
Prowokacyjnie i konfrontacyjnie
Kolejny segment, obejmujący rozdziały Horror jest mężczyzną oraz Nagrodzić grozę albo czy polskiej grozie potrzebna jest nagroda?, skupia się na omówieniu dwóch inicjatyw ważnych w kontekście pola współczesnej polskiej grozy – akcji Horror jest kobietą oraz Nagrody Polskiej Literatury Grozy im. Stefana Grabińskiego, przyznawanej od 2014 do 2018 roku. Zacznę od tej drugiej, ponieważ budzi mniej zastrzeżeń. Autor przytacza zasadne i interesujące omówienie specyfiki nagród literackich (tych przyznawanych przez jury i tych opartych na zasadzie plebiscytu), które jak najbardziej może przemówić do niezorientowanego czytelnika czy czytelniczki. Grudnik słusznie krytykuje też nagrody „plebiscytowe”, organizowane przez LubimyCzytać czy Empik, zwracając uwagę na ich wewnętrzne sprzeczności i powiązania z wielkim kapitałem. Interesująco zarysowuje się tu również przegląd problemów związanych z charakterem Nagrody im. Stefana Grabińskiego, finansowaniem, logistyką, w końcu składem jury. Autor nie bez słuszności zauważa na końcu, że dalsze istnienie tego typu wyróżnienia byłoby „wskaźnikiem pewnego dojrzewania”10 środowiska rodzimej grozy. Byłoby świetnie, gdyby każdy tekst w tomie wybrzmiewał w podobny sposób.
Drugi z wymienionych rozdziałów skupia się na krytyce akcji Horror jest kobietą. Jakie argumenty podaje Grudnik? Autor zwraca uwagę na to, że w wywiadach przeprowadzonych w ramach tej akcji brały udział także autorki, które trudno nazywać pisarkami grozy, w ich dorobku znaleźć można bowiem tylko pojedyncze opowiadania opublikowane w podrzędnych antologiach”11 – konkretnych przykładów osób, tekstów i antologii Grudnik nie podaje, ale argument jest zasadny. Dalej: spotkanie na jednym z festiwali prowadził mężczyzna, co według autora wytworzyło sytuację paradoksalną pod względem przekazu akcji. Na YouTube wprawdzie znajduje się zapis z panelu dyskusyjnego zatytułowanego Groza jest kobietą12, który odbył się podczas krakowskiego festiwalu grozy KFASON w 2015 roku, spotkanie poprowadziła Joanna Widomska – ale może nie o to wydarzenie chodziło autorowi? Dzięki uprzejmości pani Magdaleny Paluch13, inicjatorki akcji Horror jest kobietą i prowadzącej portal Grozownia, dowiedziałem się, że podobne wydarzenie odbyło się w 2019 roku i że wzięły w nim udział inne autorki, a w roli prowadzącego wystąpił Mariusz Wojteczek. Ze względu na poskąpienie danych faktograficznych lub niekompletne badania niezorientowane osoby dowiedziałyby się z tekstu jednak wyłącznie o tym drugim spotkaniu.
Dalej autor zaburza wywód, opisując przedziwną analogię między męską (bardziej znaną) a żeńską (mniej znaną) koszykówką. Dochodzi do wniosku, że ta druga jest „mniej dynamiczna, mniej agresywna i najzwyczajniej mniej ciekawa”14, ponieważ koszykarki o wiele rzadziej niż mężczyźni stosują wsady (sic!). Literatura jest jednak dyscypliną zupełnie inną”15 – uspokaja Grudnik. Według niego „przynajmniej z założenia – wszyscy mają równe szanse” (owo założenie w praktyce raczej się nie sprawdza). Gdyby było inaczej, pisarki nie kryłyby się pod męsko brzmiącymi pseudonimami, jak czyniły to chociażby Violet Paget (pod pseudonimem Vernon Lee), Julia Frankau (pod pseudonimem Frank Danby) czy siostry Brontë (pod imionami Currer, Acton i Ellis oraz nazwiskiem Bell). Nie powstawałyby też takie inicjatywy, jak grupa literacka zrzeszająca twórczynie fantastyki Harda Horda16 czy właśnie Groza jest kobietą. Jednym z wniosków wieńczących tekst jest stwierdzenie, że zarówno pisarze, jak i pisarki grozy tworzą w dużej mierze teksty wtórne i kiepskie pod względem literackim. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że bardziej obrywa się tu właśnie autorkom – świadczy o tym mgliste atakowanie akcji Horror jest kobietą oraz pojawiające się w tekście z gruntu niemerytoryczne komentarze typu:
większość kobiet radzi sobie równie dobrze [jak mężczyźni – K.P.] z operowaniem długopisem czy klawiaturą – choć niektóre musiałyby skrócić paznokcie, by pokazać swój pełny potencjał17.
Ujawnia się tutaj mechanizm czy postać, który/którą można by nazwać Dzbanem Schrödingera18 – spod błazeńskiej czapki rzuca się kąśliwe i mało zasadne osądy, a w odpowiedzi na możliwy sprzeciw ze strony nielicznej przecież widowni zawsze można odrzec, że to jedynie efekt osadzenia figury dawnego ironisty-pamfleciarza w realiach felietonu omawiającego rynek polskiej grozy XXI wieku. Słowem: żarcik-kosmonaucik dla zorientowanych w konwencji. Ale czy tego rodzaju gesty nie zaburzają lektury mniej obytym czytelnikom i czytelniczkom? Jakkolwiek by spojrzeć na tę sprawę, cytaty takie jak powyższy raczej nie powinny znaleźć się w tej publikacji.
Zmiana rejestrów między merytorycznym i mało złośliwym tekstem o nagrodach literackich a rozdziałem o akcji Groza jest kobietą jest dla mnie znacząca. Trudno rozstrzygnąć, czy w omawianym rozdziale mówi sam Grudnik czy jakaś wykreowana postać złośliwego komentatora, pojawiająca się w tekstach tego twórcy nie po raz pierwszy. Pozwolę tu sobie na pewien detour. W antologii Sny umarłych. Polski rocznik weird fiction 2022 odnaleźć można opowiadanie Grudnika Re: Propozycja publikacji, które wywołało pewne poruszenie wśród członków facebookowej grupy Horror Weird Fiction (chodzi o post Weroniki Mamuny z 26 marca 2023 roku)19. Opowiadanie Grudnika stylizowane było na złośliwy pamflet z dawnej prasy, w ironiczny sposób odnoszący się do przywar pisarzy i pisarek. Pojawiły się tam fragmenty, które – potraktowane jako rzeczywiste stanowisko autora – mogłyby wywołać gniew. Parę osób wyraziło oburzenie, co dla innych komentujących stało się asumptem do formułowania – by posłużyć się eufemizmem – bardzo nieprzyjemnych uwag. Być może to właśnie do tego zdarzenia Grudnik odnosi się w rozdziale Krytyka bis:
Innego razu niedzielny SJW (social justice warrior) przekonywał, że jestem seksistą, transfobem, anty-woke-istą i zasadniczo nieprzyjemnym typem, ponieważ taki był narrator w jednym z moich opowiadań20.
Należy tu jednak podkreślić, że rzeczone opowiadanie Grudnika w Snach umarłych wyróżniało się i budziło poruszenie nie bez powodu: zupełnie nie pasowało pod względem tematycznym i formalnym do pozostałych tekstów fabularnych zawartych w tomie, ale również do samego gatunku weird fiction, chyba że jako daleko posunięte nawiązanie intertekstualne do listów H.P. Lovecrafta. Ponadto bohater opowiadania był redaktorem – podobnie jak Grudnik, który pełnił tę funkcję w toku prac nad tomem zawierającym jego tekst. To zaś mogło być zastanawiające dla osób niezorientowanych w konwencji i w konkretnych zadaniach wykonywanych przez redaktorów tomu. W rozdziale Horror jest mężczyzną, podobnie jak w przywołanym opowiadaniu Grudnika, ujawniają się więc w pełni takie cechy jego twórczości (czy to fabularnej czy publicystycznej), jak prowokacyjność i konfrontacyjność.
Jak to jest pisać grozę po polsku?
Autor umieścił w tomie również całkiem rzetelne i wartościowe pod względem merytorycznym teksty, skupiające się na kondycji polskiej literatury grozy. W Przekleństwach przeszłości albo duchach dawnych dni pisze o kłopotliwym dziedzictwie językowym tekstów Edgara Allana Poego i Stefana Grabińskiego, które mocno wpływają również na część współczesnych opowiadań grozy. Grudnik opisuje historycznoliterackie uwarunkowania przekładów tekstów Poego i Grabińskiego, a także ich recepcję, co pozwala wyjaśnić, dlaczego wciąż czasami pojawiają się na polskim poletku grozy opowiadania o charakterystycznej składni czy słownictwie. Z kolei w rozdziale Horror pride Grudnik rozważa, skąd się wzięło negatywne wartościowanie literatury grozy w Polsce. Powodów tego stanu rzeczy upatruje między innymi w okresie PRL (gdy ze względu na obowiązujący kierunek artystyczny wydawanie horrorów było w znacznym stopniu utrudnione), a także w boomie wydawniczym na początku lat 90., którego pokłosiem było ukazanie się na rodzimym rynku nieestetycznie wydanych i jeszcze gorzej przetłumaczonych klasyków zagranicznej literatury grozy. Grudnik ma dwa rozwiązania tych problemów: polepszenie ogólnej jakości grozy literackiej przez położenie większego nacisku na jakość przekładu, redakcję, korektę, a także wydawanie mniejszej liczby książek. I jak się zdaje, te propozycje zostały już wdrożone – przynajmniej częściowo – przez niektóre polskie wydawnictwa. Rezultatem tych działań był choćby przekład opowiadań Howarda Phillipsa Lovecrafta autorstwa Macieja Płazy, za który tłumacz otrzymał prestiżową nagrodę czasopisma „Literatura na Świecie”21. Jakkolwiek idealistyczne, podejście to można zastosować „w skali mikro”22, jak to ujmuje Grudnik. Drugim z rozwiązań jest wyparcie: zrozumienie, skąd nagonka na literaturę grozy i odcięcie się od niej – ale czy to jest w ogóle możliwe?
W tekstach poradnikowych i prognostycznych autor najbardziej wykazuje się swoim doświadczeniem na rynku wydawniczym. W Gatekeeping? pisze o drogach publikacji dla początkującego autora czy autorki. Opisuje realia wydawnicze tradycyjnego obiegu, a także oferty oficyn typu vanity. W Krytyce bis mierzy się z problemem krytykanctwa, czyli hejtu w internecie; dochodzi do wniosku, że ze zjawiskiem tym nie da się nic zrobić, należy więc się od niego odciąć. Trudno powiedzieć, czy wskazówki umieszczone w felietonie Rady dla młodych twórców są rzeczywiście przydatne, mają bowiem ogólny charakter. Ich faktyczną wartość musiałby zatem ocenić ktoś inny. Całkiem interesująco przedstawia się zamykające tom zestawienie sześciu trendów, które mogą wystąpić na polu rodzimej literatury grozy w ciągu następnych lat. Niektóre z nich można dostrzec już teraz, na przykład wydawanie pozycji dostępnych w domenie publicznej, przechodzenie autorów i autorek na selfpublishing czy ich transfer do innych gatunków. W rodzimych utworach fantasy, science fiction czy w horrorze podobne transfery odbywają się od lat, co widać na przykładzie działalności takich pisarzy, jak choćby Jacek Dukaj, Wit Szostak czy Łukasz Orbitowski.
(Pre)tekst
Wielokrotnie sygnalizowałem tu skrótowość, szkicowość, może nawet niekompletność książki. Tym samym wystawiam się na zarzut, że oceniam omawianą pozycję głównie przez pryzmat własnych oczekiwań związanych z tym, jaka mogłaby być. Innymi słowy – przedkładam moje wyobrażenia na temat Gryzę grozę… nad faktyczną treść książki. Według mnie jednak podejście to jest uzasadnione – rolą krytyki jest przecież także sugerowanie zmian, które mogą wpłynąć pozytywnie na kształt określonego dzieła. A mam wrażenie – graniczące z pewnością – że autor mógłby nam przekazać o wiele więcej niż to, o czym pisze w książce. Rodzima groza to temat szerszy i bardziej interesujący, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka, a na dodatek niezbyt zgłębiony23 – Gryzę grozę… lukę tę częściowo zapełnia w sposób przedziwny, choć typowy między innymi dla publikacji naukowych, bo pokazujący konieczność głębszego namysłu nad tematem. Niech więc książka Grudnika stanie się dla kolejnych osób zachętą do odkrywania tajemnic polskiej literatury grozy.
1 Umożliwiło to między innymi opublikowanie w 2023 roku powieści Lagrange. Listy z Ziemi Istvana Vizvary’ego. Książka odbiła się głośnym echem w kręgach polskiego fandomu fantastycznego dzięki wyróżnieniu jej autora trzema najważniejszymi nagrodami przyznawanymi twórcom fantastyki – Nagrodą Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla, Nagrodą Literacką im. Jerzego Żuławskiego oraz nagrodą miesięcznika „Nowa Fantastyka”.
2 K. Grudnik, Gryzę grozę. Notatki o kulturze literackiej polskiego horroru, Kraków: Wydawnictwo IX, 2025, s. 8.
3 Tamże, s. 44.
4 Tamże, s. 68.
5 Tamże, s. 15.
6 Tamże, s. 57.
7 Niemniej w bookmediach istnieją konta skupione na literaturze grozy, które nie służą jako słup reklamowy dla wydawnictw, na przykład: @wielkibuk, @thevampirescholar, @horrory_i_amory, @popkulcik. Trudno jednak ukrywać, że nie gromadzą one (poza Wielkim Bukiem) dużej liczby obserwatorów.
8 Krzysztof Grudnik (spis publikacji autora na stronie czasopisma), online: https://artpapier.com/index.php?page=autorzy&autor=370 [dostęp: 12.01.2026].
9 K. Grudnik, Gryzę grozę…, s. 42.
10 Tamże, s. 51.
11 Tamże, s. 42.
12 Groza jest kobietą, online: https://www.youtube.com/watch?v=Nb1JTBzw3BI [dostęp: 12.01.2026].
13 Serdecznie dziękuję Magdalenie Paluch za przesłanie mi informacji i materiałów dotyczących akcji Horror jest kobietą.
14 K. Grudnik, Gryzę grozę…, s. 42.
15 Tamże.
16 Harda Horda (strona domowa), online: https://www.hardahorda.org/ [dostęp: 12.01.2026].
17 K. Grudnik, Gryzę grozę…, s. 43.
18 Za Miejskim słownikiem slangu i mowy potocznej: „Osoba, która mówi coś obraźliwego lub głupiego i dopiero potem, na podstawie reakcji komentujących, decyduje o tym czy żartowała czy nie”. Zob. Dzban Schrödingera, online: https://www.miejski.pl/slowo-Dzban+Schr%C3%B6dingera [dostęp: 12.01.2026].
19 Grupa jest zamknięta, stąd linkowanie bezpośrednio do postu jest utrudnione. Niech osoby czytające ten szkic wybaczą mi odnoszenie się do niszowych dram na Facebooku; w przypadku tak wąskiego obszaru jak polska groza niekiedy brakuje innych oznak recepcji danych publikacji czy zjawisk, a jak udowodnili Michał Koza i Maciej Mazur, internetowe debaty/dramy/dyskusje o literaturze mogą nam dużo powiedzieć o jej kondycji. Zob. M. Koza, M. Mazur, Przemiany dramy. Ostatnie ćwierć wieku dyskusji literackich, „Ha!art” 2025, nr 61, s. 85–110; M. Koza, Współczesne spory literackie. Gdzie ich szukać?, online: https://michalkoza.pl/wspolczesne-dyskusje-krytyczne-gdzie-ich-szukac/ [dostęp: 12.01.2026].
20 K. Grudnik, Gryzę grozę…, s. 74.
21 Później Płaza przełożył też Wzgórze przyśnień Artura Machena. Interesujący w kontekście tego, co pisze Grudnik o klasykach usuwanych z kategorii literatury grozy, jest opis wydawcy dotyczący rzeczonej książki, opublikowanej przez Państwowy Instytut Wydawniczy: „Niepokojąca powieść walijskiego pisarza, debiutującego jako autor skandalizujących opowiadań grozy, a potem niesłusznie wtłaczanego w ramy tego gatunku, podczas gdy jego hipnotyczna, klarowna proza je przekracza”. Zob. Wzgórze przyśnień, online: https://piw.pl/ebooki/2007-wzgorze-przysnien-9788381960847.html [dostęp: 12.01.2026].
22 K. Grudnik, Gryzę grozę…, s. 56.
23 Warto przywołać tu tekst Mariusza Wojteczka, w którym autor powtarza część rozpoznań Grudnika dotyczących problemów polskiej grozy. Wspomina na przykład o nadprodukcji, stereotypowo niskiej wartości literackiej, ciągłym stosowaniu utartych tropów gatunkowych. Zob. M. Wojteczek, Pięć grzechów głównych polskiego horroru, online: https://badloopus.pl/piec-grzechow-glownych-polskiego-horroru/ [dostęp: 12.01.2026].
