W redakcji „Dziennika Literackiego” wertujemy różnego rodzaju czasopisma w poszukiwaniu interesujących tekstów. Wyławiamy artykuły, które nas intrygują, poruszają, prowokują do rozmowy. Naszym czytelniczkom i czytelnikom również powinny przypaść do gustu. Dlatego w każdy piątek zapraszamy do lektury przeglądu prasy kulturalnej.
„Dialog”
Styczniowy numer „Dialogu” otwiera sztuka Anity Jakubik Trzech migrantów w Polsce, nie licząc nastolatka. To historia Tonga, Hindusa i Gruzina; usiłują oni zdać egzamin, który pozwoli im otrzymać Kartę Prawdziwego Polaka. W tym celu muszą wykazać się konkretnymi umiejętnościami: kupić na poczcie znaczek okolicznościowy z wizerunkiem Jana Pawła II, zdobyć skierowanie do NFZ i załatwić sprawę w urzędzie. Zderzenie z polskimi absurdami mogłoby wydawać się śmieszne, gdyby nie było aż tak prawdziwe. Tekst Jakubik nawiązuje do rakugo, klasycznej japońskiej sztuki opowiadania historii, sięgającej okresu wojen domowych w XVI wieku, kiedy to jeden aktor siedział na scenie i snuł swoją opowieść. Może się nam to kojarzyć ze stand-upem, ale nim nie jest, co tak wyjaśnia autorka w zamieszczonym w miesięczniku wywiadzie:
Stand-up skupia się na osobie stand-upera, to on jest na scenie najważniejszy. Natomiast w rakugo rakugoka, czyli gawędziarz, jest tylko nośnikiem historii. Najważniejsza jest sama opowieść. I nie jest to opowieść osobista.
Intrygujący jest język Trzech migrantów. Hindus posługuje się archaiczną polszczyzną rodem z dzieł Sienkiewicza, Tonga używa kolokwializmów, zdań zaczerpniętych z mowy codziennej, natomiast Gruzin, żeby ukryć nieznajomość polskiego, porozumiewa się za pomocą znaków emotywnych. Ta ostatnia postać może być prawdziwym wyzwaniem dla grającego ją aktora.
*
Wyzwaniem dla środowiska, i to niekoniecznie wyłącznie akademickiego, okazała się książka Gorycz Anny Zawadzkiej. Historia naukowczyni, którą sytuacja życiowa zmusiła do emigracji do Berlina i zostania niewykwalifikowaną robotnicą, jest opisem upokorzeń doznawanych przez autorkę, a równocześnie oskarżeniem pod adresem zamożnej klasy średniej mającej za nic ludzi pracujących za najniższą stawkę.
Redakcja „Dialogu” zainicjowała debatę na temat książki; w dyskusji wzięli udział twórcy mający doświadczenia prekaryjnego życia. Głos zabrał między innymi Mariusz Gołosz, autor sztuki Pieśni piekarzy polskich. Jako były pracownik fizyczny nie do końca zgadza się z Zawadzką, badaczką, „która obserwuje plemiona robotnicze i dziwi się, że nie reprezentują jej światopoglądu”. Z kolei dla Doroty Kotas: „Gorycz jest brakującym głosem, który równoważy zachwianą równowagę reprezentacji tematu pracy w polu literackim”. Dyskusję podsumowuje esej Marudy czy może maruderki? O niemiłych narratorkach we współczesnej prozie Anny Marchewki. Krytyczka odnosi się do tematu, sięgając między innymi po prozę Annie Ernaux, która, „nie chce pisać ładnie, pozbywa się całej ładności”, a mimo to „jej surowe, bezwzględne pisarstwo zmieniło nie tylko świat literatury”.
https://www.dialog-pismo.pl/archiwum-numerow/numer-12026–827
„Odra”
W lutowym numerze „Odry” warto przeczytać dwa intrygujące teksty poświęcone polskim pisarzom, Stefanowi Chwinowi i Witoldowi Gombrowiczowi. Już na początku rozmowy z Chwinem została przywołana osoba Gunthera von Hagensa, nazywanego Doktorem Śmierć. Parę lat temu mogliśmy oglądać wystawę jego plastynatów, czyli wypreparowanych zwłok ludzkich. Stefan Chwin zawarł jej opis w jednej ze swoich powieści. W wywiadzie stało się to pretekstem do rozważań nad tym, jak ze szczątkami bliskich radzą sobie ludzie w różnych kulturach.
Pisarz przywołuje sytuacje zaobserwowane w Meksyku, gdzie w Dniu Zmarłych ludzie kupują kościotrupy z cukru, a obiektem kultu stają się czteroletnie dzieci w kryształowych trumnach. Z tej perspektywy plastynaty von Hagensa są tylko jednym z przykładów tego, co można zrobić z ludzkim ciałem. Dla autora Hanemanna znacznie straszniejsza od nich jest sama kremacja. Zastrzegał on, że sam nie pozwoli się jej poddać. Podczas spotkania prowadzonego przez Sergiusza Sternę-Wachowiaka w ramach cyklu Rozmowy przy Krakowskim Przedmieściu Stefan Chwin mówił:
Zresztą, o ile wiem, w Kościele ciągle toczą się spory między innymi o to, czy kremacja jest dozwolona czy nie; część duchownych uważa, że jednak nie, część uważa, że tak. Von Hagens może nas niepokoić w aspekcie moralnym, że to skomercjalizował, bo poza tym jednak unieśmiertelnia ciała, realizując marzenie, które w świadomości ludzkiej istnieje od bardzo dawnego czasu.
Aż chce się sięgnąć do styczniowego wydania „Odry”, w którym została zamieszczona pierwsza część rozmowy.
*
„Dziennik 1953–56” – to mój dziennik pisarza, uważany przez Czesława Miłosza za najważniejsze dzieło powojennej literatury polskiej. Jesteśmy w trakcie jego tłumaczenia na język francuski. Czasopismo francuskie opublikuje fragmenty być może już w październikowym numerze.
Tak Witold Gombrowicz w 1958 roku rekomendował swoje dzieło niemieckiemu wydawcy Güntherowi Neskemu. W marcowym numerze „Odry” planowana jest publikacja wyboru ich listów. Zanim to nastąpi, polecamy artykuł Marka Zybura Niezwykle trudno sprzedać tę książkę. Niemieckie perypetie „Dziennika” Witolda Gombrowicza, stanowiący niezmiernie ciekawe wprowadzenie do tej korespondencji.
Witold Gombrowicz naciskał na wydawcę, żeby dzieło ukazało się wraz z odautorskimi komentarzami. Neske był temu przeciwny, gdyż uważał, że teksty powinny bronić się same. W przypadku Ferdydurke odmówił dołączenia wstępu, Dzienniki ukazały się jednak z przedmową. „Wszystko, co piszę o Berlinie, będzie z pewnością zinterpretowane w sensie politycznym, zwłaszcza gdy chodzi o pojedyncze fragmenty wyrwane z kontekstu” – tego argumentu, żeby przekonać wydawcę, użył w jednym z cytowanych w tekście listów. Lektura obowiązkowa!
„Literatura na Świecie”
A Yi, Chen Qiufan, Hao Jingfang, Liu Cixin, Shen Fuyu, Tan Bo, Zhao Haihong, Zheng Wanlong – to chińscy pisarze i pisarki, których proza wyznacza główną opowieść listopadowo-grudniowego numeru „Literatury na Świecie”. Wśród wspomnianych twórców znajdziemy przedstawicieli prozy realistycznej, science fiction, literackiego nurtu „poszukiwania korzeni” lub tak zwanej prozy miejskiej. Różnorodność stylów, perspektyw i wrażliwości językowej układa się w swego rodzaju kalejdoskop chińskiej literatury, a jego klamrę stanowi tekst autorstwa Joanny Krenz Półprzewodnik po współczesnej literaturze chińskiej. Badaczka zaznacza, że tytuł artykułu jest nieprzypadkowy, a skupienie się na pewnym wycinku rzeczywistości literackiej było wynikiem zwyczajnego pragmatyzmu. Nie sposób przecież na kilkunastu stronach, choćby pobieżnie, przedstawić całego bogactwa literatury Państwa Środka.
Krenz dźwignęła ciężar tej decyzji. Nie doświadczamy tu wrażenia zubożenia czy fragmentarycznego potraktowania zagadnienia. Rozpiętość analizy Krenz obejmuje zarówno przykłady prozy, w której „ktoś ni stąd, ni zowąd zaczyna wypruwać sobie wnętrzności, efektownie defekuje albo z lubością opowiada o fermach mięsnych, gdzie hoduje się dzieci na wystawne bankiety dla państwowych dostojników”, jak i spokojniejsze w tonie powieści miejskie – kroniki wczesnokapitalistycznego Szanghaju lub „mroczne wizerunki miast położonych w delcie Rzeki Perłowej”. Niezależnie od tego, czy narracja prowadzi nas przez złożone kwestie chińskiego kompleksu noblowskiego czy zastanawiającego zjawiska wysypu książek pisanych przez kurierów, mamy do czynienia z naprawdę ciekawym przeglądem literackim bądź, jak chce autorka, półprzewodnikiem.
*
Mimo zdecydowanej objętościowej przewagi tematu chińskiej literatury na łamach „Literatury na Świecie” w numerze znalazło się też miejsce dla Charlesa Reznikoffa. Ten amerykański przedstawiciel szkoły obiektywistów, polskim czytelnikom przypomniany kilka lat temu zbiorem wierszy Co robisz na naszej ulicy (WBPiCAK, 2019), słusznie zadomowił się w naszym pejzażu poetyckim. Dwadzieścia sześć utworów opublikowanych w ostatnim numerze dwumiesięcznika to wybór z ponad czterystu „wierszy sądowych”, pochodzących z rozległego cyklu poetycko-dokumentalnego Świadectwa. Funkcję komentarza pełni tu tekst Piotra Sommera – autora przekładu poezji Reznikoffa. Jego Test wiersza to swego rodzaju kompas ułatwiający poruszanie się po różnych płaszczyznach lektury, a także zachęta do samodzielnej podróży literackiej i do rysowania mapy odkrywanych znaczeń.
Sommer mierzy się z faktograficznym, niezwykle oszczędnym językiem poezji Reznikoffa. Jako czytelnicy wchodzimy w świat przemocy, problemów z prawem, wyzysku osób czarnoskórych, zajmujących (często za sprawą innych ludzi) najniższe szczeble drabiny społecznej. Poezja reportażowa – ów dwugłos porządków poetyckiego i faktograficznego – pozostawia czytelnika z uczuciem dyskomfortu. I paradoksalnie to właśnie jest jej największym atutem.
https://sklep.instytutksiazki.pl/produkt/literatura-na-swiecie-11–12-2025/
„Czas Literatury”
Tekst Pauliny Frankiewicz O tworzeniu ram do życia (wśród) opowieści to pewnego rodzaju manifest wspólnotowy, oparty na doświadczeniu literackim. Z czytelniczych więzi, powstających w wyniku różnorodnych działań okołoksiążkowych, tworzą się tytułowe ramy do życia. To w tym obrysie, zdaniem autorki, możemy bezpieczniej i ciekawiej przeżywać naszą codzienność. Tak jak pisanie literatury wymaga od nas pewnego odcięcia się od świata, zanurzenia w samotności, tak czytanie i rozmawianie o książkach mogą być wspólne. Spotkania autorskie i przestrzenie księgarni zachęcają nas do osobistego i głębokiego przetwarzania tego doświadczenia. Według Frankiewicz:
nie ma […] drugiej równie egalitarnej aktywności proczytelniczej jak otwarty klub książki działający w poprzek społecznych, klasowych, genderowych, wiekowych i innych podziałów. Wszystkie głosy są równie uprawnione w dyskusji, każda interpretacja zasługuje na uwagę.
Lektura tego eseju wywołuje poczucie stopniowego, ale chyba nieuniknionego przesiąkania duchem aktywizmu czytelniczego, z rozbudzoną potrzebą wyjścia w świat. Bez górnolotnych haseł, za to z nadzieją na lepsze umoszczenie się w rzeczywistości.
*
Dział poezji w najnowszym numerze kwartalnika „Czas Literatury” tworzą wielogłosy poetek i poetów, którzy swoją wrażliwość kierują w stronę codzienności. Przez eksplorowanie zwyczajnych zjawisk pokazują, że położenie akcentu na powszedniość i pozorną błahość rzeczy może przywrócić zagubioną witalność życia. Redakcja, jak pisze Iwona Boruszkowska we wstępie do numeru, „zadaje sobie pytania: co literatura potrafi wydobyć z tego, co na co dzień? Jakie znaczenia kryją się w «małych» historiach, w przestrzeniach kuchni, tramwajów, osiedli, sklepów, aplikacji?”.
Obrazy szarego grudniowego czasu przed świtem, błota i marznącej mżawki w wierszach Julii Fiedorczuk, niepokojąca obecność (a może przeczucie?) wampirzej zjawy we frazach Anouk Herman, wreszcie trywialna czynność oddychania rozpisana na reakcje chemiczne w poezji Łęka Zygmuntównego sprawiają, że dokonujemy czytelniczego skoku w głąb wspomnianej powszedniości. Dopełnieniem tej przygody stają się wiersze Wojciecha Kopcia, Mateusza Żaboklickiego i Aleksandry Pionki, umieszczone jak gdyby w filmowych kadrach: codzienności na poczcie, martwych peronów, stosów prania czy obrazów mchu i kory. W ten sposób utwory kierują naszą uwagę na detale i emocje tak zwanej prozy życia. Dobrze przypomnieć sobie, że z tej prozy może narodzić się wspaniała poezja.