Prasówka (6 lutego 2026)

W redak­cji „Dzien­ni­ka Lite­rac­kie­go” wer­tu­je­my róż­ne­go rodza­ju cza­so­pi­sma w poszu­ki­wa­niu inte­re­su­ją­cych tek­stów. Wyła­wia­my arty­ku­ły, któ­re nas intry­gu­ją, poru­sza­ją, pro­wo­ku­ją do roz­mo­wy. Naszym czy­tel­nicz­kom i czy­tel­ni­kom rów­nież powin­ny przy­paść do gustu. Dla­te­go w każ­dy pią­tek zapra­sza­my do lek­tu­ry prze­glą­du pra­sy kul­tu­ral­nej.

„Dialog”

Stycz­nio­wy numer „Dia­lo­gu” otwie­ra sztu­ka Ani­ty Jaku­bik Trzech migran­tów w Pol­sce, nie licząc nasto­lat­ka. To histo­ria Ton­ga, Hin­du­sa i Gru­zi­na; usi­łu­ją oni zdać egza­min, któ­ry pozwo­li im otrzy­mać Kar­tę Praw­dzi­we­go Pola­ka. W tym celu muszą wyka­zać się kon­kret­ny­mi umie­jęt­no­ścia­mi: kupić na poczcie zna­czek oko­licz­no­ścio­wy z wize­run­kiem Jana Paw­ła II, zdo­być skie­ro­wa­nie do NFZ i zała­twić spra­wę w urzę­dzie. Zde­rze­nie z pol­ski­mi absur­da­mi mogło­by wyda­wać się śmiesz­ne, gdy­by nie było aż tak praw­dzi­we. Tekst Jaku­bik nawią­zu­je do raku­go, kla­sycz­nej japoń­skiej sztu­ki opo­wia­da­nia histo­rii, się­ga­ją­cej okre­su wojen domo­wych w XVI wie­ku, kie­dy to jeden aktor sie­dział na sce­nie i snuł swo­ją opo­wieść. Może się nam to koja­rzyć ze stand-upem, ale nim nie jest, co tak wyja­śnia autor­ka w zamiesz­czo­nym w mie­sięcz­ni­ku wywia­dzie:

Stan­d­-up sku­pia się na oso­bie stand-upe­ra, to on jest na sce­nie naj­waż­niej­szy. Na­tomiast w raku­go raku­go­ka, czy­li gawę­dziarz, jest tyl­ko nośni­kiem histo­rii. Naj­ważniejsza jest sama opo­wieść. I nie jest to opo­wieść oso­bi­sta.

Intry­gu­ją­cy jest język Trzech migran­tów. Hin­dus posłu­gu­je się archa­icz­ną pol­sz­czy­zną rodem z dzieł Sien­kie­wi­cza, Ton­ga uży­wa kolo­kwia­li­zmów, zdań zaczerp­nię­tych z mowy codzien­nej, nato­miast Gru­zin, żeby ukryć nie­zna­jo­mość pol­skie­go, poro­zu­mie­wa się za pomo­cą zna­ków emo­tyw­nych. Ta ostat­nia postać może być praw­dzi­wym wyzwa­niem dla gra­ją­ce­go ją akto­ra.

*

Wyzwa­niem dla śro­do­wi­ska, i to nie­ko­niecz­nie wyłącz­nie aka­de­mic­kie­go, oka­za­ła się książ­ka Gorycz Anny Zawadz­kiej. Histo­ria naukow­czy­ni, któ­rą sytu­acja życio­wa zmu­si­ła do emi­gra­cji do Ber­li­na i zosta­nia nie­wy­kwa­li­fi­ko­wa­ną robot­ni­cą, jest opi­sem upo­ko­rzeń dozna­wa­nych przez autor­kę, a rów­no­cze­śnie oskar­że­niem pod adre­sem zamoż­nej kla­sy śred­niej mają­cej za nic ludzi pra­cu­ją­cych za naj­niż­szą staw­kę.

Redak­cja „Dia­lo­gu” zaini­cjo­wa­ła deba­tę na temat książ­ki; w dys­ku­sji wzię­li udział twór­cy mają­cy doświad­cze­nia pre­ka­ryj­ne­go życia. Głos zabrał mię­dzy inny­mi Mariusz Gołosz, autor sztu­ki Pie­śni pie­ka­rzy pol­skich. Jako były pra­cow­nik fizycz­ny nie do koń­ca zga­dza się z Zawadz­ką, badacz­ką, „któ­ra obser­wu­je ple­mio­na robot­ni­cze i dzi­wi się, że nie repre­zen­tu­ją jej świa­to­po­glą­du”. Z kolei dla Doro­ty Kotas: „Gorycz jest bra­ku­ją­cym gło­sem, któ­ry rów­no­wa­ży zachwia­ną rów­no­wa­gę repre­zen­ta­cji tema­tu pra­cy w polu lite­rac­kim”. Dys­ku­sję pod­su­mo­wu­je esej Maru­dy czy może maru­der­ki? O nie­mi­łych nar­ra­tor­kach we współ­cze­snej pro­zie Anny Mar­chew­ki. Kry­tycz­ka odno­si się do tema­tu, się­ga­jąc mię­dzy inny­mi po pro­zę Annie Ernaux, któ­ra, „nie chce pisać ład­nie, pozby­wa się całej ład­no­ści”, a mimo to „jej suro­we, bez­względne pisar­stwo zmie­ni­ło nie tyl­ko świat lite­ra­tu­ry”.

https://www.dialog-pismo.pl/archiwum-numerow/numer-12026–827

Okładka styczniowego numeru czasopisma „Dialog”
„Dialog” 2026, nr 1.

„Odra”

W luto­wym nume­rze „Odry” war­to prze­czy­tać dwa intry­gu­ją­ce tek­sty poświę­co­ne pol­skim pisa­rzom, Ste­fa­no­wi Chwi­no­wi i Witol­do­wi Gom­bro­wi­czo­wi. Już na począt­ku roz­mo­wy z Chwi­nem zosta­ła przy­wo­ła­na oso­ba Gun­the­ra von Hagen­sa, nazy­wa­ne­go Dok­to­rem Śmierć. Parę lat temu mogli­śmy oglą­dać wysta­wę jego pla­sty­na­tów, czy­li wypre­pa­ro­wa­nych zwłok ludz­kich. Ste­fan Chwin zawarł jej opis w jed­nej ze swo­ich powie­ści. W wywia­dzie sta­ło się to pre­tek­stem do roz­wa­żań nad tym, jak ze szcząt­ka­mi bli­skich radzą sobie ludzie w róż­nych kul­tu­rach.

Pisarz przy­wo­łu­je sytu­acje zaob­ser­wo­wa­ne w Mek­sy­ku, gdzie w Dniu Zmar­łych ludzie kupu­ją kościo­tru­py z cukru, a obiek­tem kul­tu sta­ją się czte­ro­let­nie dzie­ci w krysz­ta­ło­wych trum­nach. Z tej per­spek­ty­wy pla­sty­na­ty von Hagen­sa są tyl­ko jed­nym z przy­kła­dów tego, co moż­na zro­bić z ludz­kim cia­łem. Dla auto­ra Hane­man­na znacz­nie strasz­niej­sza od nich jest sama kre­ma­cja. Zastrze­gał on, że sam nie pozwo­li się jej pod­dać. Pod­czas spo­tka­nia pro­wa­dzo­ne­go przez Ser­giu­sza Ster­nę-Wacho­wia­ka w ramach cyklu Roz­mo­wy przy Kra­kow­skim Przed­mie­ściu Ste­fan Chwin mówił:

Zresz­tą, o ile wiem, w Koście­le cią­gle toczą się spo­ry mię­dzy inny­mi o to, czy kre­ma­cja jest dozwo­lo­na czy nie; część duchow­nych uwa­ża, że jed­nak nie, część uwa­ża, że tak. Von Hagens może nas nie­po­ko­ić w aspek­cie moral­nym, że to sko­mer­cja­li­zo­wał, bo poza tym jed­nak unie­śmier­tel­nia cia­ła, reali­zu­jąc marze­nie, któ­re w świa­do­mo­ści ludz­kiej ist­nie­je od bar­dzo daw­ne­go cza­su.

Aż chce się się­gnąć do stycz­nio­we­go wyda­nia „Odry”, w któ­rym zosta­ła zamiesz­czo­na pierw­sza część roz­mo­wy.

*

Dzien­nik 1953–56” – to mój dzien­nik pisa­rza, uwa­ża­ny przez Cze­sła­wa Miło­sza za naj­waż­niej­sze dzie­ło powo­jen­nej lite­ra­tu­ry pol­skiej. Jeste­śmy w trak­cie jego tłu­ma­cze­nia na język fran­cu­ski. Cza­so­pi­smo fran­cu­skie opu­bli­ku­je frag­men­ty być może już w paź­dzier­ni­ko­wym nume­rze.

Tak Witold Gom­bro­wicz w 1958 roku reko­men­do­wał swo­je dzie­ło nie­miec­kie­mu wydaw­cy Gün­the­ro­wi Neske­mu. W mar­co­wym nume­rze „Odry” pla­no­wa­na jest publi­ka­cja wybo­ru ich listów. Zanim to nastą­pi, pole­ca­my arty­kuł Mar­ka Zybu­ra Nie­zwy­kle trud­no sprze­dać tę książ­kę. Nie­miec­kie pery­pe­tie „Dzien­ni­ka” Witol­da Gom­bro­wi­cza, sta­no­wią­cy nie­zmier­nie cie­ka­we wpro­wa­dze­nie do tej kore­spon­den­cji.

Witold Gom­bro­wicz naci­skał na wydaw­cę, żeby dzie­ło uka­za­ło się wraz z odau­tor­ski­mi komen­ta­rza­mi. Neske był temu prze­ciw­ny, gdyż uwa­żał, że tek­sty powin­ny bro­nić się same. W przy­pad­ku Fer­dy­dur­ke odmó­wił dołą­cze­nia wstę­pu, Dzien­ni­ki uka­za­ły się jed­nak z przed­mo­wą. „Wszyst­ko, co piszę o Ber­li­nie, będzie z pew­no­ścią zin­ter­pre­to­wa­ne w sen­sie poli­tycz­nym, zwłasz­cza gdy cho­dzi o poje­dyn­cze frag­men­ty wyrwa­ne z kon­tek­stu” – tego argu­men­tu, żeby prze­ko­nać wydaw­cę, użył w jed­nym z cyto­wa­nych w tek­ście listów. Lek­tu­ra obo­wiąz­ko­wa!

https://okis.pl/miesiecznik-odra/w‑aktualnym-numerze/

Okładka czasopisma „Odra” 2026, nr 2
„Odra” 2026, nr 2.

„Literatura na Świecie”

A Yi, Chen Qiu­fan, Hao Jing­fang, Liu Cixin, Shen Fuyu, Tan Bo, Zhao Haihong, Zheng Wan­long – to chiń­scy pisa­rze i pisar­ki, któ­rych pro­za wyzna­cza głów­ną opo­wieść listo­pa­do­wo-gru­dnio­we­go nume­ru „Lite­ra­tu­ry na Świe­cie”. Wśród wspo­mnia­nych twór­ców znaj­dzie­my przed­sta­wi­cie­li pro­zy reali­stycz­nej, scien­ce fic­tion, lite­rac­kie­go nur­tu „poszu­ki­wa­nia korze­ni” lub tak zwa­nej pro­zy miej­skiej. Róż­no­rod­ność sty­lów, per­spek­tyw i wraż­li­wo­ści języ­ko­wej ukła­da się w swe­go rodza­ju kalej­do­skop chiń­skiej lite­ra­tu­ry, a jego klam­rę sta­no­wi tekst autor­stwa Joan­ny Krenz Pół­prze­wod­nik po współ­cze­snej lite­ra­tu­rze chiń­skiej. Badacz­ka zazna­cza, że tytuł arty­ku­łu jest nie­przy­pad­ko­wy, a sku­pie­nie się na pew­nym wycin­ku rze­czy­wi­sto­ści lite­rac­kiej było wyni­kiem zwy­czaj­ne­go prag­ma­ty­zmu. Nie spo­sób prze­cież na kil­ku­na­stu stro­nach, choć­by pobież­nie, przed­sta­wić całe­go bogac­twa lite­ra­tu­ry Pań­stwa Środ­ka.

Krenz dźwi­gnę­ła cię­żar tej decy­zji. Nie doświad­cza­my tu wra­że­nia zubo­że­nia czy frag­men­ta­rycz­ne­go potrak­to­wa­nia zagad­nie­nia. Roz­pię­tość ana­li­zy Krenz obej­mu­je zarów­no przy­kła­dy pro­zy, w któ­rej „ktoś ni stąd, ni zowąd zaczy­na wypru­wać sobie wnętrz­no­ści, efek­tow­nie defe­ku­je albo z lubo­ścią opo­wia­da o fer­mach mię­snych, gdzie hodu­je się dzie­ci na wystaw­ne ban­kie­ty dla pań­stwo­wych dostoj­ni­ków”, jak i spo­koj­niej­sze w tonie powie­ści miej­skie – kro­ni­ki wcze­sno­ka­pi­ta­li­stycz­ne­go Szan­gha­ju lub „mrocz­ne wize­run­ki miast poło­żo­nych w del­cie Rze­ki Per­ło­wej”. Nie­za­leż­nie od tego, czy nar­ra­cja pro­wa­dzi nas przez zło­żo­ne kwe­stie chiń­skie­go kom­plek­su noblow­skie­go czy zasta­na­wia­ją­ce­go zja­wi­ska wysy­pu ksią­żek pisa­nych przez kurie­rów, mamy do czy­nie­nia z napraw­dę cie­ka­wym prze­glą­dem lite­rac­kim bądź, jak chce autor­ka, pół­prze­wod­ni­kiem.

*

Mimo zde­cy­do­wa­nej obję­to­ścio­wej prze­wa­gi tema­tu chiń­skiej lite­ra­tu­ry na łamach „Lite­ra­tu­ry na Świe­cie” w nume­rze zna­la­zło się też miej­sce dla Char­le­sa Rezni­kof­fa. Ten ame­ry­kań­ski przed­sta­wi­ciel szko­ły obiek­ty­wi­stów, pol­skim czy­tel­ni­kom przy­po­mnia­ny kil­ka lat temu zbio­rem wier­szy Co robisz na naszej uli­cy (WBPi­CAK, 2019), słusz­nie zado­mo­wił się w naszym pej­za­żu poetyc­kim. Dwa­dzie­ścia sześć utwo­rów opu­bli­ko­wa­nych w ostat­nim nume­rze dwu­mie­sięcz­ni­ka to wybór z ponad czte­ry­stu „wier­szy sądo­wych”, pocho­dzą­cych z roz­le­głe­go cyklu poetyc­ko-doku­men­tal­ne­go Świa­dec­twa. Funk­cję komen­ta­rza peł­ni tu tekst Pio­tra Som­me­ra – auto­ra prze­kła­du poezji Rezni­kof­fa. Jego Test wier­sza to swe­go rodza­ju kom­pas uła­twia­ją­cy poru­sza­nie się po róż­nych płasz­czy­znach lek­tu­ry, a tak­że zachę­ta do samo­dziel­nej podró­ży lite­rac­kiej i do ryso­wa­nia mapy odkry­wa­nych zna­czeń.

Som­mer mie­rzy się z fak­to­gra­ficz­nym, nie­zwy­kle oszczęd­nym języ­kiem poezji Rezni­kof­fa. Jako czy­tel­ni­cy wcho­dzi­my w świat prze­mo­cy, pro­ble­mów z pra­wem, wyzy­sku osób czar­no­skó­rych, zaj­mu­ją­cych (czę­sto za spra­wą innych ludzi) naj­niż­sze szcze­ble dra­bi­ny spo­łecz­nej. Poezja repor­ta­żo­wa – ów dwu­głos porząd­ków poetyc­kie­go i fak­to­gra­ficz­ne­go – pozo­sta­wia czy­tel­ni­ka z uczu­ciem dys­kom­for­tu. I para­dok­sal­nie to wła­śnie jest jej naj­więk­szym atu­tem.

https://sklep.instytutksiazki.pl/produkt/literatura-na-swiecie-11–12-2025/

Okładka czasopisma „Literatura na Świecie” 2025, nr 11–12.
„Literatura na Świecie” 2025, nr 11–12.

„Czas Literatury”

Tekst Pau­li­ny Fran­kie­wicz O two­rze­niu ram do życia (wśród) opo­wie­ści to pew­ne­go rodza­ju mani­fest wspól­no­to­wy, opar­ty na doświad­cze­niu lite­rac­kim. Z czy­tel­ni­czych wię­zi, powsta­ją­cych w wyni­ku róż­no­rod­nych dzia­łań oko­łok­siąż­ko­wych, two­rzą się tytu­ło­we ramy do życia. To w tym obry­sie, zda­niem autor­ki, może­my bez­piecz­niej i cie­ka­wiej prze­ży­wać naszą codzien­ność. Tak jak pisa­nie lite­ra­tu­ry wyma­ga od nas pew­ne­go odcię­cia się od świa­ta, zanu­rze­nia w samot­no­ści, tak czy­ta­nie i roz­ma­wia­nie o książ­kach mogą być wspól­ne. Spo­tka­nia autor­skie i prze­strze­nie księ­gar­ni zachę­ca­ją nas do oso­bi­ste­go i głę­bo­kie­go prze­twa­rza­nia tego doświad­cze­nia. Według Fran­kie­wicz:

nie ma […] dru­giej rów­nie ega­li­tar­nej aktyw­no­ści pro­czy­tel­ni­czej jak otwar­ty klub książ­ki dzia­ła­ją­cy w poprzek spo­łecz­nych, kla­so­wych, gen­de­ro­wych, wie­ko­wych i innych podzia­łów. Wszyst­kie gło­sy są rów­nie upraw­nio­ne w dys­ku­sji, każ­da inter­pre­ta­cja zasłu­gu­je na uwa­gę.

Lek­tu­ra tego ese­ju wywo­łu­je poczu­cie stop­nio­we­go, ale chy­ba nie­unik­nio­ne­go prze­sią­ka­nia duchem akty­wi­zmu czy­tel­ni­cze­go, z roz­bu­dzo­ną potrze­bą wyj­ścia w świat. Bez gór­no­lot­nych haseł, za to z nadzie­ją na lep­sze umosz­cze­nie się w rze­czy­wi­sto­ści.

*

Dział poezji w naj­now­szym nume­rze kwar­tal­ni­ka „Czas Lite­ra­tu­ry” two­rzą wie­lo­gło­sy poetek i poetów, któ­rzy swo­ją wraż­li­wość kie­ru­ją w stro­nę codzien­no­ści. Przez eks­plo­ro­wa­nie zwy­czaj­nych zja­wisk poka­zu­ją, że poło­że­nie akcen­tu na powsze­dniość i pozor­ną bła­hość rze­czy może przy­wró­cić zagu­bio­ną wital­ność życia. Redak­cja, jak pisze Iwo­na Borusz­kow­ska we wstę­pie do nume­ru, „zada­je sobie pyta­nia: co lite­ra­tu­ra potra­fi wydo­być z tego, co na co dzień? Jakie zna­cze­nia kry­ją się w «małych» histo­riach, w prze­strze­niach kuch­ni, tram­wa­jów, osie­dli, skle­pów, apli­ka­cji?”.

Obra­zy sza­re­go gru­dnio­we­go cza­su przed świ­tem, bło­ta i mar­z­ną­cej mżaw­ki w wier­szach Julii Fie­dor­czuk, nie­po­ko­ją­ca obec­ność (a może prze­czu­cie?) wam­pi­rzej zja­wy we fra­zach Ano­uk Her­man, wresz­cie try­wial­na czyn­ność oddy­cha­nia roz­pi­sa­na na reak­cje che­micz­ne w poezji Łęka Zyg­mun­tów­ne­go spra­wia­ją, że doko­nu­je­my czy­tel­ni­cze­go sko­ku w głąb wspo­mnia­nej powsze­dnio­ści. Dopeł­nie­niem tej przy­go­dy sta­ją się wier­sze Woj­cie­cha Kop­cia, Mate­usza Żabo­klic­kie­go i Alek­san­dry Pion­ki, umiesz­czo­ne jak gdy­by w fil­mo­wych kadrach: codzien­no­ści na poczcie, mar­twych pero­nów, sto­sów pra­nia czy obra­zów mchu i kory. W ten spo­sób utwo­ry kie­ru­ją naszą uwa­gę na deta­le i emo­cje tak zwa­nej pro­zy życia. Dobrze przy­po­mnieć sobie, że z tej pro­zy może naro­dzić się wspa­nia­ła poezja.

https://www.czasliteratury.pl/numer/4–32-zima-2025/

Okładka czasopisma „Czas Literatury” 2025, nr 4.
„Czas Literatury” 2025, nr 4.

– dziennikarka, publicystka, redaktorka, absolwentka teatrologii na Uniwersytecie Jagiellońskim.

więcej →

– redaktorka, recenzentka literacka.

więcej →

Powiązane teksty