Prasówka (13 lutego 2026)

W redak­cji „Dzien­ni­ka Lite­rac­kie­go” wer­tu­je­my róż­ne­go rodza­ju cza­so­pi­sma w poszu­ki­wa­niu inte­re­su­ją­cych tek­stów. Wyła­wia­my arty­ku­ły, któ­re nas intry­gu­ją, poru­sza­ją, pro­wo­ku­ją do roz­mo­wy. Naszym czy­tel­nicz­kom i czy­tel­ni­kom rów­nież powin­ny przy­paść do gustu. Dla­te­go w każ­dy pią­tek zapra­sza­my do lek­tu­ry prze­glą­du pra­sy kul­tu­ral­nej.

„Herito”

Naj­now­sze wyda­nie maga­zy­nu „Heri­to” zosta­ło w cało­ści poświę­co­ne miej­scom gra­nicz­nym w Euro­pie Środ­ko­wej, któ­re w pew­nym sen­sie sta­ły się świad­ka­mi, a tak­że ofia­ra­mi prze­mian. Poszu­ku­jąc tro­pów lite­rac­kich, w pierw­szej kolej­no­ści się­gnę­ły­śmy po tekst Macie­ja Czer­wiń­skie­go Mit­te­leu­ro­pa Medi­ter­ra­nea? Adria­tyc­ki polip­tyk.

Pre­zen­ta­cję trud­nej histo­rii wschod­nie­go wybrze­ża Adria­ty­ku autor roz­po­czy­na od opi­su pomni­ka Gabrie­la d’Annunzia znaj­du­ją­ce­go się na jed­nej z ulic Trie­stu. Wło­ski poeta, a rów­no­cze­śnie skraj­nie pra­wi­co­wy poli­tyk, któ­re­go spo­sób prze­ma­wia­nia do tłu­mów naśla­do­wał sam Beni­to Mus­so­li­ni, sie­dzi na mur­ku pochy­lo­ny nad książ­ką. Odkąd rzeź­ba poja­wi­ła się w prze­strze­ni publicz­nej, wywo­łu­je obu­rze­nie ze wzglę­du na nacjo­na­li­stycz­ne poglą­dy pisa­rza, a tak­że jego dzia­łal­ność na rzecz przy­łą­cze­nia do Włoch Dal­ma­cji, według nie­go pochop­nie i bez prze­le­wa­nia krwi odda­nej Chor­wa­tom.

„Mimo pró­by narzu­ce­nia mu wize­run­ku poety i inte­lek­tu­ali­sty w Chor­wa­cji i Sło­we­nii został zapa­mię­ta­ny jako uoso­bie­nie nega­cji sło­wiań­sko­ści wschod­nie­go wybrze­ża Adria­ty­ku, sym­bol wło­skich pre­ten­sji tery­to­rial­nych, piew­ca nie­na­wi­ści” – pisze Czer­wiń­ski. Autor przy­po­mi­na rów­nież odwrot­ną sytu­ację, kie­dy to w Pała­cu Dio­kle­cja­na w Spli­cie sta­nął ogrom­ny posąg Grze­go­rza z Ninu (w cza­sie dru­giej woj­ny świa­to­wej został prze­nie­sio­ny za Zło­tą Bra­mę). Posta­wie­nie tej rzeź­by, przez Chor­wa­tów uzna­wa­nej za sym­bol ich wie­lo­wie­ko­wej obec­no­ści w Dal­ma­cji, Wło­si ode­bra­li jako akt dewa­sta­cji har­mo­nij­ne­go pięk­na antycz­nej budow­li przez pry­mi­tyw­nych Sło­wian i Bał­kań­czy­ków.

Pomnik Grze­go­rza z Ninu odsło­nię­to w Spli­cie w 1929 roku. Figu­ra Gabrie­la d’Annunzia przy­sia­dła na mur­ku w Trie­ście w 2020 roku. Jak widać, cza­sy się zmie­ni­ły, lecz ani­mo­zje tar­ga­ją­ce przy­gra­nicz­ny­mi obsza­ra­mi wciąż pozo­sta­ją – i nie doty­czą wyłącz­nie rzeźb. Na polu lite­rac­kim owe napię­cia i róż­no­rod­ność są repre­zen­to­wa­ne przez Enza Bet­ti­zę i Nedjelj­ka Fabria, któ­rym Maciej Czer­wiń­ski poświę­cił osob­ne roz­dzia­ły swo­je­go tek­stu. Do waka­cyj­nych wycie­czek jesz­cze dale­ko, ale zanim wyru­szy­my w podróż, z pew­no­ścią war­to się­gnąć do tego arty­ku­łu!

*

Mia­stem gra­nicz­nym jest tak­że Szcze­cin, o któ­rym pisze histo­ryk Eryk Kra­suc­ki w tek­ście Szcze­cin pod cię­ża­rem mitów. Autor, ana­li­zu­jąc powo­jen­ną histo­rię miej­sco­wo­ści, pod­kre­śla, że było to „mia­sto nie­ko­cha­ne, ptak z jed­nym skrzy­dłem, mia­sto wid­mo, mia­sto nie­do­koń­czo­ne, mia­sto cynicz­nej gra­bie­ży i roz­bo­ju, mia­sto z prze­trą­co­nym krę­go­słu­pem”.

O Szcze­ci­nie po woj­nie zaczę­to mówić z jed­nej stro­ny jako o głę­bo­kiej pro­win­cji, do któ­rej trud­no doje­chać, a z dru­giej jako o pol­skim naj­bar­dziej zachod­nio­eu­ro­pej­skim mie­ście, wysu­nię­tym naj­da­lej na zachód kra­ju. Tę dycho­to­mię pogłę­bia­ło sytu­owa­nie na prze­ciw­le­głym bie­gu­nie Kre­sów Wschod­nich, trak­to­wa­nych z więk­szą przy­chyl­no­ścią, należ­ną zie­miom utra­co­nym. Pisał o tym Zbi­gniew Roki­ta w książ­ce Odrza­nia. Podróż po zie­miach odzy­ska­nych. Eryk Kra­suc­ki tak komen­tu­je publi­ka­cję lau­re­ata Nagro­dy Lite­rac­kiej „Nike”:

pra­gnie­niem [auto­ra – red.] było uświa­do­mie­nie Wiśla­nii oraz Wiślan, czy­li cen­trum i jego miesz­kań­ców, o ist­nie­niu fascy­nu­ją­ce­go miej­sca tuż obok. W dal­szej per­spek­ty­wie chciał połą­czyć Pol­skę w jeden orga­nizm i odciąć naro­do­wą uwa­gę od Zabu­ża­nii. Misja oka­za­ła się bez­sku­tecz­na, bo jed­nym gestem, jed­ną książ­ką, nawet gdy tak zmy­sło­wo pisze się o Szcze­ci­nie lub Gorzo­wie, sta­nu rze­czy zmie­nić nie moż­na.

https://herito.pl/magazyn/herito-58/

Okładka czasopisma „Herito” 2025, nr 58.
„Herito” 2025, nr 58.

„Teatr Lalek”

„Wie­le osób nie lubi klau­nów. Nie­któ­rzy się ich boją. Czę­sto koja­rzą się z rubasz­nym, pro­stac­kim humo­rem i roz­ma­za­nym maki­ja­żem” – tak zaczy­na swój arty­kuł O klau­nie, któ­ry nie robi cyr­ków Lena Alber­ska. Następ­nie doda­je, że dla­te­go w teatrze klaun nie miał lek­ko i dłu­go spo­ty­kał się jedy­nie z uprzej­mym, ale zdy­stan­so­wa­nym zain­te­re­so­wa­niem. Korze­nie tego sta­nu rze­czy tkwi­ły zapew­ne jesz­cze w cza­sach, kie­dy klau­ni wystę­po­wa­li w cyr­kach, a ludzi wcho­dzą­cych w skład zespo­łów cyr­ko­wych uzna­wa­no za arty­stów gor­szej kate­go­rii.

Współ­cze­śnie postrze­ga­nie figu­ry klau­na ule­gło zmia­nie. Alber­ska przy­ta­cza róż­ne tech­ni­ki klau­nin­gu, opi­sa­ne w pra­cach teo­re­tycz­nych Uty Hagen, Davi­da Mame­ta czy Ale­xa Bel­la, i dowo­dzi, że figu­ra ta, jeśli zosta­nie wpro­wa­dzo­na do teatru mło­de­go widza z całym jej baga­żem kul­tu­ro­wym, sta­je się obec­nie pre­tek­stem do szcze­rej i bez­po­śred­niej roz­mo­wy. War­to dodać: roz­mo­wy prze­bie­ga­ją­cej w dobrej atmos­fe­rze, ponie­waż „klaun teatral­ny oży­wa tyl­ko wte­dy, gdy wzbu­dza zain­te­re­so­wa­nie, i umie­ra, gdy je tra­ci”.

Alber­ska dostrze­ga tak­że tera­peu­tycz­ną rolę boha­te­ra arty­ku­łu, istot­ną w kon­tek­ście współ­cze­snych teo­rii szczę­śli­we­go życia. Ścią­ga­ją­cy maskę klaun zachę­ca widzów do tego, żeby zro­bi­li to samo i zmie­rzy­li się z rze­czy­wi­sto­ścią, któ­ra przy­no­si tak dobrze mu zna­ne poraż­ki. Autor­ka, podą­ża­jąc za myślą zawar­tą w książ­ce Ludzie nie­znacz­ni. Tak­ty­ki prze­trwa­nia Agniesz­ki Dauk­szy, stwier­dza, że poraż­ka może być twór­czym i inspi­ru­ją­cym doświad­cze­niem:

Zatem klaun repre­zen­tu­je cechy obec­nie cenio­ne w życiu w ogó­le, nie tyl­ko sce­nicz­nym. Afir­mu­je posta­wę spro­wa­dza­ją­cą się do życia w zgo­dzie na to, kim jeste­śmy, a tak­że bycia szcze­rym wobec same­go sie­bie i oto­cze­nia.

*

Czym jest teatr przed­mio­tu? Czy musi być odgry­wa­ny wyłącz­nie na sce­nie? Czy może być prak­ty­ką twór­czą, a rów­no­cze­śnie prak­ty­ką prze­ży­wa­nia codzien­no­ści, cele­bro­wa­nia jej? Na te pyta­nia odpo­wia­da Filip Jaś­kie­wicz w napi­sa­nym w nie­ty­po­wej for­mie mani­fe­ście. Autor jest twór­cą Small Things Tra­vel Agen­cy, naj­mniej­sze­go biu­ra podró­ży na świe­cie. W ofer­cie biu­ra znaj­du­ją się wypra­wy, któ­rych celem jest zaba­wa i przy­jem­ność.

Z Fili­pem Jaś­kie­wi­czem moż­na umó­wić się w War­sza­wie, gdzie orga­ni­zu­je on swo­je nie­ty­po­we wyciecz­ki. Na spo­tka­nie przy­no­si ze sobą „prze­wod­ni­ków”, czy­li małe figur­ki przed­sta­wia­ją­ce hipo­po­ta­ma, świn­kę, anty­lo­pę albo yeti. Wrę­cza je uczest­ni­kom wypra­wy razem z mate­ria­łem dra­ma­tur­gicz­nym, któ­ry może stać się jej osią. Póź­niej doda­je, że łączy ludzi i przed­mio­ty we wspól­nym odkry­wa­niu świa­ta, i zapew­nia:

[…] zaczy­na­ją dziać się rze­czy, jakich nie da się prze­wi­dzieć. Będzie­cie odkry­wać, zaska­ki­wać się, wku­rzać, cho­dzić, ska­kać, doku­men­to­wać, a tak­że robić milio­ny innych rze­czy wyjąt­ko­wych dla waszej oso­bo­wo­ści i wasze­go prze­wod­ni­ka.

O tym, jak tego typu dzia­ła­nia spraw­dza­ją się w prak­ty­ce, trze­ba prze­ko­nać się na wła­snej skó­rze. Ale już sam tekst zało­ży­ciel­ski, w któ­rym świn­ka opo­wia­da, czym fio­le­to­wa wata może być dla czło­wie­ka, a czym dla lwa prze­wod­ni­ka, zachę­ca do wzię­cia udzia­łu w tym nie­oczy­wi­stym per­for­man­sie.

https://www.teatrlalek-pismo.pl/p/w‑najnowszym-numerze.html

Okładka czasopisma „Teatr Lalek” 2025, nr 3–4.
„Teatr Lalek” 2025, nr 3–4.

„Notatnik Literacki”

Redak­cja „Notat­ni­ka Lite­rac­kie­go” bie­rze na warsz­tat her­sto­rie – opo­wie­dzia­ne z róż­nych per­spek­tyw i prze­pusz­czo­ne przez filtr odmien­nych wraż­li­wo­ści. Jed­nym z gło­sów jest tekst Rena­ty Lis Zamiast kwia­tów na grób Marii Janion (prze­druk arty­ku­łu z „Poli­ty­ki” 2020, nr 38), napi­sa­ny po śmier­ci tej wybit­nej histo­rycz­ki idei i lite­ra­tu­ro­znaw­czy­ni, a pry­wat­nie rów­nież men­tor­ki Lis. Czy powra­ca­nie do myśli i dzie­dzic­twa Marii Janion ma sens? War­tość zamiesz­czo­ne­go w cza­so­pi­śmie ese­ju spra­wia, że to pyta­nie sta­je się reto­rycz­ne. Choć punkt widze­nia autor­ki jest subiek­tyw­ny – Lis była stu­dent­ką, a nawet, jak sama wyzna­je, ulu­bie­ni­cą Janion – to klucz, któ­rym się ona posłu­gu­je, inter­pre­tu­jąc tek­sty lite­ra­tu­ro­znaw­czy­ni, otwie­ra przed czy­tel­ni­kiem prze­strzeń uni­wer­sal­nych war­to­ści zwią­za­nych z dorob­kiem słyn­nej badacz­ki. Siłą Janion była jej posta­wa. Autor­ka Nie­sa­mo­wi­tej Sło­wiańsz­czy­zny nie ukry­wa­ła się przed świa­tem w swo­im gabi­ne­cie, chcia­ła pod­da­wać idee pró­bie i wpro­wa­dzać je w życie – zarów­no spo­łecz­ne, jak i poli­tycz­ne. Do tego zachę­ca­ła tak­że swo­ich stu­den­tów i stu­dent­ki. Jej wszech­stron­ność i róż­no­rod­ne zain­te­re­so­wa­nia badaw­cze (Janion zaj­mo­wa­ła się mię­dzy inny­mi pro­ble­ma­ty­ką mitów naro­do­wych: boha­ter­stwa, mili­ta­ry­zmu, kul­tu cier­pie­nia; stu­dia­mi o anty­se­mi­ty­zmie i Zagła­dzie, roman­ty­zmie, sło­wiańsz­czyź­nie, kobie­tach i odmień­cach) wpły­wa­ły na spo­sób postrze­ga­nia pol­skiej lite­ra­tu­ry – jako sil­nej, nowo­cze­snej i wyra­ża­ją­cej odważ­ną myśl. Ponoć lite­ra­tu­ro­znaw­czy­ni potra­fi­ła dostrzec w ludziach poten­cjał, któ­re­go ist­nie­nia oni sami nie podej­rze­wa­li. Podob­nie pod­cho­dzi­ła do lite­ra­tu­ry – w roz­szy­fro­wy­wa­niu jej sen­sów wybie­ga­ła znacz­nie dalej niż prze­wa­ża­ją­ca część czy­tel­ni­ków. Jak pisze Lis:

[Janion – red.] chcia­ła, żeby­śmy sta­li się peł­ny­mi ludź­mi – żeby nasze dusze były sze­ro­kie, wol­ne od nacjo­na­li­zmu i mesjań­skie­go sado­ma­so­chi­zmu, wyla­tu­ją­ce ponad pozio­my obsku­ran­ty­zmu i uprze­dzeń.

*

Przy­kład z inne­go reje­stru, ale rów­nież wart pozna­nia, to tekst Mał­go­rza­ty Żarów Nakameguro/Topaz. Jest to pro­za przy­cią­ga­ją­ca uwa­gę już od pierw­szych momen­tów lek­tu­ry – zarów­no dzię­ki war­stwie języ­ko­wej, jak i fabu­lar­nej. Wcho­dzi­my w świat boha­ter­ki, któ­ra bez celu, z nie­ja­snym poczu­ciem ode­rwa­nia, nie­przy­sta­wa­nia do doświad­cza­nej rze­czy­wi­sto­ści wędru­je po tokij­skiej dziel­ni­cy. Kobie­ta „[n]ie jest stąd. Jest tu prze­lot­nie; w zasa­dzie sama kwe­stia bycia pozo­sta­je podej­rza­na”, jak czy­ta­my w pierw­szym zda­niu opo­wia­da­nia. Histo­ria pozor­nie pro­sta: postać dry­fu­je w codzien­no­ści, sta­ra się oswo­ić prze­strzeń obce­go mia­sta. Na swo­jej dro­dze spo­ty­ka inną dziew­czy­nę, „wyplu­tą przez auto­mat z napo­ja­mi”. Coś, co mia­ło być słod­kim pły­nem w różo­wej kan­cia­stej butel­ce, oka­zu­je się raczej kimś. Ten moment to jed­nak tyl­ko błysk nar­ra­cji jak­by z inne­go porząd­ku, sur­re­ali­stycz­ny uskok, ponie­waż zaraz póź­niej wra­ca­my do zwy­czaj­no­ści i nor­mal­ne­go bie­gu spraw, w któ­rym boha­ter­ki kon­ty­nu­ują swo­ją włó­czę­gę. Mimo to owa zwy­czaj­ność nas uwo­dzi, mia­sto nabie­ra cie­le­sno­ści i zagar­nia naszą uwa­gę. Podą­ża­jąc za boha­ter­ką, wkra­cza­my w prze­strzeń, gdzie wąskie okna budyn­ków mru­żą do nas oczy, duchy kar­mio­ne są kadzi­dłem i melo­no­wą oran­ża­dą, a dwu­na­sto­me­tro­we miesz­kal­ne klit­ki od kolo­ro­wej i gło­śnej sygna­li­za­cji świetl­nej oddzie­la jedy­nie war­stwa mlecz­nej szy­by. Balan­su­jąc mię­dzy jawą a snem, oglą­da­my świat, w któ­rym gumo­we pie­ro­gi na zamek bły­ska­wicz­ny, butel­ka wody w kształ­cie Tokyo Tower i falu­ją­ce w listo­pa­do­wym świe­tle uli­ce wyzna­cza­ją kolej­ne punk­ty oni­rycz­no-reali­stycz­nej wędrów­ki.

https://wydawnictwowarstwy.pl/strona-glowna/253-notatnik-literacki-nr‑4–92025-herstorie-9772956707456.html

Okładka czasopisma „Notatnik Literacki” 2025, nr 4.
„Notatnik Literacki” 2025, nr 4.

„Epea”

Coś nie dzia­ła Kin­gi Sabak to histo­ria opo­wie­dzia­na w pew­nym sen­sie na jed­nym wde­chu. Prze­strzeń tra­sy kurier­skiej, wokół któ­rej zosta­je zbu­do­wa­na fabu­ła tek­stu, cha­rak­te­ry­zu­ją ner­wo­wość i pośpiech. Rze­czy­wi­stość zde­ze­lo­wa­ne­go auta, szwan­ku­ją­ce­go urzą­dze­nia do ska­no­wa­nia paczek, nie­dzia­ła­ją­ce­go pra­we­go kie­run­kow­ska­zu i tele­fo­nu wyda­ją­ce­go z sie­bie co chwi­lę nie­cier­pli­we dźwię­ki przy­tła­cza swo­ją inten­syw­no­ścią, choć głów­na postać, kurier­ka, wyda­je się zaim­pre­gno­wa­na na całą tę nie­wy­go­dę. Ów kon­trast, zde­rze­nie cha­osu zewnętrz­nych bodź­ców ze spo­ko­jem (czy raczej rezy­gna­cją?) boha­ter­ki, wyzna­cza ton nar­ra­cji i wyraź­nie wpły­wa na lek­tu­rę. Jak­by tego było mało, akcja, roz­pi­sa­na na zale­d­wie kil­ku stro­nach, toczy się latem, w upa­le – pot, kle­ją­ce się do cia­ła ciu­chy i zmę­cze­nie wgry­za­ją się w naszą świa­do­mość powo­li, ale upar­cie. Mimo­wol­nie chce­my strzep­nąć z sie­bie tę nie­przy­jem­ną war­stwę, uciec od natręt­nych i nie­wy­god­nych myśli, któ­re nastrę­cza­ją się przez roz­sia­ne w tek­ście, two­rzo­ne jak­by mimo­cho­dem reflek­sje boha­ter­ki. To swe­go rodza­ju punk­ty zatrzy­ma­nia w roze­dr­ga­nej nar­ra­cji – migaw­ki opo­wia­da­ją­ce o samot­no­ści star­szych ludzi, ich minio­nych „zło­tych latach”, obez­wład­nia­ją­cym ich zmę­cze­niu i wła­ści­wej im obo­jęt­no­ści, któ­ra nie­kie­dy jest spo­so­bem na prze­trwa­nie. Nosi­my w sobie te obra­zy dłu­go po lek­tu­rze, a zasto­so­wa­ny pod koniec opo­wia­da­nia przez autor­kę zabieg (oczy­wi­ście nie zdra­dza­my szcze­gó­łów!) spra­wia, że jesz­cze inten­syw­niej doświad­cza­my wspo­mnia­ne­go sta­nu, któ­ry choć nie­wy­god­ny, sprzy­ja głę­bo­kie­mu namy­sło­wi.

*

W nie­re­gu­lar­ni­ku „Epea” wyda­wa­nym przez Książ­ni­cę Pod­la­ską w Bia­łym­sto­ku znaj­dzie­my rów­nież esej Krzysz­to­fa Kat­kow­skie­go Pro­blem. Tekst jest ana­li­zą twór­czo­ści kata­loń­skie­go poety Joana Viny­olie­go i Pla­de­val­la (1914–1984), nie­tłu­ma­czo­nej do tej pory na język pol­ski. Viny­oli, samo­uk w dzie­dzi­nie lite­ra­tu­ry, kształ­cił się w dzie­dzi­nie nauk han­dlo­wych, a od szes­na­ste­go roku życia do eme­ry­tu­ry zwią­za­ny był z wydaw­nic­twem Labor. Prze­kła­dał na kata­loń­ski utwo­ry Raine­ra Marii Ril­ke­go, Johan­na Wol­fgan­ga Goethe­go, Frie­dri­cha Höl­der­li­na – to wła­śnie z nie­miec­kie­go roman­ty­zmu i sym­bo­li­zmu czer­pał inspi­ra­cję twór­czą. Osta­tecz­nie Viny­oli wypra­co­wał swo­ją wraż­li­wość i poety­kę, uciekł w stro­nę codzien­no­ści, choć w pew­nym sen­sie sta­le balan­so­wał mię­dzy trans­cen­den­cją a zwy­czaj­no­ścią. Według Kat­kow­skie­go moż­na go czy­tać jako trans­cen­den­tal­ne­go bana­li­stę. Nie­za­leż­nie od tego, jakie kate­go­rie czy nazew­nic­two przyj­mie­my, bez wąt­pie­nia pod­czas lek­tu­ry tek­stów Viny­olie­go poru­sza­my się mię­dzy prze­strze­nią, w któ­rej „lepiej umrzeć w spa­lo­nym lesie niż stać w wierz­by cie­niu”, „fos­fo­ry­zu­ją­ce­go morza, gdzie rodzi się wiel­ka burza”, a sfe­rą drą­że­nia bez koń­ca „sko­ru­py wła­sne­go mózgu”, powta­rza­nia tych samych słów „nad co to więk­szy­mi otchła­nia­mi”. Kre­acja i destruk­cja, akty­wizm i bier­ność, wyra­fi­no­wa­na per­cep­cja i celo­wy bana­lizm – Viny­ola żon­glu­je wspo­mnia­ny­mi posta­wa­mi bez szko­dy dla samych tek­stów. Osta­tecz­nie jego dekla­ra­cja: „Nie wiem, dokąd idę, wiem tyl­ko, że zmie­rzam ku nie-rze­czy”, nada­je kie­ru­nek inter­pre­ta­cjom wier­szy i para­dok­sal­nie przy­no­si pewien rodzaj uspo­ko­je­nia.

https://epea.pl/numer/nr-022025–15/

https://ksiaznicapodlaska.pl/pl/epea/archwium-numerow/epea-pismo-literackie-nr-22025–15.html

Okładka czasopisma „Epea” 2025, nr 2.
„Epea” 2025, nr 2.

– dziennikarka, publicystka, redaktorka, absolwentka teatrologii na Uniwersytecie Jagiellońskim.

więcej →

– redaktorka, recenzentka literacka.

więcej →

Powiązane teksty