Juliusz Słowacki pyta o rewolucję

Na jed­nym z gdań­skich blo­ko­wisk, przy uli­cy Star­to­wej 29 D, moż­na podzi­wiać nie­co­dzien­ny mural, stwo­rzo­ny w 2011 roku w ramach obcho­dów roku Cze­sła­wa Miło­sza. Nawią­zu­ją­cy do foto­gra­fii Janu­sza Koby­liń­skie­go, przed­sta­wia tłum ludzi w wyraź­nie rewo­lu­cyj­nym entourage’u. Na cze­le gro­ma­dy sto­ją Lech Wałę­sa i Miłosz – ten ostat­ni jako świe­żo upie­czo­ny nobli­sta odwie­dził stocz­niow­ców w 1981 roku.

Nie było­by w tym mura­lu nic dziw­ne­go (nawet widocz­ne w tle kosy posta­wio­ne na sztorc w mia­rę har­mo­nij­nie łączą się z kon­wen­cją przed­sta­wie­nia), gdy­by nie cha­rak­te­ry­stycz­ny szcze­gół: trzy­ma­ny przez auto­ra Doli­ny Issy pisto­let. Zgod­nie z ofi­cjal­nym opi­sem mura­lu Cze­sław Miłosz prze­ka­zu­je broń Lecho­wi Wałę­sie, zda­je się przy tym mówić: „Rób pan rewo­lu­cję”1. Swo­ista dezyn­wol­tu­ra twór­cy mura­lu, Rafa­ła Rosko­wiń­skie­go, dozbra­ja­ją­ce­go rewo­lu­cyj­ną rze­szę ręka­mi wiesz­cza, mnie same­go – przy­zna­ję – zawsze roz­bra­ja­ła. I po tej, mam nadzie­ję, nie nazbyt dłu­giej dygre­sji kie­ru­ję się już pro­sto do Azar­du, nowej książ­ki Paw­ła Kozio­ła, w któ­rej autor wyko­nu­je ana­lo­gicz­ny gest, w roli poety-pro­wo­dy­ra obsa­dza­jąc same­go Juliu­sza Sło­wac­kie­go. Tytuł, jak suge­ru­je w pew­nym miej­scu książ­ka, ma nawią­zy­wać do Pie­śni kon­fe­de­ra­tów bar­skich: „[…] Dla wol­no­ści ginę – wia­ry swej nie minę / Ten jest mój azard”), a tym samym – ze wzglę­du na temat utwo­ru – do poema­tu dygre­syj­ne­go Beniow­ski. Dal­sze pie­śni Juliu­sza Sło­wac­kie­go: „[…] teraz los twar­dy / I moje, patrzaj, żebrac­kie żoł­nier­stwo / I róż­ne życia moje­go azar­dy”).

By wypeł­nić obo­wią­zek kry­ty­ka lite­ra­tu­ry i zary­so­wać sze­ro­ki kon­tekst inter­pre­ta­cyj­ny, na począt­ku zazna­czę, że autor książ­ki wyraź­nie zasma­ko­wał w pro­zie. Po wyda­niu ostat­nie­go jak dotąd tomu poetyc­kie­go Meta­le cięż­kie (2010), odło­żyw­szy orfej­ską lirę (mam nadzie­ję, że nie łamiąc jej), dopie­ro po prze­szło deka­dzie powró­cił do dzia­łal­no­ści pisar­skiej i opu­bli­ko­wał Wariant la Pla­ta (2022), tekst o cha­rak­te­rze frag­men­ta­rycz­nym (to, jak okre­ślił sam autor, „zbiór aneg­dot”2). Tym razem Kozioł sta­wia na bar­dziej zwar­tą for­mę i w powie­ści prze­no­si nas do tra­gicz­ne­go paź­dzier­ni­ka 1923 roku, kie­dy to w war­szaw­skiej Cyta­de­li eks­plo­do­wa­ła pro­chow­nia, zabi­ja­jąc dwa­dzie­ścia osiem osób. To tajem­ni­cze wyda­rze­nie (zamach? nie­szczę­śli­wy wypa­dek?) ma dale­kie następ­stwa poli­tycz­ne i sta­je się kan­wą wie­lo­wąt­ko­wej, opar­tej na praw­dzi­wej histo­rii fabu­ły, w kolej­nych roz­dzia­łach uka­zu­ją­cej losy osób na róż­ne spo­so­by zaan­ga­żo­wa­nych w toczą­ce się z roz­ma­chem docho­dze­nie w spra­wie Wale­re­go Bagiń­skie­go oraz Anto­nie­go Wie­czor­kie­wi­cza. Woj­sko­wi, zwią­za­ni z Komu­ni­stycz­ną Par­tią Robot­ni­czą, zosta­li oskar­że­ni o zamach, mimo że w cza­sie wybu­chu prze­by­wa­li w wię­zie­niu, a jedy­nym (i słyn­nym już) dowo­dem na ich zwią­zek z tra­ge­dią mia­ło być odśpie­wa­nie przez nich po eks­plo­zji pie­śni rewo­lu­cyj­nej Czer­wo­ny sztan­dar.

Tak jak w rze­czy­wi­sto­ści, szyb­ko oka­zu­je się, że inte­res wła­dzy w obcią­że­niu winą komu­ni­stów, któ­rzy są pod ręką, będzie prze­wa­żał nad sumien­no­ścią śledz­twa, a „[n]a górze już usta­li­li mię­dzy sobą, jak było”3. Pętla zaczy­na się zaci­skać, zegar tykać i w napię­ciu obser­wu­je­my zma­ga­nia sprzecz­nych sił, w tym na przy­kład Ada­ma Pra­gie­ra, socja­li­stycz­ne­go posła, któ­ry sta­ra się uchro­nić podej­rza­nych przed naj­su­row­szą z kar. Sprzy­mie­rza się w tym celu z majo­rem Toma­szem Mat­zne­rem, któ­re­go Kozioł odzie­wa w topos nie­po­kor­ne­go detek­ty­wa, dążą­ce­go do praw­dy wbrew woli prze­ło­żo­nych. Boha­te­ro­wie pró­bu­ją uda­rem­nić dzia­ła­nia prag­ma­tycz­ne­go nad­ko­mi­sa­rza Józe­fa Piąt­kie­wi­cza z Poli­cji Pań­stwo­wej, któ­ry nie poświę­ca­jąc zbyt wie­le cza­su na docie­ka­nia i wąt­pli­wo­ści, z kon­se­kwen­cją służ­bi­sty dąży do jak naj­szyb­sze­go zamknię­cia postę­po­wa­nia. Kozioł pre­zen­tu­je sze­ro­ki prze­krój boha­te­rów (ponad­to – co war­to odno­to­wać – sta­ra się odwzo­ro­wać język, któ­rym się posłu­gu­ją) znaj­du­ją­cych się na orbi­cie spra­wy, takich jak na przy­kład „Pepe­sów­ka”, kobie­ta w 1905 roku uczest­ni­czą­ca w dzia­ła­niach rewo­lu­cyj­nych, a w cza­sie akcji powie­ści roz­dar­ta mię­dzy zaan­ga­żo­wa­niem w rewo­lu­cyj­ną poli­ty­kę a tro­ską o życie syna, zwią­za­ne­go z anty­rzą­do­wą siat­ką. Praw­dzi­wą zagwozd­kę spra­wi­ła mi per­spek­ty­wa chło­pa, „Wło­ścia­ni­na”, któ­ry nie­ste­ty nie otrzy­mał zbyt wie­le miej­sca w tej histo­rii, a osta­tecz­nie to jego kre­acja zacie­ka­wi­ła mnie naj­bar­dziej. Boha­ter ten prze­ja­wia więk­szą świa­do­mość poli­tycz­ną niż podob­ne posta­cie zna­ne z innych utwo­rów lite­ra­tu­ry pol­skiej, a nawet pro­ble­ma­ty­zu­je drwi­ny miesz­czu­chów z jako­by nie­zo­rien­to­wa­nej lud­no­ści wiej­skiej.

Do jakie­go fina­łu dopro­wa­dzi nas ta histo­ria? Kozioł w klu­czo­wych punk­tach kon­se­kwent­nie podą­ża za bie­giem wyda­rzeń histo­rycz­nych. Czy moż­na by zatem nazwać Azard po pro­stu powie­ścią histo­rycz­ną lub thril­le­rem poli­tycz­nym, bo ta wła­śnie kwa­li­fi­ka­cja gatun­ko­wa powra­ca w opi­sach książ­ki chy­ba naj­czę­ściej? Ano nie moż­na, bo choć kar­ty zosta­ły roz­da­ne, Kozioł wpro­wa­dza do gry nowe­go zawod­ni­ka, wspo­mnia­ne­go już Sło­wac­kie­go.

W tytu­le każ­de­go roz­dzia­łu oprócz imion/określeń boha­te­rów (umiesz­cze­nie w tym miej­scu wspo­mnia­nych ele­men­tów to jeden z zabie­gów sto­so­wa­nych w celu wykre­owa­nia posta­ci na wzór akto­rów dra­ma­tu histo­rycz­ne­go) poja­wia się rów­nież cytat z pism Sło­wac­kie­go (cho­ciaż cyta­ty oddzie­la­ją­ce poszcze­gól­ne czę­ści pocho­dzą już na przy­kład z utwo­rów Leonar­da Cohe­na czy Joan Baez). Duch auto­ra Kor­dia­na wie­dzie nas przez histo­rię – meta­fo­rycz­nie i dosłow­nie, ponie­waż to zmar­ły wieszcz jest nar­ra­to­rem dys­po­nu­ją­cym naj­szer­szą, wszech­dzie­jo­wą per­spek­ty­wą. Nie od razu będzie jed­nak jasne, czy wystą­pi on w roli widza, sufle­ra czy reży­se­ra. Kozioł wyko­rzy­stu­je i rein­ter­pre­tu­je w ten spo­sób patro­nat ide­olo­gicz­ny Sło­wac­kie­go nad pierw­szy­mi lata­mi nie­pod­le­gło­ści (o zja­wi­sku tym pisa­ła mię­dzy inny­mi Maria Janion); odwo­łu­je się do posta­ci Józe­fa Pił­sud­skie­go, zna­ne­go z kul­ty­wo­wa­nia idei wiesz­cza. To wła­śnie sło­wa naczel­ni­ka pań­stwa sta­no­wią mot­to powie­ści. Punkt widze­nia Sło­wac­kie­go, na począt­ku książ­ki spo­czy­wa­ją­ce­go cia­łem na Cmen­ta­rzu Mont­mar­tre, odsła­nia war­stwę histo­rio­zo­ficz­ną fabu­ły – oto wieszcz niczym Król-Duch sta­ra się uczy­nić „[w]szystko, aże­by speł­nił / się […] wiel­ki plan, aże­by Pol­ska pamię­ta­ła o krwi”4. Nie­jed­no­krot­nie zwra­ca się w dru­giej oso­bie do boha­te­rów, zagrze­wa ich do dzia­ła­nia, pod­su­wa im sło­wa i afek­ty, wyra­ża uzna­nie lub pogar­dę. Ten chwyt „upion­ko­wie­nia” boha­te­rów wpi­su­je się w fascy­na­cję Kozio­ła histo­rycz­ną dia­lek­ty­ką wol­no­ści i koniecz­no­ści, widocz­ną już w Warian­cie la Pla­ta. Mogło­by to spra­wiać, że posta­cie pre­zen­to­wa­ły­by się nam jako zale­d­wie kamer­dy­ne­rzy dzie­jo­we­go ruchu i pion­ki na meta­fi­zycz­nej sza­chow­ni­cy.

Dla­cze­go „mogło­by”? Ponie­waż ten ele­ment naj­zwy­czaj­niej w świe­cie nie został satys­fak­cjo­nu­ją­co roz­wi­nię­ty. Widać tutaj schi­zmę kon­struk­cyj­ną i nie­kon­se­kwen­cję, brak decy­zji o tym, w któ­rą stro­nę autor chciał­by powieść boha­te­rów. Są oni do tego stop­nia samo­dziel­ni – bądź otrzy­mu­je­my w ich kon­tek­ście tak dużo infor­ma­cji uza­sad­nia­ją­cych ich postę­po­wa­nie wzglę­da­mi zupeł­nie nie­me­ta­fi­zycz­ny­mi – że ape­tyt wiesz­cza na krew może wyda­wać się czymś nazbyt pod­nio­słym, jak­by żyw­cem wyję­tym z powie­ści gotyc­kiej. Albo jak­by ręką Kozio­ła kie­ro­wał duch Szcze­pa­na Twar­do­cha, któ­ry nie­gdyś posta­no­wił uko­ro­no­wać „Kró­la” sła­wet­nym kasza­lo­tem. Ducha Sło­wac­kie­go, jak wspo­mi­na sam Kozioł, mia­ło nie być w pierw­szej wer­sji książ­ki, ale został w nią wmon­to­wa­ny, ponie­waż autor „potrze­bo­wał prze­ciw­wa­gi dla posła Ada­ma Pra­gie­ra”5, chciał zrów­no­wa­żyć banal­ność błę­dów poli­cji i małost­ko­wość oskar­ża­ją­cych. Pozo­sta­je mi tyl­ko przy­tak­nąć i zapro­to­ko­ło­wać, że kon­struk­cja trzesz­czy.

Okładka książki Pawła Kozioła pod tytułem „Azard”.
Paweł Kozioł, „Azard”, Okoniny Polskie: Wydawnictwo Drzazgi, 2025.

Lecz ta pro­sto­li­nij­ność dekla­ra­cji autor­skich odsła­nia moim zda­niem coś nawet cie­kaw­sze­go: pyta­nie, czy dzi­siaj rola takich opo­wie­ści pole­ga­ją­ca na tłu­ma­cze­niu wyda­rzeń histo­rycz­nych, zwłasz­cza rewo­lu­cyj­nych, za pomo­cą upo­sta­cio­wio­ne­go na taki czy inny spo­sób para­dyg­ma­tu roman­tycz­ne­go jest wciąż aktu­al­na. Szcze­rze mówiąc, wąt­pię – widzę w Azar­dzie raczej pró­bę wyeks­plo­ato­wa­nia pozo­sta­ło­ści takiej kon­wen­cji, za pośred­nic­twem któ­rej przy­jem­nie ape­lu­je się do utrwa­lo­nej w naszej lite­ra­tu­rze idei histo­rii jako pocho­du duchów naro­do­wych i are­ny kon­ku­ru­ją­cych ze sobą men­tal­no­ści. Bo do takiej puen­ty pro­wa­dzi nas opo­wieść, aktu­ali­zu­jąc jed­no­cze­śnie wymo­wę poli­tycz­ną książ­ki:

Tęsk­no ci będzie za kra­ja­mi, w któ­rych panu­je oświe­co­ny rozum, bo nowa Pol­ska wyro­śnie pozba­wio­na tej cno­ty. I jeże­li nie sil­na, powsta­nie przy­naj­mniej zła, a przy­szłe poko­le­nia będą z ludzi mar­twych. Dla­te­go stwo­rzy wła­sny Sybir na Pod­la­siu, z tru­pa­mi pęcz­nie­ją­cy­mi w pogra­nicz­nej rze­ce, z któ­rej pies nie chce, wąż nawet nie pije, gdzie na brze­gach przy­sia­dły wierz­by lamen­tu­ją­ce6.

Połą­cze­nie pasti­szu dra­ma­tu meta­fi­zycz­ne­go z ele­men­ta­mi non-fic­tion peł­ni w tym przy­pad­ku chy­ba głów­nie funk­cję zanę­ty dla czy­tel­ni­ka. Odbior­cy zaofe­ro­wa­na tu zosta­je bowiem kolej­na (po nie­któ­rych książ­kach Szcze­pa­na Twar­do­cha, ale i po Księ­gach Jaku­bo­wych Olgi Tokar­czuk) „reflek­sja nad pol­sko­ścią” zwią­za­na z wszech­wła­dzą ducha naro­do­we­go i zmik­so­wa­na z oglą­dem pew­ne­go momen­tu histo­rycz­ne­go, któ­re­mu w toku nar­ra­cji nada­wa­ny jest głęb­szy sens psy­cho­lo­gicz­ny.

Kie­dy więc Juliusz Sło­wac­ki pyta o rewo­lu­cję (a ści­ślej: jej warun­ki), udzie­la­ną odpo­wie­dzią zwy­kle jest roz­kaz ducha naro­do­we­go – i tutaj Azard nie jest wyjąt­kiem, ponad­to sta­no­wi nazbyt skrom­ny i zacho­waw­czy głos w dys­ku­sji. Nato­miast zasłu­gą Kozio­ła na pew­no jest zwró­ce­nie uwa­gi na dyna­mi­kę histo­rycz­ną, w któ­rej nie­pew­ność (tra­ge­dia, przy­pa­dek czy celo­we dzia­ła­nie?) zosta­je szyb­ko zago­spo­da­ro­wa­na i prze­ję­ta przez czyn­ni­ki poli­tycz­ne, co może odsy­łać do innych cie­ka­wych pro­ble­mów z histo­rii Pol­ski, na przy­kład do spo­łecz­nych reper­ku­sji kata­stro­fy smo­leń­skiej z 2010 roku. Inny­mi sło­wy: mam nie­ja­sne prze­czu­cie, że powró­ci­my jesz­cze pod war­szaw­ską Cyta­de­lę na dokład­niej popro­wa­dzo­ne docho­dze­nie.

 

1 R. Rosko­wiń­ski, Miłosz na blo­ko­wi­sku Gdańsk Zaspa, na podst. fot. J. Koby­liń­skie­go (fot. Woj­ciech Woź­niak / Insty­tut Kul­tu­ry Miej­skiej), onli­ne: https://gaps.gda.pl/obiekt/milosz-na-blokowisku/ [dostęp: 12.02.2026].

2 P. Kozioł, Histo­ria pew­nej eks­plo­zji, rozm. przepr. W. Sułek, onli­ne: https://radio.opole.pl/612,627,historia-pewnej-eksplozji [dostęp: 12.02.2026].

3 Ten­że, Azard, Oko­ni­ny Pol­skie: Wydaw­nic­two Drza­zgi, 2025, s. 106.

4 Tam­że, s. 319.

5 P. Kozioł, Histo­ria pew­nej eks­plo­zji

6 Ten­że, Azard, s. 373.

– doktor nauk humanistycznych, adiunkt w Katedrze Krytyki Współczesnej Wydziału Polonistyki UJ, kierownik kierunku krytyka literacka.

więcej →

Paweł Kozioł

– poeta, programista, badacz literatury dawnej.

więcej →

Powiązane teksty