Narracje wiecznego powrotu. O „Pamięci” Pétera Nádasa

W przy­szłym roku minie czter­dzie­ści lat od wyda­nia legen­dar­nej powie­ści Péte­ra Náda­sa Pamięć (Emléki­ra­tok köny­ve). Książ­ka docze­ka­ła się nie­mal set­ki ana­liz i inter­pre­ta­cji, a jej autor przez dłu­gie lata usi­ło­wał uzu­peł­nić lub popra­wić wybra­ne czę­ści tego monu­men­tal­ne­go dzie­ła, pisząc kolej­ne tomy (mam tutaj na myśli zwłasz­cza trzy­to­mo­we Pár­hu­za­mos tör­téne­tek, „Histo­rie rów­no­le­głe”, 2005)1. Każ­dy czy­tel­nik Pamię­ci wie, że obco­wał z powie­ścią, któ­rej ukoń­czyć się nie da, bo przed­sta­wia­ne w niej histo­rie i „wiecz­ne tema­ty” lite­ra­tu­ry nigdy nie znaj­dą roz­strzy­gnię­cia. Nádas posta­no­wił bowiem uchwy­cić w języ­ku isto­tę egzy­sten­cji we wszel­kich jej prze­ja­wach, od jed­nost­ko­wych wra­żeń po doświad­cze­nie kolek­ty­wu, od przy­gód cia­ła po wiel­kie idee, włą­cza­jąc w to naj­trud­niej­sze wyda­rze­nia histo­rycz­ne (takie jak rewo­lu­cja 1956 roku). Boha­te­ro­wie, w tym nar­ra­tor, są nie­mal­że ską­pa­ni w aurze powta­rza­ją­cych się tra­ge­dii rodzin­nych, dra­ma­tycz­nych decy­zji oraz ich kon­se­kwen­cji, któ­re sta­no­wią temat pra­wie ośmiu­set­stro­ni­co­wych roz­my­ślań nad natu­rą czło­wie­ka.

Szczury, szerszenie i Gorbaczow

Nádas żar­to­wał, że pod wzglę­dem obję­to­ści prze­ści­gnął go tyl­ko Péter Ester­házy. Pamięć2 waży­ła dzie­więć­dzie­siąt pięć deka­gra­mów, a Beve­ze­tés a szépi­ro­da­lom­ba [„Wpro­wa­dze­nie do lite­ra­tu­ry pięk­nej”, 1986] – kilo trzy­dzie­ści3. W tam­tych cza­sach pomysł skom­po­no­wa­nia tak obszer­nej pro­zy wyda­wał się zaska­ku­ją­cy, z kil­ku powo­dów.

Pierw­szy wyni­kał z powo­jen­nej stra­te­gii lite­rac­kiej, któ­rą pro­pa­go­wał Miklós Mészöly4, twier­dząc, że pod­sta­wo­wą zasa­dą lite­ra­tu­ry powin­na być reduk­cja. Mészöly, wybit­ny nowe­li­sta, repre­zen­to­wał poko­le­nie powo­jen­ne, sku­pio­ne na cyze­lo­wa­niu obra­zów, odrzu­ca­niu wszyst­kie­go, co zama­zu­je głę­bię prze­ka­zu arty­stycz­ne­go. Takie poj­mo­wa­nie nowo­cze­sno­ści przy­ję­ło wie­lu twór­ców (od Samu­ela Bec­ket­ta i Alber­ta Camu­sa począw­szy, a na Ágnes Nemes Nagy skoń­czyw­szy), ale nie rezo­no­wa­ło ono z „przy­ro­dzo­nym” gadul­stwem Náda­sa, któ­ry posta­no­wił zre­ali­zo­wać ambit­ny i rewo­lu­cyj­ny w tym kon­tek­ście pro­jekt szcze­gó­ło­we­go zapi­sa­nia losu. W wywia­dzie z Erz­sébet Eszéki pisarz mówił:

Epo­ka przy­zwy­cza­iła nas do ana­li­zo­wa­nia, roz­kła­da­nia szcze­gó­łów na czę­ści pierw­sze. Z kolei ten nawyk odzwy­cza­ił nas od poszu­ki­wa­nia powią­zań mię­dzy szcze­gó­ła­mi. A przez to roz­pa­da się całość. Posta­wi­łem sobie za cel, że w pew­nym zakre­sie, obej­mu­ją­cym zarów­no histo­rię, jak i doświad­cze­nia oso­bi­ste, będę tak dłu­go ana­li­zo­wał wyda­rze­nia, jak dłu­go będę potra­fił wykre­ować łączą­ce je powią­za­nia. Praw­dę mówiąc, zamie­rza­łem pójść jesz­cze dalej, ale musia­łem się zatrzy­mać, bo zabra­kło mi wie­dzy o tych zależ­no­ściach5.

Z dzi­siej­szej per­spek­ty­wy widzi­my wyraź­nie, że w poło­wie lat 80. ten­den­cja do two­rze­nia coraz dłuż­szych, mister­nie skon­stru­owa­nych zdań, któ­re zachwy­ca­ły bogac­twem języ­ka, sta­wa­ła się zna­kiem roz­po­znaw­czym węgier­skich pisa­rzy. Naj­lep­szym przy­kła­dem tej bynaj­mniej nie reduk­cjo­ni­stycz­nej szko­ły jest tego­rocz­ny nobli­sta, Lász­ló Krasz­na­hor­kai, wraz z jego wyda­nym w 1985 roku Sza­tań­skim tan­giem oraz Melan­cho­lią sprze­ci­wu z 1989 roku (obie książ­ki zna­ko­mi­cie prze­ło­żo­ne przez Elż­bie­tę Sobo­lew­ską). Nádas prak­ty­ko­wał swo­je „gadul­stwo” z innych powo­dów niż Krasz­na­hor­kai, któ­ry mówiąc, stwa­rzał obraz świa­ta pro­win­cji z pozy­cji demiur­ga. Autor Pamię­ci wybie­rał obszer­ną for­mę, ponie­waż usi­ło­wał nasy­cić głód pozna­nia, kar­miąc się tysią­ca­mi okre­śleń i szcze­gó­łów. Ta potrze­ba obję­cia wszyst­kich zja­wisk, emo­cji i wstrzą­sów, sta­no­wią­ca może nawet jakiś rodzaj obse­sji opi­su, wymu­sza­ła czę­stą zmia­nę narzę­dzi arty­stycz­nych i wyko­rzy­sta­nie wie­lu róż­nych punk­tów widze­nia, w tym tra­dy­cji lite­rac­kiej, kon­tek­stów kul­tu­ro­wych i histo­rycz­nych, a tak­że pogłę­bio­ne­go namy­słu psy­cho­lo­gicz­ne­go.

Mając na wzglę­dzie tak wyma­ga­ją­cą struk­tu­rę, trud­no uwie­rzyć, że znacz­na część książ­ki powsta­wa­ła w dość trud­nych warun­kach. W 1984 roku Nádas posta­no­wił prze­pro­wa­dzić się na pro­win­cję, do Gom­bos­szeg. Zmia­na miej­sca zamiesz­ka­nia wynik­nę­ła ze zmę­cze­nia auto­ra zbyt gło­śnym Buda­pesz­tem (pisarz dojeż­dżał do sto­li­cy z Kiso­ro­szi6) i z poczu­cia poli­tycz­nej bez­na­dziei (Nádas nie przy­pusz­czał, że za kil­ka lat komu­nizm upad­nie). Prze­pro­wadz­ka nastą­pi­ła dwa lata po śmier­ci Breż­nie­wa i dwa lata przed kata­stro­fą w Czar­no­by­lu. W tele­wi­zji miga­ła twarz Gor­ba­czo­wa, a Nádas roz­po­czy­nał remont gene­ral­ny domu. Przez ten czas nie miał swo­je­go gabi­ne­tu, ale mię­dzy zbie­ra­niem szpi­na­ku (któ­re­go upra­wy twór­ca zaprze­stał po awa­rii reak­to­ra), goto­wa­niem w kuch­ni polo­wej a przy­go­to­wy­wa­niem spa­nia pod gołym nie­bem powsta­wa­ły zaląż­ki przy­szłych roz­dzia­łów Pamię­ci. Nádas wspo­mi­nał, że poszu­ki­wa­nie ciszy do pra­cy pisar­skiej poprze­dzi­ły dłu­gie wal­ki z roja­mi szer­sze­ni i prze­pę­dza­nie szczu­rów, któ­re zamiesz­ki­wa­ły strych. Po jede­na­stu latach przy­go­to­wań wresz­cie zło­żył ręko­pis książ­ki w wydaw­nic­twie Szépi­ro­dal­mi Kia­dó. Wia­do­mość o jej przy­ję­ciu przez redak­to­ra naczel­ne­go, Endre Illésa, nade­szła, gdy pisarz razem z żoną prze­ko­py­wał zie­mię na dział­ce7.

Od akcep­ta­cji do dru­ku była jesz­cze dale­ka dro­ga, ponie­waż książ­ka tra­fi­ła do cen­zo­rów i lek­to­rów wydaw­ni­czych, któ­rzy żąda­li istot­nych zmian w tek­ście. Nádas doko­nał kil­ku – jak twier­dzi: nie­zbęd­nych i bar­dzo korzyst­nych dla powie­ści – korekt sty­li­stycz­nych, ale nie pozwo­lił na więk­szą inge­ren­cję8. Po bata­lii, któ­rą sto­czył Illés, gro­żąc, że zamknie wydaw­nic­two9, jeśli nie otrzy­ma zgo­dy na druk, opu­bli­ko­wa­no Pamięć w czter­na­stu tysią­cach egzem­pla­rzy, któ­re natych­miast znik­nę­ły z księ­garń. Oka­za­ło się, że dla wie­lu Węgrów ta książ­ka sta­ła się sym­bo­lem i sygna­łem, czy­ta­no ją jako opo­wieść o mecha­ni­zmie tota­li­ta­ry­zmu i potrze­bie rewo­lu­cji, nazy­wa­no ją „czy­tel­ni­czym prze­ży­ciem”. Lajos János­sy mówił o lek­tu­rze poko­le­nio­wej, poza­kre­śla­nych egzem­pla­rzach z notat­ka­mi i zapi­ska­mi10, a może nawet „dopi­ska­mi”, co potwier­dza­ło­by prze­ko­na­nie Náda­sa o tym, że poka­za­ny w książ­ce pro­ces wspo­mi­na­nia i poszu­ki­wa­nia praw­dy nigdy się nie koń­czy. Nic dziw­ne­go, że sam pisarz posta­no­wił kon­ty­nu­ować swo­ją pra­cę nad dzie­łem; nie był w peł­ni zado­wo­lo­ny z frag­men­tów poświę­co­nych rewo­lu­cji.

Opowiem o sobie, odwracając głowę

Oko­licz­no­ści powsta­nia Pamię­ci wyda­ją się klu­czo­we, kie­dy zasta­na­wia­my się nad feno­me­nem jej recep­cji i rolą, jaką ode­gra­ła w „zło­tej erze węgier­skiej powie­ści” lat 80., kie­dy swo­je dzie­ła publi­ko­wa­li gigan­ci tam­tej­szej pro­zy: Imre Ker­tész, Lász­ló Krasz­na­hor­kai, Péter Ester­házy, Mag­da Sza­bó, Györ­gy Kon­rád, Lajos Par­ti Nagy, Ádám Bodor czy Györ­gy Spi­ró. Dla czy­tel­ni­ków klu­czo­wy oka­zał się frag­ment doty­czą­cy rewo­lu­cji 1956 roku, któ­ra w powie­ści jest ści­śle sple­cio­na z rokiem 1953, co wyraź­nie wska­zy­wa­ło na cią­głość ter­ro­ru i prze­mo­cy, a tak­że odwa­gę pisa­nia o sile tłu­mu, natu­rze bun­tu i tęsk­no­cie za spraw­czo­ścią. Jak pisał Péter Balas­sa:

Dzie­ło Náda­sa jest […] wybit­nym osią­gnię­ciem całej naszej epi­ki, wyjąt­ko­wym wyda­rze­niem. Dzię­ki połą­cze­niu głę­bi inte­lek­tu­al­nej i roz­wią­za­niom este­tycz­nym ta książ­ka jest tak­że nie­zwy­kłym doku­men­tem: o naszych cza­sach, o Euro­pie Środ­ko­wo-Wschod­niej, natu­rze czło­wie­ka, kon­dy­cji kul­tu­ry. Náda­so­wi uda­ło się napi­sać to, na co wcze­śniej cze­ka­ła lite­ra­tu­ra węgier­ska – powieść o 1956 roku […], spła­cił wiel­ki dług, nie czy­niąc z tego sed­na utwo­ru ani bez­po­śred­niej „idei”11.

Dla kry­ty­ków, doce­nia­ją­cych tło histo­rycz­ne powie­ści, rów­nie waż­na była odwa­ga pisa­rza; jed­nym z naj­waż­niej­szych osią­gnięć Náda­sa w Pamię­ci jest bowiem zerwa­nie z tra­dy­cją pro­zy line­ar­nej, w któ­rej porzą­dek cza­so­wy zosta­je zacho­wa­ny. W wywia­dzie prze­pro­wa­dzo­nym z oka­zji trzy­dzie­sto­le­cia wyda­nia Pamię­ci pisarz mówił:

W kon­tek­ście doświad­czeń II woj­ny świa­to­wej line­ar­ność się nie spraw­dza­ła. Nie umiem kre­ślić ład­nych linii mię­dzy naro­dzi­na­mi i śmier­cią w obec­no­ści sześć­dzie­się­ciu milio­nów zmar­łych. Każ­dy z tym jakoś eks­pe­ry­men­to­wał. Nie podo­ba­ły mi się te eks­pe­ry­men­ty. Nie cho­dzi­ło o czas, ale o maso­we mor­der­stwa. Nie podo­ba­ło mi się, że zaczy­nam opo­wieść od koń­ca i włą­czam do ramo­wej histo­rii coś, cze­go nie da się wpa­so­wać w żad­ne ramy. Bo histo­ria nie ma ram. Zaczą­łem raczej szu­kać meto­dy muzycz­nej. Powie­dzia­łem […] na dłu­go przed napi­sa­niem – że do porząd­ku roz­dzia­łów, czy­li kon­struk­cji, potrze­bu­ję takie­go muzycz­ne­go lub lirycz­ne­go sche­ma­tu, jakie­go uży­wa­li Toł­stoj i Dosto­jew­ski, czy­li A, B, A, B, ale […] muszę dodać jesz­cze trze­ci ele­ment. Trze­ba go dodać, bo to też jest doświad­cze­nie muzycz­ne, bo cho­ciaż wszy­scy dąży­my do har­mo­nii, to har­mo­nia zawsze pozo­sta­je tyl­ko pra­gnie­niem, pra­gnie­niem ludz­kie­go dzia­ła­nia, pra­gnie­niem speł­nie­nia, czymś, cze­go nie da się osią­gnąć12.

Tema­ty, powra­ca­ją­ce w trzy­wąt­ko­wym ukła­dzie – Ber­lin lat 80. i ówcze­sne losy nar­ra­to­ra, jego węgier­skie dzie­ciń­stwo w latach 50. oraz pisa­na przez nie­go powieść – prze­ta­so­wu­ją się nie­ustan­nie, za każ­dym razem wzbo­ga­ca­jąc fabu­łę o nowe wąt­ki. Pozna­je­my histo­rię życia w podzie­lo­nym mie­ście i odkry­wa­my gejow­ski romans nar­ra­to­ra z Mel­chio­rem, a tak­że jego zło­żo­ną rela­cję emo­cjo­nal­ną z aktor­ką Theą. W roz­dzia­łach poświę­co­nych dzie­ciń­stwu zgłę­bia­my dro­bia­zgo­wo roz­pi­sa­ne wspo­mnie­nie dzie­cię­cych traum, mat­ki i jej mastek­to­mii, tajem­ni­cze­go i nie­do­stęp­ne­go emo­cjo­nal­nie ojca, cho­ro­by umy­sło­wej sio­stry, pierw­szych intym­nych przy­gód, fascy­na­cji chłop­ca­mi i cia­ła­mi mło­dych kole­ża­nek, ale odkry­wa­my rów­nież spo­wi­ja­ją­cy owo dzie­ciń­stwo mrok dyk­ta­tu­ry Ráko­sie­go (w któ­re­go ogro­dzie bie­ga­ją agre­syw­ne psy obron­ne). Z kolei w czę­ściach „fabu­lar­nych” autor daje praw­dzi­wy popis eru­dy­cji. Tutaj głów­ny boha­ter, Tho­mas Tho­enis­sen, snu­je opo­wieść o prze­ło­mie wie­ków. W tych par­tiach książ­ki zauwa­żyć moż­na naj­wię­cej nawią­zań do pro­zy Man­na; frag­men­ty te sta­ły się tak­że powo­dem, dla któ­re­go Pamięć okre­śla­no jako „powieść nie­miec­ką”, bo oprócz wyraź­nych inspi­ra­cji Sere­nu­sem Zeit­blo­mem i jego rela­cją z Adria­nem Lever­küh­nem (z Dok­to­ra Fau­stu­sa) autor posta­no­wił uka­zać mecha­ni­zmy poli­tycz­ne, zesta­wia­jąc sytu­ację Węgier z realia­mi życia w podzie­lo­nym murem Ber­li­nie. Fabu­łę wień­czy kon­tra­punk­to­wa opo­wieść Krisz­ti­ána, któ­ry zdra­dza szcze­gó­ły śmier­ci nar­ra­to­ra.

Nádas lubi podwój­ność – pisa­nie i przy­glą­da­nie się pisa­niu, tra­dy­cję lite­rac­ką i wła­sne jej prze­two­rze­nia, cie­le­sność i ducho­wość, skraj­ne emo­cje (od wsty­du po eufo­rię) i ich eska­la­cje, sce­ny sek­su (w tym dłu­gie pas­su­sy ero­ty­ki gejow­skiej, z któ­rej autor zasły­nął), a przede wszyst­kim meta­lep­tycz­ne prze­ska­ki­wa­nie mię­dzy war­stwa­mi cza­su (z jed­nej rze­czy­wi­sto­ści w dru­gą – z sil­nym zacie­ra­niem gra­nic). Wszyst­ko łączy sub­tel­na fastry­ga toż­sa­mo­ści, bo co kil­ka­dzie­siąt stron powra­ca wątek odle­głe­go kra­ju, języ­ka węgier­skie­go, szcze­gół ubio­ru lub smak. Jeśli boha­te­rem tej książ­ki jest eve­ry­man, to eve­ry­man jest Węgrem. Dodaj­my: Węgrem nie­zna­ją­cym odpo­wie­dzi na zagad­kę Sfink­sa, więc zasy­pu­ją­cym go tysią­cem słów i liczą­cym na to, że któ­reś z nich w koń­cu uru­cho­mi wła­ści­wy mecha­nizm i przy­wró­ci wspo­mnie­nie.

Nie­zwy­kła roz­le­głość tema­tów spra­wi­ła, że doszu­ki­wa­no się w tek­ście ele­men­tów auto­bio­gra­ficz­nych, ale Nádas wyko­rzy­stał w książ­ce tyl­ko poje­dyn­cze szcze­gó­ły ze swo­je­go życia – naj­czę­ściej wspo­mi­nał samo­bój­stwo ojca jako odpo­wiedź na kon­se­kwen­cje jego zaan­ga­żo­wa­nia w sta­li­ni­za­cję kra­ju, z któ­rej dłu­go nie zda­wał sobie spra­wy. Inne ele­men­ty życio­ry­su Náda­sa nie zga­dza­ją się z fabu­łą. Jak twier­dzi pisarz: „moja oso­ba jest pod tym wzglę­dem nie­cie­ka­wa. Moja oso­ba funk­cjo­nu­je raczej jako apa­rat kon­tro­l­ny, papier lak­mu­so­wy, narzę­dzie […]”13. Autor trak­to­wał sie­bie jako źró­dło doświad­czeń, ale uni­kał „wytwa­rza­nia” świa­ta. Zapis prze­żyć ofiar tota­li­ta­ry­zmów jest zwy­kle tak doj­mu­ją­cy, że nie wyma­ga wzmac­nia­nia za pomo­cą dodat­ko­wych środ­ków sty­li­stycz­nych, ale decy­zja Náda­sa mia­ła tak­że inne uza­sad­nie­nie – posta­no­wił on poka­zać w swo­jej książ­ce to, co lite­ra­tu­ra wcze­śniej wyklu­czy­ła, a do tego potrzeb­ne były pro­sto­ta i wia­ry­god­ność.

Okładka powieści Pétera Nádasa pod tytułem „Pamięć”.
Péter Nádas, „Pamięć”, tłum. Elżbieta Sobolewska, Stronie Śląskie: Biuro Literackie, 2017.

Proust i Mann, czyli o lekcjach iluzji

W cza­sie poszu­ki­wań odpo­wied­niej kon­struk­cji i for­my przy­szłej powie­ści Nádas krą­żył wokół tema­tu tra­dy­cji i jej wpły­wu na per­spek­ty­wę spo­łecz­ną. Według pisa­rza dla Węgrów klu­czo­wym mode­lem, trak­to­wa­nym jako speł­nie­nie rodzin­nych i naro­do­wych aspi­ra­cji, był model bur­żu­azyj­ny. O roli zacnych rodów w dzie­jach kra­ju moż­na by napi­sać osob­ny, obszer­ny esej. W lite­ra­tu­rze węgier­skiej jest ona ugrun­to­wa­na, cze­go przy­kła­dy znaj­dzie­my choć­by w książ­kach Sán­do­ra Mára­ie­go czy Péte­ra Ester­házy­ego, ale Nádas posta­no­wił zain­te­re­so­wać się tym wąt­kiem tak­że ze wzglę­du na to, o czym pisa­rze podej­mu­ją­cy ów temat – przede wszyst­kim Tho­mas Mann i Mar­cel Pro­ust – kon­se­kwent­nie mil­cze­li.

Dla węgier­skie­go twór­cy, któ­ry sam dora­stał w tra­dy­cji Bil­dungs­bür­ger­tum, czy­li wykształ­co­ne­go miesz­czań­stwa (szcze­gó­ło­wo opi­sy­wa­ne­go i dekon­stru­owa­ne­go przez Man­na w Bud­den­bro­okach), klu­czo­wą oka­za­ła się kon­sta­ta­cja, że sed­nem tej tra­dy­cji nie były deko­ra­cje towa­rzy­szą­ce życiu, ale filo­zo­fia myśle­nia. „Bur­żu­azja to nie zuży­ty dywan ani obraz na ścia­nie, ale akcje, inwe­sty­cje, etos inwe­sto­wa­nia, gospo­da­ro­wa­nie, roz­sąd­ne i oszczęd­ne gospo­da­ro­wa­nie”14– twier­dził Nádas. W natło­ku szcze­gó­łów cha­rak­te­ry­stycz­nych dla tego mode­lu spo­łecz­ne­go dostrze­ga­my wyraź­nie nie­moż­li­wą do zaspo­ko­je­nia tęsk­no­tę za prze­py­chem, któ­ry ma świad­czyć o zdo­by­ciu okre­ślo­nej pozy­cji spo­łecz­nej. Podob­nie jak w przy­pad­ku Pro­usta, któ­ry opi­sy­wał awans do klas naj­wyż­szych jako szczy­to­we osią­gnię­cie i speł­nie­nie marze­nia o „wła­ści­wej” przy­na­leż­no­ści.

Według Náda­sa ci dwaj twór­cy euro­pej­skiej pro­zy przy­uczy­li nas do życia w dosko­na­łej ilu­zji, któ­ra nie­wie­le róż­ni­ła się od wiel­kich sys­te­mów tota­li­tar­nych – faszy­zmu i komu­ni­zmu. W myśl hasła: kto jest z nami, wygry­wa. Pra­gnie­nie awan­su spo­łecz­ne­go, gwa­ran­tu­ją­ce­go odpo­wied­nie zaso­by i deter­mi­nu­ją­ce­go przy­szłość, nie róż­ni­ło się zna­czą­co od chę­ci szyb­kie­go zor­ga­ni­zo­wa­nia sobie moż­li­wie naj­bar­dziej zno­śne­go życia w kolej­nej dyk­ta­tu­rze. Pisarz pod­kre­ślał, że w przy­glą­da­niu się sys­te­mom (czy to inte­lek­tu­al­nym, czy poli­tycz­nym) naj­cie­kaw­sze jest odkry­wa­nie tego, co pró­bu­ją one zbyć mil­cze­niem. W twór­czo­ści Man­na i Pro­usta były to sce­ny miło­ści homo­sek­su­al­nej, albo mar­gi­na­li­zo­wa­ne, albo zupeł­nie nie­obec­ne. Wła­śnie dla­te­go Nádas posta­no­wił opo­wie­dzieć o dyk­ta­tu­rze Ráko­sie­go, uka­zu­jąc ją tak­że z tej per­spek­ty­wy. Sko­ro „Pro­ust daje Gide’owi [radę – K.P.J.] i pan Gide może pisać o wszyst­kim, ale nie może pisać o miło­ści męskiej w pierw­szej oso­bie licz­by poje­dyn­czej”, to w tema­cie tabu­izo­wa­nym może kryć się naj­lep­szy klucz do opo­wie­dze­nia o tota­li­ta­ry­zmie15. Mia­ło to tak­że nega­tyw­ne skut­ki, któ­re pisarz nazwał „samo­oka­le­cze­niem”. W jed­nym z wywia­dów mówił:

Ci dwaj wiel­cy oka­le­cze­ni w pew­nych momen­tach swo­jej pra­cy odgry­za­li sobie ręce i nogi w nadziei na uwol­nie­nie. Z pew­no­ścią dobrze zro­bi­li, bo ten rodzaj oka­le­cze­nia doda­je ener­gii, budzi tajem­ni­czość, a takie wyge­ne­ro­wa­ne ener­gie są bar­dzo waż­ne z punk­tu widze­nia dzie­ła. Dają mu ener­gię, któ­ra potem prze­cho­dzi na czy­tel­ni­ka, a wraz z nią cie­ka­wość, ero­tycz­ne pod­nie­ce­nie, ale mnie inte­re­so­wa­ła sama ope­ra­cja antro­po­lo­gicz­na, dla­cze­go się oka­le­cza­ją, co muszą ukry­wać, dla­cze­go muszą uci­szać funk­cje ludz­kie­go cia­ła16.

W Pamię­ci znaj­dzie­my wie­le scen, któ­re doty­ka­ją spo­łecz­ne­go tabu, ale wspo­mnie­nie bólu jest tym, co – jak moż­na sądzić – two­rzy naszą toż­sa­mość. Oczy­wi­ście żad­ne ze wspo­mnień nie daje się zwe­ry­fi­ko­wać i Nádas nam o tym przy­po­mi­na, prze­pi­su­jąc lub ponow­nie opo­wia­da­jąc poszcze­gól­ne sce­ny. Ozna­cza to tak­że, że budu­je nas to, co z zało­że­nia jest znie­kształ­co­ne i nie­pew­ne, do cze­go w grun­cie rze­czy nie mamy dostę­pu, co nie­ustan­nie ule­ga zatar­ciu lub degra­da­cji.

Węgier­ski pisarz dostrze­ga tu coś na kształt nadziei, bowiem prze­ko­nu­je, że hera­kli­tej­ska idea (wiecz­nie nowe­go przy­by­wa­nia nad brzeg wiecz­nie sta­ją­cej się rze­ki) nie jest moż­li­wa. Życie nie jest „pły­ną­cą rze­ką”, ponie­waż gdy­by tak było:

[…] nie umie­li­by­śmy sło­wa­mi nazwać chwi­li, nie zna­li­by­śmy dnia ani godzi­ny, nie przy­cho­dzi­li­by­śmy na ten suchy i zim­ny świat z gorą­cych wód łon naszych matek, wśród jęku i pła­czu, by z nadej­ściem śmier­ci roz­sy­pać się jak kamie­nie nad­gry­zio­ne mro­zem, desz­czem i żarem słoń­ca, nie ist­nia­ła­by zagła­da ani nie ist­niał­by strach, tak samo jak nie ist­niał­by ludz­ki język, sło­wa­mi bowiem nazwać moż­na tyl­ko to, co się powta­rza, bez powta­rza­ją­cych się zja­wisk nie mogła­by funk­cjo­no­wać tak zwa­na rozum­na mowa, bo tyl­ko zmien­na w swej sta­ło­ści rze­czy­wi­stość pozwa­la trwać zachwy­to­wi nad boskim dzie­łem17.

Sko­ro potra­fi­my pisać, ponie­waż wszyst­ko już się kie­dyś wyda­rzy­ło, to od innych odróż­nia nas wyłącz­nie spo­sób, w jaki się wysła­wia­my i kon­stru­uje­my wypo­wie­dzi. Może stąd wzię­ły się inspi­ra­cje muzycz­ne, szkie­let fugi, powra­ca­ją­ce moty­wy oraz nie­mal­że wagne­row­skie modu­la­cje. Tłu­macz­ka Pamię­ci, Elż­bie­ta Sobo­lew­ska, mówiąc o struk­tu­rze i języ­ku tej powie­ści, uży­ła okre­śle­nia „wie­lo­ni­cio­we DNA pro­zy Náda­sa”18, a to prze­cież podwój­na heli­sa jest jed­nym z prze­strzen­nych cudów natu­ry. „Nie myśla­łem, że wraz z tą powie­ścią coś się skoń­czy­ło lub zaczę­ło. Była czę­ścią pew­ne­go pro­ce­su”19 – powie­dział pisarz w roz­mo­wie z Zsó­fią Mihanc­sik w 2006 roku. Z per­spek­ty­wy lat widzi­my, że Pamięć sama była pro­ce­sem, a nawet małą, choć kil­ku­set­stro­ni­co­wą rewo­lu­cją, któ­ra odmie­ni­ła lite­ra­tu­rę węgier­ską.

 

1 Zob. mono­gra­ficz­ne wyda­nie „Lite­ra­tu­ry na Świe­cie” 2021, nr 3–4, poświę­co­ne twór­czo­ści Náda­sa [tutaj zwłasz­cza frag­men­ty Histo­rii rów­no­le­głychŚwie­tli­stych deta­li].

2 P. Nádas, Pamięć, tłum. E. Sobo­lew­ska, Stro­nie Ślą­skie: Biu­ro Lite­rac­kie, 2017.

3 Hány kiló a tehet­ség? Beszél­ge­tés Nádas Péter­rel [w:] E. Erz­sébet: Kibe­szél­jük magun­kat. Író­por­trék a nyol­cva­nas évek­ből, Buda­pest: Petőfi Iro­dal­mi Múzeum, 1990, onli­ne: https://reader.dia.hu/document/Eszeki_Erzsebet-Kibeszeljuk_magunkat-45501 [dostęp 14.12.2025]. Pisarz miał na myśli rok wyda­nia Pamię­ci. W póź­niej­szych latach sam pobił swój rekord, publi­ku­jąc Párhu­za­mos tör­téne­tek.

4 Miklós Mészöly (1921–2025) – węgier­ski pisarz zna­ny w Pol­sce jako autor ksią­żek Saul z Tar­su (tłum. C. Mon­dral, 1970), Śmierć rekor­dzi­sty (tłum. K. Pisar­ska, 1971) oraz Czar­ny bocian (tłum. C. Mon­dral, 1974).

5 Hány kiló a tehet­ség?… Jeśli nie zazna­czam ina­czej, wszyst­kie tłu­ma­cze­nia moje.

6 Wieś poło­żo­na oko­ło czter­dzie­stu kilo­me­trów od Buda­pesz­tu.

7 30 éves az Emléki­ra­tok köny­ve. Beszél­ge­tés Nádas Péter­rel I, onli­ne: https://litera.hu/magazin/interju/30-eves-az-emlekiratok-konyve‑i.html [dostęp: 28.02.2026].

8 Autor mówił o tym w wywia­dzie: Z. Mihanc­sik, Nincs men­ny­ezet, nincs födém. Beszél­ge­tés Nádas Péter­rel, Pécs: Jelen­kor Kia­dó, 2006, s. 248.

9 Nádas wspo­mi­nał, że zamknię­cie wydaw­nic­twa było­by bar­dzo kosz­tow­ne dla mini­ster­stwa, któ­re musia­ło­by szcze­gó­ło­wo uza­sad­nić likwi­da­cję ofi­cy­ny. Taka sytu­acja zwięk­szy­ła­by zain­te­re­so­wa­nie samą książ­ką, na co w 1985 roku poli­ty­cy nie mogli sobie pozwo­lić. Zob. 30 éves… (I).

10 Tam­że.

11 P. Balas­sa, Köze­lítések az „Emléki­ra­tok köny­vé” hez. Beve­ze­tés egy elem­zéshez [w:] tegoż, Mind­ny­ájan ben­ne vagy­unk. Nádas Péter művei, Buda­pest: Balas­si Kia­dó, 2007, s. 272.

12 30 éves az Emléki­ra­tok köny­ve. Beszél­ge­tés Nádas Péter­rel II, onli­ne: https://litera.hu/magazin/interju/30-eves-az-emlekiratok-konyve-ii.html [dostęp: 28.02.2026].

13 Tam­że.

14 Tam­że.

15 30 éves (I).

16 30 éves (II).

17 P. Nádas, Pamięć, s. 650.

18 E. Sobo­lew­ska, Wiel­ka rze­ka pamię­ci, rozm. przepr. K. Szta­fa, onli­ne: https://www.biuroliterackie.pl/biblioteka/wywiady/wielka-rzeka-ludzkiej-pamieci/ [dostęp: 28.02.2026].

19 Z. Mihanc­sik, Nincs men­ny­ezet…, s. 247.

Kinga Piotrowiak-Junkiert

– poetka, badaczka i tłumaczka.

więcej →

Fallback Avatar

– węgierski pisarz, eseista, dramaturg, fotograf.

więcej →

Powiązane teksty