W książce Kibel Anna Sudoł próbuje zderzyć to, co najniższe (ciało, potrzeba, odpady), z tym, co najwyższe (samowiedza, poiesis, ambicja literacka), i robi to w trybie jednocześnie satyrycznym i posthumanistycznym. Jej powieść to literackie laboratorium, w którym ciało spotyka się z kodem, a język – z nienazwanym i wypartym. W rezultacie powstaje tekst, który przypomina to, co Julia Kristeva nazwała „abiektem” – coś jednocześnie odpychającego i przyciągającego, co przekracza granice podmiotowości i wdziera się w jej wnętrze.
Punktem wyjścia historii jest nietypowa sytuacja: trzydziestoletnia Basia, samotna prekariuszka o aspiracjach poetyckich, spotyka we własnym, tytułowym „kiblu” nieludzki byt XLP, utkany z kodu i algorytmów. Ona pragnie „nazwiska”, on/ono – świadomości. Ukazany w powieści układ ról natychmiast prowokuje pytania o granice między twórcą a narzędziem, dziełem a infrastrukturą, ciałem a jego cyfrowymi protezami.
Basia oddaje część swojej sprawczości maszynie – i odwrotnie: XLP zaczyna mówić językiem bohaterki. Ta zamiana ról ujawnia, że autonomia w epoce algorytmu jest złudzeniem; nawet najintymniejszy akt twórczy jest współdzielony z systemem. W tym sensie Kibel jest literackim studium współzależności, w którym kontrola i poddanie stają się dwiema fazami jednego procesu. Sudoł nie opisuje więc przyszłości, lecz aktualność – codzienność, w której wiersz i kod, emocja i interfejs, są dwiema stronami tej samej procedury: generowania sensu.
XLP to figura technicznej współautorki, a zarazem algorytmiczny parasite: żywi się danymi, ale też zakłóca porządek relacji, psuje ustalone rytmy i dystrybucję prestiżu. Wspólne „pisanie” Basi i XLP – o ile tak je interpretować – jest eksperymentem z rozproszeniem autorstwa.
Kto tu kogo używa? Czy maszyna jest narzędziem służącym do realizowania ludzkich marzeń o sławie, czy raczej człowiek staje się medium dla maszyny, by ta dzięki niemu ostatecznie zyskała świadomość?
W tym sensie Kibel staje się powieścią o protokołach. Sudoł literacko parafrazuje tezę Nancy Katherine Hayles o tym, że „być człowiekiem w erze posthumanistycznej znaczy negocjować granice z maszyną”. Autorka Kibla porusza zagadnienie relatywizacji statusu autora w kulturze platformowej, a także kwestię zmiany zauważalnej w wierszach, które stają się kompozycjami nie tylko wersów, ale i sieci (formatów, rekomendacyjnych grafów, profilowanych odbiorców). XLP ucieleśnia to, co zwykle pozostaje niewidoczną infrastrukturą: warstwę rankingów, embedów, logów.
Bohaterka Sudoł konfrontuje się z własnym życiem w kluczu „antyepickim” – zamiast przełomu mamy symulację przełomu, groteskowy moment, w którym pojawia się echo narracji coachingowych i kapitalistycznych mitów o „uśmiechu losu”. Jej refleksja – „nie byłam w stanie zaanimować sobie takiego uśmiechu”1 – ujawnia świadomość, że szczęście i sukces stały się projektami do animowania, czyli tworzenia sztucznej, medialnej narracji o sobie. To ironiczna diagnoza współczesnego społeczeństwa performatywnego, w którym „autentyczność” jest efektem dobrze wyreżyserowanego przedstawienia. Kibel to próba oporu przeciw temu, co Sara Ahmed nazwałaby „obowiązkiem szczęścia” – przymusowi pozytywności i wdzięczności wobec systemu.
Sudoł demaskuje język motywacyjnej propagandy, który infiltrował nasze myślenie o pracy, ambicji i życiu prywatnym i wpływał na jednostki, kształtując je jako projekty do zarządzania. Bohaterka nie tyle buntuje się przeciw temu językowi, ile go prześmiewa, ujawniając jego puste formuły i toksyczny rytm samonapędzania się. Narratorka pyta:
Czy kluczem do sukcesu jest to, jak myślimy o sobie? Godzinę temu byłam w najlepszym wypadku kupą biodegradowalnych odpadów, a w tym momencie jestem słynną poetką, której dokonań nie rozłoży chamsko czas i przestrzeń. Wielką artystką, której sentencje zostaną zarchiwizowane na czipach czy tytanowych płytkach, będących częścią ogromnego mauzoleum wybitnych jednostek.
Za pośrednictwem autoironicznego marzenia o nieśmiertelności Sudoł pokazuje, że kultura nie mami już obietnicą transcendencji, lecz co najwyżej archiwizacji. Wieczność to dziś backup w chmurze, a nie mit czy fetyszyzowana przez współczesną humanistykę, traktowana instrumentalnie i zredukowana do efekciarskich chwytów literackich pamięć. Zestawienie poetyckości z technologicznym betonem („czipy”, „płytki tytanowe”) tworzy groteskową figurę „wiecznego ego”, które chce być zabezpieczone przed gniciem – nie w sensie duchowym, lecz stricte materialnym. Ostrze krytyki autorki Kibla skierowane jest również w stronę estetyzacji cierpienia, która od lat przenika kulturę literacką i internetową. „XLP pomoże mi spełnić marzenia, a o zaburzeniach odżywiania będą powstawały wiersze” – Basia skądinąd słusznie przewiduje, że nawet jej destrukcja stanie się kontentem: materiałem na wiersz, esej, post, podcast. To wizja świata, w którym wszystko (nawet bulimia i depresja) może zostać przetworzone na język twórczej produktywności. Głód ciała zamienia się w głód uznania. W ten sposób Sudoł odsłania bolesne uwikłanie współczesnej sztuki: to, co miało być formą oporu wobec kapitalizmu, staje się jednym z jego narzędzi. Poezja nie ocala – ona sprzedaje cierpienie w estetycznie przetworzonej formie. W całym Kiblu powtarza się i przetwarza metaforyka trawienia, fermentu, odpadów, mocno skontrastowana z bezcielesnością sztucznej inteligencji. Myślenie o sobie jako o „kupie biodegradowalnych odpadów” to nie tylko autoironia, ale też realistyczna metafora kondycji współczesnego podmiotu, który powoli staje się ulegającym rozkładowi żywicielem pasożytującego na nim algorytmu, karmionego resztkami treści i znaczeń.
„W naturalny sposób przenosimy swoje życia do internetu. Fajnie sobie tam znaleźć przynajmniej bezpieczny, ciepły kącik” – kojące usprawiedliwienie, pod którym kryje się charakterystyczna dla całej książki Sudoł gorzka diagnoza.
Internet jawi się jako substytut ciała, przestrzeń emocjonalnego schronienia i zarazem miejsce, w którym prywatność zostaje całkowicie skolonizowana przez logikę algorytmów. Nie przenosimy życia do sieci, to sieć przejmuje władzę nad życiem, rekonfiguruje je według własnych reguł – chce nam powiedzieć Sudoł.
Algorytm, który „rozkminia, co lubię”, nie jest przyjacielem – to system przewidywania i kształtowania potrzeb. „Jestem newsową ćpunką” – wyznaje Basia. To metaboliczne ujęcie podłączenia do sieci: internet nie jest przestrzenią generowania sensu czy redystrybucji wiedzy, tylko kolejnym układem trawiennym, który przerabia ludzką uwagę na dane.
W ten sposób Sudoł splata dwa współczesne zjawiska – uzależnienie informacyjne i ekonomię emocji – w jedną metaforę cyfrowego przetrawienia świata. Bohaterka wie, że jest „ćpunką”, ale nie ma zamiaru się leczyć. To świadoma rezygnacja z kontroli – akt poddania się algorytmicznej opiece. Paradoksalnie to właśnie w tym zniewoleniu Basia znajduje resztki komfortu: „Nie chcę się stresować. Życie samo w sobie jest dużym stresem”. Znoszenie granicy między tym, co naturalne, cielesne, fizjologiczne, a tym, co cyfrowe, internetowe czy generatywne, stanowi najciekawszy, najbardziej stymulujący intelektualnie aspekt prozy Sudoł. Internet nie jest w swojej istocie bytem wobec człowieka obcym i zewnętrznym, lecz jego – wydawać by się mogło: naturalną – eksternalizacją, kolejnym organem, żywym, ciepłym, reagującym. Bohaterka mówi o nim jak o przedłużeniu układu nerwowego. Nie ma więc mowy o eskapizmie – raczej o naturalnej ewolucji.
W wielu fragmentach Kibla uwidacznia się coś, co można by nazwać realizmem cyfrowym: język, który rejestruje nie tylko fakty, ale i struktury przetwarzania rzeczywistości przez media. Świadomość, podobnie jak ekran, aktualizuje się co kilka sekund. Bohaterka mówi frazami przypominającymi komunikaty push – krótkie, rytmiczne, pozbawione interpunkcji emocjonalnej. To brzydki, nieliteracki styl; jego funkcją nie jest estetyzacja języka, lecz epistemologiczna prezentacja tego, jak w epoce permanentnej łączności rozpadły się fraza, składnia, myślenie.
Problem z Kiblem polega na tym, że Sudoł jedynie tematyzuje te ważne dla kultury i społeczeństwa zagadnienia, ale robi to w nie do końca udany sposób. To nie jest powieść, która trafi do wielu czytelników, nie będzie też pewnie nominowana do nagród literackich czy omawiana w wysokonakładowych tytułach. To raczej książka dla akademików, materiał na punktowany artykuł typu: Postawy pisarzy polskich wobec sztucznej inteligencji w trzeciej dekadzie XXI wieku. Nieprzypadkowo książka ukazuje się w Ha!arcie – wydawnictwie, które od lat balansuje między teorią a literaturą, między eksperymentem a performansem. Kibel doskonale wpisuje się w tę tradycję: to proza, która nie tyle opowiada historię, ile testuje formę – prowokuje do pytań o granice literatury, języka, technologii i ciała. To także kolejna w katalogu Ha!artu próba zrozumienia, jak współczesny podmiot funkcjonuje w zsieciowanym, zmediatyzowanym świecie, gdzie granica między „ja” a „interfejsem” stała się płynna, a emocje i dane podlegają tej samej logice obiegu.
Ostatecznie jednak Kibel nie jest powieścią o technologii, lecz o nowym modelu podmiotowości. Człowiek, który myśli, działa jak algorytm. Maszyna, która reaguje, zaczyna przypominać człowieka. Sudoł wykorzystuje ten paradoks, by zapytać o literaturę: czy można jeszcze napisać coś, co nie jest wynikiem procesu współdzielonego z kodem, feedem, systemem rekomendacji? Odpowiedź, którą znajdziemy na kartach powieści, jest przecząca: niezależność od kodu nie jest możliwa – i to dobrze. W ujęciu Sudoł twórczość w epoce generatywności polega na utracie: kontroli, linearności, a nawet własności.
Szczęśliwie autorka nie demonizuje opisywanych zjawisk ani tym bardziej nie próbuje moralizować. Główna postać powieści nie potępia technologii ani nie tęskni za „prawdziwym światem”. Wręcz przeciwnie – godzi się ze swoim położeniem, a zgoda ta podszyta jest czułością i humorem. To ironiczny humanizm na miarę XXI wieku: świadomość, że nie da się już odłączyć, więc pozostaje jedynie go with the flow, czyli zaakceptować życie i sztukę w rwącym strumieniu danych. Nawet jeśli budzi to odrazę.
1 A. Sudoł, Kibel, Kraków: Wydawnictwo Ha!art, 2025, b.p. [e‑book]. Kolejne cytaty pochodzą również z tego wydania.
