Od Pippi Langstrumpf do Eleven. Dziewczynki* w kulturze i teorii wobec ery #metoo

Bel­gij­ska wysta­wa GIRLS, abo­ut Bore­dom, Rebe­lion and Gro­wing Up1, poka­zy­wa­na w Muzeum Mody w Antwer­pii na prze­ło­mie 2025 i 2026 roku, uka­zy­wa­ła temat „dziew­czyń­sko­ści w kul­tu­rze” jako pole dwu­bie­gu­no­wych napięć. Z jed­nej stro­ny toż­sa­mość dziew­czyn­ki (któ­rej pod­mio­to­wość zosta­je posze­rzo­na o doświad­cze­nie wspól­no­ty LGBT) pre­zen­to­wa­na jest jako całe spek­trum prze­żyć i wraż­li­wo­ści wymy­ka­ją­ce się nad­mier­nie jed­no­znacz­nej kla­sy­fi­ka­cji. Twór­czy­nie wysta­wy pyta­ją o samo „bycie dziew­czyn­ką” i co ono impli­ku­je. Nie cho­dzi już tyl­ko jedy­nie o uka­za­nie dziew­czę­co­ści jako patriar­chal­nej pro­jek­cji, efek­tu prze­mo­cy czy miej­sca opre­sji, ale raczej jako rodzaj dużo bar­dziej zło­żo­nej egzy­sten­cjal­nej for­my dozna­wa­nia i trans­for­mo­wa­nia rze­czy­wi­sto­ści. To feno­men sza­le­nie pojem­ny i upeł­no­moc­nio­ny. Dziew­czyń­skość może się mani­fe­sto­wać nie tyl­ko poprzez wzmo­żo­ną podat­ność na prze­moc, ale tak­że sil­ne ema­na­cje toż­sa­mo­ści spod zna­ku „nudy i rebe­lii”. Ta meta­fo­ra to nowy znak rezy­lien­cji i ducha opo­ru dla­te­go, że zmie­nić dziew­czyn­kę to zna­czy zmie­nić świat.

Wysta­wa odno­si się do utrwa­lo­nej w sztu­ce i wyobraź­ni Zacho­du okre­su „dziew­czę­co­ści” jako fazy efe­me­rycz­nej, nie­doj­rza­łej, nie­po­waż­nej i przej­ścio­wej. Iko­no­gra­fia zachod­nia utrwa­la kod „grzecz­nej dziew­czyn­ki”, któ­rą uczy się manier i dobrej kon­du­ity, spra­wu­jąc skraj­ną kon­tro­lę – dziew­czyn­ka to sil­ne miej­sce sku­pie­nia sys­te­mów wła­dzy. Cho­dzi oczy­wi­ście o jej sek­su­al­ność i repro­duk­cyj­ną kon­tro­lę kobiet, któ­ra w patriar­cha­cie jest naj­bar­dziej pod­sta­wo­wym zada­niem do utrzy­ma­nia jego trwa­nia. Rów­no­cze­śnie ta „dobra dziew­czyn­ka” – „wiecz­na muza” jest ozna­ką bra­ku kre­atyw­no­ści i nad­mier­ne­go ugrzecz­nie­nia. Cno­ta i nie­win­ność, dys­kret­na, cicha obec­ność oraz mgli­stość jej kon­dy­cji decy­du­ją o tym, że „bycie dziew­czyn­ką” – nad­mier­nie sen­ty­men­tal­ne i nie­po­waż­ne – nie jest ani atrak­cyj­ną for­mą bycia, ani pożą­da­nym sta­nem zbio­ro­wej aspi­ra­cji. Wysta­wa w Muzeum Mody wycho­dzi na prze­kór tej tra­dy­cji: poka­zu­je, że bana­li­za­cja umniej­sza i ukry­wa emo­cjo­nal­ną, psy­cho­lo­gicz­ną i poli­tycz­ną głę­bię, któ­ra kry­je się za dziew­czę­cym pod­mio­tem.

Z badań socjo­lo­gicz­nych wie­my, że dora­sta­ją­ce dziew­czyn­ki w zachod­nich spo­łe­czeń­stwach krót­ko cie­szą się poczu­ciem peł­ni swo­jej auto­no­mii. Doj­rze­wa­nie wią­że się w ich przy­pad­ku z poczu­ciem bycia jed­no­cze­śnie za bar­dzo i za mało zgod­ny­mi z kli­sza­mi płci, któ­re dzia­ła­ją inten­syw­niej w odnie­sie­niu do dziew­cząt ze wzglę­du na żela­zne nor­my patriar­cha­tu. Dziew­czyn­ki są oce­nia­ne jako i za mało dziew­czę­ce, kie­dy dys­cy­pli­nu­je się ich inte­lekt, i za bar­dzo sek­su­al­ne, kie­dy dys­cy­pli­nu­je się ich cia­ło (kon­tro­la ubra­nia, na przy­kład głę­bo­ko­ści dekol­tu). Szyb­ciej odma­wia im się uwa­gi i powa­gi, łatwiej baga­te­li­zu­je donio­słość tego, co wno­szą. Socja­li­za­cja dziew­czy­nek pod­po­rząd­ko­wu­je je ste­reo­ty­pom, któ­re na wstę­pie odsy­ła­ją do tego, co mniej cenio­ne i łatwiej kon­tro­lo­wal­ne.

Dziewczynka jako miejsce słabości?

Antwerp­ska wysta­wa sku­pia się przede wszyst­kim na pro­ce­su­al­no­ści. Dowo­dzi, że panu­ją­ce na świe­cie nie­rów­no­ści, bie­da, kon­flik­ty zbroj­ne i dys­kry­mi­na­cja pozba­wia­ją dziew­czyn­ki jakich­kol­wiek szans i moż­li­wo­ści, zanim zdą­żą o nich pomy­śleć. Ale bycie dziew­czyn­ką impli­ku­je przede wszyst­kim pro­ces sta­wa­nia się nią. Ma on cha­rak­ter hory­zon­tal­ny – syn­chro­nicz­ny i wer­ty­kal­ny – dia­chro­nicz­ny: zarów­no w sen­sie socja­li­za­cji i kon­struk­cji toż­sa­mo­ści, ale tak­że w sen­sie histo­rycz­nym. Bycie dziew­czyn­ką do nie­daw­na było ogra­ni­cza­ją­ce, teraz jest miej­scem uwa­gi i trans­for­ma­cji zasta­nych wzo­rów. Jeste­śmy więc dzie­jo­wo w dyna­micz­nym polu fascy­nu­ją­cej zmia­ny. Z jaki­mi nowy­mi wyzwa­nia­mi mie­rzy się współ­cze­sny namysł spod zna­ku gril­ho­od stu­dies? Eks­po­zy­cja bazu­je na muze­al­nych zbio­rach ubrań i spe­cjal­nie zaaran­żo­wa­nej kolek­cji sztu­ki współ­cze­snej. Z aran­ża­cji wyni­ka jasno, że punk­tem wyj­ścia do współ­cze­snych roz­wa­żań o dziew­czyn­kach jest dekon­struk­cja prze­mo­cy.

Pierw­szą część muze­al­nej prze­strze­ni domi­nu­je insta­la­cja immer­syj­na Sophie Cop­po­li, odsy­ła­ją­ca do jej fil­mu Prze­kleń­stwa nie­win­no­ści (1999), będą­ce­go ekra­ni­za­cją powie­ści Jefreya Euge­ni­de­sa (1993). Powsta­ła ona we współ­pra­cy z kostiu­mo­loż­ką fil­mo­wą, Nan­cy Ste­iner. Insce­ni­za­cja odtwa­rza dziew­czę­cy pokój z łóż­kiem, sza­fą i wiszą­cą na niej bia­łą, koron­ko­wą koszu­lą noc­ną (cho­dzi o kostium uży­ty w fil­mie, nigdy dotąd nie poka­zy­wa­ny). Całość umiesz­czo­na jest w prze­zro­czy­stym wiel­kim kubi­ku roz­mia­rów typo­we­go poko­ju, któ­re­go ścia­ny osło­nię­to muśli­no­wą gazą. Wra­że­nie oni­rycz­no­ści, izo­la­cji, sło­dy­czy i atmos­fe­ra dusz­no­ści sta­ją się przy­tła­cza­ją­ce. Sto­ją­cy na pod­ło­dze tele­wi­zor odtwa­rza w powta­rzal­nej sekwen­cji muzycz­ny dia­log, któ­ry uka­ra­ne sie­dze­niem w domu boha­ter­ki odby­wa­ły ze swy­mi rówie­śni­ka­mi w fil­mie. Odbie­ra­ją tele­fon bez słów, pusz­cza­jąc z płyt pio­sen­ki w odpo­wie­dzi na chło­pię­cą play­li­stę.

Intry­ga histo­rii Euge­ni­de­sa, tak zna­ko­mi­cie prze­nie­sio­na na ekran przez Cop­po­lę, doty­czy histo­rii dora­sta­nia. W małym, pro­win­cjo­nal­nym ame­ry­kań­skim mie­ście, pięć nasto­let­nich sióstr sta­je się zbio­ro­wą obse­sją dora­sta­ją­cych kole­gów. Dziew­czyn­ki są nad­mier­nie chro­nio­ne przez rodzi­ców, któ­rzy zamy­ka­ją je w domu po tym, jak naj­młod­sza z nich popeł­ni­ła samo­bój­stwo. Nic nie jest w sta­nie jed­nak im pomóc. Żad­na spo­łecz­na insty­tu­cja: szko­ła, tera­pia, rodzi­na ani tym bar­dziej gru­pa rówie­śni­cza nie potra­fią oddać dziew­czyn­kom tego, co utra­co­ne. Odgro­dze­nie i zamknię­cia nie przy­wra­ca im woli prze­trwa­nia, wręcz odwrot­nie – pod­po­wia­da im jak szyb­ciej skoń­czyć fik­cję, któ­rą mia­ło być ich życie.

W Prze­kleń­stwach nie­win­no­ści powra­ca freu­dow­ski temat „zagad­ki kobie­co­ści”, bo prze­cież to wła­śnie per­for­mu­ją wła­śnie chłop­cy z sąsiedz­twa fana­tycz­nie pod­glą­da­ją­cy zamknię­te sio­stry. Twór­ca psy­cho­ana­li­zy, któ­ry nadał ran­gę kobie­cym prze­ży­ciom, wpi­sał je od razu we wro­gą, mizo­gi­nicz­ną matry­cę. Zada­jąc pyta­nia w języ­ku, ukształ­to­wa­nym przez męsko­cen­trycz­ny wiek XIX, Freud styg­ma­ty­zo­wał od razu to, co opi­sy­wał. „Kobie­cość”, więc, podob­nie jak „dziew­czę­cość” są dla nie­go ter­mi­na­mi, któ­re trud­no pod­dać wykład­ni, udy­skur­syw­nić. Wpro­wa­dza­jąc te poję­cia do nauko­wej reflek­sji, zamy­ka je zara­zem w koko­nie nie­przej­rzy­sto­ści. Sens „kobie­co­ści” zosta­je zakryp­to­ni­mo­wa­ny w „zagad­ce”, a „dziew­czę­cość” jako etap fabry­ko­wa­nia „kobie­ty”, sta­je się podej­rza­na. W fil­mie Cop­po­li widać wyraź­nie, że pod­glą­da­ją­cy chłop­cy są cał­ko­wi­cie zahip­no­ty­zo­wa­ni „miste­rium” dziew­czę­co­ści sióstr z sąsiedz­twa, jak­by nie mogło ono pod­le­gać żad­nym racjo­nal­nym wyja­śnie­niom. Jak­by same­go ich spoj­rze­nia rów­nież nie moż­na było podać w wąt­pli­wość. Nie­ma kon­tem­pla­cja dziew­czę­ce­go świa­ta, już na poły mar­twe­go, nim roz­kwit­nie w nim życie, powin­na być dono­sem na samą zasa­dę kon­tem­pla­cji. Tym­cza­sem sio­stry, owia­ne tajem­ni­cą i jak­by zaklę­te w samo­bój­czą śmier­cią naj­młod­szej z nich, coraz bar­dziej osu­wa­ją się w nie­mo­tę, nim pój­dą w jej śla­dy. Nor­ma płcio­wa jest dla tych dziew­czyn jak klat­ka, któ­rą roz­sa­dza dopie­ro samo­bój­cza śmierć. Wła­ści­wie wszyst­kie te śmier­ci, zre­ali­zo­wa­ne w wymyśl­nej, epic­kiej dra­ma­tur­gii są for­mą roz­sze­rzo­ne­go samo­bój­stwa, na któ­re chłop­cy cier­pli­wie patrzą. I to ich spoj­rze­nie rów­nież zabi­ja. Wszyst­ko zosta­je tu powią­za­ne razem: teo­ria Freu­da i fil­mo­wa zasa­da male gaze uprzed­mio­to­wie­nia kobie­ce­go cia­ła. A nade wszyst­ko nie­do­sta­tek nowo­cze­snej socja­li­za­cji i edu­ka­cji.

Ska­za­na na sła­bość – żeby to mogło się zda­rzyć dziew­czyn­ka musi zostać wyklu­czo­na z pak­tu nowo­cze­sno­ści. Gdy w szer­szej per­spek­ty­wie weź­mie­my pod uwa­gę prze­ka­zy tkwią­ce w tra­dy­cji naszej kul­tu­ry, co do peda­go­gicz­nych zasad, doty­czą­cych dziew­czy­nek i chłop­ców oka­że się, że pra­wie wszyst­ko jest do odrzu­ce­nia i wymy­śle­nia na nowo. Zachod­ni filo­zo­fo­wie tema­ty­zo­wa­li edu­ka­cje i jej uwi­kła­nie w płeć, ale o ile na przy­kład Mon­ta­igne zwra­cał uwa­gę na koniecz­ność edu­ka­cji dziew­czy­nek, o tyle nowo­żyt­ność zosta­ła zdo­mi­no­wa­na przez sil­ną opi­nię Rous­se­au, że jed­nak edu­ka­cja dziew­czy­nek powin­na być wyzna­cza­na przez przy­dat­ność póź­niej­szej roli kobie­ty dla męża. W oświe­ce­niu roi się od ste­reo­ty­pów na temat ucze­nia się dziew­cząt nawet u naj­świet­niej­szych umy­słów takich jak Wol­ter, choć poja­wia­ją się pierw­sze pomy­sły edu­ka­cji ega­li­tar­nej dla obu płci, sfor­mu­ło­wa­ne na przy­kład w pisar­stwie Louise d’Epinay (jak opi­su­je to Tomasz Wysło­boc­ki w książ­ce Oby­wa­tel­ki. Kobie­ty w prze­strze­ni publicz­nej we Fran­cji prze­ło­mu XVIII i XIX wie­ku, 2014). Wspo­mnia­na autor­ka pozo­sta­wa­ła jed­nak odosob­nio­na w poglą­dach, zwłasz­cza że fran­cu­ska rewo­lu­cja przy­pie­czę­to­wa­ła tra­gicz­nie los Olim­pii de Gou­ge, któ­ra ośmie­li­ła się wal­czyć o pra­wa kobiet w swo­jej Dekla­ra­cji praw kobie­ty i oby­wa­tel­ki (1791). Pomy­sły ega­li­tar­ne zna­la­zły roz­wi­nię­cie dopie­ro w ruchu sufra­ży­stek i w ich roz­licz­nych dzia­ła­niach, rów­nież edu­ka­cyj­nych.

Przekleństwo niewinności: dlaczego dziewczynka i dlaczego musi umrzeć?

Edgar Allan Poe, mistrz dzie­więt­na­sto­wiecz­nej fan­ta­sty­ki, gło­sił, że nie ma bar­dziej dosko­na­łe­go uoso­bie­nia ide­ału pięk­na niż mar­twa kobie­ta. W tym sen­sie śmierć dziew­czyn­ki jest jesz­cze dosko­nal­szym topo­sem repre­zen­ta­cji: uśmier­ce­nie poten­cji przy­szłej kobie­ty jest wzmoc­nie­niem poten­cji zasa­dy kobie­to­bój­stwa wszech­obec­nej w patriar­chal­nej kul­tu­rze. Ame­ry­kań­ska pisar­ka Ali­ce Bolin w swych ese­jach o tytu­le Dead Girls (2018) pisze iro­nicz­nie o koniecz­no­ści „prze­trwa­nia ame­ry­kań­skiej [kul­tu­ro­wej – A.A.] obse­sji” na punk­cie „mar­twych dziew­czyn”, a wła­ści­wie obse­sji repre­zen­ta­cji uśmier­ca­nia dora­sta­ją­cych kobiet (ana­li­zu­je mię­dzy inny­mi takie fil­my, jak: Twin Peaks czy Pret­ty Lit­tle Liars). Motyw „mar­twej dziew­czy­ny” to według niej naj­czę­ściej pre­tekst do roz­wi­nię­cia męskiej intry­gi: uprasz­cza i redu­ku­je kobie­ce życie, ogra­ni­cza­jąc je do roli sym­bo­lu lub obiek­tu, wspie­ra­ją­cych wyjąt­ko­wość nar­ra­cji męskie­go pro­ta­go­ni­sty. Śmierć dziew­czyn zosta­je w ten spo­sób zba­na­li­zo­wa­na i nie­wi­dzial­na, ucho­dzi jako feno­men nie tyle poza pra­wem, co przy­pie­czę­to­wu­je zasa­dę wiecz­ne­go bez­pra­wia (któ­rym nie­wąt­pli­wie jest roz­bu­do­wa­ne patriar­chal­ne „rusz­to­wa­nie”2 pod­trzy­mu­ją­ce kul­tu­rę kobie­to­bój­stwa, czy kul­tu­rę gwał­tu).

Film Cop­po­li jest dużo bar­dziej dono­sem na ten stan rze­czy, na nie­do­sta­tek edu­ka­cji i socja­li­za­cji, czy sze­rzej mizo­gi­nicz­ne życie spo­łecz­ne, niż sama powieść Euge­ni­de­sa. Insce­ni­zu­jąc zasa­dy male gaze, usta­wicz­nie je prze­kra­cza (rów­nież przez zabie­gi for­mal­ne, podział ekra­nu czy mon­taż). Cier­pie­nie dora­sta­nia dziew­czyn nie jest ele­men­tem deco­rum, a sta­je się głów­nym tema­tem, któ­ry zysku­je nową pod­mio­to­wość. To wszyst­ko zmie­nia nar­ra­cję poprzez pra­cę w jej odbio­rze, wska­zu­je na koniecz­ność wypra­co­wy­wa­nia nowych wzo­rów.

O pod­mio­to­wość tę dopo­mnia­ły się już myśli­ciel­ki fran­cu­skiej dru­giej fali jak Sarah Kof­man czy Luce Iri­ga­ray. Pierw­sza przede­fi­nio­wa­ła „zagad­kę kobie­ty”3 Freu­da w rze­tel­ną ana­li­zę sprzecz­no­ści i bra­ków, ale to dopie­ro Iri­ga­ray kry­tycz­nie wykrze­sa­ła z teo­rii tra­dy­cyj­nej psy­cho­ana­li­zy nowe wąt­ki i nowe tema­ty. Idąc tro­pem kla­sycz­nych tez poka­za­ła ogra­ni­cze­nia freu­dow­skich wzor­ców. Mała dziew­czyn­ka nie jest małym chłop­cem, któ­ry odkry­wa wła­sną kastra­cję – to Logos (ide­olo­gia, dys­kurs, pra­wo) przed­sta­wia kobie­ty jako wyka­stro­wa­ne. Pro­jek­tu­je na nie męskie lęki, któ­re patriar­chal­na cywi­li­za­cja wytwo­rzy­ła przez wie­ki, by umoż­li­wić kobie­ce pod­po­rząd­ko­wa­nie. W tym uję­ciu ujaw­nia się fakt, że kobie­ty są kara­ne (styg­ma­ty­zo­wa­ne i uśmier­ca­ne) za to, do cze­go się je przy­sto­so­wu­je, mode­lu­je i w jaki spo­sób się wytwa­rza ich pozy­cję, toż­sa­mość oraz for­mę bycia. Fran­cu­ska filo­zof­ka roz­wi­ja­ła więc w swo­jej teo­rii roz­ma­ite zasa­dy opo­ru. Pod­kre­śla­ła koniecz­ność usym­bo­licz­nie­nia: przy­wra­ca­nia wyma­za­nej kobie­cej gene­alo­gii (rela­cji matka–córka i sze­rzej rela­cji matry­li­ne­ar­nych) i przede­fi­nio­wa­nia jej. Opi­sa­ła zasa­dy nowej kobie­cej pod­mio­to­wo­ści wytwa­rza­nej z kobie­ta­mi i wobec kobiet prze­ciw­ko edy­pal­nej zasa­dzie kobie­cej rywa­li­za­cji o męską uwa­gę. W tym sen­sie płeć sta­je się tutaj tra­jek­to­rią życia, a nie śmier­ci.

Bez wąt­pie­nia powta­rzal­ne, sym­bo­licz­ne (i okrut­ne), patriar­chal­ne uśmier­ca­nie dziew­czy­nek zapew­nia jed­ność usta­lo­nych zasad funk­cjo­no­wa­nia tra­dy­cji i wspól­no­ty. Patriar­chal­ny ład utwo­rzo­ny jest na wyklu­cza­niu kobiet, któ­re rytu­al­nie nale­ży umac­niać. Dziew­czyn­ka umie­ra i wspól­no­ta odnaj­du­je swój sens wobec meta­fi­zycz­nej trwo­gi. Tak wyglą­da wła­śnie rytu­ał poświę­ce­nia. Jed­nak jak wyka­zu­je Jacqu­es Der­ri­da w świe­tle ana­li­zy z książ­ki Démo­cra­tie à venir (2004), żad­na praw­dzi­we demo­kra­tycz­na wspól­no­ta w odróż­nie­niu od sys­te­mów auto­ry­tar­nych nie może zostać zbu­do­wa­na na poświę­ce­niu. Poświę­ce­nie i wyklu­cze­nie impli­ku­ją zawsze zasa­dę prze-trwa­nia­/prze-życia. Nie wszyst­kie dziew­czyn­ki da się poświę­cić, a ta, co prze­ży­je, poka­że, że życie zawsze sta­wia opór. Prze-życie jest naj­bar­dziej dogłęb­ną for­mą życia – nie ma innej dro­gi dla demo­kra­cji niż wiecz­na trans­for­ma­cja, egza­mi­no­wa­nie wła­snych sys­te­mów wyklu­cze­nia, prze­kształ­ca­nie ich w coraz nowe, bar­dziej otwar­te wzo­ry i upodmio­ta­wia­ją­ce for­my życia dotąd wyklu­cza­ne.

„Jak stracić matkę?”

Dru­ga fala femi­ni­zmu, jak już była o tym mowa, wyzna­cza nowe pole reflek­sji, doty­czą­ce kobiet i dziew­czy­nek. Wpro­wa­dzo­ne zosta­ją do głów­ne­go nur­tu ana­liz takie tema­ty, jak macie­rzyń­stwo, cór­czań­stwo, rela­cje mię­dzy kobie­ta­mi, kobie­ca pod­mio­to­wość. A tak­że bieg życia kobiet łącz­nie z jego faza­mi: sta­ro­ścią, a przede wszyst­kim dzie­ciń­stwem ze spe­cjal­ną uważ­no­ścią na moment „wytwa­rza­nia” dziew­czyn­ki. Przy­sto­so­wa­nie do wzor­ców płcio­wych i samo kształ­to­wa­nie spo­łecz­ne ról płcio­wych w opar­ciu o cia­sno zde­fi­nio­wa­ną róż­ni­cę płcio­wą to nie tyl­ko tema­ty teo­re­tycz­ne. Zwłasz­cza femi­nizm ame­ry­kań­ski wpro­wa­dził wie­le wąt­ków do popkul­tu­ry. Poja­wia się popu­lar­ne piśmien­nic­two femi­ni­stycz­ne, któ­re doko­nu­je wie­lu waż­nych prze­kro­czeń, jak choć­by Nan­cy Frie­dan i jej My mother, myself. I choć sam temat dziew­czyń­stwa w peł­ni wybrzmie­wa póź­niej, kie­dy poko­le­nia mło­dych dziew­czyn, wycho­wa­nych w femi­ni­stycz­nej myśli same zaczną myśleć i pisać, to rewo­lu­cja popkul­tu­ro­wa już się zaczę­ła.

Jed­ną z naj­słyn­niej­szych auto­rek tego okre­su jest Eri­ca Jong, któ­ra zaj­mu­je się przede wszyst­kim tema­ta­mi sek­su­al­no­ści i intym­ne­go speł­nie­nia kobiet (Strach przed lata­niem, 1973). Jong jest tak­że mat­ką cór­ki, Mol­ly, a ta więź sta­je się tak­że jed­nym z wąt­ków jej publicz­ne­go wize­run­ku. Doro­sła Mol­ly Jong-Fast zosta­ła dzien­ni­kar­ką, tele­wi­zyj­ną komen­ta­tor­ką życia spo­łecz­ne­go i napi­sa­ła książ­kę o swej rela­cji z mat­ką (któ­ra wła­śnie wyszła po pol­sku4). Świat Eri­ki i Mol­ly, jako część femi­ni­stycz­nej popkul­tu­ry, znaj­du­je w ese­ju cór­ki zasta­na­wia­ją­cą ana­li­zę. Jej książ­ka prze­pusz­cza teo­rię przez auto­bio­gra­fię i żywe doświad­cze­nie: to głos dziew­czyn­ki, roz­pra­wia­ją­cej się z femi­ni­stycz­nym dzie­dzic­twem, któ­ra czy­ta w całej roz­cią­gło­ści, bez edy­pal­ne­go odrzu­ce­nia, ale tak­że głę­bo­ko kry­tycz­nie. Mol­ly to dziew­czyn­ka, któ­ra sta­je się kobie­tą, odręb­ną wobec dzie­dzic­twa mat­ki, któ­re­go być może nie jest w sta­nie ze zro­zu­mia­łych wzglę­dów w peł­ni oce­nić. Ale sta­je się femi­nist­ką i oso­bą, zdol­ną pomie­ścić skom­pli­ko­wa­ną praw­dę ludz­kie­go doświad­cze­nia oraz pisar­ką, umie­ją­cą wyra­zić z per­spek­ty­wy dziew­czyn­ki donio­słość wię­zi mię­dzy kobie­ta­mi, pomi­mo ogrom­nych życio­wych tra­ge­dii.

Staw­ka epo­ki, któ­rą wyzna­cza świa­dec­two Mol­ly, cór­ki Eri­ki, to czas poli­wa­lent­nych nar­ra­cji byłych „dziew­czy­nek” tak­że wobec femi­ni­zmu. Opre­sja patriar­chal­na jest rów­nież jego czę­ścią skła­do­wą, ale to femi­nizm daje narzę­dzia by, prze­kro­czyć ją w stro­nę wie­lo­ra­kie­go upeł­no­moc­nie­nia. Mol­ly Fast-Jong kre­śli por­tret swej mat­ki suro­wą, emo­cjo­nal­ną kre­ską jako kobie­ty suk­ce­su, uza­leż­nio­nej od alko­ho­lu i spo­łecz­nych gra­ty­fi­ka­cji. Iko­nę pra­co­wi­to­ści i obo­wiąz­ko­wo­ści, nie znaj­du­ją­cej nigdy cza­su na hołu­bie­nie femi­ni­stycz­nych ide­ałów wię­zi z cór­ką, któ­re gło­śno wiel­bi­ła. Pisar­kę, któ­ra wyzwo­li­ła milio­ny kobiet, pozo­sta­jąc sama kobie­tą zorien­to­wa­ną cał­ko­wi­cie na zdo­by­cie męskiej uwa­gi. Femi­nist­kę, zdol­ną zapi­sać sej­smo­gra­ficz­ne prze­miesz­cze­nia w nar­ra­cji o intym­nym speł­nie­niu, pogrą­żo­ną cał­ko­wi­cie w pogo­ni za luk­su­sem i kon­sump­cją. Jong to autor­ka, któ­ra sta­ła się jed­nym z naj­waż­niej­szych femi­ni­stycz­nych gło­sów epo­ki, ale jej lite­rac­kie powo­dze­nie szło w parze z życio­wym cha­osem, emo­cjo­nal­nym nie­ła­dem i depre­syj­ną pazer­no­ścią.

Ope­ra­cja „Jak stra­cić mat­kę?” wyzna­cza nowy czas nar­ra­cji kobie­cych i femi­ni­stycz­nych, w któ­rych jeste­śmy poza binar­no­ścią sys­te­mu i ofia­ry, ale może­my tkać roz­ma­ite wzo­ry opo­wie­ści o pod­po­rząd­ko­wa­niu i eman­cy­pa­cji. Mol­ly zna­la­zła wresz­cie for­mę wyra­zu swo­jej miło­ści do mat­ki, pisząc oso­bi­stą, roz­li­cze­nio­wą książ­kę. Upo­sta­cio­wio­na przez nią dziew­czyn­ka może się odro­dzić, prze­kształ­cić i odbu­do­wać. Może cele­bro­wać tra­jek­to­rię życia.

Dziewczęcość, dziewczynkowatość, dziewczyńskość

W sen­sie teo­re­tycz­nym „dziew­czyn­ko­lo­gia” (gril­ho­od stu­dies) to dzie­dzi­na, któ­ra dopie­ro dzi­siaj nabie­ra roz­pę­du. Kla­sycz­na już dzi­siaj pozy­cja Cathe­ri­ne Dri­scoll Girls. Femi­ni­ne Ado­le­scen­ce in Popu­lar Cul­tu­re and Cul­tu­ral The­ory (2002) zwra­ca­ła uwa­gę, że tra­dy­cyj­ny femi­nizm nie sku­piał dosta­tecz­nej uwa­gi na dziew­czyn­kach i zaj­mo­wał się nimi jako for­mą przej­ścio­wą do „peł­nej kobie­co­ści”. Dla autor­ki zaś „dziew­czyń­stwo” było osob­ną, peł­no­praw­ną kate­go­rią kul­tu­ro­wą. Trak­to­wa­ła je jako oddziel­ny, samo­dziel­ny obszar ana­li­zy, któ­ry miał sam z sie­bie wno­sić, że kobie­cość nie jest dla nie­go żad­nym sta­bil­nym i osta­tecz­nym punk­tem doj­ścia, a sam pro­ces sta­wa­nia się jest nie­jed­no­znacz­ny i otwar­ty. Wbrew prze­ko­na­niom o tym, że okres nasto­let­ni to czas eks­pe­ry­men­tów badacz­ka dowo­dzi­ła, że z per­spek­ty­wy spo­łecz­nej okres bycia dziew­czy­ną pod­le­ga nie­zwy­kle suro­wym regu­la­cjom przez este­ty­za­cję cia­ła, kon­tro­lę sek­su­al­no­ści oraz zacho­wa­nia i inter­na­li­za­cję norm kobie­co­ści. Ado­le­scen­cja dziew­cząt to okres sil­nej nor­ma­tyw­no­ści „dziew­czę­co­ści”, trium­fu bio­po­li­tycz­nej wła­dzy. „Sta­wa­nie się” nie jest więc żad­ną spon­ta­nicz­ną reali­za­cją auten­tycz­ne­go pro­ce­su, a ruchem w obrę­bie kul­tu­ro­wych sce­na­riu­szy, któ­re wyzna­cza­ją gra­ni­ce tego, co dopusz­czal­ne.

Bada­jąc kul­tu­rę popu­lar­ną – feno­me­ny takie, jak Spi­ce Girls czy ruch Girl Power – poka­zy­wa­ła, że eman­cy­pa­cja dziew­cząt jest w niej staw­ką kon­sump­cyj­nych trans­ak­cji. Z jed­nej stro­ny widzial­ność dziew­czyn jest ich postu­la­tem, z dru­giej ich odzia­ły­wa­nie ogra­ni­czo­ne jest do pro­mo­cji sty­lów kon­sump­cji i kate­go­rii indy­wi­du­ali­zmu. Kul­tu­ra popu­lar­na oka­za­ła się jed­nak waż­nym sojusz­ni­kiem myśle­nia od dziew­czę­tach – jej zmia­ny wpły­wa­ły sil­nie na wize­ru­nek jaki mia­ło zarów­no oto­cze­nie na dora­sta­ją­ce dziew­czy­ny, jak i one same o sobie. W tym sen­sie obraz czy wyobra­że­nie ado­le­scen­cji w kul­tu­rze popu­lar­nej oka­zy­wa­ło się staw­ką nego­cja­cji wła­dzy i pod­mio­to­wo­ści.

W swym gło­śnym auto­bio­gra­ficz­nym ese­ju Dziew­czyń­stwo (2021, pol­skie wyda­nie 2022), opu­bli­ko­wa­nym pra­wie 20 lat póź­niej, ame­ry­kań­ska pisar­ka Meli­sa Fobes podej­mu­je wątek dziew­czę­ce­go dora­sta­nia jako pro­ce­su inten­syw­nej inter­na­li­za­cji norm, prze­mo­cy sym­bo­licz­nej i sek­su­al­nej, któ­re­go skut­ki roz­cią­ga­ją się na doro­słe życie kobiet. Prze­su­wa całą reflek­sję w stro­nę doświad­cze­nia jed­nost­ko­we­go, uka­zu­jąc jak prze­moc zapi­su­je się w cie­le i afek­cie. Per­spek­ty­wa oso­bi­sta uzu­peł­nia tu femi­ni­stycz­ną kry­ty­kę kul­tu­ry o wymiar soma­tycz­ny i emo­cjo­nal­ny, dema­sku­jąc kul­tu­ro­we mecha­ni­zmy „zgo­dy” i wsty­du. Fobes kwe­stio­nu­je auto­no­micz­ność dziew­czy­nek w eta­pie naj­więk­szej patriar­chal­nej indok­try­na­cji sek­su­al­nej – trud­no o ich odpor­ność w sytu­acji bra­ku wzor­ców. Język uczy dziew­czyn­ki jak mówić „tak” i kie­dy mówić „nie”. Na jej roz­wa­ża­nia widach wyraź­ny wpływ ruchu #metoo, któ­ry dema­sku­jąc ska­lę sys­te­mo­wych spo­łecz­nych nad­użyć sek­su­al­nych wobec kobiet, zdy­na­mi­zo­wał rów­nież kwe­stię dziew­czy­nek. Fobes pod­kre­śla jak waż­ne jest odkry­cie wła­sne­go gło­su i gra­nic, aby prze­stać speł­niać ocze­ki­wa­nia innych.

Inną for­mę roz­mo­wy z kul­tu­rą popu­lar­ną pro­po­nu­je Wero­ni­ka Murek w swo­im lite­rac­ko-publi­cy­stycz­no-reflek­syj­nym zbio­rze Dziew­czyn­ki. Kil­ka ese­jów o sta­wa­niu się (2023). Autor­ka przy­glą­da się temu, czym jest dziew­czyn­ka / dziew­czy­na jako figu­ra kul­tu­ro­wa i spo­łecz­na. Pro­po­nu­je myśle­nie o „dziew­czyn­ko­wa­to­ści” jako dyna­mi­ce sta­wa­nia się oraz doko­nu­je ana­li­zy jak funk­cjo­nu­je ona w histo­rii kul­tu­ry i spo­łecz­nych wyobra­że­niach. Dziew­czyn­ka rozu­mia­na jest tu jako (nie­oczy­wi­sty) pro­ces, a nie tyl­ko spo­łecz­na, powią­za­na ze ste­reo­ty­pa­mi rola. Dziew­czyn­ki jako kate­go­ria kul­tu­ro­wa to zbiór zna­czeń, przy­pi­sy­wa­ny im przez obra­zy, opo­wie­ści i ste­reo­ty­py, przy czym „dziew­czyn­ko­wa­tość” jest peł­na mocy i sta­no­wi coś zmien­ne­go: przy­mie­rza­nie się, prze­mie­nia­nie, grę toż­sa­mo­ści – a nie jed­ną, sta­łą nar­ra­cję.

Autor­ka wyka­zu­je, w jaki spo­sób spo­łe­czeń­stwo umniej­sza zna­cze­nie dziew­czy­nek, trak­tu­jąc je jako kapry­śne, nie­po­waż­ne czy zmien­ne. Ese­je wal­czą z tym ste­reo­ty­pem, poka­zu­jąc, że w tej zmien­no­ści i prze­bie­ran­kach, „przy­mie­rza­niu się” kry­je się siła i poten­cjał twór­czy. Szcze­gól­ne miej­sce nale­ży się kate­go­rii „impo­sto­ra” (syn­dro­mu intruz­ki, albo oszust­ki, nie­uza­sad­nio­ne­go poczu­cia samo­zwań­cze­go zaj­mo­wa­nia dane­go miej­sca pomi­mo oczy­wi­stych kom­pe­ten­cji) kul­tu­ro­wo, póki co sta­le przy­pi­sy­wa­nej do dziew­czy­nek i kobiet zarów­no w ich odbio­rze wła­snym, jak i oto­cze­nia. Murek nato­miast ujmu­je dziew­czyn­kę jako peł­na poten­cji figu­rę este­tycz­no-języ­ko­wą i pro­ce­su­al­ną – for­mę, któ­ra wymy­ka się sta­bil­nym defi­ni­cjom i funk­cjo­nu­je w prze­strze­ni kul­tu­ro­wych nar­ra­cji, ste­reo­ty­pów i wyobra­żeń jako nie­cią­głość, wyrwa, zasko­cze­nie.

Pippi i Eleven: opowiadać dziewczynki na nowo

Gdy­by wybrać dwie iko­nicz­ne figu­ry ze zbio­ro­wej wyobraź­ni, naj­le­piej ujmu­ją­ce ewo­lu­cje tema­tu dziew­czyń­sko­ści w XX i XXI wie­ku, to bez wąt­pie­nia były­by to Pip­pi Lång­strumpf (Fizia Poń­czo­szan­ka), boha­ter­ka powie­ści Astrid Lind­gren (1945) oraz Ele­ven, czy­li Jane Hop­per, z seria­lu Stran­ger Things (2016–2026). Zaznacz­my od razu, że obie pocho­dzą z utwo­rów dla mło­dzie­ży, śle­dzo­nych tak­że przez doro­słych5, obie to „dziew­czyn­ki-świa­ty”, mają­ce naj­więk­szy wpływ na struk­tu­rę zda­rzeń przed­sta­wio­nych, któ­ra jest ema­na­cją ich spe­cjal­nej pozy­cji. W obu nar­ra­cjach są w cen­trum repre­zen­ta­cji, podob­nie wywro­to­we i podob­nie moc­ne, rów­nie nie­za­leż­ne.

Okładka książki Jorgena Gaarego i Oysteina Sjaastada pod tytułem „Pippi i Sokrates. Filozoficzne wędrówki po świecie Astrid Lindgren”.
J. Gaare, O. Sjaastad, „Pippi i Sokrates. Filozoficzne wędrówki po świecie Astrid Lindgren”, tłum. I. Zimnicka, Warszawa: Jacek Santorski & Co, 2002.

Bez wąt­pie­nia na kształt posta­ci Pip­pi wpływ miał sur­re­alizm zarów­no jako prąd este­tycz­ny, ale też ide­olo­gicz­ny mani­fest nie do koń­ca zre­ali­zo­wa­nej gen­de­ro­wej rów­no­ści. W sur­re­ali­zmie anar­chicz­ny bez­sens zyski­wał nową wykład­nię, kobie­ty twór­czy­nie, choć mar­gi­na­li­zo­wa­ne w samym ruchu, wyci­snę­ły na kształ­cie samej for­ma­cji nie­za­tar­te pięt­no nie­spo­ty­ka­nej dotąd wol­no­ści wyobraź­ni. Pip­pi dosłow­nie sta­wia wszyst­ko do góry noga­mi – cho­dzi na rękach, nie zna norm socja­li­za­cji ani edu­ka­cji, kul­ty­wu­je pozy­tyw­ną anar­chicz­ną wol­ność. Jej postać sta­łą się zresz­tą inspi­ra­cją dla jed­nej z naj­waż­niej­szych femi­ni­stycz­nych arty­stek euro­pej­skich – Szwaj­car­ki Pipi­lot­ti Rist, któ­ra powzię­ła od Pip­pi swój arty­stycz­ny pseu­do­nim. Sztu­ka Rist peł­na afir­ma­cji, śmie­chu, iro­nii, dziew­czę­cej wital­no­ści, hoł­du­je tak­że zasa­dzie „sta­wia­nia wszyst­kie­go na gło­wie”, poważ­nie rewin­dy­ku­jąc miej­sce kobiet w spo­łecz­nej stra­ty­fi­ka­cji oraz pra­wo do aser­tyw­no­ści i auto­no­mii.

Ele­ven zaś jest speł­nie­niem fan­ta­zji o super­bo­ha­ter­ce, któ­ra jako dziew­czyn­ka prze­ma­wia do sze­ro­kiej gamy odbior­ców, reali­zu­jąc zada­nie dotąd dla jej fan­ta­zyj­nych poprzed­ni­czek nie­osią­gal­ne. Ozna­cza też w seria­lu, prócz posia­da­nia super mocy, miej­sce płcio­wej nie­sta­bil­no­ści. Gdy pierw­szy raz poja­wia się w kadrze odbie­ra­na jest w świe­cie przed­sta­wio­nym jako chło­piec. Mała dziew­czyn­ka jest tutaj małym chłop­cem, ale tyl­ko po, to, by ujaw­nić, że jako pod­da­na wcze­śniej skraj­nej prze­mo­cy mło­do­cia­na więź­niar­ka jest tak napraw­dę naj­waż­niej­szą staw­ką repre­zen­ta­cji. To jej siła gene­ru­je sekwen­cje przed­sta­wio­nych wyda­rzeń i oka­zu­je się zba­wien­na dla świa­ta. Postać Ele­ven uosa­bia sil­ne ele­men­ty kry­ty­ki spo­łecz­nej – jest alu­zją do praw­dzi­we­go eta­pu zim­nej woj­ny, gdy ame­ry­kań­ska agen­cja wywia­dow­cza CIA roz­po­czę­ła pro­gram eks­pe­ry­men­tów bez zgo­dy pod­da­wa­nych im osób. Doty­czy­ły one hip­no­zy, tele­ki­ne­zy, uży­cia nar­ko­ty­ków, depry­wa­cji sen­so­rycz­nej, tak­tyk mani­pu­la­cji neu­ro­lo­gicz­nych i psy­chia­trycz­nych. Ich archi­wa zosta­ły w więk­szo­ści znisz­czo­ne jed­nak nie­chlub­na kar­ta nad­użyć, jakich dopu­ścił się rząd wobec oby­wa­te­li, pozo­sta­je dome­ną zbio­ro­wych docie­kań i ana­liz.

Pip­pi i Ele­ven to dwie iko­nicz­ne figu­ry dziew­czyn­ki, któ­re świet­nie poka­zu­ją wie­le rze­czy: nie tyl­ko jak zmie­nia się kul­tu­ro­wa wyobraź­nia dziew­czyń­stwa, ale też co pozo­sta­je zaska­ku­ją­co sta­łe. Choć funk­cjo­nu­ją w odmien­nych kon­tek­stach histo­rycz­nych i medial­nych, obie sta­no­wią przy­kła­dy dziew­czy­nek, któ­re uosa­bia­ją rodzaj „wyrwy”: rady­kal­nie prze­kra­cza­ją nor­my przy­pi­sy­wa­ne dziew­czyń­stwu. Każ­da z nich ucie­le­śnia figu­rę „dziew­czyn­ki nie­nor­ma­tyw­nej”, jed­nak spo­sób, w jaki kul­tu­ra inter­pre­tu­je ich odmien­ność, ule­ga istot­nym prze­su­nię­ciom.

Pip­pi jest fizycz­nie nad­ludz­ko sil­na, samo­wy­star­czal­na i cał­ko­wi­cie nie­za­leż­na od doro­słych. Jej siła ma cha­rak­ter nie­mal baśnio­wy i komicz­ny – pod­wa­ża auto­ry­tet doro­słych, ale nie zosta­je przez to pato­lo­gi­zo­wa­na. Ele­ven rów­nież dys­po­nu­je nad­ludz­ką siłą; choć wal­czy z doro­sły­mi, jej moc jest źró­dłem trau­my, bólu i spo­łecz­ne­go wyklu­cze­nia. O ile dla Pip­pi moc jest rado­snym narzę­dziem wol­no­ści, o tyle w przy­pad­ku Ele­ven sta­je się zna­kiem bio­po­li­tycz­nej kon­tro­li i prze­mo­cy insty­tu­cjo­nal­nej. Pip­pi repre­zen­tu­je w tym sen­sie uto­pij­ną fan­ta­zję femi­ni­stycz­ną: dziew­czyn­kę, któ­ra może pozo­stać poza patriar­chal­nym porząd­kiem bez pono­sze­nia kosz­tów. Ele­ven jest figu­rą póź­niej­szą, osa­dzo­ną w kul­tu­rze post­fe­mi­ni­stycz­nej i post­trau­ma­tycz­nej – jej eman­cy­pa­cja nie jest dana, a wypra­co­wa­na, jej siła nie zno­si prze­mo­cy, lecz ujaw­nia jej kon­se­kwen­cje.

Pip­pi funk­cjo­nu­je poza sys­te­mem: nie cho­dzi do szko­ły, nie respek­tu­je kon­we­nan­sów, żyje według wła­snych zasad. Jej dziew­czyń­stwo nie jest pro­ce­sem „sta­wa­nia się kobie­tą”, lecz alter­na­tyw­ną for­mą ist­nie­nia. Ele­ven nato­miast znaj­du­je się wewnątrz pro­ce­su nor­ma­ty­wi­za­cji: uczy się języ­ka, emo­cji, rela­cji spo­łecz­nych, a serial kon­se­kwent­nie poka­zu­je jej „socja­li­za­cję” jako waru­nek przy­na­leż­no­ści. W tym sen­sie Ele­ven sil­niej wpi­su­je się w nar­ra­cję beco­ming a girl w rozu­mie­niu Cathe­ri­ne Dri­scoll – dziew­czyń­stwa jako eta­pu wzmo­żo­nej regu­la­cji i nad­zo­ru. Cia­ło Pip­pi jest dzi­wacz­ne, nie­este­tycz­ne według obo­wią­zu­ją­cych norm, ale nigdy nie jest ani sek­su­ali­zo­wa­ne, ani dys­cy­pli­no­wa­ne. Cia­ło Ele­ven jest nato­miast miej­scem wła­dzy i eks­pe­ry­men­tu: ogo­lo­ne wło­sy, szpi­tal­na odzież, testy labo­ra­to­ryj­ne wpi­su­ją ją w logi­kę kon­tro­li. Serial uka­zu­je jej cia­ło jako podat­ne na prze­moc, co zbli­ża Ele­ven do reflek­sji Melis­sy Febos o dziew­czyń­stwie jako doświad­cze­niu cie­le­snym i afek­tyw­nym. Pip­pi mówi dużo, pew­nie i iro­nicz­nie – jej język jest narzę­dziem desta­bi­li­za­cji porząd­ku doro­słych. Ele­ven począt­ko­wo nie­mal pozba­wio­na jest języ­ka, komu­ni­ku­je się frag­men­ta­rycz­nie, a jej mil­cze­nie jest efek­tem prze­mo­cy i izo­la­cji. Dopie­ro stop­nio­wo odzy­sku­je głos, co czy­ni język klu­czo­wym ele­men­tem jej eman­cy­pa­cji.

Pip­pi Lång­strump i Ele­ven uka­zu­ją dwa mode­le kul­tu­ro­wej wyobraź­ni dziew­czyń­stwa: pierw­sza repre­zen­tu­je rado­sną, anar­chicz­ną figu­rę dziew­czyn­ki poza nor­mą, dru­ga zaś – dziew­czyn­kę for­mo­wa­ną przez prze­moc, dys­cy­pli­nę i pro­ces socja­li­za­cji, dla któ­rej odzy­ska­nie gło­su i spraw­czo­ści jest efek­tem dłu­go­trwa­łe­go „sta­wa­nia się”. Jest jed­nak coś, co powo­du­je, że nie może­my wychwy­cić nad­mier­nie dyna­mi­ki pro­ce­su dia­chro­nicz­nej ewo­lu­cji w zesta­wie­niu funk­cjo­no­wa­nia obu posta­ci. Pip­pi pozo­sta­je filo­zo­ficz­ną inte­gral­no­ścią świa­ta „do góry noga­mi”, któ­ry pro­po­nu­je. Ele­ven musi zostać poświę­co­na i dobro­wol­nie ginie na koń­cu sagi fil­mo­wej, żeby odwró­cić zło „świa­ta po dru­giej stro­nie” (w seria­lu nazy­wa­ne­go w ory­gi­na­le up side down), któ­ry oka­zu­je się wyni­kiem źle pro­wa­dzo­nych eks­pe­ry­men­tów nauko­wych wła­dzy.

Niewidzialna podmiotowość, widzialne ciało

Na wysta­wie w Antwer­pii zoba­czyć moż­na było Fore­igner in Your Own Body (2025) Sofii Lai, czy­li por­ce­la­no­wą rzeź­bę, któ­ra przed­sta­wia swo­iste podwo­je­nie: leżą­ca postać z dziew­czyń­ski­mi atry­bu­ta­mi ma swo­je dwie wer­sje, któ­re wza­jem­nie się prze­ni­ka­ją – jed­ną „nor­mal­ną”, a dru­gą mon­stru­al­ną. W opi­sie pra­cy czy­ta­my, że jest to alu­zja do poczu­cia alie­na­cji, jakie moż­na odczu­wać w ado­le­scen­cji, gdy cia­ło szyb­ko się zmie­nia, do poja­wia­ją­ce­go się wte­dy pocią­gu do ubrań, któ­ry poma­ga roz­pra­co­wać sta­bi­li­za­cję iden­ty­fi­ka­cji gen­de­ro­wej, ale też zwra­ca uwa­gę na oddziel­ną trud­ność obja­wia­ją­cą się wów­czas przed oso­ba­mi trans­gen­de­ro­wy­mi. Meta­fo­ra, jaką pro­po­nu­je postać Ele­ven ze Stran­ger Things jest na tyle pojem­na, że rów­nież może pomie­ścić te wszyst­kie zna­cze­nia.

Zwłasz­cza doko­nu­ją­ce się w ado­le­scen­cji ucie­le­śnie­nie – sta­wa­nie się dziew­czyn­ką czy oso­bą nie­bi­nar­ną – to mie­rze­nie się z cię­ża­rem cie­le­sno­ści wyjąt­ko­wo obar­czo­nym. Obo­wią­zu­ją­ce wyobra­że­nia, zwłasz­cza kobie­ce­go cia­ła to nad­miar cie­le­snej widzial­no­ści, któ­ra z kolei wytwa­rza efekt nie­wi­dzial­nej pod­mio­to­wo­ści. Widzial­ne cia­ło, jak pisze Dris­sco­le, daje nie­wi­dzial­ną pod­mio­to­wość. Dziew­czyn­ki zni­ka­ją jako oso­by, poja­wia­ją się jako cia­ła. Oso­bo­wość Ele­ven rów­nież nie jest widzial­na, ujaw­nia ją dopie­ro jej nie­wi­dzial­na siła. Ta meta­fo­ra nie­wi­dzial­nej siły patro­nu­je zresz­tą przy­go­dom pozo­sta­łych dziew­czy­nek w fil­mie, bo zwłasz­cza pod kątem przed­sta­wia­nia ich mło­dych posta­ci Stran­ger Things oka­zu­je się napraw­dę prze­ło­mo­wy. Dziew­czyn­ki i dziew­czy­ny inspi­ru­ją się nawza­jem i nawet osa­mot­nio­ne nigdy się nie pod­da­ją. Fil­mo­we boha­ter­ki odwra­ca­ją zna­cze­nie spo­łecz­ne­go pro­ce­su „dziew­czę­ce­nia” dziew­czyn­ki, opi­sa­ne­go przez Judith Butler. Nie pro­wa­dzi on do jed­no­wy­mia­ro­we­go uci­sza­nia: reali­zu­ją­ce swo­ją pod­mio­to­wość w każ­dym sty­lu, boha­ter­ki dziew­czę­ce są tu peł­ne spraw­czo­ści. Ame­ry­kań­ska filo­zof­ka Iris Marion Young w ese­ju Rzu­ca­jąc jak dziew­czyn­ka (1980)6 napi­sa­ła, że spo­sób w jaki uczy się dziew­czyn­ki ruchu, krę­pu­je ich cia­ła. Fil­mo­wy świat Stran­ger Things bra­wu­ro­wo zry­wa z tą zasa­dą.

Wystę­pu­je jed­nak inna nie­po­ko­ją­ca w nim rzecz. Jeśli w wiel­kich seria­lach danych epok szu­kać odno­śni­ków do rze­czy­wi­sto­ści poli­tycz­nej, z któ­rej wyra­sta­ją to Stran­ger Things moż­na odczy­ty­wać jako serial ery trum­pow­skiej. Zło nie pocho­dzi w nim tyl­ko z zewnątrz, ale rów­nież z wewnątrz – to rodzi­my rząd i rodzi­ma wła­dza zasta­wia zasadz­ki na boha­te­rów, dopro­wa­dza­jąc miej­sca­mi do atmos­fe­ry cywil­nej woj­ny. Rze­czy­wi­stość oka­zu­je się mon­stru­al­na w swo­jej nor­mal­no­ści, dopie­ro w trak­cie trwa­nia fil­mu ujaw­nia się jej bru­tal­ny, praw­dzi­wy cha­rak­ter, począt­ko­wo nie­do­strze­gal­ny (to zupeł­nie przy­po­mi­na prze­bu­dze­nie oby­wa­tel­skie epo­ki Trum­pa, któ­re obec­nie obser­wu­je­my). I pomi­mo, że świat seria­lu jest w bez­pre­ce­den­so­wy spo­sób świa­tem postę­po­wym, jest coś, co pod­skór­nie wyzna­cza jego reak­cyj­ny zwrot. I nie cho­dzi tyl­ko o fakt, że jed­nak Ele­ven, jako dziew­czyn­ka musi umrzeć. Za każ­dym razem ema­na­cja inne­go świa­ta, zła, porząd­ku odwró­co­ne­go, któ­ry zagra­ża miesz­kań­com fil­mo­we­go mia­stecz­ka zain­sce­ni­zo­wa­ny jest przez sce­no­gra­ficz­ne meta­fo­ry przy­po­mi­na­ją­ce ana­to­micz­ne wyobra­że­nia kobie­ce­go cia­ła. Mon­stra wycho­dzą ze szcze­lin w kształ­cie man­da­li, z cie­li­stych powłok, tune­lów peł­nych cie­czy do złu­dze­nia przy­po­mi­na­ją­cych pły­ny orga­nicz­ne. Meta­fo­ra poro­du, cią­ży, wagi­ny, kana­łu rod­ne­go, jamy brzusz­nej, pęche­rzy­ków pło­do­wych jest cią­gle i sta­le eks­plo­ato­wa­na jako ciem­na stro­na mocy, za nią czai się zło. Ucie­le­śnie­nie jest zagra­ża­ją­ce, a cia­ło rodzą­ce – prze­ra­ża­ją­ce. Szo­ku­ją­ca jest ta kon­se­kwen­cja este­tycz­na w seria­lu, któ­ry przed­sta­wia tyle dziew­czę­cych boha­te­rek w okre­sie ado­le­scen­cji.

Język jako bunt

Ucie­le­śnie­nie jako meta­fo­ra trak­to­wa­na jest cią­gle w fil­mie przez pry­zmat aksjo­lo­gicz­nej prze­mo­cy. Bunt Ele­ven nie może doty­czyć więc cia­ła – doty­czy za to języ­ka. Dla bel­gij­skiej lin­gwist­ki Lau­ren­ce Rosier epo­ka #metoo jako skraj­ne ujaw­nie­nie mecha­ni­zmów prze­mo­cy zarzą­dza­ją­cych życiem dziew­czy­nek i kobiet w naszym spo­łe­czeń­stwie ma przede wszyst­kim języ­ko­wy cha­rak­ter. Autor­ka bada rewo­lu­cję #metoo przez ana­li­zę komu­ni­ka­tów języ­ko­wych roz­ma­itych feno­me­nów zwią­za­nych z jej oddzia­ły­wa­niem: tek­stów pio­se­nek, odezw, haseł na mani­fe­sta­cjach i zapi­sów w lite­ra­tu­rze. W swej książ­ce Ripo­ste: fem­mes, disco­urs et vio­len­ce [Ripo­sta: kobie­ty, dys­kurs i prze­moc]” (2025) Rosier ana­li­zu­je języ­ko­we mecha­ni­zmy prze­mo­cy sym­bo­licz­nej oraz spo­so­by reago­wa­nia na nią (ripo­sta to kontr­atak, ostra odpo­wiedź). Postać dziew­czyn­ki poja­wia się tu jako figu­ra dys­kur­su, szcze­gól­nie nara­żo­na na domi­na­cję, oce­nę i uci­sza­nie: dziew­czyn­ka to obiekt mowy innych. Badacz­ka poka­zu­je, że dziew­czyn­ki bar­dzo wcze­śnie zosta­ją wpi­sa­ne w nor­ma­tyw­ne dys­kur­sy. Opi­sy­wa­ne są jako „grzecz­ne”, „słod­kie”, „posłusz­ne”, ich wypo­wie­dzi bywa­ją baga­te­li­zo­wa­ne lub popra­wia­ne, język wobec nich czę­sto ma cha­rak­ter pater­na­li­stycz­ny lub infan­ty­li­zu­ją­cy. Zupeł­nie jak w przy­pad­ku Ele­ven dziew­czyn­ka funk­cjo­nu­je więc jako ktoś, o kim się mówi, a nie ktoś, kto mówi z peł­ną spraw­czo­ścią.

Rosier ana­li­zu­je sytu­acje, w któ­rych dziew­czyn­ki dozna­ją nie­wi­dzial­nych, ukry­tych w języ­ku form prze­mo­cy wer­bal­nej (komen­ta­rzy doty­czą­cych wyglą­du, żar­tów sek­si­stow­skich, pozor­nie nie­win­nych uwag, któ­re utrwa­la­ją hie­rar­chie płci). Autor­ka pod­kre­śla, że dziew­czyn­ki w ramach wcze­snej socja­li­za­cji do mil­cze­nia uczo­ne są uni­ka­nia kon­flik­tu, łago­dze­nia tonu, nie­uży­wa­nia „zbyt ostrych” ripost. W efek­cie, jeśli dziew­czyn­ka odpo­wia­da ostro, bywa oce­nia­na jako nie­grzecz­na, agre­syw­na lub nie­sto­sow­na, pod­czas gdy podob­ne zacho­wa­nia w wypad­ku chłop­ców są czę­ściej akcep­to­wa­ne. Klu­czo­we dla książ­ki sta­je się więc pyta­nie: czy dziew­czyn­ka może ripo­sto­wać? Rosier poka­zu­je, że ripo­sta jest narzę­dziem eman­cy­pa­cji: pozwa­la odzy­skać głos, prze­ry­wa asy­me­trię wła­dzy, jest aktem opo­ru wobec narzu­co­nych ról płcio­wych. Ripo­sta nie musi być agre­syw­na – może być iro­nicz­na, inte­li­gent­na, zdy­stan­so­wa­na, ale zawsze ozna­cza wej­ście w prze­strzeń mówie­nia na wła­snych warun­kach. Dziew­czyn­ka jako przy­szła kobie­ta mówią­ca w szer­szym uję­ciu sym­bo­li­zu­je w Ripo­ste moment for­mo­wa­nia się pod­mio­to­wo­ści języ­ko­wej. Ten etap decy­du­je o tym, czy przy­szła kobie­ta będzie mia­ła pra­wo do sprze­ci­wu, nauczy się reago­wać na prze­moc sym­bo­licz­ną lub uzna wła­sny głos za upraw­nio­ny. „Dziew­czyn­ka” jest figu­rą kru­cho­ści, ale i poten­cja­łu, ujaw­nia­jąc jak język może pod­po­rząd­ko­wy­wać, ale też poprzez ripo­stę stać się spraw­czym narzę­dziem eman­cy­pa­cji. W tym sen­sie Ele­ven – dziew­czyn­ka jako pod­miot, któ­ry musi nauczyć się ripo­sty, by stać się sły­szal­na – jest bli­ska ana­li­zom Lau­ren­ce Rosier.

Ele­ven jed­nak ginie. Nawet jeśli w suge­ro­wa­nym na koń­cu wspo­mnie­niu jej chło­pa­ka być może cudow­nie prze­trwa­ła, repre­zen­ta­cja musia­ła uka­zać jej śmierć. Zada­nie praw­dzi­wej ripo­sty przy­pa­da bowiem w udzia­le nam. Oso­bom odbie­ra­ją­cym kul­tu­ro­we komu­ni­ka­ty i współ­two­rzą­cym je, odda­ją­cym się reflek­sji i reali­zu­ją­cym sce­na­riu­sze życia codzien­ne­go. Poten­cjał kate­go­rii „dziew­czyn­ki” i „dziew­czy­ny” jest cią­gle jesz­cze do wyko­rzy­sta­nia.

W cyto­wa­nych powy­żej pra­cach badaw­czych i tek­stach kul­tu­ry dziew­czyń­stwo zosta­je kon­se­kwent­nie ode­rwa­ne od bio­lo­gicz­ne­go rozu­mie­nia wie­ku i potrak­to­wa­ne jako kate­go­ria kul­tu­ro­wa: kon­strukt dys­kur­syw­ny wytwa­rza­ny przez histo­rię, teo­rię i popkul­tu­rę; jako etap w doświad­cze­niu jed­nost­ko­wym inten­syw­nej inter­na­li­za­cji norm, prze­mo­cy sym­bo­licz­nej i sek­su­al­nej, zapi­sa­nej w cie­le i afek­cie; for­ma „sta­wa­nia się”, któ­ra funk­cjo­nu­je w prze­strze­ni kul­tu­ro­wych nar­ra­cji, ste­reo­ty­pów, wyobra­żeń i wymy­ka się sta­bil­nym defi­ni­cjom. Dziew­czyn­ka poja­wia się przede wszyst­kim jako pod­miot uwi­kła­ny w rela­cje wła­dzy języ­ko­wej: jej dziew­czyń­stwo jest miej­scem uci­sza­nia, infan­ty­li­za­cji i dys­cy­pli­no­wa­nia mowy, a zara­zem poten­cjal­nym punk­tem opo­ru.

O ile więc Dri­scoll ana­li­zu­je kul­tu­ro­wą pro­duk­cję dziew­czyń­stwa, Febos – jego cie­le­sne i emo­cjo­nal­ne skut­ki, a Murek – jego lite­rac­ko-sym­bo­licz­ne figu­ry, o tyle Rosier kon­cen­tru­je się na mikro­prak­ty­kach języ­ka, w któ­rych dziew­czyn­ka uczy się albo mil­cze­nia, albo spraw­czo­ści. Wspól­ną płasz­czy­zną tych ujęć jest prze­ko­na­nie, że dziew­czyń­stwo nie jest neu­tral­nym eta­pem roz­wo­ju, lecz prze­strze­nią inten­syw­nej pra­cy kul­tu­ry, języ­ka i wła­dzy. Sam język musi tu być rozu­mia­ny nie tyl­ko jako medium opi­su dziew­czyń­stwa, lecz jako jeden z głów­nych mecha­ni­zmów jego wytwa­rza­nia i regu­la­cji. Dri­scoll poka­zu­je, że dys­kur­sy nauko­we i popkul­tu­ro­we pro­du­ku­ją figu­rę dziew­czy­ny poprzez nar­ra­cje roz­wo­jo­we, nor­ma­tyw­ne i este­tycz­ne, któ­re okre­śla­ją, co zna­czy „dora­stać wła­ści­wie” jako dziew­czyn­ka. W przy­pad­ku Febos język kul­tu­ry dzia­ła przede wszyst­kim inter­na­li­zu­ją­co: dziew­czyn­ki uczą się nazy­wać swo­je doświad­cze­nia cudzy­mi kate­go­ria­mi – wsty­du, zgo­dy, atrak­cyj­no­ści – co pro­wa­dzi do roz­sz­cze­pie­nia mię­dzy prze­ży­ciem a moż­li­wo­ścią jego wypo­wie­dze­nia. Murek nato­miast eks­po­nu­je nie­sta­bil­ność i meta­fo­rycz­ność języ­ka opi­su dziew­czyn­ki, trak­tu­jąc go jako prze­strzeń gry, prze­su­nięć i este­tycz­nych uprosz­czeń, któ­re jed­no­cze­śnie unie­waż­nia­ją i utrwa­la­ją dziew­czyń­skość jako figu­rę „nie­doj­rza­łą” lub „nie­po­waż­ną”. Na tym tle pro­po­zy­cja Rosier ma cha­rak­ter naj­bar­dziej per­for­ma­tyw­ny: język nie tyl­ko opi­su­je dziew­czyn­kę, ale bez­po­śred­nio ją pozy­cjo­nu­je, a ripo­sta sta­je się prak­ty­ką odzy­ski­wa­nia pod­mio­to­wo­ści w mikro­in­te­rak­cjach codzien­nej mowy. Pip­pi spo­ty­ka się tutaj z Ele­ven: nie­nor­ma­tyw­ność, siła, wła­sny głos to pod­sta­wy fan­ta­zji eman­cy­pa­cyj­nej. Dziew­czyń­stwo jawi się więc jako efekt splo­tu dys­kur­sów, w któ­rych mówie­nie, mil­cze­nie i moż­li­wość odpo­wie­dzi sta­no­wią klu­czo­we narzę­dzia wła­dzy i opo­ru – jest moc­niej­sze od „peł­nej kobie­co­ści”, gdyż może ją roz­sa­dzić i prze­kształ­cić.

Nie trze­ba chy­ba na koniec doda­wać, że w dzi­siej­szym świe­cie, prze­ży­wa­ją­cym glo­bal­ny „wstrząs nar­ra­cyj­ny” z powo­du afe­ry, zwią­za­nej z dzia­łal­no­ścią pedo­fi­la, pre­da­to­ra sek­su­al­ne­go i finan­so­we­go, Jef­freya Epste­ina, pochy­le­nie się nad kon­dy­cją dziew­czy­nek jest spra­wą naj­wyż­szej wagi. Prze­moc sek­su­al­na wobec nie­let­nich dziew­czyn, jak wyni­ka z upu­blicz­nio­nych akt tej spra­wy, jest naj­lep­szym lepem, kon­so­li­du­ją­cym męż­czyzn na naj­wyż­szych, świa­to­wych szcze­blach wła­dzy. Przy sto­le Epste­ina, na jego licz­nych kola­cjach, rau­tach i impre­zach, nie było kobiet – zaj­mo­wa­ły się one obsłu­gi­wa­niem lub zmu­sza­ne były, wraz z nie­let­ni­mi dziew­czy­na­mi, do sek­su­al­ne­go nie­wol­nic­twa (z uży­ciem tor­tur i gwał­tu wobec męż­czyzn czę­sto na publicz­nych, odpo­wie­dzial­nych sta­no­wi­skach)7. Tak się skła­da, że jed­ną z naj­waż­niej­szych czę­ści tej męskiej, dra­pież­nej socje­ty, cie­szą­cej się skąd­inąd poza tym ogrom­nym maso­wym uzna­niem, two­rzy­li w dużej mie­rze gigan­ci świa­to­we­go prze­my­słu tech­nicz­ne­go. Z badań wyni­ka8, iż inter­net i media spo­łecz­no­ścio­we w zastra­sza­ją­cym tem­pie kolo­ni­zu­jąc umy­sły chłop­ców przez ide­olo­gie męskiej supre­ma­cji i sek­si­stow­skiej pogar­dy do ich rówie­śnic, jak rów­nież doro­słych kobiet. Pra­ca nad miej­scem dziew­czyn­ki w kul­tu­rze, zarów­no w dzie­dzi­nie pra­wa, edu­ka­cji, pozy­cji sym­bo­licz­nej czy wyobraź­ni, jest więc jed­nym z naj­waż­niej­szych zadań współ­cze­sno­ści. W tro­sce nie tyl­ko o przy­szłe kobie­ty, ale całą nasza spo­łecz­ną przy­szłość: jej for­my rela­cji, porząd­ku płci i pra­gnie­nia, wszel­kich wspól­no­to­wych domen intym­nych i publicz­nych wza­jem­ne­go współ­ży­cia.

 

* Inklu­zyw­na pisow­nia z gwiazd­ką sło­wa „dziew­czyn­ki*”, „dziew­czy­ny*” ozna­cza, że cho­dzi o oso­by socja­li­zo­wa­ne do tej roli, z doświad­cze­niem życia jako dziew­czy­na, albo iden­ty­fi­ku­ją­ce się z tym doświad­cze­niem.

1 GIRLS. On Bore­dom, Rebel­lion and Being In-Betwe­en, Fashion Museum Antwerp 27.09.2025–01.02.2026, kura­tor­ka : Eli­sa De Wyn­ga­ert , gościn­na kura­tor­ka fil­mów: Cla­ire Marie Healy, design wysta­wy: Jani­na Pedan, opra­co­wa­nie gra­ficz­ne: Paul Boudens, z udzia­łem: Louise Bour­ge­ois, Vero­ni­que Bra­nqu­in­ho, Jim Britt, Sofia Cop­po­la, Edgar Degas, Cho­po­va Lowe­na, Jen­ny Fax, Robert Gober, Lau­ren Gre­en­field, Iris Häus­sler, Natha­na­ël­le Her­be­lin, Nan­cy Honey, Roni Horn, Fumi­ko Ima­no, Jas Kni­ght, Sofia Lai, Eime­ar Lynch, Mar­tin Mar­gie­la, Ali­ce Neel, Meret Oppen­he­im, Fri­da Oru­pa­bo, Simo­ne Rocha, Nan­cy Ste­iner, Leti­cia Valver­des, Jen­ny Wat­son, Ari­sa Yoshio­ka, Leonar­do Van Dijl, Mica­iah Car­ter, Har­ley Weir, Nigel Sha­fran, Léon Spil­lia­ert, Juer­gen Tel­ler, Meryll Rog­ge, D’heygere, Ash­ley Wil­liams i wie­lu innych osób. Onli­ne: https://www.momu.be/en/exhibitions/girls [dostęp: 1.04.2026].

2 Okre­śle­nie fran­cu­skiej filo­zof­ki Manon Gar­cii, wska­zu­ją­ce na to, że „kul­tu­ra gwał­tu” nie jest sta­tycz­nym feno­me­nem, lecz wypra­co­wy­wa­nym sta­dium spo­łecz­ne­go kon­sen­su­su i pod­le­ga rene­go­cja­cji, któ­rą nie­zwłocz­nie nale­ży pod­jąć. Zob. M. Gar­cia, Jak żyć z męż­czy­zna­mi. Reflek­sje wokół spra­wy Gisèle Peli­cot, tłum. K. Bela­id, Gdańsk: słowo/obraz tery­to­ria, 2025.

3 S. Kof­man, L’énigme de la fem­me. La fem­me dans les textes de Freud, Paris: Gali­lée, 1981; L. Iri­ga­ray, Spe­cu­lum de l’autre fem­me, Paris: Les Édi­tions de Minu­it, 1974.

4 E. Jong-Fast, Jak stra­cić mat­kę? Opo­wieść o Eri­ce Jong i stra­chu przed lata­niem. Wspo­mnie­nia cór­ki, tłum. E. Jano­ta, War­sza­wa: Gru­pa Wydaw­ni­cza Rela­cja, 2025.

5 J. Gaare, O. Sja­astad, Pip­pi i Sokra­tes. Filo­zo­ficz­ne wędrów­ki po świe­cie Astrid Lind­gren, tłum. I. Zim­nic­ka, War­sza­wa: Jacek San­tor­ski & Co, 2002.

6 I.M. Young, Rzu­ca­jąc jak dziew­czyn­ka. Feno­me­no­lo­gia kobie­cej cie­le­sno­ści w ruchu i prze­strze­ni, tłum. S. Fry­dry­siak, Pro­gram Teatru Stu­dio w War­sza­wie do spek­ta­klu Dziew­czyn­ki, reż. G. Wdo­wik, pre­mie­ra 13.10.2023.

7 A. Gen­tle­man, Sex and Snacks, but No Seat at the Table. The Role of Women in Epstein’s Sor­did Men’s Club, „The Guar­dian” 7.02.2026, onli­ne: https://www.theguardian.com/us-news/ng-interactive/2026/feb/07/sex-and-snacks-but-no-seat-at-the-table-the-role-of-women-in-epsteins-sordid-mens-club [dostęp: 1.04.2026].

8 Zob. L. Bates, O męż­czy­znach, któ­rzy nie­na­wi­dzą kobiet. Od ince­li do arty­stów pod­ry­wu, tłum. M. Gądek, Woło­wiec: Czar­ne, 2024.

Agata Araszkiewicz, fot. ze zbiorów autorki

– wykładowczyni, badaczka, krytyczka sztuki, aktywistka feministyczna.

więcej →

Powiązane teksty

18.10.2025
Przez gender

Inne drogi feminizmu, czyli o tym, dlaczego nie wszystkie jesteśmy gospodyniami domowymi

Autorka w centrum rozważań umieszcza kwestię pracy. Przygląda się opłacanej i nieopłacanej pracy reprodukcyjnej, którą ujmuje w szerokim aspekcie – jako proces wprzęgnięty w tworzenie życia na poziomie biologicznym, społecznym oraz międzypokoleniowym – o książce Susan Ferguson Kobiety i praca. Feminizm, zatrudnienie i reprodukcja społeczna pisze Katarzyna Szopa.

07.10.2025
Przez gender

Przemiany Orlanda nad Wisłą

Jestem przekonana, że dzisiaj nie ma już podstaw do powielania popularnej dziesięć–dwadzieścia lat temu narracji o literaturze lesbijskiej jako „tej gorszej”, niemal nieistniejącej lub słabej literacko, za mało lub zbyt cielesnej – o krajobrazie polskiej literatury po Orlandzie, czyli o wpływie słynnej powieści Virginii Woolf na polską literaturę, pisze Zofia Ulańska.