Prozatorski Dyskusyjny Klub Czytelniczy

Pro­za­tor­ski Dys­ku­syj­ny Klub Czy­tel­ni­czy dzia­ła w Kra­ko­wie od dzie­wię­ciu lat. Pierw­szy sezon spo­tkań upły­nął nam w Kra­kow­skim Forum Kul­tu­ry przy Miko­łaj­skiej 2, jesz­cze pod fla­gą „lite­ra­tu­ry współ­cze­snej” – w ten spo­sób Fun­da­cja Poemat, odpo­wie­dzial­na za orga­ni­za­cję całe­go przed­się­wzię­cia, sta­ra­ła się zazna­czyć róż­ni­cę mię­dzy nami a DKCz Kla­sy­ka, któ­re­go opie­ku­nem i mode­ra­to­rem jest od począt­ku, czy­li od 2016 roku, Mar­cin Wilk. Przed deka­dą roz­po­czę­ły rów­nież swo­ją dzia­łal­ność pro­wa­dzo­ny przez Szy­mo­na Klo­skę Klub Repor­ta­żu oraz Klub Poezji Woj­cie­cha Bono­wi­cza; Klub Bio­gra­fii Łuka­sza Woj­tu­si­ka i Klub Lite­ra­tu­ry dla dzie­ci Bar­ba­ry Gaw­ry­luk nie prze­trwa­ły pró­by cza­su.

Nasz klub zmie­niał loka­li­za­cje i nazwy, wędro­wa­li­śmy po mie­ście: z uli­cy Miko­łaj­skiej tra­fi­li­śmy na Kra­kow­ską do Księ­gar­ni Lite­rac­kiej, by zacu­mo­wać (miej­my nadzie­ję, że już na sta­łe) w Mas­so­lit Books & Café przy Feli­cja­nek; z „klu­bu lite­ra­tu­ry współ­cze­snej” prze­obra­zi­li­śmy się w „klub powie­ści współ­cze­snej”, by skoń­czyć jako „klub pro­zy”. Zmie­nia­ła się też lista lek­tur: zaczę­li­śmy od Wege­ta­rian­ki Han Kang w prze­kła­dzie Justy­ny Naj­bar-Mil­ler i Choi Jeong, by potem mie­rzyć się z taki­mi wyzwa­nia­mi, jak To ośle­pia­ją­ce, nie­obec­ne świa­tło Taha­ra Ben Jel­lo­una w tłu­ma­cze­niu Mał­go­rza­ty Szczu­rek, Mini­ster­stwo nie­zrów­na­ne­go szczę­ścia Arun­dha­ti Roy w tłu­ma­cze­niu Jerze­go Łoziń­skie­go, Oczysz­cze­nie Sofi Oksa­nen w tłu­ma­cze­niu Seba­stia­na Musie­la­ka, Zmierzch Osa­mu Daza­ia w prze­kła­dzie Miko­ła­ja Mela­no­wi­cza, Bło­gie odwro­ty Yanick Lahens w prze­kła­dzie Jac­ka Gisz­cza­ka, Może Este­ra Katii Petrow­skiej w prze­kła­dzie Urszu­li Popraw­skiej, Zie­lo­ne sari Anan­dy Devi w prze­kła­dzie Krzysz­to­fa Jaro­sza, Kro­ni­ki Eks­plo­zji Yana Lian­ke­go w tłu­ma­cze­niu Joan­ny Krenz, Zapo­mnie­nie Tani Malar­czuk w tłu­ma­cze­niu Mar­ci­na Gacz­kow­skie­go, Nadep­nę­łam na węża Hiro­mi Kawa­ka­mi w tłu­ma­cze­niu Bar­ba­ry Słom­ki, Dzi­cy detek­ty­wi Rober­ta Bola­ña w prze­kła­dzie Toma­sza Pin­dla i Niny Plu­ty, Dzie­ci get­ta. Mam na imię Adam Ilja­sa Chu­rie­go w prze­kła­dzie Han­ny Jan­kow­skiej, Nasza część nocy Maria­ny Enri­qu­ez w prze­kła­dzie Mar­ty Jor­dan i Kata­rzy­ny Okra­sko, Chi­lij­ski poeta Ale­jan­dra Zambry w prze­kła­dzie Car­lo­sa Mar­ro­dána Casa­sa, Pamięt­ni­ki Hadria­na Mar­gu­eri­te Your­ce­nar w prze­kła­dzie Han­ny Szu­mań­skiej-Gros­so­wej, Hała­stra Moni­ka Hel­fer w prze­kła­dzie Arka­diu­sza Żychliń­skie­go, Wędrów­ka Intan Para­ma­di­thy w prze­kła­dzie Marian­ny Lis, Nad morzem Abdul­ra­za­ka Gur­na­ha w prze­kła­dzie Kai Gucio.

Prozatorski Dyskusyjny Klub Czytelniczy, okładki omawianych książek

Ostat­nio, czy­li dokład­nie przed­wczo­raj, w pią­tek, roz­ma­wia­li­śmy o powie­ści Ja, któ­ra nie pozna­łam męż­czyzn Jacqu­eli­ne Harp­man w prze­kła­dzie Kata­rzy­ny Mar­czew­skiej. Nie zmie­nia się pora naszych spo­tkań: o pro­zie roz­ma­wia­my w piąt­ki, zaczy­na­my o osiem­na­stej. Sta­ły – i wyso­ki – wyda­je się też poziom zaan­ga­żo­wa­nia osób uczest­ni­czą­cych w dys­ku­sjach. A jak jest napraw­dę? Kim są oso­by two­rzą­ce nasz klub? Skąd przy­szły? Co tutaj, w Dys­ku­syj­nym Klu­bie Czy­tel­ni­czym, robią? Czy mają poczu­cie, że budu­ją wspól­no­tę wyra­sta­ją­cą ze wspól­nych doświad­czeń lek­tu­ro­wych? Oto kil­ka z opo­wie­ści powsta­łych w odpo­wie­dzi na te pyta­nia.

Anna: Czy­tać nauczy­łam się dopie­ro w trze­ciej kla­sie szko­ły pod­sta­wo­wej. Wcze­śniej ta umie­jęt­ność nie była mi potrzeb­na. Czy­ta­no mi. Pierw­szą biblio­te­kę pozna­łam w szó­stej, a może siód­mej kla­sie: wiej­ską, z osob­ny­mi rega­ła­mi ksią­żek dla doro­słych i dzie­ci. Wte­dy też wpa­dła mi w ręce nie­du­ża ency­klo­pe­dia lite­ra­tu­ry fran­cu­skiej. Nazwi­ska nie do wymó­wie­nia, ale jakie nie­zwy­kłe bio­gra­fie tych ludzi, opo­wie­ści o nich! Biblio­te­kę z mia­stecz­ka, w któ­rym cho­dzi­łam do liceum, zapa­mię­ta­łam przede wszyst­kim przez wydzie­lo­ne pół­ki z książ­ka­mi dla doro­słych i uwa­gi pań biblio­te­ka­rek: „wróć, dziec­ko, w przy­szłym roku”. Te nie­do­zwo­lo­ne, te zaka­zy­wa­ne książ­ki pozna­łam dopie­ro w Kra­ko­wie, w czy­tel­ni biblio­te­ki Pała­cu pod Bara­na­mi. Nie moż­na było ich wypo­ży­czać, co dla mnie, stu­dent­ki Aka­de­mii Gór­ni­czo-Hut­ni­czej, zmę­czo­nej wie­lo­ma godzi­na­mi pra­cy w cza­sie zajęć labo­ra­to­ryj­nych, wią­za­ło się z wiecz­ny­mi wybo­rem. Dokąd iść? Do domu? Odpo­cząć? Czy może ruszyć na wypra­wy w nowe, nie­zwią­za­ne już ze stu­dia­mi świa­ty? W Kra­ko­wie namięt­nie cho­dzi­łam do róż­nych księ­gar­ni, oglą­da­łam nowo­ści, zapa­mię­ty­wa­łam nazwi­ska pisa­rzy i tłu­ma­czy (teraz muszę się ich uczyć na nowo). Cza­sa­mi uda­ło mi się oglą­dać w TVP Kra­ków pro­gra­my o nowo­ściach lite­rac­kich, ale naj­czę­ściej tra­fia­łam na te poświę­co­ne lite­ra­tu­rze dzie­więt­na­sto­wiecz­nej. O nowych nazwi­skach w lite­ra­tu­rze pol­skiej dowia­dy­wa­łam się od kole­ża­nek stu­diu­ją­cych na Uni­wer­sy­te­cie Jagiel­loń­skim, a z cza­sem już od słu­cha­czek Uni­wer­sy­te­tu Trze­cie­go Wie­ku. Wła­śnie chy­ba dzię­ki temu źró­dłu odkry­łam ist­nie­nie Dys­ku­syj­nych Klu­bów Książ­ki. To był świe­ży powiew. Na począt­ku myśla­łam, że dzia­ła­ją jako część insty­tu­cji wypo­sa­żo­nej we wła­sną biblio­te­kę. Mia­łam (złud­ną, nie­ste­ty) nadzie­ję, że będę mogła wypo­ży­czać potrzeb­ne książ­ki. Oka­za­ło się jed­nak, że to wca­le nie insty­tu­cja, a luź­ne sto­wa­rzy­sze­nie miło­śni­ków ksią­żek. Szyb­ko się z tym pogo­dzi­łam, bo for­mu­ła spo­tkań mi odpo­wia­da. Zacznę od men­tor­ki. Dzię­ki swo­jej wie­dzy i umie­jęt­no­ściom roz­sze­rza nasz świat. Kie­ru­je uwa­gę na kra­je nie­zna­ne i ich zna­ko­mi­tych pisa­rzy, poka­zu­ją­cych swo­je spo­łe­czeń­stwo, kul­tu­rę i histo­rię. Swo­bod­ne roz­mo­wy pozwa­la­ją poznać punkt widze­nia uczest­ni­ków spo­tka­nia, spre­cy­zo­wać swo­je poglą­dy na spra­wy naj­istot­niej­sze i naj­zwy­klej­sze. Ale dla mnie i tak naj­waż­niej­sza jest sama opo­wieść. Jej uro­da, fine­zja kre­śle­nia posta­ci, ich uczuć, zależ­nych lub nie od kul­tu­ry dane­go kra­ju, od kon­kret­nej tra­dy­cji. Jestem zadzi­wio­na, jak wie­le się nauczy­łam, czy­ta­jąc i słu­cha­jąc. Cza­sa­mi nie mogę się docze­kać spo­tka­nia, chcę się dowie­dzieć, co inni myślą i jak odbie­ra­ją świat stwo­rzo­ny przez auto­ra, bo to jest prze­cież praw­dzi­wy świat. Wspo­mnia­łam o zadzi­wie­niu. Pocho­dzę z rodzi­ny nauczy­ciel­skiej, w któ­rej jed­no z rodzi­ców mia­ło poglą­dy komu­ni­stycz­ne, a dru­gie po pro­stu wie­rzy­ło. Wyda­wa­ło mi się, że jestem oso­bą tole­ran­cyj­ną, z zachwy­tem patrzą­cą na każ­dą odmien­ność. A jed­nak oka­zu­je się, że wciąż mam tutaj spo­ro do zro­bie­nia.

Olga: W DKCz wzię­łam się z samot­no­ści. Nie zna­łam w Kra­ko­wie niko­go. Kie­dy szłam na pierw­sze spo­tka­nie, mój cel był wyraź­nie okre­ślo­ny. Chcia­łam posłu­chać kogoś inne­go niż ja sama. Wyjść z wła­snej gło­wy. Czy­ta­nie to samot­ne (naj­czę­ściej) doświad­cze­nie. Szko­da, że tak rzad­ko doro­śli czy­ta­ją sobie książ­ki na głos. DKCz to dla mnie odzy­ska­nie czy­ta­nia. Gdzieś pod „polem lite­rac­kim”, gdzieś na obrze­żach „ima­gi­na­rium”, gdzieś na mar­gi­ne­sie słów dużych, aka­de­mic­kich i chłod­nych są klu­by. I spo­ty­kam się tam z oso­ba­mi, z któ­ry­mi w innych oko­licz­no­ściach nigdy bym się nie spo­tka­ła, nigdy z nimi nie poroz­ma­wia­ła. I oni, one, uczą mnie czy­tać. Przy­po­mi­na­ją o pod­sta­wo­wej eks­cy­ta­cji zwią­za­nej z książ­ka­mi: o tym, że w każ­dej książ­ce jest tyle histo­rii, ile osób ją prze­czy­ta. Nie zga­dza­my się ze sobą lub prze­ciw­nie – ener­gicz­nie sobie pota­ku­je­my. Klub pro­wa­dzo­ny przez Anię Mar­chew­kę to szcze­gól­ne miej­sce, miej­sce, któ­re m i e ś c i: róż­no­rod­ność, cie­ka­wość, kul­tu­ral­ną, ale nie­kie­dy ostrą dys­ku­sję. Odczy­tu­je­my książ­ki na spo­so­by, któ­rych oso­by autor­skie nigdy by nie wymy­śli­ły, a kry­ty­cy lite­rac­cy ich nie upra­wo­moc­ni­li. A to prze­cież czy­tel­ni­cy, my, jeste­śmy pod­sta­wo­wą instan­cją. Nie do fero­wa­nia wyro­ków, bo to nie pro­ces, ale do odczy­ty­wa­nia. Nie przy­zna­my nagród lite­rac­kich, nie wpi­sze­my książ­ki w aka­de­mic­ki kanon (?), ale damy jej życie. Każ­da z tych lek­tur będzie w nas żyła, pra­co­wa­ła i owo­co­wa­ła. Odzy­ska­li­śmy czy­ta­nie w tych ponu­rych cza­sach. Jak śpie­wa­ła Rihan­na w prze­bo­ju Calvi­na Har­ri­sa: we found love in a hope­less pla­ce.

Ola: Przy­cho­dzę, przy­bie­gam, ucie­kam do Mas­so­li­tu po chwi­lę sku­pie­nia i wyci­sze­nia. Po dniach w bie­gu mię­dzy pra­cą a przed­szko­lem, po pró­bie speł­nie­nia życzeń dzie­ci i klien­tów tutaj przez dwie godzi­ny wsłu­chu­ję się w gło­sy mądre, prze­ję­te, cza­sa­mi iry­tu­ją­ce, cza­sa­mi nie na temat, ale przy­po­mi­na­ją­ce mi, jak bar­dzo kocham lite­ra­tu­rę i jak bar­dzo mi jej brak. I wycho­dzę nie­co wol­niej­szym kro­kiem, bar­dziej odprę­żo­na i zacie­ka­wio­na. Taka tera­pia za jed­ną książ­kę.

Prozatorski Dyskusyjny Klub Czytelniczy, okładki książek

Ania Piwo­war­ska: Nie oszu­kuj­my się. W dzi­siej­szym świe­cie trud­no jest spo­tkać oso­bę, któ­ra czy­ta­ła to samo co my, na doda­tek w tym samym lub zbli­żo­nym cza­sie. Dla­te­go więk­szość roz­mów o lite­ra­tu­rze, któ­re pro­wa­dzi­łam, zanim zetknę­łam się z kra­kow­ski­mi Dys­ku­syj­ny­mi Klu­ba­mi Czy­tel­ni­czy­mi, brzmia­ła jak reko­men­da­cje loka­li gastro­no­micz­nych: „to faj­ne”, „to super”, „a to moż­na sobie odpu­ścić”. Na to, by wyja­śnić, dla­cze­go faj­ne albo dla­cze­go odpu­ścić, zwy­kle nie było już cza­su ani miej­sca. Nie chcia­ło się też spoj­le­ro­wać ani zanu­dzać roz­mów­czy­ni opo­wie­ścią o książ­ce, któ­rej nie czy­ta­ła, a być może nigdy nie prze­czy­ta. Nie bar­dzo też chcia­ło się słu­chać wywo­du dru­giej stro­ny o książ­ce jesz­cze przez nas nie­prze­czy­ta­nej (któ­rej rów­nież być może nigdy się nie prze­czy­ta). Roz­mo­wy na temat książ­ki, któ­rą oby­dwie stro­ny prze­czy­ta­ły, naj­le­piej nie tak daw­no temu, i do tego wciąż ją żywo pamię­ta­ją, to był skarb. Rzecz bar­dzo rzad­ka i bar­dzo cen­na. Tym­cza­sem pod­czas spo­tkań DKCz, zwa­nych piesz­czo­tli­wie „dekacz­ka­mi”, takie skar­by to dopie­ro punkt wyj­ścia. Moż­na nie tyl­ko poroz­ma­wiać o tej samej książ­ce, moż­na się też o nią pokłó­cić. Moż­na odkryć, że nie­któ­rzy, choć czy­ta­li to samo, odczy­ta­li to zupeł­nie ina­czej. Moż­na wyjść z całą stro­ną innych tytu­łów ksią­żek i fil­mów, któ­re wzbo­ga­ci­ły dys­ku­sję i posze­rzy­ły kon­tek­sty inter­pre­ta­cyj­ne. Moż­na w koń­cu gło­śno wyra­żać opi­nie zupeł­nie banal­ne („kocham te boha­ter­kę”, „nie tra­wię typa”). Moż­na też przy­znać, że się utknę­ło albo nie zdą­ży­ło prze­czy­tać ostat­nich stron. Albo że cze­goś się nie zro­zu­mia­ło. Mia­łam przy­jem­ność uczest­ni­czyć w spo­tka­niach DKCz przy­po­mi­na­ją­cych wykła­dy aka­de­mic­kie (DKCz Pro­za Ani Mar­chew­ki to zde­cy­do­wa­nie ten kie­ru­nek) i takich, któ­re były pro­wa­dzo­ne jak luź­ne roz­mo­wy przy piwie z daw­no nie­wi­dzia­ny­mi zna­jo­my­mi (DKCz Repor­taż Szy­mo­na Klo­ski). Wciąż mam w pamię­ci spo­tka­nia onli­ne DKCz Kla­sy­ka (z Mar­ci­nem Wil­kiem) i DKCz Poezja (z Woj­cie­chem Bono­wi­czem), któ­re rato­wa­ły mnie w dłu­gie zimo­we covi­do­we wie­czo­ry. Dziś też chęt­nie odby­wa­ła­bym część spo­tkań w takiej for­mu­le. Na szczę­ście jest jesz­cze klub czy­tel­ni­czy onli­ne „Buch, czy­li książ­ka” (poświę­co­ny lite­ra­tu­rze nie­miec­kiej) oraz Pau­zo­wy Klub Książ­ko­wy (poświę­co­ny zagra­nicz­nym nowo­ściom Wydaw­nic­twa Pau­za – w spo­tka­niach cza­sem uczest­ni­czą tłu­macz­ki oma­wia­nych ksią­żek). Obec­nie miesz­kam za gra­ni­cą i z tęsk­no­ty za roz­mo­wa­mi o książ­kach zor­ga­ni­zo­wa­łam tutaj oddol­ny i samo­zwań­czy Book Club. Sta­ram się tak ukła­dać plan poby­tu w Kra­ko­wie, by zaha­czył co naj­mniej o jed­ną roz­mo­wę. Cza­sem jed­nak orien­tu­ję się za póź­no i przy­cho­dzę, nie prze­czy­taw­szy danej książ­ki w cało­ści – dla samej przy­jem­no­ści posłu­cha­nia tych roz­mów (oraz nie­kie­dy wykła­du lub plo­te­czek). Bo roz­mo­wy o książ­kach, któ­rych się nie prze­czy­ta­ło (albo nie doczy­ta­ło do koń­ca), to osob­na dys­cy­pli­na spor­tu w ramach DKCz.

Mir­ka K.: Powsta­nie klu­bów czy­tel­ni­czych zbie­gło się z począt­kiem nowe­go eta­pu w moim życiu. Tak się zło­ży­ło, że przez wie­le lat czy­ta­łam głów­nie „po coś”, moż­na powie­dzieć: uty­li­tar­nie, kod kątem wyko­rzy­sta­nia książ­ki w mojej pra­cy zawo­do­wej, na przy­kład jako kon­tekst i posze­rze­nie tema­tu głów­ne­go lek­cji. Kie­dy prze­szłam na eme­ry­tu­rę, nagle poja­wi­ły się oba­wy, czy czy­ta­nie tyl­ko dla sie­bie ma sens, czy nie będzie to wyłącz­nie zapeł­nie­niem cza­su, takim pustym prze­bie­giem. Spo­tka­nia czy­tel­ni­cze odkry­łam przy­pad­kiem pod­czas gieł­dy ksią­żek na Pla­cu Marii Mag­da­le­ny naprze­ciw Kościo­ła św. Pio­tra i Paw­ła. Na jed­nym ze stra­ga­nów (Anty­kwa­ria­tu Abe­ca­dło) wid­nia­ło ogło­sze­nie o spo­tka­niu dys­ku­syj­ne­go klu­bu czy­tel­ni­cze­go na temat Moral­no­ści pani Dul­skiej. Byłam świe­żo po lek­tu­rze bio­gra­fii Gabrie­li Zapol­skiej Szkło i bry­lan­ty. Przy­szłam na spo­tka­nie – i tak się zaczę­ła moja przy­go­da oraz wiel­ka nowa przy­jem­ność czy­tel­ni­cza. Dziś, z per­spek­ty­wy kil­ku lat, mogę powie­dzieć, że dys­ku­sje o książ­kach w gro­nie ludzi, któ­rzy kocha­ją czy­tać, są naj­lep­szą roz­ryw­ką w Kra­ko­wie! Naj­bliż­szy jest mi klub pro­zy współ­cze­snej w Mas­so­li­cie, pro­wa­dzo­ny przez Annę Mar­chew­kę, oraz klub kla­sy­ki w Anty­kwa­ria­cie Abe­ca­dło, pro­wa­dzo­ny przez Mar­ci­na Wil­ka. Obo­je pro­wa­dzą­cy sta­wia­ją cie­ka­we pyta­nia doty­czą­ce lek­tu­ry, co wywo­łu­je dys­ku­sję, a nawet pole­mi­ki. Muszę tu wyznać, że Anna Mar­chew­ka bar­dzo posze­rzy­ła moje pole czy­tel­ni­cze. Książ­ki, któ­re pro­po­nu­je, nigdy nie poja­wi­ły­by się w prze­strze­ni moich zain­te­re­so­wań. Odkry­łam nie­zwy­kłą lite­ra­tu­rę spo­za Euro­py i to uwa­żam za wiel­ką war­tość. Mimo że spo­tka­nia są otwar­te i co rusz dołą­cza­ją do nas nowe czy­tel­nicz­ki i czy­tel­ni­cy, to trzon gru­py – mam wra­że­nie – two­rzą oso­by, któ­re zna­ją się od lat i lubią swo­je towa­rzy­stwo, o czym świad­czą choć­by roz­mo­wy pro­wa­dzo­ne po zakoń­czo­nym spo­tka­niu, kie­dy musi­my już opu­ścić lokal. Moż­na by dużo jesz­cze opo­wia­dać, ale trze­ba tak­że oddać głos innym. Zatem do zoba­cze­nia na następ­nym spo­tka­niu, wszy­scy na nie cze­ka­my.

MK: Dowie­dzia­łam się o klu­bie w 2021 roku z ulo­tek zna­le­zio­nych w księ­gar­ni. W szko­le nigdy nie prze­pa­da­łam za języ­kiem pol­skim, nigdy też nie byłam z nie­go dobra – chy­ba dla­te­go, że zawsze zwra­ca­łam uwa­gę na „złe” wąt­ki. Do momen­tu tra­fie­nia do klu­bu zna­łam tyl­ko dwie oso­by regu­lar­nie czy­ta­ją­ce książ­ki podob­ne do moich lek­tur: byli to moi rodzi­ce. Miło jest na żywo zoba­czyć inne oso­by (w róż­nym wie­ku i o róż­nym back­gro­un­dzie), któ­re czu­ją i myślą podob­nie. Mimo że nie spo­ty­kam się z żad­nym z uczest­ni­ków poza klu­bo­wy­mi dys­ku­sja­mi, są to ludzie, któ­rych lubię i z któ­ry­mi two­rzę wspól­no­tę. Jesz­cze nigdy nie czu­łam się tak zwią­za­na z podob­ną gru­pą. Dobrze jest mieć do cze­go wra­cać w cha­osie ostat­nich lat. Dzię­ku­ję, że jeste­ście!

Mar­ta: DKCz to miej­sce, gdzie moż­na pody­sku­to­wać o książ­kach z oczy­ta­ny­mi, myślą­cy­mi ludź­mi, w któ­rym pro­wa­dzi się oży­wio­ne dys­ku­sje i mimo róż­nic w poglą­dach wszy­scy wycho­dzą ze spo­tkań zado­wo­le­ni. Nie ma wie­lu innych takich prze­strze­ni.

Gosia: Odpo­wiedź na pyta­nie: „skąd jesteś?”, jest w moim przy­pad­ku tak skom­pli­ko­wa­na, że uło­ży­ła­by się w dość zło­żo­ną histo­rię. Sądzę, że wie­le osób ma podob­nie. To lite­ra­tu­ra pod­po­wie­dzia­ła mi, jak mogę sama ukła­dać wła­sną nar­ra­cję o sobie i świe­cie w spo­sób wymy­ka­ją­cy się zda­niom wytar­tym, nie­przy­sta­ją­cym do rze­czy­wi­sto­ści czy narzu­co­nym (co nie jest łatwym zada­niem). Wła­śnie z marze­nia, by dzie­lić tę potrze­bę słu­cha­nia i tro­pie­nia zna­czeń w opo­wie­ściach, by wspól­nie prze­ży­wać emo­cje z tym zwią­za­ne, wzię­ła się moja decy­zja o przyj­ściu na spo­tka­nie klu­bu. Myślę, że jeste­śmy tutaj, ponie­waż chce­my być usły­sza­ni. Przy­by­wa­my, żeby spo­tkać się w języ­ku i w opo­wie­ści. Nawet wte­dy, gdy róż­ni­my się w odczy­ta­niu czy doświad­cza­niu dane­go tek­stu, pozo­sta­je­my na jakiejś wspól­nej płasz­czyź­nie, uży­wa­my lite­ra­tu­ry i języ­ka, razem, wie­lo­gło­so­wo opo­wia­da­my sobie świat i sie­bie nawza­jem. Sta­ra­my się się­gnąć gdzieś głę­biej w pro­ce­sie rozu­mie­nia. Myślę, że to dla nas bar­dzo waż­ne doświad­cze­nie. Jestem za nie ogrom­nie wdzięcz­na, nie­usta­ją­co.

Joan­na: Przy­je­cha­łam tu w dru­giej poło­wie XX wie­ku z robot­ni­cze­go Gdań­ska. Kra­ków był dla mnie wte­dy mia­stem księ­garń i anty­kwa­ria­tów, po któ­rych uwiel­bia­łam się włó­czyć. Teraz włó­czę się po kawiar­nio-księ­gar­niach i klu­bach, to zna­czy DKCz-ach. Nie potra­fię żyć bez ksią­żek, lite­ra­tu­ra towa­rzy­szy mi od zawsze, cho­ciaż bywa, że wąt­pię w jej sens. Na co dzień z racji wyko­ny­wa­ne­go zawo­du ope­ru­ję języ­kiem muzy­ki i bar­dzo bra­ku­je mi słów, dla­te­go muszę czy­tać. Nie pamię­tam, kie­dy ani jak tra­fi­łam do DKCz, pew­nie gdzieś zoba­czy­łam pla­kat albo ulot­kę. Wpa­dłam po uszy! Pra­cu­ję popo­łu­dnia­mi i muszę nie­źle kom­bi­no­wać, żeby przyjść na spo­tka­nie z kolej­ną lek­tu­rą, a przede wszyst­kim – ze wspa­nia­ły­mi ludź­mi. Wśród nich czu­ję się jak wśród przy­ja­ciół, cho­ciaż nie­wie­le o sobie wie­my i nie­ko­niecz­nie widu­je­my się poza DKCz. A jed­nak łączy nas coś waż­ne­go i pięk­ne­go. Zasta­na­wiam się, co to jest… Otwar­tość na świat i dru­gie­go czło­wie­ka? Cie­ka­wość? Uważ­ność? Sza­cu­nek do wszel­kie­go stwo­rze­nia? Nasze roz­mo­wy są żar­li­we. Bywa, że zamie­nia­ją się w spo­ry, w któ­rych albo nikt nie ma racji, albo mają ją wszy­scy, co jest moż­li­we tyl­ko w świe­cie wyobraź­ni. Ale nie buja­my w obło­kach, o nie, poru­sza­my waż­ne zagad­nie­nia doty­czą­ce świa­ta i egzy­sten­cji. Zachwy­ca mnie wie­lość inter­pre­ta­cji i spo­strze­żeń. Dzię­ku­ję pro­wa­dzą­cym i wszyst­kim uczest­ni­kom dys­ku­sji w DKCz za otwie­ra­nie mi oczu. Cudow­nie jest pozna­wać świat w Waszym towa­rzy­stwie! Odno­szę wra­że­nie, że odby­li­śmy razem nie­jed­ną podróż i prze­ży­li­śmy wie­le przy­gód. My czy boha­te­ro­wie ksią­żek? A czy to nie wszyst­ko jed­no?

Prozatorski dyskusyjny klub czytelniczy, okładki książek

– krytyczka literacka i literaturoznawczyni.

więcej →

Powiązane teksty

09.02.2026
Cykl wspólnotowy

Działanie i jeszcze raz działanie: to nasza „Maksyma”

Kim są, dokąd zmierzają, czego potrzebują? Koła, kluby, grupy, ekipy i związki. W tym cyklu oddajemy głos wspólnotom literackim. Reprezentujące je osoby mogą przedstawić się czytelniczkom i czytelnikom za pomocą dowolnej formy przekazu, o ile tylko hardware i software „Dziennika Literackiego” tę formę przetrawią. Dziś na naszych łamach gości Bialski Klub Literacki „Maksyma”.

21.01.2026
Cykl wspólnotowy

Koło Literatury i Myśli Południa / Círculo de Literatura y Filosofías del Sur

Kim są, dokąd zmierzają, czego potrzebują? Koła, kluby, grupy, ekipy i związki. W tym cyklu oddajemy głos wspólnotom literackim. Reprezentujące je osoby mogą przedstawić się czytelniczkom i czytelnikom za pomocą dowolnej formy przekazu, o ile tylko hardware i software „Dziennika Literackiego” tę formę przetrawią. Dziś na naszych łamach gości Koło Literatury i Myśli Południa.

17.12.2025
Cykl wspólnotowy

Na granicy fantastyki i aktywizmu. Grupa Wydawnicza Alpaka

Kim są, dokąd zmierzają, czego potrzebują? Koła, kluby, grupy, ekipy i związki. W tym cyklu oddajemy głos wspólnotom literackim. Reprezentujące je osoby mogą przedstawić się czytelniczkom i czytelnikom za pomocą dowolnej formy przekazu, o ile tylko hardware i software „Dziennika Literackiego” tę formę przetrawią. Dziś na naszych łamach gości Grupa Wydawnicza Alpaka.