Tajemnicze sygnały nie wychodzą z mody

Bóg Zero Jeden, debiu­tanc­ka powieść Micha­ła Kło­daw­skie­go, jest kla­sycz­nym przy­kła­dem książ­ki utrzy­ma­nej w kon­wen­cji hard scien­ce fic­tion – ze wszyst­ki­mi jej zale­ta­mi i wada­mi. Czy ktoś poza kone­se­ra­mi gatun­ku ma tutaj cze­go szu­kać? Wbrew pozo­rom tak.

Wydaw­nic­two IX wypra­co­wa­ło sobie repu­ta­cję ofi­cy­ny ambit­nej, choć tro­chę niszo­wej – mię­dzy inny­mi dla­te­go, że czę­sto publi­ku­je książ­ki ryzy­kow­ne mar­ke­tin­go­wo, a do tych nale­żą wła­ści­wie wszyst­kie umiej­sco­wio­ne pod szyl­dem hard scien­ce fic­tion.

Nie­wta­jem­ni­czo­nym śpie­szę wyja­śnić, że mówi­my tu o kon­wen­cji w ramach szer­sze­go poję­cia scien­ce fic­tion, cha­rak­te­ry­zu­ją­cej się bar­dzo rygo­ry­stycz­nym podej­ściem do kwe­stii nauko­we­go praw­do­po­do­bień­stwa opi­sy­wa­nych zja­wisk. I – jak moż­na się domy­ślić – w pol­skich realiach ta kate­go­ria ksią­żek jest nie­ustan­nie przy­gnia­ta­na cię­ża­rem tyta­nicz­nej pra­cy Sta­ni­sła­wa Lema.

Cze­kam z nie­cier­pli­wo­ścią na dzień, w któ­rym pol­skie scien­ce fic­tion zrzu­ci z sie­bie wresz­cie owo brze­mię, ponie­waż naj­wy­raź­niej jesz­cze to nie nastą­pi­ło. Przy oka­zji tej reflek­sji moż­na zacząć opis naj­więk­sze­go pro­ble­mu Boga Zero Jeden: napraw­dę chciał­bym móc tutaj ani razu nie przy­to­czyć nazwi­ska Wia­do­mo-Kogo, ale w wypad­ku książ­ki Kło­daw­skie­go jest to po pro­stu nie­moż­li­we. Tema­tem książ­ki jest kon­takt, a więc wiel­ki temat twór­czo­ści Lema. Poza tym podo­bień­stwa struk­tu­ral­ne do Sola­ris czy Fia­ska wręcz kłu­ją w oczy od począt­ku do koń­ca lek­tu­ry, choć z cza­sem Kło­daw­ski wyszar­pu­je sobie wię­cej auto­no­mii. Nale­ży zazna­czyć, że autor Boga Zero Jeden nie powie­la bez­myśl­nie lemow­skich nar­ra­cji, a raczej sta­ra się je zaprząc do wła­sne­go epi­ste­mo­lo­gicz­ne­go powo­zu. Jest to jedy­ny czyn­nik, któ­ry chro­ni twór­cę przed porów­na­nia­mi do Lema – i bar­dzo dobrze, gdyż w takim zesta­wie­niu Kło­daw­ski siłą rze­czy musiał­by wypaść nie­ko­rzyst­nie.

Okładka książki Michała Kłodawskiego „Bóg Zero Jeden”
Michał Kłodawski, „Bóg Zero Jeden”, Kraków: Wydawnictwo IX, 2025.

Struk­tu­ra Boga Zero Jeden jest pro­sta: cała akcja powie­ści roz­gry­wa się na pokła­dzie stat­ku kosmicz­ne­go Hory­zont, któ­ry został wysła­ny do odle­głe­go ukła­du gwiezd­ne­go w celu zba­da­nia tajem­ni­cze­go sygna­łu o tre­ści: „JA JESTEM WASZYM BOGIEM”. Za pośred­nic­twem Adrie­na Asha, pierw­szo­oso­bo­we­go nar­ra­to­ra i zara­zem jed­ne­go z człon­ków zało­gi Hory­zon­tu, dowia­du­je­my się, że dowód­ca misji zgi­nął w tajem­ni­czym wypad­ku. Ta śmierć zapo­cząt­ko­wu­je ciąg wyda­rzeń obej­mu­ją­cy odkry­cie kosmicz­nej ano­ma­lii i wszyst­kie – czę­sto dzi­wacz­ne – tego kon­se­kwen­cje.

Sce­ne­ria powie­ści nie wyróż­nia się spo­śród kla­sycz­nych dzieł hard scien­ce fic­tion: w ramach tego gatun­ku już daw­no wytwo­rzył się kon­sen­sus doty­czą­cy moż­li­wych roz­wią­zań tech­no­lo­gicz­nych i świa­to­twór­czych, któ­re miesz­czą się w gra­ni­cach praw­do­po­do­bień­stwa. Pod tym wzglę­dem książ­ka Kło­daw­skie­go nie wyróż­nia się niczym inte­re­su­ją­cym – pomy­śl­cie o nola­now­skim Inter­stel­lar i macie to.

Autor umie­jęt­nie łączy praw­dzi­we kon­cep­cje nauko­we z fik­cyj­ny­mi, real­ność z poten­cjal­no­ścią. Balans mię­dzy scien­cefic­tion jest tu zacho­wa­ny, zara­zem Kło­daw­ski wystrze­ga się tan­det­ne­go futu­ro­lo­gi­zo­wa­nia (co się ceni!). Nikt tu nawet przez sekun­dę nie suge­ru­je, że celem mia­ła być jaka­kol­wiek for­ma pro­gno­zy tech­no­lo­gicz­nej. Zresz­tą autor decy­du­je się rów­nież na kil­ka drob­nych prze­su­nięć w ramach zna­nych nam struk­tur rze­czy­wi­sto­ści, co wyklu­cza taką suge­stię.

Cały szta­faż przede wszyst­kim peł­ni funk­cję pod­sta­wy reflek­sji epi­ste­mo­lo­gicz­nej, któ­ra jest fun­da­men­tal­na dla książ­ki. Kło­daw­ski zapew­nia nam nie­zwy­kle cie­ka­wy punkt wyj­ścia roz­wa­żań: podob­nie jak w Sola­ris, boha­te­ro­wie powie­ści Kło­daw­skie­go mają do czy­nie­nia z isto­tą o nie­od­gad­nio­nym i nie­ja­snym sta­tu­sie, zde­cy­do­wa­nie obcą. Tym razem jed­nak tajem­ni­czy byt doko­nu­je spe­cy­ficz­ne­go samo­okre­śle­nia, sam bowiem nazy­wa się bogiem – a więc korzy­sta z kate­go­rii, para­dok­sal­nie, antro­po­cen­trycz­nej, gdyż wszech­świat jako zja­wi­sko fizycz­ne takie­go poję­cia nie zna.

Kło­daw­ski mak­sy­mal­nie wyko­rzy­stu­je ten para­doks, hoj­nie obda­ro­wu­jąc swo­ich boha­te­rów kolej­ny­mi kry­zy­sa­mi egzy­sten­cjal­ny­mi i epi­ste­mo­lo­gicz­ny­mi, w trak­cie któ­rych zarów­no roz­wa­ża­ją oni cha­rak­ter wła­snych ogra­ni­czeń poznaw­czych, jak i pod­da­ją roz­bu­do­wa­nej reflek­sji pro­ble­ma­ty­kę roz­dź­wię­ku mię­dzy poję­cia­mi a postrze­że­nia­mi. Znie­kształ­ce­nia abs­trak­cyj­nej seman­ty­ki przez postę­pu­ją­cy pro­gres tech­no­lo­gicz­ny to bar­dzo inte­re­su­ją­ce i nie­czę­ste w lite­ra­tu­rze zagad­nie­nie, podob­nie jak poważ­nie trak­to­wa­ne wąt­ki post­se­ku­lar­ne.

Wszyst­ko to jest sza­le­nie cie­ka­we, ale nie­ste­ty pro­wa­dzi na mie­li­znę inte­lek­tu­al­ną. Osta­tecz­nie bowiem, wbrew wła­snym dekla­ra­cjom, głów­ny boha­ter przyj­mu­je posta­wę nihi­li­stycz­ną i nawet natręt­nie sym­bo­licz­ne zakoń­cze­nie nie jest w sta­nie go z niej wytrą­cić. Ujmu­jąc rzecz pro­ściej i dosad­niej: cała para idzie w gwiz­dek, a kon­klu­zją książ­ki jest zwy­kły egzy­sten­cjal­ny bez­sens, któ­ry naj­wy­raź­niej nigdy nie wycho­dzi z mody. A szko­da, bo myślę, że była tu prze­strzeń na napraw­dę cie­ka­wą reflek­sję, jeśli nie po stro­nie auto­ra, to cho­ciaż czy­tel­ni­ka. Nie­ste­ty Kło­daw­ski sku­tecz­nie temu prze­ciw­dzia­ła, korzy­sta­jąc z cha­rak­te­ry­stycz­ne­go struk­tu­ral­ne­go lemi­zmu: na koń­cu książ­ki umie­ścił bowiem roz­dział pod­su­mo­wu­ją­cy, któ­ry bez­li­to­śnie pozba­wia odbior­cę jakiej­kol­wiek szan­sy prze­kie­ro­wa­nia inter­pre­ta­cji na inne tory.

Na szczę­ście to nie wszyst­ko, co decy­du­je o war­to­ści powie­ści scien­ce fic­tion. Jak zwy­kle bywa w fabu­łach tak sil­nie ogra­ni­czo­nych prze­strzen­nie, istot­na jest tu dyna­mi­ka rela­cji mię­dzy boha­te­ra­mi zamknię­ty­mi w klau­stro­fo­bicz­nym wnę­trzu: z tym w książ­ce Kło­daw­skie­go bywa róż­nie, ale raczej dobrze. Przede wszyst­kim uwa­gę zwra­ca świet­ny wątek nawra­ca­ją­cej kon­try mię­dzy głów­nym boha­te­rem a for­ma­li­stą Ter­ra­no­vą, peł­ny bynaj­mniej nie przy­ja­ciel­skich uszczy­pli­wo­ści i małost­ko­wych pre­ten­sji. Ta wiecz­na kłót­nia doda­je przed­sta­wia­nej histo­rii ludz­kie­go cha­rak­te­ru, jakie­go czę­sto bra­ko­wa­ło w tek­stach Lema. Motyw ten uwa­żam za chy­ba naj­bar­dziej uda­ny zabieg w książ­ce – na kolej­ne star­cia Asha z inży­nie­rem cze­ka się z nie­cier­pli­wo­ścią.

Bar­dzo podo­ba­ły mi się rów­nież te frag­men­ty Boga Zero Jeden, w któ­rych boha­te­ro­wie bada­ją tytu­ło­wy feno­men, cha­rak­te­ry­zu­ją­ce się mnó­stwem cie­ka­wych eks­pe­ry­men­tów myślo­wych – tłu­ma­czo­nych zro­zu­mia­le, ale nie try­wia­li­zu­ją­co, co jest rzad­kie w scien­ce fic­tion. Zwra­ca­ją też uwa­gę te czę­ści książ­ki, w któ­rych boha­te­ro­wie reagu­ją aktyw­nie na zda­rze­nia. Kło­daw­ski wyjąt­ko­wo spraw­nie pisze sce­ny akcji – roz­bu­do­wa­ne i dłu­gie, lecz nie­zwy­kle żywio­ło­we. Mogę tyl­ko żało­wać, że było ich tak mało, ale z per­spek­ty­wy arty­stycz­nej to cał­kiem zro­zu­mia­ła decy­zja. Chęt­nie bym się prze­ko­nał, jak autor odna­la­zł­by się w bar­dziej dyna­micz­nej kon­wen­cji, szcze­gól­nie że w prze­cią­ga­ją­cych się dia­lo­gach ma ten­den­cję do popa­da­nia w sztucz­ność.

Osta­tecz­nie jed­nak, mimo paru kry­tycz­nych sądów wyra­żo­nych w mojej recen­zji, mówi­my o powie­ści dobrej, a ści­ślej: bar­dzo rze­tel­nej. Jest tu wszyst­ko, cze­go trze­ba w porząd­nym hard scien­ce fic­tion, a to cał­kiem dużo. Bóg Zero Jeden to też książ­ka sto­sun­ko­wo przy­stęp­na pod kątem kom­po­zy­cji i sto­so­wa­nej przez auto­ra nomen­kla­tu­ry, więc sta­no­wi świet­ną pozy­cję dla osób, któ­re chcia­ły­by zgło­sić akces do gro­na fanów gatun­ku.

– prozaik, kiedyś krytyk literacki.

więcej →

Fallback Avatar

– radca prawny z Bielska-Białej.

więcej →

Powiązane teksty