Wielogłowa hydra

Następ­nie udał się do Ler­ny, nie­da­le­ko Argos, gdzie w gro­cie zamiesz­ki­wał strasz­ny wąż, któ­ry polo­wał na ludzi. Bestia poże­ra­ła wędrow­ców podró­żu­ją­cych pobli­ską ścież­ką, ich zwie­rzy­nę, na polach zaś sia­ła znisz­cze­nie wśród upraw. Mia­ła dzie­więć albo nawet dzie­sięć łbów, ludzie mówi­li, że jeden z nich był nie­śmier­tel­ny. On wypło­szył z gro­ty potwo­ra i zaczął odci­nać mu gło­wy, lecz na miej­sce każ­dej wyra­sta­ły dwie czy trzy nowe. Wezwał więc przy­ja­cie­la, by ten przy­pa­lał szy­je, a gdy został ostat­ni łeb – uciął go i zako­pał.

*

Pra­wość i pomy­sło­wość to cno­ty sta­no­wią­ce o sile hera­klej­skie­go mitu1, któ­ry prze­ma­wiał do kró­lów, ryce­rzy i kup­ców goto­wych rzu­cić się przez groź­ny oce­an dla spryt­ne­go pomno­że­nia kapi­ta­łu. „Pra­ce Her­ku­le­sa sym­bo­li­zo­wa­ły roz­wój gospo­dar­czy: oczysz­cze­nie zie­mi z dzi­kich bestii, osu­sze­nie bagien i roz­wój rol­nic­twa, a tak­że udo­mo­wie­nie zwie­rząt, usta­no­wie­nie han­dlu i wpro­wa­dze­nie tech­no­lo­gii”2 – piszą histo­ry­cy Peter Line­baugh i Mar­cus Redi­ker, by zobra­zo­wać sie­dem­na­sto­wiecz­ną popu­lar­ność grec­kie­go mitu o dwu­na­stu pra­cach nie­ślub­ne­go syna Zeu­sa. Pra­ce zada­ne Hera­kle­so­wi przez kró­la Eury­ste­usza (a wła­ści­wie Apol­la) uczy­ni­ły z antycz­ne­go hero­sa czem­pio­na kolo­ni­za­cji, lecz jed­na z nich sta­no­wi­ła szcze­gól­nie istot­ny punkt odnie­sie­nia od począt­ku zamor­skiej eks­pan­sji euro­pej­skich impe­riów. To poko­na­nie hydry ler­nej­skiej, wie­lo­gło­wej bestii, któ­rej łby przy­po­mi­na­ły kolo­ni­za­to­rom o licz­nych zagro­że­niach i hamul­cach postę­pu.

Od niej wła­śnie bie­rze swój tytuł pra­ca Line­bau­gha i Redi­ke­ra Wie­lo­gło­wa hydra. Żegla­rze, nie­wol­ni­cy, pospól­stwo i ukry­ta histo­ria rewo­lu­cyj­ne­go Atlan­ty­ku (tłum. Andrzej Woj­ta­sik), wyda­na pod koniec 2025 roku nakła­dem Wydaw­nic­twa Kry­ty­ki Poli­tycz­nej, będą­ca ese­jem spek­ta­ku­lar­nym. Tak wła­śnie wypa­da ją okre­ślić, sko­ro na zale­d­wie czte­ry­stu dwu­dzie­stu stro­nach (plus przy­pi­sy) auto­rom uda­ło się pomie­ścić histo­rię glo­bal­ną oraz licz­ne pro­ce­sy obej­mu­ją­ce nie­mal trzy stu­le­cia, co sta­wia Wie­lo­gło­wą hydrę wśród kla­sycz­nych już pod­ręcz­ni­ków histo­rii ludo­wych. Line­baugh i Redi­ker podej­mu­ją się zada­nia nakre­śle­nia gene­alo­gii wie­lo­wie­ko­wej trans­atlan­tyc­kiej prze­mo­cy. To kar­ko­łom­na robo­ta (hera­klej­ska!), ale auto­rzy przyj­mu­ją wdzięcz­ną meto­dę pra­cy: trak­tu­ją histo­rię jak kobie­rzec, zło­żo­ny z wza­jem­nie prze­pla­ta­ją­cych się wąt­ków i poszu­ku­ją wyra­zi­stych zda­rzeń, swo­istych węzłów na linii roz­wo­ju kolej­nych pro­ce­sów.

Odwieczne osnowy, mityczne wątki

Reflek­sję roz­po­czy­na­ją od naro­dzin anglo­sa­skie­go kapi­ta­li­zmu, dla któ­re­go jed­nym z aktów zało­ży­ciel­skich było powsta­nie Kom­pa­nii Wir­giń­skiej. Wycho­wa­ni w latach 90. czy­tel­nicz­ki i czy­tel­ni­cy mogą koja­rzyć ją z prze­kła­ma­ną, choć peł­ną pięk­nych pio­se­nek histo­rią o Poca­hon­tas, „indiań­skiej księż­nicz­ce”, bo tak zwa­li ją mar­ke­tin­gow­cy Disneya, a ponad czte­ry wie­ki wcze­śniej urzęd­ni­cy rze­czo­nej kom­pa­nii, gdy spro­wa­dzi­li ją jako rekla­mę do Anglii, zachę­ca­jąc do podró­ży do Indii Zachod­nich. Czy było war­to? Nie bar­dzo, osad­ni­cy zosta­li bru­tal­nie zma­sa­kro­wa­ni w 1624 roku przez ple­mię Powa­tan, czy­li współ­ziom­ków bogu ducha win­nej Poca­hon­tas, zna­nej im jako Mato­aka. Nie­mniej sama Wir­gi­nia usta­no­wi­ła przed­się­bior­czy mit podró­ży do Ame­ry­ki mają­cej sta­no­wić nowy dom dla Bry­tyj­czy­ków. Nie było­by tego węzła, gdy­by nie sze­reg pro­ce­sów pozor­nie odle­głych, lecz przy­czy­no­wo warun­ku­ją­cych wypra­wy na Zachód – i tu naj­le­piej widać stra­te­gię nar­ra­cyj­ną auto­rów Wie­lo­gło­wej hydry. Auto­rzy Line­baugh i Redi­ker piszą:

Do zmian tych nale­żą: przej­ście w rol­nic­twie od upraw na wła­sne potrze­by do komer­cyj­nych pastwisk, zwięk­sze­nie się licz­by pra­cow­ni­ków najem­nych, wzrost popu­la­cji w mia­stach, eks­pan­sja tak zwa­ne­go sys­te­mu nakład­cze­go w rze­mio­śle, roz­wój han­dlu świa­to­we­go, insty­tu­cjo­na­li­za­cja ryn­ków oraz usta­no­wie­nie sys­te­mu kolo­nial­ne­go. Zmia­ny te mia­ły jed­ną wspól­ną przy­czy­nę o dale­ko­sięż­nych kon­se­kwen­cjach: gro­dze­nie pól. To ono spo­wo­do­wa­ło usu­nię­cie tysię­cy ludzi z grun­tów rol­nych, któ­re dotąd użyt­ko­wa­li wspól­nie. Stop­nio­wo prze­miesz­cza­no ich do wio­sek, miast i – za morze3.

Angiel­ska poli­ty­ka gro­dze­nia pozba­wia­ła ludzi fun­da­men­tal­nych praw – pra­wa do zie­mi i pra­cy zarob­ko­wej, co jesz­cze w XIX wie­ku pod­kre­ślał Jamaj­czyk Robert Wed­der­burn, syn nie­wol­ni­cy i plan­ta­to­ra, wojow­nik o nie­pod­le­głość USA i teo­re­tyk pro­le­ta­ria­tu atlan­tyc­kie­go. Wed­der­burn, jeden z waż­niej­szych boha­te­rów Wie­lo­gło­wej hydry, nawo­ły­wał przy­mu­so­wych robot­ni­ków do wal­ki o zie­mię nale­żą­cą do wszyst­kich z Boże­go roz­ka­zu, bo absur­dem jest, że „nie­licz­ni mają pra­wo decy­do­wać czy upra­wiać zie­mię, czy nie – trzy­ma­jąc tym samym w swo­ich rękach los całej ludz­ko­ści”, co w ude­rza­ją­cy spo­sób poka­zu­je cza­so­wą ska­lę, w któ­rej roz­cią­ga­ją się losy boha­te­rów Wie­lo­gło­wej hydry. Trzy­sta lat przed nim w podob­nym tonie pisał holen­der­ski praw­nik i teo­re­tyk praw czło­wie­ka, Hugo Gro­tius, gdy pytał: „Czy jaki­kol­wiek naród może […] odkryć to, co nale­ża­ło do kogoś inne­go?”.

Kto posia­dał Ber­mu­dy? Do kogo nale­ża­ła Ame­ry­ka? Kto był wła­ści­cie­lem Afry­ki? Czy­ją wyspą była Anglia? Ponie­waż naro­dy świa­ta przez całą histo­rię upar­cie trzy­ma­ły się zależ­no­ści eko­no­micz­nej, któ­ra wyni­ka z posia­da­nia wła­snych środ­ków utrzy­ma­nia – czy to zie­mi, czy innej wła­sno­ści – euro­pej­scy kapi­ta­li­ści musie­li siłą wywłasz­czyć ludzi z ojczyzn zamiesz­ki­wa­nych przez ich przod­ków, aby móc ich wyko­rzy­stać jako siłę robo­czą w nowych pro­jek­tach gospo­dar­czych reali­zo­wa­nych w nowych warun­kach geo­gra­ficz­nych4.

– traf­nie dia­gno­zu­ją Line­baugh i Redi­ker.

Rodzi się hydra

Siłą książ­ki jest swo­iście śled­czy cha­rak­ter. Auto­rzy uka­zu­ją powta­rza­ją­ce się przez kil­ka stu­le­ci sche­ma­ty, do któ­rych pro­wa­dzi­ły kon­kret­ne, moż­li­we do ziden­ty­fi­ko­wa­nia decy­zje poli­tycz­ne. Histo­rię Wie­lo­gło­wej hydry wypeł­nia­ją kolej­ne osno­wy, takie jak wywłasz­cze­nie, rasizm czy prze­śla­do­wa­nie reli­gij­ne. Histo­ria nie jest jed­nak wyłącz­nie zbio­rem pro­ce­sów, a całą makat­ką, wypeł­nio­ną wąt­ka­mi mitycz­ny­mi. Hera­klej­ska hydra sta­je się mitycz­ną figu­rą, za pomo­cą któ­rej wygod­nie moż­na ująć sta­ją­cych na dro­dze, zda­wa­ło­by się, że koniecz­ne­go, postę­pu. Szcze­gól­nie ilu­stra­tyw­ny jest tu „kata­log” spo­rzą­dzo­ny przez Fran­ci­sa Baco­na w trak­ta­cie An Adver­ti­se­ment Touching an Holy War z 1622 roku. Anglię dotknę­ła wte­dy klę­ska gło­du, zaś sam Bacon, jeden z naj­więk­szych umy­słów epo­ki, znaj­do­wał się w trud­nym poło­że­niu finan­so­wym. Trak­tat miał mu pomóc w zaskar­bie­niu sobie łask dwo­ru i spła­ce­niu dłu­gów. Ta przy­ziem­na moty­wa­cja popro­wa­dzi­ła filo­zo­fa do spo­rzą­dze­nia cynicz­nej listy tych, któ­rych życie jest nic nie war­te, nie zasłu­gu­je nawet na prze­trwa­nie, bo, jak wizjo­ner­sko zauwa­żył, tym, co jed­no­czy podzie­lo­ny naród, jest zawsze jakaś woj­na lub przy­naj­mniej śmier­tel­ny wróg.

Wobec wro­ga moż­na sto­so­wać – w uza­sad­nio­ny reli­gij­nie spo­sób – naj­wyż­szy wymiar kary, czy­li karę śmier­ci. Wróg słu­ży zago­spo­da­ro­wa­niu spo­łecz­ne­go gnie­wu. Jeśli Bóg nie uzna­je kogoś za czło­wie­ka, to ten­że przed­miot (bo już nie pod­miot) może zostać bez­kar­nie zabi­ty, ale by Bogu tę pra­cę uła­twić, wystar­czy poten­cjal­ne­go wro­ga zde­per­so­na­li­zo­wać. Dla­te­go Bacon okre­śla go ter­mi­na­mi taki­mi jak „ławi­ce” i „wata­hy”, doko­nu­jąc odczło­wie­cze­nia przez sto­so­wa­nie okre­śleń zbio­ro­wych, odno­szą­cych się nie do ludzi, lecz do zwie­rząt. Stąd już tyl­ko krok do okre­śle­nia prze­ciw­ni­ków poli­tycz­nych jako „potwo­rów” – ele­men­tów tego, co Bacon nazy­wał „natu­rą nie­uda­ną”, czymś pośred­nim mię­dzy tym, co natu­ral­ne i sztucz­ne, moż­li­wym do kon­tro­li i instru­men­tal­ne­go wyko­rzy­sty­wa­nia.

Okładka książki Petera Linebaugha i Marcusa Redikera pod tytułem „Wielogłowa hydra. Żeglarze, niewolnicy, pospólstwo i ukryta historia rewolucyjnego Atlantyku”.
Peter Linebaugh, Marcus Rediker, „Wielogłowa hydra. Żeglarze, niewolnicy, pospólstwo i ukryta historia rewolucyjnego Atlantyku”, tłum. Andrzej Wojtasik, Warszawa: Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2025.

Do „łbów hydry” zda­niem auto­ra uto­pij­nej Nowej Atlan­ty­dy nale­że­li: „miesz­kań­cy Indii Zachod­nich, Kana­nej­czy­cy, pira­ci, włó­czę­dzy, zabój­cy, Ama­zon­ki i ana­bap­ty­ści”5, w odnie­sie­niu do któ­rych dopusz­czal­ne jest sto­so­wa­nie ludo­bój­stwa. Wśród grup wyklu­czo­nych byli rów­nież „ci, któ­rzy ści­na­ją drze­wa i noszą wodę”, czy­li wyko­naw­cy naj­bar­dziej pośled­nich prac, będą­cy „ludź­mi, choć gor­sze­go sor­tu”6 (jak okre­ślał ich ano­ni­mo­wy autor tek­stu Man: A Paper for Enno­bling the Spe­cies z 1755 roku, co znów poka­zu­je trwa­łość pew­nych prze­ko­nań). Aby lepiej zro­zu­mieć, jakie gru­py spo­łecz­ne ska­zy­wał Bacon na zagła­dę, nale­ży roz­wi­nąć okre­śla­ją­ce je ter­mi­ny. Miesz­kań­cy Indii Zachod­nich zosta­li spor­tre­to­wa­ni rów­nież przez Szek­spi­ra w Burzy – w posta­ci Kali­ba­na. Sze­rzej jego poli­tycz­no-meta­fo­rycz­ną funk­cję ana­li­zu­je Silvia Fede­ri­ci w Kali­ba­nie i cza­row­ni­cy7. Nie­szla­chet­ny dzi­kus miał być por­te-paro­le rdzen­nych miesz­kań­ców Kara­ibów i obu Ame­ryk. Bacon twier­dził, że Bóg o nich zapo­mniał, „a to z powo­du ich nago­ści, anal­fa­be­ty­zmu i nie­zna­jo­mo­ści jaz­dy kon­nej […], a tak­że dla­te­go, że «zja­da­ją ludzi»”8. Przez „Kana­nej­czy­ków” rozu­miał wysie­dlo­nych na sku­tek gro­dze­nia pól ple­be­ju­szy – czy­li wywłasz­czo­nych Angli­ków i pod­bi­ja­nych przez Tudo­rów, a póź­niej gła­dzo­nych przez Crom­wel­la Irland­czy­ków. Kana­nej­czy­cy sta­no­wi­li natu­ral­ny „mate­riał” na pra­cow­ni­ków kolo­nii – szu­ka­li pra­cy, bra­li, co było. Trze­cia gru­pa to pira­ci, a dla Baco­na szcze­gól­nie kor­sa­rze z Afry­ki Pół­noc­nej, Ber­be­ro­wie utrud­nia­ją­cy żeglu­gę flo­cie kró­lew­skiej. Włó­czę­dzy i zabój­cy to gru­py powszech­nie zna­ne, choć aby ukon­tek­stu­ali­zo­wać ich miej­sce, w opi­nii Baco­na wywo­dzi­li się oni z przy­droż­nych prze­stęp­ców oraz grup wywro­to­wych, kon­te­stu­ją­cych miej­sce kró­la i Kościo­ła. „Ama­zon­ki” to kobie­ty wal­czą­ce o miej­sce w dys­kur­sie poli­tycz­nym, któ­re nie­kie­dy się­ga­ły po rady­kal­ne środ­ki (mię­dzy inny­mi pirac­two), aby wyzwo­lić się spod buta patriar­chal­nych struk­tur. Naj­gor­si byli jed­nak ana­bap­ty­ści, człon­ko­wie ruchów reli­gij­nych pod­wa­ża­ją­cych sen­sow­ność funk­cji kró­la, scen­tra­li­zo­wa­ne­go Kościo­ła, będą­cy pio­nie­ra­mi cze­goś na kształt ludo­we­go komu­ni­zmu.

Teo­ria potwor­no­ści Baco­na obej­mo­wa­ła zatem licz­ne wyklu­czo­ne gru­py spo­łecz­ne. Sta­jąc się adre­sa­ta­mi prze­śla­do­wań lub nie­wo­li, gru­py te ule­ga­ły natu­ral­nej rady­ka­li­za­cji, zaś wal­ka kolo­nial­ne­go cen­trum z pery­fe­ria­mi, jakie repre­zen­to­wa­li, to ser­ce Wie­lo­gło­wej hydry. Auto­rzy pod­kre­śla­ją jed­nak, że Bacon nie dzia­łał w odosob­nie­niu. Podob­ne tek­sty popy­cha­ły licz­nych myśli­cie­li do for­mu­ło­wa­nia zarzu­tów o upra­wia­nie cza­rów, two­rze­nia pam­fle­tów obra­zu­ją­cych „naro­dzi­ny” potom­stwa prze­klę­tych kobiet, z któ­rych łon na świat przy­cho­dzi­ły wszel­kie potwor­no­ści. Poucza­ją­ce są tu dru­ki ulot­ne uwzględ­nio­ne w książ­ce Line­bau­gha i Redi­ke­ra.

Pirackie demokracje

Żywot­ność mitów para­dok­sal­nie wspie­ra ich prze­chwy­ty­wa­nie, co sta­no­wi dru­gą waż­ną oś Wie­lo­gło­wej hydry. Auto­rzy poszu­ku­ją bowiem kontr­mi­tów – dzia­łań hydry, któ­ra w sytu­acji poli­tycz­ne­go prze­śla­do­wa­nia two­rzy alter­na­tyw­ne, rów­no­ścio­we struk­tu­ry spo­łecz­ne albo zawią­zu­je ruchy eman­cy­pa­cyj­ne.

Praw­do­po­dob­nie naj­bar­dziej obra­zo­wym przy­kła­dem przy­wo­ły­wa­nym przez Line­bau­gha i Redi­ke­ra jest demo­kra­tyzm pirac­ki, zro­dzo­ny w samym ser­cu sie­dem­na­sto- i osiem­na­sto­wiecz­ne­go han­dlu mor­skie­go. Zdy­scy­pli­no­wa­ni poli­tycz­nie mary­na­rze doświad­cza­ją­cy prze­śla­do­wań czy kar ze stro­ny prze­ło­żo­nych, two­rzy­li wywro­to­we wspól­no­ty na stat­kach pirac­kich, któ­re były „ega­li­tar­ne w zhie­rar­chi­zo­wa­nej epo­ce”9. Prze­wrot­nie sprzy­jał temu nawet sam han­del ludź­mi, bo ich łow­cy „pod pokła­da­mi swych stat­ków impor­to­wa­li z Indii Zachod­nich nie tyl­ko pokry­te bli­zna­mi i pobi­te cia­ła nie­wol­ni­ków”10, lecz tak­że rewo­lu­cyj­ne idee. „Obo­wiąz­kiem innych, zarów­no bia­łych, jak i czar­nych, jest wspie­rać te nie­szczę­sne isto­ty w ich pró­bach uwol­nie­nia się z nie­wo­li”11 – cytu­ją Line­baugh i Redi­ker za J. Philmore’em, auto­rem pam­fle­tów, na któ­re powo­ły­wa­li się ojco­wie ame­ry­kań­skiej rewo­lu­cji nie­pod­le­gło­ścio­wej. Zary­so­wa­ny w Wie­lo­gło­wej hydrze cie­ka­wy por­tret oddol­ne­go uni­wer­sa­li­zmu uka­zu­je ludo­we korze­nie dzie­więt­na­sto­wiecz­nych rewo­lu­cji demo­kra­tycz­nych, któ­rych przed­wio­śnie uchwy­tu­je traf­na obser­wa­cja poczy­nio­na w trak­cie ana­li­zo­wa­nych przez auto­rów debat w Put­ney, do któ­rych doszło po pierw­szej angiel­skiej woj­nie domo­wej: „Albo bie­do­ta zdo­ła wyko­rzy­stać demo­kra­cję do znisz­cze­nia wła­dzy posia­da­czy, albo posia­da­cze w stra­chu przed bie­do­tą tę demo­kra­cję znisz­czą”12.

Nie było­by jed­nak nowo­cze­sno­ści, gdy­by nie kon­kret­ni ludzie. Aby poka­zać, że Line­baugh i Redi­ker pra­cu­ją nie tyl­ko na pro­ce­sach, ale przede wszyst­kim na oso­bach, koń­co­we roz­dzia­ły książ­ki doty­czą kon­kret­nych losów – czy to wywro­to­we­go mał­żeń­stwa Despar­dów, czy wspo­mnia­ne­go już Wed­der­bur­na, nosi­cie­li rewo­lu­cji spo­łecz­nej i poli­tycz­nej. Peł­ne akcji losy tych indy­wi­du­al­nych boha­te­rów książ­ki zro­zu­mia­le poka­zu­ją, co ozna­cza bycie „oby­wa­te­la­mi świa­ta” w świe­cie, w któ­rym snu­cie marzeń o alter­na­tyw­nym, spra­wie­dli­wym porząd­ku spo­łecz­nym czy­ni z czło­wie­ka wyrzut­ka.

Naro­dzi­ny powszech­nej demo­kra­cji są w per­spek­ty­wie Wie­lo­gło­wej hydry ruchem anty­ka­pi­ta­li­stycz­nym, bo to owoc sprze­ci­wu zro­dzo­ne­go w powsta­łej na sku­tek wyklu­cze­nia eko­no­micz­ne­go i poli­ty­ki ter­ro­ru nowej kla­sie spo­łecz­nej – pro­le­ta­ria­cie. Hydra potrze­bo­wa­ła swo­ich sym­bo­li i opo­wie­ści, któ­re Line­baugh i Redi­ker dość skru­pu­lat­nie śle­dzą u spłasz­cza­ją­cych struk­tu­ry płac i wła­sno­ści pira­tów, ludo­wych rewo­lu­cjo­ni­stów w rene­san­so­wych Wło­szech (jak neapo­li­tań­czyk Masa­niel­lo, wzo­rzec wywro­tow­ca jesz­cze w XIX wie­ku) czy anty­ko­lo­nial­nych powstań­ców (z Afry­ki, Ame­ry­ki, ale też na przy­kład z Irlan­dii). Wszyst­kie te ruchy – jak w baco­now­skim kosz­ma­rze – prze­pla­ta­ły się, wza­jem­nie się inspi­ru­jąc i kla­so­wo uświa­da­mia­jąc. Pira­ci na kar­tach Wie­lo­gło­wej hydry nie są bru­tal­ny­mi pry­mi­ty­wa­mi, ale filo­zo­fa­mi reali­zu­ją­cy­mi demo­kra­tycz­ny ide­ał w prak­ty­ce, co zresz­tą było tak­że ele­men­tem badań nie­od­ża­ło­wa­ne­go Davi­da Gra­ebe­ra w Pirac­kim Oświe­ce­niu13 czy napi­sa­nych wraz z Davi­dem Wengro­wem w Naro­dzi­nach wszyst­kie­go14, książ­kach ide­owo bli­skich Wie­lo­gło­wej hydrze. Cyto­wa­ne przez bada­czy pisma abo­li­cjo­ni­stów sta­no­wią poru­sza­ją­ce świa­dec­two roz­wo­ju oddol­ne­go huma­ni­zmu, jak­że róż­ne­go od tego, któ­ry kre­owa­li koniec koń­ców rasi­stow­scy kla­sy­cy tra­dy­cyj­ne­go oświe­ce­nia, jak Jean Jacqu­es Rous­se­au czy Tho­mas Hob­bes.

Łyżka dziegciu w beczce nieco dosładzanego miodu

Wal­ka mitu hera­klej­skie­go z kontr­mi­tem hydry jest dopraw­dy fascy­nu­ją­ca, ale nale­ży doce­nić pol­skie wyda­nie książ­ki i pra­cę Andrze­ja Woj­ta­si­ka, któ­re­mu zawdzię­cza­my prze­kład Wie­lo­gło­wej hydry. Tłu­macz skru­pu­lat­nie śle­dzi nar­ra­cję snu­tą przez ame­ry­kań­skich histo­ry­ków, aby nie­jed­no­krot­nie ją pro­sto­wać bądź wyja­śniać prze­ina­cze­nia. Line­baugh i Redi­ker są, mówiąc kolo­kwial­nie, tak bar­dzo zako­cha­ni w pro­wa­dzo­nej przez sie­bie histo­rii – któ­rą czy­ta się wart­ko i z olbrzy­mią przy­jem­no­ścią – że miej­sca­mi cier­pią na tym źró­dła. Nie jest czę­stą sytu­acją, aby prze­kład był lep­szy od ory­gi­na­łu, ale w przy­pad­ku Wie­lo­gło­wej hydry z pew­no­ścią tak się dzie­je, co wypa­da odno­to­wać.

Nie zmie­nia to fak­tu, że mamy do czy­nie­nia z książ­ką waż­ną – pra­cą pró­bu­ją­cą w upo­rząd­ko­wa­ny spo­sób ująć doświad­cze­nie kil­ku­set lat roz­wo­ju kapi­ta­li­zmu, pro­le­ta­ria­tu, rasi­zmu i huma­ni­zmu. Dużo tych nur­tów, jak wie­le łbów ma hydra, lecz spra­wie­dli­wość auto­rów nie pozwa­la zapo­mnieć, że za nimi kry­ją się żywi ludzie.

Był to lud bez zie­mi, wywłasz­czo­ny. Utra­cił osło­nę wspól­nie użyt­ko­wa­nych grun­tów, któ­ra mogła­by zaspo­ka­jać jego potrze­by. Był ubo­gi – bez mająt­ku, pie­nię­dzy i mate­rial­nych dóbr. Czę­sto nie­opła­ca­ny – zmu­sza­ny do dar­mo­wej pra­cy na rzecz kapi­ta­łu. Czę­sto głod­ny, ponie­waż posia­dał tyl­ko nie­pew­ne środ­ki utrzy­ma­nia. Był rucho­my, trans­atlan­tyc­ki. Napę­dzał prze­mysł świa­to­we­go trans­por­tu. […] Był ter­ro­ry­zo­wa­ny, pod­da­wa­ny przy­mu­so­wi. Jego cia­ło stward­nia­ło od pra­cy kon­trak­to­wej, nie­wol­ni­czej harów­ki na gale­rach i na plan­ta­cjach, na przy­mu­so­wym zesła­niu, w zakła­dach kar­nych i domach popraw­czych. […] Był kobie­cy i męski, był w każ­dym wie­ku. […] Był nie­prze­bra­ny, licz­ny i sta­le się mno­żył. Czy to na pla­cu, tar­go­wi­sku, wspól­nie upra­wia­nej zie­mi, w puł­ku czy na okrę­cie wojen­nym z powie­wa­ją­cy­mi sztan­da­ra­mi i dud­nią­cy­mi wer­bla­mi – jego zgro­ma­dze­nia były dla współ­cze­snych nie­zwy­kłe. Był liczo­ny, ważo­ny i mie­rzo­ny. Nie­zna­ny z imie­nia jako jed­nost­ka, był uprzed­mio­ta­wia­ny i reje­stro­wa­ny na potrze­by podat­ków, pro­duk­cji i repro­duk­cji. Był zdol­ny do współ­pra­cy i tru­du. Jego naj­więk­szą siłą była zbio­ro­wa ener­gia wie­lu, a nie wykwa­li­fi­ko­wa­na pra­ca jed­nost­ki. Prze­no­sił cię­ża­ry, prze­su­wał zie­mię, prze­kształ­cał kra­jo­braz. Był wie­lo­barw­ny – odzia­ny w łach­ma­ny, wie­lo­et­nicz­ny z wyglą­du. […] Był pozba­wio­ny gene­alo­gicz­nej jed­no­ści. Był wul­gar­ny. Mówił „po swo­je­mu” – z cha­rak­te­ry­stycz­ną wymo­wą, słow­nic­twem i gra­ma­ty­ką, ban­dyc­kim slan­giem, ulicz­ną gwa­rą, zawo­do­wym żar­go­nem i por­to­wym pidży­nem. Był pla­ne­tar­ny – w pocho­dze­niu, w ruchu, w świa­do­mo­ści. I wresz­cie – pro­le­ta­riat był spraw­czy i twór­czy; był – i pozo­sta­je – żywy; jest w ruchu15.

A Hera­kles? Zle­ce­nio­daw­ca nie przy­jął wyko­na­nej pra­cy, zarzu­cił mu, że korzy­stał z pomo­cy osób trze­cich. Dopie­ro bogo­wie musie­li inter­we­nio­wać. Hydra tym­cza­sem tra­fi­ła na nie­bo­skłon.

1 Poda­ję za popu­lar­ną Mito­lo­gią Jana Paran­dow­skie­go, ale wer­sji – róż­nią­cych się w deta­lu – jest wie­le.

2 P. Line­baugh, M. Redi­ker, Wie­lo­gło­wa hydra. Żegla­rze, nie­wol­ni­cy, pospól­stwo i ukry­ta histo­ria rewo­lu­cyj­ne­go Atlan­ty­ku, tłum. A. Woj­ta­sik, War­sza­wa: Wydaw­nic­two Kry­ty­ki Poli­tycz­nej, 2025, s. 8.

3 Tam­że, s. 24.

4 Tam­że, s. 25.

5 Tam­że, s. 51.

6 Tam­że, s. 62.

7 S. Fede­ri­ci, Kali­ban i cza­row­ni­ca. Kobie­ty, cia­ło i aku­mu­la­cja pier­wot­na, tłum. K. Król, Kra­ków: Karak­ter, 2025. Zna­ko­mi­te omó­wie­nie autor­stwa I. Kru­pec­kiej prze­czy­tasz w mie­sięcz­ni­ku „Znak” 2025, nr 4 (839), onli­ne: https://www.miesiecznik.znak.com.pl/idee/czy-wierzysz-w-czarownice/ [dostęp: 29.07.2026].

8 P. Line­baugh, M. Redi­ker, Wie­lo­gło­wa hydra…, s. 78.

9 Tam­że, s. 202.

10 Tam­że, s. 255.

11 Tam­że, s. 272.

12 Tam­że, s. 135.

13 D. Gra­eber, Pirac­kie Oświe­ce­nie albo praw­dzi­wa Liber­ta­lia, tłum. J. Skow­roń­ski, War­sza­wa: Zysk i S‑ka, 2025. O ese­ju Gra­ebe­ra wyczer­pu­ją­co pisa­ła Mag­da­le­na Czu­ba­szek w mie­sięcz­ni­ku „Znak” 2024, nr 1 (824), onli­ne: https://www.miesiecznik.znak.com.pl/idee/piracka-utopia/ [dostęp: 29.07.2026].

14 D. Gra­eber, D. Wengrow, Naro­dzi­ny wszyst­kie­go. Nowa histo­ria ludz­ko­ści, tłum. R. Fili­pow­ski, War­sza­wa: Zysk i S‑ka, 2022. Wię­cej o książ­ce dowiesz się z tek­stu Micha­ła Zabdy­ra-Jam­ro­za z mie­sięcz­ni­ka „Znak” 2022, nr 10 (809), onli­ne: https://www.miesiecznik.znak.com.pl/idee/anarchistyczna-historia-ludzkosci/ [dostęp: 29.07.2026] oraz z roz­mo­wy z Davi­dem Wengro­wem: M. Jędrze­jek, K. Klecz­ka, Potrze­ba wyobraź­ni, aby zro­zu­mieć prze­szłość, „Znak” 2023, nr 9 (820), onli­ne: https://www.miesiecznik.znak.com.pl/idee/david-wengrow-potrzeba-wyobrazni-aby-zrozumiec-przeszlosc/ [dostęp: 29.07.2026].

15 P. Line­baugh, M. Redi­ker, Wie­lo­gło­wa hydra…, s. 392–393.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury
i Dziedzictwa Narodowego w ramach dotacji celowej „Inne tradycje”.

Czytaj także

03.07.2025 Recenzje

Wszystko wszędzie naraz

Trzy pierścienie są eksperymentem szczególnego rodzaju. Autor snuje opowieść o Erichu Auerbachu, François Fénelonie i Winfriedzie Georgu Sebaldzie, ale losy zaludniających jego wykład bohaterów tak naprawdę odpowiadają wątkom w większym układzie narracyjnym, który stanowi próbę zaprezentowania tak zwanej kompozycji pierścieniowej – pisze Karol Kleczka o eseju Daniela Mendelsohna.

13.08.2026 Laba

Pocztówka znaleziona w trzcinie

Laba i lato: najlepsza para pod słońcem. Szykujemy się na letnie przygody z książkami – ruszajcie z nami! W cyklu wakacyjnych tekstów prezentujemy pocztówki literackie, reportaże z wydarzeń kulturalnych (uwaga na wypowiedzi publiczności!), rozmowy o letnich lekturach. Dzisiaj publikujemy reportaż Krzysztofa Żwirskiego z festiwalu Stolica Języka Polskiego w Szczebrzeszynie.

11.08.2026 Laba

Książki zmieniają się razem z nami

Laba i lato: najlepsza para pod słońcem. Szykujemy się na letnie przygody z książkami – ruszajcie z nami! W cyklu wakacyjnych tekstów prezentujemy pocztówki literackie, reportaże z wydarzeń kulturalnych (uwaga na wypowiedzi publiczności!), rozmowy o letnich lekturach. Dzisiaj z malarką i autorką komiksów Joanną Karpowicz rozmawia Małgorzata Bugaj.