Wirtualności

Czar­na skrzyn­ka Dawi­da Kaina to z jed­nej stro­ny wzor­co­wo skro­jo­ny dresz­czo­wiec, w któ­rym autor zre­ali­zo­wał wszyst­kie zało­że­nia kon­wen­cji, z dru­giej – rów­nie prze­ni­kli­wa, co doj­mu­ją­ca opo­wieść o świe­cie wypeł­nio­nym przez ist­nie­nia wir­tu­al­ne, gdzie źró­dłem napię­cia są kon­flik­ty i tar­cia nie tyle mię­dzy poszcze­gól­ny­mi nar­ra­cja­mi, ile mię­dzy róż­ny­mi fik­cja­mi: kłam­stwa­mi, wypar­cia­mi i prze­mil­cze­nia­mi.

Roz­ma­ite spo­so­by mani­fe­sta­cji fik­cji oraz defi­nio­wa­nia gra­ni­cy mię­dzy praw­dą a ułu­dą to w zasa­dzie moty­wy prze­wod­nie całej twór­czo­ści Dawi­da Kaina. Mani­fe­sta­cje te mogą przy­bie­rać róż­no­ra­kie for­my: zabu­rzeń psy­chicz­nych, wykrzy­wia­ją­cych ludz­ką per­cep­cję; rze­czy­wi­sto­ści wir­tu­al­nych, inge­ru­ją­cych w naj­głęb­sze fun­da­men­ty ludz­kie­go „ja”; lub uni­wer­sal­nych zmy­śleń, wpły­wa­ją­cych na życie zbio­ro­wo­ści. Z dużą dozą praw­do­po­do­bień­stwa moż­na zało­żyć, że jeśli wydaw­ca zapo­wia­da nową książ­kę tego kra­kow­skie­go pisa­rza, to jej tema­ty­ka będzie doty­czyć dość umow­nej gra­ni­cę mię­dzy praw­dą a zmy­śle­niem oraz ich wza­jem­nych uwa­run­ko­wań. Nie ina­czej jest w przy­pad­ku Czar­nej skrzyn­ki.

Czy­tel­ni­ków przy­zwy­cza­jo­nych do Kaina fan­ta­sty, Kaina twór­cy hor­ro­ru czy auto­ra weird fic­tion Czar­na skrzyn­ka może jed­nak wpra­wić w kon­fu­zję. Tym razem bowiem are­ną star­cia sta­je się świat pozba­wio­ny ele­men­tów nad­na­tu­ral­nych, a nawet w ogó­le fan­ta­stycz­nych. Nie zna­czy to, że mamy do czy­nie­nia ze świa­tem w jakim­kol­wiek stop­niu praw­dzi­wym – ponie­waż to chy­ba ostat­nie, co moż­na o nim powie­dzieć.

Meta­fo­rą deter­mi­nu­ją­cą porzą­dek całe­go tek­stu jest poję­cie gry, przed­sta­wio­ne w powie­ści moż­li­wie wie­lo­po­zio­mo­wo. Mamy tu więc reali­stycz­nie opi­sa­ne śro­do­wi­sko twór­ców gier wideo, bli­skie Kaino­wi jako zawo­do­we­mu sce­na­rzy­ście, mamy tak­że samą grę wideo, sta­no­wią­cą zarze­wie kon­flik­tu mię­dzy dwój­ką głów­nych posta­ci, mamy grę psy­cho­lo­gicz­ną, któ­rą pro­wa­dzi z jed­nym z pro­ta­go­ni­stów tajem­ni­czy prze­śla­dow­ca. Ale mamy rów­nież grę, któ­rą ów prze­śla­do­wa­ny pro­ta­go­ni­sta sam pro­wa­dzi ze świa­tem, wio­dąc podwój­ne życie, mamy grę ze świa­tem anga­żu­ją­cą jego daw­ne­go przy­ja­cie­la, a tak­że grę part­ner­ki głów­ne­go boha­te­ra – influ­en­cer­ki, two­rzą­cej i mone­ty­zu­ją­cej swo­ją wir­tu­al­ną oso­bo­wość. Na to wszyst­ko nakła­da się natu­ral­nie wyra­żo­na w kon­wen­cji thril­le­ra psy­cho­lo­gicz­ne­go gra auto­ra z czy­tel­ni­kiem: tego dru­gie­go nale­ży we wła­ści­wy spo­sób zma­ni­pu­lo­wać, odwró­cić jego uwa­gę, żeby oczy­wi­ście uwie­rzył w opo­wia­da­ną histo­rię, ale tak­że dał się zasko­czyć jej roz­wią­za­niem.

O jaką staw­kę toczą się więc wspo­mnia­ne roz­ma­ite gry i gier­ki? O zwy­cię­stwo nad mecha­ni­zmem samej gry albo nad rywa­lem, to oczy­wi­ste, ponie­waż gra to zawsze sym­bo­licz­na for­ma woj­ny, ale staw­ką jest tak­że coś wię­cej: ukon­sty­tu­owa­nie fik­cji jako cze­goś obiek­tyw­nie rze­czy­wi­ste­go, uwia­ry­god­nie­nie kłam­stwa w oczach innych uczest­ni­ków roz­gryw­ki.

W utwo­rach Kaina praw­da jest zawsze obec­na – w Czar­nej skrzyn­ce widać to naj­wy­raź­niej dzię­ki odej­ściu od entourage’u fan­ta­sty­ki psy­cho­lo­gicz­nej jako rezul­ta­tu okre­ślo­nej umo­wy spo­łecz­nej (skąd­inąd sama umo­wa zawsze jest rów­nież wyni­kiem gry). Gra­ni­cy mię­dzy tym, co praw­dzi­we, a tym, co nie­praw­dzi­we, nie wyzna­cza więc wyni­ka­ją­ca z kla­sycz­nej defi­ni­cji Ary­sto­te­le­sow­skiej zgod­ność mię­dzy rze­czą a umy­słem, lecz har­mo­nia mię­dzy rze­czą a jej sku­tecz­ną kon­fir­ma­cją przez zbio­ro­wość. Ale wła­śnie tak poj­mo­wa­na kon­fir­ma­cja jest moż­li­wa jedy­nie wów­czas, gdy okre­ślo­na idea zosta­nie przy­oble­czo­na we wła­ści­wą nar­ra­cję, ude­rza­ją­cą we wła­ści­we tony, gene­ru­ją­cą wła­ści­we bodź­ce, odwo­łu­ją­cą się do odpo­wied­nich arche­ty­pów za pomo­cą wła­ści­wych klu­czy. Boha­te­ro­wie powie­ści Kaina uczest­ni­czą w tej grze w spo­sób total­ny – przez kon­stru­owa­nie nar­ra­cji wobec Inne­go wyzna­cza­ją hory­zont swo­je­go ist­nie­nia. Nie robią prze­cież nic wię­cej: w zasa­dzie zaj­mu­ją się wyłącz­nie fabry­ko­wa­niem opo­wie­ści o sobie, o swo­ich suk­ce­sach, o poraż­kach czy o prze­ku­wa­niu owych pora­żek w suk­ce­sy. Każ­da z tych opo­wie­ści ma kon­kret­ny cel.

Tak rozu­mia­ny świat jest oczy­wi­ście are­ną post­praw­dy. O ile jed­nak zazwy­czaj myśli­my o post­praw­dzie jako kate­go­rii mode­lu­ją­cej obsza­ry makro – od poli­tyk naro­do­wych po domi­nu­ją­ce glo­bal­ne dys­kur­sy – o tyle post­praw­da w uję­ciu Kaina jest przede wszyst­kim doświad­cze­niem oso­bi­stym. Jest tak­że doświad­cze­niem wtór­nym: czło­wiek musi „sprze­dać” swo­ją fik­cję publicz­no­ści tak, żeby reak­cja gro­na odbior­ców utwier­dzi­ła go w prze­ko­na­niu o praw­dzi­wo­ści fik­cji, z któ­rej uczy­nił fun­da­ment swo­je­go życia. Celem gry jest więc rów­nież ogra­nie same­go sie­bie. Z całą pro­sto­tą: słu­żą temu algo­ryt­my zada­wa­nia pytań cza­ro­dziej­skie­mu (czar­ne­mu) lustru w taki spo­sób, żeby powie­dzia­ło nam wła­śnie to, co chce­my usły­szeć.

Patryk, głów­ny boha­ter Czar­nej skrzyn­ki, jego dziew­czy­na Wik­to­ria oraz Kamil, daw­ny przy­ja­ciel, obec­nie mają­cy wobec Patry­ka nie­zbyt jasne, z pew­no­ścią mało przy­ja­zne zamia­ry (odkry­cie powo­dów owej anty­pa­tii i ujaw­nie­nie celów przy­świe­ca­ją­cych Kami­lo­wi to jeden z naj­bar­dziej satys­fak­cjo­nu­ją­cych, choć jed­no­cze­śnie przy­gnę­bia­ją­cych aspek­tów powie­ści), żyją w pew­nym sen­sie jako byty wir­tu­al­ne, jeśli może­my w ten spo­sób okre­ślać two­rzo­ne przez nich na potrze­by spo­łecz­ne­go spek­ta­klu per­so­ny-per­cep­ty. To ryzy­kow­na stra­te­gia pisar­ska, ponie­waż Kain dość szyb­ko daje nam do zro­zu­mie­nia, że jego posta­ci są podwój­nie fik­cyj­ne: po pierw­sze, uda­ją w świe­cie powie­ści; po dru­gie, w rezul­ta­cie tego uda­wa­nia zmie­nia się per­cep­cja ich ról w struk­tu­rze opo­wia­da­nej histo­rii. Dla­te­go trud­no jest nam obda­rzyć boha­te­rów Kaina jakim­kol­wiek cie­plej­szym uczu­ciem. Budzą w nas raczej wypły­wa­ją­cy z dyso­nan­su poznaw­cze­go nie­po­kój, a z cza­sem – gdy prze­miesz­cze­nie porząd­ków i ról sta­nie się jesz­cze dotkliw­sze – odra­zę, sio­strę nie­po­ko­ju.

Choć czy­tel­nik, któ­ry pra­gnie, by autor dresz­czow­ca kre­ślił przed nim jasną mapę moral­ną świa­ta przed­sta­wio­ne­go – uła­twia­ją­cą odbior­cy oce­nę poszcze­gól­nych posta­ci, oka­zy­wa­nie emo­cji żywio­nych wobec nich, a rów­no­cze­śnie pro­wa­dzą­cą go przez topo­gra­fię tek­stu – poczu­je się w pew­nym sen­sie zdra­dzo­ny przez pisa­rza, to taka meto­da ma kon­kret­ny cel. Jest roz­bu­do­wa­nym ele­men­tem gry pisar­skiej z czy­tel­ni­czy­mi ocze­ki­wa­nia­mi, umoż­li­wia­ją­cej reali­za­cję w ramach kon­wen­cji thril­le­ra kolej­ne­go sche­ma­tu gry spo­łecz­nej: gry w spra­wie­dli­wość. Tę ostat­nią na pozio­mie emo­cjo­nal­nym zazwy­czaj utoż­sa­mia­my z zemstą skrzyw­dzo­ne­go na krzyw­dzą­cym, z wyrów­na­niem rachun­ków. Nie­mniej tra­gicz­na to wen­de­ta, jeśli nisz­czy same­go mści­cie­la, jeże­li wtła­cza go w rolę abiek­tu na rów­ni z opraw­cą i jeśli krzyw­da jedy­nie powierz­chow­nie ma wymiar oso­bi­sty, pod­czas gdy w grun­cie rze­czy ma cha­rak­ter sys­te­mo­wy. Czar­na skrzyn­ka to nie tyl­ko meta­gra, ale tak­że wizja kata­stro­fy, któ­ra nie­uchron­nie nadej­dzie, jeśli spo­łe­czeń­stwo i pro­ce­sy spo­łecz­ne rów­nież zosta­ną potrak­to­wa­ne jako gra.

Okładka książki Dawida Kaina pod tytułem „Czarna skrzynka”.
Dawid Kain, „Czarna skrzynka”, Kraków: Wydawnictwo IX, 2025.

Fik­cyj­na pod­kra­kow­ska miej­sco­wość o wymow­nej nazwie Mista­ków, z któ­rej pocho­dzą boha­te­ro­wie, jest prze­cież kla­sycz­nym obsza­rem pro­trans­for­ma­cyj­nej (czy­li: po zmia­nie reguł gry bez zgo­dy wszyst­kich jej uczest­ni­ków) dewa­sta­cji. W tej zaś zwy­cięz­cy i prze­gra­ni zosta­li roz­sta­wie­ni na swo­ich pozy­cjach na plan­szy histo­rii na pra­wach tego, co jest zaprze­cze­niem gry, za któ­rej atry­but zwy­kli­śmy uwa­żać rów­ność wobec zasad – na pra­wach przy­pad­ku. Albo raczej według zasad gry loso­wej, któ­rej w spo­łecz­nym dys­kur­sie, bez­wa­run­ko­wo wyzna­cza­ją­cym spo­łecz­no­ści okre­ślo­ne regu­ły etycz­ne (prze­cież zarzą­dza­nie, żeby było sku­tecz­ne, musi być dobre!), ex post przy­pi­sa­no porząd­ku­ją­ce atry­bu­ty, w rezul­ta­cie prze­gra­ni-ofia­ry zosta­li uzna­ni przede wszyst­kim za win­nych wła­snej poraż­ki. Tak uję­te porząd­ko­wa­nie zdję­ło odpo­wie­dzial­ność z tych rzu­ca­ją­cych kość­mi, a tak­że z tych, dla któ­rych rezul­ta­ty rzu­tów oka­za­ły się łaskaw­sze niż dla innych gra­czy.

Zdję­ło odpo­wie­dzial­ność, ode­bra­ło rów­nież pra­wo gło­su ofia­rom, ale nie unie­waż­ni­ło krzyw­dy samej w sobie. Sku­tek musi być kata­stro­fal­ny: ode­bra­nie pra­wa gło­su ofie­rze spra­wia, że jedy­nym dostęp­nym dla niej języ­kiem – oraz stra­te­gią gry, ponie­waż język wyzna­cza stra­te­gię postę­po­wa­nia wobec świa­ta – sta­je się prze­moc. Nie­mniej żeby ta prze­moc mogła odnieść wła­ści­wy sku­tek, musi zostać uży­ta w ramach reguł świa­ta zwy­cięz­cy. Na pra­wach trium­fu­ją­ce­go. Dla­te­go Kamil, by zemścić się na Patry­ku za swo­ją życio­wo-sys­te­mo­wą klę­skę, naj­pierw musi przy­jąć zasa­dy funk­cjo­no­wa­nia daw­ne­go przy­ja­cie­la, czy­li stwo­rzyć pię­tro­wą fik­cję i zagrać swo­ją rolę tak wia­ry­god­nie, żeby same­mu uwie­rzyć we wła­sną wizję spra­wie­dli­wo­ści. Tak oto kate­go­ria gry spra­wia, że idea spra­wie­dli­wo­ści nabie­ra zna­mion tra­ge­dii.

A sko­ro już mowa o tra­ge­dii: kate­go­ria gry w oczy­wi­sty spo­sób łączy się z kate­go­rią spek­ta­klu (w oma­wia­nej powie­ści jest to przede wszyst­kim spek­takl, któ­ry wobec sie­bie odgry­wa­ją posta­ci). Gra, wraz z całą swo­ją sko­dy­fi­ko­wa­ną obrzę­do­wo­ścią, jest więc spek­ta­klem, ale spek­takl to tak­że pewien cere­mo­niał. Moż­na by uzna­wać, że nie ist­nie­je kate­go­ria spo­łecz­na, któ­ra nie mia­ła­by w sobie ele­men­tu cere­mo­nii, że są wyłącz­nie cere­mo­nie więk­sze­go i mniej­sze­go for­ma­tu – tak jak w Krwa­wym połu­dni­ku Cor­ma­ca McCarthy’ego dowo­dził tego demo­nicz­ny sędzia Hol­den. Kain chęt­nie i umie­jęt­nie wyko­rzy­stu­je rozu­mo­wa­nie tego rodza­ju, cze­go naj­lep­szym przy­kła­dem są wyda­ne w 2023 roku Nie­ja­sne spek­ta­kle, w któ­rych kate­go­ria przed­sta­wie­nia, teatru – the­atrum mun­di – była zesta­wia­na z kate­go­rią cyr­ko­we­go wido­wi­ska, sta­ją­ce­go się cere­mo­nia­łem słu­żą­cym do wpro­wa­dza­nia w obłęd na trwa­łe przy­pi­sa­ny świa­tu. Wspo­mnia­ny zbiór opo­wia­dań nale­ży do fan­ta­sty­ki gro­zy głów­nie ze wzglę­du na prze­ni­ka­ją­cą go gro­te­skę, ale nowa powieść Kaina, choć utrzy­ma­na w innej kon­wen­cji, w zasa­dzie opie­ra się na tym samym fun­da­men­cie: to spek­takl, któ­ry przy­bie­ra for­mę swo­iste­go dzi­wo­wi­ska, teatr nie­po­strze­że­nie zmie­nia­ją­cy się w cyrk pełen zama­sko­wa­nych posta­ci – te zaś wymie­rza­ją sobie razy i kop­nia­ki, na pozór dzia­ła­ją według okre­ślo­nych zasad, ale w grun­cie rze­czy są agen­ta­mi cha­osu. Tak­że tego, któ­ry poże­ra ich samych.

Prze­ni­ka­ją­ca pro­zę Kaina myśl, że pod powierzch­nią rze­czy kry­ją się zupeł­nie inne zna­cze­nia, że pod dostęp­nym zmy­słom i inte­lek­to­wi sen­sem świa­ta – pod jego regu­ła­mi, ukła­dem, logi­ką – kry­je się zupeł­nie inny świat (cze­go dosłow­ną reali­za­cją były Zaple­cza, świet­ny hor­ror Kaina, gra­ją­cy inter­ne­to­wym fenomenem/memem Bac­kro­oms – upior­nych prze­strze­ni limi­nal­nych), oczy­wi­ście przy­wo­dzi na myśl pisar­stwo Phi­li­pa K. Dic­ka. Przez twór­czość Kaina naj­pew­niej prze­pły­wa ten sam roz­pacz­li­wy prąd: fun­da­men­tal­ne wąt­pie­nie w rze­czy­wi­stość, w obiek­tyw­ność jej reguł. Albo w ist­nie­nie jakich­kol­wiek zro­zu­mia­łych, wewnętrz­nie spój­nych reguł w ogól­no­ści. Życie w takim świe­cie musi więc skoń­czyć się jakąś spek­ta­ku­lar­ną kata­stro­fą. Albo cią­giem kata­strof. W zasa­dzie każ­da z ksią­żek Kaina jest pew­ne­go rodza­ju czar­ną skrzyn­ką, zawie­ra­ją­cą zapis chwil tuż przed mniej­szą bądź więk­szą apo­ka­lip­są. Teraz ta nie­zmien­na dla pisar­stwa Kaina idea zosta­ła zwer­ba­li­zo­wa­na w tytu­le książ­ki.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury
i Dziedzictwa Narodowego w ramach dotacji celowej „Inne tradycje”.

Czytaj także

17.08.2026 Recenzje

Trochę się zestarzejemy, trochę nie

Stara kobiecość budzi przerażenie i lęk. Ale sama kobiecość ma w sobie wiele cech, które są przypisywane starości. Segal wymienia wśród nich empatię, kruchość, znoszenie częstych upokorzeń, ponoszenie trudu opieki nad innymi – o książce Lynne Segal pisze Olga Sabała.

16.08.2026 Recenzje

„Sztuką nie lada, prawdziwym osiągnięciem, jest zapomnienie o swoim ojcu” – „Moi przyjaciele” Hishama Matara

Ojcowie w powieści Matara stają się punktem wyjścia dla tożsamości, lecz także jej napięcia i załamania. Relacje ojciec–syn są metaforą relacji między przeszłością a przyszłością. To, co zostaje odziedziczone, nieustannie domaga się opowiedzenia, a jednocześnie nie zawsze daje się w pełni wypowiedzieć – o powieści Hishama Matara pisze Aleksandra Samonek.

15.08.2026 Recenzje

Fantastyka społecznego podmiotu

Należy podkreślić, że przy całym bogactwie refleksji, jakie oferuje powieść Wang, jest to wciąż klasyczna literatura fantasy, oparta głównie na seriach dramatycznych wydarzeń, choć nie brakuje tutaj również rozbudowanych, wielostronicowych dialogów – o Krwi nad jasną przystanią M.L. Wang pisze Marcin Świątkowski.

14.08.2026 Szkice

Ja jednak widzę krew Marksa. Ja ciągle widzę krew Marksa

Lekturę Społeczeństwa spektaklu… traktuję jako przeżycie zaskakująco niekomfortowe. Wcielając się w rolę uważnego czytelnika, krytyka „Dziennika Literackiego”, który ma obowiązek przeprowadzenia subiektywnej, lecz sprawiedliwej analizy debordowskiego tekstu, wpadam w niezamierzone rejestry parodii aktorstwa metodycznego – pisze Łukasz Krajnik.