Dlaczego lewica nie ma się gdzie spotkać?

 „Zapra­sza­nie do” (call in) zamiast zna­ne­go nam od deka­dy „wywo­ły­wa­nia do tabli­cy (call out)” to jed­na z pro­po­zy­cji dla lewi­cy wysu­wa­na przez Dawi­da Kuja­wę w jego książ­ce W myśl pra­wa geo­me­trii. Jak lewi­ca prze­sta­ła się mar­twić i poko­cha­ła logi­kę towa­ro­wą. To cie­ka­wa myśl, ude­rza­ją­ca w waż­ny punkt dzi­siej­szej deba­ty, ale i obar­czo­na pyta­nia­mi, któ­re nale­ża­ło­by posta­wić w trak­cie lek­tu­ry tej książ­ki. Co i kogo mamy przed ocza­mi, gdy sły­szy­my w Pol­sce sło­wo „lewi­ca”? Czy kie­ru­je­my uwa­gę w dobrą stro­nę (naj­bliż­sze oto­cze­nie czy kon­tent), żeby ją dostrzec? Przez pry­zmat jakich doświad­czeń na nią patrzy­my? Jak ją uchwy­cić w codzien­nym życiu, aby zna­leźć gło­sy lewi­co­we poza logi­ką towa­ro­wą? I wresz­cie ostat­nia kwe­stia, moc­no sprzę­żo­na z dia­gno­zą Kuja­wy zawar­tą w książ­ce, a doty­czą­cą infra­struk­tu­ry życia spo­łecz­ne­go, prze­chwy­ty­wa­nej przez plat­for­my roz­ryw­ko­we (nazy­wa­ne wciąż spo­łecz­no­ścio­wy­mi): gdzie się mamy spo­tkać i jak samą deba­tę publicz­ną (oraz stan lewi­cy) zmie­nia śro­do­wi­sko cyfro­we?

Rzut z góry i głębia

Zanim jed­nak przej­dę na mar­gi­nes, wybie­ra­jąc zasy­gna­li­zo­wa­ne wąt­ki, z któ­ry­mi chcia­ła­bym pod­jąć przy­ja­zną pole­mi­kę czy też dys­ku­sję prak­tycz­no-ide­ową, zacznę od rzu­tu z góry i spoj­rze­nia w głąb książ­ki, ponie­waż są to waż­ne per­spek­ty­wy w lek­tu­rze tego ese­ju.

Struk­tu­ra samej książ­ki – zbu­do­wa­na wokół war­to­ści (wia­ra, nadzie­ja, miłość, wol­ność, rów­ność, bra­ter­stwo, współ­czu­cie, szczo­drość, mądrość) – na pozio­mie umo­co­wa­nia teo­re­tycz­ne­go i zło­żo­no­ści opi­su zja­wisk dostar­czy­ła mi z pew­no­ścią wie­lu zasko­czeń i zosta­nie ze mną na dłu­żej. Kuja­wa odważ­nie i z roz­ma­chem zde­rzył per­spek­ty­wę socjo­lo­gicz­ną, filo­zo­ficz­ną i popkul­tu­ro­wą. Zacho­wam w pamię­ci na pew­no to, że bez powro­tu do pew­nych idei, bez ich rein­ter­pre­ta­cji, nie uda się wymy­ślić funk­cjo­nal­nych postu­la­tów dla lewi­cy. Wyobra­żam sobie pra­cę na tych ide­ach, aby wycią­gnąć z nich wnio­ski prak­tycz­ne, do któ­rych mam więk­sze przy­wią­za­nie i któ­rych sama odru­cho­wo szu­kam.

Kuja­wa w zaczep­nym tonie z jed­nej stro­ny cie­ka­wie uka­zu­je wiel­ki plan idei i zło­żo­ność ewo­lu­cji pojęć, z dru­giej nie ucie­ka od głę­bi, lecz ku niej się kie­ru­je. Bo to głę­bia jest potrzeb­na, aby osa­dzić idee rów­nież na mięk­kim grun­cie życia spo­łecz­ne­go i ludz­kiej kru­cho­ści, z któ­rej obec­nie czer­pią głów­nie kon­cer­ny far­ma­ceu­tycz­ne (Kuja­wa, swo­ją dro­gą, poświę­ca spo­ro miej­sca tej obser­wa­cji, rezo­nu­ją­cej z książ­ką Wiek dia­gno­zy Suzan­ne O’Sullivan). Dla kapi­ta­li­zmu to dobrze, że jako spo­łe­czeń­stwo utra­ci­li­śmy rów­no­cze­śnie głę­bię (w rela­cjach) i dystans (potrzeb­ny do zacho­wa­nia szer­szej per­spek­ty­wy niż ta jed­nost­ko­wa). Ta per­spek­ty­wa ide­owa z pew­no­ścią wyróż­nia książ­kę Kuja­wy; autor odważ­nie wytrą­ca odbior­ców z utar­tych sche­ma­tów myśle­nia o tym, do jakie­go stop­nia dzi­siaj da się wyjść z uwi­kła­nia ryn­ko­wych zależ­no­ści lewi­cy (par­tyj­nej i orga­ni­za­cji spo­łecz­nych).

Skojarzenia

Myśl, któ­ra krą­ży­ła mi w gło­wie pod­czas lek­tu­ry i do któ­rej – jak się domy­ślam – Kuja­wa celo­wo chciał skło­nić odbior­ców, wią­że się z pyta­niem: kim wła­ści­wie jest lewi­ca w Pol­sce? Sama nie wiem, czy umia­ła­bym pre­cy­zyj­nie odpo­wie­dzieć na to pyta­nie ani jaką odpo­wiedź mia­ła­bym sfor­mu­ło­wać, żeby niko­go nie wyklu­czyć. Iden­ty­fi­ku­ję coś raczej intu­icyj­nie jako „lewi­co­we”, jeśli jest tako­wym poprzez war­to­ści, któ­re dostrze­gam w dzia­ła­niach orga­ni­za­cji, kon­kret­nych osób czy śro­do­wisk.

Prze­ko­nu­ją mnie one jako lewi­co­we pro­jek­ty nie poprzez con­tent, ale kon­kret­ne przed­się­wzię­cia i aktyw­no­ści (inter­wen­cje, pro­te­sty, orga­ni­za­cje wyda­rzeń, zmia­ny ustaw, prze­ja­wy zaan­ga­żo­wa­nia w spra­wy innych, gesty soli­dar­no­ści, lob­bo­wa­nie poli­tycz­ne na róż­nych szcze­blach, dzia­ła­nia edu­ka­cyj­ne), któ­re mają źró­dło w war­to­ściach. Czę­sto przy­bie­ra­ją cha­rak­ter ponad­lo­kal­ny, choć w mniej­szej ska­li (lokal­nej, regio­nal­nej) oddol­nie two­rzą swo­je zaląż­ki. W tym sen­sie lewi­ca w moim polu widze­nia ist­nie­je dosyć wyraź­nie i ma swo­je – czę­sto może mniej zauwa­żal­ne – obsza­ry wpły­wu poza ryn­ko­wą czy par­tyj­ną logi­ką. W tym wstęp­nym roz­po­zna­niu ponie­kąd więc zakła­dam, podob­nie jak czy­ni to Kuja­wa, że aby coś zmie­nić, trze­ba wyjść z pętli dopa­mi­no­wej, któ­rą autor słusz­nie iden­ty­fi­ku­je z infra­struk­tu­rą mediów spo­łecz­no­ścio­wych (choć teraz nie uży­ła­bym już sło­wa „spo­łecz­no­ścio­wych”, a raczej „roz­ryw­ko­wych”, bio­rąc pod uwa­gę ich funk­cję i algo­ryt­my).

Logika dopaminowa kontra codzienne problemy

Kuja­wa pod­kre­śla, że wie­lu poli­ty­ków i wie­le akty­wi­stek w swo­ich dzia­ła­niach poprze­sta­je na zaspo­ko­je­niu ośrod­ka przy­jem­no­ści – oso­by te upra­wia­ją akty­wizm i „nakrę­ca­ją się” w infra­struk­tu­rze cyfro­wej. Zdo­by­cie laj­ków dzię­ki cię­tej ripo­ście na X‑ie to czę­sto moment, w któ­rym robo­ta poli­tycz­na czy spo­łecz­na się koń­czy. To oczy­wi­ście duży skrót myślo­wy; w książ­ce sam pro­ces prze­nie­sie­nia obu­rze­nia i uto­wa­ro­wie­nie go opo­wie­dzia­ny jest w zło­żo­ny i wcią­ga­ją­cy spo­sób. War­to się­gnąć po tę publi­ka­cję choć­by po to, żeby zoba­czyć, jak dzię­ki takiej opty­ce zmie­nia się wizja same­go akty­wi­zmu. Pro­blem w tym, że o ile roz­po­zna­nie ide­owe Kuja­wy jest traf­ne i w przy­pad­ku dzia­łań wie­lu aktywistów/polityków zapew­ne odzwier­cie­dla­ją­ce stan fak­tycz­ny, o tyle z mojej per­spek­ty­wy roz­mi­ja się z real­ny­mi spo­łecz­ny­mi dzia­ła­nia­mi lewi­cy, któ­re obser­wu­ję w Pol­sce i poza gra­ni­ca­mi kra­ju.

Autor zresz­tą czę­sto sam powo­łu­je się na przy­kła­dy dzia­łań zaczerp­nię­tych z infra­struk­tu­ry GAFAM, igno­ru­jąc przy tym aktyw­no­ści lokal­ne, regio­nal­ne, ogól­no­pol­skie i mię­dzy­na­ro­do­we, któ­re mogły­by wpły­wać na roz­wią­za­nia sys­te­mo­we pro­po­no­wa­ne przez lewi­cę. Rozu­miem, że jest to część dia­gno­zy, któ­ra ma una­ocz­nić, jak odby­wa się uto­wa­ro­wie­nie war­to­ści lewi­co­wych. Odno­szę jed­nak wra­że­nie, że część opi­sa­nych inb doty­czą­cych lewi­cy w ogó­le nie ma zna­cze­nia i szko­da na nie ener­gii. Sama o więk­szo­ści z nich nawet nie sły­sza­łam i nie mają one wpły­wu na moje życie.

Zacznę od przy­kła­du dzia­łań w duchu praw robot­ni­czych. W swo­jej książ­ce Dawid Kuja­wa opi­su­je mię­dzy inny­mi Beth, uzna­ną za „boha­ter­kę naro­do­wą” w Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Beth (jej nazwi­ska nie zna­my) nagra­ła na Tik­To­ku film, któ­ry stał się vira­lem i był żywo komen­to­wa­ny zarów­no przez lewi­cę, jak i pra­wi­cę. Kuja­wa w swo­jej książ­ce uka­zu­je, jak ta reak­cja obna­ża brak chę­ci zmia­ny sys­te­mo­wej. W koń­cu kul­tu­ra „wiel­kie­go odej­ścia” (big quit) nie powin­na być przyj­mo­wa­na z apro­ba­tą, lecz raczej jako sygnał klę­ski lewi­cy. Ktoś utra­cił god­ność w pra­cy i jedy­ne, co mu pozo­sta­je, to udo­stęp­nić fil­mik świad­czą­cy o owym skraj­nym poło­że­niu. Kuja­wa słusz­nie sygna­li­zu­je, że z zachwy­tu nad wście­kłą kobie­tą wyzie­ra brak rze­tel­nej roz­mo­wy o kul­tu­rze pra­cy nie tyl­ko w kon­tek­ście praw pra­cow­ni­czych, ale i eto­su pra­cy. W ostat­nich latach uka­za­ło się zresz­tą wie­le ksią­żek wyra­ża­ją­cych nega­tyw­ny pogląd na tak zwa­ną kul­tu­rę zapier­do­lu, co moż­na odczy­ty­wać nie tyl­ko jako głos kry­tycz­ny wobec wspo­mnia­ne­go zja­wi­ska, ale tak­że jako sygnał, że potrze­bu­je­my zmia­ny. Pro­blem w tym, że mało publi­ka­cji doty­czy tego, jak coś zmie­nić i o jaki etos pra­cy w 2026 roku war­to zawal­czyć. Histo­ria Beth i zwią­za­ny z tą sytu­acją opis sta­nu praw pra­cow­ni­czych oraz pro­ble­mu lewi­cy nie są tu jed­nak dobrym przy­kła­dem, ponie­waż w tym przy­pad­ku roz­mo­wa koń­czy się tam (na plat­for­mie), gdzie powin­na się zacząć (choć i sama mam wąt­pli­wo­ści, czy jest to jesz­cze moż­li­we).

Okładka książki Dawida Kujawy pod tytułem „W myśl prawa geometrii. Jak lewica przestała się martwić i pokochała logikę towarową”.
Dawid Kujawa, „W myśl prawa geometrii. Jak lewica przestała się martwić i pokochała logikę towarową”, Warszawa: Wydawnictwo Filtry, 2025.

Spró­bu­ję zna­leźć inny przy­kład z mojej oko­li­cy, bo lewi­cy na co dzień szu­kam raczej w zasię­gu do osiem­dzie­się­ciu kilo­me­trów od domu niż na Insta­gra­mie. Pod­czas jed­ne­go ze spo­tkań kolek­ty­wu ze Ślą­ska (celo­wo nie poda­ję nazwy, ponie­waż to bez zna­cze­nia dla histo­rii), któ­ry otrzy­mał dofi­nan­so­wa­nie z libe­ral­ne­go fun­du­szu (w celu zapła­ce­nia za szko­le­nia pro­wa­dzą­cym), zor­ga­ni­zo­wa­ły­śmy warsz­ta­ty doty­czą­ce praw pra­cow­ni­czych dla kobiet z regio­nu z Jolan­tą Żoł­nier­czyk. Jolan­ta to kasjer­ka z Żyw­ca, któ­ra zawal­czy­ła o pra­wa pra­cow­ni­cze, a teraz jest zwią­za­na z OPZZ Kau­fland i Bie­dron­ka. Uczy­ła nas (zgro­ma­dzo­ne kobie­ty z róż­nych grup zawo­do­wych), w jaki spo­sób docho­dzić swo­ich praw i jakie narzę­dzia może­my wyko­rzy­stać w tym celu. Żoł­nier­czyk jest prze­ci­wień­stwem Beth, a histo­ria Polki kon­tra­stu­je z sytu­acją „boha­ter­ki naro­do­wej” Sta­nów Zjed­no­czo­nych, o któ­rej pisze Kuja­wa. Jolan­ta zawal­czy­ła o pra­wa pro­duk­cyj­ne i repro­duk­cyj­ne kole­żan­ki, któ­ra wró­ci­ła z urlo­pu wycho­waw­cze­go, i ujaw­ni­ła dys­kry­mi­na­cję pła­co­wą kobiet w super­mar­ke­tach Kau­fland. W kon­se­kwen­cji, po zwol­nie­niu dys­cy­pli­nar­nym, nie tyl­ko wygra­ła w sądzie z Kau­flan­dem, ale zain­spi­ro­wa­ła do pro­te­stów w całej Pol­sce. Dzię­ki zaan­ga­żo­wa­niu związ­kow­czyń, praw­ni­ków, regio­nal­nych człon­kiń par­tii Razem i innych sojusz­ni­czek – oraz kam­pa­nii #Jola­Zo­sta­je uda­ło się wywrzeć odpo­wied­ni nacisk na wła­dzę, co poskut­ko­wa­ło wpro­wa­dze­niem usta­wy o zabez­pie­cze­niu sto­sun­ku pra­cy osób chro­nio­nych. Tym samym na mocy wyro­ku sądu Żoł­nier­czyk zosta­ła przy­wró­co­na do pra­cy. Sama dzia­ła teraz jako Spo­łecz­na Inspek­tor Pra­cy i poma­ga ludziom w innych zakła­dach. Histo­rii Jolan­ty trud­no nie odnieść do sze­ro­kiej dys­ku­sji na temat mob­bin­gu, prze­mo­cy w pra­cy i praw pra­cow­ni­czych, któ­ra toczy się w ostat­nich latach w Pol­sce.

Nie ozna­cza to, rzecz jasna, że roz­mo­wy prze­ku­ły się na ocze­ki­wa­ne roz­wią­za­nia sys­te­mo­we i poli­tycz­ne, co oczy­wi­ście moż­na zali­czyć do pora­żek lewi­cy. Zapew­ne i Kuja­wa, i ja, i więk­szość osób iden­ty­fi­ku­ją­cych się jako lewi­co­we ocze­ku­je­my cze­goś wię­cej w kwe­stii praw pra­cow­ni­czych. Nie­mniej bra­ku­je mi w nar­ra­cji Kuja­wy odno­to­wa­nia drgnięć w tym obsza­rze ze stro­ny spo­łecz­nej, uwzględ­nie­nia oddol­nych ini­cja­tyw, któ­re prze­cież też mogą repre­zen­to­wać lewi­co­we dzia­ła­nia i war­to­ści. Nawet gdy ktoś z lewi­cą się wprost nie iden­ty­fi­ku­je. Dla­te­go czu­ję pewien nie­do­syt i chęć dys­ku­sji na temat dia­gno­zy Kuja­wy, w któ­rej brak infor­ma­cji o wie­lu oddol­nych stra­te­giach i dzia­ła­niach ludo­wych lub robot­ni­czych pro­wa­dzo­nych w ostat­nich latach i sta­no­wią­cych część lewi­co­wej kontr­nar­ra­cji wobec logi­ki ryn­ko­wej. Jaro­sław Urbań­ski w książ­ce o ruchu pra­cow­ni­czym w Pol­sce pisał (być może stąd taki ruch Kuja­wy), że wyzwa­nie pole­ga na przej­ściu od pro­te­stu w jed­nym zakła­dzie czy bran­ży (co zda­rza się raz na jakiś czas, jak w przy­pad­ku Kau­flan­du, Sola­ri­sa czy Ama­zo­na) do straj­ku powszech­ne­go. Jestem świa­do­ma tego pro­ble­mu, dostrze­gam go nie­ste­ty w wie­lu nie­zwy­kle waż­nych wal­kach w poje­dyn­czych zakła­dach pra­cy w Pol­sce.

Mimo wszyst­ko war­to było­by nadać tym dzia­ła­niom wagę nar­ra­cyj­ną, ponie­waż budu­ją one pod­sta­wę do tego, jak lewi­ca mogła­by myśleć o zmia­nie poli­tycz­nej w szer­szym kon­tek­ście spo­łecz­nym niż doraź­ne poli­ty­ki. War­to rów­nież przy oka­zji wró­cić do jed­nej z tez Kuja­wy: fak­tycz­nie więk­szość par­tii poli­tycz­nych w Pol­sce idzie ramię w ramię z kapi­ta­łem, co spra­wia, że zor­ga­ni­zo­wa­nie straj­ku powszech­ne­go jest trud­ne, a nie­zbęd­ne do tego poczu­cie soli­dar­no­ści się roz­my­wa, czy wręcz cał­ko­wi­cie zani­ka.

Polityka uwagi zamiast mindfulnessu

Przy­kła­dem „wspól­nej dro­gi” kapi­ta­łu i pań­stwa, nega­tyw­nie wpły­wa­ją­cej na soli­dar­ność, jest z pew­no­ścią kwe­stia regu­la­cji plat­form cyfro­wych, nie­mal cał­ko­wi­cie igno­ro­wa­na przez par­tie poli­tycz­ne w naszym kra­ju. Temat podat­ku cyfro­we­go regu­lu­ją­ce­go pew­ne prak­ty­ki ucho­dzi za nie­wy­god­ny. Insty­tu­cje publicz­ne (w tym szko­ły) bez­re­flek­syj­nie podej­mu­ją współ­pra­cę z wiel­ki­mi kor­po­ra­cja­mi cyfro­wy­mi, pozy­sku­ją­cy­mi za dar­mo dane nasze i naszych dzie­ci oraz osła­bia­ją­cy­mi zdol­no­ści kogni­tyw­ne użyt­kow­ni­ków. Rów­no­cze­śnie wie­le orga­ni­za­cji w Pol­sce od lat ape­lu­je o namysł nad tą kwe­stią. Może więc od tego war­to zacząć, gdy mowa o odej­ściu od logi­ki towa­ro­wej? Od regu­la­cji tej prze­strze­ni.

W Pol­sce dzia­ła­ją pod­mio­ty (orga­ni­za­cje), któ­re lob­bu­ją na are­nie mię­dzy­na­ro­do­wej w spra­wach igno­ro­wa­nych przez rząd – takich jak poda­tek cyfro­wy czy regu­la­cje Unii Euro­pej­skiej doty­czą­ce plat­form GAFAM. Przy­kła­dem są dzia­ła­nia Panop­ty­ko­nu, orga­ni­za­cji wal­czą­cej prze­ciw­ko VLO­Pom, doma­ga­ją­cej się regu­la­cji w zakre­sie pry­wat­no­ści i bez­pie­czeń­stwa. Sam Panop­ty­kon opra­co­wał dokład­ne roz­wią­za­nia dla plat­form, mię­dzy inny­mi instruk­cje, jak prze­ciw­dzia­łać „algo­ryt­mom trau­my”. W deba­cie w Pol­sce coraz czę­ściej poja­wia­ją się też gło­sy doty­czą­ce koniecz­ność wal­ki o pra­wa kogni­tyw­ne oby­wa­te­li i oby­wa­te­lek, w tym pra­wo do uwa­gi. Bar­dzo waż­ne dzia­ła­nia w polu regu­la­cji wpły­wu plat­form na dzie­ci i mło­dzież pro­wa­dzi od lat Insty­tut Cyfro­we­go Oby­wa­tel­stwa, w trak­cie posie­dzeń komi­sji rzą­do­wych doma­ga­ją­cy się roz­wią­za­nia pro­ble­mów i likwi­do­wa­nia zagro­żeń nie­do­strze­ga­nych lub lek­ce­wa­żo­nych przez rząd.

Przed­sta­wio­ny pro­blem jest moc­no sko­re­lo­wa­ny z tym, co Kuja­wa opi­su­je pod koniec swo­je­go ese­ju, słusz­nie napro­wa­dza­jąc odbior­ców na trop kry­ty­ki tak zwa­ne­go mind­ful­nes­su. Pro­blem w tym, że autor nie wska­zu­je róż­ni­cy mię­dzy uważ­no­ścią (mind­ful­ness) a uwa­gą (atten­tion), któ­re są róż­ny­mi umie­jęt­no­ścia­mi. Ta ostat­nia jest potrzeb­na do budo­wa­nia rela­cji spo­łecz­nych i zacho­wa­nia zdol­no­ści kogni­tyw­nych oby­wa­te­li. Autor, kon­cen­tru­jąc się na kry­ty­ce same­go mind­ful­nes­su (czy­li indy­wi­du­al­nej zdol­no­ści utrzy­my­wa­nia sku­pie­nia, któ­rą czę­sto wyko­rzy­stu­ją kor­po­ra­cje, aby pozo­ro­wać tro­skę o kom­fort naszej pra­cy, choć de fac­to zale­ży im po pro­stu na więk­szej pro­duk­tyw­no­ści), pomi­ja per­spek­ty­wę eko­no­mii uwa­gi, koniecz­ną do zmia­ny w kon­tek­ście kry­ty­ki obec­ne­go mode­lu.

Mind­ful­ness jest rewer­sem eko­no­mii uwa­gi, któ­rą moż­na i trze­ba roz­pa­try­wać poli­tycz­nie. Lewi­ca, któ­ra nie dostrze­ga tu pro­ble­mu sys­te­mo­we­go zwią­za­ne­go z utra­tą uwa­gi przez spo­łe­czeń­stwo, przy­czy­nia się do zani­ku wię­zi i war­to­ści, takich jak – szcze­gól­nie istot­ne w uję­ciu Kuja­wy – wia­ra, nadzie­ja, miłość, wol­ność, rów­ność, bra­ter­stwo, współ­czu­cie, szczo­drość czy mądrość. Sęk w tym, że w przy­pad­ku pro­ble­mu eks­plo­ata­cji uwa­gi oby­wa­te­li na ska­lę prze­my­sło­wą wszy­scy zde­rza­my się ze ścia­ną, nie­za­leż­nie od naszych poglą­dów poli­tycz­nych. Myślę, że prze­bodź­co­wa­ny wybor­ca lewi­cy może mie­rzyć się z podob­nym wypa­le­niem i fru­stra­cją co oso­ba prze­glą­da­ją­ca vira­lo­we tik­to­ki Kon­fe­de­ra­cji.

Może to zatem pora, aby lewi­ca pomy­śla­ła, jak roz­wią­zać ten pro­blem, rów­nież w tro­sce o ludzi, któ­rzy nie podzie­la­ją lewi­co­wych war­to­ści, ale sta­ją się ofia­ra­mi bra­ku dzia­łań w mar­twym polu legi­sla­cyj­nym. W tym kon­tek­ście ma zna­cze­nie to, gdzie się spo­tka­my (czy­taj: jaka infra­struk­tu­ra spo­łecz­na nam pozo­sta­ła), żeby szcze­rze roz­ma­wiać, zamiast ści­gać się „na con­tent”. Sko­ro eks­plo­ata­cja uwa­gi odby­wa się codzien­nie, sys­te­ma­tycz­nie, za pośred­nic­twem naszych tele­fo­nów – poprzez kolej­ne call outy, pętle dopa­mi­no­we i jed­no­dnio­we inby o nic, to czas wymy­ślić nową prze­strzeń roz­mo­wy. Naj­wyż­sza pora, żeby zacząć wyma­gać od poli­ty­ków i akty­wi­stów (nie tyl­ko) lewi­co­wych doj­rza­ło­ści tech­no­lo­gicz­nej – wypra­co­wa­nia roz­wią­zań w spra­wie ich funk­cjo­no­wa­nia w social mediach. Jak pisze zresz­tą sam Kuja­wa w swo­jej książ­ce, odwo­łu­jąc się do meta­fo­ry geo­me­trii zaczerp­nię­tej z roman­tycz­ne­go anty­ka­pi­ta­li­zmu: „Postęp tech­no­lo­gicz­ny nie jest bowiem nic wart, kie­dy odry­wa się od idei eman­cy­pa­cyj­nych i rów­no­ścio­wych”. W tym sen­sie lewi­ca mia­ła­by do ode­gra­nia waż­ną rolę rów­nież w kon­tek­ście wal­ki o dobre tech­no­lo­gie.

Eks­plo­ata­cja uwa­gi przez infra­struk­tu­rę cyfro­wą, któ­rej nad­mier­ny udział w życiu spo­łecz­nym opi­su­je w swo­jej książ­ce Kuja­wa, w dużym stop­niu odzwy­cza­ja nas od roz­mo­wy i widze­nia sie­bie nawza­jem poza logi­ką ryn­ku. W świe­tle tych obser­wa­cji musi­my więc zacząć budo­wać dia­log od nowa, żeby nie ska­zać się na defe­tyzm i wza­jem­ne oskar­że­nia. Wte­dy łatwiej będzie nam też dostrzec oddol­ne lewi­co­we nar­ra­cje, nie tyl­ko te doty­czą­ce pra­cy (w moim tek­ście zawar­łam wyłącz­nie jeden przy­kład, ale jest ich o wie­le wię­cej, wywo­dzą się przy tym z róż­nych sfer życia). Nar­ra­cje te nie są obec­ne w prze­strze­ni cyfro­wej lub nie mają takiej siły prze­bi­cia jak lewi­co­wy con­tent. Spójrz­my na nie jak na część ukła­dan­ki zwią­za­nej z lewi­cą, nio­są one ze sobą wie­le świe­żo­ści i siły tak potrzeb­nej, żeby na nowo zde­fi­nio­wać, czym jest lewi­ca.

Wie­rzę, że to spo­tka­nie, zapro­sze­nie do (call in), jest moż­li­we, a książ­ka Kuja­wy ma poten­cjał uru­cha­mia­nia w spo­łe­czeń­stwie innych punk­tów widze­nia i sły­sze­nia sie­bie nawza­jem. Szcze­gól­nie że autor tra­fia w czu­łe punk­ty obec­nej deba­ty publicz­nej i pod­su­wa odbior­com nowe inter­pre­ta­cje, odmien­ne per­spek­ty­wy. Powrót do war­to­ści i idei jest koniecz­ny do prze­nie­sie­nia roz­mo­wy na poziom prak­tycz­ny, tak by nie skoń­czy­ła się ona na „dowo­że­niu”, lecz na reali­za­cji wizji przy­szło­ści nie­po­zba­wio­nych ducha i prze­strze­ni do namy­słu.

Anna Cieplak

– pisarka, animatorka kultury.

więcej →

– krytyk, teoretyk, redaktor.

więcej →

Powiązane teksty

26.04.2026
Recenzje

„Hjem”, czyli o dającej nadzieję współegzystencji ludzi i nieludzi na Północy

Tytułowe słowo „hjem” w języku norweskim oznacza dom rozumiany jako siedlisko czy przystań. Wybór tytułu można uznać za trafny, bo książka przywodzi na myśl pamiętnik z miejsca, które zarówno dla autorki, jak i obserwowanych przez nią postaci (ludzi i nieludzi) rzeczywiście oznacza coś więcej niż adres – o książce Ilony Wiśniewskiej pisze Dagmara Tomczyk.