Historical fiction cierpi na pewną chorobę. Nie wyobraża historii. To pewnego rodzaju paradoks, bowiem gatunek cały przesiąknięty jest historią. Kiedy myślę o polskich przykładach, przypomina mi się Michał Gołkowski wraz z jego książkami osadzonymi w realiach alternatywnej pierwszej wojny, która nie zakończyła się w 1918 roku. Okopy Flandrii wciąż noszą ślady krwi i błota, a nad głowami nacierających na siebie żołnierzy latają Zeppeliny, które w uniwersum Gołkowskiego przybrały kształt prawdziwych okrętów powietrznych (sama Rzesza posiada osobną flotę powietrzną). Z całej wojennej przygody wyłania się jednak bardzo ponura wizja – nie tylko z punktu widzenia samych bohaterów. To obraz imperiów przemysłowych, które dysponują odpowiednimi zasobami, żeby kontynuować działania wojenne przez tak długi okres. Nie ma kryzysu oraz społecznego sprzeciwu, strajków, demonstracji – trudno powiedzieć, że za żołnierzami stoi jakikolwiek arsenał.
Twórczość Gołkowskiego służy jedynie jako przykład zjawiska o szerszym zakresie, związanego z historical fiction. Łatwiej nam wyobrazić sobie pogarszającą się sytuację na froncie oraz wiecznie trwające mocarstwa, które te wojnę prowadzą, niż koniec owych imperiów. Jesteśmy w stanie zwizualizować sobie trwanie kapitalizmu oraz imperializmu, będących źródłem nowych wojen, a tym samym przyczyną produkcji nowych maszyn wojennych, ale sprzeciw wobec tych potęg oraz ich obalenie często przekraczają granice naszej wyobraźni. Bardzo podobnymi obserwacjami dzieli się Slavoj Žižek w swojej analizie filmów przygodowych. Jak pisze słoweński filozof:
Ostatnia moda na filmy o „alternatywnej rzeczywistości”, które przedstawiają faktycznie istniejącą rzeczywistość jako tylko jeden z wielu możliwych scenariuszy, jest symptomatyczna dla społeczeństwa, w którym wybory tak naprawdę już się nie liczą, zostały strywializowane. Morał z filmów o podróżach w czasie jest jeszcze bardziej ponury, wskazują one na całkowity już brak wyjścia: każda próba uniknięcia ustalonej kolei rzeczy nie tylko prowadzi nas z powrotem w ustalone koleiny, ale – co więcej – tworzy je – wiemy to już od Edypa, chcemy uniknąć czegoś i właśnie dzięki tym naszym wybiegom to coś się w końcu wydarza1.
Žižek łączy ze sobą możliwość wyobrażenia innej rzeczywistości (lub raczej jej braku) ze społeczeństwem, które te wyobrażenia wytwarza. Innymi słowy: praktyki kulturowe są ściśle związane z rzeczywistością, w której powstają. Do tego stopnia, że o warunkach życia (które, co zabawne, uwarunkowane są przez stosunki władzy, własności i produkcji) mogą nam wiele powiedzieć teksty kultury. Szczególnie te z zakresu szeroko pojętej fantastyki – ze względu na ich potencjał stwarzania wydarzeń oraz światów, w których owe wydarzenia się rozgrywają. Możemy ocenić, do jakiego stopnia ten potencjał jest wykorzystywany oraz jakie czynniki go hamują.
W ramach historical fiction można tworzyć światy, ale paradoksalnie są one łudząco podobne do status quo. Historia jest w nich – by użyć sformułowania francuskiego awangardzisty Guy Deborda – zimna i sucha; jest ruchem wielkich zdarzeń, nie zaś ruchem powszechnym.
Ten ruch powszechny jest inaczej ruchem mas: klas podporządkowanych i wyobcowanych – nie tylko ze swojej pracy, ale także z samej historii, która jawi się im jako inny wobec nich samych ruch. Funkcja takich narracji, ukazujących historię jedynie jako pole działań przedstawicieli klas panujących i posiadających – wielkich jednostek – jest podobna do tej, którą w starożytności pełniły analizowane przez Deborda mity: utrzymują one ziemski porządek z kosmosem. „Właściciele nadwyżki historii zachowują dla siebie wiedzę o przeżywanych wydarzeniach i możliwość rozkoszowania się nimi”2, przez co historia jawi się ludziom jako coś zewnętrznego, sprzecznego z ich zamiarami. „Czynnik, przed którym pragnęli się uchronić”3. Historia jednak nie jest, jak pisze Dariusz Zalega na początku książki Republika Węglowa, zapisana w gwiazdach – o jej przebiegu decydują sami ludzie.
Zalegę dotychczas mieliśmy okazję poznać jako autora książek historycznych, takich jak Śląsk zbuntowany czy Bez Pana i Plebana. 111 gawęd z ludowej historii Śląska, oraz historiozoficznego eseju Chachary. Ludowa historia Górnego Śląska. W swojej twórczości autor skupia się na podważaniu narracji, w ramach których Śląsk przedstawiany jest jako monokulturowy, katolicki oraz, co najważniejsze, uległy wobec władzy, z własnym konserwatywnym etosem pracy. Zalega decyduje się zakwestionować słuszność tej strategii prezentacji; udowadnia, że na Śląsku toczyły się te same procesy społeczne i historyczne co w innych miejscach na świecie (rozwój nowych sił wytwórczych, służących do bogacenia się warstw klas panujących i posiadających; społeczny sprzeciw chłopów i robotników wobec owych klas). Jako teren bogaty w surowce, Śląsk jest tyglem kultur, religii, zwyczajów i języków. Kolażem, którego różnorodność nieustannie starano się zdusić i spłaszczyć.
Kolaż to pojęcie idealnie opisujące najnowszą książkę chorzowskiego historyka. W Republice Węglowej Dariusza Zalega bierze sobie za cel ukazanie alternatywnej historii wydarzeń z lat 1917–1919, kiedy przez cały świat przetoczyła się fala wrzawy rewolucyjnej, a klasa pracownicza powstawała przeciw dotychczasowemu porządkowi. W Rosji upadł carat, w Niemczech Wilhelm II stracił panowanie i uciekł do Holandii. W 1918 roku w Kolonii marynarze sprzeciwili się wykonaniu samobójczego rozkazu szturmu na siły Ententy – przejęli broń, aresztowali swoich oficerów i pod czerwonym sztandarem maszerowali w centrum, proklamując koniec Rzeszy. Miejsce starych instytucji w całej Europie zajęły rady pracownicze – organy samorządności zapewniające robotnikom realną kontrolę nad ich własnym życiem. To właśnie w tych organach radykalni przedstawiciele lewicy widzieli fundamenty nowego społeczeństwa.
Fala rewolucyjna dosięgła także samego Śląska. W 1919 roku radykalni przedstawiciele ruchu pracowniczego (przykładowo anarchiści z FAUD oraz komuniści z KPGŚ) zostali postawieni w sytuacji walki z dwoma nacjonalizmami – niemieckim oraz polskim. W kontrze do plebiscytu (postrzeganego zarówno przez anarchistów, jak i komunistów jako przestrzeń walki między dwoma obliczami tego samego wroga, Kapitału) Komunistyczna Partia Górnego Śląska opowiadała się za ustanowieniem Republiki Rad. Te marzenia legły w gruzach – od kul sił rządowych oraz oddziałów Freikorps, które bardzo brutalnie rozprawiały się z działaczami i działaczkami.
Zalega decyduje się przechwycić te wizje z przeszłości i uczynić z nich fundament swojej powieści, zmieniając jednak bieg dziejów: siły rządowe nie są w stanie wytrzymać wielkiego pochodu robotników, zdemobilizowanych żołnierzy oraz bezrobotnych, którym towarzyszą kobiety i dzieci. Tłum przechodzi z Gliwic do samych Katowic. Tworzą go ludzie ze wszystkich kręgów kulturowych i językowych. Różniące ich dialekty jednak wypalają się we wspólnym ruchu. Manifestujący obalają ówczesnych panów i ustanawiają Węglową Republikę Rad:
W Katowicach razem z nami lewicowymi spartakusowcami do tych demonstracji przyłączyli się nawet narodowcy polscy. W tych demonstracjach brały również udział kobiety: żony robotników i robotnice, a także młodzież i starsi emeryci. Ogromna masa ludzi, a nawet myśmy byli jako spartakusowcy zaskoczeni, a władze niemieckie były na to kompletnie nieprzygotowane. Policja nie była zdolna manifestacji powstrzymać, gdyż brali w niej udział ludzie z różnych miejscowości i wszystko szło do Katowic4.
Tak rozpoczyna się pierwszy rozdział najnowszej książki Dariusza Zalegi. Republika Węglowa jest opowieścią o alternatywnej historii Europy, gdzie rewolucyjna zmiana jest możliwa bardziej niż kiedykolwiek. Objęła wszystkie regiony Europy Środkowej; od Śląska po Berlin oraz graniczącą z Czechosłowacją Węgierską Republikę Rad. Bohaterowie wspominają także o rewolucyjnym Meksyku, a jednym z sąsiadów Węglowej Republiki jest Wrocławska Rada Ludowa, zarządzająca Dolnym Śląskiem. Nie jest to w żadnej mierze moment zwycięstwa rewolucji. Zalega wrzuca nas w samo centrum przemian, wprowadza przy tym do tekstu znane postaci historyczne: Johna Reeda (autora Dziesięciu dni, które wstrząsnęły światem), Władysława Broniewskiego, Jaroslava Haška czy Fridę Kahlo. Ta układanka może na pierwszy rzut oka wydawać się bardzo chaotyczna i momentami infantylna, sam jednak dostrzegam w niej przejawy sporej odwagi, potrzebnej do wyobrażenia sobie postaci historycznych inaczej niż dotychczas, w odmienny od utrwalonego sposób (co w pewnym sensie je detronizuje). Frida Kahlo tworzy mural na przejętym przez rewolucjonistów Pałacu Donnersmarcków, zamienionym na uniwersytet robotniczy, nad kulturą pieczę sprawuje Wojciech Korfanty, w podróży po Śląsku towarzyszy nam Józef Wieczorek. A wszystko to oglądane z perspektywy Johna Reeda, który przyjechał tu dokumentować rewolucję.
Tutaj warto wrócić do tematu kolażowości powieści Zalegi – książka zawiera liczne cytaty oraz nawiązania do bohaterów takich tekstów kultury, jak Dziesięć dni, które wstrząsnęły światem, Przygody dobrego wojaka Szwejka czy trylogia husycka Andrzeja Sapkowskiego. Elementy te są wkomponowane w treść w mniej lub bardziej widoczny sposób (na przykład w partii ukazującej siedzibę Centralnej Rady Republiki Węglowej; fragment z Dziesięciu dni… funkcjonuje zaś jako opis już nie rewolucji w Rosji, ale w Chorzowie, rady są fundamentem tej rewolucji).
Książka Zalegi ma w sobie wiele z literatury utopijnej. Wystarczy popatrzeć na zastosowaną tu strategię budowania świata – jesteśmy do niego wprowadzani od zewnątrz. Reed służy jako odbiorca, któremu centrum rewolucyjnej burzy przedstawiane jest przez lokalnych działaczy i rewolucjonistki oprowadzające po Chorzowie, Cieszynie czy Ustroniu. Jeżeli potraktujemy powieść Zalegi jako przykład literatury utopijnej, to musimy zadać sobie pytanie o to, co w przedstawionej w tekście wizji ma zająć miejsce społeczeństwa opartego na własności prywatnej, ekonomii towarowej oraz pracy najemnej. Jeśli Śląsk był miejscem, gdzie właściciele przemysłu budowali gigantyczne pałace, a robotnicy zarabiali głodową pensję, to jakim jest teraz, po ich wypędzeniu? Jak wygląda Republika Rad?
Odpowiedzi na te pytania są dosyć niejasne. Społeczeństwo jest zorganizowane na zasadach demokracji bezpośredniej, władzę sprawują tu sfederalizowane rady pracownicze. System ten umożliwia robotnikom bezpośrednią kontrolę nad ich otoczeniem – nad pracą, produkcją i redystrybucją produkowanych przez nich dóbr. To dzięki systemowi rad zabrzańscy robotnicy mogą zmienić nazwę swojego miasta, a chorzowscy hutnicy przestają pracować w Hucie Bismarcka. Te kwestie wydają się powierzchowne, ale są ekspresją realnych zmian społecznych. Wyzwolenie pracy jest równoznaczne z wyzwoleniem spod konserwatywnych norm kulturowych i społecznych, w tym patriarchatu. Niestety Zalega nie rozwija w swej powieści tego wątku.
Rewolucja jest eksplozją kreatywnej aktywności oraz spontaniczności. Malowany przez Fridę na ścianie dawnego pałacu mural czy zmienianie nazw miast to w pewnym sensie akty przypieczętowania przejęcia tych miejsc przez pracowników – to sygnały zmiany przeznaczenia wspomnianych obiektów. Te ostatnie nie są już narzędziami akumulacji; stają się przestrzenią budowania nowych relacji międzyludzkich. Dawne stosunki władzy są „rozsadzane”, ale zwiększają się tu także możliwości wyobraźni. W hali Huty Królewskiej powstaje wojenna maszyna poruszająca się na nogach, napędzana na węgiel. Ten zwrot ku technologii zasilanej czarnym złotem jest fabularnie uargumentowany za pomocą informacji o odcięciu Śląska od dostaw ropy i o ciągłym zagrożeniu ze strony imperializmu. Może być też interpretowany inaczej – w ramach nowych stosunków produkcji, w których praca nie jest wyzyskiem, ale kreatywną aktywnością, rodzą się także nowe rodzaje technologii. Uwalnia się potencjał, który wcześniej podporządkowany był produkcji napędzanej jak największą akumulacją zysku. Ta zmiana stosunków odbija się również na postrzeganiu przestrzeni. Republika Węglowa jest miejscem, gdzie wszędzie czuć ciężki dym, wydobywający się z fabrycznych kominów. Jednocześnie istnieje natura, z którą bohaterowie mają kontakt, gdy jadą do Ustronia. Tam spotykają górali i widzą kolejną maszynę wojenną, której ambitny projekt znacznie przekracza możliwości lokalnych dróg. Stalowy kolos budowany jest na tle gór oraz lasów. Praca przestaje być obcą monotonną aktywnością; przypomina raczej coś pomiędzy przedkapitalistycznym rzemieślnictwem a sztuką prezentowaną w wielkich hutniczych halach. Bardzo ciekawe jest także traktowanie w powieści węgla. Andreas Malm w swojej książce Fossil Capital ukazuje, w jaki sposób węgiel i para zajęły istotne miejsce w ideologii wiktoriańskiej brytyjskiej burżuazji – maszyna parowa umożliwiała łatwiejszą eksploatację siły roboczej oraz usprawniała nad nią kontrolę5. W książce Zalegi węgiel staje się jednak czymś bardziej spajającym niż alienującym. Choć rewolucjoniści zamieniają go w walutę (istnienie formy towarowej sprawia, że rewolucyjny Śląsk przypomina Hiszpanię z 1936 roku), napędza on wszystkie maszyny wojenne Republiki. Stanowi jeden z filarów kształcenia się uniwersalizmu, którego punktem odniesienia jest pozycja społeczna oraz wykonywana praca. Ten uniwersalizm nazywamy solidarnością pracowniczą.
Naród a klasa
Nacjonalizm jest jedną z ważniejszych kwestii poruszanych przez Zalegę w Republice Węglowej. Śląsk to region złożony z wielu kręgów kulturowych oraz językowych. Przeciwnicy Republiki Rad chcą ten kocioł różnorodności podporządkować jednorodnym obrazom państwa narodowego: albo aryjskiej rasy, mającej rządzić światem, albo katolickiej wielkiej Polski. Rozwój nacjonalistycznych tendencji i wszystkich zjawisk z nimi związanych – ksenofobii, nienawiści na tle kulturowym i religijnym – nie jest czymś naturalnym czy wrodzonym, ale stwarzanym, jak pokazuje autor, przez konkretne środowiska w interesie kapitalistycznego reżimu. „Głoście, za wszystkim Żydy stoją, że spartakusy chcą rozpadu małżeństw i wolnej miłości, że dzieci psom na pożarcie rzucać będą…”6 – mówi ksiądz Kaplica, który chce walczyć w „interesie Kościoła rzymskiego i cywilizacji zachodniej”7.
Węglowa Republika Rad jest miejscem, które umożliwia każdej z zamieszkujących je grup nie tyle reprezentację, ile realną partycypację. Wszystkie gazety są drukowane w dwóch językach – niemieckim oraz polskim – a same rady dbają o rozwój lokalnych społeczności i kultur. Podczas wizyty u Jadasha Wojciech Korfanty, pełniący w Węglowej Republice funkcję komisarza kultury, raportuje, że „Ondra Lysochorski chce w południowych powiatach wprowadzać kolejny język do szkół – laski”8, po czym zwraca się do amerykańskiego dziennikarza:
Widzicie, towarzyszu Reed, bo u nas dzieciaki w szkołach uczą się i polskiego, i niemieckiego, a w gimnazjach wprowadziliśmy nawet esperanto. Trudno tu każdemu dogodzić – Jadash tłumaczył zmęczonym głosem9.
Rady umożliwiają wspólne działanie ponad kulturowymi czy religijnymi podziałami. Spełniają przez to nie tylko funkcję administracyjną, ale także społeczną i kulturową, transformując życie w całości.
Republika Węglowa kończy się nagle – jej teren zostaje zaatakowany przez wspólne siły polskiego i niemieckiego wojska. Nie wiemy, czy maleńkie oddziały Czerwonej Gwardii przetrwają ofensywę białych armii. Niemniej istnieje nadzieja na zachowanie pamięci o Republice – może w tym pomóc dziennik Reeda (sam dziennikarz umiera w 1920 roku na szpitalnym łóżku). W książce Zalegi zauważalny jest niesamowity pęd ku zapisywaniu rzeczy. Wszystkie postacie odczuwają konieczność zapisania swoich historii.
Zamazywanie pamięci i historii jest w końcu jednym z narzędzi dominacji, które ma nas pozbawić przekonania o tym, że nasze działania są częścią konkretnego procesu historycznego. Perspektywa ograniczona do teraźniejszości wiąże się z niedostrzeganiem zmian i utrwalaniem panujących struktur społeczno-ekonomicznych – z uznaniem takich zjawisk, jak państwo, pieniądz czy towar, za naturalne. Koncentracja na historii, w której bohaterami są jedynie wielkie jednostki, przedstawiciele warstw panujących i uprzywilejowanych, sprawia, że nie dostrzegamy działalności mas – klas wyobcowanych i podporządkowanych, walczących o zmianę swojej sytuacji, a w konsekwencji – całej rzeczywistości. Zapisywanie historii staje się więc w Republice Węglowej praktyką oporu.
Książka nie jest jednak wolna od wad. Największą z nich jest nagłe zakończenie całej fabuły. Brakuje tu także bardziej wyrazistych postaci – mam wrażenie, że wszystkie są w pewnym sensie do siebie podobne. Momentami strategia zapożyczeń może bawić przez to, jak nierównomiernie jest realizowana. Ale czy rozbawienie odbiorców nie było poniekąd zamiarem autora? Sam pisze o tym we wstępie.
Zalega bawi się historią. Jest ona dla niego placem zabaw, na którym autor znajduje porozrzucane zabawki. W ten sposób pisarz sprowadza ją na ziemię. W Republice Węglowej historia nie jest abstrakcyjnym deterministycznym prądem, lecz procesem zmiany świata dokonywanej przez samych ludzi za pomocą tego, co mają pod ręką. Dlatego powieść Dariusza Zalegi zasługuje na uwagę.
1 S. Žižek, Rewolucja u bram. Pisma Lenina z roku 1917, tłum. J. Kutyła, Kraków: Wydawnictwo Ha!art, 2006, s. 306.
2 G. Debord, Społeczeństwo Spektaklu oraz Rozważania o społeczeństwie, tłum. M. Kwaterko, Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy, 2006, s. 99.
3 Tamże.
4 D. Zalega, Republika Węglowa, Katowice: Wydawnictwo Naukowe „Śląsk”, 2025, s. 8.
5 A. Malm, Fossil Capital. The Rise of Steam Power and the Roots of Global Warming, Londyn–Nowy Jork: Verso, 2016, s. 210.
6 D. Zalega, Republika…, s. 33.
7 Tamże, s. 32.
8 Tamże, s. 15.
9 Tamże.
