Praca trwa między wersami

Rejs: „Łódź się przechyla wypada za burtę”

— Natalia Roguz

Gdzie moż­na zna­leźć pod­ziem­ne rze­ki? Tak się skła­da, że w Łodzi i (tak, igno­ran­ci!) w Kra­ko­wie. A tak­że w wier­szach Nata­lii Roguz – rze­ki zarów­no rwą­ce, jak i spo­koj­ne, głę­bo­ko nasy­co­ne, nio­są­ce na swo­ich falach mały świat odczuć i sko­ja­rzeń. To nie­bez­piecz­ne wody, więc trze­ba łapać się tego, co bli­sko, aby nie uto­nąć.

Debiu­tanc­kie wier­sze mło­dej poet­ki uka­za­ły się w 2022 roku w „Cza­sie Lite­ra­tu­ry”1, a tak­że w anto­lo­gii Roman­tycz­ność 2022. Współ­cze­sne bal­la­dy i roman­se inspi­ro­wa­ne twór­czo­ścią Ada­ma Mic­kie­wi­cza2 (w przy­wo­ła­nym tomie zosta­ły opu­bli­ko­wa­ne obok tek­stów trzy­dzie­stu sied­miu wybit­nych pol­skich twór­ców, takich jak Roman Honet, Joan­na Muel­ler, Anto­ni­na Tosiek, Jakub Pszo­niak, Jakub Korn­hau­ser czy Ano­uk Her­man). Roguz dru­ko­wa­ła swo­je utwo­ry rów­nież w „Szaj­nie”, „Tle­nie Lite­rac­kim”, w zinach pol­skich i holen­der­skich. Jest lau­re­at­ką wie­lu kon­kur­sów, w tym Kon­kur­su Poetyc­kie­go im. Zbi­gnie­wa Domi­nia­ka „Moje świa­ta widze­nie” i Kon­kur­su Mło­dej Poezji; była tak­że dwu­krot­nie nomi­no­wa­na w Ogól­no­pol­skim Kon­kur­sie Poetyc­kim im. Jac­ka Bie­re­zi­na. Jest ponad­to tłu­macz­ką wier­szy Ali­ce Lyons i Hope Mir­r­le­es.

Debiu­tanc­ki tomik Roguz, Gdzie rze­ki pły­ną pod zie­mią – i rów­no­cze­śnie nasz rejs – otwie­ra wiersz Łódź. Poemat3. Utwór ten, zapo­wie­dzia­ny we wstę­pie autor­stwa Bro­ni­sła­wa Maja jako „wize­ru­nek” i „głos” mia­sta, prze­ma­wia grom­ko i odważ­nie w imie­niu mia­sta dzi­siaj i mia­sta kie­dyś. Pobrzmie­wa echem XIX wie­ku, gdy Izra­el Poznań­ski zało­żył w Łodzi fabry­kę włó­kien­ni­czą. Wszyst­ko zaczy­na się więc nar­ra­cją, od roz­mo­wy prze­cho­dzą­cą w por­tret zało­ży­cie­la fabry­ki. Pate­tycz­ny hymn szyb­ko ustę­pu­je tu miej­sca histo­rii pra­cow­nic. Jed­ną z tych kobiet jest Ariad­na, któ­ra prze­pro­wa­dza czy­tel­ni­ków przez labi­rynt pogma­twa­ne­go (pod)świata Roguz.

Czy­ta­łam tę książ­kę wie­lo­krot­nie i za każ­dym razem znaj­dy­wa­łam jej nowe punk­ty odnie­sie­nia. Są to licz­ne nawią­za­nia do mito­lo­gii, Biblii, kul­tu­ry niskiej i wyso­kiej, do lite­ra­tu­ry i poezji, kina, histo­rii, socjo­lo­gii, poli­ty­ki, fau­ny i flo­ry Euro­py i Afry­ki; to rów­nież języ­ki obce – angiel­ski, nie­miec­ki, nider­landz­ki – oraz sty­le: potocz­ny i poetyc­ki, ponad­to tro­chę kome­dio­wo­ści, tro­chę tra­ge­dii, wie­le zapo­ży­czeń, wie­le para­fraz. To dwa­dzie­ścia rzek i kil­ka miast: Utrecht, Amster­dam, Kra­ków i oczy­wi­ście Łódź. A może coś wię­cej? Jesz­cze wię­cej? Może. Rebu­sów jest w tomie mnó­stwo, a po każ­dej lek­tu­rze odkry­wa się nowe. Gdy czy­ta­łam tek­sty Roguz pierw­szy raz, nie rozu­mia­łam na przy­kład, czym jest „Staj­nia Jed­no­roż­ców”4, aż w koń­cu przy­po­mnia­łam sobie, że w Łodzi tak nazy­wa się Dwo­rzec Tram­wa­jo­wy Cen­trum. Wte­dy wers „jadę na pomni­ku jed­no­roż­ca”5 stał się jasną pery­fra­zą. Tę część poema­tu otwie­ra frag­ment pie­śni Szlach­ta w roku 18316, raz po raz powra­ca­ją­cej w poema­cie. W czę­ści dru­giej wybrzmie­wa cały jej refren:

O, cześć wam, pano­wie magna­ci,
Za naszą nie­wo­lę, kaj­da­ny,
O, cześć wam, ksią­żę­ta, hra­bio­wie, pra­ła­ci,
Za kraj nasz krwią brat­nią zbry­zga­ny7.

Zarów­no ten utwór, jak i wie­le innych przy­wo­ła­nych w tomie słu­żą poet­ce do stwo­rze­nia poli­fo­nio-kako­fo­nii, z któ­rej wybi­ja­ją się ele­men­ty retro­spek­tyw­ne, wystę­pu­ją­ce symul­ta­nicz­nie, a przede wszyst­kim płyn­ne, dura­tyw­ne. Są one świa­dec­twem trwa­nia ludzi, któ­rzy żyli i żyją; zasłu­gu­ją­cych na to, żeby prze­mó­wić wła­snym gło­sem. Te cięż­ko pra­cu­ją­ce kobie­ty są dzi­siaj bab­cia­mi, a poemat jest ukło­nem w ich stro­nę. Ich pra­ca trwa mię­dzy wer­sa­mi, nie daje się zepchnąć w prze­szłość, cią­gle się liczy.

Wier­sze zawar­te w tomie Gdzie rze­ki pły­ną pod zie­mią – skła­da­ją­ce się na nie­zwy­kły kolaż, inte­lek­tu­al­ną ucztę i total­ny prze­pla­ta­niec – ponie­kąd funk­cjo­nu­ją na zasa­dzie prze­ciw­sta­wień, któ­re jed­nak mają dzia­łać razem, osta­tecz­nie two­rząc obraz prze­strze­ni limi­nal­nych. To podróż przez bogac­twa, ale bez jasno nakre­ślo­ne­go hasła ad rem – tak wła­śnie ma dzia­łać kamp. Maka­ro­ni­zmy i język potocz­ny, a nawet błę­dy (jak ten w pierw­szej czę­ści wspo­mnia­ne­go poema­tu: „W gorącz­ce zdra­dzam łódx z innym mia­stem / ale miss you babe”8, koja­rzą się ze współ­cze­sną pol­sz­czy­zną codzien­ną – nie­dba­łą, ponie­waż lite­rów­ki w rodza­ju „x” zamiast „ź” zwy­kle są skut­kiem naszej nie­uwa­gi czy pośpie­chu.

Jesz­cze chwi­lę zatrzy­mam się przy tym poema­cie, jest to bowiem naj­lep­sza część tomi­ku, jed­no­cze­śnie do pew­ne­go stop­nia nachal­na. Wymu­sza na odbior­cy zna­jo­mość licz­nych histo­rii, dzieł kul­tu­ry, ale pozo­sta­wia prze­strzeń na poszu­ki­wa­nie, a nawet pomył­ki, jak choć­by wte­dy, gdy usil­nie szu­ka się frag­men­tu Mię­dzy­na­ro­dów­ki (sko­ja­rze­nia tego rodza­ju rodzą się w gło­wie auto­ma­tycz­nie i samo­ist­nie, nie­upraw­nio­ne, jak­by same chcia­ły dorzu­cić swo­je trzy gro­sze), a znaj­du­je się Zie­mię obie­ca­ną. (Tu mała dygre­sja: jest oczy­wi­ste, że na książ­kę Wła­dy­sła­wa Rey­mon­ta mia­ła wpływ Łódź, lecz w tomie Roguz poja­wia się cytat: „ja nie mam nic, ty nie masz nic, on nie ma nic, to razem wła­śnie mamy tyle, w sam raz tyle, żeby zało­żyć wiel­ką fabry­kę”9 – i kore­la­cja odha­czo­na! To zale­d­wie jed­na z pod­sta­wo­wych zaga­dek do roz­wi­kła­nia). W oma­wia­nym zbio­rze jest tak­że para­fra­za pie­śni reli­gij­nej Fran­cisz­ka Kar­piń­skie­go: „Kie­dy ran­ne wsta­ją zorze, / Tobie chle­ba, tobie zbo­że…”10. Jest nawet Przą­śnicz­ka Sta­ni­sła­wa Moniusz­ki, czy­li ofi­cjal­ny hej­nał Łodzi, gra­ny codzien­nie o godzi­nie dwu­na­stej – tu zaś zapi­sa­ny z twi­stem, ponie­waż po sło­wie „przą­śnicz­ki” poja­wia się data „(w 1938)”11. Cho­dzi o strajk pra­cow­nic przę­dzal­ni Emi­la Haeble­ra, jeden z wie­lu wspo­mnia­nych w utwo­rze. Strajk odbył się przy uli­cy Dąbrow­skie­go, hej­nał wybrzmie­wa dziś z kolei na Piotr­kow­skiej, mamy więc w tym wypad­ku, zresz­tą podob­nie jak w całym poema­cie Roguz, do czy­nie­nia z pew­ne­go rodza­ju wędrów­ką histo­rycz­ną.

W poezji Nata­lii Roguz jest widocz­na pra­ca doty­czą­ca pamię­ci: mam na myśli jej przy­wra­ca­nie. Pod­miot lirycz­ny jest wszę­dzie, żyje życiem innych ludzi, a mimo to prze­ży­wa swój / nie swój pogrzeb, „szpe­ra­jąc w zaka­mar­kach Bałut / Lit­zman­n­stadt12, mówi, że czu­je cię­żar nie­sio­ny przez konie, i doświad­cza mło­do­ści babć zatrud­nio­nych w fabry­kach, gdzie pra­cu­je się na trzy zmia­ny. Widzi, jak Łódź zmie­nia się przez budo­wy osie­dli, „Man­hat­ta­nu”13, przez wła­sne odcho­dze­nie. Zacho­dzi do Zgie­rza, żeby rzu­cić świa­tło na „pała­cy­ki cyga­nów – / wie­życz­ki naszych księż­ni­czek”14. Opo­wia­da o kolo­rach mia­sta, choć nie wprost: nie jest łatwo odszy­fro­wać nawią­za­nia do mura­li, łódz­kiej dumy15 – zwłasz­cza że są to lata­ją­ce sło­nie i łasi­ce. A może pod­miot pozwa­la tym wszyst­kim frag­men­tom opo­wie­dzieć o sobie samych, jak o samym sobie mówi mural Demen­tia Gai, roz­pły­wa­ją­cy się w cza­sie? Obraz nisz­cze­ją­cy od warun­ków atmos­fe­rycz­nych – ście­ra­ją­cy się jak pamięć.

Pod­nio­słe fra­zy zawar­te w tomie moż­na okre­ślić jako ele­men­ty sacrum, któ­re poet­ka spro­wa­dza do prze­strze­ni pro­fa­num – mię­dzy sło­wa, mię­dzy histo­rie o ludz­kiej spraw­czo­ści. Roguz bie­rze „pięk­ną i śle­pą Temi­dę”16 i po chrze­ści­jań­sku „w sie­dem dni”17 wyszy­wa ją „ukrad­kiem każ­dej nocy / przed pierw­szym świ­stem fabryk”18. A ona – hand-made, śle­pa bogi­ni spra­wie­dli­wo­ści – ist­nie­je dla nas. Jej „ręce z włócz­ki obej­mą nas”19, czy­li Nas-Stwór­ców, Nas-Piszą­cych, Nas-Czy­ta­ją­cych, Nas-Widzą­cych, choć cza­sem podob­nie śle­pych. Poetyc­ka opo­wieść odsła­nia przed czy­tel­ni­ka­mi zre­in­ter­pre­to­wa­ny świat mito­lo­gii, cze­mu towa­rzy­szy pięk­nie wyko­rzy­sta­ny zabieg instru­men­ta­cji zgło­sko­wej; poja­wia się sce­na odej­ścia: jest obol, ale nie na języ­ku, ponie­waż ten wyrwa­no w akcie uci­sze­nia czło­wie­ka, pozo­sta­ły tyl­ko „świst i Styks i stu­kot”20, brak wstę­pu do Hade­su. Ten frag­ment mówi, że choć czas bie­gnie, to jesz­cze nie koniec. Jesz­cze nie odcho­dzi­my.

Kto pły­nie w rze­ce pod zie­mią? Inny­mi sło­wy: kto jest wspo­mi­na­ny w tomie? Trud­no zli­czyć. Są „kró­lo­wie baweł­ny”21, Łodzian­ki, robot­ni­ce i robot­ni­cy, pro­te­stant­ki i pro­te­stan­ci, Ariad­na, Temi­da i Ewa. Są Noe, Erving Gof­f­man, zespół ABBA, Romo­wie i arty­ści ulicz­ni. A sko­ro były pro­te­stant­ki, to czy zasad­ne było­by doszu­ki­wa­nie się w tek­ście nawią­zań do straj­ków Soli­dar­no­ści? Być może fra­za „tak jestem tram­wa­jar­ką co mi zro­bi­cie” nie ma wska­zy­wać na Hen­ry­kę Krzy­wo­nos, ale sam fakt, że moż­na tu dostrzec takie para­le­le, chy­ba dobrze świad­czy o inter­tek­stu­al­nym i inter­kon­tek­stu­al­nym utwo­rze Roguz.

Poemat jest więc rów­nie zaj­mu­ją­cy, jak ujmu­ją­cy. A resz­ta wier­szy? Na pierw­szy rzut oka moż­na by pomy­śleć, że są z innej baj­ki, zwłasz­cza że nie­któ­re z nich były już wcze­śniej publi­ko­wa­ne i nie nawią­zu­ją do Łodzi, nie opo­wia­da­ją histo­rii – są raczej impre­sjo­ni­stycz­ne. Ale prze­bie­ga­ją­ca przez książ­kę nić Ariad­ny – meta­fo­rycz­na rze­ka, meto­ni­micz­na pra­ca łódz­kiej fabry­ki – wije się w kil­ku wier­szach („zata­cza­jąc / krę­gi na wodzie coraz więk­sze” w Wyjeź­dzie do miast zapę­tlo­nych spi­ral)22, z kil­ko­ma się zawią­zu­je (Nici)23 i rzu­ca cień sko­ja­rzeń na pozo­sta­łe (Muzea i jed­no­roż­ce)24. Bo co to był­by za rejs, gdy­by hory­zont wca­le się nie zmie­niał? Podróż, w któ­rą Roguz zabie­ra czy­tel­ni­ków, zaczy­na się w Łodzi i na koń­cu wła­śnie do tego mia­sta chce­my wró­cić, ponie­waż naj­wy­raź­niej nic się z nim nie może rów­nać. Pozo­sta­ją jedy­nie este­tycz­ne impre­sje, zapi­ski z innych miejsc, do któ­rych pod­miot lirycz­ny został zagna­ny przez los. W innych rze­kach nie nur­ku­je się tak jak w tych pod­ziem­nych, pod zie­mią obie­ca­ną.

Okładka tomu wierszy Natalii Roguz pod tytułem „Gdzie rzeki płyną pod ziemią”.
Natalia Roguz, „Gdzie rzeki płyną pod ziemią”, Kraków: Austeria, 2025.

Szcze­gól­nie podo­ba mi się wiersz Fuzja25. Dzia­ła na zmy­sły, i to w tak pro­sty spo­sób: niczym haust wyra­ża­ją­cy się w okre­śle­niu „hap­tycz­ny” („hap­tycz­ny jak pie­czo­ne jabł­ka z cyna­mo­nem”)26. Pysz­ne – pomy­śla­łam, choć cyna­mo­nu szcze­rze nie zno­szę. I kolej­na myśl: czy to amfi­bo­lo­gia czy prze­rzut­nia? Moż­na było powie­dzieć: prze­szłość może dzia­łać dla teraź­niej­szo­ści, ale nie! Powie­dzia­no:

Zapach zapa­da się w zaka­mar­ki pamię­ci głę­bo­kiej
efek­cie mag­da­len­ki spraw
niech dom będzie cza­sow­ni­kiem27.

Wspo­mnia­na wcze­śniej retro­spek­cja powra­ca, tym razem pod posta­cią „efek­tu mag­da­len­ki”, o któ­re­go źró­dle nie trze­ba niko­mu przy­po­mi­nać. Poja­wia­ją się tu rów­nież cha­rak­te­ry­stycz­na dla poet­ki instru­men­ta­cja zgło­sko­wa – w tym wypad­ku aku­rat ali­te­ra­cja (stro­nę wcze­śniej rów­nież: „Zaga­iłam zagaj­ni­ki słów”28), ale tak­że kako­fo­nia „Uzę­bie­nie zięb uzie­mie­nie palimp­se­stów / w zagłę­bie­niach kolan” (Amne­stia fraz)29.

Zauwa­żal­na jest ten­den­cja, któ­rą moż­na by okre­ślić jako wspo­mnia­ny już „haust” – skłon­ność do powta­rza­nia wyra­zów, powo­du­ją­ca efekt echa, krę­gów na wodzie. Jest – haust! – nie­ba­nal­ny humor, momen­ta­mi iro­nicz­ny, są poły­sku­ją­ce holo­fra­zy. Są też – haust! – apo­rie, per­so­ni­fi­ka­cje i apo­stro­fy. Wdech i wydech.

Hera­klit doma­ga się swo­je­go miej­sca w loży filo­zo­fów, o któ­rych powin­no się pamię­tać przy lek­tu­rze tego tomi­ku. Każ­de odczy­ta­nie jest inne. A czy pió­ra Roguz nie cha­rak­te­ry­zu­je hera­kli­tej­ski sko­te­inós? Ten zagad­ko­wy spo­sób wypo­wia­da­nia się, któ­ry pozo­sta­je jasny wyłącz­nie dla wta­jem­ni­czo­nych? Wyda­je mi się, że tak. Ile cza­su wpa­try­wa­łam się cho­ciaż­by w Strzyk30, pró­bu­jąc odczy­tać treść tego utwo­ru, aż nagle, już w poczu­ciu bez­na­dziei, zro­zu­mia­łam, że wiersz czy­ta się na skos! Oczy­wi­ście, że na skos, sko­ro sko­te­inós.

Czy taka jest dzi­siaj poezja? Mam nadzie­ję, że nie tyl­ko, ponie­waż mimo moje­go zachwy­tu nad Gdzie rze­ki pły­ną pod zie­mią bra­ko­wa­ło mi, jak to powie­dział kie­dyś Bro­ni­sław Maj, zwy­cza­jo­we­go „dresz­czu” i „ści­sku gar­dła”31. Jestem pew­na, że Łódź poru­szy wie­le osób, może nawet odczu­ją one sen­ty­ment, czy­ta­jąc o kra­kow­skiej Szew­skiej, czy przy­po­mną sobie, kie­dy to ostat­ni raz jadły obwa­rzan­ka, albo zwie­dza­jąc muzeum w Amster­da­mie, aku­rat rozej­rzą się za pier­ście­niem na mar­mu­ro­wym pal­cu32. A pozo­sta­li? Pozo­sta­li muszą spo­cząć w tej łodzi i niczym zagad­kę roz­wi­kłać wier­sze i kolum­ny. Komu zabrak­nie na to siły, ten zaj­mie miej­sce i wysłu­cha eru­dy­cyj­ne­go popi­su – może zapa­mię­ta kil­ka feno­me­nal­nych fraz i nazwie je afo­ry­zma­mi, jak choć­by te, któ­re zosta­ły ze mną: „Nasze uszy nie mają powiek”33 czy „Może to co robi­my to plu­ska­nie się w desz­czów­ce”34. Zacho­wu­ję te pięk­ne wer­sy i myślę o nich tak, jak­by wyszep­ta­ła mi je rze­ka.

 

Mot­to [za:] N. Roguz, Gdzie rze­ki pły­ną pod zie­mią, Kra­ków: Auste­ria, 2025, s. 37.

 

1 Zob. 7. Ogól­no­pol­ski Kon­kurs Mło­dej Poezji, „Czas Lite­ra­tu­ry” 2022/2023, nr 4 (20).

2 Roman­tycz­ność 2022. Współ­cze­sne bal­la­dy i roman­se inspi­ro­wa­ne twór­czo­ścią Ada­ma Mic­kie­wi­cza, Stro­nie Ślą­skie: Biu­ro Lite­rac­kie, 2022.

3 N. Roguz, Gdzie rze­ki pły­ną…, s. 11.

4 Tam­że, s. 22.

5 Tam­że.

6 Zob. tam­że, s. 22.

7 Tam­że, s. 16.

8 N. Roguz, Gdzie rze­ki pły­ną…, s. 14.

9 Tam­że, s. 13.

10 Tam­że, s. 15.

11 Tam­że.

12 Tam­że.

13 Tam­że, s. 18.

14 Tam­że, s. 20.

15 P. Jach, Mura­le w Łodzi. Kil­ka zaraz znik­nie, innych już nie ma. Czy je pamię­tasz?, onli­ne: https:// https://https://uml.lodz.pl/aktualnosci-lodzpl/artykul-lodzpl/murale-w-lodzi-kilka-zaraz-zniknie-innych-juz-nie-ma-czy-je-pamietasz-id45072/2021/11/7/”> [dostęp: 15.01.2026].

16 N. Roguz, Gdzie rze­ki pły­ną…, s. 21.

17 Tam­że.

18 Tam­że.

19 Tam­że.

20 Tam­że.

21 Tam­że, s. 13.

22 Tam­że, s. 25.

23 Tam­że, s. 35.

24 Tam­że, s. 36.

25 Tam­że, s. 29.

26 Tam­że.

27 Tam­że.

28 Tam­że, s. 28.

29 Tam­że.

30 Tam­że, s. 33.

31 Bro­ni­sław Maj czy­ta wier­sze ulu­bio­nych poetów i uczy, jak czy­tać poezję, III Festi­wal Czy­tel­ni­czy Lite­ra­tu­ry Fak­tu i Poezji „Czas i Praw­da” 2020, onli­ne: https://www.youtube.com/watch?v=TyQz6wXd2mc&t=2093s [dostęp: 15.01.2026].

32 Zob. N. Roguz, Gdzie rze­ki pły­ną…, s. 36.

33 Tam­że, s. 18.

34 Tam­że, s. 32.

Zuzanna Śliwińska

– pisarka, autorka powieści, opowiadań i tekstów krytycznych.

więcej →

Natalia Roguz

– poetka i tłumaczka.

więcej →

Powiązane teksty