Rodzi się tutaj inny świat

Histo­ri­cal fic­tion cier­pi na pew­ną cho­ro­bę. Nie wyobra­ża histo­rii. To pew­ne­go rodza­ju para­doks, bowiem gatu­nek cały prze­siąk­nię­ty jest histo­rią. Kie­dy myślę o pol­skich przy­kła­dach, przy­po­mi­na mi się Michał Goł­kow­ski wraz z jego książ­ka­mi osa­dzo­ny­mi w realiach alter­na­tyw­nej pierw­szej woj­ny, któ­ra nie zakoń­czy­ła się w 1918 roku. Oko­py Flan­drii wciąż noszą śla­dy krwi i bło­ta, a nad gło­wa­mi nacie­ra­ją­cych na sie­bie żoł­nie­rzy lata­ją Zep­pe­li­ny, któ­re w uni­wer­sum Goł­kow­skie­go przy­bra­ły kształt praw­dzi­wych okrę­tów powietrz­nych (sama Rze­sza posia­da osob­ną flo­tę powietrz­ną). Z całej wojen­nej przy­go­dy wyła­nia się jed­nak bar­dzo ponu­ra wizja – nie tyl­ko z punk­tu widze­nia samych boha­te­rów. To obraz impe­riów prze­my­sło­wych, któ­re dys­po­nu­ją odpo­wied­ni­mi zaso­ba­mi, żeby kon­ty­nu­ować dzia­ła­nia wojen­ne przez tak dłu­gi okres. Nie ma kry­zy­su oraz spo­łecz­ne­go sprze­ci­wu, straj­ków, demon­stra­cji – trud­no powie­dzieć, że za żoł­nie­rza­mi stoi jaki­kol­wiek arse­nał.

Twór­czość Goł­kow­skie­go słu­ży jedy­nie jako przy­kład zja­wi­ska o szer­szym zakre­sie, zwią­za­ne­go z histo­ri­cal fic­tion. Łatwiej nam wyobra­zić sobie pogar­sza­ją­cą się sytu­ację na fron­cie oraz wiecz­nie trwa­ją­ce mocar­stwa, któ­re te woj­nę pro­wa­dzą, niż koniec owych impe­riów. Jeste­śmy w sta­nie zwi­zu­ali­zo­wać sobie trwa­nie kapi­ta­li­zmu oraz impe­ria­li­zmu, będą­cych źró­dłem nowych wojen, a tym samym przy­czy­ną pro­duk­cji nowych maszyn wojen­nych, ale sprze­ciw wobec tych potęg oraz ich oba­le­nie czę­sto prze­kra­cza­ją gra­ni­ce naszej wyobraź­ni. Bar­dzo podob­ny­mi obser­wa­cja­mi dzie­li się Sla­voj Žižek w swo­jej ana­li­zie fil­mów przy­go­do­wych. Jak pisze sło­weń­ski filo­zof:

Ostat­nia moda na fil­my o „alter­na­tyw­nej rze­czy­wi­sto­ści”, któ­re przed­sta­wia­ją fak­tycz­nie ist­nie­ją­cą rze­czy­wi­stość jako tyl­ko jeden z wie­lu moż­li­wych sce­na­riu­szy, jest symp­to­ma­tycz­na dla spo­łe­czeń­stwa, w któ­rym wybo­ry tak napraw­dę już się nie liczą, zosta­ły stry­wia­li­zo­wa­ne. Morał z fil­mów o podró­żach w cza­sie jest jesz­cze bar­dziej ponu­ry, wska­zu­ją one na cał­ko­wi­ty już brak wyj­ścia: każ­da pró­ba unik­nię­cia usta­lo­nej kolei rze­czy nie tyl­ko pro­wa­dzi nas z powro­tem w usta­lo­ne kole­iny, ale – co wię­cej – two­rzy je – wie­my to już od Edy­pa, chce­my unik­nąć cze­goś i wła­śnie dzię­ki tym naszym wybie­gom to coś się w koń­cu wyda­rza1.

Žižek łączy ze sobą moż­li­wość wyobra­że­nia innej rze­czy­wi­sto­ści (lub raczej jej bra­ku) ze spo­łe­czeń­stwem, któ­re te wyobra­że­nia wytwa­rza. Inny­mi sło­wy: prak­ty­ki kul­tu­ro­we są ści­śle zwią­za­ne z rze­czy­wi­sto­ścią, w któ­rej powsta­ją. Do tego stop­nia, że o warun­kach życia (któ­re, co zabaw­ne, uwa­run­ko­wa­ne są przez sto­sun­ki wła­dzy, wła­sno­ści i pro­duk­cji) mogą nam wie­le powie­dzieć tek­sty kul­tu­ry. Szcze­gól­nie te z zakre­su sze­ro­ko poję­tej fan­ta­sty­ki – ze wzglę­du na ich poten­cjał stwa­rza­nia wyda­rzeń oraz świa­tów, w któ­rych owe wyda­rze­nia się roz­gry­wa­ją. Może­my oce­nić, do jakie­go stop­nia ten poten­cjał jest wyko­rzy­sty­wa­ny oraz jakie czyn­ni­ki go hamu­ją.

W ramach histo­ri­cal fic­tion moż­na two­rzyć świa­ty, ale para­dok­sal­nie są one łudzą­co podob­ne do status quo. Histo­ria jest w nich – by użyć sfor­mu­ło­wa­nia fran­cu­skie­go awan­gar­dzi­sty Guy Debor­da – zim­na i sucha; jest ruchem wiel­kich zda­rzeń, nie zaś ruchem powszech­nym.

Ten ruch powszech­ny jest ina­czej ruchem mas: klas pod­po­rząd­ko­wa­nych i wyob­co­wa­nych – nie tyl­ko ze swo­jej pra­cy, ale tak­że z samej histo­rii, któ­ra jawi się im jako inny wobec nich samych ruch. Funk­cja takich nar­ra­cji, uka­zu­ją­cych histo­rię jedy­nie jako pole dzia­łań przed­sta­wi­cie­li klas panu­ją­cych i posia­da­ją­cych – wiel­kich jed­no­stek – jest podob­na do tej, któ­rą w sta­ro­żyt­no­ści peł­ni­ły ana­li­zo­wa­ne przez Debor­da mity: utrzy­mu­ją one ziem­ski porzą­dek z kosmo­sem. „Wła­ści­cie­le nad­wyż­ki histo­rii zacho­wu­ją dla sie­bie wie­dzę o prze­ży­wa­nych wyda­rze­niach i moż­li­wość roz­ko­szo­wa­nia się nimi”2, przez co histo­ria jawi się ludziom jako coś zewnętrz­ne­go, sprzecz­ne­go z ich zamia­ra­mi. „Czyn­nik, przed któ­rym pra­gnę­li się uchro­nić”3. Histo­ria jed­nak nie jest, jak pisze Dariusz Zale­ga na począt­ku książ­ki Repu­bli­ka Węglo­wa, zapi­sa­na w gwiaz­dach – o jej prze­bie­gu decy­du­ją sami ludzie.

Zale­gę dotych­czas mie­li­śmy oka­zję poznać jako auto­ra ksią­żek histo­rycz­nych, takich jak Śląsk zbun­to­wa­ny czy Bez Pana i Ple­ba­na. 111 gawęd z ludo­wej histo­rii Ślą­ska, oraz histo­rio­zo­ficz­ne­go ese­ju Cha­cha­ry. Ludo­wa histo­ria Gór­ne­go Ślą­ska. W swo­jej twór­czo­ści autor sku­pia się na pod­wa­ża­niu nar­ra­cji, w ramach któ­rych Śląsk przed­sta­wia­ny jest jako mono­kul­tu­ro­wy, kato­lic­ki oraz, co naj­waż­niej­sze, ule­gły wobec wła­dzy, z wła­snym kon­ser­wa­tyw­nym eto­sem pra­cy. Zale­ga decy­du­je się zakwe­stio­no­wać słusz­ność tej stra­te­gii pre­zen­ta­cji; udo­wad­nia, że na Ślą­sku toczy­ły się te same pro­ce­sy spo­łecz­ne i histo­rycz­ne co w innych miej­scach na świe­cie (roz­wój nowych sił wytwór­czych, słu­żą­cych do boga­ce­nia się warstw klas panu­ją­cych i posia­da­ją­cych; spo­łecz­ny sprze­ciw chło­pów i robot­ni­ków wobec owych klas). Jako teren boga­ty w surow­ce, Śląsk jest tyglem kul­tur, reli­gii, zwy­cza­jów i języ­ków. Kola­żem, któ­re­go róż­no­rod­ność nie­ustan­nie sta­ra­no się zdu­sić i spłasz­czyć.

Kolaż to poję­cie ide­al­nie opi­su­ją­ce naj­now­szą książ­kę cho­rzow­skie­go histo­ry­ka. W Repu­bli­ce Węglo­wej Dariu­sza Zale­ga bie­rze sobie za cel uka­za­nie alter­na­tyw­nej histo­rii wyda­rzeń z lat 1917–1919, kie­dy przez cały świat prze­to­czy­ła się fala wrza­wy rewo­lu­cyj­nej, a kla­sa pra­cow­ni­cza powsta­wa­ła prze­ciw dotych­cza­so­we­mu porząd­ko­wi. W Rosji upadł carat, w Niem­czech Wil­helm II stra­cił pano­wa­nie i uciekł do Holan­dii. W 1918 roku w Kolo­nii mary­na­rze sprze­ci­wi­li się wyko­na­niu samo­bój­cze­go roz­ka­zu sztur­mu na siły Enten­ty – prze­ję­li broń, aresz­to­wa­li swo­ich ofi­ce­rów i pod czer­wo­nym sztan­da­rem masze­ro­wa­li w cen­trum, pro­kla­mu­jąc koniec Rze­szy. Miej­sce sta­rych insty­tu­cji w całej Euro­pie zaję­ły rady pra­cow­ni­cze – orga­ny samo­rząd­no­ści zapew­nia­ją­ce robot­ni­kom real­ną kon­tro­lę nad ich wła­snym życiem. To wła­śnie w tych orga­nach rady­kal­ni przed­sta­wi­cie­le lewi­cy widzie­li fun­da­men­ty nowe­go spo­łe­czeń­stwa.

Fala rewo­lu­cyj­na dosię­gła tak­że same­go Ślą­ska. W 1919 roku rady­kal­ni przed­sta­wi­cie­le ruchu pra­cow­ni­cze­go (przy­kła­do­wo anar­chi­ści z FAUD oraz komu­ni­ści z KPGŚ) zosta­li posta­wie­ni w sytu­acji wal­ki z dwo­ma nacjo­na­li­zma­mi – nie­miec­kim oraz pol­skim. W kontrze do ple­bi­scy­tu (postrze­ga­ne­go zarów­no przez anar­chi­stów, jak i komu­ni­stów jako prze­strzeń wal­ki mię­dzy dwo­ma obli­cza­mi tego same­go wro­ga, Kapi­ta­łu) Komu­ni­stycz­na Par­tia Gór­ne­go Ślą­ska opo­wia­da­ła się za usta­no­wie­niem Repu­bli­ki Rad. Te marze­nia legły w gru­zach – od kul sił rzą­do­wych oraz oddzia­łów Fre­ikorps, któ­re bar­dzo bru­tal­nie roz­pra­wia­ły się z dzia­ła­cza­mi i dzia­łacz­ka­mi.

Zale­ga decy­du­je się prze­chwy­cić te wizje z prze­szło­ści i uczy­nić z nich fun­da­ment swo­jej powie­ści, zmie­nia­jąc jed­nak bieg dzie­jów: siły rzą­do­we nie są w sta­nie wytrzy­mać wiel­kie­go pocho­du robot­ni­ków, zde­mo­bi­li­zo­wa­nych żoł­nie­rzy oraz bez­ro­bot­nych, któ­rym towa­rzy­szą kobie­ty i dzie­ci. Tłum prze­cho­dzi z Gli­wic do samych Kato­wic. Two­rzą go ludzie ze wszyst­kich krę­gów kul­tu­ro­wych i języ­ko­wych. Róż­nią­ce ich dia­lek­ty jed­nak wypa­la­ją się we wspól­nym ruchu. Mani­fe­stu­ją­cy oba­la­ją ówcze­snych panów i usta­na­wia­ją Węglo­wą Repu­bli­kę Rad:

W Kato­wi­cach razem z nami lewi­co­wy­mi spar­ta­ku­sow­ca­mi do tych demon­stra­cji przy­łą­czy­li się nawet naro­dow­cy pol­scy. W tych demon­stra­cjach bra­ły rów­nież udział kobie­ty: żony robot­ni­ków i robot­ni­ce, a tak­że mło­dzież i star­si eme­ry­ci. Ogrom­na masa ludzi, a nawet myśmy byli jako spar­ta­ku­sow­cy zasko­cze­ni, a wła­dze nie­miec­kie były na to kom­plet­nie nie­przy­go­to­wa­ne. Poli­cja nie była zdol­na mani­fe­sta­cji powstrzy­mać, gdyż bra­li w niej udział ludzie z róż­nych miej­sco­wo­ści i wszyst­ko szło do Kato­wic4.

Tak roz­po­czy­na się pierw­szy roz­dział naj­now­szej książ­ki Dariu­sza Zale­gi. Repu­bli­ka Węglo­wa jest opo­wie­ścią o alter­na­tyw­nej histo­rii Euro­py, gdzie rewo­lu­cyj­na zmia­na jest moż­li­wa bar­dziej niż kie­dy­kol­wiek. Obję­ła wszyst­kie regio­ny Euro­py Środ­ko­wej; od Ślą­ska po Ber­lin oraz gra­ni­czą­cą z Cze­cho­sło­wa­cją Węgier­ską Repu­bli­kę Rad. Boha­te­ro­wie wspo­mi­na­ją tak­że o rewo­lu­cyj­nym Mek­sy­ku, a jed­nym z sąsia­dów Węglo­wej Repu­bli­ki jest Wro­cław­ska Rada Ludo­wa, zarzą­dza­ją­ca Dol­nym Ślą­skiem. Nie jest to w żad­nej mie­rze moment zwy­cię­stwa rewo­lu­cji. Zale­ga wrzu­ca nas w samo cen­trum prze­mian, wpro­wa­dza przy tym do tek­stu zna­ne posta­ci histo­rycz­ne: Joh­na Reeda (auto­ra Dzie­się­ciu dni, któ­re wstrzą­snę­ły świa­tem), Wła­dy­sła­wa Bro­niew­skie­go, Jaro­sla­va Haška czy Fri­dę Kah­lo. Ta ukła­dan­ka może na pierw­szy rzut oka wyda­wać się bar­dzo cha­otycz­na i momen­ta­mi infan­tyl­na, sam jed­nak dostrze­gam w niej prze­ja­wy spo­rej odwa­gi, potrzeb­nej do wyobra­że­nia sobie posta­ci histo­rycz­nych ina­czej niż dotych­czas, w odmien­ny od utrwa­lo­ne­go spo­sób (co w pew­nym sen­sie je detro­ni­zu­je). Fri­da Kah­lo two­rzy mural na prze­ję­tym przez rewo­lu­cjo­ni­stów Pała­cu Don­ner­smarc­ków, zamie­nio­nym na uni­wer­sy­tet robot­ni­czy, nad kul­tu­rą pie­czę spra­wu­je Woj­ciech Kor­fan­ty, w podró­ży po Ślą­sku towa­rzy­szy nam Józef Wie­czo­rek. A wszyst­ko to oglą­da­ne z per­spek­ty­wy Joh­na Reeda, któ­ry przy­je­chał tu doku­men­to­wać rewo­lu­cję.

Okładka książki Dariusza Zalegi pod tytułem „Republika Węglowa”.
Dariusz Zalega, „Republika Węglowa”, Katowice: Wydawnictwo Naukowe „Śląsk”, 2025.

Tutaj war­to wró­cić do tema­tu kola­żo­wo­ści powie­ści Zale­gi – książ­ka zawie­ra licz­ne cyta­ty oraz nawią­za­nia do boha­te­rów takich tek­stów kul­tu­ry, jak Dzie­sięć dni, któ­re wstrzą­snę­ły świa­tem, Przy­go­dy dobre­go woja­ka Szwej­ka czy try­lo­gia husyc­ka Andrze­ja Sap­kow­skie­go. Ele­men­ty te są wkom­po­no­wa­ne w treść w mniej lub bar­dziej widocz­ny spo­sób (na przy­kład w par­tii uka­zu­ją­cej sie­dzi­bę Cen­tral­nej Rady Repu­bli­ki Węglo­wej; frag­ment z Dzie­się­ciu dni… funk­cjo­nu­je zaś jako opis już nie rewo­lu­cji w Rosji, ale w Cho­rzo­wie, rady są fun­da­men­tem tej rewo­lu­cji).

Książ­ka Zale­gi ma w sobie wie­le z lite­ra­tu­ry uto­pij­nej. Wystar­czy popa­trzeć na zasto­so­wa­ną tu stra­te­gię budo­wa­nia świa­ta – jeste­śmy do nie­go wpro­wa­dza­ni od zewnątrz. Reed słu­ży jako odbior­ca, któ­re­mu cen­trum rewo­lu­cyj­nej burzy przed­sta­wia­ne jest przez lokal­nych dzia­ła­czy i rewo­lu­cjo­nist­ki opro­wa­dza­ją­ce po Cho­rzo­wie, Cie­szy­nie czy Ustro­niu. Jeże­li potrak­tu­je­my powieść Zale­gi jako przy­kład lite­ra­tu­ry uto­pij­nej, to musi­my zadać sobie pyta­nie o to, co w przed­sta­wio­nej w tek­ście wizji ma zająć miej­sce spo­łe­czeń­stwa opar­te­go na wła­sno­ści pry­wat­nej, eko­no­mii towa­ro­wej oraz pra­cy najem­nej. Jeśli Śląsk był miej­scem, gdzie wła­ści­cie­le prze­my­słu budo­wa­li gigan­tycz­ne pała­ce, a robot­ni­cy zara­bia­li gło­do­wą pen­sję, to jakim jest teraz, po ich wypę­dze­niu? Jak wyglą­da Repu­bli­ka Rad?

Odpo­wie­dzi na te pyta­nia są dosyć nie­ja­sne. Spo­łe­czeń­stwo jest zor­ga­ni­zo­wa­ne na zasa­dach demo­kra­cji bez­po­śred­niej, wła­dzę spra­wu­ją tu sfe­de­ra­li­zo­wa­ne rady pra­cow­ni­cze. Sys­tem ten umoż­li­wia robot­ni­kom bez­po­śred­nią kon­tro­lę nad ich oto­cze­niem – nad pra­cą, pro­duk­cją i redy­stry­bu­cją pro­du­ko­wa­nych przez nich dóbr. To dzię­ki sys­te­mo­wi rad zabrzań­scy robot­ni­cy mogą zmie­nić nazwę swo­je­go mia­sta, a cho­rzow­scy hut­ni­cy prze­sta­ją pra­co­wać w Hucie Bismarc­ka. Te kwe­stie wyda­ją się powierz­chow­ne, ale są eks­pre­sją real­nych zmian spo­łecz­nych. Wyzwo­le­nie pra­cy jest rów­no­znacz­ne z wyzwo­le­niem spod kon­ser­wa­tyw­nych norm kul­tu­ro­wych i spo­łecz­nych, w tym patriar­cha­tu. Nie­ste­ty Zale­ga nie roz­wi­ja w swej powie­ści tego wąt­ku.

Rewo­lu­cja jest eks­plo­zją kre­atyw­nej aktyw­no­ści oraz spon­ta­nicz­no­ści. Malo­wa­ny przez Fri­dę na ścia­nie daw­ne­go pała­cu mural czy zmie­nia­nie nazw miast to w pew­nym sen­sie akty przy­pie­czę­to­wa­nia prze­ję­cia tych miejsc przez pra­cow­ni­ków – to sygna­ły zmia­ny prze­zna­cze­nia wspo­mnia­nych obiek­tów. Te ostat­nie nie są już narzę­dzia­mi aku­mu­la­cji; sta­ją się prze­strze­nią budo­wa­nia nowych rela­cji mię­dzy­ludz­kich. Daw­ne sto­sun­ki wła­dzy są „roz­sa­dza­ne”, ale zwięk­sza­ją się tu tak­że moż­li­wo­ści wyobraź­ni. W hali Huty Kró­lew­skiej powsta­je wojen­na maszy­na poru­sza­ją­ca się na nogach, napę­dza­na na węgiel. Ten zwrot ku tech­no­lo­gii zasi­la­nej czar­nym zło­tem jest fabu­lar­nie uar­gu­men­to­wa­ny za pomo­cą infor­ma­cji o odcię­ciu Ślą­ska od dostaw ropy i o cią­głym zagro­że­niu ze stro­ny impe­ria­li­zmu. Może być też inter­pre­to­wa­ny ina­czej – w ramach nowych sto­sun­ków pro­duk­cji, w któ­rych pra­ca nie jest wyzy­skiem, ale kre­atyw­ną aktyw­no­ścią, rodzą się tak­że nowe rodza­je tech­no­lo­gii. Uwal­nia się poten­cjał, któ­ry wcze­śniej pod­po­rząd­ko­wa­ny był pro­duk­cji napę­dza­nej jak naj­więk­szą aku­mu­la­cją zysku. Ta zmia­na sto­sun­ków odbi­ja się rów­nież na postrze­ga­niu prze­strze­ni. Repu­bli­ka Węglo­wa jest miej­scem, gdzie wszę­dzie czuć cięż­ki dym, wydo­by­wa­ją­cy się z fabrycz­nych komi­nów. Jed­no­cze­śnie ist­nie­je natu­ra, z któ­rą boha­te­ro­wie mają kon­takt, gdy jadą do Ustro­nia. Tam spo­ty­ka­ją góra­li i widzą kolej­ną maszy­nę wojen­ną, któ­rej ambit­ny pro­jekt znacz­nie prze­kra­cza moż­li­wo­ści lokal­nych dróg. Sta­lo­wy kolos budo­wa­ny jest na tle gór oraz lasów. Pra­ca prze­sta­je być obcą mono­ton­ną aktyw­no­ścią; przy­po­mi­na raczej coś pomię­dzy przed­ka­pi­ta­li­stycz­nym rze­mieśl­nic­twem a sztu­ką pre­zen­to­wa­ną w wiel­kich hut­ni­czych halach. Bar­dzo cie­ka­we jest tak­że trak­to­wa­nie w powie­ści węgla. Andre­as Malm w swo­jej książ­ce Fos­sil Capi­tal uka­zu­je, w jaki spo­sób węgiel i para zaję­ły istot­ne miej­sce w ide­olo­gii wik­to­riań­skiej bry­tyj­skiej bur­żu­azji – maszy­na paro­wa umoż­li­wia­ła łatwiej­szą eks­plo­ata­cję siły robo­czej oraz uspraw­nia­ła nad nią kon­tro­lę5. W książ­ce Zale­gi węgiel sta­je się jed­nak czymś bar­dziej spa­ja­ją­cym niż alie­nu­ją­cym. Choć rewo­lu­cjo­ni­ści zamie­nia­ją go w walu­tę (ist­nie­nie for­my towa­ro­wej spra­wia, że rewo­lu­cyj­ny Śląsk przy­po­mi­na Hisz­pa­nię z 1936 roku), napę­dza on wszyst­kie maszy­ny wojen­ne Repu­bli­ki. Sta­no­wi jeden z fila­rów kształ­ce­nia się uni­wer­sa­li­zmu, któ­re­go punk­tem odnie­sie­nia jest pozy­cja spo­łecz­na oraz wyko­ny­wa­na pra­ca. Ten uni­wer­sa­lizm nazy­wa­my soli­dar­no­ścią pra­cow­ni­czą.

Naród a klasa

Nacjo­na­lizm jest jed­ną z waż­niej­szych kwe­stii poru­sza­nych przez Zale­gę w Repu­bli­ce Węglo­wej. Śląsk to region zło­żo­ny z wie­lu krę­gów kul­tu­ro­wych oraz języ­ko­wych. Prze­ciw­ni­cy Repu­bli­ki Rad chcą ten kocioł róż­no­rod­no­ści pod­po­rząd­ko­wać jed­no­rod­nym obra­zom pań­stwa naro­do­we­go: albo aryj­skiej rasy, mają­cej rzą­dzić świa­tem, albo kato­lic­kiej wiel­kiej Pol­ski. Roz­wój nacjo­na­li­stycz­nych ten­den­cji i wszyst­kich zja­wisk z nimi zwią­za­nych – kse­no­fo­bii, nie­na­wi­ści na tle kul­tu­ro­wym i reli­gij­nym – nie jest czymś natu­ral­nym czy wro­dzo­nym, ale stwa­rza­nym, jak poka­zu­je autor, przez kon­kret­ne śro­do­wi­ska w inte­re­sie kapi­ta­li­stycz­ne­go reżi­mu. „Gło­ście, za wszyst­kim Żydy sto­ją, że spar­ta­ku­sy chcą roz­pa­du mał­żeństw i wol­nej miło­ści, że dzie­ci psom na pożar­cie rzu­cać będą…”6 – mówi ksiądz Kapli­ca, któ­ry chce wal­czyć w „inte­re­sie Kościo­ła rzym­skie­go i cywi­li­za­cji zachod­niej”7.

Węglo­wa Repu­bli­ka Rad jest miej­scem, któ­re umoż­li­wia każ­dej z zamiesz­ku­ją­cych je grup nie tyle repre­zen­ta­cję, ile real­ną par­ty­cy­pa­cję. Wszyst­kie gaze­ty są dru­ko­wa­ne w dwóch języ­kach – nie­miec­kim oraz pol­skim – a same rady dba­ją o roz­wój lokal­nych spo­łecz­no­ści i kul­tur. Pod­czas wizy­ty u Jada­sha Woj­ciech Kor­fan­ty, peł­nią­cy w Węglo­wej Repu­bli­ce funk­cję komi­sa­rza kul­tu­ry, rapor­tu­je, że „Ondra Lyso­chor­ski chce w połu­dnio­wych powia­tach wpro­wa­dzać kolej­ny język do szkół – laski”8, po czym zwra­ca się do ame­ry­kań­skie­go dzien­ni­ka­rza:

Widzi­cie, towa­rzy­szu Reed, bo u nas dzie­cia­ki w szko­łach uczą się i pol­skie­go, i nie­miec­kie­go, a w gim­na­zjach wpro­wa­dzi­li­śmy nawet espe­ran­to. Trud­no tu każ­de­mu dogo­dzić – Jadash tłu­ma­czył zmę­czo­nym gło­sem9.

Rady umoż­li­wia­ją wspól­ne dzia­ła­nie ponad kul­tu­ro­wy­mi czy reli­gij­ny­mi podzia­ła­mi. Speł­nia­ją przez to nie tyl­ko funk­cję admi­ni­stra­cyj­ną, ale tak­że spo­łecz­ną i kul­tu­ro­wą, trans­for­mu­jąc życie w cało­ści.

Repu­bli­ka Węglo­wa koń­czy się nagle – jej teren zosta­je zaata­ko­wa­ny przez wspól­ne siły pol­skie­go i nie­miec­kie­go woj­ska. Nie wie­my, czy maleń­kie oddzia­ły Czer­wo­nej Gwar­dii prze­trwa­ją ofen­sy­wę bia­łych armii. Nie­mniej ist­nie­je nadzie­ja na zacho­wa­nie pamię­ci o Repu­bli­ce – może w tym pomóc dzien­nik Reeda (sam dzien­ni­karz umie­ra w 1920 roku na szpi­tal­nym łóż­ku). W książ­ce Zale­gi zauwa­żal­ny jest nie­sa­mo­wi­ty pęd ku zapi­sy­wa­niu rze­czy. Wszyst­kie posta­cie odczu­wa­ją koniecz­ność zapi­sa­nia swo­ich histo­rii.

Zama­zy­wa­nie pamię­ci i histo­rii jest w koń­cu jed­nym z narzę­dzi domi­na­cji, któ­re ma nas pozba­wić prze­ko­na­nia o tym, że nasze dzia­ła­nia są czę­ścią kon­kret­ne­go pro­ce­su histo­rycz­ne­go. Per­spek­ty­wa ogra­ni­czo­na do teraź­niej­szo­ści wią­że się z nie­do­strze­ga­niem zmian i utrwa­la­niem panu­ją­cych struk­tur spo­łecz­no-eko­no­micz­nych – z uzna­niem takich zja­wisk, jak pań­stwo, pie­niądz czy towar, za natu­ral­ne. Kon­cen­tra­cja na histo­rii, w któ­rej boha­te­ra­mi są jedy­nie wiel­kie jed­nost­ki, przed­sta­wi­cie­le warstw panu­ją­cych i uprzy­wi­le­jo­wa­nych, spra­wia, że nie dostrze­ga­my dzia­łal­no­ści mas – klas wyob­co­wa­nych i pod­po­rząd­ko­wa­nych, wal­czą­cych o zmia­nę swo­jej sytu­acji, a w kon­se­kwen­cji – całej rze­czy­wi­sto­ści. Zapi­sy­wa­nie histo­rii sta­je się więc w Repu­bli­ce Węglo­wej prak­ty­ką opo­ru.

Książ­ka nie jest jed­nak wol­na od wad. Naj­więk­szą z nich jest nagłe zakoń­cze­nie całej fabu­ły. Bra­ku­je tu tak­że bar­dziej wyra­zi­stych posta­ci – mam wra­że­nie, że wszyst­kie są w pew­nym sen­sie do sie­bie podob­ne. Momen­ta­mi stra­te­gia zapo­ży­czeń może bawić przez to, jak nie­rów­no­mier­nie jest reali­zo­wa­na. Ale czy roz­ba­wie­nie odbior­ców nie było ponie­kąd zamia­rem auto­ra? Sam pisze o tym we wstę­pie.

Zale­ga bawi się histo­rią. Jest ona dla nie­go pla­cem zabaw, na któ­rym autor znaj­du­je poroz­rzu­ca­ne zabaw­ki. W ten spo­sób pisarz spro­wa­dza ją na zie­mię. W Repu­bli­ce Węglo­wej histo­ria nie jest abs­trak­cyj­nym deter­mi­ni­stycz­nym prą­dem, lecz pro­ce­sem zmia­ny świa­ta doko­ny­wa­nej przez samych ludzi za pomo­cą tego, co mają pod ręką. Dla­te­go powieść Dariu­sza Zale­gi zasłu­gu­je na uwa­gę.

 

1 S. Žižek, Rewo­lu­cja u bram. Pisma Leni­na z roku 1917, tłum. J. Kuty­ła, Kra­ków: Wydaw­nic­two Ha!art, 2006, s. 306.

2 G. Debord, Spo­łe­czeń­stwo Spek­ta­klu oraz Roz­wa­ża­nia o spo­łe­czeń­stwie, tłum. M. Kwa­ter­ko, War­sza­wa: Pań­stwo­wy Insty­tut Wydaw­ni­czy, 2006, s. 99.

3 Tam­że.

4 D. Zale­ga, Repu­bli­ka Węglo­wa, Kato­wi­ce: Wydaw­nic­two Nauko­we „Śląsk”, 2025, s. 8.

5 A. Malm, Fos­sil Capi­tal. The Rise of Ste­am Power and the Roots of Glo­bal War­ming, Londyn–Nowy Jork: Ver­so, 2016, s. 210.

6 D. Zale­ga, Repu­bli­ka…, s. 33.

7 Tam­że, s. 32.

8 Tam­że, s. 15.

9 Tam­że.

Mikołaj Kwapień, fotografia ze zbiorów autora

– student krytyki literackiej na Uniwersytecie Jagiellońskim.

więcej →

Fallback Avatar

– dziennikarz, historyk, reżyser filmów dokumentalnych.

więcej →

Powiązane teksty