Prasówka (20 marca 2026)

W redak­cji „Dzien­ni­ka Lite­rac­kie­go” wer­tu­je­my róż­ne­go rodza­ju cza­so­pi­sma w poszu­ki­wa­niu inte­re­su­ją­cych tek­stów. Wyła­wia­my arty­ku­ły, któ­re nas intry­gu­ją, poru­sza­ją, pro­wo­ku­ją do roz­mo­wy. Naszym czy­tel­nicz­kom i czy­tel­ni­kom rów­nież powin­ny przy­paść do gustu. Dla­te­go w każ­dy pią­tek zapra­sza­my do lek­tu­ry prze­glą­du pra­sy kul­tu­ral­nej.

„Pismo. Magazyn opinii”

Możesz iść dalej niż wstyd – roz­mo­wa Kata­rzy­ny Kazi­mie­row­skiej z Sabi­ną Sadec­ką, opu­bli­ko­wa­na w mar­co­wym nume­rze „Pisma…”, to pró­ba przed­sta­wie­nia naj­waż­niej­szych kwe­stii zwią­za­nych z trau­mą oraz stra­te­gia­mi radze­nia sobie z bole­sny­mi doświad­cze­nia­mi. Sadec­ka – tera­peut­ka trau­my, nauczy­ciel­ka aka­de­mic­ka i edu­ka­tor­ka – pro­po­nu­je defi­ni­cyj­ne roz­róż­nie­nie na trau­mę pro­stą (spo­wo­do­wa­ną szo­kiem, nagłym zda­rze­niem, a więc w kon­se­kwen­cji nie­spo­dzie­wa­ną) i zło­żo­ną (sta­no­wią­cą sku­tek na przy­kład prze­mo­co­we­go związ­ku, dłu­go­let­nie­go zanie­dba­nia czy nęka­nia w dzie­ciń­stwie). Pod­kre­śla, że czę­sto baga­te­li­zo­wa­ny, ale dłu­go­trwa­le doświad­cza­ny mikro­stres rów­nież może być dla czło­wie­ka trau­ma­ty­zu­ją­cy. Poję­cie trau­my, odmie­nia­ne w ostat­nim cza­sie przez wszyst­kie przy­pad­ki, bywa nad­uży­wa­ne, dla­te­go nie­zwy­kle waż­ne wyda­je się jego pre­cy­zyj­ne dookre­śle­nie. Trau­ma zwy­kle powo­du­je reor­ga­ni­za­cję wewnętrz­ną unie­moż­li­wia­ją­cą powrót do nor­mal­ne­go życia, według Sadec­kiej jest dłu­go­ter­mi­no­wa i trud­na do cof­nię­cia. Tera­peut­ka pod­kre­śla, że w przy­pad­ku każ­de­go z nas dra­ma­tycz­ne zda­rze­nia mogą wywo­łać inne kon­se­kwen­cje. Zastrze­ga jed­nak:

Każ­dy ma pra­wo powie­dzieć „to był dla mnie wstrząs”. Choć­by ktoś z zewnątrz uznał, że nie­zda­nie matu­ry nie może być trau­mą, dla tej kon­kret­nej oso­by to był wstrząs, któ­ry zmie­nił całe jej życie. Dla­te­go nie zamie­rzam mie­rzyć linij­ką, czy to już trau­ma czy nie.

Istot­niej­sze wyda­je się samo podej­mo­wa­nie decy­zji, ów moment, gdy pró­bu­je­my uwol­nić się od oko­licz­no­ści, któ­re nas w pewien spo­sób wię­żą, utrud­nia­ją nam życie. Dzię­ki sku­tecz­nej tera­pii nie tyle powró­ci­my do funk­cjo­no­wa­nia sprzed trau­my, ile pogo­dzi­my się z tym, że okre­ślo­ne zda­rze­nia coś nam bez­pow­rot­nie odbie­ra­ją, powo­du­ją w nas zmia­nę. Nie zna­czy to jed­nak, że ponie­śli­śmy poraż­kę. Raczej – nauczy­li­śmy się akcep­to­wać roz­ma­ite sytu­acje i dzię­ki tej akcep­ta­cji zde­cy­do­wa­nie wygra­li­śmy wal­kę z wła­sny­mi demo­na­mi.

*

Osiem­dzie­się­cio­dwu­let­nia Wie­ra i osiem­dzie­się­ciocz­te­ro­let­nia Maria, miesz­kan­ki pod­la­skich przy­gra­nicz­nych wsi, poło­żo­nych w bli­skim sąsiedz­twie muru oddzie­la­ją­ce­go Pol­skę od Bia­ło­ru­si, to boha­ter­ki repor­ta­żu Odru­chy Patry­cji K. Roman. Oby­dwie kobie­ty miesz­ka­ją same, codzien­ność wypeł­nia­ją im pra­ca w ogro­dzie, domo­we obo­wiąz­ki i przy­jem­no­ści pły­ną­ce z tele­wi­zyj­nej roz­ryw­ki. Dzie­ci i wnu­ki jedy­nie cza­sa­mi wpa­da­ją z wizy­tą. Marii zda­rza się jesz­cze marzyć o zro­bie­niu pra­wa jaz­dy i o wła­snym samo­cho­dzie, któ­rym moż­na by poje­chać dale­ko przed sie­bie, Wie­ra zaś wspo­mi­na o nie­speł­nio­nym marze­niu o locie samo­lo­tem i podró­ży stat­kiem. Odru­chy to jed­nak coś wię­cej niż opo­wieść o spo­koj­nym, tro­chę idyl­licz­nym, a tro­chę melan­cho­lij­nym ryt­mie życia pod­la­skich sta­ru­szek. Sąsiedz­two – naj­pierw gra­nicz­ne­go lasu, a póź­niej muru – przy­nio­sło prze­ło­mo­we momen­ty w histo­rii obu boha­te­rek. W 2023 roku Maria pozna­ła Mir­ka, a dwa lata wcze­śniej w życiu Wie­ry poja­wił się Cza­rek. Ten pierw­szy był uchodź­cą, dru­gi – żoł­nie­rzem. Nie­zwy­kłe zna­jo­mo­ści pozwo­li­ły sta­rusz­kom jeśli nie cał­ko­wi­cie zapo­mnieć o upły­wie cza­su, to przy­naj­mniej zła­go­dzić jego skut­ki. Oby­dwaj męż­czyź­ni, sto­ją­cy po prze­ciw­nych stro­nach bary­ka­dy, spo­wo­do­wa­li w Wie­rze i Marii tę samą zmia­nę; moż­na powie­dzieć, że sta­li się dla boha­te­rek zapal­ni­kiem nadziei. Odru­chy są wła­śnie o tym – o znaj­dy­wa­niu sen­su, dzia­ła­niu, dzie­le­niu się z inny­mi. O rów­nym, spra­wie­dli­wym trak­to­wa­niu wszyst­kich ludzi i o potrze­bie bycia dla kogoś waż­nym.

 

https://magazynpismo.pl/kup-aktualny-numer-pisma/

Okładka czasopisma „Pismo. Magazyn opinii” 2026, nr 3 (99).
„Pismo. Magazyn opinii” 2026, nr 3.

„Literatura na Świecie”

Naj­now­szy numer „Lite­ra­tu­ry na Świe­cie” poświę­co­ny jest w dużej mie­rze fran­cu­skiej pisar­ce doby roman­ty­zmu, Geo­r­ge Sand. Czy w toku lek­tu­ry jej dzieł moż­na dziś odkryć sen­sy, któ­re odsło­nią przed nami jakąś praw­dę o nas samych? Czy dzie­ła Fran­cuz­ki są raczej świa­dec­twem epo­ki, zamknię­tym roz­dzia­łem, do któ­re­go cza­sem wra­ca­my z sen­ty­men­tu, ale z uśmie­chem deli­kat­ne­go pobła­ża­nia. Mar­ki­za, jeden z kil­ku utwo­rów autor­stwa Sand opu­bli­ko­wa­nych na łamach „Lite­ra­tu­ry na Świe­cie”, pozwa­la wysu­nąć tezę o lite­rac­kim zwy­cię­stwie pisar­ki nad upły­wa­ją­cym cza­sem. Mar­ki­za opo­wia­da histo­rię miło­ści kobie­ty z wyż­szych warstw spo­łecz­nych do akto­ra teatral­ne­go. Autor­ka pisze o uczu­ciach i wyobraź­ni, uka­zu­je życie wewnętrz­ne jed­nost­ki, wpla­ta­jąc przy tym w utwór moty­wy cha­rak­te­ry­stycz­ne dla doby roman­ty­zmu takie jak choć­by zaka­za­na rela­cja. Rów­no­le­gle roz­gry­wa jed­nak swo­ją bitwę – przed­sta­wia nie­bez­pie­czeń­stwo życia w ilu­zji oraz kon­se­kwen­cje ide­ali­za­cji, któ­ra może pro­wa­dzić do roz­cza­ro­wa­nia. Rzu­ca świa­tło na wady epo­ki, za pomo­cą kla­sycz­nych moty­wów teatru, maski, ilu­zji i kon­we­nan­sów obna­ża ułu­dę roman­tycz­nej wizji świa­ta. Sand uczy nas spraw­dza­nia sen­sów zasta­nych form, szu­ka­nia wła­snej opty­ki, zry­wa­nia z przy­zwy­cza­je­nia­mi – daje nam lek­cję siły wraż­li­wo­ści i odwa­gi, nie tyl­ko lite­rac­kiej.

*

Prze­tłu­ma­czo­ny przez Ana­sta­zję Dwu­lit arty­kuł Émile’a Zoli z 1876 roku, napi­sa­ny po śmier­ci Geo­r­ge Sand, z jed­nej stro­ny jest wyra­zem uzna­nia dla zasług lite­rac­kich fran­cu­skiej twór­czy­ni, z dru­giej zaś odbie­ra jej pra­wo do trwa­łe­go zapi­sa­nia się w pamię­ci czy­tel­ni­ków i czy­tel­ni­czek. Zola – jako natu­ra­li­sta – umiesz­czał Sand w gro­nie roman­ty­ków, któ­rych dzia­łal­ność i doro­bek pod­su­mo­wał nastę­pu­ją­cym stwier­dze­niem: „jako że nie pra­co­wa­li w służ­bie życia, życie ich lek­ce­wa­ży”. Tym samym w pew­nym sen­sie wydał wyrok na pisar­kę. Zanim jed­nak do tego doszło, porów­ny­wał ją do same­go Hono­ré de Bal­za­ca:

Moim zda­niem u pro­gu stu­le­cia tyl­ko dwie posta­ci odci­na­ją się wyraź­nie po lewej i po pra­wej stro­nie sze­ro­kie­go gościń­ca powie­ści, któ­rym od bez mała pół­wie­cza podą­ża rze­sza lite­ra­tów – to Bal­zak i Geo­r­ge Sand.

Zola nie odma­wia Sand kunsz­tu twór­cze­go, dopra­co­wa­nych form, nie­zwy­kłej spraw­no­ści lite­rac­kiej. Nie­mniej dla pisa­rza naj­istot­niej­sze wyda­je się coś inne­go – fakt, że Sand nie ucho­dzi za repre­zen­tant­kę natu­ra­li­stów. Autor uzna­je ją za „głos ide­ali­zmu, któ­ry pra­wi kaza­nia i odwo­łu­je się do kłam­stwa wyobraź­ni, by pocie­szyć czy­tel­ni­ków”. Zola czy­ta utwo­ry w kon­tek­ście bio­gra­fii pisar­ki, jej życio­wych doświad­czeń i oso­bi­stych pre­fe­ren­cji, takich jak choć­by pale­nie tyto­niu czy jaz­da kon­na. Kre­śli rów­nież zabaw­ne, przy­naj­mniej z dzi­siej­szej per­spek­ty­wy, zda­nia: „gdy już zoba­czy­my w Geo­r­ge Sand kobie­tę, wszyst­ko sta­je się zro­zu­mia­łe”. Mimo to ana­li­zo­wa­ny na wszel­kie spo­so­by w szko­łach i aka­de­miach dzie­więt­na­sto­wiecz­ny spór mię­dzy natu­ra­li­sta­mi a roman­ty­ka­mi, przy­po­mnia­ny w „Lite­ra­tu­rze na Świe­cie”, nie­ko­niecz­nie jest prze­sta­rza­ły. Może trze­ba nam wró­cić do daw­nych dys­put, zwe­ry­fi­ko­wać pew­ne tezy i odna­leźć podob­ne sche­ma­ty w cza­sach współ­cze­snych?

 

http://literaturanaswiecie.pl/

Okładka czasopisma „Literatura na Świecie” 2026, nr 1–2.
„Literatura na Świecie” 2026, nr 1–2.

„Strefa Kultury” tygodnika „Newsweek”

„Stre­fę Kul­tu­ry” w tygo­dni­ku „New­swe­ek” otwie­ra wywiad z Emi Buchwald, któ­rej debiu­tanc­ki film Nie ma duchów w miesz­ka­niu na Dobrej od nie­daw­na moż­na oglą­dać w kinach. W roz­mo­wie Nie tęsk­nię za Dusioł­kiem, prze­pro­wa­dzo­nej przez Kata­rzy­nę Janow­ską, reży­ser­ka mówi o swo­ich bra­ciach i sio­strach, ponie­waż to wła­śnie oni zain­spi­ro­wa­li ją do stwo­rze­nia opo­wie­ści o czwor­gu rodzeń­stwa, któ­re wkra­cza w doro­słość, pró­bu­je odna­leźć wła­sne ścież­ki w życiu i zacho­wać przy tym rodzin­ną więź. Buchwald wyzna­je:

Bar­dzo dłu­go pra­co­wa­li­śmy nad sce­ną w samo­cho­dzie, w któ­rej rodzeń­stwo wra­ca od rodzi­ców do War­sza­wy. To się powta­rza czę­sto w naszym życiu. Wra­ca­my w róż­nych kon­fi­gu­ra­cjach z nasze­go rodzin­ne­go domu i mam poczu­cie, że ta godzi­na w samo­cho­dzie, atmos­fe­ra, jaka w nim panu­je, może powie­dzieć o tym, jak było, jaki jest stan rodzi­ny, wię­cej niż opi­sa­nie całe­go spo­tka­nia bli­skich osób. Chcia­łam to oddać w tej sce­nie. Na począt­ku z Karo­lem napi­sa­li­śmy sześć stron dia­lo­gu doty­czą­ce­go tego, co się dzia­ło w domu, po czym wszyst­ko ska­so­wa­li­śmy. Uzna­li­śmy, że to musi być jed­no zda­nie, któ­re w deli­kat­ny, ale bar­dzo suge­styw­ny spo­sób powie, jak jest w rodzin­nym domu. Wyda­je mi się, że to była mądra decy­zja. Nie trze­ba wszyst­kie­go opo­wie­dzieć, żeby zro­zu­mieć.

Reży­ser­ka opo­wia­da tak­że, skąd w jej fil­mie wzię­ła się postać dusioł­ka, wywo­dzą­cej się z mito­lo­gii sło­wiań­skiej zło­śli­wej isto­ty, zna­nej z tego, że sia­da na pier­si śpią­cej ofia­ry i wysy­sa jej oddech:

Histo­rie spo­tkań ludzi ze zja­wa­mi dużo mówią o Pol­sce, o tym, jak się zmie­nia­ła, co było dla ludzi waż­ne. Kie­dyś bałam się tych histo­rii, podob­nie jak kie­dyś ludzie bali się demo­nów i noc­nych mar. Teraz jestem już w sta­nie z sza­cun­kiem i z jakimś małym lękiem, ale jed­nak prze­ra­biać te histo­rie na język fil­mu.

*

W „Stre­fie Kul­tu­ry” nie bra­ku­je omó­wień ksią­żek. W naj­now­szym nume­rze może­my prze­czy­tać recen­zję z naj­now­szej powie­ści Iana McE­wa­na Co może­my wie­dzieć, a tak­że wywiad z Roisin O’Donnell Czy mat­ka Irlan­dia daje dom wszyst­kim swo­im dzie­ciom? Alek­san­dra Pakie­ła pyta pisar­kę mię­dzy inny­mi o powieść Gniaz­do, opo­wia­da­ją­cą o kobie­cie pozo­sta­ją­cej w związ­ku z prze­mo­co­wym mężem oraz o tym, jak trud­no było boha­ter­ce zakoń­czyć tę rela­cję i uło­żyć sobie życie na nowo. War­to dodać, że nie doświad­cza­ła ona prze­mo­cy fizycz­nej, ale emo­cjo­nal­nej i eko­no­micz­nej. O’Donnell zazna­cza, że cza­sa­mi naj­nie­bez­piecz­niej­szym miej­scem dla kobie­ty bywa dom. Mówi:

Taki rodzaj prze­mo­cy [emo­cjo­nal­nej – red.] trud­no udo­wod­nić w sądzie: jak zebrać dowo­dy na lata komen­ta­rzy, zaka­zów, kon­tro­lo­wa­nia i odci­na­nia od ludzi? Do tego docho­dzi wstyd i lęk, że zosta­nie się uzna­ną za oso­bę „robią­cą pro­ble­my”. […] [Boha­ter­ka – red.] po latach kry­ty­ki prze­sta­je wie­rzyć wła­sne­mu osą­do­wi. Waż­ne było dla mnie poka­za­nie pro­ce­su, w któ­rym ona odzy­sku­je głos.

Mimo to odej­ście z domu wca­le nie jest dla ofia­ry prze­mo­cy pro­ste. Sys­tem opie­ki pań­stwa w takich sytu­acjach prze­waż­nie zawo­dzi. Bywa tak­że upo­ka­rza­ją­cy dla osób potrze­bu­ją­cych pomo­cy. Boha­ter­ka w ramach wspar­cia sys­te­mo­we­go prze­pro­wa­dza się do hote­lu, w któ­rym musi mel­do­wać się o okre­ślo­nej porze. Nie wol­no jej korzy­stać z win­dy dla gości, z kawiar­ni czy lob­by, zupeł­nie jak­by była oso­bą gor­szej kate­go­rii. Gniaz­do ma przy­po­mi­nać poli­ty­kom o tym, jak istot­nym pro­ble­mem spo­łecz­nym jest prze­moc, rów­nież ta emo­cjo­nal­na i eko­no­micz­na, oraz jak waż­ne jest uspraw­nie­nie sys­te­mu wspar­cia dla doświad­cza­ją­cych jej ofiar.

 

https://www.newsweek.pl/strefa-kultury

Okładka „Strefy Kultury”, dodatku do tygodnika „Newsweek” 2026, nr 12.
„Strefa Kultury”, dodatek do tygodnika „Newsweek” 2026, nr 12.

„Tygodnik Powszechny”

Dwie­ście lat temu zmarł Józef Mak­sy­mi­lian Osso­liń­ski. „Tygo­dnik Powszech­ny” przy­po­mi­na syl­wet­kę tego biblio­te­ka­rza, pisa­rza i histo­ry­ka, zało­ży­cie­la Zakła­du Naro­do­we­go im. Osso­liń­skich – i opi­su­je dzi­siej­szą dzia­łal­ność tej wyjąt­ko­wej insty­tu­cji. Dużo o jej histo­rii może­my dowie­dzieć się z roz­mo­wy Prze­trwa­my kolej­ne 200 lat, prze­pro­wa­dzo­nej przez Micha­ła Sowiń­skie­go z Łuka­szem Kamiń­skim, dyrek­to­rem Osso­li­neum.

Gdy w 1817 roku [Józef Mak­sy­mi­lian Osso­liń­ski – red.] uzy­skał zgo­dę cesa­rza na powo­ła­nie insty­tu­cji, jej rdze­niem była wła­śnie biblio­te­ka. Mia­ła ona jed­nak bar­dzo sze­ro­ki cha­rak­ter – obok ksią­żek znaj­do­wa­ły się w niej gra­fi­ki, ręko­pi­sy czy zbio­ry przy­rod­ni­cze. Osso­liń­ski zda­wał sobie przy tym spra­wę, że bra­ku­je w niej sztu­ki, dla­te­go w 1823 roku zawarł umo­wę z Hen­ry­kiem Lubo­mir­skim. Dzię­ki temu powstał dru­gi filar insty­tu­cji – Muzeum Ksią­żąt Lubo­mir­skich. Od począt­ku zakła­da­no też dzia­łal­ność nauko­wą i wydaw­ni­czą. Osso­liń­ski prze­wi­dy­wał wyda­wa­nie cza­so­pi­sma nauko­we­go, a w 1827 roku – już po jego śmier­ci – zaczę­ło dzia­łać wydaw­nic­two Osso­li­neum.

Wła­śnie ten ostat­ni wątek ze zro­zu­mia­łych powo­dów zwró­cił naszą uwa­gę. Cie­ka­we były­śmy obec­nej sytu­acji wydaw­nic­twa i jej dal­szych pla­nów. Kamiń­ski tłu­ma­czy:

Dziś […] mar­kę wciąż budu­ją takie serie jak „Biblio­te­ka Naro­do­wa”, ale tak­że nowe pro­jek­ty – choć­by seria poetyc­ka „Wygło­sy” czy pro­za­tor­ska „Z Kra­ju i ze Świa­ta”, pre­zen­tu­ją­ca lite­ra­tu­rę pol­ską i prze­kła­dy. W kolej­nych latach chcie­li­by­śmy w więk­szym stop­niu roz­wi­nąć wyda­wa­nie prac nauko­wych, oczy­wi­ście tyl­ko z sze­ro­ko rozu­mia­nej huma­ni­sty­ki.

Roz­mo­wie towa­rzy­szą recen­zje ksią­żek (to mię­dzy inny­mi: Słod­ko-gorz­ki eros. Esej Anne Car­son, Zejdź na dół, Lan­gri­she Aida­na Hig­gin­sa czy Pić się chce. Opo­wia­da­nia Wol­fgan­ga Hil­bi­ga), dzię­ki któ­rym może­my lepiej poznać naj­now­sze pozy­cje wyda­ne przez wro­cław­ską ofi­cy­nę.

*

W tym samym wyda­niu „Tygo­dni­ka…” zna­la­zły­śmy prze­druk frag­men­tu Zagad­ki Gogol, pocho­dzą­ce­go z wła­śnie wyda­nej książ­ki Syl­wii Fro­łow. Dzien­ni­kar­ka opi­su­je w nim pery­pe­tie pisa­rza zwią­za­ne ze zbli­ża­ją­cą się pra­pre­mie­rą Rewi­zo­ra. Wszyst­ko zaczę­ło się od kło­po­tów, ponie­waż cen­zu­ra nie chcia­ła dopu­ścić do wysta­wie­nia sztu­ki. Przy­ja­cio­łom auto­ra uda­ło się jed­nak prze­czy­tać jej tekst caro­wi Miko­ła­jo­wi I. Lek­tu­ra roz­śmie­szy­ła wład­cę do tego stop­nia, że od razu wyra­ził on zgo­dę na wysta­wie­nie spek­ta­klu; uznał bowiem, że Rewi­zor nie ude­rza bez­po­śred­nio w czło­wie­ka spra­wu­ją­ce­go wła­dzę, lecz w złych wyko­naw­ców car­skich roz­po­rzą­dzeń.

Wpraw­dzie na pre­mie­ro­wym poka­zie Miko­łaj I zano­sił się śmie­chem, lecz publicz­ność reago­wa­ła nie­co ina­czej. Fro­łow zapi­su­je:

Zaprzy­jaź­nio­ny z Gogo­lem Pawieł Annien­kow, w póź­niej­szych latach zna­ny histo­ryk lite­ra­tu­ry, już po pierw­szym akcie widział zdu­mie­nie na wszyst­kich twa­rzach. Z każ­dym kolej­nym aktem to zdu­mie­nie rosło. Publicz­ność uspo­ka­ja­ła się prze­ko­na­niem, że to tyl­ko far­sa. I raz po raz wybu­cha­ła śmie­chem. „Coś zgo­ła inne­go zaszło pod­czas czwar­te­go aktu – wspo­mi­na Annien­kow – śmiech cza­sem jesz­cze prze­la­ty­wał z jed­ne­go koń­ca sali na dru­gi, ale był to śmiech lękli­wy, szyb­ko cich­ną­cy; okla­sków nie­mal w ogó­le nie było, lecz napię­ta uwa­ga, gorącz­ko­we, bacz­ne śle­dze­nie akcji z jej wszyst­ki­mi niu­an­sa­mi, nie­kie­dy mar­twa cisza dobit­nie świad­czy­ły o tym, że to, co się dzie­je na sce­nie, tra­fia do serc widzów”. Począt­ko­we zdu­mie­nie na koniec prze­obra­zi­ło się w obu­rze­nie. Wpraw­dzie wywo­ły­wa­no auto­ra w podzię­ce za moż­li­wość pośmia­nia się, ale domi­no­wa­ły komen­ta­rze: „To nie­po­ję­te, to oszczer­stwo i far­sa”.

Autor­ka nie stro­ni tak­że od opi­sów róż­nych reper­ku­sji po pre­mie­rze Rewi­zo­ra. Dzię­ki lek­tu­rze wspo­mnia­ne­go frag­men­tu nabra­ły­śmy ocho­ty na prze­czy­ta­nie całej bio­gra­fii Gogo­la wyda­nej przez war­szaw­ską ofi­cy­nę Mar­gi­ne­sy.

 

https://www.tygodnikpowszechny.pl/nr-122026–30155?_gl=1*2b49f8*_up*MQ..*_gs*MQ..*_ga*ODgzNDc0NDkuMTc3Mzk3NjYwMg..*_ga_S82C3CE6Q6*czE3NzM5NzY1OTkkbzEkZzEkdDE3NzM5NzY2NDIkajE3JGwwJGgw*_ga_BJGNCFMDHY*czE3NzM5NzY1OTgkbzEkZzEkdDE3NzM5NzY2NDIkajE2JGwwJGgw&gclid=Cj0KCQjwve7NBhC-ARIsALZy9HXOJEHYCWTBtXiIziyOg1cp1praLcIlGpXFm0soBAMeWwUFiVu9q-oaAvcREALw_wcB&gbraid=0AAAAAC2iNUInE8kbVvUU6n-RwcaepOjkB

Okładka czasopisma „Tygodnik Powszechny” 2026, nr 12.
„Tygodnik Powszechny” 2026, nr 12.

– dziennikarka, publicystka, redaktorka, absolwentka teatrologii na Uniwersytecie Jagiellońskim.

więcej →

– redaktorka, recenzentka literacka.

więcej →

Powiązane teksty