Glossa do kolekcji

Oma­wia­nie ksią­żek ma zwy­kle dwa cele. Jed­ną misją jest poin­for­mo­wa­nie czy­tel­ni­ka z grub­sza o tre­ści nie­do­stęp­nej mu pozy­cji. Dru­gą – usto­sun­ko­wa­nie się do niej. Pra­ca Macie­ja Urba­now­skie­go Lite­ra­tu­ra sta­nu wojen­ne­go 1981–1989 zosta­ła udo­stęp­nio­na w inter­ne­cie przez Insty­tut Dzie­dzic­twa Soli­dar­no­ści pod koniec 2025 roku jako bez­płat­ny PDF. Stresz­cza­nie tego, co się w niej znaj­du­je, zda­je się bez­sen­sow­ne, bo każ­dy może to samo­dziel­nie spraw­dzić. Cie­ka­we jest zaś to, cze­go w tym tek­ście nie ma.

Urba­now­ski, pro­fe­sor Uni­wer­sy­te­tu Jagiel­loń­skie­go, we wstę­pie dekla­ru­je:

W niniej­szej książ­ce będzie mnie inte­re­so­wa­ła lite­ra­tu­ra sta­nu wojen­ne­go rozu­mia­na nie tyl­ko jako kolek­cja tek­stów o sta­nie wojen­nym, ale tak­że tych, któ­re powsta­ły w cza­sie sta­nu wojen­ne­go. Ten ostat­ni rozu­miem sze­rzej, bo wykra­czam poza datę for­mal­ne­go zakoń­cze­nia sta­nu wojen­ne­go, uzna­jąc – jak część wymie­nio­nych bada­czy – iż ów okres roz­cią­gał się do poło­wy roku 19891.

Co to zna­czy „kolek­cja”? Gdy­by autor zaty­tu­ło­wał swo­je dzie­ło Lite­ra­tu­ra pol­ska lat 80. poza cen­zu­rą i tyl­ko do takiej się ogra­ni­czył, nie miał­bym o czym pisać. To bar­dzo solid­ne opra­co­wa­nie publi­ka­cji dru­go­obie­go­wych i emi­gra­cyj­nych – Marek Nowa­kow­ski, Janusz Ander­man, Tade­usz Kon­wic­ki, Zbi­gniew Her­bert, Adam Zaga­jew­ski… Pro­blem pole­ga na tym, że pod­kre­śla­ją­cy otwar­cie swój subiek­ty­wizm Urba­now­ski przy­wo­łał też mniej wię­cej tuzin ksią­żek wyda­nych w okre­sie 1982–1989 w tak zwa­nym obie­gu ofi­cjal­nym. Zasu­ge­ro­wał tym samym, że jego dzie­ło jest mono­gra­fią lite­ra­tu­ry pol­skiej z tego cza­su jako cało­ści. Tłu­ma­cze­nia auto­ra, że kie­ro­wał się sen­ty­men­tem, że na tej „pod­ziem­nej lite­ra­tu­rze” się wycho­wał jako mło­dy czło­wiek, przyj­mu­ję w tej sytu­acji jako wyraz chciej­stwa. Bo autor chce wię­cej i kreu­je wiel­ką for­ma­cję, któ­rej gra­nic wyraź­nie nie ozna­cza – no chy­ba że przyj­mo­wać jako jedy­ną praw­dę jego biblio­gra­fię. Spek­trum histo­ry­ka lite­ra­tu­ry oka­zu­je się bar­dzo sze­ro­kie, gdy uwzględ­nia takie topo­sy, jak doświad­cze­nia histo­rii, Boga czy Euro­py, a jed­no­cze­śnie zaska­ku­ją­co wąska to kolek­cja, jeśli cho­dzi o kor­pus lite­ra­tu­ry zwią­za­nej z tema­tem głów­nym epo­ki, czy­li sta­nem wojen­nym.

Albo­wiem utwo­ry bele­try­stycz­ne, któ­re moż­na było kupić w PRL-owskich księ­gar­niach, a któ­re zosta­ły uwzględ­nio­ne w Lite­ra­tu­rze sta­nu wojen­ne­go… w obszer­niej­szych omó­wie­niach niż jed­noz­da­nio­we wzmian­ki, to nie­ste­ty głów­nie tak zwa­na dobra lite­ra­tu­ra. A więc: Ulti­ma Thu­le Jana Józe­fa Szcze­pań­skie­go (fan­ta­sty­ka z alter­na­tyw­nej geo­gra­fii), Para­dy­zja Janu­sza A. Zaj­dla (fan­ta­sty­ka z innej pla­ne­ty), Bohiń Tade­usza Kon­wic­kie­go (kre­sy, XIX wiek), Zagła­da Pio­tra Szew­ca (holo­caust żydow­ski na pro­win­cji), Kamień na kamie­niu Wie­sła­wa Myśliw­skie­go (wieś we wcze­snej PRL), Weiser Dawi­dek Paw­ła Huel­le­go (Trój­mia­sto przez ćwierć wie­ku do 1981 roku) i jesz­cze parę innych tytu­łów nie­zwią­za­nych ze współ­cze­sno­ścią. Z oma­wia­nych sze­rzej przez Urba­now­skie­go publi­ka­cji „legal­nych” tyl­ko pośmiert­nie wyda­ne gro­te­sko­we tek­sty Miro­na Bia­ło­szew­skie­go z cyklu Kaba­ret Kici Koci (tom Oho) oraz Rok w trum­nie Roma­na Brat­ne­go doty­czą sta­nu wojen­ne­go w kon­kret­nej War­sza­wie.

Zde­cy­do­wa­nie – książ­ka Macie­ja Urba­now­skie­go nie jest repre­zen­ta­tyw­ną pra­cą o sta­nie wojen­nym w lite­ra­tu­rze pol­skiej. Stąd niniej­sza glos­sa.

Faszystowskie podziemie

Pasz­kwil auto­ra Kolum­bów wydru­ko­wa­ny w 1983 roku w pół­mi­lio­no­wym nakła­dzie zdo­był auten­tycz­nych czy­tel­ni­ków, dają­cych sobie wmó­wić krwio­żer­cze zapę­dy zmy­ślo­nych przez pisa­rza dzia­ła­czy pod­zie­mia, łącz­nie z Faszy­stow­ską Eli­tą Sze­rze­nia Ter­ro­ry­zmu, wszyst­ko to zaś pro­wa­dzą­ce do śmier­ci naiw­ne­go mło­dzień­ca, któ­ry został przez nich otu­ma­nio­ny.

Brat­ny jako autor Roku w trum­nie stał się sym­bo­lem anty­so­li­dar­no­ścio­wej pro­pa­gan­dy. Moż­na zazna­czyć, że nie był w tym osa­mot­nio­ny, choć agre­syw­na pierw­sza fala pro­ja­ru­zel­skiej lite­ra­tu­ry była sto­sun­ko­wo sła­ba. Dorów­ny­wa­ła Brat­ne­mu chy­ba tyl­ko Anna Kło­dziń­ska, seryj­na pro­du­cent­ka kry­mi­na­łów mili­cyj­nych i szpie­gow­skich, w wyda­nej w tym samym roku powie­ści W pogar­dzie pra­wa. Co praw­da fabu­ła książ­ki zosta­je zamknię­ta nocą z 12 na 13 grud­nia 1981 roku, ale wcze­śniej anty­ko­mu­ni­stycz­na tłusz­cza lin­czu­je mili­cjan­ta i śmier­tel­nie kamie­nu­je wystę­pu­ją­ce­go w jego obro­nie wete­ra­na Armii Ludo­wej. I tu poja­wia się FEST.

W nurt ten wpi­su­ją się tak­że peł­no­me­tra­żo­we fil­my fabu­lar­ne Ryszar­da Wioncz­ka – dylo­gia God­ność (1984) i Czas nadziei (1987) – powsta­łe do sce­na­riu­szy pisa­rza Jerze­go Grzym­kow­skie­go, wów­czas kie­row­ni­ka lite­rac­kie­go zespo­łu fil­mo­we­go „Pro­fil” Boh­da­na Porę­by. Histo­ria robot­ni­ka-komu­ni­sty Szo­sta­ka, prze­śla­do­wa­ne­go przez wstręt­nych soli­dar­no­ściow­ców, ale prze­ży­wa­ją­ce­go zadość­uczy­nie­nie w sta­nie wojen­nym, nie zna­la­zła jed­nak nie­ste­ty wer­sji książ­ko­wej tego czo­ło­we­go pió­ra beto­no­we­go nur­tu lite­ra­tu­ry PRL, skąd­inąd nawet cał­kiem zdol­ne­go przed­sta­wi­cie­la śro­do­wi­sko­wej pro­zy o war­szaw­skiej Pra­dze.

Literatura pojednania

Szyb­ko jed­nak nawet w pro­zie Roma­na Brat­ne­go moty­wy pasz­kwi­lanc­kie zosta­ły zdo­mi­no­wa­ne przez wąt­ki kon­cy­lia­cyj­ne. Oto w powie­ści CDN z 1986 roku pro­fe­sor Pasiec­ki daje się inter­no­wać, gdy zosta­je pomy­lo­ny z dzia­ła­ją­cym w Soli­dar­no­ści synem, ale zaraz po zwol­nie­niu przyj­mu­je od prze­pra­sza­ją­ce­go go puł­kow­ni­ka pro­po­zy­cję dołą­cze­nia do „gru­py ludzi dobrej woli”. Podob­ne tony odna­leźć moż­na w kolej­nej powie­ści Brat­ne­go, Upa­dek „Ludo­wej” z 1987 roku, w któ­rej emi­grant poli­tycz­ny Basior powra­ca z Zacho­du i w fina­le dekla­ru­je dygni­ta­rzom, że zosta­je w kra­ju.

Dru­gim – obok Brat­ne­go – repre­zen­tan­tem akty­wi­stycz­nej PRON-owskiej lite­ra­tu­ry pojed­na­nia był Wło­dzi­mierz Sokor­ski, twór­ca try­lo­gii powie­ścio­wej o jur­nym redak­to­rze Sokol­nic­kim, naj­wy­raź­niej alter ego auto­ra: Nie moż­na powtó­rzyć, Zna­ki zapy­ta­nia, Ska­za­ni na sie­bie (1984–1988). Odsu­nię­ty od daw­na na bocz­ny tor, nie­gdy­siej­szy mini­ster kul­tu­ry i szef Radio­ko­mi­te­tu umi­lał sobie sta­rość taką poli­tycz­no-ero­tycz­ną lite­ra­tu­rą. W pierw­szej z ksią­żek wra­cał do roku 1981 i pro­roctw, że Kon­gres Kul­tu­ry będzie demon­stra­cją prze­ciw par­tii, w następ­nych zaj­mo­wał się lite­ra­ta­mi, wśród któ­rych Woj­ciech Żukrow­ski miał wystą­pić jako „kan­dy­dat pojed­na­nia”. Zna­leźć moż­na tu było rów­nież mądro­ści w rodza­ju: „cen­zu­ra nie była dokucz­li­wa […] wszy­scy sta­li się bar­dziej doj­rza­li”2. W tle co praw­da ginie ksiądz Jerzy Popie­łusz­ko, ale Sokol­nic­ki na wie­cu w Hucie War­sza­wa ma wystą­pić jako bufor wobec spo­dzie­wa­nych nastro­jów zarów­no lewac­kich, jak i zwią­za­nych z pod­zie­miem. Redak­tor pro­te­gu­je też kra­kow­ską poet­kę, któ­ra zwie­rza mu się, że jej chło­pak był inter­no­wa­ny, a ona sama mia­ła „tro­chę przy­kro­ści”3. Sokol­nic­ki zała­twia jej pra­cę w radiu, wdzięcz­na poet­ka zapi­su­je się do neo-ZLP.

Symp­to­ma­tycz­ne, że w swo­jej pro­zie arty­stycz­nej odbić wyda­rzeń bie­żą­cych nie zawie­ra­li nie­co zdol­niej­si pisa­rze popie­ra­ją­cy otwar­cie Jaru­zel­skie­go – tacy jak Hali­na Auder­ska, Woj­ciech Żukrow­ski i Jan Dobra­czyń­ski, któ­re­go usa­do­wio­no na cze­le Patrio­tycz­ne­go Ruchu Odro­dze­nia Naro­do­we­go.

Spacyfikowani

O ile Urba­now­ski roz­pi­su­je się o pro­zach inter­no­wa­ne­go Janu­sza Ander­ma­na, o tyle cał­ko­wi­cie pomi­ja powieść jego ówcze­snej part­ner­ki Marii Nurow­skiej Kon­tre­dans, opu­bli­ko­wa­ną nakła­dem Czy­tel­ni­ka w 1984 roku. To bodaj pierw­szy wyda­ny w ofi­cjal­nym obie­gu, i to w czter­dzie­sto­ty­sięcz­nym nakła­dzie, utwór bele­try­stycz­ny o arty­stycz­nych ambi­cjach z akcją zawią­za­ną wokół sta­nu wojen­ne­go. W stop­ce redak­cyj­nej jako data odda­nia mate­ria­łu do skła­du wid­nie­je gru­dzień 1982 roku, już wcze­śniej musia­ła zatem książ­kę zaak­cep­to­wać cen­zu­ra. Psy­cho­lo­gicz­na pro­za Nurow­skiej obra­zu­je roz­gryw­kę o pra­wo do odwie­dzin inter­no­wa­ne­go stu­den­ta Mać­ka mię­dzy ciot­ką, któ­ra go wycho­wa­ła, a jego bio­lo­gicz­ną mat­ką. Smacz­kiem jest tu poja­wie­nie się nazwi­ska Ander­ma­na wśród wywo­ły­wa­nych w Bia­ło­łę­ce na widze­nia. Sama pisar­ka po trzy­dzie­stu latach w wywia­dzie rze­ce z Mar­tą Mizu­ro okre­śla­ła Kon­tre­dans jako książ­kę nie­uda­ną – być może wpływ na tę opi­nię miał resen­ty­ment: rychłe po zwol­nie­niu z „inter­na­tu” roz­sta­nie z Ander­ma­nem. Zasta­na­wia­ją­ce, że dzie­ło przy­ję­to do dru­ku w tym samym cza­sie co pasz­kwi­lanc­kie powie­ści Brat­ne­go i Kło­dziń­skiej. Ceną było praw­do­po­dob­nie dosłow­nie jed­no zda­nie wło­żo­ne w usta Mać­ka: „już wię­cej nie dam się nabrać”4. Para­dok­sal­nie kolej­ne wyda­nia Kon­tre­dan­su na począt­ku lat 90. uka­zy­wa­ły się nakła­dem… Nie­za­leż­nej Ofi­cy­ny Wydaw­ni­czej NOWA, potem autor­ka zde­cy­do­wa­ła się tej książ­ki nie wzna­wiać.

W tym samym 1984 roku uka­za­ła się powieść trzy­dzie­stocz­te­ro­let­nie­go Jac­ka Kra­kow­skie­go Autop­sja, czy­li dzien­nik kry­zy­su, przed­sta­wia­ją­ca obraz roku 1981 w śro­do­wi­sku mło­dych inte­li­gen­tów w Łodzi – akcja koń­czy się przed 13 grud­nia, jakoś brak w niej krwio­żer­czych anty­ko­mu­ni­stycz­nych kon­spi­ra­to­rów. Podob­nie w przy­pad­ku debiu­tu­ją­ce­go dwu­dzie­sto­sze­ścio­lat­ka Mar­ka Bukow­skie­go i jego powie­ści Nic się nie zmie­ni z 1985 roku, gdzie z per­spek­ty­wy stu­denc­kiej opi­sa­ne zosta­je dość bez­na­mięt­nie wpro­wa­dze­nie sta­nu wojen­ne­go: „NZS minę­ło bez echa […] wyrok opatrz­no­ści”5. Tytuł tej powie­ści moż­na przy­jąć jako defi­ni­cję tole­ran­cji cen­zu­ry dla tego, co będzie akcep­to­wa­ne w nie­za­an­ga­żo­wa­nej pro­zie współ­cze­snej. Na zaan­ga­żo­wa­nie, i to po jed­nej stro­nie, mono­pol otrzy­ma­li Brat­ny z Sokor­skim. Moż­na tu mówić zatem o pasy­wi­zmie jako głów­nym wymu­szo­nym nur­cie w pro­zie.

War­to dodać, że dwa lata póź­niej (1987) zosta­ła opu­bli­ko­wa­na dru­ga powieść Bukow­skie­go, Oszu­stwo, mają­ca pew­ne cechy histo­rii alter­na­tyw­nej – Gie­rek utrzy­mu­je się w niej przy rzą­dach nie­prze­rwa­nie od dwu­na­stu lat, mimo­cho­dem tyl­ko wspo­mi­na­ne są świe­żo wykwi­tłe nie­po­rząd­ki na Wybrze­żu.

Po wyda­niu w sta­nie wojen­nym dwóch ksią­żek poza cen­zu­rą – w tym powie­ści Rze­ka pod­ziem­na, któ­rej boha­te­rem jest ści­ga­ny kon­spi­ra­tor z matry­ca­mi nie­le­gal­nej książ­ki – Tade­usz Kon­wic­ki swój kolej­ny utwór (syl­wę Nowy Świat i oko­li­ce) opu­bli­ko­wał w 1986 roku nie­spo­dzie­wa­nie w ofi­cjal­nym wydaw­nic­twie Czy­tel­nik. W tek­ście tym zna­leźć jed­nak moż­na spo­ro nota­tek o wozach mili­cyj­nych i armat­kach wod­nych przy­go­to­wa­nych do likwi­do­wa­nia demon­stra­cji, ale i wie­le apo­strof do cen­zo­ra, z tą jed­ną naczel­ną: „z puste­go i cen­zor nie nale­je”6. Cze­go dowie­my się o tej książ­ce z mono­gra­fii Urba­now­skie­go? Nicze­go się nie dowie­my – zosta­ła prze­mil­cza­na, nie ma po niej śla­du w biblio­gra­fii ani w indek­sie (za karę?).

Wła­ści­wie jedy­nym śla­dem zaostrzo­nych środ­ków „bez­pie­czeń­stwa” w saty­rycz­nej powie­ści o śro­do­wi­sku fil­mow­ców pió­ra Krzysz­to­fa Teo­do­ra Toeplit­za Gorą­cy kar­to­fel z 1986 roku jest wypy­ty­wa­nie przez tele­fo­nist­ki, w jakim języ­ku będą pro­wa­dzo­ne zama­wia­ne roz­mo­wy mię­dzy­na­ro­do­we – w przy­pad­ku węgier­skie­go chwi­la ocze­ki­wa­nia na połą­cze­nie domyśl­nie wydłu­ża się o czas poszu­ki­wa­nia zdol­ne­go do pod­słu­chu esbe­ka, wła­da­ją­ce­go tą mową. Toeplitz, któ­ry w sta­nie wojen­nym przy­łą­czył się do jego zwo­len­ni­ków, w posta­ci pisa­rza Mor­wiń­skie­go we wspo­mnia­nym utwo­rze ska­ry­ka­tu­ro­wał skąd­inąd Tade­usza Kon­wic­kie­go, przy­da­jąc mu autor­stwo mar­ty­ro­lo­gicz­ne­go sce­na­riu­sza z powsta­nia stycz­nio­we­go.

Nawet Anna Kło­dziń­ska z cza­sem nie­co zła­go­dzi­ła twar­dy kurs. O moty­wach sta­nu wojen­ne­go w powie­ści mili­cyj­nej moż­na zresz­tą spo­ro prze­czy­tać w wyda­nej przez Insty­tut Pamię­ci Naro­do­wej w 2019 roku mono­gra­fii Doro­ty Sko­tar­czak Otwie­rać, mili­cja!, poświę­co­nej PRL-owskim kry­mi­na­łom. Maciej Urba­now­ski naj­wy­raź­niej nie był tym w ogó­le zain­te­re­so­wa­ny. A moim zda­niem jako ilu­stra­cję pro­pa­gan­do­wej ten­den­cji moż­na by przy­to­czyć choć­by histo­rię z Dro­gi bez powro­tu Alber­ta Woj­ta (pseu­do­nim aktyw­ne­go wów­czas pro­ku­ra­to­ra) z 1985 roku – pro­wa­dzą­cy docho­dze­nie w spra­wie podwój­ne­go zabój­stwa porucz­nik Mazu­rek z żoli­bor­skiej komen­dy po „amne­stii” odno­si się tu lek­ce­wa­żą­co do kon­spi­ra­cyj­nej dzia­łal­no­ści osób zamie­sza­nych w spra­wę, choć wcze­śniej oso­bi­ście prze­pro­wa­dzał poli­tycz­ne aresz­to­wa­nie w sta­nie wojen­nym.

Okładka książki Macieja Urbanowskiego pod tytułem „Literatura stanu wojennego 1981-1989”.
Maciej Urbanowski, „Literatura stanu wojennego 1981–1989”, Gdańsk: Instytut Dziedzictwa Solidarności, 2025.

Wyspy Świętego Krzyża

Pozo­stań­my przy lite­ra­tu­rze gatun­ko­wej – autor Lite­ra­tu­ry sta­nu wojen­ne­go… z fan­ta­sty­ki przy­wo­łu­je obszer­niej tyl­ko Janu­sza A. Zaj­dla i jego powieść Para­dy­zja z 1984 roku. Jej boha­te­ro­wie, aby oszu­kać skom­pu­te­ry­zo­wa­ny pod­słu­cho­wy sys­tem kar­ny w tota­li­tar­nym sys­te­mie na zmy­ślo­nej pla­ne­cie, poro­zu­mie­wa­ją się meta­fo­ra­mi i two­rzą tak zwa­ny koalang (cie­ka­wost­ką jest, że w koń­ców­ce lat 80. pod tą nazwą funk­cjo­no­wa­ła rubry­ka poetyc­ka w mło­dzie­żo­wym tygo­dni­ku „Na prze­łaj”, wyda­wa­nym w ramach RSW, czy­li kon­cer­nu pra­so­we­go będą­ce­go wła­sno­ścią PZPR). Urba­now­ski pomi­ja jed­nak dwie wcze­śniej­sze powie­ści tego auto­ra, tak­że opu­bli­ko­wa­ne już po wpro­wa­dze­nia sta­nu wojen­ne­go (choć mogły powstać wcze­śniej), a w fan­ta­stycz­nym szta­fa­żu odwo­łu­ją­ce się nie­ja­ko do PRL-owskiej rze­czy­wi­sto­ści: Wyj­ście z cie­nia z 1982 roku oraz Limes infe­rior z 1983 roku. Pierw­sza z nich poru­sza­ła temat nie­na­tu­ral­nej izo­la­cji naro­dów, dru­ga – socjo­tech­ni­ki upra­wia­nej poprzez wie­lo­wa­lu­to­wy sys­tem eko­no­micz­ny. Ale oprócz powie­ści Zaj­dla uwa­gę Urba­now­skie­go powin­ny były zwró­cić rów­nież dwie bar­dzo cie­ka­we reali­za­cje z moty­wa­mi fan­ta­stycz­ny­mi wydru­ko­wa­ne poza powsta­ją­cym fan­do­mem. Pierw­sza z nich to powieść przy­go­do­wa Ludzie skor­pio­ny, wyda­na przez byd­go­skie wydaw­nic­two Pomo­rze w 1985 roku, trak­tu­ją­ca o doko­na­nym przez jun­tę prze­wro­cie na zmy­ślo­nej wyspie San­ta Cruz gdzieś w Ame­ry­ce Łaciń­skiej. W książ­ce tej z rąk sie­pa­czy ucie­ka uwię­zio­ny przez Gwar­dię mło­dy pisarz Joachim El Toro – głów­ny boha­ter utwo­ru. Publi­ka­cja sygno­wa­na była pseu­do­ni­mem Max Lars, pod któ­rym debiu­to­wał jako pro­za­ik (oraz ilu­stra­tor) Ste­fan Chwin. Wąt­ki doty­czą­ce umy­ka­ją­cych ter­ro­ro­wi uchodź­ców poja­wia­ją się tak­że w Obra­zie napo­wietrz­nym zna­ne­go już i nagra­dza­ne­go wcze­śniej Pio­tra Woj­cie­chow­skie­go, opu­bli­ko­wa­nym w Wydaw­nic­twie Lite­rac­kim w 1988 roku (autor ten śla­do­wo wzmian­ko­wa­ny jest przez Urba­now­skie­go, ale jako poeta). Ta dru­ga książ­ka, któ­rej akcja roz­gry­wa się głów­nie w zagar­nia­nym łagod­nie przez Azja­tów nie­na­zwa­nym mie­ście łączą­cym cechy Lubli­na i Lwo­wa, mogła­by zresz­tą wzbo­ga­cić tak­że roz­dział Lite­ra­tu­ry sta­nu wojen­ne­go… zaty­tu­ło­wa­ny Doświad­cze­nie Euro­py.

Nocny patrol

Wresz­cie zadaj­my pyta­nie: co jest lite­ra­tu­rą? Wyłącz­nie prze­kaz utrwa­lo­ny w dru­ku czy tak­że ist­nie­ją­cy w posta­ci wer­bal­nej, zapi­sa­ny na taśmie i śmi­ga­ją­cy w ete­rze?

Urba­now­ski nie jest kon­se­kwent­ny. Powa­ża dostoj­nych aku­stycz­nych bar­dów, igno­ru­je elek­trycz­nych szar­pi­dru­tów. Poświę­ca w swej książ­ce więk­szy aka­pit twór­czo­ści prze­by­wa­ją­ce­go w latach 80. poza Pol­ską Jac­ka Kacz­mar­skie­go, któ­re­go pio­sen­ki niczym śpie­wa­ne felie­to­ny docie­ra­ły do kra­ju mię­dzy inny­mi przez Radio Wol­na Euro­pa, gdzie był zatrud­nio­ny – a tek­sty jako Wier­sze i pio­sen­ki uka­za­ły się dru­kiem nakła­dem Insty­tu­tu Lite­rac­kie­go w 1983 roku. Urba­now­ski pomi­ja zara­zem nawet moty­wy sta­nu wojen­ne­go w pio­sen­ce roc­ko­wej – a prze­cież były one wów­czas jak naj­bar­dziej obec­ne! Nie cho­dzi mi bynaj­mniej o pio­sen­kę zespo­łu Lady Pank Mniej niż zero, w któ­rej przy­pad­ku napi­sa­ny wcze­śniej przez Andrze­ja Mogiel­nic­kie­go tekst depre­cjo­nu­ją­cy zdo­by­tą matu­rę zbiegł się ze śmier­cią zaka­to­wa­ne­go przez mili­cjan­tów matu­rzy­sty Grze­go­rza Prze­my­ka wio­sną 1983 roku. Świa­do­me odnie­sie­nia do sta­nu wojen­ne­go zdo­mi­no­wa­ły trze­ci album Maana­mu, Noc­ny patrol – przy­kład tego sta­no­wią utwór tytu­ło­wy, Zdra­da oraz Jestem kobie­tą z wąt­kiem ukry­wa­nia uko­cha­ne­go (ten ostat­ni lite­ral­nie opi­su­ją­cy dzia­ła­nia z pobu­dek pacy­fi­stycz­nych, ale w kon­tek­ście 1983 roku wybrzmie­wa­ją­cy zupeł­nie ina­czej). Pły­ta zosta­ła wyda­na w ofi­cjal­nym obie­gu. Tym­cza­sem na kon­cer­tach młod­sze zespo­ły gra­ły bar­dziej dosłow­ne utwo­ry, któ­re z powo­du cen­zu­ry uka­za­ły się (zarów­no w posta­ci nagrań, jak i w książ­kach) dopie­ro po 1989 roku. Myślę tu o takich tek­stach jak Gaz na uli­cach Kazi­ka Sta­szew­skie­go z Kul­tu oraz o pio­sen­kach napi­sa­nych przez dwóch Krzysz­to­fów Gra­bow­skich. Pierw­szy, ten z Dezer­te­ra, w Pla­ka­cie stwier­dzał: „Gdzieś dale­ko stąd ludzie boją się wycho­dzić na uli­ce, by powie­dzieć nie” – i z głu­pia frant pytał, „gdzie to jest?”. Dru­gi, zna­ny bar­dziej jako Gra­baż, opis demon­stran­tów trak­to­wa­nych dział­ka­mi wod­ny­mi zawarł w Balu u sena­to­ra 85, śpie­wa­nym jesz­cze z pierw­szym zespo­łem Ręce do Góry, zaś odwo­łu­jąc się do dzie­więt­na­sto­wiecz­ne­go rapor­tu w utwo­rze Porzą­dek panu­je w War­sza­wie – gra­nym już z Pidża­mą Por­no – dopi­sy­wał do spa­cy­fi­ko­wa­nych miejsc po sto­li­cy Gdańsk i Śląsk, by pod­su­mo­wać: „cała Pol­ska dziś taka spo­koj­na”.

Urba­now­ski igno­ru­je tak­że naj­więk­szy kościel­ny prze­bój, Ojczy­zno ma, napi­sa­ny w grud­niu 1981 roku przez księ­dza Karo­la Dąbrow­skie­go i śpie­wa­ny we wszyst­kich świą­ty­niach – szcze­gól­nie po śmier­ci księ­dza Jerze­go Popie­łusz­ki. To auten­tycz­ny ludo­wy hymn sta­nu wojen­ne­go z pamięt­ną fra­zą „tyle razy we krwi ską­pa­na, o jak wiel­ka jest two­ja rana” oraz rymem „brat–kat”. O gra­fo­ma­nii mar­ty­ro­lo­gicz­nej nie wypa­da pisać? Nie było jej, napraw­dę?

Ethos ocalony

Alek­san­der Hertz w wyda­nych w 1979 roku Wyzna­niach sta­re­go czło­wie­ka pisał:

socjo­log i histo­ryk kul­tu­ry powin­ni bar­dzo dbać o zna­jo­mość złej lite­ra­tu­ry. Z tego oczy­wi­ście nie wyni­ka, by mie­li nie dbać o lite­ra­tu­rę dobrą. […] Ale zła pro­za, już z racji tego, że była bliż­sza swo­im odbior­com, że była bar­dziej zwią­za­na z zain­te­re­so­wa­nia­mi i war­to­ścia­mi sza­rych, zwy­kłych ludzi, jest mate­ria­łem szcze­gól­nie boga­tym i god­nym peł­ne­go wyzy­ska­nia7.

Pisał to uczo­ny, któ­ry z Pol­ski wyje­chał przed wybu­chem dru­giej woj­ny świa­to­wej. Czy uwa­gi te, zwią­za­ne z lite­ra­tu­rą funk­cjo­nu­ją­cą w wol­nym świe­cie, mają zasto­so­wa­nie do złej lite­ra­tu­ry w sys­te­mie wydaw­ni­czym ogra­ni­czo­nym przez cen­zu­rę? Może à rebo­urs – nale­ży ją czy­tać z rów­ną cie­ka­wo­ścią, ale z myślą nie o zain­te­re­so­wa­niach sza­rych ludzi, lecz o inten­cjach dys­po­nen­ta tych publi­ka­cji?

Nie­ste­ty, oprócz casu­su Roku w trum­nie Urba­now­ski złą lite­ra­tu­rą nie miał ocho­ty się zaj­mo­wać. Co wię­cej, w pod­su­mo­wa­niu swej pra­cy pole­mi­zu­je z okre­śle­nia­mi w rodza­ju „realizm anty­so­cja­li­stycz­ny”, rze­ko­mo dys­kre­dy­tu­ją­cy­mi poza­cen­zu­ral­ną „lite­ra­tu­rę sta­nu wojen­ne­go” – bro­ni przy tym jej ten­den­cyj­no­ści, odwo­łu­jąc się do przy­kła­dów Eli­zy Orzesz­ko­wej i Ste­fa­na Żerom­skie­go. Przy­wo­łu­jąc publi­ka­cje kry­tycz­ne Alek­san­dra Fiu­ta i Lidii Bur­skiej, uży­wa prze­ciw nim amu­ni­cji patrio­tycz­nej. Stwier­dza, że nie podo­bał się im „przede wszyst­kim zbyt pochleb­ny ich zda­niem obraz pol­skie­go spo­łe­czeń­stwa, jaki wyła­niał się z lite­ra­tu­ry sta­nu wojen­ne­go”8. W ostat­nim aka­pi­cie Maciej Urba­now­ski dekla­ru­je:

Lite­ra­tu­ra sta­nu wojen­ne­go była dowo­dem na to, że komu­ni­stycz­nym inży­nie­rom dusz nie uda­ło się sku­tecz­nie uni­ce­stwić wol­no­ścio­we­go i oby­wa­tel­skie­go etho­su lite­ra­tu­ry pol­skiej. Pozo­sta­je ona dzię­ki temu inte­gral­ną czę­ścią lite­ra­tu­ry naro­do­wej, a nawet jed­ną z jej pięk­niej­szych kart9.

Koń­czy, uży­wa­jąc argu­men­tum ad Jaru­ze­li, któ­ry (może błęd­nie) zro­zu­mia­łem tak, że jeśli się z auto­rem nie zga­dzam, to naj­wy­raź­niej bro­nię sta­nu wojen­ne­go.

Ale czym w koń­cu ma być ta „lite­ra­tu­ra sta­nu wojen­ne­go”, ta kolek­cja tek­stów, o któ­rej pisał autor we wstę­pie? Czy peł­ną, a przy­naj­mniej repre­zen­ta­tyw­ną kolek­cją pol­skich utwo­rów lite­rac­kich powsta­łych w latach 1981–1989? Czy tyl­ko kolek­cją zesta­wio­ną przez auto­ra na uży­tek prze­pro­wa­dze­nia dowo­du, z dowol­nym wyklu­cza­niem Brat­ne­go, Sokor­skie­go, Nurow­skiej, Bukow­skie­go, Chwi­na, Kło­dziń­skiej i innych twór­ców mili­cyj­nych kry­mi­na­łów? Cią­gle odczu­wam sprzecz­ność defi­ni­cji.

 

1 M. Urba­now­ski, Lite­ra­tu­ra sta­nu wojen­ne­go 1981–1989, Gdańsk: Insty­tut Dzie­dzic­twa Soli­dar­no­ści, 2025, s. 24, onli­ne: https://ids1980.pl/wp-content/uploads/2025/12/IDS_LITERATURA_KSIEGA.pdf [dostęp: 24.05.2026].

2 W. Sokor­ski, Ska­za­ni na sie­bie, War­sza­wa: Insty­tut Wydaw­ni­czy Związ­ków Zawo­do­wych, 1988, s. 6.

3 Tam­że, s. 9.

4 M. Nurow­ska, Kon­tre­dans, War­sza­wa: Czy­tel­nik, 1984, s. 182.

5 M. Bukow­ski, Nic się nie zmie­ni, War­sza­wa: Iskry, 1985.

6 T. Kon­wic­ki, Nowy świat i oko­li­ce, War­sza­wa: Czy­tel­nik, 1986, s. 111.

7 A. Hertz, Wyzna­nia sta­re­go czło­wie­ka, Lon­dyn: Ofi­cy­na Poetów i Mala­rzy, 1979, s. 75.

8 M. Urba­now­ski, Lite­ra­tu­ra sta­nu wojen­ne­go…, s. 335.

9 Tam­że, s. 337.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury
i Dziedzictwa Narodowego w ramach dotacji celowej „Inne tradycje”.

Czytaj także

01.03.2026 Recenzje

Poza morderczą akcją

Wesołych Świąt wszystko jest ze sobą tak precyzyjnie powiązane, że kiedy czytelnik kończy lekturę, w jego sercu wręcz narasta tęsknota za jakąś dłuższą ślepą uliczką dysfunkcjonalną wobec fabuły! – o debiutanckiej powieści Wojtka Sokoła pisze Paweł Dunin-Wąsowicz.

02.06.2026 Cykl sportowy

Nobliwa sztuka mordobicia. Między ringiem a literaturą

Historia sportów walki, podobnie jak historia literatury, jest opowieścią o przekraczaniu granic społecznych, kulturowych i osobistych. Dobrym przykładem jest kwestia obecności kobiet. Na początku XX wieku powszechne było przekonanie, że nadmierna aktywność fizyczna kobiet może prowadzić do poważnych problemów zdrowotnych – o związkach między sztukami walki a literaturą pisze Sylwia Chutnik.