„Napisz wielowarstwową polifoniczną powieść, osadzoną we współczesnej Warszawie, w 2021 roku, z akcją toczącą się w czasie świąt Bożego Narodzenia. Opowieść powinna zawierać rozbudowaną galerię realistycznych, pełnych emocji bohaterów, reprezentujących różnie warstwy społeczne, z wyraźnie zaznaczonymi różnicami językowymi, mentalnymi i kulturowymi. […] Wprowadź realistyczne dialogi, lokalny koloryt miasta oraz wątki kryminalno-sensacyjne. Dodaj element metafizyczny, który w finale ujawni, że obserwowana historia jest symulacją ocenianą przez dwie postaci: Boga i Szatana, reprezentujące dwie przeciwstawne siły moralne. […] W załączniku lista sylwetek bohaterów pierwszo‑, drugo- i trzecioplanowych oraz postaci incydentalnych”1 – czytamy na trzysta dwudziestej ósmej stronie powieści Wesołych Świąt, kilkanaście stron przed jej końcem. „Kursor migał jednostajnie. Miałem wrażenie, że to czekanie trwa wieczność. Podałem mu datę 2021, bo słyszałem, że wytrenowany jest najdokładniej na bazach danych kończących się na tym roku”2 – słowa te przypisać można autorowi, figurującemu na okładce jako Wojtek Sokół. Ale może rzeczywiście wcale nie jest on biologicznym twórcą książki, lecz tylko programatorem sztucznej inteligencji?
Wesołych Świąt to konstrukcja doprawdy perfekcyjna. Jak o niej pisać, nie spojlerując? Narracja prowadzona jest naprzemiennie przez siedem osób, z czego opowieści trojga poznajemy od początku, a kolejnych czworga – stopniowo wraz z rozwojem akcji. To złodziejaszek, następnie człowiek brudnych interesów wszelkiej maści (narkotyki, wyłudzenia, pranie pieniędzy), urzędniczka z doktoratem (realizująca się także jako swingerka), bizneswoman, przegryw z małej gastronomii, odwieczna samotna matka i sutener. Na mapie Warszawy każdej z postaci zostały przyporządkowane odpowiednia żerowiska, odzwierciadlające wiarygodnie – choć może trochę schematycznie – ich życiową pozycję. Z kolejnych przypadkowych spotkań poszczególnych narratorów wyłania się misterna intryga – z atrakcyjnym kawałem gruntu w centrum zainteresowania oraz historią PRL, donosicielstwem i Służbą Bezpieczeństwa jako matecznikiem przyszłych mafii w III RP. Jeśli ktoś podejmie się sfilmowania powieści Sokoła, to pirotechnicy w finale będą mieli moc roboty w jedynej dostępnej w okolicy puszczy (według moich rejestrów to już szósta w ostatnich latach powieść, w której Kampinos służy tak wysoce sensacyjnej akcji). W Wesołych Świąt wszystko jest ze sobą tak precyzyjnie powiązane, że kiedy czytelnik kończy lekturę, w jego sercu wręcz narasta tęsknota za jakąś dłuższą ślepą uliczką dysfunkcjonalną wobec fabuły! (Jako specjalista od warszawskich realiów mam zastrzeżenia tylko do nazywania pierwotnej formy Czarnego Kota jednopiętrową – w mojej pamięci był to pawilon parterowy).
Oczywistym kontekstem książki Sokoła jest gangsterska dylogia Jakuba Żulczyka Ślepnąc od świateł – Dawno temu w Warszawie. Autor Wesołych Świąt przeskakuje ustawioną przed nim poprzeczkę, wykazując, że potrafi nie tylko czytać (piętnaście lat temu nagrał audiobook z debiutem Żulczyka Zrób mi jakąś krzywdę), ale i pisać; reprezentuje przy tym literackie rzemiosło sensacyjne na najwyższym poziomie, z wyrafinowaną charakterystyką miejskiej przeciętności, odpowiadającą niemalże opisom przyrody w twórczości Elizy Orzeszkowej. Tym, którzy chcą uświadomić sobie, jak wiele zmieniło się w ciągu trzydziestu paru lat, polecam lekturę niechlujnej powieściowej wersji Psów, sygnowanej nazwiskiem Adam Bor – choć właściwie powinno się ją dziś odradzać (także w świetle wynurzeń Sokołowych bohaterów o tym, że w latach 90. elitą byli złodzieje, a nie dilerzy).
Sokół zresztą uśmiecha się do Żulczyka na sto trzydziestej pierwszej stronie, gdzie to rzeczywistość przyrównywana jest do fikcji, a nie odwrotnie: „Co to kurwa jest? Pierdolone Ślepnąc od świateł na żywo?”3 – pyta się w myślach gangster Cytrynowy, oglądając w telewizji zapis wideo z wypadku, w którym ginie rowerzysta, wyrzucony w powietrze przez rozpędzone Lamborghini. Chociaż wydaje się, że ta postać literacka raczej oglądała serial, niż czytała Żulczykową powieść.
Wojtek Sokół jest zarazem kolejnym po Pablopavo artystą, który po odniesieniu znaczącego sukcesu muzycznego z powodzeniem debiutuje jako pisarz – choć w innych niż Paweł Sołtys rejestrach. Sokół, rocznik 1977, to legenda warszawskiego hip-hopu, raper aktywny od prawie trzydziestu lat. Jest także przedsiębiorcą, więc całkiem możliwe, że co młodsi konsumenci zamiast produktów fonograficznych jego wytwórni Prosto kojarzą raczej jej ofertę tekstylną (sam autor pojawia się na dwieście pięćdziesiątej trzeciej stronie powieści poniekąd w ramach literackiego odpowiednika filmowego cameo – złodziej Graba słucha w aucie nagrania Sokoła, w którym raper nawija: „Nie jestem gangsterem”4). Oddziałem wspomnianej wytwórni jest także oficyna Wydałem, w której ukazało się już wcześniej parę pozycji. Warto wreszcie dodać, że Sokół jest po kądzieli autentycznym praprawnukiem Stanisława Wyspiańskiego.
Czy to jednak Sokół napisał Wesołych Świąt czy tylko zaprogramował mózg elektronowy? Książka wydaje się – poza morderczą akcją – przede wszystkim opowieścią o udawaniu, oszukiwaniu i kłamstwach. Dotyczy to wszystkich bohaterów. Nabranego przez internetowych sprzedawców złodzieja, wierzącego, że urządzeniem za sto pięćdziesiąt dolarów otworzy prawie każdy samochód. Jego ojca, wmawiającego, że balkon w bloku to loggia. Ojcowego szwagra, nabierającego się na fałszywe vouchery na lot szybowcem. Policjanta, który udaje świętego mikołaja. Babki wychowującej wnuka, która ukrywa, że w rzeczywistości jest on jej synem. Córki, która od lat udaje przed matką, że mieszka w Krakowie, a na święta rzekomo stamtąd przywiozła jej barszcz. Matki ukrywającej przed córką tożsamość jej biologicznego ojca. Dwu połówek „bliźniaka”, które udają osobne gospodarstwa domowe, choć w rzeczywistości są one wspólne dla sekretnych kochanków. Obawiam się, że tak wyrafinowanego splotu zakłamań w warszawskich realiach na obecnym etapie swojego rozwoju AI niestety jeszcze nie umie spreparować.
1 W. Sokół, „Wesołych Świąt”, Warszawa: Wydałem, 2025, s. 328.
2 Tamże.
3 Tamże, s. 131.
4 Tamże. s. 253.
