Dreszcz obrzydzenia. Mrowienie opuszków palców. Spięcie ramion i próba osłonięcia się przed nieprzyjemnym dźwiękiem. To tylko niektóre z reakcji, jakie mogły pojawić się u czytelników po przeczytaniu tytułu tego tekstu. Dlaczego? Dobre pytanie. Odgłos przesuwania paznokciami po tablicy na całym świecie uznawany jest za przykry, chociaż trudno jednoznacznie wskazać cechy tego dźwięku, które sprzyjałyby powstawaniu nieprzyjemnych skojarzeń. Mimo to R. Murray Schafer określił go mianem „międzynarodowej fobii dźwiękowej”, na tym przykładzie pokazując, że wcale nie jesteśmy tacy sprytni, jak nam się wydaje – możemy badać dźwięk na różne sposoby, a i tak nie odkryje on przed nami wszystkich swoich tajemnic.
Dźwięk w różnych odsłonach jest głównym tematem Strojenia świata R. Murraya Schafera, w zeszłym roku po raz pierwszy przetłumaczonego na język polski przez Krzysztofa Marciniaka. Czas najwyższy, bo od premiery książki upłynęło już niemal pięćdziesiąt lat, a wciąż pozostaje ona pozycją kultową dla szerokiego grona artystów dźwiękowych, muzykologów, akustyków, architektów, urbanistów, ekologów i aktywistów. Można by tak wymieniać dalej, a imponująca recepcja wiąże się z różnorodnością zainteresowań samego Schafera, obejmujących zarówno działalność naukową, dydaktykę, jak i praktykę kompozytorską. Najbardziej rozpoznawalnym elementem jego dorobku pozostają jednak studia nad „pejzażem dźwiękowym”, łączące systematyczne dokumentowanie i analizę dźwięków w danej przestrzeni z refleksją nad ich historycznymi przemianami, kulturowym znaczeniem oraz możliwościami świadomego projektowania. Strojenie świata zbiera wnioski z tych badań, prowadzonych początkowo w niewielkim gronie współpracowników, a od lat siedemdziesiątych w ramach zainicjowanego przez Schafera World Soundscape Project.
Jest to książka wielowątkowa i opierająca się prostym definicjom, dlatego warto doprecyzować, z czym właściwie mamy do czynienia, by w ten sposób dostroić do niej swoje czytelnicze oczekiwania. Strojenie świata podzielone jest na cztery części, prowadzące czytelnika od opisu samych zjawisk dźwiękowych ku refleksji nad sposobami ich analizy i kształtowania.
Pierwsza z nich poświęcona jest pierwotnym oraz poprzemysłowym pejzażom dźwiękowym, ich źródłom, charakterowi i historycznym przemianom. Schafer przygląda się tu zarówno najbardziej oczywistym dźwiękom otoczenia, jak i tym, które umykają naszej uwadze, takim jak odgłosy wydawane przez różne rodzaje oświetlenia; od trzaskania ogniska do monotonnego brzęczenia żarówki LED. W kolejnych rozdziałach omówione zostają sposobach badania i kontroli tego bogactwa dźwięków. Pojawia się w nich wątek ludzkiej percepcji słuchowej, możliwości zautomatyzowanej analizy środowisk akustycznych, a także przyświecająca autorowi idea świadomego projektowania pejzaży dźwiękowych – takiego, które uwzględniałoby zarówno potrzeby społeczne, jak i biologiczne uwarunkowania ludzkiego słyszenia.
Tłumacz Krzysztof Marciniak w przedmowie pisze:
„Strojenie świata” można czytać na wiele sposobów, jako esej naukowy, traktat kompozytorski, manifest ekologiczny. W toku tłumaczenia ujawniła mi się jednak jeszcze inna forma lektury tej książki – jako partytury tekstowej, kompozycji muzycznej do wykonywania w wyobraźni.
Warto zatrzymać się przy tej ostatniej definicji. Schaferowi wyjątkowo umiejętnie udaje się obejść ograniczenia medium tekstu. Za pomocą rozbudowanych opisów, porównań, grafik, tabel i map zachęca czytelnika do przywołania z pamięci znajomych dźwięków, wyobrażenia sobie nowych, a także zauważenia tych, które cały czas nas otaczają. Sama wielokrotnie dopiero w trakcie lektury zaczynałam dostrzegać wcześniej ignorowane odgłosy samochodów za oknem czy jednostajny szum lodówki, dochodzący z kuchni. Schafer wielokrotnie podkreśla, że żaden opis ani graficzne odwzorowanie dźwięku nie zastąpi słuchowego doświadczenia. Onomatopeje i rysunki mają za zadanie uruchomić naszą dźwiękową wyobraźnię, zgodnie z zasadą „jeśli nie możesz tego usłyszeć, bądź podejrzliwy1.
Osoby obawiające się gęstego naukowego wywodu uspokajam – pomimo rozbudowanej siatki odniesień i mnożących się przypisów Strojenie świata ma niewiele wspólnego z suchym akademickim sprawozdaniem. Autor rezygnuje z naukowego dystansu na rzecz płomiennego zaangażowania. Może to momentami drażnić, bo Schafer bywa nieprzejednany w swoich opiniach. Trudno jednak nie docenić jego aktywnej postawy. Nawet jeśli miejscami w opisach przedindustrialnej audiosfery pobrzmiewa echo sentymentu z kategorii „kiedyś to było”, nadrzędną ideą Strojenia świata nie jest nostalgiczne spoglądanie w przeszłość, a realny wpływ na przyszłość. Autor wprost stawia pytanie, dlaczego godzimy się na bezsilność wobec narastającego hałasu współczesnego świata, tolerujemy brzmienia przykre, a nie potrafimy dbać o te, które sprawiają nam przyjemność. Dźwiękowa edukacja jest dla Schafera sposobem na odzyskanie kontroli nad środowiskiem akustycznym, a w konsekwencji także naszym życiem i zdrowiem. Brzmi to może nieco dramatycznie, ale tylko dopóki nie zapoznamy się z badaniami dotyczącymi związków ekspozycji na hałas i pogorszenia jakości snu2.
Część osób zainteresowana tematem zapewne zetknęła się już z piśmiennictwem Schaefera w oryginale. Dlaczego więc warto sięgnąć po Strojenie świata po polsku? Przede wszystkim dla tłumaczenia Krzysztofa Marciniaka, który znakomicie poradził sobie z niełatwym materiałem wyjściowym. Oprócz wiernego przełożenia siatki pojęć, czerpiących z wielu dyscyplin i perspektyw, wyzwaniem dla tłumacza jest przede wszystkim uchwycenie osobliwej muzyczności tekstu Schafera. By wybrzmiewała ona także w polskim przekładzie, Marciniak posłużył się metodą określaną przez niego mianem „echotłumaczenia”. Termin ten, stworzony przez niego wraz z Agatą Klichowską, odnosi się do praktyki polegającej na „wytyczeniu okrężnej drogi – opisywane przez Schafera pejzaże dźwiękowe najpierw muszą odbić się od dźwiękowej wyobraźni tłumacza, by już nie jako słowa, a konkretne brzmienia zostać na nowo nazwane w języku polskim”3. Tłumacz korzystał z różnorodnych baz nagrań dźwięków zwierząt, zjawisk przyrodniczych i urządzeń elektronicznych pojawiających się na kartach książki, starając się możliwie precyzyjnie uchwycić ich charakter i związane z nimi brzmieniowe skojarzenia. Jest to więc tłumaczenie wielopoziomowe: nie tylko w warstwie semantycznej i brzmieniowej, ale często wymagające także translacji w ramach kontekstu kulturowego. Marciniak cierpliwie objaśnia zjawiska charakterystyczne dla północnoamerykańskiej codzienności, które dla polskiego czytelnika nie są tak oczywiste. Wielokrotnie sięga także do cytowanej przez Schafera literatury, doprecyzowując i weryfikując podane przez autora przykłady.
Pomimo że napisałam już parę tysięcy znaków o Strojeniu świata, wciąż nie dotarliśmy nawet do połowy poruszonych w niej zagadnień. Jest to pozycja ambitna i wielowątkowa, zapraszająca do odkrywania i falsyfikowania swoich założeń dotyczących dźwięków i ich znaczenia. Warto też do niej wracać, by przekonać się, jak czas obchodzi się z diagnozami Schafera. Na razie zadziwiająco łagodnie. Choć książka premierę miała niemal pół wieku temu, łatwo wyobrazić sobie autora jako uczestnika współczesnych debat o ciszy jako nowym luksusie, o cyfrowym przebodźcowaniu czy o projektowaniu przestrzeni zaspokajających zróżnicowane potrzeby sensoryczne ich użytkowników. Schafer bywa dogmatyczny, ale nie naiwny; doskonale zdaje sobie sprawę z wieloznaczności dźwięków i ich uwikłania w rozmaite społeczne interesy. Szczególnie inspirującą kategorią, aż proszącą się o współczesne rozwinięcie, okazuje się w tym kontekście „święty hałas”. Tym mianem autor określa dźwięki, które pozostają poza kontrolą prawodawstwa przeciwhałasowego, a wręcz cieszą się społeczną estymą ze względu na przypisywaną im funkcję symboliczną. Najbardziej oczywistym przykładem są tu dzwony, silnie związane z Kościołem i sferą religii. Schafer rozwija jednak tę obserwację, zauważając, że w epoce rewolucji przemysłowej podobną „dyspensę od hałasowania” uzyskali również właściciele fabryk, których maszyny oprócz uciążliwych dla ucha dźwięków niosły ze sobą obietnicę postępu i ekonomicznego rozwoju. Jak dzisiaj funkcjonuje ta kategoria, kiedy głośne dźwięki są jednym ze sposobów na wypychanie osób w kryzysie bezdomności z przestrzeni publicznych, a megafony, syreny i głośniki stają się narzędziem sprzeciwu w rękach aktywistów domagających się społecznej sprawiedliwości? Także w tym sensie Strojenie świata pozostaje książką aktualną, bo podkreśla, że dźwięki i ich znaczenia zmieniają się w czasie, a pomiędzy ciszą a hałasem rozciąga się pole społecznych negocjacji.
1 R. Murray Schafer, Strojenie świata, tłum. Krzysztof Marciniak, Warszawa: Fundacja Bęc Zmiana, 2025, s. 219.
2 Tamże, s. 300–303.
3 Tamże, s. 14.
