Trudno uwierzyć, że zabieram się do napisania tego tekstu w 2026 roku – ponad dwieście lat po tym, jak Olympe de Gouges w odpowiedzi na pominięcie kobiet w Deklaracji praw człowieka i obywatela z 1789 roku opublikowała Deklarację praw kobiety i obywatelki, a w ślad za nią Mary Wollstonecraft wydała Wołanie o prawa kobiety. Ponad sto trzydzieści lat po podjęciu przez sufrażystki walki o prawa wyborcze kobiet. Siedemdziesiąt lat od momentu wydrukowania Mistyki kobiecości Betty Friedan – książki, która zapoczątkowała drugą falę feminizmu. Ponad dwadzieścia lat od pierwszego wydania Świata bez kobiet… autorstwa Agnieszki Graff i niemal dekadę od „czarnego protestu”. Wreszcie – dwa lata po tym, gdy po raz pierwszy zwróciłam uwagę na brak kobiet na okładkach czasopisma „Twórczość”1.
A jednak. Rok 2026 (wybaczcie, muszę ciągle odwoływać się do kalendarza). Piątek wieczór. Huczne obchody jubileuszu czasopisma „Odra” we Wrocławiu. W panelu redaktorów naczelnych kilku pism literackich2 (w opisie wydarzenia zaznaczono: „najważniejszych pism literackich”, choć uczciwiej by było, zdaje się, rozważyć tu obecność słowa „patronackich”, ponieważ są to periodyki publikowane pod patronatem Instytutu Książki) bierze udział siedmiu panów i jeden prowadzący. Z zaciekawieniem włączyłam transmisję z udziałem redaktorów „Twórczości”, „Dialogu”, „Nowych Książek”, „Odry”, „Akcentu” i „Toposu”, wszak renoma tych poważnych pism nie budzi moich wątpliwości, a głos osób nimi zarządzających wzbudza moje szczere zainteresowanie. Nie przypuszczałam jednak, że poza wstępnym autoironicznym (w jakimś sensie) komentarzem prowadzącego dotyczącym składu panelu nie pojawi się już ani jeden moment podobnej autorefleksji innych uczestników spotkania. Owszem, skład tego panelu jest, jaki jest, i można tutaj tylko zadać pytanie: dlaczego kobiety rzadziej startują w konkursach (jeśli rzeczywiście startują rzadziej, nie mam danych) i rzadziej je wygrywają? Zastanawiam się jednak, dlaczego w trakcie półtoragodzinnej dyskusji – poza kilkoma zdawkowymi wzmiankami kobiet (dokładnie: czterema) – nie znalazł się czas na rozmowę o kwestii, która wyraźnie domaga się zmiany: o obecności kobiet w pismach literackich. I nie chodzi tu wyłącznie o sprawę reprezentacji w strukturach zarządzających, również o realną przestrzeń dla kobiet piszących, o ich widoczność, głos i udział w kształtowaniu tych pism. Owszem, nad przeszłością można tylko ubolewać. Ale zwróciłam uwagę na wypowiedź jednego z panelistów, który stwierdził, że czasopismo patronackie zmierza do tego, by być – cytuję – „do bólu współczesne”. Czy można więc być współczesnym bez zadbania o parytety?
Moja intuicyjna (kiedyś) myśl o tym, że dysproporcja płci w pismach literackich ma charakter powtarzalny, a nie incydentalny, znajduje swoje odzwierciedlenie w prostych liczbach, które tu za chwilę przytoczę (w przypadku większych liczb dopuszczam ewentualne drobne nieścisłości, nie zmieniają one jednak całościowego obrazu sytuacji ani faktu uderzających dysproporcji).
Tak na przykład w łączonych numerach pierwszym i drugim dwumiesięcznika „Topos” z 2025 roku spośród ponad czterdziestu tekstów tylko siedem jest autorstwa kobiet. Znalazłam w spisie treści jeszcze trzy wzmianki o kobietach, ale w rubryce Ogród debiutów – i nie kobieta napisała o tych debiutach. Policzyłam to w ramach wyjątku; przyjęłam jednak zasadę, że w pozostałych podliczeniach będę brać pod uwagę wyłącznie autorstwo tekstów, a nie to, komu dany materiał jest poświęcony. Być przez kogoś opisanym to nie to samo co dysponować własnym głosem. Zresztą na nadmiar tekstów tworzonych przez mężczyzn i poświęconych kobietom nie można narzekać, nie zmieniają one ogólnych statystyk. Numer trzeci „Toposu” za ten sam rok to osiem kobiet na czterdzieści jeden osób autorskich, numer czwarty – dwanaście na czterdzieści sześć, numer piąty – siedem kobiecych tekstów z ponad dwudziestu pięciu łącznie. Gdybym zapomniała: na okładce każdego z pierwszych czterech numerów „Toposu” są nazwiska wyłącznie mężczyzn. Bez kobiet, bez kobiet. Oczywiście, że bez. Może rok 2026 dla tego pisma będzie bardziej kobiecy? – nasuwa się pytanie. Zapowiedź numeru szóstego na facebookowym profilu periodyku obfitowała w przeróżne nazwiska, było ich jak na jeden post naprawdę sporo – piętnaście. I ile kobiet? Zero kobiet. Powiecie, że to tylko zapowiedź, a kobiety – niektórzy pamiętają sytuację sprzed dwóch lat – „są w środku”, więc może właśnie w środku są ukryte skarby? Otóż są. Na dwadzieścia sześć pozycji autorskich trzy kobiety.
Porozmawiajmy o obecności kobiet na okładkach: po małej awanturze związanej z tym tematem, która rozegrała się wiosną 2024 roku, miesięcznik „Twórczość” (dodam, że jakkolwiek by było, wiele mu zawdzięczam, choćby swoją pierwszą papierową publikację sprzed kilku lat) postanowił jednak tematu do serca nie brać i nic nie zmieniać. Nie wiem, co dokładnie budzi w redakcji „Twórczości” taki opór. To nawet nie jest już ta sama redakcja co w 2024 roku! Popatrzmy na same liczby. Okładki (w schemacie: liczba kobiet przypadająca na ogólną liczbę nazwisk), dwanaście numerów z zeszłego roku. Numer pierwszy: pięć na trzynaście; drugi: sześć na trzynaście (plus dwie tłumaczki); trzeci: cztery na jedenaście; czwarty: trzy na dwanaście; piąty: trzy na dwanaście; szósty: trzy na jedenaście, łączone numery siódmy i ósmy: osiem na trzydzieści dziewięć; dziewiąty: siedem na czternaście; dziesiąty: pięć na trzynaście; jedenasty: dwie na dziesięć; dwunasty: dwie na siedemnaście. W sumie czterdzieści osiem kobiet na sto sześćdziesiąt pięć nazwisk, co w skali całego roku daje niecałe trzydzieści procent kobiecych nazwisk na okładkach. W bieżącym roku jest smutniej: trzy kobiety na siedemnaście nazwisk na okładce pierwszego numeru. Czy jest nadzieja na to, że będzie lepiej? Nie za bardzo mam na czym ją oprzeć…
Jeśli nudzą was cyfry, a chcecie doczytać do końca, to musicie się uzbroić w cierpliwość. Zajrzymy do środka „Twórczości”, przed nami dwanaście numerów wydrukowanych w 2025 roku. W numerze pierwszym: dziewięć kobiet na dwadzieścia siedem osób autorskich; w drugim: osiem na dwadzieścia dziewięć; w trzecim: osiem na dwadzieścia osiem; w czwartym: siedem na dwadzieścia osiem; w piątym: siedem na dwadzieścia dziewięć; w szóstym: sześć na dwadzieścia pięć; w łączonych numerach siódmym i ósmym: osiem na trzydzieści dziewięć; w dziewiątym: piętnaście na trzydzieści; w dziesiątym: trzynaście na trzydzieści; w jedenastym: dziesięć na trzydzieści trzy; w dwunastym: sześć na dwadzieścia trzy – łącznie dziewięćdziesiąt siedem tekstów napisanych przez kobiety z trzystu dwudziestu jeden materiałów łącznie. To znowu około trzydziestu procent.
W czasopiśmie „Nowe Książki” w 2025 roku na łamach sześciu numerów ze wszystkich trzystu pięćdziesięciu trzech materiałów autorskich tylko sto dwadzieścia napisały kobiety i jest to ponownie nieco ponad trzydzieści procent opublikowanych materiałów. W pierwszym numerze: siedemnaście kobiet na pięćdziesiąt pięć nazwisk; w drugim: dwadzieścia trzy na sześćdziesiąt sześć w trzecim: szesnaście na sześćdziesiąt, w czwartym: dwadzieścia jeden na pięćdziesiąt siedem; w piątym: dwadzieścia dwa na pięćdziesiąt siedem; w szóstym: dwadzieścia jeden na pięćdziesiąt osiem. Nie liczę działu Noty, w spisie treści nie ma zaznaczonego autorstwa tych not. Połowa okładek należy do kobiet (trzy z sześciu) – parytet okładkowy bez „środkowego”. I tak jest czym się pochwalić: to wygrana na przykład z kwartalnikiem literacko-kulturalnym „eleWator”, który w łączonych numerach pierwszym i drugim z 2025 roku nie zamieścił na okładce żadnej kobiety (za to aż dziewięciu mężczyzn), w kolejnych numerach (trzecim i czwartym) są zaś trzy panie i ponownie dziewięciu panów.
Kwartalnik „Format Literacki” w zeszłym roku wydał dwa numery (przynajmniej tyle widnieje na stronie internetowej tego pisma), łaskawie przeznaczywszy aż czternaście slotów kobietom (z sześćdziesięciu jeden możliwych). To już tylko ledwo ponad dwadzieścia procent.
Kiedy zajrzymy do internetowego miesięcznika literackiego „e‑eleWator”, zobaczymy, że spośród trzystu siedemdziesięciorga czworga autorów i autorek materiałów w poprzednim roku widnieją tylko osiemdziesiąt dwa nazwiska kobiece. Jeśli nie zawodzi mnie mój kalkulator, stanowią one dwadzieścia dwa procent całości. W „Kwartalniku Artystycznym” wcale nie jest lepiej: w pierwszych dwóch numerach z dwudziestu sześciu i trzydziestu dwóch materiałów do kobiet należało kolejno dziewięć i dwanaście. W drugiej połowie roku entuzjazm redakcji najwidoczniej wygasł i kobietom przypadły tylko cztery z dwudziestu jeden oraz jedna z szesnastu pozycji tekstowych.
W spisie treści czterech numerów „Akcentu” z 2025 roku (są to numery z wybranymi tekstami, zamieszczonymi na stronie pisma) pojawiło się około czterdziestu pięciu kobiet i dziewięćdziesięciu mężczyzn, a w miesięczniku „Odra” odpowiednio prawie sześćdziesiąt kobiet i trzystu dwudziestu mężczyzn. To piętnaście procent kobiet i osiemdziesiąt pięć procent mężczyzn. Niebywałe.
Nasuwają się pytania: w jakim śnie, w jakich złudzeniach żyliśmy, żyłyśmy ostatnio, sądząc, że udało nam się osiągnąć jakąkolwiek zmianę, że pewne proporcje zostały już wyrównane, że nie wymagają ciągłego upominania się o nie ani stałej czujności? Chwila nieuwagi i widzimy, że wśród dziewięciu osób wybranych na patronów 2026 roku przez Sejm i Senat jest tylko jedna kobieta; że w skład Rady Przyszłości, powołanej w lutym przez premiera Donalda Tuska, wchodzą zaledwie trzy kobiety (i szesnastu mężczyzn). To tylko świeże przykłady, po które nie trzeba daleko sięgać – pochodzą z nagłówków gazet.
Nie można tego braku parytetu wyjaśnić żadnym obiektywnym czynnikiem. Kobiet piszących książki jest coraz więcej, dowodzą tego między innymi badania naukowe (choć wciąż głównie zagraniczne)3. Ustalenia wskazują na wyraźny moment przełomu: około 2020 roku kobiety po raz pierwszy opublikowały więcej książek niż mężczyźni. W Polsce ten obraz jeszcze się dopełnia: to kobiety są głównymi czytelniczkami i najaktywniejszymi użytkowniczkami bibliotek. Czytają częściej i więcej niż mężczyźni. Pokazują to liczne badania rynku czytelniczego, w tym raporty Biblioteki Narodowej4. Pisma literackie mają także to do siebie, że poza przestrzenią dla twórczości zapewniają również miejsce dla krytyki, a wyraźna przewaga mężczyzn w gronie osób publikujących teksty krytyczne na łamach periodyków – znowu i znowu – skłania mnie do refleksji o reprezentacji jako elemencie władzy symbolicznej w polu literackim. Kto objaśnia (nam wszystkim) świat, kto dochodzi do głosu, kto „tworzy literaturę”?
***
Nadmienię na wszelki wypadek, że wybór pism literackich w tym tekście nie był podyktowany moją indywidualną sympatią albo jej brakiem. Zapewne jest wiele periodyków, o których nie ma tu wzmianki i których statystyki są tak samo smutne; istnieją także całkowite przeciwieństwa wskazanych przykładów. Chociażby „Dialog”, miesięcznik poświęcony dramaturgii współczesnej, w którym udało się nie tylko zachować parytet, lecz także odwrócić smutne proporcje znane z powyższych przykładów i opublikować w zeszłym roku ponad sto dziesięć tekstów kobiet i zaledwie siedemdziesiąt tekstów mężczyzn. Przywołane tu liczby ujawniają jednak strukturalny wymiar niewidoczności kobiet, i to w pismach o ugruntowanej pozycji na rynku literackim, wobec których stosuje się określenia superlatywne.
Zdaję sobie sprawę, że czasopism i magazynów literackich, w których z parytetem nie ma problemu, w Polsce przybywa – i można się z tego faktu wyłącznie cieszyć. Ale istnieje też dużo więcej takich periodyków, w których ten problem istnieje od lat. Może tylko nie jest on postrzegany jako problem? Tak czy inaczej – zestawienie tytułów uwzględnionych w tym artykule ma charakter dosyć fragmentaryczny, nie odzwierciedla całego rynku literackiego i nie jest rezultatem gruntownych badań naukowych, choć dla chętnych może stać się punktem wyjścia takiego badania. Można temu tekstowi zarzucić wyrywkowość (i pewnie jeszcze wiele innych rzeczy, oczywiście), można się obrazić, można podważyć jego zasadność. Jestem w stanie to zaakceptować, ale błagam: zróbmy coś z przedstawionym tu problemem.
Osobno chcę podkreślić, że nie mam na celu wystawiania wymienionym pismom ocen merytorycznych – to zupełnie nie leży w zakresie moich kompetencji, uprawnień ani zainteresowań. Zaznaczam to na wszelki wypadek, dla jasności: nie chodzi tu o wartościowanie drukowanych w periodykach treści ani kwestionowanie poziomu przywołanych pism, tylko o zwrócenie uwagi na pewien wycinek rzeczywistości, który zwykle umyka w ogólnych rozmowach. Jestem przekonana, że wiadomość statystyczna może być narzędziem korekty tej nierówności strukturalnej.
Pobudka, panowie.
1 Zob. ASR, Burza wokół nazwisk na okładce „Twórczości”. „Ponoć kobiety są w środku”, online: https://kultura.onet.pl/ksiazki/burza-wokol-okladki-miesiecznika-tworczosc-ponoc-kobiety-sa-w-srodku/8q9kzyb [dostęp: 31.05.2026].
2 Zob. „Cóż po kulturze w czasie marnym…” Panel redaktorów naczelnych najważniejszych pism literackich, online: https://www.facebook.com/events/2105827863544687 [dostęp: 31.05.2026].
3 Zob. L. Scherer, The Growth of Female Authorship in the US Book Market, online: https://www.nber.org/digest/20234/growth-female-authorship-us-book-market [dostęp: 31.05.2026].
4 Zob. Stan czytelnictwa książek w Polsce w 2024 roku, online: https://www.bn.org.pl/aktualnosci/5611-stan-czytelnictwa-ksiazek-w-polsce-w-2024-roku.html [dostęp: 31.05.2026].
