Mnich-robot i smoczy koń nad rzeką czasu, czyli o „Tik-tak” Xia Jii

Są tacy jak on, mieszanej krwi twory tradycji i nowoczesności, mitu i technologii, jawy i snu. Stworzone ludzką ręką, a jednak tak naturalne.

— Xia Jia, „Tik-tak”

W zaawan­so­wa­nym tech­no­lo­gicz­nie spo­łe­czeń­stwie każ­dy aspekt codzien­ne­go doświad­cze­nia jest sta­ran­nie zapla­no­wa­ny. Naj­młod­si już w dniu naro­dzin wkra­cza­ją na ścież­kę stra­te­gicz­nie zapro­gra­mo­wa­ne­go roz­wo­ju, by w przy­szło­ści móc trans­mi­to­wać kolej­ne osią­gnię­cia za pośred­nic­twem zaawan­so­wa­nych apli­ka­cji. Rela­cje mię­dzy­ludz­kie są pre­cy­zyj­nie i racjo­nal­nie mapo­wa­ne, a uczu­cia zastę­po­wa­ne przez prze­my­śla­ne pro­jek­ty: tymi ostat­ni­mi zarzą­dza­ją wyspe­cja­li­zo­wa­ne algo­ryt­my, któ­re gwa­ran­tu­ją wyso­ki poziom satys­fak­cji ze związ­ku z odpo­wied­nio dopa­so­wa­nym part­ne­rem. Bolącz­ki wie­ku senio­ral­ne­go roz­wią­zu­ją wykwa­li­fi­ko­wa­ni opie­ku­no­wie przy uży­ciu mecha­nicz­no-wir­tu­al­ne­go antro­po­mor­ficz­ne­go inter­fej­su. Nie­zmien­na wobec postę­pu rze­ka cza­su pły­nie nie­ubła­ga­nie, a u jej ujścia słoń­ce pło­nie ostat­nią por­cją pali­wa wodo­ro­we­go, oświe­tla­jąc opu­sto­sza­łe prze­strze­nie epo­ki post­ludz­kiej. Na dru­gim brze­gu prze­cha­dza się meta­lo­wy smo­czy koń w towa­rzy­stwie poszu­ku­ją­ce­go opo­wie­ści nie­to­pe­rza, a robo­ty udzie­la­ją bło­go­sła­wieństw i śnią sny o miło­ści. Tech­ni­ka i bio­lo­gia sta­pia­ją się w jed­no z meta­fi­zy­ką, emo­cje mają rów­no­waż­ną war­tość dla rozu­mo­we­go pozna­nia, a tra­dy­cja Wscho­du i Zacho­du wspól­nie opi­su­ją uni­wer­sal­ność ludz­kie­go doświad­cze­nia. Tego rodza­ju amal­ga­mat pozor­nie róż­nych porząd­ków, rzą­dzą­cych się odmien­ny­mi logi­ka­mi, two­rzy w swo­ich czter­na­stu opo­wia­da­niach skła­da­ją­cych się na zbiór Tik-tak (2025, tytuł ory­gi­nal­ny 滴答 – Dīdā: ‛tik-tak’ lub ‛tyka­nie’) chiń­ska pisar­ka Xia Jia.

Utwo­ry opu­bli­ko­wa­ne w książ­ce Tik-tak powsta­wa­ły od 2006 roku (Spo­tka­nie z Anną) do 2019 roku (Duet miło­sny), a tytu­ło­wy tekst uka­zał się w 2015 roku. Nic więc dziw­ne­go, że jako efek­ty kil­ku­na­sto­let­niej pra­cy twór­czej Xia Jii są zróż­ni­co­wa­ne zarów­no pod wzglę­dem tema­tycz­nym, jak i for­mal­nym. Na kar­tach tomu czy­tel­ni­cy spo­ty­ka­ją cały prze­krój spraw­nie zary­so­wa­nych, zin­dy­wi­du­ali­zo­wa­nych posta­ci, mię­dzy inny­mi małą Tong­tong towa­rzy­szą­cą robo­to­wi Afu w opie­ce nad scho­ro­wa­nym dziad­kiem, daw­nym boha­te­rem rewo­lu­cji (Lato Tong­tong), adep­ta psy­cho­hi­sto­rii pró­bu­ją­ce­go w ramach zada­nia egza­mi­na­cyj­ne­go ura­to­wać Qu Yuana, legen­dar­ne­go chiń­skie­go poetę, przed samo­bój­czym sko­kiem w rzecz­ne odmę­ty (Nad rze­ką Miluo), stu­dent­kę pra­gną­cą zgrać swój zegar bio­lo­gicz­ny z ryt­mem dobo­wym uko­cha­ne­go (Czas poza two­im zasię­giem), a tak­że nowo­cze­sną rodzi­nę Zhan­gów, świę­tu­ją­cą tra­dy­cyj­ne uro­czy­sto­ści przy wyko­rzy­sta­niu zdo­by­czy cywi­li­za­cji (Opo­wie­ści nowo­rocz­ne) i wie­le innych. Obok ludz­kich boha­te­rów poja­wia­ją się tak­że odmien­ne isto­ty, na przy­kład mitycz­ny lóng­mǎ (smo­czo-koń­ska chi­me­ra) i mnich-robot (Noc­na wypra­wa smo­cze­go konia), miesz­kań­cy prze­lud­nio­ne­go mia­sta prze­mie­nie­ni w koty (W nie­bio­sach) czy pochło­nię­ci wza­jem­ną wie­lo­wie­ko­wą rywa­li­za­cją Wędrow­cy i Nie­śmier­tel­ni (Sen o wiecz­nym lecie).

Opi­su­jąc prze­ży­cia i przy­go­dy swo­ich boha­te­rów, Xia Jia się­ga po zróż­ni­co­wa­ne stra­te­gie nar­ra­cyj­ne i róż­no­rod­ne środ­ki kom­po­zy­cyj­ne. Wyko­rzy­stu­je kla­sycz­ną pierw­szo­oso­bo­wą i trze­cio­oso­bo­wą per­spek­ty­wę, a tak­że sto­su­je podwój­ny punkt widze­nia w utwo­rach o cha­rak­te­rze epi­sto­lar­nym. Wyraź­nie zazna­cza też swo­ją autor­ską obec­ność, uzu­peł­nia­jąc nie­któ­re z opo­wia­dań obja­śnie­nia­mi i komen­ta­rza­mi, wska­zu­jąc w ten spo­sób ścież­kę inter­pre­ta­cji, tłu­ma­cząc auto­bio­gra­ficz­ne inspi­ra­cje lub podej­mu­jąc roz­wa­ża­nia meta­li­te­rac­kie. Jed­no­cze­śnie pod­kre­śla głos kobie­ty i Azjat­ki piszą­cej w gatun­ku scien­ce fic­tion – przez lata zdo­mi­no­wa­nym przez męż­czyzn z kra­jów zachod­nich. Roz­wa­ża­jąc przy­na­leż­ność gatun­ko­wą pro­zy Xia Jii, nie­trud­no jed­nak oprzeć się wra­że­niu, że wykra­cza ona poza ramy kla­sycz­nie poj­mo­wa­nej lite­ra­tu­ry fan­ta­stycz­no­nau­ko­wej. Teo­rie i eks­pe­ry­men­ty z róż­nych dzie­dzin, mię­dzy inny­mi bio­lo­gii, fizy­ki, nauk kom­pu­te­ro­wych, neu­ro­nau­ki i psy­cho­lo­gii, oraz pery­pe­tie pro­fe­so­rów, stu­den­tów i bada­czy sta­no­wią jedy­nie punkt wyj­ścia do głę­bo­kiej i empa­tycz­nej reflek­sji nad natu­rą czło­wie­ka i ota­cza­ją­ce­go go świa­ta. Xia Jia ilu­stru­je boga­te uni­wer­sum ludz­kich doświad­czeń, posłu­gu­jąc się pla­stycz­nym, peł­nym kształ­tów i kolo­rów obra­zo­wa­niem oraz roz­bu­do­wa­ną, miej­sca­mi wręcz poetyc­ką meta­fo­ry­ką. Jed­no­cze­śnie prze­ko­nu­ją­co naśla­du­je róż­ne for­my pisar­skie, od legend i przy­po­wie­ści, przez repor­ta­że i spra­woz­da­nia, po listy i maile. W swo­jej żur­na­li­sty­ce per­fek­cyj­nie naśla­du­je dzien­ni­kar­ski styl i kreu­je złu­dze­nie auten­tycz­no­ści opi­sy­wa­nych wyda­rzeń, w ostat­nich zaś two­rzy wia­ry­god­ną kopię praw­dzi­wej kore­spon­den­cji. Szcze­gól­nie intry­gu­ją­cym kon­cep­tem epi­sto­lar­nym jest tak zwa­ny tma­il, trans­cza­so­wa pocz­ta pozwa­la­ją­ca na wymia­nę wia­do­mo­ści z oso­ba­mi żyją­cy­mi w prze­szło­ści bądź w przy­szło­ści nadaw­cy. Czas sta­no­wi, jak zresz­tą wska­zu­je sam tytuł, motyw prze­wod­ni książ­ki, a pro­ble­ma­ty­ka z nim zwią­za­na poja­wia się nie­mal w każ­dym opo­wia­da­niu.

Okładka książki Xia Jii pod tytułem „Tik-tak”.
Xia Jia, „Tik-tak”, tłum. J. Karmasz, Warszawa: Tajfuny, 2025.

Tem­po­ral­ność w utwo­rach Xia Jii jawi się jako fascy­nu­ją­ce, a zara­zem nie­oczy­wi­ste i nie­uchwyt­ne zja­wi­sko. Autor­ka odsła­nia poszcze­gól­ne fase­ty poję­cia cza­su, poka­zu­jąc tym samym, jak waż­nym ele­men­tem ludz­kie­go bycia w świe­cie jest doświad­cze­nie cza­so­wo­ści, prze­mi­jal­no­ści i cią­głej zmia­ny. Z dru­giej stro­ny czas to nie­za­leż­ny, potęż­ny byt, dla któ­re­go czło­wiek i jego codzien­ne zma­ga­nia są jedy­nie drob­nym, nie­wie­le zna­czą­cym punk­tem w pro­ce­sie nie­ustan­ne­go ruchu. „Czas pły­nie jak rze­ka, nie zatrzy­mu­jąc się dla niko­go. Na tym świe­cie nie ma nicze­go, co prze­trwa­ło­by pró­bę cza­su”1, pisze Xia Jia, żeby póź­niej rzu­cić swo­jej tezie wyzwa­nie, tka­jąc z lite­rac­kiej mate­rii rów­no­le­głe rze­czy­wi­sto­ści i podró­że w cza­sie. Ile opo­wie­ści, tyle zega­rów, a każ­dy tyka zupeł­nie ina­czej. Autor­ka, zasta­na­wia­jąc się, czy zegar histo­rii jest kom­pa­ty­bil­ny z chro­no­me­tra­mi ludz­kich orga­ni­zmów, nawią­zu­je do kla­sy­ków euro­pej­skiej myśli filo­zo­ficz­nej, mię­dzy inny­mi Hera­kli­ta, Geo­r­ga Wil­hel­ma Frie­dri­cha Hegla i Mar­ti­na Heideg­ge­ra.

Odwo­ła­nia do sze­ro­ko rozu­mia­nej cywi­li­za­cji zachod­niej nie ogra­ni­cza­ją się do samej filo­zo­fii. Pro­za Xia Jii ma cha­rak­ter eru­dy­cyj­ny i jest boga­ta w nawią­za­nia do tek­stów kul­tu­ry zarów­no Wscho­du, jak i Zacho­du. W Tik-tak spo­ty­ka­ją się twór­cy róż­nych epok i tra­dy­cji: Qu Yuan, Liu Weny­ang (chiń­ski twór­ca fan­ta­sty­ki nauko­wej), Alek­san­der Pusz­kin i T.S. Eliot. Para­fra­za zda­nia roz­po­czy­na­ją­ce­go Annę Kare­ni­nę prze­pla­ta się z legen­dą kró­lestw Chu i Qin, nawią­za­nia do fil­mu Matrix z mitem o Nüwie (sta­ro­żyt­nej chiń­skiej bogi­ni stwo­rze­nia), a sce­na­riusz rodem ze szkol­nej C‑dramy z obra­zem lata­ją­cej wyspy z Podró­ży Guli­we­ra czy ani­ma­cji Lapu­ta pod­nieb­ny zamek wypro­du­ko­wa­nej przez japoń­skie stu­dio Ghi­bli. Życie codzien­ne Chiń­czy­ków oraz ich doświad­cze­nia poko­le­nio­we, mię­dzy inny­mi woj­ny, rewo­lu­cje i emi­gra­cja, zesta­wio­ne są z ima­gi­na­rium cha­rak­te­ry­stycz­nym dla kina sci-fi, przy­wo­łu­ją­cym sko­ja­rze­nia z pro­duk­cja­mi A.I. Sztucz­na inte­li­gen­cja Ste­ve­na Spiel­ber­ga czy Bla­de Run­ner 2049 Deni­sa Villeneuve’a. Ta płyn­nie prze­pro­wa­dzo­na wschod­nio-zachod­nia syn­te­za nie jest przy­pad­ko­wa, bowiem w swo­ich opo­wia­da­niach Xia Jia poka­zu­je, że na głęb­szym pozio­mie ludzie są do sie­bie bar­dzo podob­ni, a ich emo­cje, tęsk­no­ty, lęki i nadzie­je pozo­sta­ją w znacz­nej mie­rze nie­za­leż­ne od sze­ro­ko­ści geo­gra­ficz­nej.

Tik-tak – oprócz roz­bu­do­wa­nej medy­ta­cji nad isto­tą czło­wie­czeń­stwa – zawie­ra rów­nież traf­ną dia­gno­zę zarów­no sze­ro­kich moż­li­wo­ści i osią­gnięć nowo­cze­sne­go spo­łe­czeń­stwa, jak i, nie­rzad­ko sta­no­wią­cych ich kon­se­kwen­cje, zagro­żeń i nie­po­ko­jów. Nie­któ­re z opi­sa­nych przez Xia Jię zja­wisk jesz­cze kil­ka lat temu mie­ści­ły się w sfe­rze fik­cji, a dziś sta­ją się rze­czy­wi­sto­ścią. Dyna­micz­ny roz­wój nowych tech­no­lo­gii i mediów spo­łecz­no­ścio­wych skut­ku­je prze­nie­sie­niem się życia w sfe­rę wir­tu­al­ną, gra­ni­ca mię­dzy tym, co pry­wat­ne i publicz­ne, robi się prze­zro­czy­sta, a rela­cje są bar­dziej powierz­chow­ne. Nie­ustan­nie dosko­na­lo­na sztucz­na inte­li­gen­cja towa­rzy­szy czło­wie­ko­wi w nie­mal każ­dej sfe­rze życia, zysku­jąc coraz więk­szą auto­no­mię. Być może nie­dłu­go popro­wa­dzi nawet psy­cho­te­ra­pię, tak jak w opo­wia­da­niu Gra psy­cho­lo­gicz­na. Autor­ka wypunk­to­wu­je poten­cjal­ne rodza­je ryzy­ka wyni­ka­ją­ce z tego sta­nu rze­czy, posłu­gu­jąc się absur­dem i cel­nym, choć sub­tel­nym humo­rem. Z kolei w cie­pły i peł­ny tro­ski spo­sób zasta­na­wia się nad wyzwa­nia­mi sta­rze­ją­cych się wspól­not, jed­no­cze­śnie pod­kre­śla­jąc war­tość wię­zi mię­dzy­po­ko­le­nio­wej. Nie pozo­sta­je rów­nież obo­jęt­na na, prze­cież tak dziś aktu­al­ne, kwe­stie eko­lo­gicz­ne. Być może przed pod­no­szą­cym się pozio­mem oce­anów war­to schro­nić się na lata­ją­cej wyspie, a jeśli chce się odzy­skać rodzin­ne mia­sto z rąk tury­stów, naj­le­piej zmie­nić się w kota.

Xia Jia podej­mu­je pod­sta­wo­we roz­wa­ża­nia onto­lo­gicz­ne i epi­ste­mo­lo­gicz­ne. Roz­pi­su­je je mię­dzy trój­kę boha­te­rów, świat, czło­wie­ka i czas. Zasta­na­wia się nad gra­ni­ca­mi nauki i tech­no­lo­gii oraz kie­run­kiem, w któ­rym zmie­rza ludz­kość. Two­rzy uni­wer­sal­ny kon­glo­me­rat moty­wów, któ­re w połą­cze­niu z wcią­ga­ją­cy­mi fabu­ła­mi i intry­gu­ją­cy­mi boha­te­ra­mi anga­żu­ją i skła­nia­ją do namy­słu. Umie­jęt­nie łączy kul­tu­ro­we dzie­dzic­two Wscho­du i Zacho­du, fizy­kę i meta­fi­zy­kę oraz tra­dy­cję i inno­wa­cję, wykra­cza­jąc poza gatun­ko­we ramy fan­ta­sty­ki nauko­wej. Czy robo­ty mogą śnić? Czy AI może wie­rzyć w bóstwa? Gdzie nie­to­perz zabrał smo­cze­go konia? Choć Tik-tak nie zapew­nia jed­no­znacz­nej odpo­wie­dzi na te pyta­nia, z pew­no­ścią czas szyb­ko nam upły­nie na jego lek­tu­rze.

 

1 X. Jia, Noc­na wypra­wa smo­cze­go konia [w:] taż, Tik-tak, tłum. J. Kar­masz, War­sza­wa: Taj­fu­ny, 2025, s. 336.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury
i Dziedzictwa Narodowego w ramach dotacji celowej „Inne tradycje”.

Czytaj także

06.09.2025 Recenzje

Chimera, endemit czy kryptyda?

Przestrzeń wykreowana w Kronikach dziwnych bestii z jednej strony przypomina typowe chińskie miasto z początku XXI wieku, z drugiej zaś jest otoczona aurą niesamowitości, pełna paradoksów, sekretów i odwróconych porządków – o powieści Yan Ge pisze Maya Dąbrowska.

07.06.2026 Szkice

Łotrzyk, ten Walser

Pisał, gdy chwiały się i upadały imperia, a przez Europę przetoczyła się pierwsza wojna światowa. W Szwajcarii spacerował, obserwował świat i zapisywał to, co widział, w swoich mistrzowskich niewielkich opowiadaniach publikowanych w prasie – o życiu i twórczości Roberta Walsera pisze Monika Gromala.

05.06.2026 Prasówka

Prasówka (5 czerwca 2026)

W redakcji „Dziennika Literackiego” wertujemy różnego rodzaju czasopisma w poszukiwaniu interesujących tekstów. Wyławiamy artykuły, które nas intrygują, poruszają, prowokują do rozmowy. Naszym czytelniczkom i czytelnikom również powinny przypaść do gustu. Dlatego w każdy piątek zapraszamy do lektury przeglądu prasy kulturalnej.