Można by zaryzykować hipotezę, że mierząc się z pustką i osamotnieniem, poeta wraca pamięcią do czasu, gdy otoczony był pełnią i miłością, a ten czas i stan naturalnie kojarzą mu się z Heimatem – o życiu i twórczości Casimira Ulricha Boehlendorffa pisze Mateusz Nykiel-Biełhorodski.
1. Przygotowanie
Boehlendorff. Was weiß man von Boehlendorff?1.
Pytanie zadaje na początku opowiadania Boehlendorff pisarz i poeta Johannes Bobrowski. Czytelnik niemiecki zostaje zderzony z tym pytaniem w 1965 roku, w sto czterdziestą rocznicę śmierci poety Casimira Ulricha Boehlendorffa, wraz z ukazaniem się tomu opowiadań Boehlendorff und andere. Bobrowski zmarł drugiego września tego samego roku, więc zapewne stawiane przezeń pytania pozostały bez odpowiedzi, natomiast – jak to zwykle bywa po śmierci pisarza – problemy spetryfikowano, a zagadnienia zagadano. Podnieść rzuconą przez Bobrowskiego rękawicę, a więc odpowiedzieć na pytanie o Boehlendorffa, spróbowano dopiero w zjednoczonych Niemczech, ale o tym nieco później. Nasza krajowa publiczność literacka została zaznajomiona z tym pytaniem – w polskim przekładzie Zofii Jaremko-Pytowskiej – „Boehlendorff. Co w ogóle wiadomo o Boehlendorffie?”2 – już w roku 1968 wraz z ukazaniem się tomu Uczta myszy i inne opowiadania w niezawodnej serii „Nike”. Rozmaite okoliczności historyczne – związane i z 1968 rokiem, i z powojenną recepcją literatury niemieckiej w Polsce, a także z co najmniej ambiwalentnym odbiorem literatury wschodnioniemieckiej (alias enerdowskiej) – sprawiły, że Bobrowskiego w zasadzie przeoczono, a kwestii Boehlendorffa w obrębie dyskusji polskich wciąż nie podjęto.
Gdyby spróbować dokonać przeglądu pism zawierających nazwisko Boehlendorffa, odpowiedź na zadane pytanie najczęściej brzmiałaby: „to ten dziwny bałtycki romantyk, który korespondował z Friedrichem Hölderlinem; ten, do którego autor Hyperiona napisał w liście «Wir haben ein Schicksal»”3. Pism rozpatrujących Casimira Ulricha Boehlendorffa jako kogokolwiek więcej ponad „przyjaciela i korespondenta Hölderlina” nie ma natomiast zbyt wiele4. Wszelkie wiadomości biograficzne o Boehlendorffie zawiera przedmowa do wydanego w roku 2000 przez Friedera Schellhasego trzytomowego zbioru jego dzieł, jedynego bodaj od dwustu lat szerszego wznowienia prac bałtyckiego romantyka5. Na artykule Schellhasego opiera się w zasadzie cała reszta opracowań dotyczących życia Boehlendorffa, w szczególności napisany przez Romisa Bēmsa wstęp do niemiecko-łotewskiego wydania wierszy Boehlendorffa w wyborze i przekładzie Valdisa Bisenieksa6 oraz anonimowy biogram Boehlendorffa zamieszczony w języku łotewskim na stronie literatura.lv7. Cała współczesna literatura krytyczna poświęcona temu poecie sprowadza się w zasadzie, nie licząc kilku rozproszonych artykułów wcześniej wspomnianego Romisa Bēmsa, do jednej obszerniejszej publikacji – „Casimir Ulrich Boehlendorffs Gedichte. Eine stilkritische Untersuchung autorstwa Roberta Habecka8. W 2025 roku natomiast odbyła się w Rydze łotewsko-niemiecka konferencja naukowa na temat Boehlendorffa.
Tyle czysto naukowych formalności. Jednak wszyscy, którzy zdecydowali się pisać o Boehlendorffie, zgodni są co do jednego – los jego był smutny, poezja ciekawa, lecz jego postać i twórczość pogrążone są w ciszy. Warto więc wyrwać je z zapomnienia. Jak dotąd nikomu nie udało się jednak zrobić tego skutecznie.
Boehlendorff, Boehlendorff, schreien die Vögel und wenden sich ab. / Boehlendorff, Boehlendorff, krzyczą ptaki i odlatują9.
Założyć należy, że tak samo jak piszący te słowa, tak i pozostali nieliczni czytelnicy polscy, którzy zetknęli się kiedykolwiek z nazwiskiem Boehlendorff, poznali je wskutek lektury i za pośrednictwem rzeczonego opowiadania Johannesa Bobrowskiego.
Auf diesem ungewöhnlichen Weg. / Tą niecodzienną drogą10.
Niech więc nie dziwi, że słowa i frazy Bobrowskiego będą towarzyszyć eksplorowaniu życia i twórczości Boehlendorffa w niniejszym rozpoznaniu. Tekstowi Bobrowskiego zarzucić możemy na wstępie dwie rzeczy: autor nigdzie nie wskazuje, że Boehlendorff był postacią historyczną, oraz skupia się w zasadzie wyłącznie na jego ostatnich latach życia, przedstawiając przez to w opowiadaniu portret niepełny. Nie wszystkim opowiadanie Bobrowskiego wydawało się zapewne jednakowo zachęcające do zgłębienia problemu, zastanowienia się nad bohaterem. To zatem, czy czytelnik odkryje dla siebie nietuzinkową biografię i interesującą poezję Casimira Ulricha Boehlendorffa, bałtycko-niemieckiego romantyka, czy też gładko włączy go w obręb fikcji, zależy wyłącznie od subiektywnego pożytecznego lekturowego wścibstwa interpretatora11.
Urodził się Casimir Ulrich Boehlendorff 16 maja 1775 roku12 w Mittawie / Jełgawie13 w rodzinie Gottfrieda, pochodzącego ze Szczecina pracownika rosyjskiej misji dyplomatycznej w Kurlandii, i Justiny Julianny z domu Hartmann, córki pastora z Nerft / Nerety, miasteczka położonego dziś nad samą granicą litewsko-łotewską. Był ósmym dzieckiem swego ojca i czwartym matki, dla obojga zaś przedostatnim. Ojciec zmarł w 1780, matka w 1807 roku. Po śmierci ojca wraz z braćmi Hermanem Leopoldem i Nikolajem wychowywał się w Angern / Engure w domu pastora Gottharda Christopha Brandta wraz z jego dziećmi. Johann Peter Brandt, starszy o dziewięć lat od Casimira Ulricha Boehlendorffa, pozostał do końca życia najwierniejszym przyjacielem poety14.
W roku akademickim 1793/1794 Boehlendorff chwilę studiował prawo w Akademii Petrina w Mittawie / Jełgawie, następnie udał się do Jeny kontynuować studia prawnicze, poszerzając je o historię i sztuki piękne. Zawarł wówczas znajomość z jednym z tych ludzi, w których przyjaźni cieniu będzie go potem widzieć historia – Johannem Friedrichem Herbartem. W roku 1798 podróżował do Szwajcarii, gdzie był świadkiem bodaj najgwałtowniejszych przemian w historii tego kraju, zwanych czasem w niemieckojęzycznej historiografii „rewolucją szwajcarską” lub „rewolucją helwecką”15, a będących w istocie regionalnym oddźwiękiem Wielkiej Rewolucji Francuskiej, paradoksalnie we Francję wymierzonym16. Niemniej wydarzenia te pchnęły Boehlendorffa do napisania jedynego uznanego przez krytyków dzieła – Geschichte der helvetischen Revolution17. W 1799 roku w Homburgu poznał się on z Hölderlinem, jak wspomnieliśmy wcześniej, i było to dla Boehlendorffa wydarzenie przełomowe18. W następnych latach wędrował dalej, próbował swoich sił w różnych miejscach, posyłał wiersze Johannowi Wolfgangowi Goethemu i Friedrichowi Schillerowi i na własne nieszczęście spotkał się z krytyką ze strony swoich mistrzów. Wydał jeden większy zbiór wierszy, który zebrał mieszane recenzje. Nie oszczędził go również jego krajan, Garlieb Merkel19, była to jednak krytyka w pełni wpasowująca się w to, co potocznie nazwalibyśmy konfliktem klasyków z romantykami20, choć niektórzy badacze twierdzą, że na postawę Merkela wpłynęły pewne zaszłości z czasów, gdy zetknął się z Boehlendorffem w ojczyźnie21. W sierpniu 1803 roku za namową rodzeństwa Boehlendorff powrócił do Kurlandii statkiem z Lubeki do Rygi. Rozpoczął pracę w charakterze guwernera. Stopniowo jego stan psychiczny się pogarszał. W lecie 1804 roku został aresztowany w Warszawie za brak paszportu i odesłany do Mittawy. Tym wydarzeniem rozpoczął się w jego życiu mający trwać dwadzieścia lat okres wędrówek, bezdomności i pogarszania się kondycji zdrowotnej. Miejsc i dat pobytu Boehlendorffa między 1804 a 1824 rokiem nie da się z pełną precyzją ustalić. Nieliczne zachowane listy wskazują, że włóczył się po granicznych terenach byłej Rzeczypospolitej – po okolicach Połocka, Witebska, ale i zapuszczał się dalej w głąb Imperium Rosyjskiego, do Charkowa, Petersburga. Okres ten bodaj najlepiej podsumowuje zaskakująco skwapliwie przytaczany w nielicznych publikacjach o Boehlendorffie list Wasilija Żukowskiego do Aleksandra Turgieniewa z przedwiośnia 1817 roku. Przywołajmy go w całości:
Посылаю тебе чудака, поэта, бродягу, ребёнка, старика. Не осердись на меня за то, что обременяю тебя ненужными тебе знакомствами. Податель этого письма не будетъ тебе въ тягость: онъ бродитъ по свету и описываетъ въ стихахъ свои похожденія; у него никогда нетъ гроша: весь его гардеробъ (два сюртука, два жилета и, вѣроятно, двое штановъ, съ большою трубкою въ карманѣ) всегда на нёмъ; всѣ его сочиненія всегда у него за пазухою, а тѣ, которыя не могутъ уложиться, онъ сожигаетъ. Онъ идетъ въ Петербургъ для того, чтобы сказать себѣ: «Я былъ въ Петербургѣ!» Но денегъ у него нѣтъ, и онъ объ этомъ не заботится. Онъ хочетъ въ нынешнемъ году издать по подпискѣ свои пѣсни; подписная цѣна ‒ 1 рубль серебромъ. Постарайся собрать ему нѣсколько подписчиковъ, чтобъ было что есть въ Петербургѣ. Важная цѣль его путешествія въ Петербургъ ‒ видѣть праздникъ Свѣтлаго Воскресенія и описать его въ стихахъ. Вѣрно, и для тебя строфа будетъ. Вообще, въ его стихахъ много хорошаго, хотя и много безпорядочнаго. Самъ же онъ ‒ необыкновенное явленіе въ свѣтѣ: въ нёмъ есть что-то младенческое. До сихъ поръ онъ ещё не начиналъ думать о завтрашнемъ днѣ. Въ 15 лѣтъ исходилъ онъ около 20 000 вёрстъ пешкомъ. Въ Петербургѣ пробудетъ двѣ недѣли; оттуда ‒ въ Ревель; изъ Ревеля ‒ въ Бременъ; гдѣ онъ остановится ‒ я не знаю. Но если въ Петербургѣ случится ему въ чёмъ-нибудь нужда ‒ помоги ему.
Твой Жуковскій22
Posyłam ci ekscentryka, poetę, włóczęgę, dziecko, starca. Nie gniewaj się na mnie za to, że obarczam cię niepotrzebnymi znajomościami. Doręczyciel tego listu nie będzie dla ciebie ciężarem; wędruje po świecie i opisuje swoje przygody wierszem; nigdy nie ma ani grosza: cała jego garderoba (dwa fraki, dwie kamizelki i prawdopodobnie dwie pary spodni, duża fajka w kieszeni) jest zawsze przy nim; jego pisma są zawsze na jego piersi; te, których nie da się spakować – natychmiast pali. Jedzie do Petersburga, żeby powiedzieć sobie: „Byłem w Petersburgu!”. Ale nie ma pieniędzy i nie dba o to. Chce wydać swoje piosenki w tym roku – cena prenumeraty wynosi jeden rubel srebrem. Postaraj się zebrać dla niego kilku prenumeratorów, żeby miał co jeść w Petersburgu. Ważnym celem jego podróży do Petersburga jest bycie świadkiem obchodów Wielkanocy i opisanie ich wierszem. Pewnikiem i dla ciebie znajdzie się strofka. Ogólnie rzecz biorąc, w jego wierszach jest wiele dobrego, choć wiele nieuporządkowanego. On sam jest niezwykłym fenomenem na świecie. Jest w nim coś dziecinnego. Do tej pory nie zaczął jeszcze myśleć o jutrze. W wieku piętnastu lat przeszedł około dwudziestu tysięcy mil. Zostanie w Petersburgu przez dwa tygodnie; stamtąd do Rewla; z Rewla do Bremy; gdzie będzie mieszkał, nie wiem. Ale jeśli będzie czegoś potrzebował w Petersburgu, pomóż mu.
Twój Żukowski
W 1824 roku dzięki protekcji wspomnianego wcześniej Johanna Petera Brandta, pastora z Angern / Engure, Boehlendorff otrzymał posadę korepetytora w dobrach Markgrafen / Mērsrags. Znalazł tam spokój i przestrzeń do pracy literackiej, acz tylko chwilowo. Był to dla Boehlendorffa słodko-gorzki powrót do krainy lat dziecinnych, do małej ojczyzny, czyli, jak będę to dalej określał, na Heimat23.
W dzień Wielkanocy, 10 kwietnia 1825 roku, w swoim pokoju w dworze w Markgrafen / Mērsrags Boehlendorff odebrał sobie życie. Z poetycznych przyczyn, za wizją Bobrowskiego, dodajmy, że po długim spacerze na wydmach w okolicach latarni morskiej. Z powodu decorum nie dodawajmy, że strzelał ze śrutówki przeznaczonej do straszenia szpaków oraz że – jak Werter – nie trafił, pocisk utknął w podniebieniu24. Boehlendorff strzelił do siebie rankiem, cały dzień półświadomy konał w bólach, zmarł ostatecznie około godziny piętnastej. Przed skonaniem miał powiedzieć:
Ich kenne was ich liebe, darf es aber nicht nennen. / Znam to, co kocham, lecz nie wolno mi tego nazwać.
Pięknie ujął tę śmierć Romis Bēms w zakończeniu swego artykułu – „Pavasarīga rīta noslēdzas samocītas dzīves atvasara”, co w równoległym tekście niemieckim tłumaczka Sarmite Pijola oddała jako: „Am Frühlingsmorgen endet der Spätsommer eines qualvollen Lebens”. Po polsku zdanie to mogłoby brzmieć: „W wiosenny poranek dokonało się babie lato naznaczonego udręką życia”25.
Bobrowski natomiast nadaje pobudkom samobójstwa Boehlendorffa wymiar polityczny – oto pastor Marienfeld i miejscowa niemiecka arystokracja mają pretensje, że „pan ochmistrz” podburza lud26. Sama natomiast śmierć i to, co po niej następuje, napawają Bobrowskiego smutkiem.
Man wird es auch schnell vergessen.
Was wird dann zu erfahren sein über Boehlendorff?
[…]
Jemand stellt ein Baltisches Dichterbuch zusammen, darin setzt er Boehlendorff dem bekannt unglücklichen Lenz zur Seite, das hätten wir auch tun können.
Da sagt Redakteur Hensler, der es ist jetzt eine andere Zeit: Boehlendorff, Schreibweise üblicherweise wahlweise… Zerrüttet an Seele und Leib, entlockte der Beklagenswerte seiner Leier Goethesche Harmonien.
Aber wie ist der Himmel hart an jenem Tag. Härter als das Wasser der Bucht. Dunkler als das Angernsche Gewässer. Mit einem Licht hinter sich, das er noch hält, zurückdrückt. Da ist etwas in der Luft wie ein Knirschen.
Werden sie ihm einen Stein setzen?
Und wer sollte das tun?
Das sind die Fragen.
Und wie wird man über ihn reden in Livland?
[…]
Und was tun wir? Errichten wir ein Monument? Eine Säule? Lassen jenen Satz einschlagen in den Stein: Moralisches Wesen, und; beschaffen sein, und; muß? Und setzen dazu, daß er Zeichen gelesen hat?
Guter Mensch, dieser Herr Hofmeister da.
[…]
Guter Mensch. Was noch?
Das ist, womöglich, schon etwas, und, womöglich, ist es unnötig mehr über Boehlendorff zu wissen27.
Zresztą ludzie szybko o tym zapomną.
Czegóż wówczas będzie się można dowiedzieć o Boehlendorffie?
[…]
Ktoś przygotowuje antologię poezji bałtyckiej i umieszcza w niej Boehlendorffa obok nieszczęsnego, jak wiadomo, poety Lenza. Co i my mogliśmy uczynić.
Teraz, gdyż nastały już inne czasy, redaktor Hensler mówi: Boehlendorff, niejedno można by o nim powiedzieć… Rozbity na ciele i duchu, ten pożałowania godny poeta wydobył ze swej liry dźwięki na miarę Goethego.
Jakże jednak nieczułe jest niebo tego dnia. Bardziej nieczułe niż woda w zatoce. Ciemniejsze niż wody jeziora. Ze światłem w głębi, światłem, któremu nie pozwala jeszcze wytrysnąć, które tłumi.
W powietrzu jakiś jak gdyby szelest.
Czy postawią mu nagrobek?
Któż miałby to uczynić?
Oto pytania.
I co będą o nim mówić w Inflantach?
A co uczynimy my? Czy wzniesiemy pomnik? Czy obelisk? Czy też każemy wyryć w kamieniu to zdanie o istocie moralnej i o tym, jak należy urządzić świat? I może dodamy do tego, że odczytywał znaki?
Dobry był człowiek z tego pana ochmistrza.
[…]
Dobry człowiek. Co więcej?
Być może to niemało i może wcale nie trzeba wiedzieć więcej o Boehlendorffie28.
Johannes Bobrowski zaczyna i kończy pytaniami. Ostatnie zdanie opowiadania raczej przekornie sugeruje, że to wszystko, że więcej wiedzieć nie trzeba. Przeciwnie, za najciekawszym prozaikiem wczesnej NRD idą, jak się zdaje, Bēms, Bisenieks, Habeck, Schellhase, Zimmermann i wszyscy pozostali współcześni eksploratorzy życia i twórczości Casimira Ulricha Boehlendorffa, którzy uznali, że trzeba dowiedzieć się więcej. Opowiadanie Bobrowskiego wspomniane jest w każdej większej pracy poświęconej Boehlendorffowi, zaś Boehlendorff najczęściej przypominany jest w kontekście bałtycko-niemieckich wątków pisarstwa Bobrowskiego. Niech więc nikt się nie dziwi, że Bobrowski z jego wyobrażeniem o Boehlendorffie będzie naszym przewodnikiem, bo proza ta pcha ku poezji i ku podróży. Mimo że niektóre fragmenty tego eseju wydawać się mogą niemal naukowe, przede wszystkim jednak chodzi tu o podróż po Łotwie i poezji, po Heimacie Boehlendorffa.
2. Źródło
Und für eine Zeit ist der Hinausgegangene fort. Auf dem trockenen Ufer der Livländischen Aa wird er angetroffen, auf dem feuchten linken, dem mit vielem Nebenflüssen, auch, und über die Düna wechselt er hinüber, wo der grüne Ogerfluß in den trüben Strom mündet, schnell wie mit Sprüngem, dort geht er flußauf.
A ten, który wyszedł, nie wraca przez jakiś czas. Można go spotkać na suchym brzegu rzeki Aa w Inflantach, a także na lewym, wilgotnym z wieloma dopływami, potem zaś przechodzi przez Dźwinę na drugą stronę, tam gdzie zielony Oger wpada szybko, jakby skokami w mętny nurt, i idzie on tamtędy w górę rzeki29.
Znajdziemy na terenie dzisiejszej Łotwy dwie rzeki, które nosiły niemieckie miano Aa, w języku łotewskim nazywają się Lielupe / Lelupą i Gaują. Pierwsza z nich, Lelupa, leżąca w historycznej Kurlandii, po niemiecku dookreślana jako Kurlandische Aa, zdecydowanie nie ma wyraźnie suchego prawego brzegu, choć lewy istotnie jest bardziej bagnisty. Gauja natomiast, ukochana rzeka Łotyszów, chroniona w ramach największego w krajach bałtyckich i najstarszego na Łotwie parku narodowego, w większości swego biegu oba brzegi ma równie wyniosłe i klifowe, jak na przykład w Siguldzie, gdzie z jednego brzegu na drugi przejechać można koleją linową wysoko ponad lustrem wody. Gauja, czasami zwana po polsku Gawią, Goiwą albo Inflancką Aa, leży jednak na tym samym brzegu Dźwiny co Oger, łotewski Ogre, trudno więc przeprawiać się przez Dźwinę, by znad Gaui przejść nad Oger. Tak po prawdzie nie ma to większego znaczenia.
W pierwszej kolejności i tak zatrzymamy się nad Dźwiną, w miejscu, które już nie istnieje, a które przyciągało wędrowców. Słupi Róg, po łotewsku Staburags albo Staburadze, po niemiecku Stabburags, był cudem natury, osiemnastoipółmetrowym głazem osadowym wystającym z brzegu rzeki, a przez to powszechnie, acz błędnie, nazywanym klifem, powstałym wskutek wytrącania się i osadzania związków wapnia z wód źródła zwanego Liepavota30. Opiewany w łotewskich pieśniach ludowych, nabrał znaczenia wręcz mitycznego, powtarzając na łotewski sposób opowieść o Niobe. Dziewczyna na brzegu wyczekiwała ukochanego, który był rybakiem. Rozpętała się jednak wielka burza i ukochany utonął, a dziewczyna płakała na wysokim brzegu, aż zmieniła się w kamień, z którego łzy nie przestawały płynąć31. Dziś próżno szukać śladu po płaczącej skale, od 1965 roku spoczywa zalana spiętrzonymi wodami sztucznego zbiornika wzniesionego na potrzeby elektrowni wodnej Pļaviņas.
W 1910 roku najważniejszy bodaj polski badacz ziem łotewskich, Gustaw Manteuffel, wygłosił w Rydze odczyt na temat Słupiego Rogu, a streszczenie tego odczytu, wydane w „Kwartalniku Litewskim”, zawiera tłumaczenie napisanego przez Boehlendorffa wiersza poświęconego słynnej skale32. Autorem przekładu jest Bohdan Korsak33. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że jest to jedyny jak dotąd wiersz bałtyckiego wędrowca przeniesiony do polszczyzny. Na pewno jedyny, który udało mi się odnaleźć. Pierwszy przystanek w podróży po Kurlandii i Inflantach oczyma poezji Boehlendorffa musimy zrobić właśnie przy Staburags.
Herbstlied an den Stabburags
Wunderwürdiges Horn! Es treibt mich der Geist, dich zu suchen
Noch einmal im herbstlichen Mond. Im Frühmond versagtest
Du mir Huldigung, kurischer Horn! Nun will ich’s erringen
Dir zu flechten im dienstbaren Lied patriotischen Lichtkranz.
Lang umirrend auf täuschender Spur, wohl stürzt ich hinab mich
Durch die knitternden Aeste des gelbenden Hains an das tiefe
Dünagestad. Und unter dem Fuß, ha! rauschet der Tod mir[,]
Zornig schäumend, bedrohet den Geist; es wirft mich im Schwindel
An dem Moose der Felswand nieder. Es leitet der Fußpfad
Zwischen der falbenden Eiche, dem flammenden Ahorn, hinunter,
Weder wohin du sinkst, noch den Pfad gewahrst du im Sturze. –
Heiliger Strom! Du forderst nicht solch zitterndes Opfer.
Sonnig wallst du hinab, bekränzt mit vielfachem Kranz, aus der Fülle,
Reicht dem Felsen das blasse Laub, goldleuchtend im Schimmer,
Wie des wallenden Aethers, so auch siegelnden Stromes.
Und nun gewahr ich das Horn jenseits der perlenden Quelle
Welche den tröpfelnden Born dem Moorsaltare dort opfert,
Ferner besprengend den felsigen Grund und nun selber der Düna
Wogen läuternd durch sich; das stets arbeitende Wasser
Haus im oberen Raume des Horns, des beständigen Urquells
Reinem ruhigem Kelch, in’s Moos sich senkend und rinnt nun
Feuchtend das weiche Lager des Felsenhauptes, hernieder,
Thätig mit jeglichem Jahr, in des Steines durchdringliche Adern
Schaffend mancherlei Wundergebild, auf dem thürmenden [Haupte]
Des hochriesigen Horns und seiner abstürzenden Glieder.
Dieses nun raget gewaltig vor allen Felsen des Halbmonds,
Dessen lieblichen Fuß der Düna Welle benetzet,
Dreifach verschlungen im Bau ein röthlicher Drach‘ als entrönn‘ er,
Grausiger Höhle Schlund, um der göttlichen Sonne zu dräuen.
Kraftlos indeß, denn ihm liegen zerstreute Glieder am Boden.
Mächtig und hoch, zertrümmert liegen sie, aber das Wasser
Bildet niederperlend daran, mit unendlichen Tropfen,
Schau es, o Wand’rer, Felsungeheuer mit klaffenden Rachen,
Und sie stürzen herab zum Kampf in die siedenden Fluchten.
[…]34
Pieśń jesienna do „Słupiego Rogu”
Skało cudowna a dziwna! Mój duch znów ujrzeć cię pragnie
W świetle jesiennem księżyca. – Wiosną nie mogłem ci śpiewać
„Rogu Kuroński!” Lecz dziś uwiję pieśni posłusznej
Kwiaty na twoją cześć w rodzimy, swojski wieniec.
Długo błądząc po krętej ścieżce, zsunąłem się na dół
Po przez suche gałęzie zżółkłego gaju nad głębie
Brzegu Dźwiny. – U nóg mych szumią fale ponuro,
Grożąc śmiercią. Zawrotu moc o ziemię mnie ciska
Do stóp skały na mech. Tam ścieżka wije się z góry
Pośród poblakłych dębów i pośród klonów ognistych,
Po niej rzucając się w dół, ni drogi swej nie znasz, ni celu.
Święta rzeko! Wszak ty nie żądasz tej drżącej ofiary.
W słońcu toczysz swe nurty, wieńczy je dumna Jesień
Sama wieńczona bogato stroi nadbrzeżną skałę
Jasną poblakłą zielenią, co błyskiem złota się mieni.
W falach przejrzystych powietrza i w głębiach lustrzanych rzeki.
Oto spostrzegam „Róg” nad srebrną, perlistą krynicą,
Która swój czysty zdrój na ołtarz z mchów wylewa,
Skrapia skalisty zrąb i bujne fale Dźwiny
Prądem ożywia swym. – Ta woda co wciąż się sączy
Tam aż na szczycie „Rogu” w czystym, potężnym kielichu
Ma swe odwieczne siedlisko i spływa przez mchy siwe
Rosząc miękkie posłanie głowy skalnego olbrzyma,
Co rok pulsując cierpliwie w żyłach twardego kamienia
Tworzy przedziwne obrazy na dziko sterczących krawędziach
Skalnej opoki „Rogu” i jego walących się członków. –
„Róg” wyrasta potężnie nad półksiężycem skalistym,
Fale Dźwiny pokornie zraszają jego podnóże;
On się piętrzy potrójnie smokowi krwawemu podobny,
Co wydarłszy się z piekieł, boskiemu grozi słońcu,
Ale opada bez sił, a członki jego potężne
Leżą strzaskane do koła, i tylko woda perlista
Skropla się na nich, tworząc przed okiem twojem wędrowcze
Skalnych potworów mary, co rozwartymi paszczami
W fale pieniące się rzeki spadają w boju zawziętym
[…]35 .
Tekst oryginalny po raz pierwszy został opublikowany w roku 1866 w skompilowanym i ozdobionym autorskimi stalorytami przez Wilhelma Siegfrieda Stavenhagena albumie krajoznawczym pod tytułem Album Kurländischer Ansichten, w którym zaprezentowano widoki najciekawszych miejsc Kurlandii, opatrując je fragmentami wierszy i prozy, przekładami łotewskich pieśni ludowych. Nie będę ukrywał, że taka forma albumów Stavenhagena – można rzec: poetyckiego Baedekera – miała znaczny wpływ na kształt niniejszych rozważań.
3. Jezioro
Zostaniemy zatem nad wodami śródlądowymi. Tym razem zapuścimy się jednak na wody dotąd przez tłumaczy polskich nieprzemierzane.
XXXI
Der See bey M – - n in Kurland und der see bey Neuenburg im Schweizerland
Ferne gebirg und nahe wälder! ihr unterscheidet
Dieser tiefsinnigen see’n ewig begrüntes gestad«!
Ähnlicher große fast sind die spiegel des göttlichen wassers,
Schweigend, umnebelt und ernst dieser, wenn heitere nacht
Freude den kähnen versagt, und rings beleuchtet der fischer
Netzeverbreitendes volk, unter der sichel des monds.Heiterer himmel umwölbet den andern, die scherzenden städter
Segeln auf zierlichem kahn, reich, für den sonntag geschmückt
Und ergötzen sich üppig und lassen rund gehen den becher,
Und die muse des lieds iauchzet den chorus zur fahrt.Hier entgleitet der nachen und führet den landmann zur kirche
Oder der nachbar beschifft jubelnd zur taufe des kinds,
Oder zum hochzeitfest, und zum begräbniß – den dunkeln
Schauernden see oder freut bald sich der heimkehr nach haus.Morgens, im ruhigen licht, umwandelt die stillen gestader
Mit nachsinnendem geist dort der bürger der Schweiz,
Hier der Kurländer, und prüft mit dem glase die ferne –
Berge sind hügel Dort, hier sind die hügel gebirg« –
Neue reisen entwerfen sie dort, um den reichtum zu lokken,
Aber der landmann ermißt hier, mit prüfendem gang
Seines wohnorts entfernung vom saatfeld oder yom hofraum,
Oder folget der lust, angelnd im eignen gebiet.Plane machen sie dort, um see und gestad« zu verlassen,
Hier, nach zerstörendem sturm, neu zu erbauen ein hauß!36
XXXI
Nad jeziorem w M – n w Kurlandii i nad jeziorem w Neuenburgu w Szwajcarii
Dalekie góry i pobliskie lasy! Wy nadajecie różnice
Tych głębokomyślnych jezior wiecznie zielonych brzegów!
Podobnie wielkie są zwierciadła obu tych boskich wód –
Milczące, zamglone i poważne jest jezioro pierwsze, gdy pogodna noc
Odmawia radości łodziom, a lampa rybaka oświetla
Lud rozkładający sieci, pod sierpem księżyca.
Jasne niebo sklepia się nad drugim; żartobliwi mieszczanie
Żeglują ozdobną łodzią, bogato na niedzielę przystrojeni,
I oddają się zbytkom, i puszczają w krąg puchar,
A muza pieśni wykrzykuje przyśpiewkę na czas przeprawy.
Tu łódź odbija i wiezie rolnika do kościoła,
Albo sąsiad płynie z radością na chrzest dziecka,
Albo na wesele, albo na pogrzeb – ku mrocznemu,
Drżącemu jezioru – albo rychło cieszy się powrotem do domu.Rankiem, w spokojnym świetle, krążą po cichych brzegach
Z zamyślonymi duchy, tam mieszkaniec Szwajcarii,
Zaś tu Kurlandczyk, badają szkiełkiem przepastne dale
Góry – tam są pagórkami, tu pagórki są górami.
Nowe podróże obmyślają tam, by bogactwo przyciągnąć,
Zaś tu rolnik mierzy, odlicza krokiem, bada uważnie,
Odległość swego domu od przygotowanej roli czy podwórza,
Albo oddaje się przyjemności, łowiąc ryby w swoich miejscach.Tam czynią plany, by opuścić jezioro i jego brzegi,
Tu – po niszczycielskiej burzy – planują na nowo wznieść dom37.
Wiersz ten pochodzi ze skompilowanego i przygotowanego do druku na przełomie 1824 i 1825 roku tomu Puff- und Modejournal eines Unschuldigen, co można przełożyć jako „Burdelowo-modowy dziennik pewnego niewiniątka”. Na zbiór ten składa się poetycki, prozatorski i dramatyczny cicer cum caule trzydziestu lat twórczości poety. Przywołany powyżej wiersz, jeden z najpóźniejszych, może służyć niemal za ilustrację do biogramu Boehlendorffa. Skomplikowane z pozoru zestawienie dwóch jezior w dwóch krajach daje się odczytać jako pochwała swojskości Kurlandii, wyraz rozczarowania mieszczaństwem i Szwajcarią, które mogą tu stanowić fantom całej Europy Zachodniej.
Wskazane w tytule wiersza miasto w Szwajcarii, jak i jezioro drugie, jezioro „tam”, znane są w Polsce bardziej pod francuską nazwą Neuchâtel i Lac du Neuchâtel, rzadziej zaś niemiecką, Neuenburg i Neuenburgsee. Nazwę miejscowości w Kurlandii Boehlendorff z niejasnych przyczyn ukrywa, ostatecznie skreśla środkową część wyrazu. Pod przekreśleniem widać jednak „Markgrafen”38, nazwy jeziora zaś „tu” nie podaje; mowa o jeziorze Angern / Engure. Jak pisze Krzysztof Żwirski: „[…] jezioro Engrue – leniwie rozlane po mapie grzęzawisko pełne ryb, ptaków i pojedynczych, konkurujących z ptakami wędkarzy”39. Jest to trzecie co do wielkości jezioro Łotwy, zasilane przez kilka niewielkich rzek, miejscami rozpełzające się w nieprzebrane mokradła, a przez to niemające jasnej linii brzegowej na wszystkich odcinkach, jezioro chronione z licznymi rezerwatami ptactwa, a całościowo z parkiem krajobrazowym. Nie jest łatwo słowami oddać urok tego wielkiego, acz płytkiego jak kałuża jeziora40.
Wspominane wieś i jezioro należą do krajobrazów najściślej rozumianego Heimatu Boehlendorffa, a w dodatku okolice te spinają klamrą okres dzieciństwa i ostatnie lata życia poety. W miejscowości Angern / Engure spędził on znaczną część dzieciństwa, w Markgrafen / Mērsrags zaś zmarł. Obie miejscowości oddalone są nieco od brzegów jeziora, położone bliżej brzegów Zatoki Ryskiej – łatwiejszych do ustalenia i sprzyjających bardziej lukratywnym interesom. Niemniej można z pewnym marginesem prawdopodobieństwa stwierdzić, że leżą po przeciwnych stronach: Angern / Engure na południowym, Markgrafen / Mērsrags na północnym skraju jeziora.
Północny brzeg jeziora posłuży również Boehlendorffowi za scenerię dialogu Der moderne Ossian am Kurischen see, również zamieszczonego w „Burdelowo-modowym dzienniku pewnego niewiniątka”. W podtytule znów przekreślone „Markgrafen” i data: 15 czerwca 1824. Współczesny Osjan nad jeziorem Angern / Engure rozmawia z głosem Malwiny, który przyniosły do Kurlandii burzliwe wiatry morskie. Utracił miłość i błąka się wzdłuż brzegów jeziora jak czajka, której pisklęta porwał myśliwy. Duch Malwiny bierze go za prawdziwego Osjana, czemu bohater Boehlendorffa zaprzecza, nazywa Szkocję „verwandte eiland” / „pokrewną wyspą”, poezje osjanowe – nieśmiertelnymi, a jego chwałę na niebie i ziemi – wieczną. O sobie mówi zaś, że choć nosi jednakie imię, jest już tylko echem jego głosu. Głos Malwiny odpowiada, że wielcy twórcy dawnych poezji przeminęli, a ona sama przez burzliwe wody została porwana od ich grobów, w kraju, gdzie ich imion i tak nikt nie pamiętał, więc niech współczesny kuroński Osjan skarży się i opowie o swoim cierpieniu. On zaś odpowiada tak:
Ossian
Diese wasser sind still und schweigend,
Die schatten dieser gestade
Hallen nicht von thaten des muthes und von kämpfen wieder,
Jene eiland im see sind wüst
Und nur der stier und die schaafe mit ihren lammern
Grasen in den tagen des sommers
Und feiern da in ruhe,
Während der dürftige fischer die netze auswirft
Und von der beute der fluthen
Die noch unmündigen kinder sich nähren.
Sie kennen nur den see und die gestirne
Und diese einode des waldes
Hegt ihnen stämme und gebüsch«
Daß sie des winters frost
Und den kommenden winter nicht scheuen.
Sie haben einen fürsprecher im himmel,
Den kennen sie
Und zu ihm erhebt sich
Ihr stummes gebet.
Mich führte hieher der gott der verlassenen,
Um jenen ozean zu vergessen,
Der mit ungeheuerm gebrause
Aus seinen ufern schwillt.
Die vergessenheit, die hier quillt, ist meine labung;
Dort schwebt grauenvoll ein gedächtnis vergeblicher
Thorheiten
Eine sphynx der zukunft
Ueber dem land,
Und die wogen, mächtiger
Als die thaten der lebenden
Tönen es bis in das herz des lebens,
Und das herz hört auf, zu schlagen,
Immer tiefer hallen die worte
Des leblosen Daseyns in den kerker der menschheit hinab
Sie versiegelt die vernichtung
Und der ruhm verstummt41.
[…]
Osjan
Te wody są ciche i milczące.
Cienie tych brzegów
Nie rozbrzmiewają czynami męstwa ani walką.
Owe wyspy na jeziorze są bezludne,
Tylko byk i owce z jagniętami
Pasą się w dniach lata
Świętują tam w spokoju,
Podczas gdy ubogi rybak zarzuca sieci
I z łupów wydartych falom
Żywi nieznające jeszcze słów dzieci.
Znają tylko jezioro i gwiazdy,
I to pustkowie leśne,
Które rodzi im pnie i komysze,
Aby zimowego mrozu
I nadchodzącej zimy się nie zlękli.Mają orędownika w niebie –
Tego znają,
I ku niemu wznosi się
Ich niema modlitwa.Mnie przywiódł tu bóg opuszczonych,
Abym zapomniał o owym oceanie,
Który z potwornym hukiem
Z brzegów swych wzbiera.Zapomnienie, które stąd bije, jest moim pokrzepieniem;
Tam unosi się groźnie wspomnienie daremnych
Szaleństw –
Sfinks przyszłości
Nad krajem.A fale, potężniejsze
Niż czyny żyjących,
Brzmią aż w sercu życia,
A serce przestaje bić.
Coraz głębiej rozbrzmiewają słowa
Martwego istnienia w dół do lochu ludzkości;
Pieczętują zagładę
I chwała milknie.
[…]
Słusznie wskazuje Schellhase w komentarzu do tego poetyckiego dialogu, że mamy tu do czynienia z czymś w rodzaju pośredniego autoportretu Boehlendorffa42. Podobnie jak w poprzednio cytowanym wierszu przyroda kurońska i opisywany ze szczerym zachwytem (choć nieco stereotypowo) prosty łotewski lud są tu radykalnie przeciwstawione obrazom zapamiętanym z lat spędzonych w Europie Zachodniej – czy to szwajcarskiemu mieszczaństwu, czy też Boehlendorffa własnemu wiekowi klęski – „gedächtniß vergeblicher Thorheiten” / „wspomnienie daremnych szaleństw”. Znów pojawia się zestawienie swojskie – światowe, tam – tu, Europa Zachodnia / Kraje Niemieckie – wschodnioeuropejski Heimat. Ojczysta przyroda kurlandzka stanowi natomiast ukojenie dla poety, który opiewa śmierć wielkich bohaterów, przy czym niebezzasadnie będzie spostrzec, że i piewcę, i poległego śmiało odczytać możemy w samym Boehlendorffie.
4. Rzeki
Do Markgrafen / Mērsrags jeszcze wrócimy, tymczasem idźmy dalej za naszymi przewodnikami, nad wody płynące.
Da kommt die Behrse, klar und auch über den Steinen ruhig und hier and der Auschwemmung über dem Sand, ein Flüßchen am Wald vorbei und den Ruinen auf dem linken Ufer.
Tędy płynie Behrsa, przejrzysta i spokojna także na kamieniach i tu, na mieliźnie, na piasku, mała rzeczułka, i opływa las i ruiny na lewym brzegu43.
Bobrowski znał tylko kilka wierszy Boehlendorffa. W większości te, które przedrukowywane były później w antologiach poetów bałtycko-niemieckich. Jednej z nich, Das Baltische Dichterbuch, wydanej przez Jeanotta Emila von Grotthußa w Rewelu / Tallinie w 1894 roku, pisarz zawdzięczał w ogóle zaznajomienie się z mniej znanymi twórcami dzisiejszej Łotwy i Estonii. Jak podaje biograf Bobrowskiego, Gerhard Wolf, książkę tę Bobrowski otrzymał w prezencie od Bernarda Jentzscha na urodziny w roku 196544. Choć nie miał dostępu do tak obszernego zbioru wierszy, jakim dysponujemy dzisiaj, doskonale wyczuł upodobanie Boehlendorffa do wód; wymienia w opowiadaniu wiele rzek, strumieni i potoków. Behrsa / Bērze, po polsku Berza (aczkolwiek tę nazwę znajdziemy tylko w nieocenionym Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich45), to nieco ponadstukilometrowa rzeka płynąca z zachodu na wschód, by na przedmieściach Mittawy / Jełgawy wpaść do rzeki Schwete / Svēte (znów jedynie w Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego… uwzględniono polską nazwę Szwita46), której wody kilka kilometrów dalej łączą się ze znaną nam już Kurländische Aa / Lielupą / Lelupą. Boehlendorff natomiast nie zawsze podaje nazwy geograficzne, jak na przykład:
Am bach
Des bächleins welle plätschernd fließt,
Der mensch verzehrt, der mensch genießt,
Und hangt er nicht den klöppel an
Der tagesuhr, so steht sie dann!Wohin der fluß? woher der uhr
Das gehn? dies kunst, ienes natur?
Die kunst verräth den meister nicht,
Doch die natur giebt ihr das licht.Und nach der uhr geht mancher schritt
Und der gedanke langsam mit;
Nur, wie der fluß, so wallt das blut,
Das immer eilt und nimmer ruht47.
Nad potokiem
Fala potoczku pluszcze i płynie,
Człowiek używa, raduje się, żyje;
A gdy nie zawiesi serca u dzwonu
w zegarze dnia – on stanie, nie wyda tonu.Dokąd płynie potok? Skąd zegara ruch?
Czy jedno – sztuki, drugie – natury duch?
Sztuka mistrza swego nie zdradzi łatwo
Lecz właśnie natura daje sztuce światło!Podług zegara krok niejeden stawia
Człowiek, myśl za krokiem wolno się zjawia;
Lecz w strumieniu woda, tak burzy się krew,
Która zawsze pędzi i nie gaśnie jej zew.
Wiersz ten pochodzi z ostatniego ukończonego przed śmiercią zbioru wierszy pod tytułem Marionetten, który, podobnie jak Puff- und Modejournal eines Unschuldigen, Boehlendorff długo składał z wierszy dawniejszych i nowych utworów, zaś pisał, redagował i poprawiał go w czasie ostatnich wędrówek po ojczyźnie, jeszcze na początku kwietnia 1825 roku. Można by tu zakwestionować zasadność przekonania, że bezimienny i lakonicznie scharakteryzowany strumyk wpisuje się w założenie o związku poetyki Boehlendorffa z krajobrazami kurlandzkimi, niemniej jednak, gdy zapoznamy się szczegółowo z oboma przedśmiertnymi tomami poety, wszelkie wątpliwości się rozwiewają. Oczywiście nie wymagam, żeby wierzyć mi w tej sprawie na słowo, gdyż takie same refleksje znajdziemy w tekstach najważniejszego komentatora tych dwóch tomów, Friedera Schellhasego48. Z dużym przekonaniem można zatem stwierdzić, że któryś z pływów – bardzo licznych kurlandzkich potoków, może jeden z drobnych cieków wpadających do jeziora Angern / Engure, a może wspominana Behrsa / Bērze – przywiódł Boehlendorffa do rozważań o rozdarciu człowieka pomiędzy naturą a kulturą, które z dzisiejszej perspektywy wydawać się mogą dość tuzinkowe, niemniej dzięki wyrazistej metaforyce i zwartej dykcji spełniają się w roli wiersza-aforyzmu, przypisywanej temu utworowi przez Schellhasego49. Bardziej może interesujące jest to, że błąkający się od dwóch dekad po błotnistych bezdrożach od Bałtyku po Donbas, od Petersburga po Wołyń, nie utracił nigdy wyczucia Zeitgeistu, intuicji poetyckiej, która pozwalała mu z dużą wprawą szafować głównymi problemami kultury swojej epoki. Słychać tu wciąż, po dwudziestu latach od opuszczenia przez Boehlendorffa Jeny, echa studiów u Friedricha Wilhelma Josepha von Schellinga i Friedricha Schlegla.
5. Morze
Bobrowski:
So ruhig ziehen die Schiffe an Markgrafen vorüber, auf Dünamünde zu, mit unbewegten Segeln aus Milchglas. Zu denken, daß sie über die See gekommen sind und eins und das andere, die früher hier vorbeizogen, nie mehr kommen, weil die See sie fortgenommen hat, zerschlagen und zerbrochen mit Stürmen und großen Wellen, höher als der Küstenwald.
Jak spokojnie przepływają statki koło Markgrafen, ku ujściu Dźwiny. Nieruchome żagle jak z mlecznego szkła. Pomyśleć, że napłynęły od strony morza, a tamte, które kiedyś tędy przepływały, nigdy już nie powrócą, bo wzburzone morze je porwało, rozbiło, roztrzaskało olbrzymimi falami, wyższymi niż las nad zatoką50.
Boehlendorff:
Der Wechsel
Ich wohnt‘ als Kind am weit entfernten
Strande Da weilt‘ auf hohem Meere oft mein Blick,
Die Schiffe gingen hin und auch zurück;
Ich sah‘ es freundlich an vom sichern Lande.Und wie die Züge an des Ufers Rande,
Die ich – umfangen von der Unschuld Glück –
Dahin gemahlt mit kindlichem Geschick,
Bedeutungslos verrannen in dem Sande;So flohen auch die Gedanken schnell von hinnen,
Und vor den offnen leicht bewegten Sinnen
War Meer und Himmel nur ein buntes Bild.Jetzt find‘ ich mich von hoher Fluth getrieben,
Muß Vieles hassen, Manches ängstend lieben! –
Das stille Ufer war wohl nur ein Bild?51
Przemiana
Mieszkałem, dzieckiem będąc, na brzegu odległym
I często wzrok mój błądził nad szerokie morze,
Gdzie odpływały i wracały statki hoże,
Z bezpiecznej ziemi okiem patrzyłem przyjaznym.A jak rysunki i znaki na samym brzegu,
Które ja w szczęściu tak błogim i tak niewinnym
Kreśliłem tam właśnie ręki ruchem dziecinnym
Znikały bez znaczenia przy fali podbiegu,Tak też i myśli, i trwogi wszelkie prysły
A przed otwartymi i poruszonymi zmysły
Było niebo i morze barwnym tylko pozorem.Teraz, gdy mnie w dal unosi wód wezbranych fala,
Wielu nienawidzić muszę, wielu kochać z dala! –
Był li ten cichy brzeg barwnym mi tylko pozorem?
Wiersz ten pochodzi najprawdopodobniej z 1802 roku, jak wskazuje Schellhase na podstawie korespondencji poety z tamtego okresu52. Tekst ukazał się w Poetisches Taschenbuch für Jahr 1803, jedynej wydanej za życia Boehlendorffa znaczącej publikacji poetyckiej. Była ona znana Bobrowskiemu, z czego zapewne wynika uderzające podobieństwo między nastrojem tego sonetu a cytowanego fragmentu opowiadania. Wtedy to, pod koniec 1802 roku, być może jako pokłosie traumatycznych doświadczeń w Szwajcarii i nieudanych przygód miłosnych w Bremie, w wierszach kurlandzkiego Niemca, czującego się obco we właściwych krajach niemieckich, gościć zaczyna poczucie nostalgii za Heimatem, małą ojczyzną. Jak zauważa Robert Habeck, Boehlendorff kreuje sui generis utopię, jednak nie lokuje nadziei w przyszłości, lecz tworzy wizję, w której to przeszłość nazwana być musi złotym wiekiem53. Przekonanie to, ujawniające się także w innych wierszach z tego okresu54, łączy się z poczuciem, że wyjazd z Kurlandii do Niemiec i podjęcie studiów były błędnymi krokami, które cieniem położyły się na całym dalszym życiu poety. Ponadto poczucie to jest podszyte czymś, co moglibyśmy nazwać nieufnością do głównego nurtu, konfliktem diaspory lub prowincji z kulturowym centrum – Boehlendorff jest wszak przedstawicielem, co prawda licznej, aczkolwiek mniejszości niemieckiej, która w Kurlandii od czasów podboju tych ziem przez Kawalerów Mieczowych jest elitą. W Krajach Niemieckich Boehlendorff nie czuje się dobrze, jak to często bywa w przypadku ludzi z diaspory, gdy ci wpadną w główny nurt swego narodu. Boehlendorff w Jenie nie jest w żaden sposób wyjątkowy, a jego inna perspektywa predestynuje go raczej do roli dziwaka i odrzutka niż pierwszoplanowego gracza. Przeczucie to bezbłędnie odczytuje Bobrowski, gdy z ironią komentuje:
Möglich, daß er dort etwas gewesen ist, in Deutschland. Nun ist er hier, und man hat nichts von ihm.
Das geht ja schon eine ganze Zeit so, die jungen Leute fliegen aus, mit dem glänzendsten Graben, wie man immer wieder hört, machen Furore, dort draußen, und kommen uns schließlich unzufrieden und ungerecht zurück, dafür läßt man nun studieren
Możliwe, że tam, w Niemczech, był kimś. Ale teraz tutaj nie ma z niego żadnego pożytku.
Dzieje się tak przecież już od dawna. Wciąż słyszy się, że młodzi ludzie ze wspaniałymi zadatkami idą w świat, robią gdzieś tam furorę i w końcu wracają niezadowoleni z życia, skwaszeni, no i taki pożytek z tych studiów55.
Poetisches Taschenbuch, wydany wraz z Gerhardem Antonem Hermannem Grambergiem, mniej dziś znanym poetą z Oldenburga, przykuł uwagę wspominanego już wcześniej Garlieba Merkela. Do niełatwych dla psychiki poety doświadczeń dołączyła właśnie niesprawiedliwa i szalenie jadowita krytyka ze strony krajana. Merkel pamiętany jest dzisiaj bodaj tylko na Łotwie i jedynie jako pierwszy rzecznik wolności Łotyszów, akuszer uwłaszczenia chłopów w guberniach bałtyckich ówczesnego Imperium Rosyjskiego, twórca intelektualnych fundamentów powstającej dopiero łotewskiej inteligencji56. Z racji skupienia się badaczy na ludoznawczych i lettofilskich aspektach działalności Merkela jeszcze mniej znany jest jego epizod berliński, w trakcie którego Merkel aktywnie działał jako krytyk literacki, a jego rola w poezji niemieckiej może być porównana do tej, jaką odegrał w polskiej Jan Śniadecki – do roli najbardziej nieprzejednanego zoila rodzącego się nurtu romantycznego. Freye pisze wprost:
Garlieb Merkel heißt der Mann, der Boehlendorff um den Rest seiner gesunden Vernunft gebracht hat 57. / Garlieb Merkel zwie się człowiek, któremu Boehlendorff zawdzięcza utratę resztek zdrowego rozsądku.
Kryje się w tym jednak pewna ironia – krytyce Merkela i wywołanemu przez nią kryzysowi psychicznemu zawdzięcza bowiem Boehlendorff to, że ostatecznie w 1803 roku wraz z powrotem na Heimat dobiega końca trudny dziewięcioletni okres studencko-emigracyjny. Rozpoczyna się dwudziestojednoletni okres wędrówek, ucieczek i powrotów nad Zatokę Ryską.
Utracony Heimat jest niekiedy dla Boehlendorffa tożsamy z wszystkimi dobrymi domowymi uczuciami. Za przykład niech tu posłuży wiersz z około 1820 roku, znaleziony wśród rękopisów pozostawionych przez Boehlendorffa pod opieką Karla Friedricha Ludwiga Petersena w Dorpacie / Tartu58. Petersen, rówieśnik Boehlendorffa i jego kolega z czasów studiów w Jenie, później wykładowca języka niemieckiego i bibliotekarz na Uniwersytecie w Dorpacie / Tartu, pozostawił po sobie bogatą kolekcję niepublikowanych pism bałtycko-niemieckich poetów, które w 1846 roku ukazały się drukiem w drobnym wydaniu przyszykowanym przez przyjaciół Petersena już po jego śmierci. Wydanie to, pod tytułem Karl Petersen’s Poetischer Nachlass, czyli „Poetyckie archiwa Karla Petersena”, stało się podstawowym źródłem dla wspominanej już, a będącej przyczynkiem do rozważań Bobrowskiego, Das Baltische Dichterbuch Jeanotta Emila von Grotthußa.
Ungestilltes Sehnen
Soll ich immer weiter wandern,
Selten rasten, nimmer ruhn?
Ach’ da komm ich nur zu Andern,
Aber nimmer zu den Meinen;
Weiß von Keinen
Die mit Lust mir Liebes tun.Zieht der Schwan in gold’nen Kreißen
Durch die blauen Himmelshöhn
Denk’ ich: könnt‘ ich mit dir reisen!
Liebend findest du die Lieben;
Mich im trüben
Nebel will kein Herz verstehn!Heimath ist mir langst entschwunden,
Lieb’ und Frieden sucht mein Herz,
Hat sie nimmer doch gefunden;
Ach! Es sucht bis zum Ermüden
Lieb’ und Frieden! –
Wird’ nicht müd’, mein armes Herz!
Wiersz ten jest dość problematyczny. Z jednej strony Bobrowski cytuje go aż dwa razy, i to w kluczowych fragmentach tekstu, nie podaje jednak w całości, choć zdawać by się mogło, że traktuje autobiografizm tego utworu niemalże wykładniczo, jakby Boehlendorffowi udało się w trzech strofkach zawrzeć istotę swego losu. Z drugiej strony – i z tego właśnie powodu nie zamieściłem dotychczasowym zwyczajem przekładu tuż pod oryginałem – jest to liryka pisana bardzo kunsztowną, specyficzną pod względem sylabiki i rymowania strofą59, a jednocześnie dość prostym, choć gęstym językiem, przez co przekład kosztował mnie niemało czasu potrzebnego do namysłu i tyle samo zgryzoty będącej wynikiem nieadekwatności słów i rymów. W efekcie zamiast jednego przekładu powstały dwie paralelne wersje, oddające osobno całość walorów estetycznych oryginału.
Niezaspokojone pragnienie
Wersja 1.
Czy wędrować mam bez końca,
wytchnąć rzadko, nigdy spocząć?
Ach, przychodzę wciąż do obcych,
Ale nigdy nie do swoich,
Nie znam takich,
Co miłością mnie obdarzą.Sunie łabędź w kręgach słońca
Poprzez błękit wyżyn nieba,
Gdybym mógł ja z nim odlecieć!
Kochasz, więc i miłość znajdziesz,
Mnie w mgle szarej
żadne serce nie chce pojąć!Znikła dawno mi Ojczyzna,
miłość, pokój – serce szuka,
nie znalazło jednak nigdy,
szuka, szuka bez wytchnienia
miłości, pokoju!
Ach, nie spocznie biedne serce!
Wersja 2.
Czy to właśnie mi pisane, ta wędrówka nieskończona
I spokoju nie znać wcale, tylko czasem wytchnąć trochę?
Wszędzie tylko ludzie obcy, a wędrówka moja płonna,
Bo do swoich nie potrafię znaleźć drogi,
Nigdy mnie nie spotkał taki człowiek błogi,
Co z radością by pokochał moje serce płoche!Na tle słońca kręgi złote właśnie kreśli łabędź biały
W dal ulata przez bezkresne niebios dale! A ja dumam:
„Gdybym w dal bezkresną mógł odlecieć z tobą! Mój wspaniały!”
Kto miłości już oddany, miłość łatwo znajdzie,
Serca, które mnie zrozumie, nie ma nigdzie!
Tylko w mgle posępnej wiecznie się po świecie tułam!Dawno znikła mi Ojczyzna, kraj rodzinny, ukochany,
A miłości i pokoju szuka serce bez wytchnienia.
Nie znalazło nigdy dotąd, nie wie, gdzie ten skarb schowany,
Niespokojne nieustannie, pragnie wiecznie
Tak! miłości i pokoju, wciąż, niezmiennie,
Ach, biednemu sercu memu nie ma odpocznienia!
Zestawienie białego łabędzia i złotych kręgów budzić może uzasadnione skojarzenia z Bakczysarajem w nocy z Sonetów krymskich Adama Mickiewicza:
Jeden obłok, jak senny łabędź na jeziorze,
Pierś ma białą, a złotem malowane krańce;60
i to skojarzenie niech posłuży za wystarczający dowód, że sztafaż poetyckich środków i obrazów jest tu dość typowy. To, co nadaje oryginalności i osobistego rysu temu wierszowi, to właśnie umieszczenie wśród zdań o samotności i nieszczęściu w miłości frazy: „Heimath ist mir langst entschwunden” / „Znikła dawno mi Ojczyzna”. Boehlendorff idealizuje Heimat – nie jest to ani czysty krajobraz, miejsce na mapie, ani tylko to, co swojskie i domowe. To raczej struktura pamięci, zestrój afektów i obiektów, które mają zdolność ewokowania owych afektów. Boehlendorffowe poczucie Heimatu to antycypacja magdalenki Marcela Prousta, doświadczanej totalnie, wszystkimi zmysłami, przez co wywołującej poczucie nostalgii silne i wyraziste. Można by zaryzykować hipotezę, że mierząc się z pustką i osamotnieniem, poeta wraca pamięcią do czasu, gdy otoczony był pełnią i miłością, a ten czas i stan naturalnie kojarzą mu się z Heimatem.
Jednym z elementów krajobrazu, który najmocniej oddziałuje w twórczości Boehlendorffa jako zakotwiczony obiekt pamięci o ojczyźnie, jest morze. Spójrzmy zatem jeszcze ostatni raz na Bałtyk, na Zatokę Ryską oczyma poety, który do tych miejsc tęskni.
Sonett
An Raison
Sowie dem Mann, der nah dem Klippenstrande,
Vom Sturm umtost und von des Meeres Wuth
Im Schatten sinnend, eines Haines ruht,
Umgränzt von des Geschickes strengem Bande.Er sieht die Wolken ziehn nach jenem Lande,
Dahin sein Sehnen leise Wünsche thut,
Wo seiner schönern Tage Jugendglut
Entlodert winkt mit neu-erhelltem Brande.„O bringe mir den holden Morgen wieder,
Der alten, frommen Freundschaft süßes Glück,
O bringe mir das Kindliche zurück!”So naht auch mir der Geist der alten Lieder
Und über Berge, Thäler, Meer und Fluth
Träum’ ich den Hafen, wo die Welle ruht61.
Sonet
Dla Raisona62
Jak człowiekowi, co tuż przy klifu krawędzi,
Choć kipi morze i szaleje burza,
W cienistym gaju w myślach się zanurza,
I spętany przez losu tak surowe więzi.Widzi chmury, wiatr je do kraju tego pędzi,
Co wciąż tęsknoty cichej nerw porusza,
I wspomnień dni młodości żarem dusza
Rozgrzana znów żywego ognia wznieca kręgi!„O, przywróć mi – woła – ten poranek prześwięty,
Słodkie owych szczerych przyjaźni szczęście
O, powróć czystość, prostotę dziecięce!”Tak ku mnie kroczy dawnych pieśni duch zaklęty
I nad góry, doliny, morza, dale
Śnię o porcie, gdzie spoczywają fale.
Boehlendorff co prawda na Zachód, do Krajów Niemieckich, udaje się z własnej woli, aczkolwiek zarówno sztafaż środków stylistycznych, jak i sama istota romantycznej nostalgii pobrzmiewają zaskakująco znajomo w zestawieniu z tym, co znamy doskonale z polskiej poezji polistopadowej. Można zauważyć nawet jedno bardzo konkretne podobieństwo – wiersz Boehlendorffa oparty jest strukturalnie na zamaszystym porównaniu rozpiętym między pierwszym a dwunastym wersem, a do złudzenia przypominającym Mickiewiczowe –
Jak mnie dziecko do zdrowia powróciłaś cudem
[…]
Tak nas powrócisz cudem na Ojczyzny łono.
– a i kolejna linijka –
Tymczasem przenoś moję duszę utęsknioną63
nie leży od niej tematycznie i nastrojowo zbyt odlegle, wszak i Boehlendorff w podobnym tonie przenosi się myślami do utraconego kraju lat dziecięcych. Mimo uderzającego podobieństwa naiwne byłoby poszukiwanie tu jakichkolwiek wpływów i zależności, choćby ze względu na natychmiastowe niemal zapomnienie Boehlendorffa po jego śmierci w 1825 roku. Aczkolwiek, mając na względzie, że filomackie lata Mickiewicza przypadają na okres wędrówek Boehlendorffa po bałtyckich prowincjach ówczesnego Imperium Rosyjskiego, a także niewielką stosunkowo odległość Wilna i Kowna od Rygi czy Mittawy / Jełgawy, trzeba przyznać: wizja Boehlendorffa, dwadzieścia lat starszego, wieszcza-wagabundy, przygarniętego z tułaczki, czytającego swoje wiersze między młodzieżą, jakby nieludowa wersja obrazka z romansu Dudarz, przyjemnie pobudza wyobraźnię.
Wróćmy jednak do morza, którego dwa skrajne obrazy – burza szalejąca poniżej klifu i spokojna przystań – stanowią szczególną klamrę kompozycyjną przywołanego wyżej sonetu. Od narzucającej się w pierwszej kolejności interpretacji tych symboli, związanej z parą, odpowiednio: „dorosłość – dzieciństwo”64, dającą się łatwo przekształcić w kolejną: „świadomość – niewinność”, od której krok już do opozycji „kultura – natura”, znacznie bardziej uzasadnione w kontekście tych rozważań będzie zestawienie: „emigracja – Heimat”. Czytając natomiast ten wiersz przez pryzmat poetyckiego przetwarzania obrazów znanych poecie z Heimatu właśnie, zaryzykuję zinterpretowanie tworzących klamrę przeciwieństw jako jednego miejsca: Markgrafen / Mērsrags.
Na północnym skraju tej miejscowości (na południowym znajdują się brzegi jeziora Angern / Engure) w wody Zatoki Ryskiej wbija się niewielki i poza Łotwą mało znany, jednoimienny ze wsią przylądek, z którego przy dobrej pogodzie można dostrzec zarówno światła Jurmali, jak i półwysep Kolka. Jest to więc jedyne miejsce, z którego podziwiać można całą Zatokę Ryską. Niestety, autorzy podręcznych map i atlasów zwykle kreślą od ujścia Dźwiny aż do półwyspu Kolka65 jedną niezmąconą krzywą, przez co zupełnie lekceważą istnienie przylądka Margrafen / Mērsrags. Po jego północno-zachodniej stronie wybrzeże jest nieco bardziej strome, może nieco na wyrost można uznać, że sięgająca od półtora do dwóch metrów skarpa66 to klif. Na jego szczycie stoi latarnia morska. Z drugiej strony, od południowego wschodu, brzeg jest natomiast zupełnie łagodny, płaski, udekorowany powyciąganymi na ląd łodziami rybackimi. Pomiędzy nimi, na przedłużeniu cypla, z wody wystaje wielki kamień, zwany diablim lub czarcim. Może dlatego, że dopiero gdy się na niego wdrapać, naprawdę widać całą Zatokę jak na dłoni.
W Markgrafen / Mērsrags jest Heimat Boehlendorffa, to właśnie „Hafen, wo die Welle ruht” / „Port, gdzie fala spoczywa”, tam zaczyna się i kończy jego świadome życie. Wyidealizowany świat lat dziecięcych jest miejscem w pamięci, do którego powrotu już nie ma i zapewne ta właśnie świadomość pchnęła Casimira Ulricha Boehlendorffa do targnięcia się na życie 10 kwietnia 1825 roku. Miał zapewniony byt i dochód, mieszkał w Heimacie, za którym całe dorosłe życie tęsknił, ale nic nie było i nie mogło być już takie samo.
Na cmentarzu w Markgrafen / Mērsrags próżno szukać jego grobu, a miejscowy pastor nawet nie wie, że jakiś niemieckojęzyczny poeta kiedyś został tu pochowany. Dom, w którym Boehlendorff się zastrzelił, stoi do dziś, mieszkają tam ludzie, biegają dzieci, podłoga pokryta jest linoleum, bo zapewne na zdrowych trzystuletnich dębowych deskach podłogi widoczna jest wciąż niczym niedająca się zmyć plama, ślad krwi.
Bobrowski:
Boehlendorff wendet sich ab, auf die Düne zu. Dieser Abend kommt leicht, mit hellen Farben. Vom Wasser herauf, die Stille tritt über den Sand. Von der Höhe der Düne sieht man auf die Bucht hinaus und, nach Süden, über den langgestreckten See, der die hellen Wasser draußen mit seiner dunklen Farbe begleitet, zwischen Sand und Feldern und Waldstücken, weit hinunter, auf Angern zu, auf den spitzen Kirchenturm und ein beglänztes Dach davor.
Boehlendorff odwraca się i idzie ku wydmom. Wieczór zapada łagodny w jasnych kolorach. Znad wody cisza wstępuje na piasek. Z wysokiej wydmy widać zatokę, a na południu, ponad długim rozległym jeziorem, które tamtym jasnym wodom towarzyszy swoją ciemną barwą, otwiera się między piaskiem, polami i skrawkami lasu daleki widok na Angern, na spiczastą wieżę kościelną i błyszczący przed nią dach67.
Boehlendorff:
Das gegebene ist leider nur so sehr Fragment, vom Fragment daß nur Deine Seele es wieder beleben kann68.
Niestety to, co nam dane, to tylko taki fragment, fragment, który tylko Twoja dusza może przywrócić do życia.
1 J. Bobrowski, Boehlendorff [w:] Gesamelte Werke in Sechs Bänden, Band 4: Die Erzählungen, Berlin: Union Verlag, 1987, s. 97.
2 Tenże, Uczta myszy i inne opowiadania, tłum. Z. Jaremko-Pytlowska, Warszawa: Czytelnik, 1968, s. 7.
3 R. Habeck, Ich träum den Hafen, wo die Welle ruht, Hessischer Rundfunk, 1996, s. 2. Pogrubienie zachowano za cytowanym tekstem.
4 Nawet pierwsza monografia Boehlendorffa autorstwa Karla Freyego nosi tytuł Casimir Ulrich Boehlendorff: der Freund Herbarts und Hölderlins, Langensalza: Hermann Beyer & Söhne, 1913.
5 C.U. Boehlendorff, Werke, t. 1‒3, hrsg. von F. Schellhase, Frankfurt am Main: Stroemfeld/Roter Stern, 2000.
6 R. Bēms, Casimir Ulrich Boehlendorff, tłum. S. Pijola [w:] C.U. Boehlendorff, Gedichte/Dzejas, Riga: Jumava, 2014.
7 Kazimirs Ulrihs Bēlendorfs, online: https://www.literatura.lv/personas/kazimirs-ulrihs-belendorfs [dostęp: 8.06.2026].
8 R. Habeck, Casimir Ulrich Boehlendorffs Gedichte: eine stilkritische Untersuchung, Würzburg: Königshausen & Neumann, 1997.
9 J. Bobrowski, Boehlendorff [w:] Gesamelte Werke…, s. 105; tenże, Uczta myszy…, s. 19.
10 Tenże, Boehlendorff [w:] Gesamelte Werke…, s. 105; tenże, Uczta myszy…, s. 7.
11 Nie pierwszy i niejedyny raz posłużył się Bobrowski tu mało znaną szerokiej publiczności postacią historyczną, by wspomnieć choćby Litewskie klawikordy, tłum. A.M. Linke, Warszawa: Czytelnik, 1969 (wyd. oryg. Litauische Claviere, Berlin: Union Verlag, 1966), gdzie mowa jest między innymi o Kristijonasie Donelaitisie, postaci poza Litwą szerzej nieznanej.
12 Warto zwrócić uwagę na to, że pierwszych dwadzieścia lat życia Boehlendorff spędził jako de facto obywatel Rzeczypospolitej Obojga Narodów, gdyż Kurlandia jako lenno przynależała do niej aż do trzeciego rozbioru. Teoretycznie zatem biogram Boehlendorffa powinien był się znaleźć w Polskim Słowniku Biograficznym.
13 Nazwy miejscowe będę podawał w wariancie niemieckim (współczesnym Boehlendorffowi) i łotewskim lub zgodnym ze współczesnym polskim standardem. Dla lepszej czytelności rozdzielam poszczególne warianty dodatkowym światłem.
14 J.P. Brandt był pastorem w Angern / Engure w chwili, gdy ostatnie miesiące życia spędzał tam Boehlendorff. Zarówno Schellhase, jak i Bēms uważają, że to właśnie Brandtowi zawdzięczał Boehlendorff ostatnią stałą posadę – korepetytora w dobrach Markgrafen / Mērsrags. Bobrowski pisze w swoim opowiadaniu, że pogrzeb Boehlendorffa sprawował pastor Marienfeld; podaje również błędną datę śmierci. Zapewne jednak właśnie Brandt odprowadził Boehlendorffa w ostatnią drogę. O istnieniu w historii parafii kaznodziei/pastora o nazwisku Marienfeld w Markgrafen / Mērsrags około roku 1825 nic nie świadczy. Przyczyny takiego ukształtowania materiału w tekście objaśnia John P. Wieczorek w pracy Between Sarmatia and Socialism: The Life and Works of Johannes Bobrowski, Amsterdam: Rodopi, 1999, s. 181‒188.
15 A. Fankhauser, Helvetische Revolution, „Historisches Lexikon der Schweiz“, 24.03.2011, online: https://hls-dhs-dss.ch/articles/017217/2011–03-24/ [dostęp: 8.06.2026].
16 J. Wojtowicz, Historia Szwajcarii, Wrocław: Ossolineum, 1989, s. 144‒150. Wojtowicz nie używa określenia „rewolucja” w odniesieniu do rzeczonego buntu Helwetów.
17 C.U. Boehlendorff, Geschichte der helvetischen Revolution in vier Büchern [w:] Geschichte und Politik, hrsg. von K.L. Woltmann, Berlin 1802, s. 10‒11.
18 R. Bēms posuwa się nawet do stwierdzenia, że to wpływ Hölderlina doprowadził ostatecznie Boehlendorffa do samobójstwa. Zob. R. Bēms, Casimir Ulrich Boehlendorff, s. 10.
19 Schellhase, Bēms i inni powołują się najczęściej na recenzję zawartą w tomie szóstym Briefe an ein Frauenzimmer über die wichtigsten Produkte der schönen Literatur, Berlin 1802, s. 537–553. Jest ona istotnie zoilowska. Natomiast w jednej z wcześniejszych wyraża się łagodniej, wręcz twierdzi, że nie brak Boehlendorffowi talentu, aczkolwiek brak warsztatu. Zob. Briefe an ein Frauenzimmer über die wichtigsten Produkte der schönen Literatur, Band 4, Berlin 1802, s. 24‒26.
20 Zob. K. Freye, Casimir Ulrich Boehlendorff, der Freund Herbarts und Hölderlins, Dresden: Beyer, 1913, s. 202.
21 E. Zimmermann, Die Harmonie der Kräfte. Casimir Ulrich Boehlendorffs dramatische Dichtung, Weimar‒Köln‒Wien: Verlag Böhlau, 1997, s. 33‒34. Zimmermann podąża tu śladem tego, o czym jedynie napomknął K. Freye (tenże, Casimir Ulrich Boehlendorff…, s. 198), ale odnosi się do pomysłu istnienia zaszłości lub uprzedzeń znacznie poważniej.
22 Письма В. А. Жуковскаго къ Александру Ивановичу Тургеневу, Москва: Изданiе «Русскаго Архива», 1895, s. 176. Zachowano oryginalną ortografię.
23 „Heimat” odnoszący się do regionów, w których do 1945 roku mieszkał spory odsetek ludności niemieckiej, nie jest czymś obcym polskiemu dyskursowi, a termin ten nie nosi w sobie odcienia kolonialnego czy imperialistycznego. Historię i rozwój pojęcia trafnie rekonstruuje na początku artykułu Heimatfilm – zarys dziejów gatunku Beata Kosińska-Krippner. Zob. B. Kosińska-Krippner, Heimatfilm – zarys dziejów gatunku, „Kwartalnik Filmowy” 2009, R. 31, nr 67/68, s. 169–189.
24 Schellhase jako jedyny podaje, że Boehlendorff strzelił sobie w lewą pierś. Zob. F. Schellhase, Biographische Übersicht [w:] C.U. Boehlendorff, Werke, t. 1, s. 508.
25 R. Bēms. Casimir Ulrich Boehlendorff, s. 14, 25.
26 Zob. J.P. Wieczorek, Between Sarmatia and Socialism…, s. 183.
27 J. Bobrowski, Boehlendorff [w:] Gesamelte Werke…, s. 111–112.
28 Tenże, Uczta myszy…, s. 27–28.
29 Tenże, Boehlendorff [w:] Gesamelte Werke…, s. 105; tenże, Uczta myszy…, s. 18.
30 Forma tego obiektu i jego poprawne określenie z punktu widzenia terminologii geomorfologicznej były niemałym wyzwaniem. Bardzo dziękuję Beacie Jurczok i Sarze Kisteli za pomoc w tym zakresie i wskazanie odpowiedniego rozdziału w pracy profesora Mieczysława Klimaszewskiego. Zob. M. Klimaszewski, Geomorfologia, Warszawa: PWN, 1981, s. 619–621.
31 E. Pozemovskis, Staburags, „Pasakas”, online: https://asakas.net/teikas/vietas/s/staburags/ [dostęp: 8.06.2026].
32 Istnienie tego fragmentu w języku polskim odkryłem dzięki pracy Teresy Rączki-Jeziorskiej Romantyzm polsko-inflancki, sylwetki, teksty, archiwa, Warszawa: IBL, 2016, s. 158. Niestety brak w tej publikacji bliższych informacji o Boehlendorffie. Co więcej, pomylona zostaje jego data urodzenia. Dowodzi to tego, że wśród polskojęzycznych literatów i intelektualistów w Inflantach Boehlendorff był raczej mało znany.
33 Nie udało mi się niestety ustalić tego ponad wszelką wątpliwość, ale z całą pewnością był to Bohdan Korsak (1875–1961) – syn Bronisława, dziedzic majątku Anińsk w powiecie siebieskim, w dwudziestoleciu sędzia Sądu Najwyższego, brat pisarza Włodzimierza Korsaka. O tym świadczyć mogłyby również nieduża odległość Anieńska od Drycan i Bonifacowa (siedzib Manteufflów) oraz fakt przynależności Gustawa Manteuffela i Bohdana Korsaka do korporacji akademickiej Konwent Polonia w Dorpacie. Bardzo dziękuję pani Helenie Dobaczewskiej-Skonieczce za pomoc w poszukiwaniach.
34 Tekst niemiecki podaję tu i dalej w każdym przypadku za wydaniem Friedera Schellhasego, będącym najdokładniejszym wydaniem źródłowym. Przytaczam go zgodnie z przyjętym przez Schellhasego, ówczesnym zapisem ortograficznym, nieraz odległym od współczesnej normy języka niemieckiego. C.U. Boehlendorff, Werke, t. 2, s. 200–201.
35 G. Manteuffel, Słupi Róg: streszczenie odczytu wygłoszonego przez Gustawa Manteuffla w polskiem Towarzystwie Krajoznawczem w Rydze, „Kwartalnik Litewski” 1910, t. 1, s. 139–140. Proszę zwrócić uwagę na to, że tłumacz podaje: „Lecz dziś uwiję pieśni posłusznej / Kwiaty na twoją cześć w rodzimy, swojski wieniec”, zaś w niemieckim oryginale czytamy „Nun will ich’s erringen / Dir zu flechten im dienstbaren Lied patriotischen Lichtkranz“, co znaczy dosłownie „Teraz chcę się na to zdobyć, by upleść dla ciebie, w służebnej pieśni, patriotyczny wieniec światła”. Co ciekawe, Kairit Kaur w artykule The Seasons by James Thomson and the Baltic German Poetry about the Seasons in the Era of Baltic Enlightenment podaje w cytacie z wiersza Blumenkranz (czyli wieniec z kwiatów, jak Bohdan Korsak) nie zaś „Lichtkranz”, choć wymienia jako źródło opracowanie Schellhasego, w którym zanotowano właśnie „Lichtkranz”. Ponadto w pierwszej publikacji zawierającej niemiecki oryginał wiersza – w publikacji wydanej pod redakcją i nakładem W.S. Stavenhagena Album Kurländischer Ansichten, in Stahl gestochen und gedruckt von Gustav Georg Lange, mit erläuterndem Text von verschiedenen Verfassern, Mitau 1866, s. 6 (85) – pojawia się zapis „Lichtkranz”. Schellhase nie wspomina w przypisach o istnieniu alternatywnej redakcji wiersza, a jednak współcześnie badaczka Kairit Kaur (jak i przed ponad stu laty Bohdan Korsak), podążając nie wiadomo za jakim źródłem, popełnia ten sam błąd.
36 C.U. Boehlendorff, Werke, t. 1, s. 109. Tu i wszędzie dalej zachowuję oryginalną pisownię. Boehlendorff od około 1803 roku zaczął wprowadzać udziwnienia w zapisie i ortografii swoich wierszy. Pomijał wielkie litery rzeczowników, z wyjątkiem imion, nieortodoksyjnie trzymał się wielkich liter na początku wersu. Wstawiał kombinacje liter z krojów gotyckich i antykwowych. Tekst drukowany nie daje możliwości zupełnego i komunikatywnego oddania tych wariantów. Zob. F. Schellhase, Kommentare [w:] C.U. Boehlendorff, Werke, t. 1, s. 542.
37 Przekład ten i wszystkie pozostałe w tym tekście, jeśli nie zaznaczono inaczej, są mojego autorstwa i ukazują się tu raz pierwszy.
38 F. Schellhase, Kommentare [w:] C.U. Boehlendorff, Werke, t. 1, s. 559.
39 K. Żwirski, Sierpień, Kraków–Budapeszt–Syrakuzy: Austeria, 2021, s. 41.
40 Maksymalna głębokość 2,1 m, średnia 0,4 m, powierzchnia 40,46 km2. Zob. Latvijas padomju enciklopēdija, red. E. Ābolin̦š, t. 3, Riga: Galvenā enciklopēdiju redakcija, 1987, s. 190.
41 C.U. Boehlendorff, Werke, t. 1, s. 94–95.
42 F. Schellhase, Kommentare [w:] C.U. Boehlendorff, Werke, t. 2, s. 554–555.
43 J. Bobrowski, Boehlendorff [w:] Gesamelte Werke…, s. 102; tenże, Uczta myszy…, s. 14.
44 G. Wolf, Johannes Bobrowski: Leben und Werk, Berlin: Volk und Wissen Verlag, 1967, s. 95.
45 Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. II: Derenek–Gżack, red. F. Sulimierski et al., Warszawa 1881, s. 63.
46 Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. XIV: Worowo–Żyżyn, red. F. Sulimierski et al., Warszawa 1895, s. 728.
47 C.U. Boehlendorff, Werke, t. 2, s. 235.
48 F. Schellhase, Kommentare [w:] C.U. Boehlendorff, Werke, t. 1, s. 577.
49 Tenże, Kommentare [w:] C.U. Boehlendorff, Werke, t. 2, s. 677.
50 J. Bobrowski, Boehlendorff [w:] Gesamelte Werke…, s. 108; tenże, Uczta myszy…, s. 22.
51 C.U. Boehlendorff, Werke, t. 2, s. 103.
52 F. Schellhase, Kommentare [w:] C.U. Boehlendorff, Werke, t. 2, s. 635.
53 R. Habeck, Casimir Ulrich Boehlendorffs Gedichte: eine stilkritische Untersuchung, Würzburg: Königshausen & Neumann, 1997, s. 26.
54 Choćby w sonecie bez tytułu z tego samego tomu wierszy: „Wann wird die goldene Zeit uns widerkehren?” / „Kiedy powrócą nam złote czasy?” – pyta Boehlendorff w pierwszym wersie. Zob. C.U. Boehlendorff, Werke, t. 2, s. 53.
55 J. Bobrowski, Boehlendorff [w:] Gesamelte Werke…, s. 98; tenże, Uczta myszy…, s. 8.
56 Garlieb Merkel, choć na Łotwie jest uznawany niemal za bohatera narodowego, a jego nazwiskiem uhonorowana jest jedna z głównych ulic Rygi, podobnie jak znacząco mniej znany Boehlendorff, nie doczekał się dotąd encyklopedycznego biogramu w języku polskim.
57 K. Freye, Casimir Ulrich Boehlendorff…, s. 198.
58 F. Schellhase, Kommentare [w:] C.U. Boehlendorff, Werke, t. 2, s. 667.
59 Dokładnie: 8a/7b/8a/8c/4c/7b.
60 A. Mickiewicz, Dzieła, Paryż 1868, t. 1, s. 119
61 C.U. Boehlendorff, Werke, t. 2, s. 43.
62 Johannes G.W. von Raison, syn pastora z Kurlandii, kolega Boehlendorffa od czasów nauki w Petrinie w Mittawie / Jełgawie, później w Jenie członek Gesellschaft der freien Männer, organizacji studenckiej, do której należał również Boehlendorff, wraz z Boehlendorffem odbył pieszą wyprawę do Mediolanu w 1797 roku. Zob. F. Schellhase, Kommentare [w:] C.U. Boehlendorff, Werke, t. 2, s. 612.
63 A. Mickiewicz, Dzieła, Paryż: 1868, t. 3, s. 3
64 Chciałoby się ubrać tę opozycję w słowa: „wiek męski, wiek klęski” – „dzieciństwo sielskie, anielskie”.
65 Nie podaję wyjątkowo nazwy niemieckiej, gdyż jest identyczna – Kap von Kolka, Horn von Kolka. Czasami można trafić na określenie Kap Domesnäs, jednak nawet w niemieckich źródłach jest ono rzadko używane.
66 W zupełnie innej skali, ale wynika to z tych samych procesów (abrazji), które ukształtowały klif w Orłowie. Zob. M. Klimaszewski, Geomorfologia, Warszawa: PWN, 1981, s. 135–136.
67 J. Bobrowski, Boehlendorff [w:] Gesamelte Werke…, s. 109; tenże, Uczta myszy…, s. 24.
68 C.U. Boehlendorff, Werke, t. 1, s. 216.
