Prasówka (5 czerwca 2026)

W redak­cji „Dzien­ni­ka Lite­rac­kie­go” wer­tu­je­my róż­ne­go rodza­ju cza­so­pi­sma w poszu­ki­wa­niu inte­re­su­ją­cych tek­stów. Wyła­wia­my arty­ku­ły, któ­re nas intry­gu­ją, poru­sza­ją, pro­wo­ku­ją do roz­mo­wy. Naszym czy­tel­nicz­kom i czy­tel­ni­kom rów­nież powin­ny przy­paść do gustu. Dla­te­go w każ­dy pią­tek zapra­sza­my do lek­tu­ry prze­glą­du pra­sy kul­tu­ral­nej.

„Ekrany”

Naj­now­szy numer „Ekra­nów. Fil­mu & mediów”, kwar­tal­ni­ka poświę­co­ne­go współ­cze­snej sztu­ce audio­wi­zu­al­nej, przy­no­si mię­dzy inny­mi roz­wa­ża­nia o pro­ble­ma­ty­ce kano­nu w fil­mie. Moż­na by sądzić, że o two­rze­niu roz­ma­itych kano­nów w histo­rii kina powie­dzia­no już nie­mal wszyst­ko. Dla­te­go tym bar­dziej war­to się­gnąć po nie­któ­re arty­ku­ły w „Ekra­nach”, cho­ciaż­by po to, żeby spoj­rzeć na wspo­mnia­ną pro­ble­ma­ty­kę z innej i mniej oczy­wi­stej per­spek­ty­wy. Na przy­kład Bole­sław Racięc­ki w O kon­wer­gen­cji kano­nów wyja­śnia:

W niniej­szym tek­ście przy­glą­dam się wza­jem­ne­mu prze­ni­ka­niu dwóch ogrom­nych blo­ków skła­da­ją­cych się na dużą część histo­rii i teraź­niej­szo­ści kine­ma­to­gra­fii: pierw­szy obej­mu­je fil­my ofi­cjal­nie kon­se­kro­wa­ne przez pre­sti­żo­we festi­wa­le i powszech­nie uzna­wa­ne auto­ry­te­ty, dru­gi to pro­duk­cje okre­śla­ne jako B‑klasowe (lub nawet Z‑klasowe), „tak złe, że aż dobre”, psy­cho­tro­nicz­ne, eks­plo­ata­cyj­ne, śmie­cio­we albo po pro­stu kul­to­we. Nazy­wam te blo­ki odpo­wied­nio kano­nem i kontr­ka­no­nem.

Racięc­ki nie doko­nu­je war­to­ścio­wa­nia, w rezul­ta­cie fil­my, do któ­rych oglą­da­nia wie­lu widzów wsty­dzi się nawet przy­znać, uzna­je za war­te głęb­szej ana­li­zy, trak­tu­je je tak­że jako inspi­ra­cję dla tak zwa­nej sztu­ki wyso­kiej. Tego rodza­ju punk­tów stycz­nych mię­dzy fil­mo­wym kano­nem i kontr­ka­no­nem w O kon­wer­gen­cji… poja­wia się wię­cej i pro­wa­dzą one do kon­klu­zji, że we współ­cze­snym kinie róż­ni­ce mię­dzy tymi kate­go­ria­mi w coraz więk­szej mie­rze się zacie­ra­ją, a przy­pi­sy­wa­ne do nich obra­zy fil­mo­we w pewien spo­sób wza­jem­nie się prze­ni­ka­ją.

Jako przy­kła­dy swo­ich roz­wa­żań Bole­sław Racięc­ki przy­wo­łu­je twór­czość mię­dzy inny­mi Gaspa­ra Noégo czy Kle­be­ra Men­do­nçy Fil­ha – arty­stów czer­pią­cych peł­ny­mi gar­ścia­mi z kina kontr­ka­no­nicz­ne­go. War­to dodać: z korzy­ścią dla swo­ich dzieł. Tak więc nie wstydź­my się przy­znać, że obok oglą­da­nia arcy­dzieł Ing­ma­ra Berg­ma­na czy Luchi­na Viscon­tie­go lubi­my cza­sem pochru­pać popcorn przy jed­nym z fil­mów z serii o Godzil­li. Co wię­cej, podob­ny kanon i kontr­ka­non moż­na tak­że stwo­rzyć w świe­cie ksią­żek. Choć­by po to, żeby cza­sem dla odmia­ny i swo­istej guil­ty ple­asu­re prze­czy­tać coś lżej­sze­go.

*

W tym samym nume­rze „Ekra­nów” war­to rów­nież się­gnąć po Śmierć i praw­dę na żywo. Este­ty­kę live­stre­amów Olka Młyń­skie­go. To tekst prze­zna­czo­ny przede wszyst­kim dla czy­tel­ni­ków i widzów, któ­rzy śle­dzą wyko­rzy­sty­wa­nie roz­ma­itych nowi­nek z cyber­świa­ta w celu kon­stru­owa­nia współ­cze­snych nar­ra­cji fil­mo­wych, a tak­że wzbo­ga­ca­nia, dopo­wia­da­nia i inter­pre­to­wa­nia przed­sta­wia­nej w nich rze­czy­wi­sto­ści. Jak wska­zu­je Młyń­ski we wstę­pie:

Live­stre­am roz­wi­ja się dyna­micz­nie. Stop­nio­wo przej­mu­je widow­nię od tele­wi­zji i kina, sta­jąc się domi­nu­ją­cym medium na świe­cie. Sil­nie osa­dzo­ne w kul­tu­rze inter­ne­to­wej stre­amy są roz­bu­cha­ne wizu­al­nie i dźwię­ko­wo, ata­ku­ją zmy­sły i przy­tła­cza­ją swo­im tem­pem. Kino, chcąc dotrzy­mać kro­ku nowe­mu rywa­lo­wi, zaczy­na upo­dab­niać się do nie­go i czer­pać z jego este­ty­ki. Na cze­le tego nur­tu są hor­ro­ry i fil­my doku­men­tal­ne. Oba wyko­rzy­stu­ją stre­amy do repre­zen­to­wa­nia, jak rów­nież fał­szo­wa­nia rze­czy­wi­sto­ści.

Stre­aming – roz­wi­ja­ją­ce się w galo­pu­ją­cym tem­pie nowe medium – musiał zostać zauwa­żo­ny i wyko­rzy­sta­ny przez fil­mow­ców. Jego kul­tu­ro­twór­cze siła i zasięg, gro­ma­dzą­ce milio­ny widzów, są nie­wąt­pli­wie inte­re­su­ją­ce. Choć­by sce­na, w któ­rej arty­sta Oleg Mavro­ma­ti w swo­im per­for­man­sie Ally/Foe przy­pi­na się do krze­sła elek­trycz­ne­go i pro­si widzów o zde­cy­do­wa­nie, czy swo­imi kon­tro­wer­syj­ny­mi dzie­ła­mi zasłu­żył na karę śmier­ci, jest war­ta wycią­gnię­cia z niej twór­czych wnio­sków, istot­nych zarów­no dla fil­mo­wych nar­ra­cji, jak i kon­stru­owa­nia napięć mię­dzy dzie­łem a jego odbior­ca­mi. Zwłasz­cza że Mar­shall McLu­ha­na w swo­im opi­sie cyklu życia mediów wska­zu­je: „wraz z roz­wo­jem tech­no­lo­gicz­nym nowe środ­ki prze­ka­zu zaj­mu­ją domi­nu­ją­ce miej­sce tych sta­rych”. Moż­na więc nie­co prze­wrot­nie powie­dzieć, że żyje­my dziś w erze stru­mie­nio­wa­nia. Dla­te­go nie­wąt­pli­we war­to poznać narzę­dzia tej ery. Olek Młyń­ski uza­sad­nia swo­je roz­wa­ża­nia licz­ny­mi przy­kła­da­mi, spo­ro miej­sca poświę­ca tak­że hor­ro­ro­wi jako gatun­ko­wi, któ­ry czer­pie z doku­men­tal­ne­go poten­cja­łu live­stre­amów. Jak pod­su­mo­wu­je:

Nie będąc jedy­nie cie­ka­wost­ką dla reży­se­rów chcą­cych eks­plo­ro­wać moż­li­wo­ści wizu­al­ne fil­mu, live­stre­am sta­je się medium wyczu­wa­ją­cym współ­cze­sność z jej nasta­wie­niem na indy­wi­du­alizm – pod­kre­śla­niem subiek­tyw­nej per­spek­ty­wy, hiper­este­ty­ką i prze­sy­ce­niem zmy­sło­wych doświad­czeń.

Okładka kwartalnika „Ekrany” 2026, nr 1.
„Ekrany” 2026, nr 1.

„Dialog”

Puls biz­ne­su – dział „Dia­lo­gu” poświę­co­ny pol­skiej dra­ma­tur­gii – pre­zen­tu­je sztu­kę Kry­si Bed­na­rek Ser­ce na dło­ni. W tym mono­dra­mie z gło­wy boha­ter­ki wydo­by­wa­ją się róż­ne gło­sy ludzi han­dlu­ją­cych nie­gdyś na Sta­dio­nie Dzie­się­cio­le­cia w War­sza­wie. To miej­sce jest pisar­ce szcze­gól­nie bli­skie, ponie­waż jej rodzi­ce w latach dzie­więć­dzie­sią­tych ubie­głe­go wie­ku pro­wa­dzi­li szwal­nię i przy­go­to­wa­ne w niej ubra­nia dostar­cza­li tam­tej­szym sprze­daw­com. W sztu­ce poja­wia się więc Mari­ka, któ­ra han­dlu­je pły­ta­mi i potra­fi sta­wiać taro­ta. Kie­dy boha­ter­ka potrze­bu­je jej rady, tak się do niej zwra­ca:

Mari­ka to jest histo­ria na wskroś war­szaw­ska do porzy­ga­nia
że zako­cha­łam się w geju, geju total­nym peda­le któ­ry mnie nie chce
i z tej miło­ści sfru­stro­wa­nej gni­je mi ser­ce
i nie mogę już dłu­żej wytrzy­mać ze sobą w miesz­ka­niu
bo śmier­dzi.

Sama Bed­na­rek przy­zna­je, że zale­ża­ło jej na dotknię­ciu ciem­no­ści w swo­jej boha­ter­ce, na pod­kre­śle­niu tego, co w niej brzyd­kie. Tak o tym opo­wia­da w prze­pro­wa­dzo­nej przez Wero­ni­kę Murek roz­mo­wie Miłość, Holo­kaust i Coca-Cola:

Gniew tej posta­ci – i to, do cze­go pro­wa­dzi – był dla mnie bar­dzo istot­ny. Nie chcia­łam boha­ter­ki krysz­ta­ło­wej. Chcia­łam kogoś zra­nio­ne­go i potur­bo­wa­ne­go. Kogoś, kto ze zło­ści nie posia­da się w sobie. I kogoś, kto jest trud­ny. Jak my wszy­scy. Myślę, że dobrze jest cza­sem sta­wać przed lustrem i pra­co­wać nad sobą.

Uzu­peł­nie­niem mono­dra­mu Bed­na­rek i roz­mo­wy z nią jest ana­li­za Ser­ca na dło­ni, zaty­tu­ło­wa­na Dziew­czy­ny i okrut­ny świat. Adrian­na Woliń­ska, jej autor­ka, pisze tak:

Kry­zy­sy upo­rczy­wie wyła­nia­ją się z zaka­mar­ków tar­go­wi­ska. Dla­te­go na baza­rze jest znie­na­wi­dzo­ny Rusek, jest dzie­cio­śmiet­ni­sko (na któ­rym miesz­ka­ją dzie­ci, któ­re ucie­kły od rodzi­ców-per­fek­cjo­ni­stów), a nad tym wszyst­kim uno­si się kry­ty­ka neo­li­be­ra­li­zmu. Pod koniec boha­ter­ka sta­je się ofia­rą racjo­nal­ne­go rozu­mu (nie­prze­pra­co­wa­ne­go odrzu­ce­nia) i idzie w faszy­stow­skim mar­szu, krzy­cząc: „Zaaaa kaaaaaaaaz pe da ło wa nia­aaaaaa!!!”, co rze­czy­wi­ście jest obra­zem do bólu war­szaw­skim. Koń­czy się po pen­sjo­nar­sku, bo obu­dze­niem z kosz­ma­ru i odkry­ciem, że jedy­ne, co może ule­czyć ropie­ją­ce ser­ce to dobry płacz.

Okładka miesięcznika „Dialog” 2026, nr 4.
„Dialog” 2026, nr 4.

„Ryms”

„Marzy mi się szko­ła, w któ­rej zamiast «prze­ra­biać lek­tu­rę», mówi się: sprawdź­my, co ta książ­ka z nami robi” pisze Ane­ta Kory­ciń­ska w pierw­szym tego­rocz­nym nume­rze kwar­tal­ni­ka „Ryms”. Jej Nie prze­ra­biać. Czy­tać! jest pew­ne­go rodza­ju ape­lem o to, żeby edu­ka­cja lite­rac­ka w szko­le zmie­ni­ła się w przy­go­dę, żeby sta­ła cza­sem prze­zna­czo­nym na pozna­wa­nie sie­bie i odnaj­dy­wa­nie w książ­kach tro­pów lek­tu­ro­wych, któ­re z jed­nej stro­ny oswa­ja­ją świat i pozwa­la­ją się zorien­to­wać w jego róż­no­rod­no­ści, a z dru­giej są źró­dłem czy­stej rado­ści. Poten­cjał kry­ją­cy się w lite­ra­tu­rze, a więc całe bogac­two narzę­dzi, któ­re ta ma do zaofe­ro­wa­nia (żeby wymie­nić choć kil­ka: roz­bu­dza­nie cie­ka­wo­ści, ucze­nie sztu­ki kry­tycz­ne­go myśle­nia, roz­wi­ja­nie empa­tii), nie­ste­ty czę­sto zosta­je zmar­no­wa­ny już na wcze­snym eta­pie edu­ka­cji szkol­nej. Znie­na­wi­dzo­ne „prze­ra­bia­nie” lek­tur nie jest, jak zazna­cza Kory­ciń­ska, aktem two­rze­nia na nowo, nie jest zmia­ną for­my. Zazwy­czaj obej­mu­je roz­ło­że­nie książ­ki na czyn­ni­ki pierw­sze – ana­li­zę jej struk­tu­ry for­mal­nej i kon­struk­cji – wpraw­dzie to waż­ne ele­men­ty, lecz sta­no­wią­ce obu­do­wę tre­ści – znacz­nie istot­niej­szej. Kory­ciń­ska odno­to­wu­je:

Ucznio­wie bar­dzo szyb­ko się uczą, że w lek­tu­rze nie cho­dzi o spo­tka­nie z tek­stem, lecz o spraw­dze­nie posłu­szeń­stwa: czy prze­czy­ta­łeś, czy pamię­tasz, czy potra­fisz odtwo­rzyć „wła­ści­wą” inter­pre­ta­cję?

Co więc może i co powin­na zro­bić szko­ła? Według autor­ki „ina­czej roz­ło­żyć akcen­ty: naj­pierw pytać o emo­cje i szu­kać nie­zgo­dy, argu­men­to­wać, dla­cze­go książ­ka się podo­ba­ła, a dla­cze­go nie, któ­re jej skła­do­we wyma­ga­ły­by popra­wy”. Nie cho­dzi o rewo­lu­cję i wyrzu­ce­nie z pro­gra­mu obo­wiąz­ko­wych ele­men­tów pro­ce­su edu­ka­cyj­ne­go ani o zaprze­sta­nie nauki gatun­ków i sty­lów lite­rac­kich czy kon­struk­cji gra­ma­tycz­nych. Postu­la­tem jest raczej odwró­ce­nie akcen­tów. Naj­pierw powin­no więc poja­wić się zacie­ka­wie­nie, czy­li w pew­nym sen­sie „prze­ro­bie­nie” książ­ki na oso­bi­stą rela­cję, potem zaś for­mal­no­ści, któ­re rów­nież mogą spra­wiać mnó­stwo fraj­dy, a nawet stać się detek­ty­wi­stycz­ną przy­go­dą. Z całą pro­sto­tą: chęć do nauki bie­rze się z zaba­wy. Zbyt czę­sto o tym zapo­mi­na­my.

*

Prze­my­sław Sta­roń w Jak zmie­nić tek­sty nie­chcia­ne w chcia­ne? I jesz­cze dobrze się bawić! we wspa­nia­ły spo­sób poka­zu­je, jak wyzwa­nie rzu­co­ne lek­tu­rze trud­nej lub obo­wiąz­ko­wej może stać się zaska­ku­ją­co przy­jem­nym doświad­cze­niem. Czy­tel­ni­cy i czy­tel­nicz­ki mogą łatwo przy­swo­ić sobie per­spek­ty­wę auto­ra, a to przy­naj­mniej z dwóch powo­dów. Po pierw­sze: Sta­roń w swo­im tek­ście opie­ra się na wła­snym doświad­cze­niu – wie­lo­let­niej prak­ty­ce nauczy­ciel­skiej – a to wła­śnie przy­kła­dy pra­cy z ucznia­mi i uczen­ni­ca­mi prze­ko­nu­ją naj­sku­tecz­niej. Po dru­gie: zaan­ga­żo­wa­nie emo­cjo­nal­ne auto­ra wyraź­nie wska­zu­je na auten­tycz­ną radość czer­pa­ną przez nie­go z pra­cy peda­go­ga (a tak­że satys­fak­cję z efek­tów, jakie ta pra­ca może przy­nieść). Pomysł, aby poka­zy­wać, że wszyst­ko jest opo­wie­ścią, że nawet zagad­nie­nia z obsza­ru mate­ma­ty­ki i fizy­ki moż­na ujmo­wać w spo­sób bliż­szy roz­mo­wie (czy­li „poba­wić się, powy­głu­piać, nadać im głos”), Sta­roń wypra­co­wu­je pod­czas fakul­te­tu z filo­zo­fii, któ­ry pro­wa­dzi dla lice­ali­stów. Mona­dy Got­t­frie­da Wil­hel­ma Leib­ni­za, meta­fi­zy­ka Ary­sto­te­le­sa, zawi­łe ścież­ki logi­ki – wszyst­ko to sta­je się prze­strze­nią dla twór­cze­go myśle­nia. Oka­zu­je się, że wpraw­dzie przy­swa­ja­nie sobie pew­nych zagad­nień musi być tro­chę żmud­ne, nie­mniej moż­na ów pro­ces w pewien spo­sób „ograć” czy „dosma­czyć”. Sta­roń suge­ru­je:

[…] jeśli spro­wa­dzi­my czy­ta­nie wyłącz­nie do przy­jem­no­ści, zro­bi­my z nie­go prze­pysz­ny deser. Ale deser nie budu­je mię­śni poznaw­czych. Jeśli wyrzu­ci­my przy­jem­ność, zro­bi­my z czy­ta­nia karę. A kara nie budu­je rela­cji z wie­dzą.

Naj­lep­sze w tym szu­ka­niu balan­su mię­dzy przy­jem­no­ścią a opre­sją jest to, że wów­czas czę­sto znaj­du­je­my sens dzie­ła lite­rac­kie­go, ten zaś bywa naj­sma­ko­wit­szą i naj­wspa­nial­szą nagro­dą.

Okładka kwartalnika „Ryms” 2026, nr 1.
„Ryms” 2026, nr 1.

„Biblioteka Analiz”

W naj­now­szym nume­rze „Biblio­te­ki Ana­liz” znaj­dzie­my roz­mo­wę Ewy Ten­de­ren­dy-Ożóg ze Zbi­gnie­wem Czer­wiń­skim, współ­za­ło­ży­cie­lem Sto­wa­rzy­sze­nia Auto­rów i Wydaw­ców „Copy­ri­ght Pol­ska”. Doty­czy ona współ­cze­snych pro­ble­mów ryn­ku wydaw­ni­cze­go – mię­dzy inny­mi zmian pra­wa autor­skie­go w epo­ce cyfro­wej. Według Czer­wiń­skie­go szcze­gól­nej uwa­gi wyma­ga dziś zwłasz­cza kwe­stia ochro­ny praw auto­rów i wydaw­ców. War­to dodać, że od 2025 roku „Copy­ri­ght Pol­ska” oprócz wydaw­ców repre­zen­tu­je tak­że twór­ców tek­stów, ilu­stra­cji, foto­gra­fii i mate­ria­łów kar­to­gra­ficz­nych zwią­za­nych z publi­ka­cja­mi książ­ko­wy­mi. Trzy głów­ne obsza­ry dzia­łań wspo­mnia­nej orga­ni­za­cji: pobie­ra­nie i podział opłat repro­gra­ficz­nych (rekom­pen­su­ją twór­com i wydaw­com stra­ty zwią­za­ne z legal­nym kopio­wa­niem utwo­rów na wła­sny uży­tek), sys­tem PLR (umoż­li­wia pobie­ra­nie wyna­gro­dze­nia za wypo­ży­cze­nia biblio­tecz­ne finan­so­wa­ne przez Mini­ster­stwo Kul­tu­ry i Dzie­dzic­twa Naro­do­we­go), licen­cje doty­czą­ce repro­gra­fii cyfro­wej i pozy­ski­wa­nie środ­ków z nowych pól eks­plo­ata­cji, pozwa­la­ją zna­czą­co popra­wić sytu­ację twór­ców na pol­skim ryn­ku wydaw­ni­czym. Roz­mo­wa toczy się głów­nie wokół zagad­nień praw­nych zwią­za­nych ze wspo­mnia­nym obsza­rem, lecz skła­nia tak­że do namy­słu nad kwe­stia­mi spo­łecz­ny­mi i eko­no­micz­ny­mi. Pożą­da­na sytu­acja łatwe­go dostę­pu do kul­tu­ry może rodzić pew­ne napię­cia, wyni­ka­ją­ce na przy­kład z nie­ure­gu­lo­wa­nych zasad pobie­ra­nia opłat repro­gra­ficz­nych za czyt­ni­ki e‑booków. Czer­wiń­ski komen­tu­je:

Jeże­li cho­dzi o czyt­ni­ki, nie uda­ło się ich uwzględ­nić na eta­pie przy­go­to­wy­wa­nia roz­po­rzą­dze­nia, a przy­po­mnę, że to roz­po­rzą­dze­nie jest po pięt­na­stu latach po raz pierw­szy zmie­nia­ne, więc pięt­na­ście lat sta­rań skut­ku­je tym, że mamy wresz­cie roz­po­rzą­dze­nie, któ­re jest bar­dzo moc­no opóź­nio­ne w sto­sun­ku do tego, co jest w Euro­pie.

Mimo drob­nych nie­do­cią­gnięć wie­le poja­wia­ją­cych się w roz­mo­wie kwe­stii uda­ło się pomyśl­nie dopro­wa­dzić do koń­ca. Nie zmie­nia to jed­nak fak­tu, że nadal potrze­bu­je­my deba­ty i kolej­nych kro­ków w dzie­dzi­nie wła­sno­ści inte­lek­tu­al­nej i pra­cy twór­czej w nowo­cze­snym spo­łe­czeń­stwie.

*

W „Biblio­te­ce Ana­liz” znaj­dzie­my rów­nież komu­ni­kat zwią­za­ny z nie­daw­ny­mi wyda­rze­nia­mi, któ­re mogą przy­czy­nić się do sku­tecz­ne­go pro­mo­wa­nia czy­tel­nic­twa. Cho­dzi o warsz­ta­ty zało­ży­ciel­skie Koali­cji Unii Euro­pej­skiej na rzecz czy­tel­nic­twa (EU Lite­ra­cy Coali­tion), któ­re odby­ły się one 6 i 7 maja tego roku. Współ­za­ło­ży­ciel­ka tej Koali­cji – Fun­da­cja Powszech­ne­go Czy­ta­nia – jako lider euro­pej­skie­go pro­gra­mu #ReadForReal#CzytajSerio ma szan­sę wnieść doświad­cze­nie nie­zbęd­ne do dłu­go­fa­lo­we­go roz­wo­ju pro­gra­mu. W warsz­ta­tach uczest­ni­czy­li repre­zen­tan­ci edu­ka­cji, kul­tu­ry, psy­cho­lo­gii, ochro­ny zdro­wia, biz­ne­su, a tak­że ludzie nauki. Tak znacz­ny prze­krój śro­do­wi­sko­wy umoż­li­wił zaję­cie się naj­roz­ma­it­szy­mi kwe­stia­mi:

od omó­wie­nia po co i jak pra­co­wać mię­dzy­sek­to­ro­wo, przez pyta­nie o wyzwa­nie czy­ta­nia w cza­sach cyfro­wych; jak wspie­rać kom­pe­ten­cje czy­tel­ni­cze oby­wa­te­li, po mapo­wa­nie tego, kto może mieć na to wszyst­ko wpływ.

Wyni­ki dys­ku­sji zosta­ną przed­sta­wio­ne w Bruk­se­li we wrze­śniu 2026 roku w Memo­ran­dum War­szaw­skim – ofi­cjal­nym doku­men­cie zało­ży­ciel­skim Koali­cji. Choć jest jesz­cze zde­cy­do­wa­nie za wcze­śnie na oce­nę sku­tecz­no­ści dopie­ro pla­no­wa­nych dzia­łań, już samo dostrze­że­nie pro­ble­mów o waż­nym zna­cze­niu spo­łecz­nym i zawią­za­nie współ­pra­cy na pozio­mie ponadna­ro­do­wym pozwa­la z nadzie­ją myśleć o efek­tach tej ini­cja­ty­wy.

Okładka dwutygodnika „Biblioteka Analiz” 2026, nr 10.
„Biblioteka Analiz” 2026, nr 10.

Czytaj także

29.05.2026 Prasówka

Prasówka (29 maja 2026)

W redakcji „Dziennika Literackiego” wertujemy różnego rodzaju czasopisma w poszukiwaniu interesujących tekstów. Wyławiamy artykuły, które nas intrygują, poruszają, prowokują do rozmowy. Naszym czytelniczkom i czytelnikom również powinny przypaść do gustu. Dlatego w każdy piątek zapraszamy do lektury przeglądu prasy kulturalnej.

22.05.2026 Prasówka

Prasówka (22 maja 2026)

W redakcji „Dziennika Literackiego” wertujemy różnego rodzaju czasopisma w poszukiwaniu interesujących tekstów. Wyławiamy artykuły, które nas intrygują, poruszają, prowokują do rozmowy. Naszym czytelniczkom i czytelnikom również powinny przypaść do gustu. Dlatego w każdy piątek zapraszamy do lektury przeglądu prasy kulturalnej.

15.05.2026 Prasówka

Prasówka (15 maja 2026)

W redakcji „Dziennika Literackiego” wertujemy różnego rodzaju czasopisma w poszukiwaniu interesujących tekstów. Wyławiamy artykuły, które nas intrygują, poruszają, prowokują do rozmowy. Naszym czytelniczkom i czytelnikom również powinny przypaść do gustu. Dlatego w każdy piątek zapraszamy do lektury przeglądu prasy kulturalnej.

08.05.2026 Prasówka

Prasówka (8 maja 2026)

W redakcji „Dziennika Literackiego” wertujemy różnego rodzaju czasopisma w poszukiwaniu interesujących tekstów. Wyławiamy artykuły, które nas intrygują, poruszają, prowokują do rozmowy. Naszym czytelniczkom i czytelnikom również powinny przypaść do gustu. Dlatego w każdy piątek zapraszamy do lektury przeglądu prasy kulturalnej.