Prasówka (4 września 2026)

W redak­cji „Dzien­ni­ka Lite­rac­kie­go” wer­tu­je­my róż­ne­go rodza­ju cza­so­pi­sma w poszu­ki­wa­niu inte­re­su­ją­cych tek­stów. Wyła­wia­my arty­ku­ły, któ­re nas intry­gu­ją, poru­sza­ją, pro­wo­ku­ją do roz­mo­wy. Naszym czy­tel­nicz­kom i czy­tel­ni­kom rów­nież powin­ny przy­paść do gustu. Dla­te­go zapra­sza­my do lek­tu­ry piąt­ko­we­go prze­glą­du pra­sy kul­tu­ral­nej.

„Znak”

Sierp­nio­wy numer „Zna­ku” został poświę­co­ny podró­żom, a tak­że pró­bom zna­le­zie­nia odpo­wie­dzi na pyta­nie, cze­go szu­ka­my na krań­cach świa­ta, choć­by w Indiach czy Japo­nii. Sama z mie­sięcz­ni­kiem wybra­łam się nie­co bli­żej, do Anglii, ale za to Anglii cza­sów Wil­lia­ma Shakespeare’a i Chri­sto­phe­ra Marlowe’a. Sta­ło się tak za spra­wą nie­zwy­kle inte­re­su­ją­cej roz­mo­wy Dziu­ra w murze, któ­rą prze­pro­wa­dził Paweł Goź­liń­ski ze Ste­phe­nem Gre­en­blat­tem, szek­spi­ro­lo­giem, auto­rem książ­ki Zwrot. Jak zaczął się rene­sans i tomu Will in the World – ostat­nio wyda­ne­go po pol­sku pod tytu­łem Sha­ke­spe­are. Stwa­rza­nie świa­ta w tłu­ma­cze­niu Bar­ba­ry Kopeć-Umia­stow­skiej. Jak twier­dzi Ste­phen Gre­en­blatt:

Pisząc „Will in the World”, zaczą­łem od pyta­nia, któ­re mnie prze­śla­do­wa­ło od lat: dla­cze­go po lek­tu­rze nawet naj­lep­szych bio­gra­fii Shakespeare’a czu­je­my się tro­chę przy­gnę­bie­ni albo znu­że­ni? Dosze­dłem do wnio­sku, że bio­gra­fie te trak­tu­ją „ciem­ne” fak­ty: ubó­stwo, nie­pew­ność jutra, epi­de­mie, kon­flik­ty reli­gij­ne, jako tło, na któ­rym roz­gry­wa się jasna, tro­chę nawet nud­na histo­ria geniu­sza. A prze­cież Sha­ke­spe­are nie żył wbrew swo­jej epo­ce: żył w niej z całą jej zgro­zą i wital­no­ścią. „Mora­li­ty plays”, któ­re oglą­dał jako dziec­ko, były zarów­no dewo­cyj­ne, jak i try­ska­ją­ce obsce­nicz­no­ścią. Ludo­we świę­ta, w któ­rych uczest­ni­czył, były zarów­no rado­sne, jak i prze­siąk­nię­te prze­mo­cą. Teatr elż­bie­tań­ski powsta­wał tuż obok are­ny, na któ­rej wal­czy­ły niedź­wie­dzie, a jego publicz­ność oglą­da­ła rów­nież wido­wi­ska, pod­czas któ­rych konie były roz­szar­py­wa­ne przez psy. Jasność i ciem­ność były osob­ny­mi prze­strze­nia­mi.

Pisarz, pro­fe­sor Harvar­du, od lat gło­si tezę, że znacz­nie cie­kaw­szym od Shakespeare’a czło­wie­kiem był Chri­sto­pher Mar­lo­we. Zda­niem Gre­en­blat­ta autor Ham­le­ta mógł­by pozaz­dro­ścić Marlowe’owi kil­ku rze­czy.

Przede wszyst­kim to Mar­lo­we w zasa­dzie (mówię „w zasa­dzie”, bo zawsze moż­na zna­leźć jakichś hipo­te­tycz­nych poprzed­ni­ków) wyna­lazł teatral­ny wiersz bia­ły. […] Sha­ke­spe­are „tyl­ko” prze­jął ten śro­dek wyra­zu. Zro­bił z nim jed­nak nie­sa­mo­wi­te rze­czy.

Gre­en­blatt twier­dzi, że Mar­lo­we był rów­nież odważ­niej­szy od wiel­kie­go Strat­ford­czy­ka. Mówi:

Na pew­no ogrom­nie sko­rzy­stał na tym, że Mar­lo­we ryzy­ko­wał, testu­jąc gra­ni­ce, jakie arty­stom sta­wia­ła wła­dza. Oczy­wi­ście tyl­ko naj­bliż­szym zna­jo­mym mówił – choć, jak się oka­za­ło, i wśród nich byli dono­si­cie­le – że Jezus i Jan byli kochan­ka­mi, Mary­ja dziw­ką, Moj­żesz oszu­stem, a on sam napi­sał­by ewan­ge­lię znacz­nie lepiej. Tak czy ina­czej Mar­lo­we widział wokół sie­bie ścia­nę repre­sji i orto­dok­sji. Wła­śnie w star­ciu z tymi siła­mi rodzi­ła się sztu­ka, w któ­rej był wol­ny. Mówiąc obra­zo­wo, chciał nią przejść przez mur, a ponie­waż nie było drzwi, brał młot i wybił w nim dziu­rę. Potem Sha­ke­spe­are prze­szedł przez tę dziu­rę po jego mar­twym cie­le. Nie musiał już ryzy­ko­wać tak wie­le.

Okładka czasopisma „Znak” 2026, nr 8.
„Znak” 2026, nr 8.

„Nowe Książki”

Podwój­ny numer „Nowych Ksią­żek” przy­no­si wie­le recen­zji. Szcze­gól­ną uwa­gę zwró­ci­łam na tekst Jana Biń­czyc­kie­go W Trie­ście jak nigdzie, poświę­co­ny ese­jo­wi walij­skiej pisar­ki Jan Mor­ris Triest, czy­li nigdzie. Zain­try­go­wa­ły mnie już pierw­sze zda­nia auto­ra, któ­ry prze­strze­ga przed pod­da­niem się uro­ko­wi wspo­mnia­nej publi­ka­cji, zale­ca­jąc zacho­wy­wa­nie wobec niej pew­ne­go dystan­su. Wąt­pli­wo­ści Biń­czyc­kie­go wią­żą się z tym, że na esej Mor­ris, doty­czą­cy mia­sta wie­lo­kul­tu­ro­we­go, znaj­du­ją­ce­go się w gra­ni­cach róż­nych państw, patrzy on z per­spek­ty­wy miesz­kań­ca tere­nów nie­gdy­siej­szej CK Austrii. Zapi­su­je:

To, co dla autor­ki jest uro­kli­wą pro­win­cją zapa­trzo­ną w daw­ne lata świet­no­ści, dla potom­ków daw­nych „cekań­czy­ków”, miesz­kań­ców ziem wcho­dzą­cych kie­dyś w skład CK Austrii, będzie waż­nym punk­tem odnie­sie­nia, jed­nym ze zwor­ni­ków porząd­ku świa­ta. Choć upa­dek wie­lo­na­ro­do­we­go pań­stwa przy­czy­nił się do odro­dze­nia Pol­ski, do dziś w Kra­ko­wie oraz w Gali­cji na austriac­ki reżim patrzy się z pobłaż­li­wo­ścią, a nie­kie­dy wręcz z nostal­gią. Mor­ris, choć rodem z walij­skiej pro­win­cji, była oby­wa­tel­ką znacz­nie sil­niej­sze­go, trwal­sze­go impe­rium o wpły­wach się­ga­ją­cych dale­ko poza Euro­pę. Stąd iro­nia i dystans zupeł­nie nie­zro­zu­mia­łe na połu­dnie od Kielc, gdzie pamięć wymu­szo­nej i nie­wol­nej od napięć, a jed­nak moc­no zako­rze­nio­nej wspól­no­ty do dziś budzi nostal­gię.

Rów­no­cze­śnie przy­po­mi­na, że pierw­sza fala tej nostal­gii wybu­chła w latach 90., a z bie­giem cza­su przy­bra­ła na sile, sta­jąc się jed­nym z ele­men­tów budo­wa­nia wspól­no­ty Euro­py Środ­ko­wej. Doda­je, że Trie­sto­wi poświę­co­no jeden z nume­rów „Zeszy­tów Lite­rac­kich”, w któ­rym zna­la­zły się tek­sty Ita­la Sve­va, Mau­ra Cova­ci­cha, Ada­ma Mich­ni­ka. Następ­nie zaś zazna­cza:

czy­ta się [je – red.] jak tek­sty pochwal­ne dla pozba­wio­nej szo­wi­ni­stów wspól­no­ty naro­dów. W takim uję­ciu włosko-(post)habsburskie mia­sto nie może leżeć „czy­li nigdzie”, sko­ro sta­no­wi histo­rycz­ne zaple­cze wiel­kie­go inte­lek­tu­al­no-poli­tycz­ne­go pro­jek­tu.

Nie­za­leż­nie od tego, czy zgo­dzi­cie się z recen­zen­tem czy nie, zachę­cam zarów­no do czy­ta­nia same­go tek­stu, jak i do lek­tu­ry uro­kli­we­go ese­ju Jan Mor­ris.

Okładka czasopisma „Nowe Książki” 2026, nr 7–8.
„Nowe Książki” 2026, nr 7–8.

„Twórczość”

To pew­nie melan­cho­lia z powo­du odcho­dzą­ce­go lata spra­wi­ła, że z tek­stów publi­ko­wa­nych w naj­now­szej „Twór­czo­ści” wybra­łam esej Toma­sza Szer­sze­nia W koń­cu pły­nę po to, by odzy­skać czas. Jak pisze autor, pokład stat­ku pły­ną­ce­go przez oce­an jest miej­scem, w któ­rym czas wymy­ka się tra­dy­cyj­ne­mu poj­mo­wa­niu:

Nie tyl­ko dla­te­go, że ule­ga­my złu­dze­niu, że dry­fu­je­my gdzieś poza cza­sem, poza histo­rią, że jeste­śmy w miej­scu nie­moż­li­wym, na bez­gra­nicz­nej wod­nej pusty­ni, gdzie nie dosię­ga­ją nas lub dosię­ga­ją z rzad­ka wia­do­mo­ści, któ­ry­mi żyje resz­ta świa­ta. Sami z sobą i z cza­sem, któ­ry jed­no­cze­śnie – trud­ny do uchwy­ce­nia para­doks – nie­ubła­ga­nie pły­nie i się dla nas zatrzy­mał. Stop­nio­wo zmie­nia­my stre­fy cza­so­we: pły­nąc na wschód, cały czas jeste­śmy do tyłu, pra­wie codzien­nie tra­cę godzi­nę patrze­nia na oce­an. Godzi­nę życia, któ­rej nie odzy­skam. To zamie­sza­nie ma poważ­ne kon­se­kwen­cje: pory posił­ków migru­ją, trud­no dogo­nić wła­sny ape­tyt, trze­ba skra­cać czas snu, by zdą­żyć zjeść śnia­da­nie wystar­cza­ją­co wcze­śnie, by mieć wystar­cza­ją­co dużo cza­su do obia­du… Powo­du­je to waż­ną kon­fu­zję: w koń­cu pły­nę po to, by odzy­skać czas.

Tak posta­wio­ny pro­blem skła­nia auto­ra do się­gnię­cia po dwa dzie­ła poświę­co­ne podró­żom. Pierw­szym jest Smu­tek tro­pi­ków fran­cu­skie­go antro­po­lo­ga Claude’a Lévi-Straus­sa. Toma­sza Szer­sze­nia intry­gu­ją zwłasz­cza opi­sy praw­dzi­wej prze­strze­ni podró­ży:

Jest ona wędrów­ką nie tyl­ko przez kon­ty­nen­ty i ludz­kie oby­cza­je, ale rów­nież, może przede wszyst­kim, poprzez czas i oce­any wła­snej pamię­ci. Żało­ba po podró­ży zaczy­na się w momen­cie roz­po­czę­cia pro­ce­su spi­sy­wa­nia jej histo­rii. I odkry­cia smut­nej, pro­ustow­skiej praw­dy: koń­czy­my, będąc już kimś innym, niż gdy ją roz­po­czy­na­li­śmy.

Dru­gim jest opo­wia­da­nie Amok Ste­fa­na Zwe­iga, auto­ra Nowe­li sza­cho­wej i bio­gra­fii Fer­dy­nan­da Magel­la­na. W opo­wia­da­niu jeden z pasa­że­rów stat­ku pro­si nar­ra­to­ra o wysłu­cha­nie jego histo­rii:

Od dzie­się­ciu dni nie zamie­ni­łem z nikim sło­wa… wła­ści­wie już od lat… i może dla­te­go mi to tak cięż­ko przy­cho­dzi… […] dosze­dłem już do kre­su… muszę koniecz­nie z kimś mówić… ina­czej wykoń­czę się, zgi­nę… […] muszę opo­wie­dzieć to, co się mnie kon­kret­nie wyda­rzy­ło…

Po przy­to­cze­niu frag­men­tu opo­wia­da­nia Zwe­iga autor ese­ju doda­je:

To sło­wa nada­ją sens pły­nię­ciu: dopó­ki histo­ria jest opo­wia­da­na, dopó­ty jeste­śmy czę­ścią lite­ra­tu­ry. Wraz z jej koń­cem, zamilk­nię­ciem, wszyst­ko się koń­czy.

Okładka czasopisma „Twórczość” 2026, nr 6.
„Twórczość” 2026, nr 6.

„Tygodnik Powszechny”

W naj­now­szym „Tygo­dni­ku Powszech­nym” jak zwy­kle znaj­dzie­my spo­ro arty­ku­łów poświę­co­nych książ­kom. Może­my prze­czy­tać mię­dzy inny­mi roz­mo­wę z Kata­rzy­ną Sur­miak-Domań­ską na temat jej naj­now­szej publi­ka­cji Świat przed nami nie ist­niał – repor­ter­skiej opo­wie­ści o trau­mie wojen­nej i jej wpły­wie na kolej­ne poko­le­nia. Mag­da­le­na Nowic­ka-Fran­czak żegna zmar­łe­go nie­daw­no Igna­ce­go Kar­po­wi­cza, Oli­vier Sobo­ta-Sza­moc­ki wra­ca zaś do twór­czo­ści Leopol­da Bucz­kow­skie­go, któ­re­go Wer­te­py w serii „Pol­skie Pro­zy” przy­po­mniał w tym roku Pań­stwo­wy Insty­tut Wydaw­ni­czy. Z kolei Maciej Jar­ko­wiec w tek­ście Szek­spir z Wir­gi­nii zasta­na­wia się nad feno­me­nem S.A. Cosby’ego, pisa­rza, któ­re­go nie tyl­ko on sam uwa­ża za naj­no­wo­cze­śniej­sze­go auto­ra Ame­ry­ki. W Pol­sce uka­za­ły się jego czte­ry powie­ści: Asfal­to­wa pusty­nia, Kol­cza­ste łzy, Wszy­scy grzesz­ni­cy krwa­wiąKról popio­łów. Jar­ko­wiec zapi­su­je:

Ich ory­gi­nal­ne tytu­ły – „Black­top Waste­land”, „Razor­bla­de Tears”, „All the Sin­ners Ble­ed”, „King of Ashes” – jesz­cze bar­dziej przy­po­mi­na­ją nazwy albu­mów jakiejś kul­to­wej death­me­ta­lo­wej kape­li. Skry­wa­ją się za nimi świet­nie skon­stru­owa­ne i dyna­micz­ne fabu­ły z pod­ga­tun­ków, takich jak heist novel, czy­li powieść o napa­dzie rabun­ko­wym, thril­ler o zemście, kry­mi­nał detek­ty­wi­stycz­ny albo noir. Cos­by ma dar two­rze­nia tak zwa­nej trud­nej posta­ci, przy czym przy­miot­nik ten dobrze odda­je zarów­no jej rela­cje ze świa­tem, samą sobą, jak i czy­tel­ni­ka z nią. Boha­te­rów Cosby’ego trud­no poko­chać, ale nie spo­sób ich porzu­cić. Ich grze­chy i sła­bo­ści są rów­nie god­ne poża­ło­wa­nia, co nie­ba­nal­ne. To nie kry­mi­nal­na zagad­ka ani też pościg, uciecz­ka czy suspens wyni­ka­ją­cy z prze­ra­że­nia napę­dza­ją nar­ra­cje Cosby’ego, lecz syzy­fo­wy wysi­łek okieł­zna­nia żywio­łów roz­sa­dza­ją­cych duszę, jaki podej­mu­ją jego boha­te­ro­wie.

Nie­praw­do­po­dob­nie popu­lar­ny dziś pisarz wycho­wał się w przy­cze­pie kem­pin­go­wej. Jego ojciec był poła­wia­czem prze­grzeb­ków w Zato­ce Che­sa­pe­ake, a mat­ka nie pra­co­wa­ła, więc nie­trud­no się domy­ślić, że żyli w ubó­stwie. Rodzi­na róż­ni­ła się jed­nak od innych zamiesz­ku­ją­cych pobli­skie domy kem­pin­go­we – wszy­scy Cos­by uwiel­bia­li czy­tać. To udzie­li­ło się chłop­cu, któ­ry szyb­ko chwy­cił za pió­ro. Nie­mniej dopie­ro w wie­ku czter­dzie­stu pię­ciu lat uda­ło mu się opu­bli­ko­wać pierw­szą powieść. Maciej Jar­ko­wiec tak ana­li­zu­je, w czym tkwi tajem­ni­ca talen­tu auto­ra, a w rezul­ta­cie jego suk­ces pisar­ski:

Dziś Cos­by nazy­wa­ny jest kró­lem southern noir, gatun­ku, któ­re­go począt­ków moż­na szu­kać w kla­sy­ku „Listo­nosz zawsze dzwo­ni dwa razy” z 1934 roku. […] Cos­by za fila­ry upra­wia­ne­go przez sie­bie gatun­ku uwa­ża kla­sę, reli­gię, seks i rasę. Budu­ją one tkan­kę wszyst­kich jego powie­ści, bra­wu­ro­wo łączą­cych faulk­ne­row­ską tra­dy­cję z warsz­ta­tem lite­ra­tu­ry popu­lar­nej. I, co naj­istot­niej­sze: z afro­ame­ry­kań­ską per­spek­ty­wą.

Doko­na­nia pisar­skie S.A. Cosby’ego są napraw­dę zna­czą­ce:

Suk­ces ostat­niej powie­ści, „Kró­la popio­łów”, zapew­nił mu następ­ny, wie­lo­mi­lio­no­wy kon­trakt na sagę zapo­wia­da­ną jako „Ojciec chrzest­ny” Połu­dnia. Cos­by wcho­dzi też we współ­pra­cę z Marve­lem, two­rząc książ­kę o kul­to­wym komik­so­wym super­bo­ha­te­rze Luke’u Cage’u. Wspól­nie z muzy­kiem Questlo­ve pisze serię scien­ce fic­tion dla mło­dzie­ży. W Net­flik­sie powsta­je serial na pod­sta­wie „Wszyst­kich grzesz­ni­ków…”, pro­du­ko­wa­ny przez fir­my Higher Gro­und – nale­żą­cą do Michel­le i Barac­ka Oba­mów – i Amblin Enter­ta­in­ment Ste­ve­na Spiel­ber­ga. Para­mo­unt Pic­tu­res szy­ku­je się do ekra­ni­za­cji „Asfal­to­wej pusty­ni” i „Kol­cza­stych łez”.

Praw­do­po­dob­nie jesz­cze wie­le razy usły­szy­my o tym pisa­rzu, zwłasz­cza że w Pol­sce już dzi­siaj po jego książ­ki się­ga cał­kiem spo­re gro­no czy­tel­ni­ków.

Okładka czasopisma „Tygodnik Powszechny” 2026, nr 36.
„Tygodnik Powszechny” 2026, nr 36.

Czytaj także

07.08.2026 Prasówka

Prasówka (7 sierpnia 2026)

W redakcji „Dziennika Literackiego” wertujemy różnego rodzaju czasopisma w poszukiwaniu interesujących tekstów. Wyławiamy artykuły, które nas intrygują, poruszają, prowokują do rozmowy. Naszym czytelniczkom i czytelnikom również powinny przypaść do gustu. Dlatego zapraszamy do lektury piątkowego przeglądu prasy kulturalnej.

04.08.2026 Laba

Książki są filtrem, przez który oglądam świat

Laba i lato: najlepsza para pod słońcem. Szykujemy się na letnie przygody z książkami – ruszajcie z nami! W cyklu wakacyjnych tekstów prezentujemy pocztówki literackie, reportaże z wydarzeń kulturalnych (uwaga na wypowiedzi publiczności!), rozmowy o letnich lekturach. Dzisiaj z malarzem Łukaszem Stokłosą rozmawia Magda Huzarska-Szumiec.

24.07.2026 Prasówka

Prasówka (24 lipca 2026)

W redakcji „Dziennika Literackiego” wertujemy różnego rodzaju czasopisma w poszukiwaniu interesujących tekstów. Wyławiamy artykuły, które nas intrygują, poruszają, prowokują do rozmowy. Naszym czytelniczkom i czytelnikom również powinny przypaść do gustu. Dlatego zapraszamy do lektury piątkowego przeglądu prasy kulturalnej.

10.07.2026 Prasówka

Prasówka (10 lipca 2026)

W redakcji „Dziennika Literackiego” wertujemy różnego rodzaju czasopisma w poszukiwaniu interesujących tekstów. Wyławiamy artykuły, które nas intrygują, poruszają, prowokują do rozmowy. Naszym czytelniczkom i czytelnikom również powinny przypaść do gustu. Dlatego zapraszamy do lektury piątkowego przeglądu prasy kulturalnej.