W redakcji „Dziennika Literackiego” wertujemy różnego rodzaju czasopisma w poszukiwaniu interesujących tekstów. Wyławiamy artykuły, które nas intrygują, poruszają, prowokują do rozmowy. Naszym czytelniczkom i czytelnikom również powinny przypaść do gustu. Dlatego zapraszamy do lektury piątkowego przeglądu prasy kulturalnej.
„Nowe Książki”
W najnowszym numerze „Nowych Książek” znajdziemy wywiad Tomasza Kłuska z Łukaszem Tischnerem. Rozmowa w przeważającej mierze poświęcona jest kondycji współczesnego człowieka, żyjącego w czasach ujmowanych jako taylorowski „wiek świecki”. Czy w świecie pozbawionym odgórnie narzuconych, instytucjonalnych wzorców religijnych sztuka i wynikające z niej doświadczanie natury mogą stać się najważniejszymi narzędziami służącymi do oswajania lęku przed nicością? Gdzie szukać sensu życia i w jaki sposób budować własną tożsamość? Ze wspomnianymi pytaniami Łukasz Tischner mierzy się w swojej najnowszej książce – Otchłań i blask. Czytanie w epoce świeckiej. Tytułowa dychotomia pokazuje, jak doświadczenia kryzysu, nicości i cierpienia splatają się z przeżywaniem sensu i piękna, a także sposób, w jaki obie te sfery poddają się próbom nazwania za pomocą języka literackiego. Ten wątek dwudzielności, niezmienny dla ludzkiej egzystencji i świadomości, w rozmowie został świetnie przedstawiony na przykładzie twórczości Czesława Miłosza i Witolda Gombrowicza. Choć światopoglądy wspomnianych twórców zdają się raczej przeciwstawne, Tischner pokazuje ich głębokie pokrewieństwo. Wyczulenie na cierpienie i tragizm ludzkiego istnienia i w przypadku Miłosza, i w przypadku Gombrowicza stanowiło najmocniejszy impuls do tworzenia, różniła ich jednak droga realizacji – Gombrowicz skłaniał się ku sceptycyzmowi, Miłosz zaś zdawał się na poszukiwanie światła i pewnego rodzaju poetyckiej łaski. Autor Otchłani i blasku podkreśla uniwersalne znaczenie twórczości Miłosza, jego zdolność do kierowania uwagi na „drugą przestrzeń i wyzwolenie się spod władzy rozumu instrumentalnego”, ale to właśnie Gombrowiczowi nadaje „specjalny status”. Stwierdza:
Gombrowicz jest chyba bardziej niezbędny kulturze polskiej, bo wydobywa Polaka ze sfery zdziecinnienia, stadności, pocieszających mitów, resentymentów ofiary dziejów. Krótko mówiąc, uczy trzeźwości i wolności. Dziś, kiedy budzą się demony nacjonalizmu, plenią się teorie spiskowe, a polski katolicyzm bywa oksymoronem, bo przecież katolicki oznacza powszechny, a nie zawężony do kręgu rodaków, bardzo nam potrzeba śmiechu Gombrowicza.
Według Tischnera czytanie staje się więc doświadczeniem etycznym, budzącym gotowość do nieustannego zadawania pytań. Interpretacja natomiast byłaby w tym aspekcie sposobem uczestniczenia w świecie, nie zaś jedynie metodą badawczą.
*
Aleksandra Kumala w tekście Twarze Tove Ditlevsen przygląda się twórczości tytułowej duńskiej pisarki w kontekście biograficznym. Choć sama Ditlevsen deklarowała: „Rzeczywistość nigdy mnie nie obchodziła; nigdy też o niej nie pisałam”, Kumala stawia tezę, że Pokoju Vilhelma (powieści wydanej w 1975 roku) trudno nie czytać w ujęciu autobiograficznym, i udowadnia, że granica między życiem a literaturą w przypadku Ditlevsen była niezmiernie krucha. Wspomnianą powieść, napisaną krótko przed samobójczą śmiercią autorki, Kumala traktuje jako przykład fikcji literackiej, odnajdując w niej jednocześnie zapis osobistych doświadczeń, emocji i rozrachunków z przeszłością. Recenzja Pokoju… jest tu jednak zaledwie punktem wyjścia do szerszego spojrzenia na wiele odmiennych kwestii wyraźnie obecnych w dziełach Ditlevsen, ze szczególnym uwzględnieniem feministycznego wymiaru jej twórczości, a także zmagań autorki z chorobą psychiczną i pewnego rodzaju antycypacją samobójstwa. Obecność tego ostatniego wątku w twórczości Ditlevsen Kumala interpretuje następująco:
samobójstwo nie jest tu aktem słabości, lecz gestem wyzwalającym od struktur społecznych […] Ditlevsen nie rozkoszuje się wizją samozagłady, nie romantyzuje tego aktu. Przekonana o jego nieuchronności, skutecznie unika pułapek maladycznej egzaltacji, przekracza czytelnicze oczekiwania i wciąż aktualne kulturowe tabu.
Według Kumali wątki feministyczne niosą zaś w sobie zastanawiający, wart głębszego namysłu rozdźwięk między twórczością a biografią. Ditlevsen, krytycznie podchodząca do instytucji małżeństwa i rozczarowana mieszczańskim modelem życia, czemu wielokrotnie dawała wyraz w utworach literackich, dystansując się jednak od publicznego zabierania głosu na ten temat i „konsekwentnie stroniąc od otwartego politycznego zaangażowania”. Jakkolwiek banalnie by to brzmiało – Ditlevsen była pisarką i człowiekiem pełnym sprzeczności, dzięki czemu potrafi budzić zarówno ciekawość, jak i poczucie ciepła oparte na wspólnocie ludzkich słabości. W tym kontekście niezwykle dobitnie brzmią słowa Kumali: „frapujące pozostaje dziś nie tylko to, co «Pokój Vilhelma» demaskuje, ale i to, co zataja”.
„Projektor”
W najnowszym numerze magazynu „Projektor” Beata Pytko analizuje przyszłość wielkich osiedli mieszkaniowych pod kątem architektoniczno-socjologicznym. Jej tekst, opublikowany w bloku tematycznym poświęconym postindustrialnym przestrzeniom miejskim, pokazuje, jak mogą wyglądać procesy transformacji postkomunistycznych blokowisk. Pytko ustawia problem dwutorowo – z jednej strony prezentuje czytelnikom obraz polskich przestrzeni miejskich, z drugiej zaś zestawia go z doświadczeniem i wypracowanymi strategiami z obszaru Niemiec (ze szczególnym uwzględnieniem dawnego NRD). Pytko – dostrzegając potencjał przestrzenny osiedli z wielkiej płyty (uznaje je za skuteczne narzędzie w walce z niekontrolowanym rozlewaniem się miast, określanym jako urban sprawl) – odnosi się do koncepcji social space Henriego Lefebvre’a. Ten francuski filozof i socjolog widział w przestrzeni publicznej osiedla nie wyłącznie materialny produkt architektoniczny, ale przede wszystkim żywą sieć relacji sąsiedzkich, „które albo pozwalają na zaistnienie akcji, albo sugerują inne akcje, lub też nie pozwalają na wywiązanie się jeszcze innych akcji”.
W powyższym kontekście przestrzenie publiczne, czyli główny przedmiot zainteresowania reurbanizacji, stanowiłyby źródło przywracania równowagi urbanistycznej. Posługując się przykładami berlińskiej dzielnicy Hellersdorf oraz miasta Halle-Neustadt, Pytko pokazuje, że „odczarowanie” wielkiej płyty wcale nie musi być mrzonką czy naiwnym marzeniem. Przeciwnie: blokowiska stają się cenną rezerwą przestrzenną – wolne obszary między budynkami pozwalają na dogęszczanie zabudowy i wprowadzanie brakujących funkcji usługowych, edukacyjnych i handlowych, co z kolei pozwala przekształcać je w samowystarczalne „miasta w mieście”. O ile dyskusja na temat pomysłu „dogęszczania” wolnych przestrzeni na starszych osiedlach wydaje się konieczna ze względu na jego kontrowersyjność, o tyle ożywianie kwartałów architektonicznych za pomocą przydawania im niezbędnych usług i instytucji jest niewątpliwie pożyteczne. Niemieckie podejście, które Pytko uznaje za swoisty drogowskaz, można chyba nazwać czymś w rodzaju humanizacji skali – polega na przekształcaniu potężnych przestrzeni publicznych w kameralne place, na wprowadzaniu tam zieleni, sztuki oraz, co niemniej ważne – zrównoważonego transportu. Tekst Pytko można więc traktować jako wezwanie do tego, żeby rodzimy rynek urbanistyczny wprowadzić na drogę reurbanizacji – odważnej, ale przede wszystkim nakierowanej na dobro mieszkańców.
*
Paweł Chmielewski w tekście Opuszczone.eu, Przekształcone.eu snuje refleksje na temat miasta, w którym na szczególną uwagę zasługują przestrzenie niegdyś opuszczone, porzucone czy zdegradowane, lecz w wyniku działań architektów, socjologów i artystów – zrewitalizowane. Punktem wyjścia rozważań Chmielewskiego staje się zbiór esejów wydany przez oficynę Czarne – Inne przestrzenie, inne miejsca. Mapy i terytoria pod redakcją Dariusza Czai. Publikacji tej towarzyszy z kolei myśl Michaela Foucaulta i Marca Augégo – zawarta odpowiednio w wykładzie O innych przestrzeniach. Heterotopie oraz w Nie-miejscach. Wprowadzenie do antropologii hipernowoczesności. Te „światy bez pamięci i bez historii, ziemie niczyje, punkty tranzytowe, które definiują chwile i zmienność” w tekście Chmielewskiego zyskują namacalny konkret – stając się przykładami architektonicznych metamorfoz. Centrum Handlowe Manufaktura w Łodzi, Skład Solny w Krakowie czy Mazowieckie Centrum Sztuki Współczesnej „Elektrownia” w Radomiu według autora stanowią swoiste architektoniczne komentarze do esejów zawartych we wspomnianym zbiorze: między innymi Magdaleny Barbaruk (El lugar de la Mancha. O cervantesowej geografii), Moniki Sznajderman (Przerwy w pamięci. Historia rodzinna) czy Agnieszki Wolny-Hamkało (Śmierć przedmieść). Podupadłe niegdyś przestrzenie, „biedne miejsca” niosą w sobie, jak zaznacza Chmielewski, obietnice tętniącego życia. Najcenniejszym gestem staje się więc wydobywanie, czyli ocalanie potencjału tkwiącego w tego rodzaju miejscach. Cytowana przez autora Dorota Majkowska-Szajer podsumowuje to następująco:
wielbiciel biednych przedmiotów nie może po prostu na nie popatrzeć i iść dalej. Chce je jakoś podnieść, ująć, pokazać komuś ich zgrzebną urodę, która nie jest przecież oczywista, zatrzymać tę formę, która nieuchronnie się rozpada.
„Dialog”
Najnowszy numer miesięcznika „Dialog” został poświęcony kwestii polityczności w teatrze. Do tego zagadnienia nawiązują teksty Igora Stokfiszewskiego, Marceliny Obarskiej, a także rozmowa Wymykanie się, przeprowadzona przez Zuzannę Berent z Olgą Ciężkowską – reżyserką młodego pokolenia, dla której kategoria polityczności jest szczególnie ważna w kontekście decyzji estetycznych. Ciężkowska opowiada:
Polityczny wymiar sztuki nie ogranicza się tylko do wyboru tematu, dotyczy przede wszystkim sposobu, w jaki konstruujemy opowieść, wchodzimy w relacje z miejscem, z dyskursem, z pewnymi powszechnymi wyobrażeniami […]. To, co postrzegam jako najbardziej polityczne, wiąże się z jakimś rodzajem napięcia między aktem tworzenia a rzeczywistością, w której się to robi. Nie postrzegam jako politycznych tych prac, które są zupełnie wyabstrahowane z kontekstu – wydaje się, że powstają w takim uniwersalnym świecie polskiego teatru. Taki uniwersalizm, za którym często idą tak zwane wielkie narracje, jest jedną z najmniej politycznych rzeczy – bo stara się właśnie te napięcia i różnice zatrzeć, zneutralizować.
Ten sposób myślenia reżyserka wprowadza w życie w teatrach repertuarowych, jak choćby w Starym Teatrze w Krakowie, gdzie przygotowała Nieustraszoną miłość Eve Adams, czy w Teatrze Współczesnym w Szczecinie, w którym wystawiła spektakl Nie całuj mnie teraz, a także w swoich realizacjach artystycznych opartych na queerowych herstoriach. Obecnie pracuje nad projektem, którego bohaterką będzie Alice Weidel. Premiera w poznańskim Pawilonie zapowiadana jest na przyszły rok. Jak mówi Ciężkowska:
Weidel jest liderką skrajnie prawicowej niemieckiej partii AfD, a jednocześnie lesbijką, która ze swoją pochodzącą ze Sri Lanki żoną wychowuje dwójkę dzieci. Ten projekt nie opiera się na teorii na jej temat, którą mam i którą chcę przedstawić na scenie, tylko na wykorzystaniu przestrzeni teatru jako miejsca, w którym mogę wobec tej postaci wykonać pewien gest. Ponieważ Weidel ma w sobie tak duże sprzeczności, budzi we mnie zarazem niepokój i gniew. Chcę się dowiedzieć, dlaczego to jest dla mnie niewygodne, że lesbijka stoi na czele partii, która głosi nienawiść wobec różnych mniejszości – rasowych, narodowych, ale też seksualnych. Oczywiście odpowiedź jest poniekąd oczywista, ale interesuje mnie polityczny efekt tego dysonansu poznawczego.
*
Do konserwatywnej partii AfD nawiązuje również zamieszczona w „Dialogu” sztuka niemieckiej dramatopisarki Mai Zade w tłumaczeniu Iwony Uberman. Pająk to monolog kobiety na życiowym rozdrożu, która wraca do wspomnień z dzieciństwa. Znaczącą rolę w tej sztuce odgrywa Kris. Bohaterka sztuki postanawia odnaleźć go w Berlinie, gdzie ten obecnie mieszka. Na pozór przypadkowo spotykają się w restauracji, w której Kris czeka na żonę i syna. Julia szybko uświadamia sobie, że poziom życia jej niegdysiejszego przyjaciela i jego rodziny jest zupełnie inny niż jej własny:
moja żona się spóźni, mówi Kris, zawsze niebezpiecznie jest wybierać się, żeby coś zjeść w pobliżu Kudammu, ona uwielbia Chanel
w myślach smakuję to zdanie na języku, ona uwielbia Chanel
restauracja, o wiele droższa od tych, do których zwykle chodzę, była już pierwszym sygnałem, teraz, jak tylko pada słowo Chanel, widzę, że garnitur Krisa jest bardzo drogi, materiał wygląda na gruby, ale świetnie się układa, jest ewentualnie szyty na miarę,
tak najprawdopodobniej jest uszyty na miarę
finansowo, to pewne, poruszamy się w różnych sferach
Ale dla bohaterki status społeczny i materialny Krisa jest znacznie mniej problematyczny niż jego poglądy polityczne. Do pierwszego starcia dochodzi, kiedy Christiane, jego żona, wypowiada się na temat macierzyństwa, z pogardą spoglądając na bezdzietną Julię. Niebawem na światło dzienne wychodzą rasistowskie przekonania Krisa i jego rodziny, przeciwników liberalnego podejścia do życia i przynależności Niemiec do Unii Europejskiej. Hipokryzja dawnego przyjaciela ujawnia się zwłaszcza wtedy, kiedy z jednej strony mówi on o sposobach służących mu – jako prawnikowi – do naginania przepisów na prywatny użytek ważnego polityka AfD, żeby ten stał się jeszcze bogatszy, a z drugiej staje w obronie uboższej części społeczeństwa:
problem polega na tym, mówi Kris, i słyszę od razu po jego swobodnym tonie, że nie mówi tego po raz pierwszy, że system jest nadużywany, bogaci robią politykę dla bogatych, lewica już bardzo dawno zeszła kompletnie na psy, i jedyną partią, która się przynajmniej trochę troszczy o normalnych ludzi, ludzi, którzy zarabiają mało albo tylko średnio, jest AfD
a więc jednak jesteś wyborcą AfD
mogę ci powiedzieć, czyim wyborcą nie jestem: ani CDU, ani SPD, bo te tak zwane partie ludowe już od dawna nie mają nic wspólnego z ludem
a ty należysz do ludu
Kris kręci przecząco głową
Do czego prowadzi ta wymiana zdań, przekonajcie się sami, sięgając po niewątpliwie interesującą sztukę Mai Zade.
„Literatura na Świecie”
Najnowszy numer „Literatury na Świecie” poświęcony został przede wszystkim twórczości pisarzy ukraińskich, jak na przykład Mike Johannsen, którego Żywot Guya Serhijowycza Śrubunka możemy przeczytać w tłumaczeniu Macieja Piotrowskiego. Ta historia rewolucjonisty opowiada o czasach jego wczesnego dzieciństwa aż do dojrzałości. Sam temat mógłby sugerować, że tekst został napisany na zamówienie władz komunistycznych, niemniej sposób, w jaki podszedł do niego autor, odbiegał od przyjętych przez nie założeń, choćby już na poziomie gęstego, wyrafinowanego języka, którym bohater tak opisywał swój zakład pracy:
Fabryka przypominała choinkę obwieszoną świeczkami: to niewykorzystany gaz ulatniał się do nieba miriadą ogników. Pod ciemną bramą zakładu snuli się robotnicy, ponurzy, usmoleni, zadymieni i zakurzeni. Nie było nic w tym zabawnego, a jednak Guy Serhijowycz rechotał jak nigdy dotąd w swoim krótkim życiu.
W opowiadaniu niebagatelną rolę odgrywa właśnie śmiech. Bohater zanosi się od niego już jako niemowlę na rękach matki. Robi to także później, a opisami wybuchów jego radości kończą się poszczególne części tekstu. Guy śmieje się nawet wtedy, kiedy doświadcza rzeczy, które powinny wywołać zupełnie przeciwną reakcję. To jego metoda na przetrwanie, obrazująca nastawienie do świata, w którym przyszło mu żyć. Musi się jednak do niego dostosować i przyjąć obowiązujące reguły, musi stać się częścią panującego systemu. Czytamy:
Guy chciał unieść pięść, by powalić przeciwnika po raz drugi, ale nie zdołał. Ręce miał skrępowane mocnym angielskim pasem. Przed nim stał Kroń. „Nocny stróż”, przyjaciel inżyniera estety. Chłopaczkowie rozpierzchli się jak lipowe wióry w stolarni, a Kroń junior dźwignął się na swoje krzywe kulasy i mierzył bryłą koksu w ocalałe oko Guya. Stary łotr oburącz ściskał pas owijający chuderlawe ciało mikrusa. Ten podjął ostatnią rozpaczliwą próbę wymsknięcia się z pułapki. W końcu zastygł, a na jego obliczu rozkwitł szeroki mimowolny uśmiech.
Właśnie ten uśmiech przejmie po Guyu następne pokolenie. Mężczyzna zobaczy go w oczach swojego synka, kiedy mały zrani się w palec: „Łzy [chłopca – red.] wysychały, a usteczka znów złożyły się do uśmiechu”.
*
Maciej Piotrowski swój tekst Śmiech wbrew wszystkiemu, podsumowujący prezentowane w „Literaturze na Świecie” opowiadanie, zaczyna od słów:
Pośród tekstów prozatorskich Mike’a Johannsena największe natężenie socjalistycznego patosu znajdziemy w „Żywocie Guya Serhijowycza Śrubunka” (1931). W obliczu krzepnącego stalinizmu autor kochający absurd i nonsens nie mógł już pisać o takich błahostkach jak wyprawy kajakowe, podróż przez step czy piękno ukraińskiej przyrody. Zbyt długo radzieccy krytycy znosili ekscesy przeintelektualizowanych literatów. Johannsen zaserwował więc opowiadanie o człowieku z fabryki, o frontowych zwycięstwach czerwonych, o wielkich socjalistycznych budowach.
Piotrowski zwraca uwagę na rolę śmiechu w twórczości pisarza, podkreśla, że Johannsen nie potrafił służyć panującej ówcześnie ideologii, dlatego starał się to zamaskować wyborem banalnych tematów. Nie mógł się jednak powstrzymać przed opisaniem ich w oryginalny sposób, co świadczy o jego wyjątkowym talencie pisarskim. Zapisuje:
Johannsen wymykał się oczekiwaniom proletariackich ideologów. I nie wyszło mu to na dobre. […] Naszego autora łajano za erudycję, kwiecistość języka, dosadną frazę. Wszystko to miało być zbędną ornamentyką, której towarzyszyły braki ideologiczne. Kolejne recenzje, a także aresztowanie kolejnych przyjaciół po 1933 roku, skłaniały go do powściągania eksperymentów. Próbował twórczości reporterskiej, ale i w niej nie mógł powstrzymać się od wygłupów.
Skończyło się to dla pisarza tragicznie. 27 października 1937 roku został rozstrzelany.